zuza_a
26.09.06, 14:14
To będzie o przyjaźni i nie tylko...
Wyobraź sobie następującą historię:
masz sąsiada pieniacza, który jest bezinteresownie złośliwy i zadarł już
prawie ze wszystkimi z ulicy. Teraz przyszła kolej na ciebie – zrobiłaś sobie
remont piwnicy, co mu się nie spodobało, zniszczył to co zrobiłaś, po czym
doniósł na ciebie do Urzędu Nadzoru Budowlanego i podał do sądu. Próbowałaś z
nim rozmawiać, pisać pisma, bo udaje że jest przygłuchy, rozmawiałaś z jego
dorosłym synem, że nie chcesz się kłócić i że nie robisz na złość, ale bez
skutku. Sąsiad nawymyślał że przestawiałaś ściany nie tylko w piwnicy, ale
także w mieszkaniu i te roboty (których faktycznie nie było) naruszyły
konstrukcje budynku i on ma popękane ściany. Stek bzdur, a ty masz kłopot.
Ponieważ rozmowy nie pomagały, z bólem serca, bo nie jesteś donosicielem, a
nie masz innego pomysłu jak ukrócić donosy Sąsiada, robisz to co i on i
zgłaszasz do w/w urzędu jego nielegalnie postawiony garaż. Garaż stoi przed
budynkiem, szpeci uliczkę, Sąsiad o świcie wyprowadza z niego swojego
malucha, niemiłosiernie hałasując przy tym blaszanymi drzwiami, praktycznie
pod twoim oknem. Tobie to przeszkadza. Musiałaś napisać do Urzędu pismo z
podpisami innych sąsiadów, że taki fakt ma miejsce, czyli że garaż szpeci a
on trzaska tymi drzwiami. Czyli uciążliwy sąsiad. Na tej samej uliczce, dwa
domy dalej, mieszka twoja przyjaciółka z lat szkolnych, znacie się ponad 20
lat. Ty idziesz do niej z tym pismem z prośbą o podpisanie go. A ona na to,
że nie podpisze bo jej garaż nie przeszkadza.
I tu zaczyna się cała historia. Ty spodziewałaś się po niej, że ona podpisze.
Ona odbiera to jako próbę nakłonienia do kłamstwa, no bo jej nie przeszkadza.
Ty czujesz się rozczarowana, no bo się spodziewałaś czegoś innego. Ona z
kolei czuje się zmuszana do zrobienia czegoś wbrew sobie. I zaczynacie
wymianę maili na temat przyjaźni, co jeszcze bardziej gmatwa relację między
wami.
I gdzie, według was, są te granice przyjaźni? Czy rzeczywiście to było
nakłanianie do kłamstwa? A zresztą nie było, bo idąc do niej z pismem
założyłaś, ze jej się garaż nie podoba i na miejscu dowiedziałaś się że jest
inaczej, ale nie nalegałaś, nie wciskałaś kawałków typu „no przecież jesteśmy
przyjaciółkami to podpisz...” . Powiedziałaś że masz przez gościa kłopot,
ale trudno, jak ona nie chce podpisać to nie. Ona na to, ze jak to ma popsuć
stosunki miedzy wami to ona podpisze. Wyszłaś od niej rozczarowana...