Gość: Imagine
IP: *.unl.edu
20.05.03, 21:21
jeszcze raz o tym samym. O trwaniu w zwiazku, o checi do seksu, o tym
kto moze i ile.
Szkoda mi kobiet ale szkoda mi rozniez mezczyzn. Cos tu zawodzi.
Spotykaja sie, zakochuja sie, wchodza w zwiazki malzenskie. Idzie im z
poczatku dobrze. Po kilku latach cos sie jednak wypala, glownie, a moze
tylko w mezczyznach. Ona, rozgrzana, rozkochana, pragnelaby utrzymania
tego stanu po grob. On, oziebly, szukajacy jakiegos wypadu poza zwiazek.
Albo nie szukajacy juz niczego. Duza czesc mezczyzn zaczyna zauwazac, ze
seks przestal byc juz atrakcja. Co sie jednak dzieje w kobiecie ?
Przyjrzyjcie sie wypowiedziom kobiet. Dla wielu z nich seks i kontynuacja
zwiazku staje sie nieustanna potrzeba. Mowia o milosci, potrzebie przytulania,
ale czy to nie chodzi tylko wlasnie o seks, o ktorego potrzebie nie wypada
mowic wprost ? Dlaczego potrzeby mezczyzn i kobiet rozchodza sie tak
dramatycznie ? Czy jest sens winic kogokolwiek za ten stan rzeczy ?
Czy jest sens pakowac w kobiete cos, co jest napakowane viagra ? jaki sens
ma utrzymywanie dobrej kondycji ? Skad ta niesamowita potrzeba kontaktu
z partnerem ? Ile sensu ma domaganie sie czyjejs czulosci, jesli ten ktos
nie ma jej dla nas "ot tak po prostu" ?
Podyskutujmy.
Imagine.