24.04.07, 01:19
To prosta historia.

Był mąż, była żona. Żona pokochała innego i odeszła. Mąż został sam i w
depresji, ale po jakimś czasie też się zakochał. Przeżył z nową ukochaną dwa
lata, po czym żona uznała, że jej romans to pomyłka i że chce do męża. Po czym
żyli długo i szczęśliwie...

To ja jestem tą kobietą, w której zakochał się na dwa lata, i która poszła w
odstawkę, gdy żona zmieniła zdanie.
Zostałam sama. Jest mi smutno. Nie mogę się odnaleźć w życiu.

Nie jestem typem kobiety bluszczu, mam niezłą pracę, nowe mieszkanie, sporo
znajomych i kilkoro przyjaciół, jestem ładna, a teraz nie rozumiem, co z tego.
Nigdy nie chciałam byc wyemancypowana, chciałam wierzyć i kochać, gotować
obiady, słuchać, co się działo w pracy... Chciałam być lojalna... i oddana...

A teraz nie wiem, po co wstawać z łóżka i po co myć zęby... Ale wstaję... i
myję... Tylko nie wiem, po co. Nic mnie nie cieszy.
Obserwuj wątek
    • incogn Re: smutki 24.04.07, 12:26
      Drogie dziecko, stala Ci sie krzywda, to prawda. Cierpisz i nikt nie jest Ci w stanie pomoc.
      Choc trudno Ci w to uwierzyc, czas na prawde leczy rany. Ile to potrwa, trudno powiedziec, moze pol
      roku, moze rok. Jestes teraz jak w zalobie, a nawet gorzej, bo on zyje i doznalas niesprawiedliwosci.

      Ciezko Ci w to uwierzyc, ale skoro pokochalas jego, kiedys , w przyszlosci tak samo, albo silniej
      pokochasz kogos innego. Ja zyje juz tyle lat, ze wiem iz milosci przemijaja, choc w danym momencie
      wydaje sie iz maja moc zabijania. Po latacyh wspominajac nie czujesz nic. Moze to cyniczne, ale
      prawdziwe. A moze to dobrze, bo za jakis czas bez bolu i obciazenia pokochasz kogos innego.

      A ten czas, ktory nadchodzi nie bedzie latwy, ale go przetrwasz.... Trzymaj sie...
      • dziecko27 Re: smutki 24.04.07, 14:11
        Dzięki za dobre słowo, incogn.
        boję się, nie chcę nikogo pokochać. I chyba nie rozumiem, jak i po co żyć, gdy
        się nie kocha, ale żyję.
        Co zrobiłam źle? Gdybym mogła zrozumieć, co zrobiłam źle...
    • kryskaedka Re: smutki 24.04.07, 14:20
      miłośc jest w tobie!! zapomnij o tym kto cie skrzywdził i wybacz mu.. zajmij
      sie swoja przyszłoscia .. jestes napewno fajna laska ... mozesz kochac i byc
      kochana tylko zechcij tego nie ogladajac sie za siebie.. jest wielu męzczyzn
      ktorzy chcieli by cie kochac .. porozgladaj sie :)))
    • taisy Re: Bo tak sie ludziom nie robi.Co to za mezczyzna 24.04.07, 14:54
      Zastanow sie czy on wart cierpienia, na moje oko nie.Ta parka jest warta siebie
      samych.
      • dziecko27 Re: Bo tak sie ludziom nie robi.Co to za mezczyzn 24.04.07, 15:13
        Ja nawet tak myślę, że tak się ludziom nie powinno robić. I nawet nie mam żalu
        o to rozstanie, bo rozumiem, że mnie nie kochał. Tylko że przez dwa lata
        wierzyłam, że kocha.
        A i tak to wszystko wiem wtedy, kiedy myślę. Ale trudno mi teraz myśleć, teraz
        boli. Boli.

        Ludzie są dobrzy. Kolega w pracy dał mi bułkę z serkiem, koleżanka zrobiła
        kanapkę, Wy napisaliście... Nie mówię w pracy, że to wszystko leży w gruzach,
        ani że nie wiem, po co żyć.
        Pociesza mnie, jak ktoś się trochę zatroszczy, albo mi coś miłego napisze.
        Prostych rzeczy mi teraz potrzeba, bo czuję się jak osierocone dziecko.
        Dziękuję za dobre słowo.
        • kryskaedka Re: Bo tak sie ludziom nie robi.Co to za mezczyzn 24.04.07, 15:22
          no..fajnie jset dostawac kanapki od kolegów z pracy.. ja tez dostaje czasem ..
          podobno mam to w oczach (czyli sępa) jak jestem głodna;))pozdrawiam serdecznie
    • greengrey Wiesz, dziecko? 24.04.07, 16:34

      Ty nie jesteś bezbronne dziecko :)
      Choć przez chwilę tak się czujesz...

      Drzemią w Tobie siły kobiety, ktora się podniesie.. do życia i miłości

      żyj, myj zęby, maluj rzęsy, rób kanapkę, wyprostuj się przed lustrm.. dla
      siebie samej
      sama jesteś dla siebie największą wartością

      tak czy inaczej to doświadczenie buduje Ciebie

      ale nie nie traktuj tego jak skazy, jak zadry z którą będziesz szła dalej w
      życie

      wyciągnij z tego piołunu dla siebie lekarstwo- naukę

      • dziecko27 Re: Wiesz, dziecko? 24.04.07, 21:44
        Ale widzisz, ja jestem bezbronna i też z własnego wyboru. Naprawdę nigdy nie
        chciałam być ostrożna, nieufna, wyemancypowana. I nigdy nie widziałam potrzeby,
        żeby się bronić. Uważałam, że jak się kocha, to się kocha, dba, stara. Naprawdę
        nie miałam idiotycznych oczekiwań, sprzątałam, gotowałam i sprawiało mi
        przyjemność, że mam dla kogo.
        A teraz nie mam dla kogo, a dla siebie jednej to nie to samo.
        W dodatku jasno, i bez złudzeń widzę, że mnie nie kochał. Był w depresji po
        odejściu żony. Byłam pocieszeniem, niczym więcej.
        Nie wiem, jaką lekcję mogę wyciągnąć. Że nie warto ufać? Że wszystko, co mam
        najlepszego nic nie jest warte? Że nie wystarcza, żeby mnie kochać? Dlaczego?
        Gdybym chociaż rozumiała, dlaczego...
        • arwen8 Re: Wiesz, dziecko? 24.04.07, 22:04
          dziecko27 napisała:

          > A teraz nie mam dla kogo, a dla siebie jednej to nie to samo.

          I w tym tkwi cały problem! By móc pokochać drugą osobę trzeba wpierw nauczyć
          się kochać SIEBIE SAMĄ. A Tobie tej miłości własnej wyraźnie brakuje.

          A jak myślisz, na czym polega owa miłość własna?
          • dziecko27 Re: Wiesz, dziecko? 24.04.07, 23:14
            Wiesz, Arwen, ja na co dzień dość dobrze się ze sobą czułam. To raczej on nie
            mógł mnie pokochać, bo nie kocha siebie, bo był w depresji, bo żona odeszła, bo
            ja wiem, co?
            I widziałam to i myślałam, że jak będę kochać za dwoje, to jakoś będzie mu lepiej...
            I teraz czuję się, jakby mi ktoś zabrał serce i oddał po wytarciu w nie butów.
            Mam nadzieję, że za jakiś czas będę mogła być wściekła, czy co tam się przeżywa,
            że znajdę jakąś wartość w troszczeniu się o siebie. Ja to robię, tylko mnie nie
            cieszy. Nic mnie nie cieszy.
            Skłamałam. Cieszymnie, ze jest to forum i że mogę się wyżalić, i że komuś się
            chce do mnie napisać. Dziękuję bardzo.
        • greengrey Re: Wiesz, dziecko? 24.04.07, 23:09
          > A teraz nie mam dla kogo, a dla siebie jednej to nie to samo.

          Tak to nie jest to samo, ale na pewno Ty dla siebie nie jesteś mniej ważna niż
          on dla Ciebie! Warto poznać siebie, swoje potrzeby, a już w żadnym razie nie
          utwierdzać się że z nim to było coś niezwykłego- a dla samej siebie to nic nie
          warto.

          Teraz szczególnie warto.

          > W dodatku jasno, i bez złudzeń widzę, że mnie nie kochał. Był w depresji po
          > odejściu żony. Byłam pocieszeniem, niczym więcej.
          > Nie wiem, jaką lekcję mogę wyciągnąć. Że nie warto ufać? Że wszystko, co mam
          > najlepszego nic nie jest warte? Że nie wystarcza, żeby mnie kochać? Dlaczego?
          > Gdybym chociaż rozumiała, dlaczego...

          Nie chodzi o to że masz nie ufać innym ludziom, nie o to chodzi,że to co masz
          nic nie jest warte.,.

          Twoje doświadczenie polega na tym, abyś odpowiedziała sobie na pytanie dlaczego
          wybrałaś człowieka - jak piszesz w depresji,porzuconego- dlaczego tak bardzo
          skoncentrowana na nim może nie zauważyłaś,że jesteś w zastępstwie innej kobiety?

          Dlaczego w swoim życiu nie zainteresowałaś się jakimś wesołym, otwartym
          mężczyzną tylko Twoją uwagę przyciągnął porzucony, załamany facet. tak duża
          potrzeba ratowania kogoś z opresji? Potrzeba bycia potrzebną?

          dlaczego Twoja chęć pomocy jemu była tak wielka, że zagłuszyła sygnały,że nie
          jesteś Tą najważniejszą?

          może tak bardzo pragnąc jego dobra i szczęścias- zapomniałaś o sobie.

          MOże to czego masz się nauczyć to to, że w związku nie warto do końca zapominać
          o sobie, że potrzebna jest równowaga- dbanie o partnera ale i o siebie.
          Może wtedy wcześniej zauważyłabyś kim naparwdę jesteś dla niego:
          partnerką,kobietą czy pocieszeniem..


          • dziecko27 Re: Wiesz, dziecko? 24.04.07, 23:23
            To jest mądre, co piszesz.
            W tej chwili oczywiście wydaje mi się, że po prostu go pokochałam razem z jego
            szczęściem i nieszczęściem, a on też wydawało się, że kocha. Zaproponował
            małżeństwo, staraliśmy się o dziecko...
            Nie zauważyłam, nie rozumiem, jestem oszołomiona nieszczęściem...
            Ale widzę, że to jest mądre, co piszesz, nie wiem, czy prawdziwe, nie jestem w
            stanie racjonalnie pomyśleć, ale wrócę do tego postu jak ochłonę. Cieszę się, że
            chciało Ci się mi wytłumaczyc jak dziecku, bo jakaś mało bystra teraz jestem.
            Dzięki. Pisz do mnie jeszcze, proszę.
    • wiedzma15 Re: smutki 24.04.07, 23:09
      Ja może nieco z innej beczki, ale nie myśl, że lekceważę twoje cierpienie.

      Ładnie piszesz. Zwięźle. Dobrze się czyta. Zwykłymi słowami o zwykłych sprawach. Może powinnaś pisać zawodowo?
      Najlepsza literatura rodzi się z cierpienia. Autora, niestety.
      • wiedzma15 Re: smutki 24.04.07, 23:10
        p.s. miałabyś po co wstawać z łóżka, na siedząco lepiej się pisze:)
        • dziecko27 Re: smutki 24.04.07, 23:26
          A wiesz jaka Ci się sztuczka udała? Rozśmieszyć mnie w tym nieszczęściu. Dzięki.
          I - chapeau bas!
    • kotka.szrotka Re: smutki 24.04.07, 23:28
      Wiedźma ma rację :) Dobrze się czyta i pięknie piszesz.

      Facet stracił. Stracił Ciebie, Twoją miłość, lojalność, wierność, oddanie.
      Mimo wszytsko dobrze, że teraz odszedł a nie za kilka lat gdybyś np. pogrążyła
      się już w wychwywaniu dwójki dzieci, zestarzała.

      Nie dociekałabym już czy i dlaczego przyciągnęłąś do siebie podobnie nieudany
      egzemplarz, stało się, tak miało być...

      Wypłacz się, zakop w dołku i pogrąż w abnegacji by mając nagle tego wszystkiego
      dość wyprostować się przed lustrem jak już ktoś napisał. Może za chwilkę
      będziesz na to gotowa. Przydałoby się antidotum.
      • dziecko27 Re: smutki 25.04.07, 00:57
        Wiesz, kotka, to trochę jest tak, jakbym była bardzo słaba i taka zamieszana.
        Przestaję wiedzieć, czy cokolwiek we mnie jest, jestem - mam wrażenie - w szoku.
        I jak piszesz do mnie, że jednak wraz z utratą mnie coś jeszcze się traci, to
        trochę jest tak, jakbym zaczynała widzieć - nie wiem - dróżkę? nitkę?
        Nie wiem, co jestem warta. Nie wiem, czy mam coś wartego uwagi. Zgubiłam się.
        Może jestem skrzywdzona, może jestem zerem, nie wiem.
        Nie chcę wierzyć, że jestem zerem. Ale nie wiem.
        Tak naprawdę pomaga świadomość, że ktoś zadał sobie trud, żeby przeczytać, żeby
        napisać, że kogoś mogę zainteresować, że dobrze się czyta... Że ludzie są dobrzy
        i chcą pocieszyć albo potowarzyszyć jakoś w tym smutku...
        Zabawny jest zwrot "nieudany egzemplarz". Ja właśnie tak czuję, że potrzebuję
        odpowiedzi, czy coś zrobiłam źle, czy pech, zły wybór?
        Mam takie uczucie "zabłądzenia". I to co napisałaś jest trochę jak nitka czy jak
        dróżka, gdzie jeśli o niej przejdę - a przysięgam, nie wiem ile czasu mi zajmie
        lizanie ran - to może nie zgorzknieję i nie będę pielęgnować urazu. Dziękuję Ci
        bardzo.
        • greengrey Re: smutki 25.04.07, 15:40
          > Nie wiem, co jestem warta. Nie wiem, czy mam coś wartego uwagi. Zgubiłam się.
          > Może jestem skrzywdzona, może jestem zerem, nie wiem.

          Pomyśl dziecko- jesteś zupełnie tą samą osobą czującą i kochającą co
          miesiąc,czy pół roku temu. Skąd więc wątpliwość czy jesteś coś warta? Wtedy
          (przy nim)czułaś się warta a teraz nie?

          jeszcze raz Ci powtórzę- u Ciebie nic się nie zmieniło. Jesteś wiele warta.
          Tyle samo wtedy co i teraz.

          To u Twojego mężczyzny się zmieniło. To on zrezygnował. Ale to nie zmienia w
          żadnym wymiarze Twojej wartości. Kochałaś i kochasz tak samo. Dałaś mu wszystko
          co mogłaś ( i jeszcze o wiele więcej!) Byłaś prawdziwa od początku do końca.
          Skąd więc ten spadek poczucia wartości ? Bo temu panu się odmieniło?

          To inna osoba jest wyznacznikiem Twojej wartości?
          No proszę Cię....

          > Nie chcę wierzyć, że jestem zerem. Ale nie wiem.

          Zerem ????? Dlaczego tak bezlitośnie się biczujesz...


          > Zabawny jest zwrot "nieudany egzemplarz". Ja właśnie tak czuję, że potrzebuję
          > odpowiedzi, czy coś zrobiłam źle, czy pech, zły wybór?
          > Mam takie uczucie "zabłądzenia".

          Kolejny raz obwiniasz -siebie?
          Czy czujesz się nieudanym egzemplarzem dlatego,że ten człowiek wrócił do żony i
          Cię zostawił?
          To niedorzeczne.

          dałaś mu wszystko co miałaś najcenniejszego, licząc,że on to odwzajemni.
          Z wielu powodów tak się nie stało, czego wcześniej nie zauważyłaś. Potrzebujesz
          czasu i spokoju na swoje uczucia i myśli, ale proszę postaraj się nie wmawiać
          sobie ,że jesteś jakaś nieudana.

          Nie jesteś :)
          • dziecko27 Re: smutki 25.04.07, 16:18
            Chyba trafiłaś w sedno. Przy nim czułam się coś warta. Przy czym to nie jest
            tak, że smętna i nieatrakcyjna mysz jestem, pracuję, studiuję, mam sporo
            zainteresowań, ładna jestem i miła, raczej lubiana, chociaż nie ciągnie mnie do
            tłumów.
            Daje się ze mną dogadać, używam serca do kochania i mózgu do myślenia.
            Myślałam, że to coś znaczy. I właśnie w piątek dowiedziałam się, że nic nie
            znaczy, ani ja sama, ani moje do niego uczucie, ani oddanie...
            Co teraz? Budzę się rano i pierwsze trzy sekundy są OK, w czwartej ogarnia mnie
            przeraźliwy lęk, dopiero po chwili przypominam sobie, że mnie zostawił. Nie
            umiem opisać, jak trudno jest co dzień na nowo czuć tę pustkę i to przerażenie.
            Dwa lata kochałam i wierzyłam, że jestem kochana.
            Nawet nie mam siły mówić do ludzi. Tylko na tym forum płaczę. Bardzo Ci dziękuję
            za zainteresownie i cierpliwość.
            Wiesz, greengray, chciałabym wierzyć, że naprawdę sądzisz, że nie jestem nic nie
            warta. Że to nie tylko pocieszenie. To jakoś ważne.
            • greengrey Re: smutki 25.04.07, 17:43

              Jak to jest ,że przy nim czułaś się "coś" warta, a sama ze sobą to już nie?

              pomyśl o tym proszę. Przecież i wtedy i teraz jesteś tym samym człowiekiem, tą
              samą kobietą. Nie zmieniłaś się - więc na jakiej podstawie ta zmiana poczucia
              swej wartości,żeby mówić o sobie: jestem zerem...

              wyobraź sobie taką sytuacje: siedzisz w domu, dzwoni telefon, odbierasz, odzywa
              się Twój sąsiad który ma Ci za złe,że Twój pies głośno szczekał wieczorem.
              Sąsiad traci panowanie, wyzywa Cię od idiotek, egoistek itp...

              Po chwili dzwoni telefon ponownie- dzwoni koleżanka z pracy której pomogłaś w
              trudnym zadaniu, wszystko poszło dobrze, koleżanka jest szczęśliwa, chwali Cię
              że jesteś cudowna, jedyna, niezastąpiona, anioł po prostu!

              I co? I nic. tak naprawdę nie jesteś ani nieodpowiedzialną idiotką ani cudowną
              najlepszą na świecie- to są tylko chwilowe oceny Ciebie innych ludzi,żadna z
              nich nie jest prawdziwa...

              To, że ktoś o Tobie coś powiedział nie sprawia,że jesteś inna niż przed pól
              godziną, kiedy zadzwonił telefon.

              jesteś sobą - i ocena innych ludzi nie ma tu nic do poczucia swojej wartości.
              Tym bardziej,że kierują nimi zwykle własne interesy

              to że cierpisz, że masz poczucie krzywdy,że Cię boli ta pustka, to oczywiste,
              tak musi teraz być... ale z Twoją wartością nie ma to nic wspólnego. Ona jest
              niezmienna.

              czy tylko poczucie że jesteś kochana przez tego, konkretnego faceta daje Ci
              poczucie wartości? To błąd.
              Jeśli jednak tak jest, to ważny moment któremu musisz się przyjrzeć we własnym
              życiu..
              • b-5 Re: smutki 26.04.07, 01:40
                Dziękuję Ci, greengrey, że do mnie piszesz, i że piszesz prosto. Bardzo Ci
                dziękuję. Jestem strasznie zmęczona i trudno mi się myśli. To, że zadajesz sobie
                trud, dużo dla mnie znaczy, naprawdę.
                A mało bystra ostatnio jestem i jak do dziecka do mnie to jest dobrze. Łatwiej
                mi się zasypia, jak mogę pomyśleć, że osądziłaś, że warto.

                Ja jeszcze będę pisać, choć boję się, że jestem nużąca, będzie mi bardzo miło,
                jeśli zajrzysz i się odezwiesz
    • solaris_38 system uczący sie 24.04.07, 23:34
      to ceną za sztywny scenariusz który sobie ustaliłaś

      skoro celem twojego życia jest bycie z facetem to ryzykujesz całe swoje życie

      rodzina jest ważnym sensem
      warto powalczyć

      ale neki o faceta który tak zmienny
      lepiej ze to sie skończyło teraz a nie .. potem
      jakbyś była np w ciąży

      ale JEŚLI sie nie uda to czy to jest powód aby ZYCIE nie miało sensu?

      to nie jest tak ze wszystko jest zadane a ty biedna bierna ofiarą jesteś

      przeciwnie
      w morzu spraw niezależnych i ty masz swój ster, swoja moc i swój wpływ
      i ty sie możesz warunkować
      i ty możesz wybierać
      ewoluować w różnych kierunkach

      możesz tez umrzeć nie zmieniona
      nieszczęśliwa
      z dogłębnym przekonaniem ze wiesz to na pewno że bez rodziny życie nie ma sensu

      życie jest plastyczne a umysł to narząd do dawania sobie rady w zmiennych
      warunkach

      warto walczyć warto szukać i warto nie uzależniać swego szczęścia od wyniku
      poszukiwań

      można być szczęśliwym nawet jak życie poskąpi rodziny, urody, zdrowia,
      seksapilu, kasy, talentów,

      albo można nie być skoro tego nie ma

      :)

      kochana na pewno jest ci ciężko i masz depresję

      i dobrze
      depresje sa ważne i potrzebne i o czym sa]


      wniknij w siebie
      pooglądaj swoją rozpacz
      zrozum dlaczego tego faceta
      wybrałaś
      dlaczego nei zauważyłaś że cię nie kocha

      wielkie rzeczy do obserwacji nauki i nadziei

      wszak jesteśmy systemami uczącymi sie
      • dziecko27 Re: system uczący sie 25.04.07, 01:02
        Nie zauważyłam, że mnie nie kocha, bo mówił, że kocha. Jak miałam nie wierzyć?
        Jak ja mówię że kocham, to znaczy, że kocham. Nie mówię na wiatr. I jak kocham,
        to wierzę.
        Nie byłm podejrzliwa. Mam nadzieję, że nie będę.
        • solaris_38 system uczący sie 25.04.07, 22:34
          nie masz być podejrzliwa

          masz nie zakładac ze inni są tacy jak ty bo to lenistwo
          masz ich poznać

          jesli ktoś mówi ze kocha to znaczy tylko tyle że mówi że kocha

          o miłości świadczą długoterminowe czyny i ich owoce
          bo miłość nie ma nic wspólnego z deklaracjami

          ale nawet ci co szczerze mówią że kochają mogą mównic pod wpływem miłych emocji
          a jak przychodzą inne emocje to mówią co innego


          wygodniej by było gdyby było inaczej i bardziej przewidywalnie ale nie jest

          piszesz "jak miałam nie wierzyć"

          widocznie byłaś bardzo spragniona \

          my kobiety to jesteśmy jak na narkotykowym głodzie uczuć gdy same
          i jak ktoś daje "działkę" to po prostu bierzemy








          • dziecko27 Re: system uczący sie 26.04.07, 01:45
            Nie byłam sama. Wybierałam, poszłam za sercem. Źle wybrałam. Nie wiem, dlaczego.
            Nie rozumiem.
            • incogn Re: system uczący sie 26.04.07, 22:09
              Jestes w porzadku, on tez mysle byl szczery. Ludzie bywaja nieraz pokreceni wewnetrznie. Nie mysle,
              aby z premedytacja chcial Cie skrzywdzic. Mysle, ze w tej chwili moze czuc sie rozdarty, tak jak i Ty.
              Poza tym czasem na prawde mozna kochac dwie osoby, troszeczke jakby inaczej, ale obie szczerze.
              Moze jestem chora lub zboczona, ale cos takiego sama w tej chwili czuje
              • dziecko27 Re: system uczący sie 27.04.07, 01:21
                No właśnie o to mi chodzi. Nie mam uczucia, że chciał mnie skrzywdzić, a ja też
                mu ufałam. Mogliśmy żyć długo i szczęśliwie, wypatrzyłam kieckę do ślubu... Nie
                rozumiem, co się stało, trudno mi wierzyć, że oszukiwał, wydaje mi się, że
                wierzył, że mnie kocha.
                I zostawił mnie, bo żona zmieniła zdanie? Oni się nawet rozwiedli. Żyję z
                godziny na godzinę, płaczę, albo rozmawiam z ludźmi o codziennych sprawach...
                Jakby to nie było moje życie, jakby mnie nie dotyczyło, taka abstrakcyjna
                historia, nie o mnie... Jak mam dalej żyć? To nie moje życie. Moje było z nim,
                a do mnie coś nie dociera. Że od prawie tygodnia jest bez niego, a ja jednak
                myję te zęby. Jak automat.

                To dobrze, że nie zdradzasz męża. Nie warto.
            • solaris_38 system uczący sie 26.04.07, 22:56
              na razie ból cię zamknął
              wierzę ze w swoim czasie otworzysz sie i zdobedziesz wiedzę która umożliwi ci
              bycie szczęśliwą
              • incogn Re: system uczący sie 27.04.07, 08:09
                Jezeli to wszystko jest takie swieze, tydzien, to wcale nie wiesz jaka bedzie przyszlosc. Nie jest
                wykluczone, ze on tak samo cierpi w tej chwili jak Ty. Wazne jest jak wygladalo wasze rozstanie. Jezeli
                rozstaliscie sie w zlosci, gniewie... trudniej mu bedzie poczuc Twoj brak, ale jezeli czuje Twoja milosc...

                Nie rob sobie nadziei wielkich, ale i nie oceniaj sytuacji w tej chwili. Powiedz sobie, ze ocenisz sytuacje
                np. za dwa miwesiace, i staraj sie je jakos przetrwac ... byle jak ... ale przetrwac. W tej chwili na ocene
                jest za wczesnie....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka