jolka193
07.11.06, 16:25
Witam. Nie wiem od czego zacząć i co właściwie napisać, jestem zdesperowana i
po prostu chcę to z siebie wyrzucić i uzyskać jakąś pomocną radę. Otóż dręczą
mnie bardzo natrętne myśli, od których nie mogę się uwolnić, które są jakby
pomieszaniem braku pewności siebie i wynikającego z tego lęku. Nigdy nie
odczuwam czegoś takiego jak spokój wewnętrzny, zawsze mnie coś gnębi, nawet
jeśli nie mam aktualnych problemów, to wyciągam z przeszłości jakieś mary. A
jeśli mam jeszcze bierzące problemy, kłopoty z czymś, jakieś nieprzyjemne
sytuacje, w których muszę uczestniczyć, to jestem zdołowana już totalnie. O
niczym innym nie jestem w stanie myśleć, nie widzę wyjścia z sytuacji,
pogrążam się tylko we własnym bólu, smutku, lęku i bezradności. Nie mam siły
żeby sprostać banalnym (jak wydawało by się komuś "normalnemu") problemom,
które dla nikogo oprócz mnie problemu by zapewne nie stanowiły. Boję się
ryzykować jakiekolwiek działanie czy chociażby zmianę myślenia na rzecz
poprawy mojej sytuacji, bo boję się, że ktoś mi w twarz nakrzyczy, że wcale
nie jestem taka i żebym wracała do swojej skorupy (to tak w przenośni
oczywiście). Ciągły lęk przed osądem, ciągłe doczepianie sobie etykietek,
ciągły krytycyzm wobec siebie. Mam już tego dosyć, chcę z tego wyjść, ale
ilekroć próbuję (może za mało, za mało się staram, bo wciąż nie jestem pewna
siebie, nie wiem co mi wolno, nie wiem o co mi chodzi, ani co chcę osiągnąć)
kończy się to niepowodzeniem, i im wyżej się wznoszę tym niżej opadam. Proszę
o jakieś rady, jak wzmocnić samoocenę i pozbyć się tych natrętnych myśli. Dla
wytrwałych, więcej o mnie i mojej sytuacji w tym wątku:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=43390&w=51663650