Dodaj do ulubionych

Śmierć terapeuty

09.07.07, 14:18
Przez wiele lat uczestniczyłem w psychoterpaii, którą zakończyłem półtora roku temu. Była dla mnie bardzo owocna, przyniosła autentyczną przemianę mojego życia, nauczyłem się normalnie funkconować, założyłem rodzinę, mam dom, pracę. Zdarza się oczywiście, że czasami czuję się gorzej, wracają lęki, ale potrafię je identyfikować i szukać ich przyczyny.
Kilka dni temu spadał na mnie jak ciężki gałz wiadomość, że moja terapeutka nie żyje. Popełniła samobójstwo, kiedy okazało się, że jest chora na raka. Zrobiła to w ten sposób, że razem ze swoim kulkuletnim synem położyła się spać po zażyciu środków... Dla mnie to totalny wstrząs. Osoba, przy której uczyłem się jak sobie radzić z życiem i jego cieżarem, sama tego cieżaru nie uniosła.
Teraz zostałem sam, nie mam na kim się wspierać, u kogo znajdować potwierdzenia, szukać aprobaty, czas dojrzewać samemu. Ale strach z tym związany jest wielki.
Obserwuj wątek
    • fale_morskie Re: Śmierć terapeuty 09.07.07, 15:03
      Ale, przecież masz rodzinę.
      Każdy jest tylko człowiekiem, a to, że była dobrą psychoterapeutką, świadczy o
      tym, że była bardzo ludzka i nue udawała cyborga, który wszystko zniesie, jak
      większość psycho. Każdy ma swoje granice wytrzymałości. On nauczyła Cię, jak
      radzić sobie z czymś, z czym możesz dać sobie radę. Pozdrawiam.
      • amelius Re: Śmierć terapeuty 09.07.07, 15:37
        Śmierć samobójcza terapeuty to naprawdę trudne doświadczenie, nawet po skończeniu terapii, niełatwo więc widzieć ją w takiej właśnie ludzkiej perspektywie. Dlatego dziękuję za to co napisałeś, przywracając mi tę perspektywę.

        Mam rodzinę i teraz jak nigdy przedtem doceniam jej siłę, a w szczególności siłę i mądrość mojej Żony.
        • fale_morskie Re: Śmierć terapeuty 09.07.07, 16:43
          amelius napisał:

          > Śmierć samobójcza terapeuty to naprawdę trudne doświadczenie, nawet po
          skończen
          > iu terapii, niełatwo więc widzieć ją w takiej właśnie ludzkiej perspektywie.
          Dl
          > atego dziękuję za to co napisałeś, przywracając mi tę perspektywę.
          >
          > Mam rodzinę i teraz jak nigdy przedtem doceniam jej siłę, a w szczególności
          sił
          > ę i mądrość mojej Żony.

          To Ci serdecznie gratuluję mądrej Żony! Znam wielu psycho. Ci, którzy byli
          dobrzy w tym, co robili, przejmowali się, jeśli komuś nie zdołali pomóc. Reszta
          się podśmiewała. Ja już pisałam - każdy ma swoje granice wytrzymałości. To, że
          ona na siłę nie udawała odpornej na tragedie tego świata, świadczy o tym, że
          była wpaniałą terapeutką.
    • synvilla Re: To wielka tragedia. 09.07.07, 17:07
      Osoba ktora innym pomagala w wyjsciu z wlasnych problemow popelniajac sama
      samobojstwo, tak jakby zaprzeczala wlasnym teoriom i sobie.

      Szczegolnie tragiczne jest to, ze w wielu wypadkach dzis juz ludzie wychodza z
      raka.Nie jest to choroba, ktora jak wiele lat temu zbierala ogromne zniwa. Dzis
      sa szanse wieksze na to, aby wyjsc z jej usciskow.

      Czytalam i kiedys na pewnej rozprawie naukowej mowiono, o statystykach jaka
      grupa ludzi w pewnych zawodach popelnia samobojstwa. Wiec, nie w Polsce, ale
      tu gdzie mieszkam, sa to lekarze.To tak na marginesie tego tragicznego
      wydarzenia.

      Mysle, ze to ze wyszedles z twoich problemow zawdzieczasz po prostu sobie. Ty
      pracowales nad tym, a ona jedynie nadzorowala twoje wlasne kroki.
      Ludzie umieraja codziennie. jest to szokujace dla nas pozstalych. Jednak z
      biegiem lat przychodzi nam sie z tym oswoic i cenic zycie, ktore jest piekne
      jak MIRAKEL:=)))


      • maxx42 Re: To wielka tragedia. 09.07.07, 17:55
        szewc bez butów chodzi :(
    • maria_teresa1 Re: Śmierć terapeuty 09.07.07, 20:50
      [i]
      • amelius Re: Śmierć terapeuty 10.07.07, 15:05
        fale_morskie napisała:
        >
        > To Ci serdecznie gratuluję mądrej Żony! Znam wielu psycho. Ci, którzy byli
        > dobrzy w tym, co robili, przejmowali się, jeśli komuś nie zdołali pomóc. Reszta
        >
        > się podśmiewała. Ja już pisałam - każdy ma swoje granice wytrzymałości. To, że
        > ona na siłę nie udawała odpornej na tragedie tego świata, świadczy o tym, że
        > była wpaniałą terapeutką.

        Nie mam co tego najmniejszych wątpliwości. Bo efektem jej terapetycznych umiejętności jest jakość mojego życia dzisiaj, znacznie wyższa niż przed rozpoczęciem terapii. Ani ten fakt jednak, ani także ludzkie prawo do granic wytrzymałości nie zmieniajszają mojego szoku związanego z tym zdarzeniem. Wiele czasu upłynie zanim zaakceptuję rzeczywistość. A najbardzie szokujące w zachowaniu mojej terapeutki jest dla mnie wciągnięcie w krąg samobójczej śmierci swojego syna, bo dla mnie jest to przekrczenie pewnych wyobrażalnych granic.

        Ale widocznie tak to już jest, że zależnie od okoliczności każdy jest zdolny do przekraczania wydawać by się mogło granic nieprzekraczalnych. I dotyczy to osób, których byśmy o to nie podejrzewali.

        Mimo tego co napisałem staram się nie oceniać, pozostawać w miarę swoich możliwości z umysłem "nie wiem", jak powiedziałby człowiek oświecony.
        • lsilanow Re: Śmierć terapeuty 12.07.07, 18:01
          choc staram się miec umysł "nie wiem"
          nadal trudno mi zaakceptowac czyjąs smierc
    • blue_as_can_be Re: Śmierć terapeuty 10.07.07, 18:57
      wbrew utartym sądom, oficjalnym gadkom i mądrościom ludowym śmierć z wyboru
      jest jednym z niezbywalnych praw człowieka. jeśli tylko jest to dojrzały i
      świadomy wybór, nic tu nikomu do tego oprócz bezpośrednio zainteresowanego.
      napisałeś "Osoba, przy której uczyłem się jak sobie radzić z życiem i jego
      cieżarem, sama tego cieżaru nie uniosła." ale są sytuacje, gdy znoszenie
      ciężarów nie prowadzi do niczego wartościowego / sensownego. Twoja terapeutka
      wybrała być może jedyne sensowne wyjście - nie wiemy nic o szczegółach jej
      choroby i innych okolicznościach tej decyzji.

      natomiast lekko mnie zaszokował Twój opis jak to się stało. nie wiem, czy do
      końca zrozumiałam: jej syn obudził się rano obok trupa matki??? no, jeśli tak -
      to akurat nie było w porządku. i to akurat faktycznie mogłoby wywrócić do góry
      nogami wizerunek tej osoby...
      • dodo_z_komodo Re: Śmierć terapeuty 13.07.07, 13:59
        Na podobnej zasadzie prawem np. każdego alkoholika jest możliwość zapicia się na
        śmierć, każdej anorektyczki zagłodzenia się itd. Jeśli są dorośli i
        nieubezwłasnowolnieni, to oczywiście mają do tych działań pełne prawo. Trudno
        jednak powiedzieć, że jest to postawa dojrzałego, odpowiedzialnego człowieka.
        • arwen8 Re: Śmierć terapeuty 13.07.07, 14:27
          dodo_z_komodo napisał:

          > Trudno jednak powiedzieć, że jest to postawa dojrzałego, odpowiedzialnego
          > człowieka.

          Jest to postawa człowieka pozbawionego właściwej i pięknej miłości własnej.
          Człowieka, który został mocno skrzywdzony w przeszłości ale który ukierunkował
          (nieświadomie) swoją nienawiść na siebie, zamiast na prawdziwego sprawcę tej
          krzywdy.
    • kowianeczka Re: Śmierć terapeuty 10.07.07, 19:25
      (i)
    • lsilanow Re: Śmierć terapeuty 12.07.07, 18:00
      to jest jeden z najbardziej wstrząsających wątków, jakie czytałem
      współczuje Ci z całego serca
      jak i tej psychoterapeutce, gdybym tylko mógł
      cokolwiek się stało, cokolwiek zmotywowało ją do tej decyzji
      nie zmienia faktu, że musiała to byc wspaniała osoba
      pozdrawiam wszystkich
      gdybym mógł sobie na to pozwolic, a teraz nie mogę, bo mam za dużo problemów, i nie kwalifkuje się, powiedziałbym: jestem z Tobą
      pozdrawiam
      • amelius Re: Śmierć terapeuty 12.07.07, 21:25
        Dzięki za wszystkie wyrazy solidarności i wspracia. Jest mi teraz bardzo potrzebne. Pozwolę sobie wkleoć, to co napisałem dzisiaj na moim blogu.

        W sierpniu zeszłego roku napisałem, że lęk taki jak dawniej już mi nie zagraża. Cóż to była za buta, cóż za pycha! A pychę, jako jeden z grzechów głównych, należy przykładanie ukarać. Człowiekowi wydaje się często, że coś ma, coś osiągnał i cieszy się z tego, chełpi się tym, ale co gorsza zaczyna żyć w przekonaniu, że to coś ma na zawsze, że jest tego czegoś absolutnym właścicielem, że to nigdy nie odejdzie, nigdy nie zostanie utracone. Niech to będzie cokolwiek: rzecz, sukces, zdrowie, czy spokój ducha. Takiemu człowiekowi prędzej czy później życie, ten rwący strumień, musi przynieść rozczarowanie. W najmniej spodziewanym momencie, następuje wydarzenie, które burzy zastany porządek i weryfikuje dotyczasowe poglądy, oglądy, przekonania, spojrzenia, wizje, nastawienia i cały ten chłam, który człowiek nosi w głowie od urodzenia. Takim wydarzeniem dla mnie okazała się śmierć E., która prowadziła mnie przez meandry psychoterapii przez sześć i pół roku, aż do 27 grudnia 2005 roku. Rangę wydarzenia i jego siłę oddziaływania, nieobliczalność, szok podnosi fakt, że była to śmnierć samobójcza dokonana pod wpływem choroby nowotworowej, która wedle mojej wiedzy była juz dość zaawanasowa. Lecz to co naprawdę w tej śmierci szokuje i wywołuje moje przerażenie, to wciągnięcie w jej krąg najblizszej osoby czyli syna. E. poszła spać razem ze swoim kilkuletenim synem, rano już nie się obudziwszy. Dużo czasu upłynie zanim otrząsnę się z tego ciemnego snu. Jest to jedno z najtrudnieszych wydarzeń, z jakimi przyszło mi się zmierzyć. W związku z nim na nowo ze zdwojoną mocą powróciły wszystkie dawno zapomniane lęki i myślaki. Lecz pośród tej lękowej burzy rozpoznaję powoli, ledwie dostrzegalnie jedno: swoje uzależnienie od innych ludzi, niekiedy wręcz dziecięce, a dokładniej rzecz ujmując opieranie się na innych ludziach, poszukiwanie innych ludzi po to by znajdować w nich potwierdzenie istnienia, akceptację własnych myśli i uczuć. Rozpoznaję, jak bardzo nie ufam samemu sobie, jak rozpaczliwie poszukuję kogoś, kto przekonałby mnie, że wszystko jest ze mną w porządku, że mogę być samodzielną jednostką, że mogę samodzielnie myśleć i czuć, że moje życie jest moją drogą i nie muszę robić tego, co robią inni i wreszcie nie muszę ratyfikować siebie samego u innego człowieka, kimkolwiek by nie był. W tym właśnie tkwi niebezpieczeństwo oddawania się wszelkim guru, autorytetom, przewodnikom duchowym, nauczycielom, czy wreszcie psychoterapeutom. Ale mądrzy przewodnicy duchowi, nauczyciele i terapeuci wiedzą, że jeśli osoba, która przychodzi do nich po pomoc, po nauki życia, nie uzyska wolności rozumianej jako samodzielność, to wszyscy zawiedli.

        pierwszyobywatel.blox.pl/html
        • kontrreformacja Re: Śmierć terapeuty 13.07.07, 00:35
          >>>Lecz pośród tej lękowej burzy rozpoznaję powoli, ledwie dostrzegalnie jedno:
          swoje uzależnienie od innych ludzi, niekiedy wręcz dziecięce, a dokładniej
          rzecz ujmując opieranie się na innych ludziach,
          poszukiwanie innych ludzi po to by znajdować w nich potwierdzenie istnienia,
          akceptację własnych myśli i uczuć. Rozpoznaję,
          jak bardzo nie ufam samemu sobie, jak rozpaczliwie poszukuję kogoś, kto
          przekonałby mnie, że wszystko jest ze mną w
          porządku, że mogę być samodzielną jednostką, że mogę samodzielnie myśleć i
          czuć, że moje życie jest moją drogą i nie muszę
          robić tego, co robią inni i wreszcie nie muszę ratyfikować siebie samego u
          innego człowieka, kimkolwiek by nie był.

          Pod tym wzgledem jestem do Ciebie podobna, ale zaczynam się zastanawiac, czy to
          jest objaw niedojrzałości czy choroby i coraz cześciej dochodzę do wniosku, że
          nie.
          Ludzie są nam potrzebni. Znajdujemy w nich odbicie nas samych, potwierdzenie
          lub zaprzeczenie naszych myśli. To nie jest uzależnienie, to jest umiejętność
          wchodzenia w intensywne relacje. Każdy wrażliwy człowiek, po takim przezyciu
          jakśmierć terapeuty (nie wspominając o okolicznościach) byłby wstrzasniety,
          załamany, może nawet wściekły, za zburzenie pewnego obrazu tej osoby.
          Potrzebujesz czasu, żeby to jakoś odbudować.
          • shangri.la Re: Śmierć terapeuty 13.07.07, 16:15
            Jest taka piękna opowieść o Narcyzie ,umieszczona we wstępie do Alchemika.:)
            Jesteśmy istotami społecznymi i potrzebujemy tych drugich ( drogich:) oczu, w
            których można się przejrzeć, aby zauważyć własne zalety, jak i wady.
            Konfrontacja poczucia własnej wartości z opinią kochającej i kochanej osoby jest
            wpisana w nasze życie tak jak śmierć.
    • arwen8 Re: Śmierć terapeuty 12.07.07, 21:57
      Amelius, sprawdź pocztę!
    • scept89 Re: Śmierć terapeuty 12.07.07, 22:13
      amelius napisał:
      >moja terapeutka nie
      > żyje. Popełniła samobójstwo, kiedy okazało się, że jest chora na raka

      Widziales zdjecia z 9/11 ludzi skaczacych z World Trade Center? Toz oni czyste
      samobojstwo popelniali zamiast spalic sie zywcem. Podobnie z chorymi na
      nieuleczalne nowotwory. Zamiast dodawac cierpienia do zycia, gnic zywcem i
      wegetowac od ampulki do ampulki z opiatami kazdy, nawet terapeuta ma prawo
      odmowic zgody na bezsensowne cierpienie. Uwierz mi, poza skrajnymi
      hipochondrykami nikt nie popelnia samobojstwa bo ma podejrzanie wygladajacy
      pieprzyk na tylku. Uszanuj jej decyzje.




Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka