weekendowy_ojciec
19.09.06, 12:45
wyprowadziłem się, rozwiodłem, uwolniłem... ale nie do końca. Nadal tkwię w
emocjonalnym więzieniu. Od lat podejmuję próby wyrawania się, ale
bezskutecznie. Byle pretekst jest dobry, aby mi zrobić awanturę przy dziecku,
prawdziwy czy urojony, każdy, aby móc mi powiedzieć jaki jestem. Moja troska
o dziecko jest odbierana jako próba podważenia roli matki, moja chęć
przebywania więcej czasu z córką jest hamowana pod hasłem "idź do sądu"...
Nie mam sił, nie mam ochoty tkwić w tym klinczu, póki co nic nie działa. Czas
od rozwodu mija, moje życie jest coraz lepsze, ale relacje z byłą coraz
gorsze...
Ostatni weekend był cudowny. Spędziłem go z córką, znajomymi, ich dziećmi i
na koniec dziecko płakało bo chciało jeszcze ze mną zostać. Uspokajałem ją,
rozmawiałem, pytałem, przytulałem, zapewniałem, że już za 2 dni znów się
widzimy... Moja ex ma jedną tylko odpowiedź "nagadałeś jej coś na mnie". Ręce
mi opadają, chcę dać mojej córce maks dobrego pomimo rozwodu, ale nie umiem
zburzyć tego więzienia
pozdrawiam
wo