Dodaj do ulubionych

związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy

23.09.07, 09:57
Witam,
nie wiem już, na którym forum napisać; w końcu trafiłam na to.
Chodzi o mojego brata, który ma 22 lata i zamierza związać się, a
właściwie juz to zrobił z 38-letnią kobietą. Ta pani jest jego byłą
nauczycielką; jeszcze w szkole 4 lata temu brat ciagle o niej mówił,
jaka to jest okay. Ostatnie 3 lata dawały mi i moim rodzicom do
myślenia. Brat raczej rzadko spotykał się z rówieśnikami, w swoich
poglądach wyrażał dezaprobatę dla młodych dziewczyn, że takowe go
nie interesuja, itp. Nie będę opisywac szczegółow, bo miejsca by nie
starczyło; w każdym bądź razie doszlismy do tego, że przez te 2-3
lata ciągle rozmawiali ze sobą przez telefon i potajemnie sie
spotykali. Ta kobieta jest sama i nigdy nie była z nikim związana.
Mieszka z rodzicami i wczoraj jej ojciec przyjechal do moich
rodziców uświadomic ich, że zamierza przeprowadzić z nią powazna
rozmowę i zażądać kategorycznie zakończenia tego chorego związku.
On, tzn. jej ojciec upatruje wine po jej stronie i zagroził, że
odmówi jej miejsca w domu i rodzinie, jesli sie nie opamięta. Mój
brat to wspaniały dobry chłopak, bardzo inteligentny i zaradny.
Studiuje zaocznie i pracuje. Zawsze był bardziej dojrzały niż
rówieśnicy. Ponieważ jest ogromnie wrażliwy to moi rodzice nie
interweniowali jakos drastycznie, liczyli na to, że samo mu to
przejdzie. Oni po prostu sie boją, że jeśli to sie skończy to on
sobie cos zrobi. Ale teraz są na rozdrożu. Mój Boże, czy taki
związek ma jakieś szanse przetrwania? Co z przyszłością? Przecież za
10 lat ona będzie miala prawie 50 lat, a on 32 - w sumie to
najpiekniejszy wiek dla faceta. Mogłaby być jego matką. Przecież nie
będzie szczęśliwy. Oświadczył, że walczył z tym uczuciem, ale nie da
rady i nie chce bez niej żyć. Jedyne, co go boli to to, że rodzice
będą mieli nieprzyjemności ze strony otoczenia, bo przeciez wszyscy
wiemy, jak jest. Moja rodzina jest bardzo zżyta, szanowana,
spokojna; mama pracuje na wysokim stanowisku. Mój Boże nie wyobrażam
sobie tego!!!
Przy tym tak bardzo sie o brata boję. Ja nie mieszkam z nimi; mam
juz swoja rodzinę i dzieci, ale jesteśmy bardzo zżyci. Jak z nim
rozmawiać? Jak argumentować?
Czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji?
Pomóżcie proszę
Pozdrawiam
limba20


Obserwuj wątek
    • synvilla Re: No raczej nie ma wyjscia. 23.09.07, 10:19
      Ponieważ jest ogromnie wrażliwy to moi rodzice nie
      interweniowali jakos drastycznie,
      ............................
      Problemem nie sa oni, ani te uczucia, ktore ich lacza a WY.
      Cala wasza rodzina zachowuje sie jak chorzy psychicznie ludzie.
      TO JEST jego zycie- jego pomylki i jego sukcesy.
      Dlaczego sie wtracacie w jego zycie i nie umiecie uszanowac jego
      wyborow.
      Dlaczego patrzycie w tak przyziemny spsob na zycie np. on za 10 lat
      bedzie mial 32 a ona prawie 50. Jaka jest gwarancja na udane
      malzenstwa pomiedzy rowiesnikami? zadna.

      Pozwolcie mu zyc jego wlasnym zyciem.Jest dorosly,
      • incog dajcie im swiety spokoj 23.09.07, 10:40
        Jezeli oboje sa wolni, to wiazac sie nie wyrzadza nikomu krzywdy.
        Mysle, ze musza sprobowac, bo inaczej beda przekanani, ze to ich
        najblizsi, rodzimy, nie chca ich szczescia, Was beda winic za
        rozpacz rozstania, a pozniej np. nieudanego zycia. A moze sprawa
        rozwikla sie w sposob naturalny, wypali sie, gdy nie bedzie dobrem
        zabronionym, a wiec tym bardziej pozadanym. On jest dosc mlody, to
        nie musi byc jedyna milosc jego zycia.

        Mysle, ze to jest tylko i wylacznie ich sprawa. Uczucia sa nieraz
        tak silne, ze nie jest latwo, pod wplywem rozumu i chlodnej
        kalkulacji
        • andante.maestozo Re: dajcie im swiety spokoj 23.09.07, 12:26
          A ty nie udawaj tolerancyjnej. Tobie nie wyszedł numer z nieletnim i myślisz , że tamtej wyjdzie?;-)
          Oleje ją tak, jak wszyscy wiemy kto olał ciebie!
          • nangaparbat3 Re: dajcie im swiety spokoj 23.09.07, 12:56
            andante.maestozo napisała:

            > A ty nie udawaj tolerancyjnej. Tobie nie wyszedł numer z nieletnim i myślisz ,
            > że tamtej wyjdzie?;-)
            > Oleje ją tak, jak wszyscy wiemy kto olał ciebie!


            Tak ładnie się nazywasz i tak nieadekwatnie zachowujesz. Fuj!
            • andante.maestozo Re: dajcie im swiety spokoj 23.09.07, 12:58
              Fuj to są stare baby jak incon, które szukają młodych chłopaków do łóżka!
              • nangaparbat3 Re: dajcie im swiety spokoj 23.09.07, 13:05
                Ale co Tobie do tego?
                Niech kazdy szuka sobie do łóżka kogo chce,
                ja tam nie sprawdzam, kto z kim sypia.
              • pos3gacz Re: dajcie im swiety spokoj 25.09.07, 23:16
                andante.maestozo napisała:

                > Fuj to są stare baby jak incon, które szukają młodych chłopaków do
                łóżka!
                xxxxxxxxxxxxxx
                A ciebie co do tego?
                • lucusia3 Re: dajcie im swiety spokoj 26.09.07, 15:12
                  Z boku to tak wygląda, że maestrozo został przez tamta panią uznany za nieprzydatnego do łóżka, albo zamieniony na kogoś innego. Agresja najczęściej wynika z frustracji ;-)
                  • mash_k Re: dajcie im swiety spokoj 26.09.07, 16:04
                    to sie nazywa nielatwa milosc, ale Wam nic do tego. Sam bedzie
                    zalowal, albo i nie.
                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=68823325&a=68823325
                    Wstyd, wstyd ze chlopak szuka milosci a Wy go dolujecie brakiem
                    wsparcia. Nie przezyjecie za niego JEGO zycia.
                    • mis22 Zostawcie ich w spokoju, to dorośli ludzie! 27.09.07, 09:58
                      Mam 62 lata i czwórkę dorosłych dzieci. Moja opinia jest, że rodzina
                      powinna zostawić ich w spokoju. Są to dorośli ludzie i mają prawo
                      dokonywać własnych wyborów i decyzji.

                      Każdy za ileś tam lat będzie stary. Czy z tego powodu teraz ma każdy
                      skakać z mostu aby uniknąć przyszłości?
              • kulka209 Re: dajcie im swiety spokoj 27.09.07, 10:35
                Jakoś odwrotnie to wam nie przeszkadza i nie mówicie fuj!!!
        • caius1 Re: dajcie im swiety spokoj 26.09.07, 14:43
          > nie rozumiem jej ojca, ktory grozi jej ekskomunika - to jakas chora
          > rodzina.

          Przypuszczam że to jej ojciec i cała jej rodzina w dużym stopniu przyczyniła się
          do tej sytuacji. Pewnie jak była młodsza to też tatuś i mamusia dawali szlaban
          na facetów bo chcieli dla córeczki księcia z bajki i pewnie żaden facet z którym
          się spotykała ich nie zadowalał jako przyszły zięć. A córka swoją drogą jakaś
          bez charakteru skoro pokornie słuchała i teraz słucha ślepo rodziców.
      • w.s3 Re: No raczej nie ma wyjscia. 26.09.07, 07:11
        Żadna rówieśniczka nie zafunduje mu takiego seksu jak jego
        wybtanka.Zostawcie Go w spokoju i dajcie cieszyć się zyciem.
      • rob-18 Re: No raczej nie ma wyjscia. 26.09.07, 13:06
        Właśni jest dorosły,nauczy się na swoich błędach.Ale myślę że to nie
        przetrwa,jest za duża różnica wieku.To jest pewni zauroczenie.Każdy
        się kochał w swoich nauczycielkach.
    • jesiennapani Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 23.09.07, 11:21
      Jeśli jak piszesz oboje są wolni to swoim zwiazkiem nikogo nie
      krzywdza.
      Rozumiem, że jesli Twoja mama nie bylaby na tak prestiżowym
      stanowisku, to ten zwiazek byłby akceptowany. A moze to Twoja mama
      awansujac nie miala czasu dla syna więc znalazł sobie kobietę, ktora
      będzie mu matkowała.
      To że uczennice/uczniowie podkochuja się w
      nauczycielach/nauczycielkach to sie zdarza dosc czesto. Natomiast
      nieetyczne jest utrzymywanie kontaktów erotycznych z uczniem. I tu
      pojawia sie rysa na charakterze tej pani, o ile takie kontakty mialy
      miejsce, gdy Twoj brat był jej uczniem. Można zakladać, że erotyka
      wkroczyla poźniej.
      Pomyśl o tej kobiecie: jeśli ojciec zamknie przed nią drzwi,
      to czy Twój brat też powinien tak zrobić? Jego wrażliwośc mu na to
      nie pozwoli
      Czy nie lepiej pozwolic im być razem, tak by mieli możliwość
      sprawdzenia sily swoich uczuć.
      • limba20 Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 23.09.07, 11:29
        Dziękuję za porady. Tez zaczynam skłaniac sie ku takiemu podejściu
        do sprawy. Tylko jedno chciałam zaznaczyć: o stanowisku mojej mamy
        wspomniałam, ale to bez znaczenia: moja mama poświęciła nam całe
        zycie; trudno wyobrazic sobie lepszą matkę i liczy się dla niej
        tylko szczęście dzieci. Rodzice boją się po prostu o syna.
        Wszyscy bardzo krytykujecie nas za obawę o opinie innych. Wiem, że
        to nie jest najważniejsze; ale duzo łatwiej sie o tym mowi, jeśli to
        kogoś nie dotyczy.
        Proszę, piszcie jeszcze więcej; muszę to sobie poukładać.
        • jesiennapani Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 23.09.07, 12:27
          i jeszcze jeden aspekt: piszesz, że spotykali się potajemnie;
          zdarza się, że gdy juz nie zachodzi potrzeba ukrywania związku,
          traci on wiele ze swej atrakcyjności i nawet dochodzi do rozpadu.

          Sprobuj znaleźć wśród znanych osob czy postaci historycznych
          tzw. "czarne owce w rodzinie" pod tym względem. Krol Edward VIII
          abdykował z tronu angielskiego po to, by moc ożenić się z p. Wallis
          Simpson (nota bene dwukrotnie rozwiedziną Amerykanką). Historia
          miłosna z happyendem - żyli długo i szczęśliwie jako książę i
          księżna Windsor we Francji.
        • pos3gacz Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 25.09.07, 23:25
          limba20 napisała:

          > Dziękuję za porady. Tez zaczynam skłaniac sie ku takiemu podejściu
          > do sprawy. Tylko jedno chciałam zaznaczyć: o stanowisku mojej mamy
          > wspomniałam, ale to bez znaczenia: moja mama poświęciła nam całe
          > zycie; trudno wyobrazic sobie lepszą matkę i liczy się dla niej
          > tylko szczęście dzieci. Rodzice boją się po prostu o syna.
          > Wszyscy bardzo krytykujecie nas za obawę o opinie innych. Wiem, że
          > to nie jest najważniejsze; ale duzo łatwiej sie o tym mowi, jeśli
          to
          > kogoś nie dotyczy.
          > Proszę, piszcie jeszcze więcej; muszę to sobie poukładać.
          xxxxxxxxxxxxxxxxx
          No tak,stanowisko mamy jest jednak ważniejsze.Przypuszcza,że to
          dzieje się w małym miasteczku[?] i króluje zasada"co ludzie powiedzą"
          Ludzie powinni pilnować swoich spraw a nie wtykać nos tam gdzie nie
          mają potrzeby[czasami można też dostać w nos za wścibstwo].
          Chłopak gdyby był mądry to powinien pogonić wszystkich w diabły za
          ingerowanie w jego sprawy.
          On jest pełnoletni,ona jest pełnoletnia i jaki problem,gdyż ja nie
          widzę żadnego przy swoich 59 latach.
        • gosiekkk Sama jestem w takiej sytuacji 26.09.07, 10:49
          Wiec mnie to dotyczy. Jestem z facetem 14 lat ode mnie mlodszym, zreszta BTW
          sama wygladam jak szczeniara, tak zwani "ludzie" nawet nie zauwazaja "na oko"
          roznicy wieku. Zreszta nie to jest wazne. Jest nam ze soba swietnie, jestesmy
          bardzo szczesliwi. Jak bedzie za iles tam lat? Nie wiem, i nikt tego nie wie ale
          mysle, ze warto zaryzykowac, zycie jest tylko jedno i trzeba starac sie je
          przezyc jak najlepiej.

          To, co jest najbardziej "niestrawne" w naszej historii, to reakcja "kochajacej
          rodzinki" wlasnie. To slynne "co ludzie powiedza". Grrr... Dopasowywac na sile
          swoje zycie i zycie innych czlonkow rodziny za wszelka cene tak, zeby bylo
          przykladnie zaprasowane w kancik na wypadek, gdyby czasem sasiadom zachcialo sie
          dokonac inspekcji...

          Zygac sie chce, jak po tylu latach nagle dowiadujesz sie, ze majac wybor miedzy
          toba a "otoczeniem", twoja niby kochajaca rodzinka bez chwili wahania wybiera
          "opinie srodowiska" i usiluje bezwzglednie nagiac za wszelka cene, na rozne
          podle sposoby Twoje zycie do hipotetycznej opinii otoczenia. Dlaczego
          hipotetycznej? Bo ludzie nie musza wszystkiego o tobie wiedziec, a tylko twoim
          niby "bliskim" wydaje sie, ze sasiedzi wiedza o tobie wszystko. Normalnie, qwa,
          osiedlowy Big Brother. :-]

          Postepujac w ten sposob rodzinka zmusila mnie do wyboru miedzy facetem a nimi,
          choc w rzeczywistosci byla to falszywa, wydumana alternatywa, bo koniecznosci
          wyboru obiektywnie patrzac - nie bylo. Rodzina mojej polowki zaakceptowala jego
          wybor, pewnie, ze na poczatku nie skakali z radosci, ale sprawe madrze
          przemysleli, zastanowili sie, co jest dla nich najwazniejsze, chociaz na
          poczatku brneli w identyczna alternatywe, jak moja rodzina. Dosc szybko
          zrozumieli, ze wcale nie ma koniecznosci takiego wyboru... Bo kto ja narzuca?
          Sasiedzi? Pani z warzywniaka?...
          • max421 Re: Sama jestem w takiej sytuacji 26.09.07, 11:23
            Czesc. Gratuluje odwagi w przezywaniu swojego wlasnego zycia na swoj
            wlasny rachunek.Swiadczy to o duzej dojrzalosci i znajomosci
            otaczajacego cie swiata i samej siebie. Przeciez wszystko w naszym
            zyciu na tym polega.Polecam autora Anthony de Mello PRZEBUDZENIE
            lub DROGA DO MILOSC . Z wyrazami sympati MAXIMILIAN.
          • sara-marco Re: Sama jestem w takiej sytuacji 26.09.07, 13:40
            gosiekkk napisała:

            > sama wygladam jak szczeniara, tak zwani "ludzie" nawet nie zauwazaja "na oko"
            > roznicy wieku.

            Tak ,tak z tyłu liceum a z przodu muzeum,nie nie zuwazaja tylko sa na tyle
            grzeczni ze nie daja ci do zrozumienia zes pudło w stosunku do tego
            chłopaka.Powiem ci tak ze gdyby to moj syn był na miejscu twojego chłopaka to
            musiałabys zmienixc miejsce zamieszkania lub przemieszczac sie samolotem,nie
            odpowiadam za siebie.Nie rozumiem tez starych bab ktore uganiaja sie za młodymi
            chłopcami,toz to zboczenie.Radze ci sie udac do psychiatry.
            • gosiekkk Re: Sama jestem w takiej sytuacji 26.09.07, 21:02
              Wspolczuje twojemu synowi, jest tylko twoja zabaweczka. Nadopiekunczosc sie
              leczy, agresywnosc i nienawisc do swiata - tez. Wniosek - jestes chorym
              osobnikiem, ktory powinien natychmiast zaczac kuracje psychiatryczna. Inaczej
              skrzywdzisz siebie i innych.
            • kastor321 Re: Sama jestem w takiej sytuacji 26.09.07, 23:13
              nie rozumiem w czym problem. Moj syn ozenil sie z kobieta dwukrotnie zamezna i
              11 lat starsza. Uwazam, ze mial duzo szczescia, ze znalazl tak wspaniala
              kobiete. Mam nadzieje, ze ja docenia. Sa malzenstwem od 12 lat, maja 11-letniego
              syna i niestety teraz przezywaja kryzys (z winy mojego syna). Mam nadzieje, ze
              ona uwierzy, ze moj syn ja kocha i ze chce zmienic swoje podejscie do zycia. Nie
              roznica wieku jest istotna (niezaleznie w ktora strone) tylko prawdziwa milosc.
            • sonia1199 Re: Do sara-marco 26.09.07, 23:46
              Jesteś potworem chcacym kontrolować innych. TY się LECZ.
          • toronto54 Re: Sama jestem w takiej sytuacji 27.09.07, 10:07
            Mnie też to dotyczy. Zakochałam się z wzajemnością w facecie przeszło 20 lat
            młodszym. Mimo wieku jestem energiczna, zgrabna, ładna i młodo wyglądam. Ale on
            nie wytrzymał presji, nie potrafił sobie z tym poradzić. Efekt - jest z
            dziewczyną w swoim wieku. "Ale ma w oczach taką nostalgię...śmieje się,
            żartuje... ale mam wrażenie, że ma ochotę raczej płakać". Jest to największa
            miłość mojego życia, obudził we mnie poczucie wartości, kobiecość i seksualność.
            Widocznie gdzieś tam w gwiazdach było tak zapisane. Mimo wszystko jestem
            szczęśliwa, że mogłam coś takiego doświadczyć.
        • max421 Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 26.09.07, 11:14
          Czesc.Wstrzasajace jest to twoje stwierdzenie "mama poswiecila nam
          cale swoje zycie" empirycznie wiem , ze nie nalezy do
          ciebie.Najwyzszy czas zaczac zadawac sobie pytanie czym jest Milosc
          a czym Poswiecenie.Polecam BARDZO interesujaca ksiazke by Anthony de
          Mello PRZEBUDZENIE, znajdziesz w niej odpowiedzi na wiele
          intrygujacych cie pytan. Zycze wielu sukcesow w poznawaniu siebie i
          otczajacego swiata. Maximilian
        • koko1968 Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 26.09.07, 15:53
          Mam koleżankę w pracy,która 18 lat temu związała się z wielkiej
          miłości z chłopakiem 11 lat młodszym.Wbrew jego rodzinie,wbrew
          tłumaczeniu rodziców.Z tego związaku urodziła się córka i przez ok.5
          lat wszystko było ok.Facet zakochany po same uszy w obu
          paniach,nagle odkrył ze na swiecie są młode atrakcyjne kobiety,on ma
          40 lat a jego żona 50.I wtedy znalazł sobie kochankę młodszą od
          siebie o 9 lat a od żony 20.Po 5 latach tego romansu urodziło im się
          wspólne dziecko i wtedy zakochany niegdyś chłopiec zostawił
          zakochaną i kochaną niegdyś do szaleństwa żonę i córkę.Teraz są w
          trakcie rozwodu,który ciągnie się już od kilku lat i wszyscy
          przeżywają koszmar.Owszem może na 100 takich związków 1 się uda,ale
          99 wróżę nieciekawą przyszłość.Facet to wzrokowiec i za 10 lat z
          przyjemnością popatrzy na dziewczynę 16 lat młodszą od siebie a z
          odrazą (może,choć nie musi)na swoją żonę.
          • liselle Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 26.09.07, 19:16
            Ok. Zgadzam się że naście lat to rzeczywiście dużo. Ale bez przesady. To, że
            małżonkowie są, dajmy na to równolatkami, też nie zapobiegnie temu że facet
            będzie się za młodszymi oglądał. Nawet jeśli będzie kilka lat starszy od swojej
            żony będzie mu oczko latało.
            Jak facet o 17 lat starszy to wszystko ok. Kurde, a faceta to co? Czas się nie
            ima? I bardzo przepraszam, ale ja raczej nie byłabym zainteresowana facetem o 16
            lat od siebie starszym.
    • psychoguru Co tu jest chore? 23.09.07, 11:31
      limba20 napisała:

      > Jak z nim rozmawiać? Jak argumentować?
      > Czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji?
      > Pomóżcie prosze

      Chory jest caly uklad i jego przejawem jest tez
      twoje pisanie.

      Chore w tej sytuacji jest ze bardzo dorosle
      osoby mieszkaja z rodzicami. Wywoluje to
      sytuacje ze osoby te nie sa w pelni dojrzale
      i w zwiazku z tym jak sie wydaje maja problemy
      osobowosciowe i nie sa w stanie w pelni
      decydowac o sobie.

      Jeszcze bardziej chore jest to ze rodzice tych
      ludzi moga traktowac te osoby jak dzieci. A
      wlasciwie nie jak dzieci bo na dodatek ingeruja
      prymitywnie i po chamsku czego wobec dzieci nie
      wolno robic.

      Tym ludziom trzeba dac spokoj i przestac ich
      zaszczuwac. Kilkuletni zwiazek swiadczy ze ma on
      szanse na stabilnosc.

      Jesli masz jeszcze odrobine zdrowego rozsadku w
      tym szalennstwie to doradzaj im zeby jak
      najszybciej sie wyprowadzili i rozpoczeli
      wspolne zycie, najlepiej z daleka i bez
      podawania adresu. Mozliwosci sa bardzo duze,
      jesli nie w kraju to cala Europa jest to
      dyspozycji.
      • luladu Re: Co tu jest chore? 25.09.07, 16:52
        racja, racja, racja. ale to chyba zbyt radykalne dla co niektorych -
        choć przeciez takie oczywiste.
      • truskawska Re: Co tu jest chore? 25.09.07, 23:13
        Nie ma tu nic chorego.
        Ani związek nietypowy wiekowo nie jest chory, ani obawy siostry i
        całej rodziny o losy takiego związku.
        Rodzina ma prawo patrzeć na sprawy ze swojego punktu widzenia,
        rozumiejąc i widząc ograniczenia, których może nie widzą sami
        zainteresowani.I to jest normalne.
        Nie wolno obrażać ludzi wyniosłym stwierdzeniem "chore".
        Żyjemy w społeczeństwie, a ono kształtuje nasze normy moralne. Gdy
        coś poza te normy wykracza, usiłujemy problem spacyfikować, albo
        akceptując go, albo nie. Sprzeciw jest formą pokazania światu swoich
        norm. Każdy ma prawo do swoich norm. Nawet jeśli są konserwatywne i
        nie zezwalają na np. liberalizm obyczajowy, to nie oznacza, że są
        chore.Ostatnio bardzo modne jest wszystko akceptować. Ale moda to
        nie wszystko.
        • pos3gacz Re: Co tu jest chore? 25.09.07, 23:29
          truskawska napisała:

          > Nie ma tu nic chorego.
          > Ani związek nietypowy wiekowo nie jest chory, ani obawy siostry i
          > całej rodziny o losy takiego związku.
          > Rodzina ma prawo patrzeć na sprawy ze swojego punktu widzenia,
          > rozumiejąc i widząc ograniczenia, których może nie widzą sami
          > zainteresowani.I to jest normalne.
          > Nie wolno obrażać ludzi wyniosłym stwierdzeniem "chore".
          > Żyjemy w społeczeństwie, a ono kształtuje nasze normy moralne. Gdy
          > coś poza te normy wykracza, usiłujemy problem spacyfikować, albo
          > akceptując go, albo nie. Sprzeciw jest formą pokazania światu
          swoich
          > norm. Każdy ma prawo do swoich norm. Nawet jeśli są konserwatywne
          i
          > nie zezwalają na np. liberalizm obyczajowy, to nie oznacza, że są
          > chore.Ostatnio bardzo modne jest wszystko akceptować. Ale moda to
          > nie wszystko.
          xxxxxxxxxxxxxxxxxx
          Chore to jest nasze społeczeństwo zyjące pod dyktando kleru.Spróbuj
          udowodnić,że się mylę.
          • ona3010 Re: Co tu jest chore? 26.09.07, 19:53
            > Chore to jest nasze społeczeństwo zyjące pod dyktando kleru.Spróbuj
            > udowodnić,że się mylę........

            PIEKNIE to ujete:))
            wszystkiego dobrego zyczcze tej parze, nie ma recepty na zloty
            zwiazek.

          • truskawska Re: Co tu jest chore? 26.09.07, 21:14
            Kler ma do tej sprawy mniej więcej tyle, co zielone ludziki do
            sytuacji Korei Południowej. Nie piernicz byle czego.
        • max421 Re: Co tu jest chore? 26.09.07, 11:41
          Czesc Zaczne od twojego stwierdzenia "spoleczenstwo ksztaltuje nasze
          normy moralne"Niebezpieczne myslnie "lobotoma", lub czlowieka
          leniwego intelektualnie czy pustego duchowo.Iscie Shopenhauerowski
          fatalizm.Nastepnie stwierdzasz "kazdy ma prawo do swoich
          norm"Wyraznie twja zaakceptowana "norma" jest spoleczne wyprany
          mozg.'Vox populi catedra ex!
          • truskawska Re: Co tu jest chore? 26.09.07, 21:17
            Obawiam się, że gubisz się we własnych dywagacjach, napawając się
            ich pseudonaukowym brzmieniem.
        • titta Re: Co tu jest chore? 26.09.07, 18:07
          No, nie jest zdrowe jak rodzice 38 letniej kobiety ingeruja, chociaz
          nikomu sie krzywda nie dzieje. Jeszcze bym rozumiala jakby do slubu
          zmuszali ale na odwrot?
        • sonia1199 Re: Co tu jest chore? 27.09.07, 00:01
          truskawska napisała:
          > Nie ma tu nic chorego.
          > Ani związek nietypowy wiekowo nie jest chory, ani obawy siostry i
          > całej rodziny o losy takiego związku.
          Polecam ci: "niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie". ...
          mądrzejszy od Ciebie to powiedział - Emmanuel Kant. Twoje podejscie
          reprezentuję dyktature motłochu, pozbawioną tolerancji dla indywidualizmu
          człowieka -ŻAŁOSNE!!!!
          • nisi Do Sonii 1199 27.09.07, 08:59
            Nie "Emmanuel" Kant, tylko Immanuel...Matko Bosko! Świat się kończy!
      • natter2 Re: Co tu jest chore? 27.09.07, 08:31
        > Chore w tej sytuacji jest ze bardzo dorosle
        > osoby mieszkaja z rodzicami. Wywoluje to
        > sytuacje ze osoby te nie sa w pelni dojrzale
        > i w zwiazku z tym jak sie wydaje maja problemy
        > osobowosciowe i nie sa w stanie w pelni
        > decydowac o sobie.

        a moze po prostu nie maja kasy na kupno/wynajem wlasnego M? Ta pani jest
        nauczycilelka, a zdaje sie pensje w szkolnictwie nie sa najwyzsze, co?

        A dla mnie to po prostu nie ma sensu, bo za paer lat on faktycznie zacznie sie
        ogladac za innymi kobietami, moze i mlodszymi. Biologia ma swoje prawa nistety.
        A w milosci roznie bywa, owszem, ale nie jestesmy zakochani ciagle tak, jak bylo
        na poczatku.
        Ale niech pruboja, prosze bardzo. Ich zycie.
        • fantastic_anusia Re: Co tu jest chore? 27.09.07, 08:57
          Zgadzam sie calkowiecie! Jedyne co jest to CHORE to fakt ze oboje
          mieszkaja z rodzicami. Jest to bardziej toksyczne dla tej kobiety,
          bo a najwyrazniej Jej ojciec za wszelka cene chce zatrzymac przy
          sobie darmowa gosposie (taka funkcje ma pewno ta kobieta pełni
          mieszkajac do 38 roku zycia z rodzicemi) i za nic ma Jej dobro i
          szczescie osobiste. Poradz Bratu zeby sie jak najszybciej ze swoja
          Kobieta ozenil (najpeliej potajemnie) i zamieszkal gdzies, gdzie nie
          otocznie nie bedzie ich i twojej rodziny pietnowac. A o wiek sie nie
          martwcie. Jak sie pospiesza d dzieckiem, tonie widze problemu. Taka
          roznica to ryzyko kobiety, a nie Twojego Brata. Nie martw sieo
          Niego :)) Z calego serca zycze powodzenia!
    • andante.maestozo Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 23.09.07, 12:21
      To nie jest związek tylko wzajemne wykorzystywanie! Dlatego nie martwcie się wszyscy, on ją oleje szybciej niż myślicie:-)
      • pos3gacz Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 25.09.07, 23:32
        andante.maestozo napisała:

        > To nie jest związek tylko wzajemne wykorzystywanie! Dlatego nie
        martwcie się ws
        > zyscy, on ją oleje szybciej niż myślicie:-)
        xxxxxxxxxxxxxxxxxx
        Z tego co piszesz i jak piszesz można wyciągnąć tylko jeden wniosek
        -=-jesteś jeszcze tzw.siusiu majtki.
    • nangaparbat3 Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 23.09.07, 13:04
      Problemem są przesądy i stereotypy.
      sama znałam małzeństwo, gdzie róznica wieku 10 lat absolutnie nie zaszkodziła -
      kochali sie do późnej starości.
      A Henryk II, król Francji, mógł miec każdą kobiete (bo król ;), kochał tylko
      Diane do Poitiers, o 20 lat starszą.
      Mowił mi ktos niedawno, ze ostatnio młodzi meżczyźni chętnie wiażą się ze
      starszymi od siebie kobietami - szukają ciepła, zrozumienia, wyrozumiałości.
      Moze to szukanie zastepczej mamusi - ale w końcu niech każdy wiaże sie z tym, z
      kim mu dobrze.
      • andante.maestozo Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 23.09.07, 13:06
        Ty nanga jestś nowym nickiem incon? Czy tylko kolejną amtorką młodych ciałek?;-)
        • nangaparbat3 Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 23.09.07, 13:42
          Ja nanga jestem nanga i nikt inny - nie wiem co tu sie dzieje, ze wciąż mnie
          posadzaja o trollowanie.
          Co do ciałek - ja jestem wodnik, wiec zdecydowanie bardziej interesuje mnie
          zawartość od powłoki.
          Natomiast - nie wiem, czy jestes w stanie to pojać - kiedy idzie o prawdziwa
          miłość, wiek nie ma nic do rzeczy. To wiem.
        • pos3gacz Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 25.09.07, 23:36
          andante.maestozo napisała:

          > Ty nanga jestś nowym nickiem incon? Czy tylko kolejną amtorką
          młodych ciałek?;-
          xxxxxxxxxxxxxxx
          Dziecko postaraj się chociaż prawidłowo napisać coś co przed chwilą
          przeczytałaś.Ów nick -=-incog a nie incon.Ten sam byk robisz po raz
          drugi.
    • koala_tralalala Uwazacie, ze jestescie tolerancyjni? 23.09.07, 16:06
      Dlaczego chcecie ingerowac w zycie doroslego faceta? Jesli jest
      dojrzaly (a nie o psychice pietnastolatka), to napewno zdaje sobie
      sprawe, ze ta kobieta jest duzo starsza i zdaje sobie sprawe z braku
      akceptacji spolecznej.

      Uwazam, ze nie macie prawa stawac na ich drodze, bo "mama jest na
      wysokim stanowisku".

      A co bedzie za dziesiec-pietnascie lat? Jesli zwiazek sie nie
      sprawdzi, to brat bedzie jeszcze calkiem mlodym facetem i bedzie
      sobie mogl ulozyc zycie jak bedzie chcial. W znacznie gorszej
      sytuacji znajdzie sie jego wybranka. Ona tez ryzykuje i to BARDZIEJ.

      A wasza rodzina i znajomi? Coz, macie okazje pocwiczyc "tolerancje w
      praktyce". To jest wybor twojego brata, doroslego czlowieka. Ma do
      tego pelne prawo i napewno, przez wiele lat, setki razy zastanawial
      sie, co zrobic i jak wy zareagujecie. Z pewnoscie miliony razy
      rozmawal o tym z ukochana i dla nich takze nie byla to latwa
      decyzja... Bardzo potrzebuja akceptacji, przynajmniej ze strony
      najblizszych.
      • shangri.la Re: Uwazacie, ze jestescie tolerancyjni? 23.09.07, 16:21
        Owszem, to kobieta ryzykuje wszystko. A dokładnie resztę swojego uczuciowego życia i w przypadku fiaska tej, nie rokującej relacji, to właśnie ona zapłaci najwyższą cenę.
        Mam nadzieję, że jest tego świadoma.....
        • maga_luisa Re: Uwazacie, ze jestescie tolerancyjni? 23.09.07, 16:25
          Każdy człowiek wchodząc w głęboki emocjonalny związek w pewnym sensie "ryzykuje
          wszystko".
          Ryzykuje, że zwiazek się nie uda, że partner zawiedzie jego zaufanie, że emocje
          miną i nie zostanie nić więcej.
          Tylko jaki to ma związek z wiekiem partnerów? Żaden.
          • shangri.la Re: Uwazacie, ze jestescie tolerancyjni? 23.09.07, 16:36
            Mylisz się......jest ogromna różnica między kobietą porzuconą w wieku lat 30-tu , a tą samą osobą o dziesięć lat starszą.
            • maga_luisa Re: Uwazacie, ze jestescie tolerancyjni? 23.09.07, 17:12
              Nie mylę się. Doświadczona jestem ;-)
              • shangri.la Re: Uwazacie, ze jestescie tolerancyjni? 23.09.07, 17:54
                Doświadczenie doświadczeniu nie równe, bo najwyraźniej siła uczuć też nieporównywalna.....
        • nangaparbat3 Re: Uwazacie, ze jestescie tolerancyjni? 23.09.07, 16:29
          shangri.la napisała:

          > Owszem, to kobieta ryzykuje wszystko. A dokładnie resztę swojego uczuciowego ży
          > cia i w przypadku fiaska tej, nie rokującej relacji, to właśnie ona zapłaci naj
          > wyższą cenę.
          > Mam nadzieję, że jest tego świadoma.....

          Juz sie tak nie odgrazaj.
          A kto jaka cene płaci zalezy nie od metryki, ale od osobowosci.
          • fale_morskie Re: Uwazacie, ze jestescie tolerancyjni? 23.09.07, 17:21
            Prawda jest taka: to czy ktokolwiek już nikogo nie pokacha tak
            naprawdę, zależy od tego, czy spotkał już, tzw. miłość życia czy
            nie :)
            • shangri.la Re: Uwazacie, ze jestescie tolerancyjni? 23.09.07, 17:39
              A co to jest "miłość życia"?:)

              Kiedy ma się trzydzieści lat, nie myśli się o tym, co było, bo COŚ jeszcze jest przed kobietą...może i "miłość życia":)
              • fale_morskie Re: Uwazacie, ze jestescie tolerancyjni? 23.09.07, 17:49
                Miłość życia, to jest właśnie ta osoba, którą się kocha, bo się
                kocha :) Jak już się ją spotka, to się wie, że to ona (czasem od
                razu, czasem nie). Niektórzy spotykają ją bardzo wcześnie, inni
                bardzo późno, jeszcze inni nigdy. Innych, można kochać, ale już nie
                tak i dopóki się nie spotka tej konkretnej osoby, zawsze jest
                nadzieja. Ale, jeśli z TĄ osobą nie można być, to niezależnie od
                wieku jest kiepsko... Dlatego, szczęśliwi ci, którzy kochają tylko
                pieniądze. A przynajmniej, wydaje im się, że są szczęśliwi.
                • shangri.la Re: Uwazacie, ze jestescie tolerancyjni? 23.09.07, 17:59
                  A w wieku lat 40-tu JUŻ WIESZ, że nie będzie "miłości życia" a ersatze cię przestają interesować......
                  Najgorzej jest nie czekać już na nikogo i na nic.
                  • fale_morskie Re: Uwazacie, ze jestescie tolerancyjni? 23.09.07, 18:05
                    Dopóki się nie spotkało "miłości życia", to zawsze jest nadzieja. A
                    jak się spotkało, ale ta "miłośc" nie kocha albo nie żyje, to
                    pozostaje sie rozwijać w innych dziedzinach. Tego się nie wybiera,
                    niestety.
                    • shangri.la Re: Uwazacie, ze jestescie tolerancyjni? 23.09.07, 18:13
                      Moje zdanie opieram na własnych doświadczeniach i naprawdę nie wiem, czy to kwestia nazwania tego , konkretnego uczucia "miłością życia".....
                      Moim zdaniem nadzieja umiera z wiekiem , bo ileż razy można być porzucanym....?
                      Słabnie tolerancja na stres i dramat gotowy...
                      A świadomość upływającego czasu i szans, a raczej ich braku uważam za zaletę płynącą ze zdrowego rozsądku:)
                      • fale_morskie Re: Uwazacie, ze jestescie tolerancyjni? 23.09.07, 18:20
                        Dopóki nie spotkało się miłości życie - jest nadzieja :) Potem jest
                        gorzej. Moi dziadkowie mieli szczęście: odwzajemniona miłość, ślub w
                        młodym wieku, piątka dzieci, zawsze wszystko razem, teraz są
                        schorowani i opiekują się sobą - także, znoszą swoje nastroje.
                        Obserwując ich, doszłam do wniosku, że miłość jednak istnieje, tylko
                        większość ludzi kochać nie potrafi, dlatego ten świat tak wygląda :)
                        Znam jeszcze jeden przypadek, ale już niezbyt szczęśliwy...
                        • shangri.la Re: Uwazacie, ze jestescie tolerancyjni? 23.09.07, 18:23
                          Wobec tego "się spotkało".....:)

                          Myślę jednak, że z czasem zmienisz zdanie na ten temat....szkoda, że już nie będę mogła przekonać się o tym:)
                          • fale_morskie Re: Uwazacie, ze jestescie tolerancyjni? 23.09.07, 18:39
                            shangri.la napisała:

                            > Wobec tego "się spotkało".....:)
                            >
                            > Myślę jednak, że z czasem zmienisz zdanie na ten temat....szkoda,
                            że już nie bę
                            > dę mogła przekonać się o tym:)

                            Nie rozumiem. Czemu mam zmienić zdanie? Gdyby, nie istniała jedna,
                            tzw. "miłość życia", nie można by było mieć pretensji do tych,
                            którzy tutaj przysięgają, tam odchodzą i tak w kółko. Normalnie,
                            ludzie nie są w stanie tego wyjaśnić. Coś im mówi religia, ale nie
                            do wszystkich dociera, że Bóg cośtam... Można, za to, wytłumaczyć
                            parapsychologicznie. I tu był zawsze problem. Ja w parapsychologii
                            siedzę od zawsze i co do miłości prawdziwej (czyli jedynej) nie
                            powinnam mieć wątpliwości, ale jak zaczęłam myśleć w wieku
                            czternastu lat, to po obserwacjach świata wynikało, że jest tylko
                            namiętność. I nie rozumiałam, skąd się biorą przypaski, że ludzie
                            naprawdę się kochają całe życie, umierają razem, itd. A jednak,
                            znowu za bardzo się skupiłam na typowych katach, co się nie potrafią
                            określić - tylu ich, że wszytsko przesłaniają :) I, czemu nie
                            będziesz się mogła "o tym" przekonać?
                            • shangri.la Re: Uwazacie, ze jestescie tolerancyjni? 23.09.07, 18:44
                              Hmmm....nie chcę Cię deprewować:)
                              Widzisz, najwyrażniej trudno jest uwierzyć w "miłość życia", jeśli nigdy i przez nikogo nie było się kochanym.

                              Czemu się nie przekonam? Bo za dwadzieścia lat zamierzam egzystować w nieco innym wymiarze:) Zapewne ciekawszym od netu i nieograniczonym w swojej wszechwiedzy.....
                              • fale_morskie Re: Uwazacie, ze jestescie tolerancyjni? 23.09.07, 18:53
                                shangri.la napisała:

                                > Hmmm....nie chcę Cię deprewować:)
                                > Widzisz, najwyrażniej trudno jest uwierzyć w "miłość życia", jeśli
                                nigdy i prze
                                > z nikogo nie było się kochanym.
                                >
                                > Czemu się nie przekonam? Bo za dwadzieścia lat zamierzam
                                egzystować w nieco inn
                                > ym wymiarze:) Zapewne ciekawszym od netu i nieograniczonym w
                                swojej wszechwiedz
                                > y.....

                                Ty możesz mieć jeszcze szansę. Ja nie chciałabym, aby ktoś mnie
                                pokochał, bo z pewnych powodów tego nie odwzajemnię. To przykre, że
                                ktoś miałby złamane życie z mojego powodu.
                                Co masz na myśli z tym "innym wymiarem"?
                                • shangri.la Re: Uwazacie, ze jestescie tolerancyjni? 23.09.07, 18:59
                                  Nie mogę, bo nie chcę:)
                                  Wiem, że nie wolno mi sobie już więcej pozwolić na luksus totalnego zaufania, zawierzenia, zatracenia w uczuciu....naczynie się przelało.

                                  Inny wymiar, to ten lepszy , wiekuisty element naszej egzystencji....wolny od trosk i problemów, wypełniony dobrem , prawdą i wiedzą uniwersalną;)
                                  • fale_morskie Re: Uwazacie, ze jestescie tolerancyjni? 23.09.07, 19:10
                                    Ja na miłość dawno zobojętniałam. Teraz, zabijam w sobie inne
                                    potrzeby bliskości, abym nie potzrebowała przyjaźni. W połowie, jest
                                    już dobrze. Boję się innych, cudzego dotyku, itd. Mam po tym
                                    mdłości. Jeszcze, tylko zabić w sobie potrzeby i może już będę
                                    maszyną idealną - że tak powiem :) Całe życie się rozwijać, robić
                                    karierę, mieć pieniądze i niszczyć katów - aby tak to mnie
                                    pochłonęło, że nie zauważę, kiedy umrę i nie dotrze do mnie, że całe
                                    życie byłam nieszczęśliwa.
                                    I muszę Cię rozczarować: jest różnica między być z kimś a kochać
                                    kogoś. Można od kogoś uciekać, ale kocha się i tak - nawet na
                                    odległość ;)
                                    • shangri.la Re: Uwazacie, ze jestescie tolerancyjni? 23.09.07, 19:20
                                      Wciaż mnie zadziwia ta Twoja namiętność do niszczenia katów:)
                                      Mam nadzieję, że w tej sprawie też zmienisz zdanie....szkoda życia.

                                      Ja już się niczego nie boję , ale też na nic nie czekam. Dlatego uważam, że na wielkie namiętności i równie wielkie rozczarowania, a także na "lizanie ran" jest czas we wczesnej młodości.
                                      Niewczesne miłości szalejem kwitną....:)
                                      • fale_morskie Re: Uwazacie, ze jestescie tolerancyjni? 23.09.07, 19:27
                                        Z niszczenie katów jest tak: z jednej strony, nie potrafię im
                                        darować; z drugiej, jak nie myślę o zemście, to znów sie odzywa
                                        samotność. Może kiedyś odpuszczę, tylko nie wiem czemu, miałaby
                                        zmienić zdanie o miłości.
                                        • shangri.la Re: Uwazacie, ze jestescie tolerancyjni? 23.09.07, 19:30
                                          Odpuść....nie dokarmiaj ich swoja energią, utrzymując w przekonaniu, że cokolwiek dla Ciebie znaczą.
                                    • nangaparbat3 Re: Uwazacie, ze jestescie tolerancyjni? 23.09.07, 19:27
                                      Mozna kochac na odleglość, nawet bez wzajemności, a i tak być szczęśliwą.
                                      • shangri.la Re: Uwazacie, ze jestescie tolerancyjni? 23.09.07, 19:29
                                        nangaparbat3 napisała:

                                        > Mozna kochac na odleglość, nawet bez wzajemności, a i tak być szczęśliwą.
                                        >

                                        Potrafisz tak?:)
                                        • fale_morskie Re: Uwazacie, ze jestescie tolerancyjni? 23.09.07, 19:35
                                          Fakt, że są tacy ludzie - sami, nigdy nie zaznają miłości, ale
                                          wystarczy im to, że kochają.
                                          • shangri.la Re: Uwazacie, ze jestescie tolerancyjni? 23.09.07, 19:37
                                            Sorry, ale to mi pachnie niezdrowym romantyzmem w sentymentalno- harlekinowym wydaniu.:)
                                            • nangaparbat3 Re: Uwazacie, ze jestescie tolerancyjni? 23.09.07, 19:46
                                              shangri.la napisała:

                                              > Sorry, ale to mi pachnie niezdrowym romantyzmem w sentymentalno- harlekinowym w
                                              > ydaniu.:)
                                              >

                                              Nic nie poradzę, ze Ci to tak pachnie - mnie nie pachnie TAK. Już blizej mirry
                                              jakby.
                                          • nangaparbat3 Re: Uwazacie, ze jestescie tolerancyjni? 23.09.07, 19:45
                                            fale_morskie napisała:

                                            > Fakt, że są tacy ludzie - sami, nigdy nie zaznają miłości, ale
                                            > wystarczy im to, że kochają.
                                            >
                                            Przesada.
                                            Nie mozna samemu kochac nigdy przedtem nie zaznawszy miłosci.
                                            Przeciez trzeba naladować akumulatory :)
                                            • fale_morskie Re: Uwazacie, ze jestescie tolerancyjni? 23.09.07, 19:50
                                              nangaparbat3 napisała:

                                              > fale_morskie napisała:
                                              >
                                              > > Fakt, że są tacy ludzie - sami, nigdy nie zaznają miłości, ale
                                              > > wystarczy im to, że kochają.
                                              > >
                                              > Przesada.
                                              > Nie mozna samemu kochac nigdy przedtem nie zaznawszy miłosci.
                                              > Przeciez trzeba naladować akumulatory :)

                                              Kocha się, bo się kocha. Ktoś musi zacząć pierwszy i może tamtą
                                              osobę ruszy :) Nie jestem dobra w rachunkach, ale może raz na milion
                                              się zdarza.
                                              Tylko, wciąż nie rozumiem, czemu Shangri.la twierdzi, że powinnam
                                              inaczej myśleć o miłości - sama jestem z boku, ale rozumiem innych -
                                              czyli dobre podejście :)
                                              >
                                              • shangri.la Re: Uwazacie, ze jestescie tolerancyjni? 23.09.07, 19:56
                                                Ależ Fale, ja nie namawiam Cię do zmiany zdania!;)
                                                Cenię Twoją indywidualność i nie zamierzam Cię zniechęcać do Twoich własnych , idealistycznych trochę opinii na temat miłości.....
                                                Obawiam się jednak, że z czasem zmienisz zdanie....
                                                A może już wkrótce spotkasz tą swoją "miłość życia" i wszystko będzie tak , jak u Twoich dziadków?:)
                                                • fale_morskie Re: Uwazacie, ze jestescie tolerancyjni? 23.09.07, 20:06
                                                  To nie jest, wcale idealistyczne? Nie wierzysz w to, że kocha się
                                                  raz? :) Inaczej, nawet moi dziadkowie nie byliby razem.
                                                  Z pewnych powodów wiem, że w miłości się nie spełnię ;) Miałam
                                                  nadzieję na przyjaźń, ale to się nie uda, bo:
                                                  1) nie wiem, czy jest coś takiego - nie słyszałam o żadnej przyjaźni
                                                  między osobami niespokrewnionymi lub niezakochanymi;
                                                  2) kto by mnie chciał :D
                                                  • shangri.la Re: Uwazacie, ze jestescie tolerancyjni? 23.09.07, 20:11
                                                    Szczęsliwcy mają farta kochać raz i na zawsze.;)

                                                    A co z tymi, którym za pierwszym razem nie wyszło?:)
                                                    I całkiem serio, można w ciagu życia zakochać się bez pamięci dwu, trzykrotnie....wówczas naprawdę nie wiadomo "czy ostatnia pierwszą , czy pierwsza ostatnią".
                                                  • fale_morskie Re: Uwazacie, ze jestescie tolerancyjni? 23.09.07, 20:35
                                                    To jest tak:
                                                    1) jedna miłość życia, gdzie czuje się, że to jest "to";
                                                    2) są takie miłości, gdzie kocha się kogoś całe życie, ale w głębi
                                                    się czuje, że to nie "to" - takie połączenie kochania,
                                                    jak: "siostrę/ brata + przyjaciółkę/ ciela + ewentualnie kochanka/
                                                    kę;
                                                    3) pożądanie - żadna miłość, najpewniej minie, ale bardzo, bardzo
                                                    się kogoś pragnie;
                                                    4) namiętność - kompletnie żadna miłość, szybko minie;
                                                    5) obsesja - często mylnie mówi się, że osoby kochające raz, mają
                                                    obsesję; polega to na tym, że chcemy posiąść na własność, jakąś
                                                    osobę, wbrew jej woli;

                                                    Co do drugiej opcji, to mogę przyznać, że znam to osobiście. I nie
                                                    jest to miłość mojego życia :) ; nie jest mi źle, bo nie będę z tą
                                                    osobą - a gdybym miała taką możliwość, to i tak w pełni bym nie
                                                    mogła się tej osobie oddać.
                                                    Niektórzy robią to nieświadomie, dla innych jest to związane z
                                                    religią - ale, tej całej miłości życia, oddają swoją duszę, biorąc
                                                    Boga na świadka. Ja nikomu nie mogę oddać swojej duszy, ale mi to
                                                    nie przeszkadza :)
                                                    Niektórzy, mają szczęście i kiedy jedno umiera, drugie odchodzi
                                                    zaraz potem. W mojej rodzinie, był podobno taki przypadek. Gdyby
                                                    mieć pewność, że się wiele nie przeżyje ukochanej osoby - to, nawet
                                                    będąc samotnym można być szczęśliwym - z tą lekkością w środku :)
                                                    Wszystko to piszę, kierując się zasadami zimnej logiki - a tu, dużo
                                                    mówi się o emocjach, ale w osoądach, nie ma na niej miejsca.
                                        • nangaparbat3 Re: Uwazacie, ze jestescie tolerancyjni? 23.09.07, 19:44
                                          Przeciez inaczej bym nie pisała ;)
                                          To oczywiscie inny rodzaj szczęścia niz ten, ktory towarzyszy (zwłaszcza
                                          początkom:P) wzajemnej miłości, spokojniejszy, łagodniejszy, bardziej
                                          refleksyjny, ale też może głębszy. Ale jednak.
                                          • fale_morskie Re: Uwazacie, ze jestescie tolerancyjni? 23.09.07, 19:46
                                            Tak. To się zdarza. Chociaż, ja bym nie mogła być szczęśliwa w ten
                                            sposób :) Choć, jest taki wewnętrzny, radosny spokój, że dane było
                                            komuś kochać kogoś, tak bardzo... Mimo wszystko, najszczęśliwsi są
                                            jednak kaci...dopóki ofiara się nie odwinie, he, he.
    • solaris_38 Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 23.09.07, 16:50
      jesli kochasz
      powiedz mu szczerze co o wszystkim myślisz
      ale potem także

      że będziesz go wspierać cokolwiek postanowi

      i zrób to
    • fabriella Re: Zal tego chłopaka. 23.09.07, 19:05
      Ludzie jak sępy, nie mają nad drugą osobą litości.
    • bszalacha Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 24.09.07, 00:18
      A ja sobie pomyslałam,że skoro "mama tak się poswięcała",to on ma
      wciąz poczucie winy i niskiej wartości.Piszesz,że nie ma dobrych
      relacji w swojej grupie ale nikt się tym nie zajmował,nikt nie
      zwracał uwagi co się dzieje w jego zyciu.Nie prowadżmy teraz
      dyskusji,pozwólcie mu wybrać,jak potrafi.Może ważne,że poczuł się
      dla jakiejś kobiety atrakcyjny w roli męzczyzny.A że to zdaniem
      rodziny nie jest normalne,to już nie jego problem.Z mamą się lepiej
      nie żenić/jeśli mam być szczera/.
    • yagiennka No i co? 24.09.07, 01:43
      Moim zdaniem za dużo panikujecie, i wy i twoja rodzina. Przeciez on ma 22 lata,
      jeszcze mu się z 5 razy odmieni :) Jest w wieku gdy faceci dopiero dojrzewają i
      szukają drogi w życiu. On na pewno nie wie jeszcze czego chce i jakiej kobiety
      szuka i jaka mu odpowiada. Próbuje i niech próbuje. A wasza panika moze tylko
      zaszkodzic. Poza tym czemu twierdzisz ze 38 letnia kobieta nigdy nie była w
      nikim związana??:) Wygląda mi to na jakies plotki jakich zapewne dużo w tej
      całej historii.
      Sama jestem niewiele młodsza i zapewniam cię ze nie mogę się opędzić od 20kilku
      latków, oni tak mają w tym wieku ;) Imponują im starsze kobiety. Z tym że dla
      mnie to sa dzieciaki i tak ich traktuję, dla mnie mężczyzna zaczyna się po
      30stce, może nauczycielka coś tam w nim dostrzegła.
      • incog do andante.maestozo 24.09.07, 09:34
        W pierwszej chwili chcialam nie zareagowac na Twoje sympatyczne
        slowa dot. mojej osoby, ale , po przetrawieniu, jednak pisze.

        Po pierwsze, dziekuje, za przypomninie, ze to nie miejsce dla mnie.
        Wypowiedzi, takie jak Twoja, pelne jadu, nienawisci do ludzi, rania
        mnie tak mocno, ze nie jestem w stanie tego znosic. Wiec, dziekuje,
        za lekcje, ze nawet sporadycznie nie mozna tu wchodzic. Chcesz z
        kims pogadac /mysle tu o sobie/, zadzwon do przyjaciolki, siadz obok
        meza i z nim porozmawiaj, wyjdz na ploty z kumpelami, pojedz na
        rower... a nawet wlacz dziennik telewizyjny - ale nigdy, przenigdy
        nie zapuszczaj sie w te rejony. A szkoda, mnie kiedysc to forum
        pomoglo, mam doswiadczenie zyciowe /juz slysze jak je oceniasz w
        swojej chorej glowie, i jakie obrzydliwe skojarznia w tym momencie
        Ci sie roja/, ale tak ... mam to doswiadczenie i mimo braku
        profesjonalizmu paru osobom moglabym pomoc przetrwac trudne chwile,
        ale... jednak blizsza cialu koszula, musze po pierwsze dbac o swoja
        psychike...

        Po drugie, wspolczuje Ci, na prawde szczerze, bo jestem sobie w
        stanie wyobrazic, jaki pieklem jest dla Ciebie zycie, skoro tyle w
        Tobie nienawisci. Mimo wszystko, sprobuj uwierzyc, ze sa ludzie,
        ktorzy staraja sie byc w porzadku, zyc uczciwie, nie ranic innych,
        szanowac ich i wierzyc w ich dobre intencje. Nie wszyscy maja
        plugawe mysli i intencje.

        Po trzecie, zycze Ci, abys spotkal/la kogos, kto pomoze Ci w to
        uwierrzyc. Zycze szczescia, mimo wszystko...

        Nie musisz juz pluc jadem w moim kierunku, zrobie wszystko, wyteze
        wszystkie swoje sily, aby nie odczytac Twojeju reakcji na me slowa.
        Po prostu boje sie. W pzreciwienstwie do Ciebie jestem tchorzem.
        Chce wierzyc, ze w ludziach jest wiecej dobrego niz zlego, i na
        razie mi sie to udaje... Czesc!!!!
        • zyg_zyg_zyg Re: do andante.maestozo 24.09.07, 10:31
          W Twoich ustawieniach forum jest zakładka "przyjaciele". Kliknij.
          Jezeli w okienko "nieprzyjaciel" wpiszesz jakiegoś nicka, to w
          momencie kiedy będziesz zalogowana, żadne posty autora o tym nicku
          nie będą się wyświetlały.
          • e_w_a_g_5 Re: do andante.maestozo 24.09.07, 13:11
            zyg_zyg_zyg napisała:

            > W Twoich ustawieniach forum jest zakładka "przyjaciele". Kliknij.
            > Jezeli w okienko "nieprzyjaciel" wpiszesz jakiegoś nicka, to w
            > momencie kiedy będziesz zalogowana, żadne posty autora o tym nicku
            > nie będą się wyświetlały.


            będą będą, tylko nick zblednie :)
    • 13monique_n Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 24.09.07, 10:49
      Twoja charakterystyka Twego brata wskazuje, że może on wolec relację
      z kobietą, która cos soba reprezentuje. Przyjrzyj się jego
      równieśnicom - ile z nich zapewniłoby twemu bratu to, czego on
      oczekuje od kobiety?
      On juz jest dorosły, podobnie jak jego wybranka. Żaden związek nie
      dostaje gwarancji sukcesu, ale dokonujac wyboru dobrze jest chociaz
      zbliżyć sie do tego, co nam w relacji nalbliższej potrzebne.

      Opinia innych - straszne obiążenie dla rodziny, ale swoją drogą, czy
      aby ci inni mają prawo komentować taką sytuację? Czy nie mają
      ważniejszych i WŁASNYCH problemów? Nie ich sprawa, krótko mówiąc.

      Życzę powodzenie twemu bratu, a rodzicom i Tobie spokoju oraz tego,
      byście mogli patrzeć na szczęscie bliskiego człowieka. :-)
      • konwalka czy ja dobrze przeczytałam? 24.09.07, 18:48
        Przyszedł do Was ojciec kobiety, ktora ma 38 (sic!) lat i u ktorego
        ona mieszka?
        Że on i żona "będą kończyć" związek?
        Nie kumam, albo taką mam nadzieję przynajmniej:/
        Czy ta kobieta, co najmniej dojrała wiekowo, jest ubezwłasnowolniona?
        co to są za zwyczaje w ogóle?
        Mam wrażenie, że traktujecie tych zakochanych ludzi jak pare debili
        Boże, daj im siłę, zeby zwiac od toksyn ://:/
        • limba20 Dzięki za posty, już mam jasność i zmykam stąd. 24.09.07, 19:05
          Ok, dzieki za wszystkie wypowiedzi. Rozjaśniły mi w głowie, chociaz wątpliwości nadal pozostają. Ale dziękuję i już tu nie wracam. Zamykam tą sprawę, bo rzeczywiście jest nie moja i nie moje to życie, więc go nie będę układała.
          • konwalka gratuluję 24.09.07, 19:23
            powodzenia we wąłsnym zyciu osobistym :)
          • madison76 Związek ze starszym partnerem...dlacezgo nie? 25.09.07, 10:13
            • shangri.la Re: Związek ze starszym partnerem...dlacezgo nie? 25.09.07, 10:29
              NIE.....z kilku zasadniczych powodów, które zna każdy, kto tego doświadczył.
              Dla faceta, to tylko zdobywanie nowych doświadczeń, taki poligon....
              Dla przeciętnej , niezepsutej kobiety, strata cennego czasu i rozmienianie się na drobne w roli marionetki.
            • madison76 Re: Związek ze starszym partnerem...dlaczego nie? 25.09.07, 10:53
              Dużo każdy ma do powiedzenia na ten temat, a tak naprawdę tylko
              ktoś, kto przeżył związek ze starszym partnerem, wie o czym mówi.
              Sama też kiedyś potępiałam związki z dużo starszymi partnerami - do
              czasu kiedy nie zakochałam się po uszy w mężczyźnie 18 lat starszym
              ode mnie.
              Ludzie dobierają się różnie - gdyby miłością rządził rozsądek -
              miłość przestałaby istnieć...
              Owszem, można by uprościć sprawę i stwierdzić że facet przeżywał
              tzw. kryzys wieku średniego (lat42 a ja 24) a ja w tym związku
              rekompensowałam sobie brak ojca, który zmarł kiedy miałam 10 lat i
              zawsze szukałam w partnerach silnego opiekuna z różnym skutkiem...
              Ale to nie jest takie proste. Nie można przypinać etykiet i myśleć
              kliszami, bo jesteśmy jako ludzie chyba trochę bardziej
              skomplikowani.
              Zaczęło się niewinnie - łączyła nas wspólna pasja - konie i jakoś
              tak zawsze mieliśmy o czym rozmawiać a spotykalismy się dwa razy w
              tygodniu. Imponował mi - przede wszystkim poczuciem humoru i wielkim
              sercem (urodzony społecznik), ale też doświadczeniem, inteligencją i
              jego miłością do dzieci i zwierząt. Po jakimś czasie złapałam się na
              tym że szukam jego towarzystwa - jeśli go nie było, czułam jakiś
              brak. Zaczynałam w myślach traktować go jak przyjaciela,
              najbliższego - coraz więcej wiedzieliśmy o sobie, ale nie myślałam
              że związek jest możliwy, bo on miał żonę i trójkę dzieci.
              Zaczęłam łapać sie też na tym że go pragnę ale nie dałam nic po
              sobie poznać.
              Wybuch nastąpił po pół roku znajomości na wspólnym wyjeździe doszło
              do wyznań, potem nawiązaliśmy romans. Oszaleliśmy oboje na swoim
              punkcie. Smsy, potajemne spotkania, wspólne noce, kiedy nie było
              mowy o spaniu, tylko rozmowy, rozmowy, no i zbliżenia. Nie było
              takiej siły, która mogłaby nas trzymać od siebie na dystans.
              I wiem że nie spotkam już nigdy mężczyzny, z którym będę odbierać na
              tych samych falach. To była miłość mojego życia.
              Po pół roku zaczął mówić o rozwodzie i wyjeździe zagranicę - tutaj
              nie mielibyśmy prawa istnienia. Wiedziałam ile dla niego znaczą
              dzieci i ile go kosztują takie propozycje.
              Wtedy zaczęłam wmawiać sobie, że namiętność się skończy i to nie
              jest prawdziwa miłość.
              Poza tym nasz związek nie miał prawa istnienia - nie umiałabym
              budować szczęścia na cudzym nieszczęściu, wiecznie uciekać.
              I mimo tego że wiedziałam i wiem nadal, że to był mężczyzna mojego
              życia, zerwałam tę znajomość.
              Czasem się spotykamy bo mamy wspólnych znajomych, widzę i czuję że
              dla niego też się nic nie zmieniło, co roku dostaję smsy z okazji
              świąt i zawsze w urodziny o północy.
              Ułożyłam sobie życie, wyszłam za mąż, mam dwójkę dzieci, jestem
              dobrą żoną i matką ale na dnie serca jest i będzie ktoś inny. przez
              kilka lat - tuż po ślubie, kiedy absorbowały mnie dzieci, nawet
              przestałam o NIM myśleć. Ale teraz od roku jestem z dziećmi sama bo
              mąż na kontrakcie za granicą i wróciła stara tęsknota.
              Myślę że tak kocha się tylko raz.
              I dlatego uważam że różnica wieku nie przesądza o udanym związku.
              Zazdroszczę im, bo są wolni i spotkali się nie mając innych
              zobowiązań.
              A tacy jak ja nigdy nie będą wiedzieć czy to była rzeczywiście
              miłość ich życia, czy tylko niespełnione złudzenia.
              • shangri.la Re: Związek ze starszym partnerem...dlaczego nie? 25.09.07, 11:01
                Skoro się nie spełniły więc były NIESPEŁNIONYMI ZŁUDZENIAMI:)
                Nie chcę być cyniczna, ale tak właśnie kończą się nawet najbardziej namiętne związki z mężczyznami zajętymi.
                Ale to zupełnie inny temat od wątkowego.....ja miałam na myśli bezsens wiązania się kobiety dojrzałej z małolatem.

                P.S. Fajnie, że udało Ci się ułożyć sobie życie i teraz tamte spotkania możesz wspominać , jako miły antrakcik....mogło być zupełnie inaczej.
                • madison76 Trzeba zabić tę miłość? 25.09.07, 12:09
                  Ja jednak widzę podobieństwo sytuacji...
                  Myślę że gdyby otoczenie wywierało na mnie presję, zdecydowałabym
                  się ulec temu mężczyźnie i ułożyć sobie z nim życie gdzieś tam za
                  granicą. Nie wiem czy czar nie prysnąłby wtedy od razu, czy też
                  byłabym dzisiaj szczęśliwa. Czułam presję mimo tego że nikt o naszym
                  związku nie wie.
                  Uważam że chłopak i kobieta z czasem jednak mogą dostrzec że ich
                  związek nie ma sensu. Ale muszą do tego dojść sami. Mogą też być
                  szczęśliwi razem - tego nie wie nikt.
                  Presja otoczenia mogłaby spowodować że ten związek pozostanie jak
                  mój niespełniony i będą nieszczęśliwi łudząc się tak jak ja - co by
                  było gdyby...
                  Można tylko zapewnić brata o wsparciu. I współczuć kobiecie, która
                  mając 38 lat, jest traktowana przez rodziców jak dziecko - i może
                  być że jest z tym chłopakiem trochę z rozpaczy, trochę na przekór...
                  A dla niego to przecież pierwsza miłość...
                  Tak jak kiedyś dla mnie. Nie było mowy, żebym umiała zerwać z tym
                  mężczyzną, jak się w nim zakochałam. Musiało minąć trochę czasu...
                  dzisiaj cenię sobie wszystko co mnie spotkało - choćby to, że przy
                  tym dojrzałym mężczyźnie dopiero stałam się naprawdę kobietą.
              • jesiennapani Re: Związek ze starszym partnerem...dlaczego nie? 26.09.07, 09:27
                Społecznie akceptowany jest związek ze starszym partnerem
                gdy to męzczyzna jest kilkanaście lat starszy.
                Osobiscie lubie mężczyzn starszych dużo od siebie.
                Sa dla mnie atrakcyjni ze względu na spojrzenie z perspektywy
                doswiadczenia życiowego.
                Lecz jak to w życiu bywa najlepsi mężczyżni są zazwyczaj zajęci.
                Bliższego zwiazku z mężczyzną, ktory nie jest wolny nie warto
                ryzykowac -
                - to nieetyczne.
    • shangri.la Re:Na marginesie 24.09.07, 21:27
      Był tu niedawno wątek dziewczyny, która zamierzała związać się z mężczyzną starszym o lat 19.
      Czytałam tylko niektóre odpowiedzi, ale ich autorzy zgodnie zniechęcali ją do tego pomysłu, motywując swoje zdanie logicznie i rzeczowo zbyt dużą różnicą wieku.
      Dlaczego takich rozsądnych wypowiedzi zabrakło w tym wątku?
      Przecież problem jest dużo bardziej skomplikowany niż w sytuacji wspomnianej dziewczyny, a sam związek ma minimalne szanse przetrwania próby czasu.
      Napisałam wyżej, że to kobieta zapłaci i podtrzymuję swoje zdanie, ale dla meżczyzny to również nie będzie obojętne.
      Ci ludzie uwikłali się w matnię i cokolwiek teraz zrobią będzie złe, rujnujące, tragiczne w skutkach.
      Dla nich nie ma dobrych rozwiązań, a dla niej również przyszłości.
      Bohaterowie tragicznie fajnie wypadają w ksiażkach i na filmach..... i tylko tam.
      • nangaparbat3 Re:Na marginesie 24.09.07, 23:36
        Tamtej dziewczynie nie wrozono dobrej przyszłości głównie dlatego, ze była
        beznadziejnie infantylna. Tu mamy - podobno - do czynienia z młodym mezczyzną
        wyjatkowo dojrzałym.
        Nie wyrokuj tak jednoznacznie.
        Agata Christie miała meża o 20 lat młodszego i jakoś źle nie było.
        Nie mozesz im zyczyc szczęścia?
        • fale_morskie Re:Na marginesie 25.09.07, 02:03
          Może ten chłopak nie jest męską dziwką i jak mówi, że kocha to kocha
          (ja im tego życzę). Poza tym, jeśli to jest ta cała "największa
          miłość", to mają szansę na szczęście. Roztając się, od razu mają
          przesrane - lepiej już spróbować :)
    • juliaiga Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 25.09.07, 14:53
      Posłuchaj Limba,to Wy macie problem-Wy jako rodzina tej dwójki,i to
      jest Wasz problem.Nie akceptujecie tego związku.Ale oni chcą być
      razem-i mają do tego prawo.A to czy oni chcą być razem,czy nie,czy
      będą i się rozejdą-to jest druga sprawa i nic Wam do tego.
      A ja im życzę,tej dwójce,powodzenia w tym chrześcijańskim kraju.Z tą
      nietolerancją to się będą musieli bardzo długo zmagać.
    • juliaiga Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 25.09.07, 15:01
      A tak w ogóle to Wy jako rodziny po jednej i drugiej stronie co Wami
      kieruje,że jesteście na nie?Boicie się opini innych ludzi,to że Was
      obgadają i obsmarują.Myślicie tylko o sobie,o swoich własnych
      tyłkach.Gdzie tu jest dobro ich dwojga?Jakaś rozmowa,próba wejścia w
      ich sytuację,dialog z nimi,chęć poznania?Tu jest tylko nie.A dla tej
      dwójki-jeszcze raz pozdrowienia.Być może nie będą razem,być może się
      rozejdą-ale to jest ich sprawa,ich własna ścieżka do której pragnę
      nioeśmiało zauważyć,że mają prawo....
    • seth11 Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 25.09.07, 16:00
      Ja bym zostawił ich w spokoju. Młody się wyszaleje, a za kilka lat i
      tak wywali stare pudło.
      • shangri.la Nic dodać, nic ująć, Seth......n/t 25.09.07, 16:24

    • proces7 Przepraszam, ale nie rozumiem 25.09.07, 17:20
      Czy to Ty będziesz żyć z kobietą starszą od siebie o siedemnaście lat? Czy Twój
      brat wybierał Ci męża? I określił jaki ma być?
      Związek tego typu ma szereg plusów. Kiedy będzie miał 33 lata, ona będzie mieć
      50, jak mówisz, a gdy będzie miał 33 i zakocha się w szesnastolatce to co?
    • koros17 Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 25.09.07, 17:29
      Przerąbane. Kobieta wychodzi z gry, tak ok.44:)
      • shangri.la Re:Kobieta wychodzi z gry ok 30-tki:) n/t 25.09.07, 17:31

        • emeryt21 Re:Kobieta wychodzi z gry ok 30-tki:) n/t 25.09.07, 17:51
          Taki zwiazek to rzeczywiscie objaw choroby psychicznej.Nie wiem,tej
          pani czy obojga.Wszystkiemu winni sa rodzice obojga.Chlopakpowinien
          dostac pasem,wyslac go gdzies za granice.Ja powinni rodzice wyrzucic
          z domu,niech sobie radzi z nauczycielskiej pensyjki.Zadnych obiadkow
          u mamusi.Jesli ona ma 38 lat to jeszcze ma szanse zajsc w ciaze i
          ich dziecko bedzie nieszczesliwe,bo oczywiscie to malzenstwo
          rozpadnie sie po 2 najdalej 3 latach.
    • charna1 Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 25.09.07, 18:11
      W mojej rodzinie tak sie jakos ukladalo, ze w kazdym pokoleniu byl taki zwiazek.
      Byly to naprawde szczesliwe zwiazki jednak nie mieli wlasnego potomstwa. W XIX
      wieku ona starsza od niego prawie o 20 lat. On zrobil kariere i pomnozyl jej
      majatek. Ona przezyla go o drugie 20 lat. Byli zamozni i mieli taka pozycje, ze
      nikt niesmial niczego zlego im powiedziec. Pokolenie blizej ona wdowa po hrabiu
      poslubila duzo mlodszego i razem przezyli wojne. Ona zmarla majac prawie 90 lat
      a on w rok po niej. Oni rowniez byli bezdietni. Nastepne pokolenie wdowa z dwoma
      juz prawie doroslymi synami poslubila mlodszego od siebie tez okolo 20 lat. Tu
      juz kiedy ona ciezko zachorowala to synowie wtracili sie i zakonczyli ten
      zwiazek. On do tej pory odwiedza jej grob i lubi ja wspominac. Osobiscie znalam
      i pamietam te dwie ostatnie pary i nigdy nie bylo to dla mnie, ani mojego
      otoczenia czyms dziwnym. Wyczuwalo sie ze sie kochali. Dlaczego to inni chca
      decydowac za nich co jest lepsze? To bardzo dziwne by tatus 38letniej corce cos
      zabranial. Mieszka w tym wieku z rodzicami moze jest uposledzona umyslowo i w
      tym jest caly problem.
      • madison76 czy to forum jasnowidzów? 25.09.07, 18:18
        Ja nie wiem skąd wszyscy wiedzą lepiej...
        Chyba lepiej żeby się przekonali o tym sami, czy będą szczęśliwi czy
        nie, niż mieliby do końca życia zastanawiać się tak jak ja co by
        było gdyby...
        • shangri.la Re: czy to forum jasnowidzów? 25.09.07, 18:41
          Cóż , są tacy którzy wiedza z autopsji jak to jest, oraz tacy, którzy żyją dziewiętnastowiecznym sentymentalizmem:)
          • nangaparbat3 Re: czy to forum jasnowidzów? 25.09.07, 18:57
            To ile masz lat, że wiesz z autopsji? Bo nie robisz wrażenia osoby po
            trzydziestce :)
            • shangri.la Re: czy to forum jasnowidzów? 25.09.07, 19:01
              Tutaj wiele osób robi wrażenie odmienne od rzeczywistego:)
              Za komplement, nawet jeśli nie zamierzony, dziękuję:)
              • nangaparbat3 Re: czy to forum jasnowidzów? 25.09.07, 19:14
                No dobrze, wiec nawet jesli jestes dama w srednim wieku i jako taka przezyłas
                nieudany romans z kimś o wiele mlodszym dlaczego uważasz, że Twoje - jednoskowe
                przeciez - doswiadczenie mozna uogolnic na wszystki zwiazki tego typu?
              • fale_morskie Re: czy to forum jasnowidzów? 25.09.07, 19:14
                Nie można robić z chłopaka męskiej dziwki, tylko dlatego, że jest
                młody. Ja byłam stara w wieku czternastu lat. A chłopak, wcale nie
                jest gorszą istotą :)
                Szczerze mówiąc, ja bym wolała być oskarżona o morderstwo, niż o
                niestałość.
                Przede wszystkim, miłość to nie hormony. Namiętność przejdzie i do
                poronastolatki, ale z miłości ludzie się zabijają, więc dobrze,
                gdyby im wyszło :)
    • madison76 Z autopsji 25.09.07, 19:20
      Łatwo oceniać pochopnie, sądząc po pozorach.
      Znam małżeństwo z 20letnim stażem, bardzo udane, gdzie jest różnica
      wieku 16 lat.
      Trudno przewidzieć czy zauroczenie które się przeżywa, stanie się
      miłością, czy będzie po prostu przelotnym romansem. Żeby się o tym
      przekonać naprawdę, trzeba wejść głębiej w związek.
      Jak pisałam wyżej, mam za sobą doświadczenie związku ze starszym
      mężczyzną i uważam je za jedno z cenniejszych i piękniejszych. Na
      pewno bym nie odrzuciła tej miłości gdyby nie było zobowiązań wobec
      osób trzecich.
      Miłość rządzi się swoimi prawami, nie zawsze zgodnymi z logiką.
      A żeby o niej rozmawiać trzeba choc na chwilę przestać kalkulować i
      po prostu ją przeżyć...
    • duchpuszczy Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 25.09.07, 19:48
      helow. znam osobiscie malzenstwo, w ktorym ona jest strasza od meza o 17 lat.
      oczywisice na pocztaku ludzie sie dzwili itd, ale w koncu, po prau latach
      chodzenia, wzeili slub i zyja normalnie jak wszyscy. wiec o co chodzi?dla mnie
      to sztuczny problem
    • bibbi5 Foremniak i jej partner są na to przykładem, ok? 25.09.07, 19:51
      narazie różnica wieku jemu nie przeszkadza
    • pablos Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 25.09.07, 19:55
      Małolat po prostu nie wie co czyni. Nie zaznał życia więc nie wie co
      może go w życiu spotkać. Dziś widzi tylko ją i nic poza nią. Za
      kilka lat wśród równieśników ta pani będzie podeszłą wiekiem
      kobietą. Będzie unikała spotkań z jego towarzystwem, nie będzie
      chciała oglądać drwiących,pełych politowania spojrzeń młodych
      dziewcząt. Zacznie ciągnąc go w swoje towarzystwo, gdzie on raczej
      też nie zyska akceptacji. Na spacery będzie go ubierać na starszego
      pana, każe zapuścić wąsy i brodę. I niestety nadejdzie ten dzień a
      raczej poranek kiedy on obudzi się obok starszej pani i sam to
      stwierdzi. To będzie jej i jego dramat.
      Nie wierzę (chociaż chciałbym) aby miłość była aż tak bezkrytyczna,
      pełna wiary w piękno duszy i ciała. Może gdyby żyli jak pustelnicy...
      Myślę, że jedno i drugie ma jakieś schizy, które ciągną się od
      maleńkości - po prostu trafili na siebie. Ale od tego blisko do
      wypaczeństwa. Życzę jak najlepiej.
      Jedyny układ jaki może
      • fale_morskie Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 25.09.07, 20:06
        Skąd wiesz, że on nie zna życia? Młody nie równa się debil. Może to
        jest jeden z tych normalnych niedobitków na tym świecie.
        Wiesz, co? Jest fajny sposób na młode drwiące laleczki (ktore,
        zwykle, nadają się tylko na bara-bara) - dać w ryj i niech nie ma
        pretensji. Może, nawet ten chłopak, nie chce mieć do czynienia z
        głupimi lalkami - bo od takiej, to pewne, że by kiedyś wiał, o ile,
        wcześniej by jej nie zabił :)
        Niektórzy, właśnie lubią starsze (i się nie dziwię). Możliwe, że on
        chce takiej kobiety, z którą będzie rozprawiał na mądre tematy w
        domowym zaciszu, a nie panienki, którą będzie odprowadzał do domu z
        imprezy, bo się sama nie dotoczy i jeszcze mu narzyga na buty :)
      • shangri.la Re: Pablos, wreszcie coś rozsądnego! n/t 25.09.07, 21:00

      • gosiekkk Malolat nie wie co czyni? 26.09.07, 10:32
        Ale za to Ty wiesz wszystko, zupelnie go nie znajac i juz przepowiadasz, jak sie
        ich zwiazek zakonczy. Zreszta, chocby nawet bylo tak, jak mowisz, to przeciez
        taki koniec spotyka rowniez i zwiazki, w ktorych nie ma roznicy wieku. Jezeli
        uczucie ma sie wypalic, to sie wypali, ale przynajmniej kilka/ kilkanascie lat
        przezyja szczesliwie. To juz cos, nie sadzisz?...
        • pablos Re: Malolat nie wie co czyni? 26.09.07, 20:09
          Sądzę, że ludzie wchodząc w związki powinni zakładać dozgonną
          trwałość. Pisząc "przynajmniej kilka lub kilkanaście lat" również
          przyznajesz iż związek jest bez przyszłości. Warto w tym miejscu
          zastanowić sie co dla tego małolata znaczy przyszłość. Podejrzewam,
          że to najbliższe dwa trzy lata, dla niej to siwe włosy, wspólne
          dobijanie do brzegu. Nie piszę tego bo cokolwiek przypuszczam albo
          widzę przyszłość - znam podobny przypadek, z bardzo bliska.
          Fakt, nie znam chłopaka, ale wszyscy byliśmy w jego wieku i takie
          wyskoki były postrzegane jako wysoce dziwaczne.
          Co do kobiety - prawdę mówiąc starej panny - to prawdopodobieństwo
          posiadania defektów w relacjach z jej rówieśnikami lub innych braków
          psychicznych tudzież fizycznych jest wysokie.
          Niech żyją sto lat...za Waszą namową i Waszym błogosławieństwem na
          przekór niedowiarkom.
          • gosiekkk Re: Malolat nie wie co czyni? 26.09.07, 21:04
            Dozgonna trwalosc? To teoria, ktora czasem znajduje odzwierciedlenie w praktyce.
            Dlatego - carpe diem, carpe horas... :-)
    • the.gypsy Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 25.09.07, 19:59
      dla mnie nie ma zadnego problemu. czytam twoj post i nie
      bardzo "kumam".
    • synvilla Re: Ludzie fajny jest ten watek.:))))))))) 25.09.07, 20:19
      czym wiecej sie czyta tym bardziej utwierdzam sie ze dwoje ludzi ma
      prawo do swoich uczuc. Do milosci.

      Mialam 2 podobne przypadki w rodzinie. Ciocia starsza o 10 lat od
      meza. Bylo to ogromnie szczesliwe malzenstwo. Podziwiane przez
      wielu.))))))
      Druga para moja kolejna ciocia i pan mlodszy o 15 lat. Ciocia
      poznala go gdy miala 73 lata.Ogromnie udany zwiazek, wspolnie
      zwiedzili caly swiat.Niestety pan zmarl wczesniej po 12 latach a
      cioca zyla do 98 lat. Pod koniec zycia mylila wszystkie swoje
      wnuczki.
      Nie ma regul na ludzi. Milosc jest czescia naszej duszy. I albo te
      dusze mamy, albo zesmy ja zaprzepascili.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka