Dodaj do ulubionych

Czy Bóg istnieje?

04.04.03, 11:49
Mam problem. Do niedawna zadawałam sobie to pytanie, jak chyba
każdy, i znałam odpowiedź. Byłam przekonana, że Bóg istnieje,
jakolwiek się zwie w innych religiach - czy Budda, czy Allah - to jest
jeden. Istnieje. Wierzyłam.
Niedawno umarła bliska mi osoba i... chyba straciłam wiarę. Zaczęłam
zastanawiać się nad życiem i śmiercią. Teraz zadając sobie pytanie:
czy Bóg istnieje?, odpowiadam: chyba nie. "Chyba"... bo chciałabym,
żeby istniał.
Dlaczego wierzycie w Boga? Czy kiedykolwiek czuliście jego
obecność? Może macie jakiś pewnik, że Bóg nie jest wymysłem? Może
dostaliście jakiś znak?
Potraktujcie temat poważnie, bo bardzo zależy mi na szczerych
odpowiedziach. Gdzie mam iść, co zrobić, by poznać prawdę?
Obserwuj wątek
    • mariza1 Re: Czy Bóg istnieje? 04.04.03, 11:54
      Nikt realnie myślący i uczciwy nie da Ci 100% odpowiedzi na to czy Bóg istnieje
      czy nie.
      Lepiej wierz we własne siły.


    • qw5 Re: Czy Bóg istnieje? 04.04.03, 14:04
      Wiesz, ja również nie czuję się uprawniona do odpowiedzi na to pytanie. Tak
      sobie myślę, że to są sprawy do których tak naprawdę trzeba dojść samemu. Ale
      faktycznie znamienne jest , że kiedy tracimy na zawsze bliską osobę, wtedy pada
      pytanie o obecność Boga. Bo skoro jest, i jest Wszechmocny, to dlaczego do tego
      dopuścił ...
      I często następuje zwątpienie, jakieś odrzucenie, obrażenie się. I z drugiej
      strony chwila refleksji , co teraz stało się z tą osobą , czy na pewno odeszła
      ostatecznie.
      Z własnego doświadczenia powiem że czas jest tu dobrym lekarzem, nie uleczy
      całkiem ale zabliżni - to może trwac nawet kilka lat, ale potem jest lepiej i
      łatwiej odnależć tę właściwą drogę . To smutna pociecha , ale każdy z nas to
      doświadczenie przeszedł lub przejdzie i to niejednokrotnie w swoim życiu i
      gdzieś tam uczyni nas bogatszymi wewnętrznie. To też przykład na to, jak dobrze
      że nie umiemy przewidywać swojej przyszłości - inaczej wielu z nas straciłoby
      chęci do życia....
      Choć teraz boli, to przejdzie obiecuję Ci :-)

      Tak do końca chyba nie poznasz obiektywnej prawdy - tak sobie myslę że wiara i
      prawda obiektywna troszkę się rozmijają ponieważ wiara to są te najwyższe
      struktury naszej świadomości , które jak dotąd umykają nauce .

      Polecam piękna ksiązkę K.Wilbera "Śmiertelni nieśmiertelni"
    • Gość: jor Re: Czy Bóg istnieje? IP: 213.17.180.* 04.04.03, 16:04

      Zastanwiałam sie tak samo jak zachorowała powaznie najbliższa mi osoba, pytałam
      wtedy dlaczego? nie mogłam zrozumiec dlaczego jeśli Bóg na kocha tak bardzo
      musimy cierpieć?
      Usłyszałam wtedy odpowiedz: Jezus też cierpiał a był synem Boga.

    • beton-stal Re: Czy Bóg istnieje? 04.04.03, 16:35
      Nie można odpowiedzieć, czy Bóg istnieje, bo taka odpowiedź jest niemożliwa.
      Gdyby można było dowieść Bożej egzystencji, to mielibyśmy do czynienia z
      matematyką, a nie - metafizyką.
      To normalne, że w chwili tragedii człowiek zadaje sobie pytanie, czy to
      możliwe, że istota będąca z definicji źródłem tych wszystkich wspaniałych
      rzeczy, o których mówi nasza konstytucja, może zagrać tak nie fair. Nie jestem
      teologiem, ale wydaje mi się, że taki sposób myślenia skazuje pytającego na
      udzielenie tylko jednej odpowiedzi: Boga nie ma. Bo przecież ciągle można
      spotkać świadectwa różnych okropieństw, więc wydaje się, jakby Bóg przysnął na
      chwilę.
      Nie sądzę, aby w jakikolwiek sposób mógł ci pomóc w rozstrzygnięciu twoich
      dylematów, ale poddaję ci pod rozwagę dwie kwestie:
      1. Skoro wątpisz, to jest to dla ciebie ważne. Może masz teraz tę jedną z
      nielicznych okazji, aby "ustawić" Boga w twojej hierarchii wartości. Może to
      czas, aby zadać sobie pytanie: co mi daje wiara? Czy przypadkiem nie daje ci
      właśnie siły, aby mimo przeciwności losu starać się żyć najlepiej jak się da?
      2. Bardzo łatwo jest wierzyć w Boga, który jest fajnym wujkiem - zawsze ma
      czas i pełny worek prezentów. Cóż, okazuje się, że Bóg to trudna istota, choć
      nie ma się jemu co dziwić - człowiek też łatwy nie jest. Nie chciałbym się
      wymądrzać, ale chyba generalnie wiara polega na tym, że się wierzy POMIMO
      nieszczęść, a nie DZIĘKI szczęściu. Ale nie pytaj, dlaczego niektórzy ludzie
      cierpią bardziej niż inni - to przekracza moje możliwości poznawcze i
      intelektualne.

      PS. A tak w ogóle to współczuję ci z okazji śmierci bliskiej osoby.
    • wyszukiwarka_internetowa Re: Czy Bóg istnieje? 04.04.03, 20:59

      www.mateusz.pl/ksiazki/js-sd/Js-sd_03.htm
    • kwieto A jakie to ma znaczenie? 04.04.03, 21:08
      Fragment jednej z moich ulubionych ksiazek:

      "Aby zbawic swa dusze, chrzescijanie musza za wszelka cene przekonywac pogan i ateistow, ze Bog istenieje. Rowniez ateisci musza za wszelka cene przekonywac chrzescijan, ze wiara w Boga nie jest niczym innym jak tylko dziecinnym i prymitywnym przesadem, przynoszacym wiele szkody sprawie prawdziwego postepu spolecznego. Tak wiec walcza, atakuja i tluka sie nawzajem. Tymczasem taoistyczny medrzec siedzi sobie cichutko nad strumieniem, moze z tomikiem poezji, kieliszkiem wina i przyborami malarskimi, cieszac sie tao w sercu, nie dbajac o to, czy ono istnieje czy nie. Medrzec nie czuje potrzeby potwierdzania istnienia Tao. Jest zbyt zajety cieszeniem sie nim!"

      No wlasnie. Wiec po co sie zastanawiac czy jest Bog?
      Co wyniknie z tego ze jest?
      Co wyniknie z tego ze nie ma?
      • kol5 Re: A jakie to -kwieto 04.04.03, 21:31
        Cieszę się zatem, że się nim cieszysz, zamiast rozyślać o nim.
        Bóg=Życie
        Czy to tak?

        Pozdr.
      • atlantis75 Re: A jakie to ma znaczenie? 07.04.03, 11:16
        kwieto napisał:

        > No wlasnie. Wiec po co sie zastanawiac czy jest Bog?
        > Co wyniknie z tego ze jest?
        > Co wyniknie z tego ze nie ma?

        Gdybym wiedziała, że Bóg istnieje, nie musiałabym już o
        nic pytać. Ponieważ wszystkie pytania zawierałyby w sobie
        odpowiedź. Bóg byłyby sensem istnienia. Jeżeli nie ma
        Boga, to co po nas zostanie? Jeżeli pewnego dnia świat
        przestanie istnieć (nasz świat, kula ziemska) to wszystko,
        co ludzkość zrobiła momencie swojego istnienia, straciłoby
        sens. Ponieważ nic by po nas nie zostało. Musi istnieć
        coś, co sprawia, że ludzie są dobrzy pomimo zła panującego
        na świecie. Musi... ale czy istnieje?
    • kol5 Re: Czy Bóg istnieje? 04.04.03, 21:17
      Ja wiem, że Bóg istnieje!

      Pójdź w miejsca wielkiej mocy - opisywane niedawno w gazecie - nie pamiętam
      jakiej.
      Był to Wawel, Jasna Góra, wszystkie pozostałości po Templariuszach.

      I tak po prostu poczuj!
      Albo: bez wychodzenia z domu pogadaj z nim!

      Pozdr:)
    • omega21 Re: Czy istnieje? 04.04.03, 21:26
      Popatrz,Imagine odszedl,Kvieto nadaje,Slawek siedzi cicho,Alfika zdradzila,Majka nie widzi mezczyzny w
      facecie,Komandos walczy,Procesor jest Procesorka.I czy jeszcze cos istnieje?Ja sie chyba zabije.
    • Gość: --Michal Ja mam dowody. IP: *.tiaa-cref.org 04.04.03, 21:42
      Bog istnieje i kasuje moje posty, a jako ze jeste NIPOJETA tajemnica to nie
      wiem dlaczego.
      • kol5 Re: Ja mam dowody. 04.04.03, 21:45
        Gość portalu: --Michal napisał(a):

        > Bog istnieje i kasuje moje posty, a jako ze jeste NIPOJETA tajemnica to nie
        > wiem dlaczego.


        Może nic mądrego nie umiałeś napisać. ON Cię uratował! Doceń to!

        Pozdr:)
    • Gość: Komandos Nie ma Boga. IP: *.tpl.toronto.on.ca 04.04.03, 21:48
      Kwietek nadaje,Imagine spierdolil!
    • procesor Krótko Atlantis :) 04.04.03, 22:29
      Istnieje.

      Jesienią 2001 fnoll zapodał tu troche watków "wiecznych" lub zbliżonych - może
      warto tam zajrzeć??

      A co do utraty bliskiej osoby - śniła ci się juz? to zawsze pomaga, jest
      namiastka kontaktu.
      Przeżywanie żałoby nie jest wymysłem kościoła. Żałoba, przezycie żalu i
      tęsknoty jest konieczne by móc dalej żyć. Bunt, niezgoda na śmierc,
      watpliwości - to normalne. Nie wyciszysz tego na siłę.
      Przezyj to. I idź dalej.
      • atlantis75 Re: Krótko Atlantis :) 07.04.03, 11:24
        procesor napisała:

        > Istnieje.

        Lubię takie odpowiedzi :) Wtedy myślę, że może jednak,
        skoro niektórzy mają taką pewność, Bóg istnieje.


        > A co do utraty bliskiej osoby - śniła ci się juz? to zawsze pomaga, jest
        > namiastka kontaktu.

        Pierwszy raz przyśniła mi się właśnie w minioną sobotę, po
        3 tyg. od śmierci. Śniło mi się, że tańczyła :) A ja
        mówiłam do Mamy: popatrz, mówili, że taka chora, że nie
        żyje... Obudziłam się w środku nocy, przez chwilę z
        poczuciem szczęścia, jakiejś ulgi, że ona ŻYJE. Po chwili
        jednak dotarło do mnie, że to był tylko sen... I
        pomyślałam smutno: już jej nie ma...


        > Przeżywanie żałoby nie jest wymysłem kościoła. Żałoba, przezycie żalu i
        > tęsknoty jest konieczne by móc dalej żyć. Bunt, niezgoda na śmierc,
        > watpliwości - to normalne. Nie wyciszysz tego na siłę.
        > Przezyj to. I idź dalej.

        Idę, ale upadam. Idę, ale gniewam się na Boga. Sama nie
        wiem, czy w niego wierzyć. Ciągle zadaje sobie pytanie o
        jego istnienie. Złoszczę się, gdy nie słyszę żadnej
        odpowiedzi... Gdyby chociaż jakiś mały znak.
    • Gość: Bog Jestem. O co chodzi? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.04.03, 22:57
      Zmowcie szybko paciorek. Z tymi indywidualnymi rozmowami to, eee, tego, zajety
      za bardzo jestem. Jesli chodzi o kasowanie postow to nie do mnie z tym. Zglos
      sie do Szatana.

      • kol5 Re: Jestem. O co chodzi? 04.04.03, 23:02
        Gość portalu: Bog napisał(a):

        > Zmowcie szybko paciorek. Z tymi indywidualnymi rozmowami to, eee, tego,
        zajety
        > za bardzo jestem. Jesli chodzi o kasowanie postow to nie do mnie z tym. Zglos
        > sie do Szatana.
        >

        Pan Bóg dzielił równo: raz spadło na człeka, raz spadło na g...........
    • Gość: Komandos57 Tez watpie! IP: *.tpl.toronto.on.ca 04.04.03, 23:23
      Gdyby istnial, to by nie bylo takich pojebancow jak ty.
      • kol5 Re: Tez watpie! 04.04.03, 23:26
        Gość portalu: Komandos57 napisał(a):

        > Gdyby istnial, to by nie bylo takich pojebancow jak ty.

        Abyś potrafił rozróżnić muszą być tacy i tacy. Ludzie.
        Lekcja pierwsza. Uzywaj słów, które nie wykluczają. Dać się wykluczyć jest
        wyjściem najprostszym. Podnieś jeszcze ręce do góry! Słabeuszu!
    • Gość: Witold TAK - TAK - TAK - TAK - TAK - TAK - TAK - TAK - TA IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 05.04.03, 12:05
      TAK - TAK - TAK - TAK - TAK - TAK - TAK - TAK - TAK - TAK
      - TAK - TAK - TAK - TAK - TAK - TAK - TAK - TAK - TAK -
      TAK - TAK - TAK - TAK - TAK - TAK - TAK - TAK - TAK - TAK
      - TAK - TAK - TAK - TAK - TAK - TAK - TAK - TAK - TAK -
      TAK - TAK - TAK - TAK - TAK - TAK - TAK - TAK - TAK - TAK
      - TAK - TAK - TAK - TAK - TAK - TAK - TAK - TAK - TAK -
      TAK - TAK - TAK - TAK - TAK - TAK - TAK - TAK - TAK - TAK -

      Witold
    • pastwa Re: Czy Bóg istnieje? 05.04.03, 16:06
      To ja moze tez swe 3 grosze dorzuce, jesli pozwolisz. Po pierwsze zastanawia
      mnie dlaczego Bóg ( zakładajac ze istnieje), który miałby o nas dbac ( nie mam
      tez zielonego pojecia skad u ludzi przeswiadczenie, ze Bóg miałby sie o nas
      troszczyć,bo wedle tej samej logiki,tego samego mogłyby oczekiwac od ludzi np.
      bakterie,ale niech to)tak bardzo ukrywa swe istnienie przed nami, albo nie tyle
      ukrywa, co nie pokazuje swego istnienia dobitnie i jednoznacznie tak, by nie
      było tylu watpliwosci.
      A biorac pod uwage jego wszechmoc powinno to być nieskonczenie proste, stad
      odrzucam tez argumenty typu : ze by go zobaczyc trzeba chcieć, albo nie widzimy
      go bo nie umiemy patrzeć. Taka prosta istota jaką jest człowiek, kiedy chce bez
      problemu moze udowodnic drugiemu człowiekowi swe istnienie.
      Wysnuwam stad wniosek, ze albo Boga nie ma, albo jesli jest to wcale nie po to
      by nas nianczyc,pocieszać,itd., bo co to za "matka/ojciec" w którą/którego
      mozna jedynie wierzyć i trzeba jej/go stale szukać.

      Ps.Ale przeciez do Wiary ( jesli na tej Ci tylko zalezy) w Boga wcale nie jest
      potrzebne jego istnienie, bo na tym własnie polega istota wiary u wszystkich
      wierzacych na ziemi ;o)

      Trzymaj sie Atlantis !
    • farsa Re: Czy Bóg istnieje? 05.04.03, 16:49
      przypomnij sobie "zakład Pascala".
      on wiele wyjaśnia.

      kłaniam się.
      • Gość: Operator Re: Czy Bóg istnieje? IP: *.acn.waw.pl 06.04.03, 01:21
        Bóg to ciekawy problem. Moje "poglądy" na jego temat na przestrzeni mego życia
        zmieniały się, raz były takie a raz były owakie. A w chwili obecnej przyznam
        szczerze nie zaprzątam sobie nim głowy i dochodze do wniosku że jest mi
        niepotrzebny.I uważam że jest to zdrowy stan. Bo nie ukrywam że bywały chwile
        kiedy przygnieciony deprechą składałem rączki do modlitwy - ale to było dawno i
        mam nadzieje że takie chorobliwe stany będę przechodził rzadko. I tak może
        wyłuszcze co to znaczy że Bóg jest mi niepotrzebny. Bo On jest mi niepotrzebny
        ale z drugiej strony jest mi niezbędny. Otóż Bóg nie jest mi potrzebny do tego
        żeby pozmywał za mnie naczynia, żeby wyleczył mi zęby, żeby znalazł mi fajną
        dziewuszkę, żeby mi zagwarantował dostatnią i bezpieczną przyszłość, zeby w
        ciężkich chwilach przyszedł i powiedział "nie łam się stary". Nie jest mi
        równiez potrzebny żeby objawiał się w różnych "miejscach mocy" i żeby się
        wogóle objawiał. Bo też kto to wymyślił - przecież Bóg objawiony to znaczy Bóg
        sporowadzony do naszego poziomu. Po co mi Bóg który ze mną gada?? Taki Bóg to
        dozorca, przekupień, sadysta albo wielka Mama ale nie Bóg... Wydaje mi się
        oczywiste że jeżeli Bog istnieje to tylko i wyłącznie taki który NIGDY nie
        będzie z nami gadał - a ci co twierdzą że Bóg z nimi gada przez wielki telefon
        to wierutni kłamcy (albo ograniczone móżdżki). I te biadolenia dlaczego Bóg
        pozwala na takie okropności? I jak on wogóle może? Przecież to bez sensu.
        Człowiek nie jest pępkiem świata i nie jest miarą rzeczy. I właśnie do tego
        Boga potrzebuję. Żeby sobie uswiadomić że to co mnie spotyka i to co ja czuję i
        wogóle JA nie jest WSZYTSKIM. Że jestem malutką częścią czegoś większego. Bóg
        jest potrzebny do tego żeby przesunąć srodek ciężkości z człowieka na Boga
        właśnie - wtedy jest lżej. Bo jeżeli przyjmiemy odwrotnie że to co się ze mną
        dzieje, ja, moje życie jest zamknętą całością to dochodzimy do egzystencjalnego
        poczucia absurdu. Czyli egotycznego roztkliwiania się nad sobą 20 letnich
        gówniarzy, którzy koniecznie i szybko chcą być MĄDRZY.
        I tyle
        Pozdro
        M.
        • Gość: olaf Re: Czy Bóg istnieje? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.04.03, 17:06
          Nie zadawaj sobie takiego pytania.Bóg jest i koniec.Przyjmij to za coś pewnego
          i już .Ja po stracie bliskiej sobie osoby nie zadawałem takiego pytania moje
          pytanie brzmiało po co? i co ja mam zrobić aby odgadnąć wolę Boga i postepować
          z jego wolą.Wychodzę z założenia,ze wzystko co sie dzieje w życiu jest po coś
          tylko to cos trzeba odgadnąć,moze trzeba zmienic swoje życie.Oczywiście
          przeżyłem cierpienie ale cierpienie jest darem które ma uszlachetnić ma mnie
          zmienić.Ostatnio odmiawiam modlitwę o pogode ducha,która pomaga mi przy
          podejmowaniu trudnych decyzji.Nie wiem czy wszystko co robię jest zgodne z wolą
          stwórcy ale staram się odgadywać jego wolę i tak postepować.
    • sdfsfdsf Re: Czy Bóg istnieje? 12.04.03, 17:33
      dla jednych istnieje, dla innych nie, do ciebie nalezy wybor opcji
    • empeka Re: Czy Bóg istnieje? 12.04.03, 18:24
      atlantis75 napisała:
      > Gdzie mam iść, co zrobić, by poznać prawdę?

      To jest odwieczna wątpliwość, której nie można rozwiać na gruncie dyskusji.
      Nie ma dowodów ani na istnienie, ani na nieistnienie Boga. Osoby obeznane z taką dyskusją podkreślają, że wiarę się przyjmuje bez dowodów prawdziwości.
      Większość ludzi odczuwa wielką potrzebę wsparcia się na kimś wiecznym itd (tu wstaw odpowiednie określenia), lub trwa w tradycji.
      Nie ma jednak takiego miejsca gdzie dają prawdę. Niestety.

      Marta
    • fnoll Re: Czy Bóg istnieje? 12.04.03, 18:26
      cała masa ludzi na świecie żyje "bez boga" i nie mam tu na myśli
      odreligijnionych obywateli zachodnich państw - ale miliony "wyznawców" Buddy,
      który bogiem nie jest; do nich możnaby dopisać wszystkie pierwotne plemiona
      tkwiące jeszcze w religiach animistycznych, wyznawcami których byli kiedyś
      przodkowie nas wszystkich

      jak ich przykład wskazuje - można żyć "bez boga"

      ale czy można żyć bez "czegoś więcej"? zwykle okazuje się to dość przykrą
      perspektywą...

      dlatego z całego serca życzę ci dosięgniecia, poczucia tego "czegoś więcej" :)
      byś mogła czuć to wszechogarniające wibrowanie młynów życia (jest bardzo
      kojące), a nie tylko chrobot pojedynczych ziarenek (mający także swój urok)

      to, co przynosi cierpienie jest oddzieleniem - gdy "coś więcej" lepi nam w
      duszach elementy na pozór rozdzielone, boimy się mniej :)
      • talisker Re: Czy Bóg istnieje? 12.04.03, 18:39
        fnoll napisał:

        > cała masa ludzi na świecie żyje "bez boga" i nie mam tu na myśli
        > odreligijnionych obywateli zachodnich państw - ale miliony "wyznawców"
        Buddy,
        > który bogiem nie jest;

        T. Fnoll, tylko nie mow tego wyznwaca buddy, bo uznaja Cie za ignoranta. Ja
        buddysta nie jestem, ale w tym wypadku sie z nimi zgadzam.
        T.
        • fnoll akademicko do taliskera 12.04.03, 18:52
          talisker napisał:

          > T. Fnoll, tylko nie mow tego wyznwaca buddy, bo uznaja Cie za ignoranta. Ja
          > buddysta nie jestem, ale w tym wypadku sie z nimi zgadzam.

          Budda z pewnością nie jest Bogiem, tak jak Boga "definiuje się" w trzech
          wielkich religiach monoteistycznych - w mniej zgrabnych lingwistycznie
          tłumaczeniach tekstów buddyjskich czy opracowaniach religioznawczych może bywa
          opatrzony nazwą "Boga" (nie spotkałem się), ale jest to zdecydowanie
          terminologiczne nadużycie

          a bodhisattwa nie jest świętym

          fnoll zresztą też nie :)
          • Gość: talisker Re: akademicko do taliskera IP: *.dip.t-dialin.net 12.04.03, 19:35
            Bog a B(b)og osobowy to rozne sprawy. Jesli wyciaga sie wniosek na watku "czy
            Bog istnieje", ze buddysci zycja bez boga, czyli w boga nie wierza, bo budda
            bogiem nie jest to jest to... szalony skrot myslowy i trzeba go wytlumaczyc.
            Buddysci z pewnoscia sa ludzmi religijnymi i nie sa ateistami!
            Czy mozna byc czlowiekiem religijnym nie wierzac w boga? Kim jest bog? Z
            perspektywy psychologii religii jest to... (przynajmniej) ktos wiekszy ode
            mnie (por. W. James, Varieties)... czyli np.... moj ojciec!
            A co do akademickosci... to my obaj Waszmosci z tego zyjemy, wiec nie
            strzelajmy sobie samoboja... szczegolnie na wyjezdzie)))
            Talisker, katolik duchowy
            P.S. Nigdy nie myslalem, ze jestem Bogiem... raczej derwiszem)))
            • fnoll Re: akademicko do taliskera 12.04.03, 22:30
              zgadzam się z tobą, że uznanie Buddystów za ateistów jest także nadużyciem -
              ale ja tego nie napisałem

              termin "ateista" nie ma sensu poza kontekstem kultury "teistycznej"

              bo czy animista jest ateistą???

              tak na marginesie: Jan Paweł II określił Buddystów terminem "nihiliści" - może
              to jest bardziej wiążący termin w odniesieniu do Buddystów z punktu widzenia
              kultury katolickiej? ;)

              • Gość: Talisker Re: akademicko do taliskera IP: *.ppp.lrz-muenchen.de 12.04.03, 22:37
                fnoll napisał:

                > zgadzam się z tobą, że uznanie Buddystów za ateistów jest także nadużyciem -
                > ale ja tego nie napisałem
                >
                > termin "ateista" nie ma sensu poza kontekstem kultury "teistycznej"
                >
                > bo czy animista jest ateistą???
                >
                > tak na marginesie: Jan Paweł II określił Buddystów terminem "nihiliści" -
                może
                > to jest bardziej wiążący termin w odniesieniu do Buddystów z punktu widzenia
                > kultury katolickiej? ;)
                >

                T. Wyrywkowo komentujesz moje wypowiedzi: kwestią jest, co znaczy byc
                czlowiekiem religijnym. I stąd następne wnioski. Czy buddysta jest człowiekiem
                religijnym? Czy moze nim być bez jakiegokolwiek odniesienia do
                Boga/bóstwa/boskości/świętości?
                A co do Jana Pawła II wydaje mi się, że jednak się mylisz. On niefortunnie
                określił kiedyś buddystów grupą o cechach a-teistycznych (myślał podobnie jak
                Ty))). Za co przeprosił (piknie).
                Jeśli się mylę, podaj cyt. i zródełko.
                T.

                • Gość: Talisker Do fnolla - dodatek IP: *.ppp.lrz-muenchen.de 12.04.03, 22:42
                  A poza tym teizmów Ci kupa wielka: są Ci ono osobowe, nieosobowe, emanacyjne,
                  wierzące w życie po śmierci, i nie wierzące itp itd. Stąd... są też różne
                  ateizmy.
                  T.
                • fnoll Re: akademicko do taliskera 12.04.03, 22:52
                  Gość portalu: Talisker napisał(a):

                  > T. Wyrywkowo komentujesz moje wypowiedzi: kwestią jest, co znaczy byc
                  > czlowiekiem religijnym.

                  ??? no wiesz, to już twoja interpretacja - ja miałem przed oczami jedynie
                  pytanie "czy Bóg istnieje?", a nie "co znaczy być człowiekiem religijnym?"

                  i wyraziłem jedynie myśl, że "bez Boga" nie oznacza "bez czegoś więcej", i że
                  generalnie to "coś więcej" jest tym, co niebędne, by polepić elementy boleśnie
                  rodzielone

                  > A co do Jana Pawła II wydaje mi się, że jednak się mylisz. On niefortunnie
                  > określił kiedyś buddystów grupą o cechach a-teistycznych (myślał podobnie
                  jak
                  > Ty))). Za co przeprosił (piknie).

                  z pewnością nie myślał tak jak ja :))) chyba się nie zrozumieliśmy - ale
                  patrząc na swój pierwszy post przyznaję, że może być źle zrozumiany przez to,
                  że w naszej kulturze wyrażenie "bez Boga" automatycznie jest rozumiane
                  jako "bez religii" - ja takiego znaku równości nie mam w głowie

                  pzdr

                  fnoll
            • Gość: Imagine Re: akademicko do taliskera IP: *.unl.edu 14.04.03, 22:43
              Gość portalu: talisker napisał(a):

              > Bog a B(b)og osobowy to rozne sprawy. Jesli wyciaga sie wniosek na watku "czy
              > Bog istnieje", ze buddysci zycja bez boga, czyli w boga nie wierza, bo budda
              > bogiem nie jest to jest to... szalony skrot myslowy i trzeba go wytlumaczyc.
              > Buddysci z pewnoscia sa ludzmi religijnymi i nie sa ateistami!
              > Czy mozna byc czlowiekiem religijnym nie wierzac w boga? Kim jest bog? Z
              > perspektywy psychologii religii jest to... (przynajmniej) ktos wiekszy ode
              > mnie (por. W. James, Varieties)... czyli np.... moj ojciec!
              > A co do akademickosci... to my obaj Waszmosci z tego zyjemy, wiec nie
              > strzelajmy sobie samoboja... szczegolnie na wyjezdzie)))
              > Talisker, katolik duchowy
              > P.S. Nigdy nie myslalem, ze jestem Bogiem... raczej derwiszem)))

              Jesli teizm jest wiara w boga, a ateizm brakiem wiary w tegoz, to buddyzm
              sa najbardziej ateistyczna religia. Buddysci nie wierza w boga ani w dusze.
              A juz napewno nie w permanentna.
              Pozdr, Imagine.
              • talisker Re: akademicko do taliskera 15.04.03, 17:06
                Gość portalu: Imagine napisał(a):

                > Gość portalu: talisker napisał(a):
                >
                > > Bog a B(b)og osobowy to rozne sprawy. Jesli wyciaga sie wniosek na watku "
                > czy
                > > Bog istnieje", ze buddysci zycja bez boga, czyli w boga nie wierza, bo bud
                > da
                > > bogiem nie jest to jest to... szalony skrot myslowy i trzeba go wytlumaczy
                > c.
                > > Buddysci z pewnoscia sa ludzmi religijnymi i nie sa ateistami!
                > > Czy mozna byc czlowiekiem religijnym nie wierzac w boga? Kim jest bog? Z
                > > perspektywy psychologii religii jest to... (przynajmniej) ktos wiekszy ode
                >
                > > mnie (por. W. James, Varieties)... czyli np.... moj ojciec!
                > > A co do akademickosci... to my obaj Waszmosci z tego zyjemy, wiec nie
                > > strzelajmy sobie samoboja... szczegolnie na wyjezdzie)))
                > > Talisker, katolik duchowy
                > > P.S. Nigdy nie myslalem, ze jestem Bogiem... raczej derwiszem)))
                >
                > Jesli teizm jest wiara w boga, a ateizm brakiem wiary w tegoz, to buddyzm
                > sa najbardziej ateistyczna religia. Buddysci nie wierza w boga ani w dusze.
                > A juz napewno nie w permanentna.
                > Pozdr, Imagine.

                T. Nic nie zrozumiales. Przykro mi.
                T.
                • Gość: Imagine Re: akademicko do taliskera IP: *.unl.edu 15.04.03, 17:58
                  talisker napisał:

                  > Gość portalu: Imagine napisał(a):
                  >
                  > > Gość portalu: talisker napisał(a):
                  > >
                  > > > Bog a B(b)og osobowy to rozne sprawy. Jesli wyciaga sie wniosek na wa
                  > tku "
                  > > czy
                  > > > Bog istnieje", ze buddysci zycja bez boga, czyli w boga nie wierza, b
                  > o bud
                  > > da
                  > > > bogiem nie jest to jest to... szalony skrot myslowy i trzeba go wytlu
                  > maczy
                  > > c.
                  > > > Buddysci z pewnoscia sa ludzmi religijnymi i nie sa ateistami!
                  > > > Czy mozna byc czlowiekiem religijnym nie wierzac w boga? Kim jest bog
                  > ? Z
                  > > > perspektywy psychologii religii jest to... (przynajmniej) ktos wieksz
                  > y ode
                  > >
                  > > > mnie (por. W. James, Varieties)... czyli np.... moj ojciec!
                  > > > A co do akademickosci... to my obaj Waszmosci z tego zyjemy, wiec nie
                  >
                  > > > strzelajmy sobie samoboja... szczegolnie na wyjezdzie)))
                  > > > Talisker, katolik duchowy
                  > > > P.S. Nigdy nie myslalem, ze jestem Bogiem... raczej derwiszem)))
                  > >
                  > > Jesli teizm jest wiara w boga, a ateizm brakiem wiary w tegoz, to buddyzm
                  > > sa najbardziej ateistyczna religia. Buddysci nie wierza w boga ani w dusze
                  > .
                  > > A juz napewno nie w permanentna.
                  > > Pozdr, Imagine.
                  >
                  > T. Nic nie zrozumiales. Przykro mi.
                  > T.
                  Mysle, ze to ty nie masz pojecia o buddyzmie. Musisz jeszcze duzo czytac by
                  zrozumiec roznice miedzy religijnoscia, duchowoscia a ateizmem. Jesli fakt,
                  ze Budda nie jest bogiem, jest dla Ciebie skrotem myslowym, to dajesz mi dowod
                  na to jak ty daleko jestes od zrozumienia rzeczy, o ktorych piszesz.
    • alka_xx Re: Czy Bóg istnieje? 12.04.03, 19:34
      Ale dlaczego dylemat zwiazany z istnieniem Boga pojawia sie w nas z taka sila
      przewaznie dopiero w obliczu ciezkiej choroby czy smierci?? I to glownie
      wtedy, gdy dotykają one nas, czy bliskie nam osoby!
      Smierc , o ktorej czytamy w gazetach, smierc czy choroba osob obcych, owszem
      czasem budzi w nas wspolczucie, czasem zadume, ale rzadko prowadzi do takich
      wewnetrznych rozterek jak ta w temacie watku...?

      A dlaczego nie mamy tej watpliwosci w momencie np. urodzin? Dlaczego nie
      watpimy w cud urodzin, bo ze jest to cud raczej nie watpimy! A cuda wszak
      dzieja sie za sprawą boską. A przeciez smierc jest immanentnym elementem tego
      cudu!
      Rodząc sie, przynosimy radosc naszym bliskim, a przeciez powinni sie oni
      smucic, miec za złe... bo mowiac w duzym skrocie, rodzimy sie po to zeby
      umrzec...


      • Gość: talisker Re: Czy Bóg istnieje? IP: *.dip.t-dialin.net 12.04.03, 19:38
        alka_xx napisała:

        > Ale dlaczego dylemat zwiazany z istnieniem Boga pojawia sie w nas z taka
        sila
        > przewaznie dopiero w obliczu ciezkiej choroby czy smierci?? I to glownie
        > wtedy, gdy dotykają one nas, czy bliskie nam osoby!
        > Smierc , o ktorej czytamy w gazetach, smierc czy choroba osob obcych, owszem
        > czasem budzi w nas wspolczucie, czasem zadume, ale rzadko prowadzi do
        takich
        > wewnetrznych rozterek jak ta w temacie watku...?
        >
        > A dlaczego nie mamy tej watpliwosci w momencie np. urodzin? Dlaczego nie
        > watpimy w cud urodzin, bo ze jest to cud raczej nie watpimy! A cuda wszak
        > dzieja sie za sprawą boską. A przeciez smierc jest immanentnym elementem
        tego
        > cudu!
        > Rodząc sie, przynosimy radosc naszym bliskim, a przeciez powinni sie oni
        > smucic, miec za złe... bo mowiac w duzym skrocie, rodzimy sie po to zeby
        > umrzec...
        >
        >
        T. Mysle, ze dlatego, iz sytuacje, ktore opisalas sa sytuacjami granicznymi,
        czyli takimi, gdzie dochodzi do glosu to, co istotne.
        T.
        • basia Re: Czy Bóg istnieje? 12.04.03, 21:55
          Gość portalu: talisker napisał(a):

          > T. Mysle, ze dlatego, iz sytuacje, ktore opisalas sa sytuacjami granicznymi,
          > czyli takimi, gdzie dochodzi do glosu to, co istotne.
          > T.

          Nie rozumiem Ciebie.Czyli sytuacja graniczna narodziny - i wtedy nie stawiamy
          sobie pytań (jak w temacie),sytuacja graniczna śmierć - stawiamy pytanie?

          Ja inaczej zrozumiałam alkę.Zresztą słusznie zwróciła uwagę na paradoks.

          mogę dodać jeszcz:

          co dobre -Bóg jest cacy! albo nam nie potrzebny bo przecież jet ok
          co złe- Bóg jest be! ,albo go nie ma


          • alka_xx Re: Czy Bóg istnieje? 12.04.03, 22:00
            no wlasnie...ale jak to sie ma do wiary w istnienie Stworcy...ja nie rozumiem
            takiej wiary...
            jest mi dobrze, nie kwestionuje istnienia Boga, a jak mi zycie dojadlo...to Bog
            temu winien?
            dziwne to jakies...



            • Gość: talisker Re: Czy Bóg istnieje? IP: *.ppp.lrz-muenchen.de 12.04.03, 22:17
              Napisano:
              "Ale dlaczego dylemat zwiazany z istnieniem Boga pojawia sie w nas z taka sila
              przewaznie dopiero w obliczu ciezkiej choroby czy smierci?? I to glownie
              wtedy, gdy dotykają one nas, czy bliskie nam osoby!
              Smierc , o ktorej czytamy w gazetach, smierc czy choroba osob obcych, owszem
              czasem budzi w nas wspolczucie, czasem zadume, ale rzadko prowadzi do takich
              wewnetrznych rozterek jak ta w temacie watku...?

              T. To jest przyklad sytuacji granicznych. Smierc jest jakas granica, choroba
              tez.
              Myślę, że nie tylko w takich sytuacjach pojawia się myśl o Bogu. Ale w takich
              sytuacjach pojawia się ona za całą siłą - dając do zrozumienia, że są sprawy
              (jak śmierć, czy cierpienie), którym się nie da umknąć.

              "A dlaczego nie mamy tej watpliwosci w momencie np. urodzin? Dlaczego nie
              watpimy w cud urodzin, bo ze jest to cud raczej nie watpimy! A cuda wszak
              dzieja sie za sprawą boską. A przeciez smierc jest immanentnym elementem tego
              cudu!"

              T. A dlaczego na ślubach płaczą tyko starzy, a nie państwo młodzi? Bo wiedzą,
              że to nie jest tylko początek raju ale tez udręki na ziemi.
              NIe jest możliwe, by w tym samym momencie żyć pełnią życia i umierać, byś
              nastolatkiem i dojrzałą kobietą, rozumieć przemijanie i żyć "od imprezy do
              imprezy".
              Cuda dzieją się rzeczywiście za sprawą boską, ale to człowiek jakieś sprawy
              jako cuda INTEPRETUJE, czyli uznaje za znaki (a ktoś inny te same saprawy
              uznaje za piardy).

              "Rodząc sie, przynosimy radosc naszym bliskim, a przeciez powinni sie oni
              smucic, miec za złe... bo mowiac w duzym skrocie, rodzimy sie po to zeby
              umrzec..."

              T. Rodzimy się po to, by (między innymi) się ze śmiercią spotkać. Ale by żyć
              normalnym życiem nie można o tym ciągle myśleć.
              A tak w ogóle myślę, że prawie wszystko, co napisano o śmierci i cierpieniu to
              tylko cienie i... poważnie ich nie traktuję. Kiedy przez kilka tygodni
              opiekowałem się kilkumisięcznym dzieckiem umierającym na raka... to wszystko
              wyglądało zupełnie inaczej... prościej.
              Pozdrawiam, T.




              • alka_xx Re: Czy Bóg istnieje? 12.04.03, 22:48
                masz racje, smierc dziecka musi powodowac w nas zasadnicze przewartosciowania,
                bo ziemski sens tego zdarzenia, bez silnej wiary w jego wyzsza celowosc, jest
                dla nas zupelnie niepojety,
                ma tez prawo wywolywac w nas bunt i gniew..., ale czy takze ma prawo budzic
                zwatpienie?
                w sytuacjach granicznych,jak je nazywasz, a sa nimi zarowno urodziny jak
                smierc, reagujemy w sposob ekstremalny, ale dzieje sie tak za sprawa naszych
                nastrojow,emocji, a nie dlatego, ze Bog jest czy Go nie ma..
                a poza tym dla katolika, jesli wierzy w Boga smierc nie jest istotną granicą...

                pozdrawiam takze
                a_xx
                • Gość: talisker Re: Czy Bóg istnieje? IP: *.ppp.lrz-muenchen.de 12.04.03, 22:55
                  alka_xx napisała:

                  > masz racje, smierc dziecka musi powodowac w nas zasadnicze
                  przewartosciowania,
                  > bo ziemski sens tego zdarzenia, bez silnej wiary w jego wyzsza celowosc, jest
                  > dla nas zupelnie niepojety,
                  > ma tez prawo wywolywac w nas bunt i gniew..., ale czy takze ma prawo budzic
                  > zwatpienie?


                  T. Człowiek po prostu wątpi, nie myśląc czy ma do tego prawo, czy nie. Są w
                  naszym życiu próby dla nas za wielkie. I dlatego odchodzimy, świnimy,
                  kupczymy... albo też zmieniamy horyznot (wiara/niewiara/besens). Myślę, że kto
                  dziwi się zwątpieniu... po prostu niewiele rozumie, albo też... na niego nie
                  przyszła jeszcze próba.

                  > w sytuacjach granicznych,jak je nazywasz, a sa nimi zarowno urodziny jak
                  > smierc, reagujemy w sposob ekstremalny, ale dzieje sie tak za sprawa naszych
                  > nastrojow,emocji, a nie dlatego, ze Bog jest czy Go nie ma..

                  > a poza tym dla katolika, jesli wierzy w Boga smierc nie jest istotną
                  granicą..

                  T. Z tym ostatnim zdaniem się nie zgadzam. Smierc (jako taka, wyjątki mile
                  widziane) niesie ze sobą dramatyczność, kres, ostateczne przerwanie. Bo
                  przecież Pan Jezus na krzyżu nie śpiewał psalmów, tylko mówił... że Bóg go
                  opuścił. I dlatego mnie się zdaje, że jeżeli jest życie po śmierci, to musi
                  istnieć Pan Bóg... by zagwarantować naszą tożsamość. NIe chicał bym byś po
                  śmierci Obanem (dobry whiskacz, ale za słodki) tylko Taliskerem (smakuje jak
                  jodyna)))
                  Pozdr. nr. 2 - T.
                  >
                  > pozdrawiam takze
                  > a_xx
                  • alka_xx Re: Czy Bóg istnieje? 13.04.03, 00:09
                    Gość portalu: talisker napisał(a):


                    > T. Człowiek po prostu wątpi, nie myśląc czy ma do tego prawo, czy nie. Są w
                    > naszym życiu próby dla nas za wielkie. I dlatego odchodzimy, świnimy,
                    > kupczymy... albo też zmieniamy horyznot (wiara/niewiara/besens). Myślę, że
                    kto
                    > dziwi się zwątpieniu... po prostu niewiele rozumie, albo też... na niego nie
                    > przyszła jeszcze próba.



                    hmmm..uwazasz , ze zwatpienie jest wszechobecne, bo tylko glupcy nie watpia?
                    / co za nobilitacja spoleczna/
                    i to niezaleznie od faktu, czy proby sa dla nas za wielkie, czy my jestesmy
                    do nich za mali ,
                    tak, to dosc wygodne zwatpic w trudnej dla nas sytuacji,bo mozna miec
                    pretensje do Kogos w chwili kompletnej naszej bezsilnosci, bo przeciez skoro
                    jest i " mowi" ze nas kocha bezgranicznie, to dlaczego to " robi"...? a ze nikt
                    nie wie dlaczego, to znajdujemy sobie wytlumaczenie dla naszych malych / a
                    moze zbyt duzych /zachowan i na jakis czas " pozbywamy sie Go" z naszej
                    swiadomosci

                    wiesz, nie znam tych madrych tekstow z Biblii, rzadko bywam w swiatyniach,chyba
                    ze na wycieczkach, ale czasem sie dziwie, choc zareczam Ci, ze mam realne
                    powody zeby watpic...a dziwie sie dlatego, ze mialam dowody, tzn. ze przezylam
                    zdarzenia ktore odczytalam jako dowody Jego istnienia...i nie wierze, zebym
                    tylko ja jedna na tym swiecie tego doswiadczyla




                    > > a poza tym dla katolika, jesli wierzy w Boga smierc nie jest istotną
                    > granicą..
                    >
                    > T. Z tym ostatnim zdaniem się nie zgadzam. Smierc (jako taka, wyjątki mile
                    > widziane) niesie ze sobą dramatyczność, kres, ostateczne przerwanie. Bo
                    > przecież Pan Jezus na krzyżu nie śpiewał psalmów, tylko mówił... że Bóg go
                    > opuścił. I dlatego mnie się zdaje, że jeżeli jest życie po śmierci, to musi
                    > istnieć Pan Bóg... by zagwarantować naszą tożsamość. NIe chicał bym byś po
                    > śmierci Obanem (dobry whiskacz, ale za słodki) tylko Taliskerem (smakuje jak
                    > jodyna)))
                    > Pozdr. nr. 2 - T.



                    ale zauwaz, ze stosunek czlowieka do jego ziemskiej smierci, zalezy w duzej
                    mierze od religii w jakiej zostal wychowany,i to nie sa wcale wyjatki tak mile
                    przez Ciebie widziane, bo swiat islamu ze swa pogarda dla smierci jako
                    elementem wiary, to dosc znaczna liczebnie grupa
                    wiec czy smierc jest dramatem czy radoscia z dostapienia
                    raju???

                    a jakby co do czego, to wolalabym juz tego whiskacza, mimo ze slodki, a moze
                    wlasnie dlatego???

                    takze drugorazowo...
                    a_xx
                    • Gość: talisker Re: Czy Bóg istnieje? IP: *.ppp.lrz-muenchen.de 13.04.03, 07:30
                      alka_xx napisała:
                      >
                      > hmmm..uwazasz , ze zwatpienie jest wszechobecne, bo tylko glupcy nie watpia?
                      > / co za nobilitacja spoleczna/
                      > i to niezaleznie od faktu, czy proby sa dla nas za wielkie, czy my jestesmy
                      > do nich za mali ,
                      > tak, to dosc wygodne zwatpic w trudnej dla nas sytuacji,bo mozna miec
                      > pretensje do Kogos w chwili kompletnej naszej bezsilnosci, bo przeciez skoro
                      > jest i " mowi" ze nas kocha bezgranicznie, to dlaczego to " robi"...?

                      T. Nie. Ja po prostu myślę, że jeśli wiara nie jest procesem, rozwojem
                      (błączeniem i znajdowaniem nagłym odpowiedzi) to jest to dziwne. Apostołowie
                      mieli Jezusa przez 3 lata na wyciągnięcie ręki i ... kiedy przyszedł na nich
                      chas próby sprawę pokpili (choć koniec był szczęśliwy))). Innymi słowy:
                      wątpienie należy do procesu wiary jako takiej, bo nigdy nie wątpią raczej
                      ideolodzy niż wierzący. No i dla przyjemności nikt nie wątpi)))
                      A odnośnie do ostatniego Twojeo zdania, które cytuję: Pan Bóg nie chce
                      cierpienia człowieka i ON GO NA NIE NIE SKAZUJE!!! On je tylko dopuszcza... PO
                      co? Po to, byśmy dostrzegli (otwarli oczy), że człowiek obok nas jeszcze
                      bardziej cierpii (to myśl T.Gadacza; wczorajsze sytuacje graniczne pochodzą od
                      K. Jaspersa - przeciekawe!). I tak cierpienie nie ma w sobie żadnej wartości -
                      tę ma tylko miłość (wierność i inne), która je niesie i kiedyś zniesie, czyli
                      wykorzeni. A póki co... cierpienie jest skandalem! Jest też enigmatyczne, bo
                      się wyślizguje obróbce intelektualnej. Ale bardzo istotnie może otworzyć nam
                      oczy... na nasze własne granice. A za granicą...)))
                      Miłej niedzieli - T.
                      P.S. Jeżeli ktoś nie zna tekstów biblijnych i nie chodzi po świątyniach to pół
                      biedy. Bo kiedy nie myśli... to jest dopiero cierpienie)))
                      • pastwa Re: Czy Bóg istnieje? 14.04.03, 13:28
                        talisker napisał:

                        (O tym, po co Bóg dopuszcza do cierpienia ludzi):

                        Po to, byśmy dostrzegli (otwarli oczy), że człowiek obok nas jeszcze
                        bardziej cierpii (to myśl T.Gadacza; wczorajsze sytuacje graniczne pochodzą od
                        K. Jaspersa - przeciekawe!).

                        ***Tym rozumowaniem dojdziekmy kiedys do osoby która cierpi tak, ze nie
                        istnieje zadna inna cierpiaca bardziej, co zatem taki człowiek ma sobie
                        odpowiedziec ?
                        A nie prosciej byłoby aby nikt nie cierpiał, wówczas nie trzeba byłoby nic
                        takiego dostrzegac, to najlepsze chyba wyjscie.
                        • talisker Re: Czy Bóg istnieje? 15.04.03, 17:26
                          pastwa napisał:

                          >
                          > ***Tym rozumowaniem dojdziekmy kiedys do osoby która cierpi tak, ze nie
                          > istnieje zadna inna cierpiaca bardziej, co zatem taki człowiek ma sobie
                          > odpowiedziec ?
                          > A nie prosciej byłoby aby nikt nie cierpiał, wówczas nie trzeba byłoby nic
                          > takiego dostrzegac, to najlepsze chyba wyjscie.

                          T. O rozne rzeczy pyta sie w rozny sposob. Inaczej pyta sie o krowe, inaczej o
                          kamien a inaczej o czlowieka. Cierpienie jest jeszcze bardziej szczegolnym
                          rodzajem problemu, poniewaz na nim lamia sobie zeby rozne systemy a nawet
                          punkty widzenia. Dlatego cierpienie jest ze swej natury enigmatyczne.. .nie
                          pozwala sie przlapac na tropie swojej natury.
                          Mysle, ze o cierpienie nie mozna pytac w sposob... akademicki, zawezony, bez
                          zrozumienia jego glebi i skanadalu (cierpienie niewinnych dzieci, ktore na nic
                          takiego nie zasluzyly, bo nic zlego nie zrobily).
                          MOJ trop: Pan Jezus zostal zapytany przez pilata o prawde. I nic nie
                          odpowiedzial. Pieknie pisze Levinas, ze na to pytanie Pan Jezus udzielil
                          odpowiedzi... poporzez swoja smierc. To znaczy, ze na to pytanie nie mozna ylo
                          udzielic odpowiedzi slownej. Bo sa na naszym zyciu pytania, na ktore mozna
                          udzielic odpowidz tylko zyciem - poswieceniem, wycierpieniem czegos za te
                          prawdy. "Coz to jest prawda? To jest cos, za co jestes w stanie poswiecic
                          zycie".
                          Pytanie o cierpienie nalezy do tej kategorii.
                          A ja nawet mysle, ze niektorych pytan nie wolno stawiac. A to dlatego, ze
                          odpowiedz na nie nie czyni nas lepszymi.
                          Pozdrawiam -Talisker

                          P.S. Odnosnie do postu o Jezusie - oczywiscie te dwie natury w nim sa
                          polaczone (to wyraza UNIA).
                          T.
                  • pastwa Talisker 14.04.03, 13:21
                    talisker napisał:

                    Smierc (jako taka, wyjątki mile widziane) niesie ze sobą dramatyczność, kres,
                    ostateczne przerwanie. Bo przecież Pan Jezus na krzyżu nie śpiewał psalmów,
                    tylko mówił... że Bóg go opuścił.


                    ***Przyznam, ze nie moge dojść do ładu z Twoimi tłumaczeniami tego co w Bibli
                    napisane zostało.W tejze, według oficjalnych interpretatorów , Jezus to Bóg,
                    jakimż więc cudem Bóg opuscił sam siebie na krzyzu. Jedyne sensowne wyjasnienie
                    jest takie, ze Jezus nie był Bogiem, to nawet tłumaczyłoby jego zachowanie.
                    Przykładowo,Jezus rozgniewany(!)wygania kupców z koscioła,zakładam ze Bóg nie
                    grzeszy, a stoi "gniew" jako jeden z siedmiu grzechów głównych itd. itp.

                    Tradycyjnie pozdrawiam
                    • talisker Re: Talisker 15.04.03, 17:14
                      pastwa napisał:
                      >
                      > ***Przyznam, ze nie moge dojść do ładu z Twoimi tłumaczeniami tego co w
                      Bibli
                      > napisane zostało.W tejze, według oficjalnych interpretatorów , Jezus to Bóg,
                      > jakimż więc cudem Bóg opuscił sam siebie na krzyzu. Jedyne sensowne
                      wyjasnienie
                      >
                      > jest takie, ze Jezus nie był Bogiem, to nawet tłumaczyłoby jego zachowanie.
                      > Przykładowo,Jezus rozgniewany(!)wygania kupców z koscioła,zakładam ze Bóg
                      nie
                      > grzeszy, a stoi "gniew" jako jeden z siedmiu grzechów głównych itd. itp.
                      >
                      > Tradycyjnie pozdrawiam

                      T. Pastwo, tlumaczylem Ci to juz kiedys. Moje ostatnie slowko: w Jezusie Bogu
                      i czlowíeku ma miejsce unia hipostatyczna, czyli JEDNA OSOBA i dwie natury
                      (boska i ludzka) i te dwie natury sa odrebne, nie sa zmieszane. Chrystus to
                      jedna osoba - Boska (kwestia tozsamosci).
                      Na Twoje przyklady czlowieczenstwa Jezusa mozna podac wiele przykladow na jego
                      bostwo: cuda, znaki itp. NALEZY WIEC ZAWSZE ROZPATRYWAC CALOSCIOWO te dwa
                      aspekty.
                      Krzyz- tu cierpial Jezus jako czlowiek (bo Bog nie mogl cierpiec, mowi
                      tradycja scholastyczna). Ale - pytaja wspolczesni teologowie-, dlaczego Boga
                      nie moze dotknac cierpienie - nie dlatego, ze jest on na nie skazany, ale ZE
                      CHCIAL CIERPIEC. I tu zdania sa podzielone. Koniec koncow jak Bog chce to
                      kuniec!
                      Gniew: sa rozne - glupie, wyzadzajace krzywde, zarazliwe itp. Jest tez jednak
                      gniew swiety (na ten przyklad Bog sie wkrzyl kiedy narod wybrany chcial wracac
                      do Egiptu... bo tam byl czosnek i cebula). I Jezus tez sie w swiatyni wkurzyl
                      i byl to geniew Bozy. A ja mysle, ze on sie wkurzal czesciej... bo Apostolowie
                      w niektorych sytuacjach byli... mocno trzepnieci.
                      T.
              • basia Re: Czy Bóg istnieje? 12.04.03, 22:54
                Gość portalu: talisker napisał(a):

                >
                > T. A dlaczego na ślubach płaczą tyko starzy, a nie państwo młodzi? Bo
                wiedzą,
                > że to nie jest tylko początek raju ale tez udręki na ziemi.

                nie potzrebnie cytowałeś jeszcze raz całą wypowiedź alki.Chodziło mi tylko o
                to,że nie rozumiem zestawienie przez Ciebie dwóch sytuacji jako wywołujących
                pytanie jak w temacie.
                Teraz widzę co miałeś na myśli .Ktoś myśli ...
    • Gość: Komandos57 [...] IP: *.sympatico.ca 12.04.03, 22:43
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • basia Re: No wlasnie! 12.04.03, 22:46
        Nie czepiaj się orangutanów ;)
      • alka_xx Re: No wlasnie! 12.04.03, 22:50
        czesc robaczku...a Ty jestes najlepszym tego dowodem:)))

        buziaki

        Gość portalu: Komandos57 napisał(a):

        >Gdyby Bog byl to by nie
        > stwarzal takich potworkow jak wy,forumowicze.Pochodzicie od orangutana.Mowie
        > wam.
    • Gość: Komandos57 [...] IP: *.sympatico.ca 12.04.03, 22:53
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • basia Re: No wlasnie! 12.04.03, 22:55
        hyhy ...:))))))
    • kol5 Re: Czy Bóg istnieje? 12.04.03, 22:59
      Byśmy mogli pojąć jacy jesteśmy elokwentni, dyplomatyczni i mądrzy musiał
      pojawić sie Komandos57. Cham, prostak i gbur.:)
    • Gość: Komandos57 [...] IP: *.sympatico.ca 12.04.03, 23:07
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • kol5 Re:Nie ma ... 14.04.03, 22:15
        Gość portalu: Komandos57 napisał(a):

        > Kol, ty kurwiszonie.Oblesna kurwo.Medrcu jebniety.Twoj mozg miedzy nogami
        > smierdzi makrela.Spierdalaj.


        Sarkazmu nie poczułeś?
        Komandos57 - rozczarowałeś mnie!


Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka