keira170
27.12.06, 13:55
Mam 25 lat. W wieku 13 lat umarł mi tato. Zostałam z mamą i starszą siostrą.
Mama od samego początku miała na nas ogromny wpływ. Obie byłyśmy wychowywane w
ściśle chrześcijańskiej wierze co wiązało się z licznymi zakazami i nakazami.
Poza tym, po śmierci taty z nikim się nie związała, tylko jak mówi poświęciła
się nam. Siostra wyprowadziła się z domu jak wyszła za mąż, jednakże tak
naprawdę mama nigdy nie odcięła jej przysłowiowej pępowiny. Siostra codziennie
po pracy przychodziła i przychodzi do nas na obiadki, dzwoni, zdaje relację z
dnia codziennego, przez co mama w całości uczestniczy w jej życiu rodzinnym,
przeżywa wszystkie jej problemy i tak się toczy. Ja mieszkałam przez 5 lat w
akademiku, ale wróciłam do rodzinnego miasta bo tu znalazłam dobra pracę.
Mieszkam z mamą. Jak się okazuje mama również i mnie nie potrafi odciąć
pępowiny, albo i ja sama nie potrafię się usamodzielnić. Ma na mnie ogromny
wpływ i wszystko co robię podporządkowuję jej. Poniekąd sama jestem sobie
winna ponieważ się na to godzę. Robię to bo się martwię o jej zdrowie. Moja
mama jest nadopiekuńcza, wszystkim się przejmuje i każdy problem urasta do
olbrzymich rozmiarów. Nie jest zła, nie jest despotyczna ale wyczuwam, że
manipuluje mną żądając współczucia. Bo ona się nam poświęciła, bo teraz jest
niepotrzebna, bo ona nie może się denerwować, bo trzeba jej pomóc, bo na
starość nikt nie poda jej szklanki z herbatą, bo tak się dzieci odwdzięczają
rodzicom itp. a ja dla świętego spokoju spełniam jej wszystkie zachcianki.
Doszło do tego, że boję się wychodzić z domu bo może jej się coś stać, bo
sobie nie poradzi, bo powinnam być przy niej...nie mam własnego życia,
wszystko poświeciłam jej. Co prawda mam wspaniałego chłopaka, planujemy ślub i
mieszkanie u mnie z moją mamą. Dlaczego?? Dlatego, że sama się nie utrzyma w
mieszkaniu (chodzi o finanse) i dlatego, że nie chcemy wynajmować mieszkania
bo mamy w planach budowę domu. Podsumowując mama nie jest zła, nie wtrąca się
ale ja jej całkowicie ulegam, całkowicie się podporządkowałam i nie tyle co
ona sama mi każe coś zrobić, to ja sama to robię, żeby nie mieć poczucia winy.
Jak jej odmówię mam wyrzuty sumienia, że się na mnie obrazi, że się
rozchoruje, że jestem niedobrą córką. Przez to psują się relacje między mną a
moim chłopakiem, bo jak on ma żyć ze mną kiedy dla mnie najważniejsza jest
mama, jej zdrowie i jej szczęście. Nie potrafię się od tego uwolnić, nie wiem
co zrobić, gdzie został popełniony błąd i jak uzdrowić te relacje. Jak zacząć
żyć normalnie?? Czasami mam wrażenie, że mama to moja żona a ja jej mąż.
Popadam w depresję:-(