Dodaj do ulubionych

a mieszkać samej znaczy...

IP: *.chr13.1000lecie.pl 01.07.03, 09:31
Wlasnie, co znaczy? Bo ja sie wczoraj dowiedzialam, ze dziewczyna, ktora
mieszka sama od 17-go roku zycia, jest osoba watpliwej konduity i moj
ukochany ma uwazac, z kim sie zadaje. Wylalam wiadro lez, glownie z bolu i
zalu nad ograniczeniem niektorych ludzi. Dla mnie to byl powod do dumy, a moi
rodzice tez puchli, ze sama sobie poradzilam, skonczylam studia,
pracuje...Ale nigdy by mi przez mysl nie przyszlo, ze usamodzielniajac sie,
wychodze na puszczalska! Jak rany, my ciagle zyjemy w sredniowieczu? Chociaz
tam samotne panny w wiezy byly przynajmniej uwazane za cnotliwe, a ja teraz
musze znosic pogardliwe spojrzenia mojej tesciowej i lzy w oczach mojego
ukochanego, ktorych zniesc juz nie potrafie. Kolejna szpilka, kolejny
komentarz, a zadne z nas nie ma sily, by sie obronic. Na razie zostawiamy,
jak jest (na zasadzie jeza czy kupy), ale to czasem bolesnie sie pojawia w
rozmowach. Brr. Pomozcie mi, napiszcie, ze to, co mysli moja tesciowa to jest
stek bzdur, nadajacych sie tylko do kosza...
Obserwuj wątek
    • Gość: Dora Re: a mieszkać samej znaczy... IP: *.int.warszawa.sint.pl 01.07.03, 09:35
      To Twoja tesciowa ma problem. Moze jest zazdrosna? A moze nie ma tak naprawde
      do czego sie przyczepic?
      Musiz sie na nia uodpornic.
      • pandora_ Re: a mieszkać samej znaczy... 01.07.03, 09:41
        No wlasnie Doro...nie wiem, czy ona ma sie do czego przyczepic. Prowadzilam
        walke o akceptacje prawie rok. Po roku, po malym wybuchu z mojej strony,
        niespodziewanie zaczelo sie ukladac: kawki, obiadki, lody, grille, imprezki,
        rozmowy. I chlapnelam, ze ja tak naprawde zawsze mieszkalam sama i ojej, TAKA
        jestem z tego dumna. Ona polknela, a potem zrobila mojemu ukochanemu
        awanture... Najgorsze, ze u nich wszystko takie chore - nie rozmawiaja ze soba
        tylko te ciagle wyrzuty: kup, zrob, zalatw, idz, dlaczego, po co... Widze, jak
        moj TZ zmienia sie, kiedy jest ze mna, probuje sie uczyc rozmawiac, ale w
        takich sytuacjach, sam na sam z Nia, po prostu zamyka sie w sobie. Mam
        pretensje - zapewne sluszne - ze mnie nie broni, ale on tego nie potrafi, nie
        potrafi powiedziec, jak bardzo mnie kocha, bo...nigdy tak z rodzicami nie
        rozmawial. Potem wyzala sie mnie, a ja pomalu zaczynam pekac i mam ochote pojsc
        do kobiety i nia potrzasnac. Uff, wypisalam sie, to moze bedzie lepiej. Wiem,
        watkow o tesciowych bylo co niemiara, ale chcialam o czym innym - jak
        postrzegacie takie samodzielne mieszkanie? No, prosze, pomozcie :)
    • Gość: jar Re: a mieszkać samej znaczy... IP: 195.136.33.* 01.07.03, 09:50
      rozumiem, ze nie jest najlatwiej zyc z tesciowa pod jednym dachem, szkoda, ze
      ta zapewne bogobojna osoba o milym usposobieniu ma problem z wlasnym
      wartosciowaniem spraw, to sie zdarza jednak...lecz za cholere nie moge pojac
      skad to zostawienie takiej klujacej ciebie kupy przez meza?...hmmm... ze co? ze
      tylko lzami w oczach ukazuje swoj smutek i rozgoryczenie?..pewnie bardzo kocha
      mame.....
      • pandora_ Re: a mieszkać samej znaczy... 01.07.03, 09:58
        Wiesz, jar, ja sie tez dziwilam na poczatku. Ze mnie nie bronil, ze to i
        tamto...Ale ja to paradoksalnie rozumiem. Mnie ta kupa az tak nie kluje
        osobiscie, juz nie takie sie przyplatywaly i wlasciwie niepotrzebnie
        rozdmuchalam watek :) Moj TZ taki jest, takiego go kocham - zyciowo to jest
        zaradny, ale emocjonalnie to sie jeszcze musi nauczyc sporo - a idzie mu
        dobrze. Nieraz sie za mna wstawial, szczegolnie na poczatku, ale teraz to chyba
        mu mocno dowalilo. Nic to, przejdzie, a ja za tydzien znow pojde do tesciowej
        na lody i grilla, bo tez ona ma krotka pamiec, a chyba lubi od czasu do czasu
        komus podokuczac.
        Czekam tylko na odpowiedz: no, jak to jest? Dobrze byc taka samodzielna, czy
        lepiej nie?
        • Gość: jar Re: a mieszkać samej znaczy... IP: 195.136.33.* 01.07.03, 10:10
          pandora_ napisała:

          > Wiesz, jar, ja sie tez dziwilam na poczatku. Ze mnie nie bronil, ze to i
          > tamto...Ale ja to paradoksalnie rozumiem.
          rozumiem brak reakcji w przypadku leku, strachu, braku szacunku do osoby badz
          wspanialej wielkiej milosci do mamy..inaczej jako zostawienie takiej
          upierdliwosci dla swietego spokoju-nie rozumiem

          eee..spoko, myslalem, ze mieszkasz z tesciowa- a tak to co zrobic? po prostu
          nie chodzic jakby co na lody - za kare hahaha


          > Czekam tylko na odpowiedz: no, jak to jest? Dobrze byc taka samodzielna, czy
          > lepiej nie?

          czasem dobrze czasem nie, nie masz tutaj jednej odpowiedzi, czasami zbyt
          wczesne usamodzielnienie moze odbic sie na relacjach z ludzmi, a zbyt dlugie
          przebywanie z mama na braku samodzielnosci i pasozytnictwie (coz za znane
          slowo;)...
        • Gość: Dora Re: a mieszkać samej znaczy... IP: *.int.warszawa.sint.pl 01.07.03, 10:30
          A ile juz lat mieszkasz sama?
          Wiesz ja mam dwa skrajne przyklady kolezanek,ktore wczesnie sie usamodzielnily.
          I jednej to zrobilo dobrze, a drugiej chyba zaszkodzilo. W tym sensie,ze byla
          cale zycie rozpieszczana (jedynaczka) i nagle musi sama o wszystko zadbac itd.
          I czula i sie strasznie pokrzywdzona (chociaz to byl jej wybor) i oczekiwala od
          wszystkich ze beda jej wspolczuc i podziwiac i pomagac jej. ALe teraz sie
          uspokoila troche i jest na dobrej drodze zeby dojrzec troche.
          Takze to wsz zalezy od osoby, a raczej jej stopnia dojrzalosci
    • gwen_verdon Re: a mieszkać samej znaczy... 01.07.03, 10:42
      Wiesz,co ? W życiu nie przyszłoby mi do głowy potępiać kogoś za to, że w wieku
      17 lat był już samodzielny. Wiem,że to niewielka pociecha,ale mnie osobiście
      bardzo imponujesz. A teściową się w ogóle nie przejmuj - myślę,że jej problem
      może tak naprawdę leżeć gdzie indziej, a czepianie się tego tematu jest tylko
      zasłoną dymną .
    • aiszka4 Re: a mieszkać samej znaczy... 01.07.03, 11:07
      Wyprowadziłam się z domu po maturze i prowadziłam samodzielne życie do ślubu,
      czyli 7 lat. W prawdzie z przerwą, kiedy ojciec namówił mnie do powrotu do
      domu, ale uciekałam stamtąd szybciej, niż wróciłam.
      Nie udało mi się skończyć studiów, bo musiałam pracować, a mój wymarzony
      kierunek był tylko w systemie dziennym. Ale jakoś się nie "stoczyłam", nie
      wyszłam za mąż z powodu wpadki z pierwszym, który się nawinął, nie znalazłam
      sobie męża-sponsora. I nigdy nie spotkałam się z krytyką mojej samodzielności.
      Złego słowa nie usłyszałam od rodziny, tym bardziej od mamy mojego męża. Jeśli
      ktoś miał o mnie niskie mniemanie, to ojciec.
      A Ty skończyłaś studia, pracujesz, rodzice są z Ciebie dumni, masz kochającego
      mężczyznę. Jeśli Twoja teściowa uważa go za takiego mądrego, porządnego i
      wartościowego, to przecież nie wybrałby na partnerkę życiową osoby, która nie
      jest nic warta. Może z czasem zaakceptuje ten fakt. A Ty postaraj się nią nie
      przejmować, przecież to nie z nią spędzisz życie (chyba nie mieszkacie razem?)
      Pozdrawiam,
      A.
    • kamfora Re: a mieszkać samej znaczy... 01.07.03, 21:40
      Gość portalu: pandee napisał(a):

      > Wlasnie, co znaczy? Bo ja sie wczoraj dowiedzialam, ze dziewczyna, ktora
      > mieszka sama od 17-go roku zycia, jest osoba watpliwej konduity i moj
      > ukochany ma uwazac, z kim sie zadaje.

      Czy powiedziała Ci to wprost, czy wyraziła taką opinię w obecności
      syna jedynie?
      Matka nie byłaby matką, gdyby nie chciała dla syna jak najlepiej.
      Czasem jest nadopiekuńcza, czasem stara się nadrobić jakieś
      "zaległości wychowawcze", gdy syn już dorosły...
      No - nikt nie jest idealny ;-)
      Obowiązuje stereotyp, że wszyscy mieszkańcy akademików są
      "wątpliwej conduity", że osoby, które zbyt wczesnie wyszły
      spod skrzydeł rodziców - zrobiły to, żeby szaleć bez jakichkolwiek
      ograniczeń. Myślę, że zamiast wylewać łzy nad swoją krzywdą
      z powodu niesprawiedliwego posądzenia, zamiast udowadniać, "że
      nie jesteś wielbłądem" - po prostu zaakceptuj teściową, jak jest :-)
      Jej opinia nie zmieni Twojej przeszłości.
      Ty wiesz, jaka byłaś. Twój mężczyzna Cię akceptuje.
      Wszystko się ułoży również z tesciową :-)))
    • hania_76 Re: a mieszkać samej znaczy... 02.07.03, 20:00
      Nie przejmuj się :-) Ja mieszkałam sama od połowy studiów przez 3 lata. Rany,
      ale niektóre ciotki i niektórzy wujkowie mieli gadania! "Kto to widział?!" itd.
      Pozniej byl zgorszenia ciag dalszy - mieszkanie z chlopakiem bez slubu.
      Sytuacja uspokoila sie nieco dopiero po naszych zareczynach, bo okazalo sie, ze
      ani on nie zamierza mnie wykorzystac i porzucic, ani ja nie chce mu zlamac
      zycia :-)
      Tak na serio, zapytaj sie tesciowej co tak naprawde przeszadza jej w Twoim
      mieszkaniu bez rodziny. Moze Ci zazdrosci? ;-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka