Dodaj do ulubionych

Jak zerwać....

15.12.06, 15:50
jestem zrozpaczona, moije małżeństwo to niewypał. Wyszłam za mąż z miłości-
jednostronnej miłości, ale wtedy jeszcze chciałam myśleć że jest
inaczej.Partner ma bzika na punkcie innych bab. Pochodzi ze wsi, nie miał
nigdy do czynienia z ładnymi kobietami, teraz zachowuje się jakby był chory
na baby. niestety, ja, jak to kobieta, oszukuję się ostatkiem sił, że się
zmieni. Jednak nie chce marnować swojego życia dla tego kogoś. Jednak nie
mogę się zdecydować, żeby go rzucić. Bo okazało się, że jest też chory od
niedawna. ta choroba też mnie dużo nerwów kosztuje. Już nie wiem co robić.
Nie mogę się zdecydować by zrobić ten ostateczny krok. Kocham go niestety
nadal, ale nie widzę już z nim swej przyszłości. Czuję, że on się nie zmieni,
już miałam takie sytuacje,że dawno pwoinnam go rzucić. Zaczął się maskować.
Ale czasem nie potrafi...Psycholog odpada. Poradźcie, co robić??Która była w
takiej sytuacji?Rozmowa nie skutkuje on się wypiera!Do tego się na mnie
obraża, po prostu nie mam siły...
Obserwuj wątek
    • alexxa6 Re: Jak zerwać.... 15.12.06, 15:54
      jak? poprostu,spakować manatki i się wynieść lub spakować jego manatki i on
      niech się wynosi.
      Co to za miłość,która sprowadza się do udręki i rozpaczy?no chyba że masochistką
      jesteś?Skoro nie widzisz szans na poprawę to na co czekać?aż gorzej będzie?Im
      głębiej w las tym więcej drzew.





      vanilla-cafe.net/
    • sha_la_la_la Re: Jak zerwać.... 15.12.06, 15:55
      Zaprowadzić go do psychiatry,te ciągoty do kobiet leczy się lekami,to zapewne
      paranoja. No i będzie podstawa do rozwodu.
      • co_zrobic Re: Jak zerwać.... 15.12.06, 15:57
        Dzięki, ale nie da się nigdzie zaprowadzić, nawet do zwykłego lekarza nie cche
        chodzić. Wiem, że spakwoać manatki byłoby najprościej, czasem o tym myślę,
        prawie cchę to zrobić i nie robię...wybaczam mu jak głupia kretynka i do tego
        on manipuluje tak,że to ja go przepraszam w końcu, bo udaje wielce zbolałego i
        nieszczęśliwego...nienawidzę siebie czasem za to!Ale nie umiem jakoś się
        zebrać...
        • alexxa6 Re: Jak zerwać.... 15.12.06, 16:02
          no to cóż innego można poradzić?skoro chcesz być męczennicą i brak Ci odwagi na
          zmiany,na to raczej lekarstwa nie ma.








          vanilla-cafe.net/
      • brak.chmur Re: Walcz o swoje życie! 15.12.06, 16:01
        Nie poddawaj się na samym początku!
        Jeśli go kochasz, więc warto.
        Warto walczyć do samego końca tak, abyś nigdy nie miała żalu do samej siebie.
        To Twoje jedno , jedyne życie i być może jedyny człowiek , jakiego obdarzyłaś
        uczuciem.
        Wybrałaś go przecież nie bez powodu.
        Dlaczego dziś masz się poddawać , bo sa inne?
        W czym jesteś gorsza od nich , aby ustępować im pola i oddawać faceta, którego
        kochasz?
        Walcz kobieto, zanim inna to zrobi.....
        • co_zrobic Re: Walcz o swoje życie! 15.12.06, 16:16
          Nie jestem męczennicą, mam świadomość nieprawodłowości, jednak nie mogę się
          zdecydować, nie mogę tak tego zerwać, choc czuję że wbrew sobie postępuję. I
          wiem,że czas, będzie działał tak, że moje uczucie się skończy....Ale nie cchę
          czekać aż to się stanie, jansk nie jestem w stanie nic zrobić. Nie czuje się
          gorsza, nie jestem super pięknością, ale wkurza mnie,że on tak się zachwyca
          innymi w moim towarzystwie, oraz moje zdanie się nie liczy tylko osoby która mu
          się podoba, też nawet gdyby była głupia jak but, on uważa ja za mądą tylko na
          podstawie wyglądu zewnętrznego. jest coś w tym chorego, nie mogę tego tutaj
          opisać. Po prostu ten układ jest chory i ja to wiem, ale nie mogę zerwać tego,
          nie potrafię, choć czuję, że siebie tylko tym pogrążę. Miałam inne "oferty"
          miłości, jednak nie kochałam, teraz ja nie jestem kochana i wolałabym być sama,
          ale nie mogę się zdecydować na ten krok. Ja też myslę, że nie ma sensu
          przekreślać małżeństwa jednym ruchem, ale nie chcę byc w nim strona
          pioświęcającą się. Może nie być pieniędzy, mogę znieść jakoś problemy, ale
          chorobę na punkcie bab, nie mogę. Rozumiem dyskretne jakieś zainteresowanie.
          ale to co on robi, to jawne dyskryminowanie mnie, opn dla baby w jego typie
          gotów jest się ze mna rozstać. gdyby ona tylko chciała. Dlatego nie widzę sensu
          w byciiu z nim, bo kiedy nadarzy się oakzja on mnie zostawi...bo mnie nie
          kocha. Nigdy nie mówił że mnie kocha. Może to był mój błąd?
          • alexxa6 Re: Walcz o swoje życie! 15.12.06, 16:26
            no to teraz już nic nie kapuję.źle Ci z nim ,wszystko przemawia na nie ,masz
            świadomość że związek jest nie udany ,facet Cię swoim zachowaniem poniża i wiesz
            że Cię nie kocha i mimo wszystko masz jakieś obiekcje by odejść? skoro nie
            widzisz drogi porozumienia i kompromisu to o jakim ratowaniu małżeństwa tu
            mowa?przecież to jakaś farsa a nie związek.





            vanilla-cafe.net/
            • co_zrobic Re: Walcz o swoje życie! 15.12.06, 16:34
              Wiem,że to farsa, ale jak każda kobieta, jestem naiwna, oszukuje się w pewnien
              sposób.Chociaż wiem,że to mnie doprowadzi jedynie do zguby. Czuje się z tym
              okropnie a jednak nie mogę nic zrobić. I to mnie przeraża. On się maskuje. To
              jest takie okropne. To on ze mnie robi winną, i to mnie boli najbardziej. Nie
              mogę tak zyć w ciągłej niepewności, a jednak nie wiem na co czekam. Jak mam sie
              zmusić, jak odejść?Bo jeśli się trafi okazja on na pewno odejdzie do innej,
              przy takim chorobliwym zainteresowaniu babami.
              • brak.chmur Re: Walcz o swoje życie! 15.12.06, 16:36
                Wcale nie musi odchodzić do innej.
                A jak to zrobić , powinnaś wiedzieć jako kobieta;)
                Zacznij od fryzjera a potem....wiesz co masz robić;)
                • co_zrobic Re: Walcz o swoje życie! 15.12.06, 16:46
                  Do fryzjera ..hmm..moze masz rację. Ale jakoś tak nie cchę dla niego się
                  starać. On tego nie zauważa.Poszłam do fryzjera, kupiłam nową bluzkę...ech, nie
                  soecjalnie zauważył.On dla mnie sie nie stara. Beka, pie***i, do wany wchodzi
                  co drugi dzień...Nie wiem, ale czuje się tak, jakbym juz nie miała u niego
                  szans. Nawet z szałową fryzurą. Jego wyobrażenie o seksie jest też
                  typowo "burdelowe" i skierowane na jego potrzeby. Nie liczy sie fakt, że ma cos
                  wymyślić, żeby mi było dobrze, jemu sie nie chce. A ja byłam napalona na seks,
                  a teraz zupełnie się "oziębiłam", bo on zamyka oczy i chyba marzy jakichś
                  K***ch pierwsza klasa, nie zależy mu by mnie jkoś podniećić, zaspokoić, ten
                  jego bzik na punkciekobiet niszczy mnie...
                  • brak.chmur Re: Walcz o swoje życie! 15.12.06, 16:50
                    Zrób tak, aby marzył o Tobie:)
                    Przecież potrafisz!:)
                    W czym jesteś gorsza od k...ew?:)
                    Jeśli ma "burdelowe potrzeby" to postaraj się je zaspokoić....trochę odmiany w
                    Twoim zachowaniu też mu sie przyda....
                    Kolacja przy świecach, dobre perfumy , szałowa bielizna, ech .....jest tyle
                    sposobów:)
                    • co_zrobic Re: Walcz o swoje życie! 15.12.06, 16:57
                      Brak.chmur, jakoś tak mnie rozweseliłaś :) fakt, nie jestem gorsza dos kur*w,
                      on jendak świec nie lubi, woli światło jarzeniówek, blask bijacy po oczach.
                      Niem mam sil starać się by marzył o mnie, bo marzy o innych, wnioskuje to, gdy
                      przez sen wzywa imiona jakichs panien..to chyba o czymś świadczy?Chciałabym się
                      uwolnić ode tego uczucia, bo ono mi przyniesie pewnie zgubę. Teraz myśle tylko
                      o jego dobrze, żeby on był szczęśliwy, ale po co?Dlaczego jestem taka głupia,
                      kolacje, atmosferę próbuję stworzyć, po to by się boleśnie przekonać, że to
                      inna, nawet ajk się nie stara jest mila jemu....nieja, która się staram.Czt
                      można pokochjać z czasem kogoś, kogo się tak napawdę nie kochało na początku-
                      zastanawia się...chyba nie...
                    • ernest.wampir Re: Walcz o swoje życie! 15.12.06, 17:57
                      > W czym jesteś gorsza od k...ew?:)

                      ty też zadałaś sobie wtedy to pytanie? :-)
      • facettt co za bzdury..... 15.12.06, 16:14
        sha_la_la_la napisał:

        > Zaprowadzić go do psychiatry, te ciągoty do kobiet leczy się lekami,to
        zapewne
        > paranoja.


        - kto ci takich bzdur naopowiadal, ze pociag do kobiet , to paranoja?
        cierpisz na manie przesladowcza wzgledem mezczyzn?

        No i będzie podstawa do rozwodu.

        - do tego niepotrzebny psychiatra.
        • co_zrobic Re: co za bzdury..... 15.12.06, 16:23
          Oczywiście, rozumiem,że ładne kobieta może zainteresować, ale to, że ktos
          z "wrażenia" nie może głosu z siebie wydobyć, albo poprawia się, włosy,
          koszulę, wpatruje się w tę kobietę jak w obrazek i daje jej do zrozumienia, że
          on jest gotów dla niej zrobić wszystko...ja jestem obok, ale zapomina. Też
          patrzę na mężczyzn, przystojnych, ale takie "afiszowanie" się jest chore i rani
          mnie. Mowiłam mu wiele razy,że ma się wgapiać w baby jak mnie nie ma, ale on
          nie może się powstrzymać. Robi to w taki wyrażny obraźliwy dla mie sposób. PO
          prostu ma mnie za nic. traktuje mnie jak piate koło u wozu. Może chciał mieć
          kobietę jak modelka, a ja go pokochałam, i pochopnie się zdecydował?Nie weim.
          Nie chcę jednak tak spędzić swojego życia.
        • sha_la_la_la Re: co za bzdury..... 15.12.06, 16:29
          Jest to chorobliwe i to się leczy.Normalny mężczyzna jest monogamiczny,nie
          ogląda się za każdą. Jak będzie miał kwity psychiatryczne,to rozwód będzie z
          jego winy, a jeżeli nie rozwód,to z takimi papierami za bardzo nie podskoczy
          i będzie siedział cicho w domu.
          • brak.chmur Re: Mau, przestań nas rozśmieszać:) 15.12.06, 16:31
            Mnie rozśmieszyłeś wytarczająco swoim mailem:)

            P.S. I wyślij wreszcie shalalala na Kanary, albo jeszcze dalej!
            • sha_la_la_la Re: przestań nas rozśmieszać ? 15.12.06, 16:41
              to jest rzeczywistość,a nie dowcip. Wystarczy przekonywująco opowiedzieć to i
              owo i nie tylko. Same korzyści,majątkowe rownież. Kontem można się zająć....
              Naprawdę dobry sposób.
              • brak.chmur Re: Kontem......hihiihihi 15.12.06, 16:42
                .....to mieszkasz;)
                U Mau, jako udomowiona pluskwa:)
                • sha_la_la_la Re: Kontem......hihiihihi 15.12.06, 16:45
                  zaradne kobiety potrafią nie takie rzeczy,wtedy wiedzą,że są warte wszystkiego.
                  Teraz wiem,że jestem tego warta.
                  • brak.chmur Re: Mau....wolę Cię pod Twoim własnym nickiem n/t 15.12.06, 16:52

                  • sha_la_la_la Re: Kontem......hihiihihi 15.12.06, 16:58
                    Tyle lat wspólnego życia,tyle wyrzeczeń,troski i uczuć odwzajemnionych,tru-
                    dno jest zerwać i odejść,albo pozwolić mu,żeby odszedł do innej.Można go zatrzy
                    mać,bo jest wartościowy.
                    • co_zrobic Re: Kontem......hihiihihi 15.12.06, 17:05
                      Ma też swoje dobre strony, jest czuły, udaje( tak,ze sie wierzy, że to
                      prawda..) pomaga np. zmyć naczynia, ale te baby...nie mogę tego strawić.
                      Niestety. Tak, ale skoro woli inne, może lepiej mu dać szansę żeby był
                      szczęśliwy z inną? Ja też cchę być szczęśliwa, a w tym związku jestem skazana
                      na to, że on cchebyc szczęśliwy. Ja już nie kocha, jak dawniej. Zwsze
                      uważałam,że lepij byc samemu niż z byle im, a teraz jestem z "byle kim"...
                      Smutno mi. Czuję, ze nie tędy droga. Może spotkam kogoś kto mnie okocha, po co
                      męczyć się w tym związku?Niech będzie szczęśliwy z inną, ja wolę byc w takim
                      ukladzie sama...
                      • sha_la_la_la Re: Kontem......hihiihihi 15.12.06, 18:05
                        Pozwolić wygrać innym kobietom ? Rywalkom ? Pomysł z psychiatrą jest napra-
                        wdę skuteczny.
                        • co_zrobic Re: Kontem......hihiihihi 16.12.06, 10:21
                          Co, mam mu zaproponować psychiatre? Bo wątpię że pójdzie. A inne kobiety? Niech
                          go sobie biorą...skoro tak na nie leci, on wychodzi z zalożenia, ze "na razie"
                          nie jest go stać na takie jak by chciał. Nie weirzę mu, cchiałabym znaleźć
                          sposób by się od tego uwolnić. nabrac dystansu, teraz za bardzo sie denerwuję,
                          jestem roztrzęsiona i nie mogę się pozbierać. Straciłam wiele swoich marzeń,
                          jka tak dalje pójdzie, może być jeszcze gorzej.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka