Gość: Imagine
IP: *.unl.edu
24.04.03, 20:13
To nie o fortepianie, to o fnollu, naszym przyjacielu.
Gdziez on, nie tak jeszcze dawno, taki pyszny, rozrzutny, pewny siebie ?
Gdziez wiedza jego sie podziala, nie tak dawno jeszcze, taka "rewolucyjna",
jedyna, niepodwazalna ?
Czyzby fnoll, nam wszystkim i sobie samemu chcial zakomunikowac, ze Wujek
Albert E. mial racje twierdzac, ze nauka jest slepa bez ... religii (obojetne
jaka forme duchowosci bysmy nie rozumieli pod tym haslem).
Gdziez on, nie tak dawno jeszcze, cytujacy opasle definicje "ojcow"
psychologii ?
Dzisiaj ? Dzisiaj fnoll pyta nas co dalej zrobic z soba samym, placze sie,
wydajac diagnozy na lewo i prawo, przeprasza (chwala mu za to), szampanem
sie odurza, nickiem "naboki" szasta ...
Tak koncza psycholodzy bo ich nauka nie ma i nie miala nic wspolnego z
tym, co niedotykalne w czlowieku, z rdzeniem czlowieka, z jego dusza.
Fnoll pozostanie moim virtualnym przyjacielem. I zapewniam wszystkich, ze nic
zlego mi nie przyswiecalo, piszac ten watek. Ciesze sie, ze fnoll zaczyna sie
budzic. A niech go nawet glowa poboli od rozbijania murow. Na dobre mu to
wyjdzie.
Pozdr, Imagine.