Dodaj do ulubionych

Rozpadajace sie małżeństwo Co robić?

05.02.07, 10:22
Postaram się wszystko streścić chociaż sprawa jest złożona.

Parę lat temu był ktoś kto mi się strasznie podobał - czułam to co dobrze
znacie - tajemnicze przyciąganie. Niestety było między nami wiele różnic i
przeszkód tak że wtedy nawet mnie nie znał, zresztą potem dowiedziałam się że
jest zajęty więc odpuściłam.
Poznałam kogoś, wyszłam za mąż, było nam dobrze, może nie było tego "czegoś"
ale było naprawdę ok i byłam szczęśliwa. Do czasu...
Z czasem mój mąż zaczął przejawiać zachowania które mnie niepokoiły -
widziałam w jego oczach straszną agresję kiedy próbowałam mu na coś zwrócić
uwagę, ze musi powoli szukać lepszej pracy, że nie możemy ciagle liczyć na
rodziców itp... Poleciały wyzwiska od materialistek i gorszych - nie będę się
nad tym rozwodzić. Potem ta agresja przeszla w agresję fizyczną, najpierw
były to popchnięcia itp, w sumie nic wielkiego. Na co dzień był kochany i
przepraszał ale zawsze kiedy, powiedzmy wprost się czepiałam (która żona tego
nie robi? ) atakował mnie fizycznie, zawsze było to pojedyncze uderzenie..
Jednocześnie ten ktoś z
początku opowieści zaczął mnie zauważać, spotkania, rozmowy - nic poważnego
ale... Odpychałam go bo było już za późno, bo już się związałam i niby byłam
szczęśliwa, ale w domu gdy nikt nie widział...
Potwierdziły się książkowe schematy, atak, przeprosiny, miodowy miesiąc
(teraz tydzień) i wkrótce nowo narosła agresja, atak itd. Ostatnio
zdeklarował się że już więcej mnie
nie uderzy i na razie się tego trzyma, ale we mnie coś chyba umarło...
Nie
wiem co robić... czy ratować to co jest, zerwać kontakt z tym drugim, czy
moze po prostu odpuścić i zaczekać co los przyniesie? Gdybym wiedziała że
jest co ratować ale sprawy zaszły już tak daleko że mam poważne wątpliwości
Tego kogoś kto był w zasadzie tym pierwszym na pewno nie chcę w to wszystko
wciągać i on nawet nie ma pojęcia co się tak naprawdę w moim związku dzieje

To nie jest do końca tak, że mój mąż jest sadystą. Moze przytłacza go nadmiar
problemów, obowiązków, czasami moich mniej lub bardziej zasadnych pretensji...
Na razie widzę, że się stara, znosi moje poddenerwowanie, na razie mnie nie
uderzył - fakt, że nie było między nami kłótni takiego rozmiaru, który zwykle
go do tego prowokował ale może tym razem będzie inaczej - nie wiem gdzie
wyznaczyć granicę, czy po prostu powiedzieć - jeszcze jeden raz i to koniec...
To właśnie jest chyba najtrudniejsze - gdyby cały czas był okropny łatwiej
byłoby podjąć konkretne kroki, a tutaj równia pochyła...

Najgorsze jest to że we mnie coś chyba się zepsuło, już nie umiem jak kiedyś
poprostu zapomnieć i żyć jak przedtem... Wybaczyłam mu ale chyba stał mi się
obojętny. Może to wszystko się jeszcze da z czasem naprawić, a może z czasem
będzie jeszcze gorzej... Nie chcę udawać że jest dobrze gdy tego nie czuję
ale
nie chcę też z góry tego skreślić - to chyba nie byłoby teraz w porządku...

I jest jeszcze kwestia tego kogoś... Nie mamy ognistego romansu ani nic z
tych
rzeczy ale czysto przyjacielska relacja to też nie jest... Wytyczyłam granicę
których dopóki jestem mężatką nie przekroczę i on zdaje sobie z tego sprawę.
Wiecie jak to jest bo każda to przeżyła - taki etap badania czy byłoby nam
dobrze czy pasowalibyśmy do siebie - tego nie można odrazu wiedzieć -
potrzeba
czasu...
Czuję się jak w zawieszeniu - z jednej strony mąż który wyrządził mi wiele
krzywd i przez to zabił we mnie część uczucia ale (mam taką cały czas
nadzieję)
nie jest złym człowiekiem, z drugiej ten ktoś z kim mogłoby być mi dobrze,
kim
się zauroczyłam - tak trochę szczeniacko zanim poznałam męża, ale wtedy nie
mogło nam wyjść - normalnie jak w greckiej tragedii:)
Nie chciałabym nikogo skrzywdzić, męża przede wszystkim. Ale czuję że
cokolwiek
nie zrobię będzie to dla kogoś bolesne... Wybiorę ratowanie małżeństwa - a
może
to błąd, może on się nie zmieni i za parę lat będę żałować że straciłam coś
fajnego w imię moralności i zasad (dzieci nie mamy), z drugiej strony -
badając
czy mogłabym być z tym drugim, pokochać go i na nowo budować z nim życie,
krzywdzę męża i bądź tu mądrym:(
Czekam, patrzę co przynoszą kolejne dni, ale boję się tego co będzie dalej...
Obserwuj wątek
    • ewiku Re: Rozpadajace sie małżeństwo Co robić? 05.02.07, 11:31
      nie bardzo rozumiem, jak można zastaniawiać się czy odchodząc krzywdzi się
      tzw."damskiego boksera" i jeszcze próbować go usprawiedliwiać...
      kobieto, trochę więcej szacunku do samej siebie...



      ----------------------------------------------
      Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
    • alfika Re: Rozpadajace sie małżeństwo Co robić? 05.02.07, 11:51
      a ten drugi chciałby głębszej relacji już teraz?
      co sądzi o zdradach małżeńskich w przypadku ludzi związanych? - tu
      najważniejsze, jak to jest w przypadku kobiet, bo czasem mężczyźni sobie dają
      prawo do zdrady, a kobietę są gotowi potępić w czambuł
      a jak on reaguje w chwilach stresowych, kiedy kłóci się z kimś, z kim jest
      bardzo blisko?
      jak wyglądały jego poprzednie związki?
      czy chce miec dzieci - czy Ty je chcesz mieć - i mąż też?
      • mandy2002 Re: Rozpadajace sie małżeństwo Co robić? 05.02.07, 12:14
        > a ten drugi chciałby głębszej relacji już teraz?

        Pewnie jeszcze nie teraz, żadne z nas tego nie wie - nie znamy się jeszcze
        dobrze, mało nas łączy, po prostu instynktownie wyczuwamy, że moglibyśmy być
        razem i że mogłoby być dobrze. Ale do tego trzeba czasu, spotkań, poznania się.
        Myślę że jeśli chodzi o zdradę małżeńską (raczej taką emocjonalną bo fizyczną
        ja definitywnie wykluczam) to on na pewno nie ma do niej negatywnego stosunku i
        może nawet chciałby żebyśmy byli kochankami, ale na pewno mnie do niej nie
        zachęca ale też nie potępia.
        Nie wiem jak reaguje w skrajnych sytuacjach bo chyba musiałabym z nim
        zamieszkać żeby to wiedzieć? Poprzedni związek był raczej ok bez większych
        wzlotów, wypalił się pewnie a ja nie wnikam dlaczego - przynajmniej na tym
        etapie.
        A jeśli chodzi o dzieci... ten drugi nie chce, moj mąż na pewno by je chciał -
        a ja na dzień dzisiejszy nie czuję się gotowa i nie chcę, nie potrafiłabym
        zaopiekować się i być odpowiedzialną za małego człowieka i nie wiem czy
        kiedykolwiek to się zmieni

        Gdyby cała sytuacja dotyczyła tylko mnie i męża to pewnie łatwiej umiałabym to
        rozwiązać - ocenić jednoznacznie że to wszystko przez to jak bardzo mnie zranił
        i zniszczył uczucie. Ale jest też on...czuję że powoli się w nim zakochuję i to
        wzbudza we mnie poczucie winy... Bo może to przeze mnie nie potrafie
        (potrafimy) wszystkiego odbudować...Są tylko nerwy, mój, jego płacz ...
        Po raz pierwszy spotkało mnie coś takiego - nie kłotnia, zerwanie, rozstanie -
        teraz czuję że umiera mój związek a ja nie mogę na tym zapanować :(((
        • alfika Re: Rozpadajace sie małżeństwo Co robić? 05.02.07, 12:25
          mam wrażenie, że z jednej strony trudności w małżeństwie, a z drugiej obietnica
          czegoś o niebo przyjemniejszego...
          i jeszcze, że jednak emocjonalnie jesteś jeszcze w małżeństwie
          wiesz co, tak chłodnym okiem wydaje mi się, że odpuściłabym tego drugiego, żeby
          nie nęcił, a zajęła się przyglądaniem facetowi, za którego wyszłaś
          gdy na spokojnie stwierdzisz, że uczucia wygasły i nic się nie da zrobić -
          wtedy dopiero jest czas na odejście w pełni pogodzoną z faktami

          nie trzymaj dwóch srok za ogon, ta druga może wcale nie dawać tyle, co teraz
          sądzisz - ale jeśli ma to dać, to najpierw musi zakończyć się jedno w Twoim
          sercu - żeby następne się nie zagmatwało...
        • mag-ia Re: Rozpadajace sie małżeństwo Co robić? 06.02.07, 11:45
          mandy2002 napisała:

          > po prostu instynktownie wyczuwamy, że moglibyśmy być
          > razem i że mogłoby być dobrze.

          Skąd wiesz, że on też to czuje? Rozmawiacie o tym?

          > może nawet chciałby żebyśmy byli kochankami

          Pytanie jw.
          • mandy2002 Re: Rozpadajace sie małżeństwo Co robić? 06.02.07, 12:55
            > Skąd wiesz, że on też to czuje? Rozmawiacie o tym?

            Tak, przecież inaczej bym tego nie napisała...:)
            • mag-ia Re: Rozpadajace sie małżeństwo Co robić? 06.02.07, 15:03
              mandy2002 napisała:

              > > Skąd wiesz, że on też to czuje? Rozmawiacie o tym?
              >
              > Tak, przecież inaczej bym tego nie napisała...:)

              Wiesz, z tym to różnie bywa. Chciałam tylko mieć pewność, że nie bujasz w
              obłokach i nie projektujesz ;)

              A co do samej Twojej sytuacji, to ciężko coś doradzić. Jeśli czujesz się z mężem
              nieszczęśliwa i od dawna nie masz w sobie ani cienia ochoty na odbudowanie
              związku i on również w to nie wierzy, to chyba lepiej się rozwieźć.
              • alfika Re: Rozpadajace sie małżeństwo Co robić? 07.02.07, 12:14
                magia, sama projektujesz :)
                gdzie ona napisała, że od dawna nie ma ochoty na ratowanie?
                cały wątek dotyczy niezdecydowania również w tej kwestii :)

                w przeciwnym razie - masz całkowitą racyję

                ps. rozwieŚć
                od rozwodzić, nie rozwozić
        • niepoznana Re: Rozpadajace sie małżeństwo Co robić? 10.02.07, 14:36
          Dlaczego usprawiedliwiwsz swojego męża? Przecież to on Cię krzywdzi. I to jest
          fakt, a nie opinia. Nic tego nie zmieni.
          Moim zdaniem sprawa wygląda tak. Twój mąż kompletnie się pogubił. Ty nie
          zareagowałaś dostatecznie ostro na jego pierwsze ataki, co nakręciło spiralę
          zagubienia i utraty granic. Teraz i Ty jesteś zdezorintowana. Nie licz na to,
          że Twój mąż zmieni tą sytuację. To ty ją zmienisz. Życzę ci siły w dążeniu do
          szczęścia.
    • brak.polskich.liter Re: Rozpadajace sie małżeństwo Co robić? 05.02.07, 11:58
      Dzizas, kolejny podrecznikowy okaz syndromu ofiary. Nad czym Ty sie
      zastanawiasz, kobieto? Jaka, qrwa, moralnosc, jakie zasady?! Zyjesz z kims, kto
      nadaje sie wylacznie do odstrzalu sanitarnego, odejdz, poki masz wzmozona
      motywacje (tzn. nowy obiekt westchnien jest grany). Nawet, jesli nowy zwiazek
      nie wypali, przynajmniej uwolnisz sie od szkodliwego smiecia, jakim jest Twoj maz.
    • wiedzma15 Re: Rozpadajace sie małżeństwo Co robić? 05.02.07, 23:37
      agresji powinnaś powiedzieć stop po pierwszym razie, a nie cieszyć się że mąż się teraz powstrzymuje

      Poznałam kogoś, wyszłam za mąż, było nam dobrze, może nie było tego "czegoś"
      > ale było naprawdę ok i byłam szczęśliwa.

      naprawdę ok? naprawdę szczęśliwa? bez tego "czegoś"?


    • joasol26 Re: Rozpadajace sie małżeństwo Co robić? 06.02.07, 12:25
      ja tez mieszkam jestem z czlowiekiem ktory przejawia pewne nieciekawe
      zachowania wobec mnie. mamy dziecko. zostawil mnie wczesniejn w ciazy i trudno
      mi powiedziec czy to dlatego: ze jest ze mna na sile bo laczy nas dziecko ,czy
      to dlatego ze ma wyrzuty sumioenia a ja mu czesto wypominam a on czuje moja
      uraze w stosunku do niego, czy to dlatego ze nie wytrzymalam i napisalam do
      jego znajomych ktorych widzialm nieraz raz na oczy jaki on jest i ze mnie
      zostawil. cirzko go zmusic do rozmowy traz mowi tak raz inaczej i moje
      zachowanie uzaleznia od swojego. kiedys byl o mnie zazdrosny i reagowal zloscia
      np.jakbym z kims porozmawiala tzn z jakims mezczyzna a to juz forma agresji.
      nie mialam swojego zycia.jak zamieszkalismy zaczelo sie wspolne zycie wiec
      problemy i gdzies trzeba odreagowac jak w pracy cala energie sie poswieca na
      robiebieniu milego wrazenia. ci co dobrze nie znaj mysla ze ejst super
      czlowiekeim. w domu owszem wychodzi mu to pol na pol. czesto jestem u rodzicow
      bo nie moge sie odnlaezc w tej sytacji ale w domu moj tata tez jest nerwoey i
      reaguje podobnie. napisz do mnie jak bedziesz czegos potrzebowac
      asia.sol@poczta.onet.pl
      • gabi_43 Re: Rozpadajace sie małżeństwo Co robić? 08.02.07, 13:18

        Czy naprawdę musisz z nim mieszkać ? Myślisz , że Wasze dziecko dobrze się
        czuje w tej atmosferze ?
        Dlaczego piszesz , że " nie miałaś swojego życia " - teraz też nie masz :
        udajesz przed koleżankami , uciekasz do rodziców , gryziesz się , bo stale
        masz żal do niego , że Cię zostawił w ciąży , praktycznie nie rozmawiacie ze
        sobą , skarżysz na niego wspólnym znajomym.......

        Czego tak naprawdę chcesz dla siebie i dla dziecka ?????????
    • chusteczka1272 Re: Rozpadajace sie małżeństwo Co robić? 06.02.07, 15:13
      piszesz, że nie wiesz co robić, jak tak to skrzywdzisz jednego jak inaczej to
      skrzywdzisz drugiego...
      moja rada: zrób tak żeby siebie nie krzywdzić!
      żeby dla Ciebie było jak najlepiej...nie dla jednego czy drugiego...bo to Twoje
      życie,a odrobina egoizmu jest czasem wskazana...!
    • taisy Re: Tragiczne. 06.02.07, 16:31
      Jak można żyć z kimś kto bije. Albo idzie do psychologa i się leczy, albo
      odchodzi od takiego. Chcesz zeby cię kiedyś tak zbił ze rodzona matka cię nie
      pozna? Zyjesz z kims niebezpiecznym pod wspólnym dachem i jeszcze masz opory
      natury moralnej?
      Nawet gdybyś miała zyc sama to powinnaś daleko od takiego uciekać.
      Mi się wydaje zę powinnaś szukać pomocy u psychologa, ponieważ twoje zachowanie
      nie jest niestety ...normalne. A jak ten drugi facet okaze się jeszcze większy
      bokser? To jak ty się bedziesz bronić?
      Nie dbasz o siebie i swoje życie.

      • street_pop Re: Tragiczne. 08.02.07, 13:28
        Przemoc jest chorobą, którą się leczy. Jeśli chodzi o wewnętrzne konflikty
        moralne, to również Kościół, który jest przecież bardzo konserwatywny, dopuszcza
        wśród innych zaburzeń/chorób psychicznych przemoc domową jako powód
        unieważnienia sakramentu małżeństwa.
      • ishtarr Re: Tragiczne. 11.02.07, 23:02
        Oj mozna zyc, mozna, to przeciez klasyczny syndrom ofiary przemocy.
        Moja kolezanke bil maz, i to nie konczylo sie jak u autorki na pojedynczym
        uderzeniu.
        Latem czesto chodzila w dlugich spodnicach i zakrytymi ramionami, by ukryc
        siniaki.
        Odeszla, gdy maz zaczal bic ich malego pieska. Bo to o pieska sie bala, nie o
        siebie.
        Wiecie co powiedziala ostatnio? Ze gdyby wiedziala, ze tak bedzie wygladalo jej
        zycie po rozwodzie (pietno rozwodki, bo ona mieszka w malej miejscowosci, brak
        znajomych bo nie wolno bylo jej spotykac sie z nikim innym, tylko ze znajomymi
        meza) to ona by sie nie rozwiodla. Probujemy ja namowic na wizyte u psychologa,
        a ona mowi, ze nie jest wariatka.
    • czarodziejkakubusia Re: Rozpadajace sie małżeństwo Co robić? 08.02.07, 10:36
      Może łatwo napisac coś,lecz zrobić samemu trudniej.Ja jednak odłożyyłabym
      rozmyślania o tym facecie,który jestw stanie cię zauroczyć.To nieważne,to może
      trwać miesiąc,rok, i się skończyć.Ja zajęłabym się sobą.Mąż cię
      uderzył.Nieważne ile razy.Uderzył drugi raz i w tym momencie należało się
      zastanowić,co dalej?Nieważne,że były poprawy,to nie powinno się nigdy stać.Męża
      znasz wiele lat,znasz go dobrze,dlatego niekorzystniej wypada w świetle
      faceta,który cię zauroczył.Raczej bym się zastanawiała nad sobą,ew. nad
      małżeństwem,co z nim zrobić.Może "tymczasowe rozstanie" (nie mylić z
      odejściem!), odpoczniecie od siebie,zastanowisz się,czy chcesz wrócić do życia
      z nim i naprawiania małżeństwa?Może poradnia w tym czasie,myślę,że warto ją
      odwiedzić.Powodzenia.
    • kryzolia Re: Rozpadajace sie małżeństwo Co robić? 09.02.07, 10:10
      Nie przeczytałam dokładnie, ale: oddziel te dwie sprawy od siebie. Tzn. mąż nie
      ma prawa CIebie bić. Ale to że np. odejdziesz od mężą nie musi od razu oznaczać
      że masz być z tym drugim. CHyba że tak naprawde masz wreszcie pretekst aby tak
      właśnie było. Załatw wpierw ta pierwsza sprawę czyli sprawe z Twoim mężem, ale w
      taki sposób jak by nie było tego drugiego.
    • kattip Re: Rozpadajace sie małżeństwo Co robić? 09.02.07, 10:46
      Gdybyś kochała męża i była z nim szczęśliwa nie myślałabyś o innym.
      Twoje małażeństwo to toksyczny, niszczący związek i tu jest problem i jego
      konsekwencją jest zadurzenie w innym.
      A co będzie jeśli następnym razem Twój porywczy mąż połamie Ci kości i
      wylądujesz w szpitalu? Jeśli bije, przeprasza a potem znowu bije to nie łudź
      się że to się zmieni. Osobiście nie wyobrażam sobie zycia z kimś kto podnosi na
      mnie rękę - uważam to za dno.
      Chyba pora zastanowić się nad rozwodem i spróbować od nowa wszystko sobie
      poukładać, no ale zrobisz jak uważasz.
    • remedium3 Re: Rozpadajace sie małżeństwo Co robić? 09.02.07, 18:22
      Uciekaj póki czas.... jak najszybciej zakończ formalny zwiazek.
      Już jesteś ofiarą , która za kazdym razem wierzy ,że bedzie dobrze .
      Dobrze nie bedzie , bedzie coraz gorzej- tylko Ty sie przyzwyczaisz . Próg
      odczuwania zła będzie coraz niższy , niższy i niższy . Potem może być za pózno
      dla Ciebie bo stracisz wiarę w siebie.
      • mroovechka Re: Rozpadajace sie małżeństwo Co robić? 09.02.07, 22:46
        Myśl przede wszystkim o sobie! To Twoje życie i jeśli je spieprzysz na drugie
        nie będziesz miała szansy. Rzuć męża dopóki dzieci i majątek Was nie łączą. Nie
        licz na to, że się poprawi bo się nie poprawi. A jeśli na horyzoncie jest nowy
        facet i szansa na nowy związek to tym lepiej.
        • mandy2002 Re: Rozpadajace sie małżeństwo Co robić? 27.03.07, 13:32
          Chyba naprawdę potrzebuję rady kogoś doświadczonego. Od czasu pierwszego postu
          znów mnie uderzył - tylko jeden raz, ale jednak. Wiem, powinnam odejść,
          powinnam go zostawić, ale skąd wy brałyście na to siłę, jak przekonałyście
          siebie, że nie będzie lepiej, że będzie gorzej. Mam problem bo mam w głowie
          zakorzenione silnie myślenie:
          1. Przecież nie bije mnie mocno, nie mam śladów (nawet w sądzie nie było by co
          pokazać, robi to tylko gdy już naprawdę jest wyprowadzony z równowagi.
          2. Ja też go kiedyś uderzyłam, teraz już tego nie robię, ale czasami myślę, że
          to ja pierwsza przekroczyłam tę granicę i gdyby nie to, to on by tego teraz nie
          robił
          3. Na co dzień się stara, wybacza moje humory, jest cierpliwy, dużo dla mnie
          robi i znosi jeśli mam akurat zły humor.

          Z jednej strony widzę, że coraz mniej perspektyw przed nami, a z drugiej nie
          potrafię tak go skrzywdzić, bo przeciez na codzień jest dobry, jak o tym myślę,
          ze przeze mnie byłby sam to łzy mi same lecą do oczu, chyba jestem za bardzo
          empatyczna...
          Jak wy sobie z tym poradziliście?
          • kasssandra4 Re: Rozpadajace sie małżeństwo Co robić? 27.03.07, 16:49
            Moim zdaniem powinnas odejsc od meza.Piszesz ze znowu uderzyl i naprawde nie
            ludz sie ze przestanie.Rozumiem ze ludze w zwiazku moga sie klocic ale jesli
            dochodzi do przemocy fizycznej nigdy nie moge zrozumiec dlaczego sa ze soba
            nadal.Piszesz ze nie macie dzieci wiec masz ulatwiona sytuacje .Ty jego nie
            krzywdzisz tylko on CIEBIE.Naprawde nie rob z siebie meczennicy.
          • c_y_n_i_k Re: Rozpadajace sie małżeństwo Co robić? 28.03.07, 08:39
            mandy: Coś mi się zdaje po lekturze tego wątku i twoich wypowiedziach, że
            powinnaś poszukać wsparcia u psychologa. Jesteś typową ofiarą z całym syndromem
            tego stanu. Nie słuchasz już tego co piszą ci inni i nie modyfikujesz w oparciu
            o to swoich przemyśleń. Wciąż powielasz ten sam schemat myślenia.
            Stąd wniosek, że powinnaś zaprzestać poszukiwania tu pomocy. Tu mogą ją znaleźć
            osoby, które chcą coś zmienić i są na to gotowe; które potrzebują tylko
            delikatnego "popchnięcia" w kierunku tego co dla nich dobre. Ty niestety jesteś
            na innym etapie - ty wciąż za "dobrze" czyjesz się w roli ofiary.
            Potrzebujesz innej fachowej pomocy. Tutaj chyba nie zdołamy cię przekonać do
            tego co powinnaś zrobić.
            • ori77 Rozpadajace sie małżeństwo Co robić? 28.03.07, 09:00
              Przedmowcy dali Ci tu, Mandy, bardzo dobre rady, ale podobnie jak 'Cynik' mam
              wrazenie ze nie jestes jeszcze gotowa do podjecia drastycznych decyzji w tej
              kwestii i faktycznie najlepiej by chyba bylo zwrocic sie do psychologa, by z
              nim przerobic caly Twoj problem uzaleznienia, ofiary i poczucia winy.
    • magnostique Re: Rozpadajace sie małżeństwo Co robić? 27.03.07, 20:16
      > Z czasem mój mąż zaczął przejawiać zachowania które mnie niepokoiły -
      > widziałam w jego oczach straszną agresję kiedy próbowałam mu na coś zwrócić
      > uwagę, ze musi powoli szukać lepszej pracy, że nie możemy ciagle liczyć na
      > rodziców itp..

      i jeszcze jedno
      > To nie jest do końca tak, że mój mąż jest sadystą. Moze przytłacza go nadmiar
      > problemów, obowiązków, czasami moich mniej lub bardziej zasadnych pretensji...

      kiedys, jako najukochansza corka, bylam tez celem atakow werbalnych rodziciela.
      mniej lub bardziej zasadnych pretensji:)
      no i co? ano, po kilku miesiacach maltretowania psychicznego nastapil TILT, a
      ze akurat robilam sobie kanapke, wzielam to, co pod reka i poszlo...
      prawie, bo spostrzeglam autentyczny strach w oczach ojca, to nas oboje troche
      otrzezwilo...
      niby nic nie usprawiedliwia przemocy fizycznej, hmmm... jakos do tej pory nie
      mam wyrzutow sumienia.
      tak napisalam, bo jak zwakle istnieje druga strona medalu, a ty nawet jestes
      jej swiadoma.

      na zakonczenie
      > Ja też go kiedyś uderzyłam, teraz już tego nie robię, ale czasami myślę, że
      > to ja pierwsza przekroczyłam tę granicę i gdyby nie to, to on by tego teraz
      >nie robił

      pozdrawiam i zycze (nieco innej) empatii
      • incogn Re: Rozpadajace sie małżeństwo Co robić? 27.03.07, 23:08
        Trudno cos doradzac. Ale jezeli litosc zatrzymuje Cie przy mezu, to nie jest chyba dobra podstawa
        malzenstwa. A ja bym Ci doradzila zlamac Twoje zasady i wejsc w glebsza relacje z tym drugim.
        Moze byc tak, ze nic z tego nie wyjdzie i maz wyda Ci sie na nowo kims atrakcyjnym. A moze byc tak,
        ze przezyjesz wielkie uczucie, uniesienie, ktore pomoze Ci podjac decyzje i wtedy juz, bez wyrzutow
        sumienia, zakonczyc malzenstwo. Moze to cyniczna rada, ale szczera, dana wg mojego odczucia.
        • mandy2002 Re: Rozpadajace sie małżeństwo Co robić? 10.04.07, 13:11
          To znów ja po Wielkanocy... To były trudne święta Dostawałam praktycznie
          codziennie a wyglądało to tak: piątek kopniaki bo chciałam zapalić w nerwach
          fajkę, sobota - to samo, ale potem gwałtowne pogodzenie bo trzeba było iść do
          rodziny - nie chciałam na świeta robić przedstawień i psuć wszystkiego więc
          żyłam jakby sie nic nie stało - i było dobrze, niedziela jak w bajce, jakbyśmy
          się nigdy nie kłócili, w poniedziałek znowu dostałam bo miałam pretensje że nie
          dba o nas, że nie spędzamy świąt razem jak rodzina, a on zamiast raz od święta
          coś zorganizować dla nas, w domu bądź jakieś wyjście zajmuje się naprawą swoich
          rzeczy, dostałam w twarz i wtedy pomyślałam, że szkoda że nikt tego nie
          widzi .... Zapytałam czemu nie bije mnie tak żeby było widać, odpowiedział że
          następnym razem tak zrobi i wyszedł, no to poszłam za nim i poprosiłam żeby
          wyszedł, że nie chcę z nim zostać na noc pod jednym dachem i znowu dostałam
          więc powtórzyłam że niech bije tak żeby było widać (tak naprawdę sądziłam, że
          tego nie zrobi, że się opanuje) - i wtedy dostałam cios pięścią w policzek - to
          chyba cud że nic mi nie złamał (najgorsze jest to że mogłabym pójść na obdukcję
          ale mimo całego bólu i tak teraz już nic nie widać :/) - on sam się tego
          wystraszył co zrobił, wyleciał z domu, potem wrócił powiedział że lepiej się
          rzeczywiście wyprowadzi, bo jeszcze mi coś nieodwracalnego zrobi, albo zostanie
          i spróbujemy od nowa... i ja uległam żeby został (wiem idiotka ze mnie ale
          chciałam wtedy tak bardzo ciepła, przytulenia).- wiem- powiecie że to moja
          wina, że powinnam was słuchać, ale naprawdę nie jest łatwo odejść od kogoś kto
          cały czas sprawia wrażenie, że nie jest z gruntu zły, że się pogubił, że mnie
          kocha, ale coś się z nim dzieje co wywołuje w nim taką agresję
          Potrzebujemy chyba oboje pomocy, widzę że on chciałby to wszystko zmienić ale
          nie radzi już sobie nawet ze sobą, ze swoją agresją. Może można gdzieś pójść po
          pomoc? Może ktoś mu pomoże dojść do ładu ze sobą? Ja też wiem że powinnam
          ustalić jakiś plan postępowania, ale kompletnie nie wiem jak się za to zabrać...

          Cały czas jest też ten drugi, coraz bardziej się do mnie zbliża i coraz
          bardziej zaczyna mu na mnie zależeć, pojawiają się coraz poważniejsze wyznania
          z jego strony, choć praktycznie się nie widujemy i nie ma mowy o jakiejkolwiek
          miłości fizycznej...
          Zaznaczam, że on nie ma bladego pojęcia co się dzieje w moim małżenstwie, chyba
          oprócz was nikt nie ma. Z jednej strony chciałabym mu paść w ramiona, wypłakać
          się i wszystko opowiedzieć a z drugiej - nie wiem czy to dobry pomysł, czy
          dobry grunt dla naszej znajomośc... chyba lepiej to ukrywać, zwłaszcza że on
          też ma swoje problemy...
          A ja już się gubię, we własnych uczuciach w tym co robić, nie chciałabym nikogo
          skrzywdzić, i chciałabym być szczęśliwa ale to wszystko się tak pokręciło, że
          już nie umiem się odnaleźć - strasznie się boję wyboru, jego późniejszych
          konsekwencji i tego czy jestem jeszcze zdolna do jakichkolwiek uczuć, czy
          potrafię jeszcze kochać...
          • ewiku Dopóki.... 10.04.07, 13:23
            będziesz z mężem pod jednym dachem nie wymyślisz niczego bez względu na to kto i
            co Ci na tym forum napisze...
            i przestań się użalać i udawać przed sobą i całym światem, ze Co jest źle bo
            gdyby tak było to dawno byś uciekła... Twój mąż robi tylko to, na co mu sama
            pozwalasz...

            sorki za ten szorstki ton ale tu nie trzeba opisywać co on Tobie a Ty jemu tylko
            działać!...
            powodzenia


            ----------------------------------------------
            Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka