Dodaj do ulubionych

Pożegnanie miłości

31.12.06, 22:35
Dziś przeżywam chyba najtrudniejszy dzień w moim życiu. I muszę sobie
poradzić z tymi emocjami trzymającymi mnie za gardło, zatruwającymi mi duszę.
Nie mam komu o tym opowiedzieć. Dziś wszyscy się bawią i cieszą się
bliskością, mnie został tylko komputer i bezimienny Internet o czach miliona
ludzi. Może więc kiedy pokaże tym oczom moja obolałą duszę będzie mi lżej,
może poczuje się tak jakby te miliony wyciągnęły do mnie rękę żeby mnie
pocieszyć i ukoić. Muszę ten ból wyrzucić z mojej duszy bo zabije on resztki
nadziei, których tak kurczowo się teraz trzymam.

Jestem bezimienną trzydziestolatką, zabieganą, zaabsorbowaną troskami dnia
codziennego. Są nas tysiące w tym kraju. Mamy swoje małe banalne marzenia
dzięki którym życie czasem nabiera barw. Więc kiedy w końcu któreś z nich
zaczyna się spełniać zaczynamy wierzyć że nareszcie i dla nas zaświeciło
słońce.
Dlaczego utrata tego marzeni tak bardzo mnie unieszczęśliwiła? Żeby to
wytłumaczyć muszę się cofnąć 15 lat wstecz.
Był wielka szkolna miłość, pewność, ufność, wiara we własną wartość, swoje
możliwości. Wszystko się układało, była świetna praca, własna firma,
mieszkanie, stabilizacja i pewna przyszłość. Tak przynajmniej mi się
wydawało. Zdecydowaliśmy się na dziecko, wydawało mi się, ze jesteśmy
szczęśliwi. Gdy byłam w trzecim miesiącu ciąży pewnego dnia mój mężczyzna
oświadczył, że właśnie poznał cudowną blondynkę i nie wyobraża już sobie
życia ze mną. W ciągu dwóch dni się wyprowadził … i przepadł. Więcej już go
nie zobaczyłam, po tygodniu natomiast zaczęli zgłaszać się jego wierzyciele,
po miesiącu odezwał się bank, żeby wyegzekwować zwrot pożyczki, której byłam
poręczycielem. To był koszmar, ale trzymałam się dzięki mojemu synowi, który
we mnie rósł. Minęły kolejne dwa miesiące pełne walki, sprzedawania całego
majątku, zapożyczania się u rodziny i lęku o dziecko. Po dwóch miesiącach
któryś z dłużników stracił cierpliwość, postanowił mnie trochę „umotywować”
do zwrotu pieniędzy. Straciłam dziecko i już nie miałam powodu żeby walczyć.
Poddałam się. Mam za sobą dwie próby samobójcze. Moja rodzina przeżyła
piekło. Po drugiej zobaczyłam w szpitalu siedzącego przy moim łóżku ojca …
płakał, tak strasznie płakał. Obiecałam sobie wtedy, że już nigdy nie
przeżyje z mojego powodu tego samego. Powoli się pozbierałam. Ogromnym
wysiłkiem udało mi się wyjść z długów. Przeprowadziłam się do innego miasta,
kupiłam małe mieszkanko i zaczęłam żyć od nowa. Nie pytałam już Boga dlaczego
mnie tak doświadczył, prosiłam go tylko żeby pozwolił mojej duszy wyjść z
tego odrętwienia. Na początku tego roku poznałam mężczyznę. Z początku
znajomość wydawała się niepozorna, ale w pewnym momencie przerodziła się w
intensywne piękne uczucie. Znowu czułam się szczęśliwa, naprawdę szczęśliwa.
We wrześniu okazało się, że jestem w ciąży. Poczułam się wtedy tak, jakby
anioł dotkną mnie swoimi skrzydłami. Uzgodniliśmy wspólnie, że najważniejsze
jest teraz dziecko. Zamieszkaliśmy wspólnie, zaczęliśmy robić plany,
oświadczył mi się. Wszystko układało się pomyślnie … do 27 października.
Wieczorem zaczęłam krwawić, szybko pojechaliśmy do szpitala. Nic niestety nie
dało się już zrobić. Kiedy po trzech dniach wróciliśmy do domu okazało się że
kiedy mnie nie było trwała tam nieustająca impreza. 1 listopada zostałam
sama, on musiał pojechać na kolejne imieniny czy urodziny. Sama poszłam na
cmentarz zapalić dwie świeczki dla moich dzieci. Powoli próbowaliśmy wrócić
do codziennego życia. Ale z moim mężczyzną zaczęło dziać się coś złego. W
połowie listopada zmusiłam go niemal siłą do pójścia do lekarza. Diagnoza
zwaliła nas z nóg. Zakrzepowe zapalenie żył głębokich. Nie mogłam zrozumieć
dlaczego nie pozwolił położyć się szpitala. Po dwóch dniach przyznał się, że
od dwóch lat nie płaci ubezpieczenia. Jakoś musiałam się z tym uporać. Po
trzech tygodniach przyszła kolejna zła diagnoza, ciężka cukrzyca. Z tym nie
umiał już sobie poradzić. Znikną z domu na tydzień, wrócił na dwa dni. W
ogóle się do mnie nie odzywał, a jeśli ju, to tylko po to, żeby robić
awanturę. Starałam się go zrozumieć, jakoś usprawiedliwić. Płakałam po kątach
i uśmiechałam się do niego udając że wszystko będzie dobrze. Znowu znikną,
tym razem na 9 dni. Nie odbierał telefonu, nie odpowiadał na sms-y. Kiedy
wrócił oznajmił, że nie będzie ze mną rozmawiać bo jest na mnie obrażony.
Zbliżały się święta. W końcu zmusiłam go do rozmowy. Jedyne co miał mi do
powiedzenia, to że chce być sam. Nie docierały do niego żadne argumenty.
Mężczyzna, który jeszcze dwa tygodnie wcześnie twierdził, że nie wyobraża
sobie beze mnie życia, który zasypiając i budząc się wyznawał mi miłość,
który nie raz powiedział mi, że nigdy nie da mi odejść, powiedział mi nie
patrząc mi o oczy że już mnie nie chce w swoim życiu. ….. odwrócił się na
drugi bok. Nie mogłam już nic zrobić, mogłam się już tylko spakować. Czasem
próbuję jeszcze do niego zadzwonić. Nie odbiera telefonu, nie odpowiada na
sms-y. Złożyłam mu życzenia. Na żadne nie odpowiedział. Miałam nadzieję, że
chociaż dziś się przełamie i odpowie na życzenia noworoczne. Nadzieja już
umarła, za półtorej godziny wybije północ. Siedzę sama, w ciemnym mieszkaniu,
u sąsiadów na górze ciągle słychać tupot dziecięcych stópek. Myślę o moich
dzieciach i wracam w myślach do tego wrześniowego dnia gdy poczułam dotyk
skrzydeł anioła na mej duszy …. I proszę w myślach Boga by i dzisiaj dotkną
mnie anielskim błogosławieństwem. On jeden wie jak bardzo dziś tego
potrzebuję.

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku kochani …. Życzę wam, żeby te emocje, które
mną teraz zawładnęły nigdy nie stały się waszymi. Macie wiele, bardzo wiele,
tylko czasem nie potraficie tego docenić.
Obserwuj wątek
    • dziki.macho Re: Pożegnanie miłości 31.12.06, 22:39
      Ktos kto ma problem, pyta konkretnie, nie opisuje calego nieszczesliwego zycia
      dla wzbudzenia litosci
      • agniesinska Re: Pożegnanie miłości 31.12.06, 22:53
        Czy znalazleś w ktorymś miejscu prośbę o pomoc? Pomocą jest sam fakt, że mogłam
        to opowiedzieć i z siebie wyrzucić. Nie sądzę też, by ktoś odpisujący w ten
        sposób do osoby, która czuje się nieszczęśliwa był wogóle w stanie jej pomóc.
        Dobrego Nowego Roku ..... mimo wszysko szanowy Macho.
      • jamie.lee Re: Pożegnanie miłości 31.12.06, 22:57
        A może czasem trudno nam odczytać kwintesencję czyjejś wypowiedzi ?
        Może Agniesinska chciałaby odrobinę wsparcia, pocieszenia i pozytywnego odzewu
        ze strony forumowiczów ?
        Mam wrażenie, że Autorka chciała jak najdokładniej opowiedzieć o sobie i stąd
        taka objętość Jej wpisu.

        • dziki.macho Re: Pożegnanie miłości 31.12.06, 23:23
          Nie wszystko na raz, mam tez zycie poza forum
          • jamie.lee Re: Pożegnanie miłości 31.12.06, 23:31
            A kto go nie ma.


            P.s. Słyszałam, że od Nowego Roku masz zamiar trochę łagodniej traktować ludzi
            na forum.
    • jamie.lee Re: Pożegnanie miłości 31.12.06, 22:59
      Wiesz Aga,
      czasem obce dzieci zastępują własne.
    • monika_san Re: Pożegnanie miłości 01.01.07, 00:38
      Aga, strasznie to wszystko smutne a Ty jeste dzielna że to wszystko przeżyłaś.
      Ale zaczyna sie własnie nowy rok, który niesie za sobą nowe mozliwości, nowe
      nadzieje. Zamknij za sobą ten koszmarny okres. Życzę Ci duzo siły oraz
      odwrócenia losu, wierzę że to się może zdarzyć jak będziesz mocno chciała.
      Zapomnij o tych pożal się Boże byłych facetach. Nie są tego warci. Życzę abyś
      spotkała kogoś naprawdę wartościowego i nigdy już nie spędzała samotnego
      sylwestra
    • mskaiq Re: Pożegnanie miłości 01.01.07, 03:39
      Nigdy nie mozna zegnac milosci, jest ona dotknieciem aniola, przynosi ulge.
      Trzeba pozegnac zal, milosc nie przynosi bolu, zalu ani lez. Jest to jedyne
      uczucie ktore nie boli.
      Czasem jest to żal nad Soba, czasem jest to zal przeszłych chwil,
      niespełnionych pragnień, nie doczekania chwil, na które się czekało.
      Musisz wyrzucic ten zal, na miejsce zalu wroci milosc, to dotkniecie anilola
      ktory przynosi ulge. Wierze ze ten aniol przyjdzie do Ciebie.
      Przed Toba jest jeszcze milosc, ktorej nie zepsuje zly los, ktorej nikt Ci nie
      bedzie mogl zabrac. Nie mozesz zyc przeszloscia, musisz zyc wiara ze przyjdzie
      to na co czekasz.
      Zycze Ci w tym Nowym Roku abys pozbyla sie tych emocji ktore zawladnely Toba,
      aby udalo Ci sie pozbyc zalu. Na miejsce tych emocji wroci milosc.
      Serdeczne pozdrowienia.


    • renebenay Re: Pożegnanie miłości 01.01.07, 10:21
      Byc moze ze,nareszcie nabralas na tyle doswiadczenia aby isc pewniej w
      zycie,jestes jeszcze mloda osoba i zycie jest przed Toba,a przynajmniej chciej
      to zauwazyc,napewno znajdziesz partnera ktory Ciebie pokocha i ktorego i Ty
      pokochasz ale na milosc boska nie robcie juz na poczatku dziecko a lepiej to
      zostawcie gdy wasz zwiazek bedzie juz pewny.
    • majaa31 Re: Pożegnanie miłości 01.01.07, 12:43
      Jakiś madry powiedział kiedyś,że"Czasem trzeba upaść,żeby się podnieść".Są to
      mąrde,życiowe słowa,w które wierzę.Ty upadłaś ale podnosłaś się i tak też
      będzie tym razem.Życzę powodzenia i ogromu dobrego>
      • l_32 Re: Pożegnanie miłości 01.01.07, 12:46
        Niektorzy musza sie wyspac, zeby sie podniesc:))
        Czego im zycze w nowym roku AD 2007:)
        • smutek20 Re: Pożegnanie miłości 01.01.07, 13:46
          mnie tez sie pieprzy w zyciu, kiedy juz wychodze na prosta znowu dołek ale
          mysle,ze trzeba isc do przodu, znalezc w sobie siłe i myslec pozytywnie. Ciezko
          jest myslec pozytywnie, gdy wszystko sie wali, o wiele łatwiej jest myslec zle.
          to banał, ale wyprobowałam na sobie, ze myslenie o pozytywach przekształaca sie
          w realnosc i tak samo jest z negatywnymi myslami. Trzeba z całych sil myslec
          pozytywnie.
          zycze pozywtywnych mysli
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka