Dodaj do ulubionych

Jak postepowac z zona czekajaca na zonatego faceta

14.12.01, 13:12
Po kilku latach malzenstwa moja druga polowa zakochala sie bez pamieci w
zonatym facecie. Trwa to juz jakis czas - ona czeka az on sie zdecyduje opuscic
dla niej swoja rodzine, on prawdopodobnie ma dzieci, bo jakos na razie tego
jeszcze nie uczynil. My nie mamy dzieci, wiec na calej tej sytuacji cierpie
tylko ja, a i ona pewnie tez nie jest w tym oczekiwaniu najszczesliwsza. Ale
kochaja sie i czesto sa razem - to jest teraz dla niej najwazniejsze.

Doradzcie cos, bo sam juz nie wiem jak mam postepowac z zona czekajaca na
zonatego faceta: czy jak mezczyzna zakonczyc nasz zwiazek, bo przeciez juz
nigdy nie bedzie miedzy nami tak jak bylo i pozostawic ja w tym jej czekaniu
sama, czy tez jak przyjaciel wytrwac przy niej do konca by miala do kogo wracac
jesli okaze sie to pomylka - wiem ze to glupie, ale nawet po tym co mi zrobila -
jestem w stanie jej to wszystko wybaczyc, bo nadal bardzo ja kocham.

Dzieki za pomoc,
Samotny Maz
Obserwuj wątek
    • Gość: Mala Re: Jak postepowac z zona czekajaca na zonatego faceta IP: *.65.25.213.in-addr.arpa 14.12.01, 14:38
      Staram się sobie wyobrazić taką sytuację w moim przypadku, czyli jakby z
      drugiej strony, bo to ja jestem żoną i też nie mamy dzieci. Po pierwsze kobieta
      szuka sobie nie tyle kogoś, co zaspokojenia jakichś swoich pragnień. Tak mi się
      wydaje. A Ty przecież musiałeś je kiedyś zaspokajać, więc wiesz, jak to zrobić.
      Może się trochę zmieniły i trzeba się im na nowo przyjrzeć? Może to wszystko
      gdzieś Wam umknęło i powstała luka, którą - może pozornie i na krótką metę, a
      może naprawdę - zapełnił tamten facet. Nie znam Twojej Żony, więc jestem daleka
      od konkretów, ale może tu należy szukać. Może się też okazać, że to, co narazie
      niedostępne i trochę występne (czyli dla niej on), potem straci urok, bo tak
      często bywa. Urok rzeczy zakazanych. A ile Ty jesteś w stanie wybaczyć? Czy
      gdyby sytuacja się odwróciła i to Ty znalazłbyś sobie kogoś na boku w chybiony
      sposób - chciałbyś wrócić? Czy nie przyznałbyś sobie prawa do błędu? Cokolwiek
      zrobisz - będzie słuszne, jeśli tylko będzie to to czego naprawdę chcesz. Nie
      wiem, co Ci innego powiedzieć. Może poza tym jeszcze, że życzę Ci, żeby wszysto
      ułożyło się tak byś był szczęśliwy.
      • malwinamalwina Re: Jak postepowac z zona czekajaca na zonatego faceta 14.12.01, 14:54
        hmmm znow wyglada na to ze jestem z marsa bo zaspakajac swoje pragnienia to ja umiem (i to
        wszelkie), powiem wiecej : ktoz bardziej kompetentny niz ja moglby je lepiej zaspokoic ????
        Wiec wydaje mi sie ze szukam (jesli zalozymy ze szukam) Kogos. Taak, z duzej litery. Czlowieka.
        Spotkania.
        A pozostawanie w wyzej opisanym zwiazku wyglada mi na patolgie i niedojrzalosc. I nie miesci mi sie
        w glowie kochac kogos kto mnie nie kocha. Prawdopodobnie strzelilabym sobie w leb a ze nie chce to
        uciekam od takich sytuacji (a nawet i zanim taka sytuacja nastapi)
        Wydaje mi sie nie- do- zniesienia swiadomosc ze wybrana osoba moze mnie nie kochac,
        cos okropnego !
        kazdy unika cierpien jak moze....

        • Gość: Mala Re: Jak postepowac z zona czekajaca na zonatego faceta IP: *.osiedle.net.pl 14.12.01, 15:18
          malwinamalwina napisał(a):

          > hmmm znow wyglada na to ze jestem z marsa bo zaspakajac swoje pragnienia to ja
          > umiem (i to
          > wszelkie), powiem wiecej : ktoz bardziej kompetentny niz ja moglby je lepiej z
          > aspokoic ????
          > Wiec wydaje mi sie ze szukam (jesli zalozymy ze szukam) Kogos. Taak, z duzej li
          > tery. Czlowieka.
          > Spotkania.
          > A pozostawanie w wyzej opisanym zwiazku wyglada mi na patolgie i niedojrzalosc.
          > I nie miesci mi sie
          > w glowie kochac kogos kto mnie nie kocha. Prawdopodobnie strzelilabym sobie w l
          > eb a ze nie chce to
          > uciekam od takich sytuacji (a nawet i zanim taka sytuacja nastapi)
          > Wydaje mi sie nie- do- zniesienia swiadomosc ze wybrana osoba moze mnie nie koc
          > hac,
          > cos okropnego !
          > kazdy unika cierpien jak moze....
          >

          Hej, dlaczego jesteś z Marsa?
          Jeśli jesteś najkompetentniejszą osobą do zaspokojenia własnych pragnień, to po
          co szukasz? Nie ma tym lekkiej sprzeczności?
          A poza tym może dla Ciebie to zabrzmi głupio, ale dużo łatwiej trzasnąć drzwiami
          w nieformalnym związku i odejść, bo coś Ci nie w smak. Sama bardzo szybko
          załatwiałam taki temat kiedyś. Nic nikomu nie obiecujesz i niczego nie musisz.
          Tutaj też nie musisz, ale obiecałaś. I to nie wierność stricte fizyczną, a
          przyjaźń, szacunek i wzajemne wspieranie się. Ja te słowa wypowiadałam świadomie,
          mój mąż także (a podobnie jak ja, kiedyś też się nie patyczkował). Różne rzeczy
          przeszliśmy razem i to takie, które kiedyś nie wchodziłyby w grę. Z mojej i jego
          strony. I nie było łatwo, ale z perspektywy czasu powiem, że warto było. Mam
          teraz najlepszego kumpla właśnie w nim. Nie tylko kochanka i męża,ale człowieka i
          przyjaciela. Perły nie leżą na chodnikach, a bliskość nie spada z nieba. Trzeba
          sobie wszystko wypracować. Nie da się inaczej, bo ludzie nie są tacy sami.
          Pozdrawiam.
        • malwinamalwina Re: Jak postepowac z zona czekajaca na zonatego faceta 14.12.01, 15:36
          bo widzisz, ta teoria "dwoje w jednym" mi nie gra, ta spojnosc, osmoza i totalne zjednoczenie -ja te druga
          osobe uwazam...za druga osobe a nie za lusterko i nie chce sie poslugiwac nia do spelniania
          jakichkolwiek pragnien. Niech bedzie, to starczy.
          A formalnosc zwiazku nie dorzuca nic do zaangazowania - moje slowo to moje slowo, przed merem czy
          bogiem czy sama soba, czuje sie tak samo zle gdy nie potrafie go respektowac, malzenstwo jest
          kontraktem socjalnym co nie ma nic wspolnego z osobistym zaangazowaniem a jeszcze mniej z
          miloscia , ja to sytuuje obok a nie razem. Nie ma nic " z zewnatrz" co mogloby dorzucic glebi, wagi i
          powagi - sama przypieczetuje, kule i podpory mi nie potrzebne, juz od wiekow nie jestem malolatem i
          dziekuje za tutorat.
          Ot takie rozbiezne wizje....
          • Gość: Mala Re: Jak postepowac z zona czekajaca na zonatego faceta IP: *.osiedle.net.pl 14.12.01, 15:46
            malwinamalwina napisał(a):

            > bo widzisz, ta teoria "dwoje w jednym" mi nie gra, ta spojnosc, osmoza i totaln
            > e zjednoczenie -ja te druga
            > osobe uwazam...za druga osobe a nie za lusterko i nie chce sie poslugiwac nia d
            > o spelniania
            > jakichkolwiek pragnien. Niech bedzie, to starczy.
            > A formalnosc zwiazku nie dorzuca nic do zaangazowania - moje slowo to moje slow
            > o, przed merem czy
            > bogiem czy sama soba, czuje sie tak samo zle gdy nie potrafie go respektowac, m
            > alzenstwo jest
            > kontraktem socjalnym co nie ma nic wspolnego z osobistym zaangazowaniem a jeszc
            > ze mniej z
            > miloscia , ja to sytuuje obok a nie razem. Nie ma nic " z zewnatrz" co mogloby
            > dorzucic glebi, wagi i
            > powagi - sama przypieczetuje, kule i podpory mi nie potrzebne, juz od wiekow n
            > ie jestem malolatem i
            > dziekuje za tutorat.
            > Ot takie rozbiezne wizje....

            ????
            Kule? Podpory? Od wieków nie jesteś małolatem? A kto tu jest?
            MalwinkoMalwinko, nic z zwenątrz nie dorzuci głębi? Owszem. Ale nie ma dwojga
            ludzi w oderwaniu od warunków zewnętrznych. To nie dwuosobowa, samowystarczalna
            wylęgarnia dobrych pomysłów na życie.
            Może moje życie jest inne niż Twoje, ale nie widzę powodu by którąkolwiek teorię
            uważać za dojrzalszą.
            • malwinamalwina Re: Jak postepowac z zona czekajaca na zonatego faceta 14.12.01, 15:49
              ja tez nie...(????)
        • saami Re: Jak postepowac z zona czekajaca na zonatego faceta 15.12.01, 10:30
          > A pozostawanie w wyzej opisanym zwiazku wyglada mi na patolgie i niedojrzalosc.

          Malwinamalwina,
          Ty chyba faktycznie jestes marsjanka, bo ludzie nie sa samowystarczalni - dlatego
          lacza sie (przynajnmiej) w pary. Ty natomaiast, jesli zaspokajasz wszystkie swoje
          potrzeby, to albo po prostu masz je ograniczone, albo nie pragniesz miec potrzeb,
          ktorych nie bylabys w stanie sobie sama zaspokoic. Nie zyjesz pelnia zycia, nie
          korzystasz ze wszystkiego co daje bycie czlowiekiem - taka jest Twoja filozofia
          zyciowa i nie mnie ja oceniac, ale ten watek jest moj i dotyczy czegos innego -
          wiec zacznij, prosze, wlasny jesli pragniesz o tym rozmawiac.
          Dziekuje za wypowiedz.
    • taira Re: Jak postepowac z zona czekajaca na zonatego faceta 14.12.01, 15:04
      Mam pytanie, czy rozmawiales, na ten temaz ze swoją żona, czy to ona Ci
      powiedziała, że spotyka się z kimś innym?. I w jaki sposób CI to powiedziała?.
      • Gość: saami Re: Jak postepowac z zona czekajaca na zonatego faceta IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.12.01, 11:57
        Powiem tak:

        Wiem to od niej, ale ona mi tego nie powiedziala - gdy ja pytam, to wszystkiemu
        zaprzecza i slysze same klamstwa.

        O wiecej na ten temat nie pytajcie.
        • Gość: bay1 Re: Jak postepowac z zona czekajaca na zonatego faceta IP: *.proxy.aol.com 15.12.01, 16:26
          Gość portalu: saami napisał(a):

          > Powiem tak:
          >
          > Wiem to od niej, ale ona mi tego nie powiedziala - gdy ja pytam, to wszystkiemu
          >
          > zaprzecza i slysze same klamstwa.
          >
          > O wiecej na ten temat nie pytajcie.

          Nie zozumiem co znaczy powyzszy tekst! Jezeli pragniesz odpowiedzi i porady, jak
          postapic, to wydaje mi sie, ze powinienes zaczac od szczegolow, skad mozemy
          wiedziec czy to nie sa jakies twoje urojenia.Wiesz to od niej, a ona ci tego nie
          powiedziala i zaprzecza i wiecej nie pytajcie! Dlaczego?Co takiego zrobiles,lub
          ona , ze podejrzewasz, bo tak mozna okreslic to o czym napisales.Moze po prostu
          sie nudzisz i wymysliles to wszystko, zeby ludzie ci wspolczuli, jaki to ty
          jestes "biedny i szlachetny".Po drugie nie wierze, zebys mogl jej przebaczyc tak
          do konca.Jezeli ja tak bardzo kochasz i pragniesz jej wybaczyc to zrob cos dla
          siebie, zebys w razie jak wam sie ulozy nie czul sie pokrzywdzony.Nie siedz w
          domu i nie czekaj az zona ulozy sobie zycie.Dzialaj, wyjdz chociaz do kolegi na
          piwo, na karty,niech ona troche poczeka.Nie musisz jej zdradzac, to przeciez
          byloby obrzydliwe, bo ja kochasz?!Po prostu nie poswiecaj jej calego swojego
          czasu.Wiem to z wlasnego doswiadczenia.Moglabym bardzo duzo powiedziec na temat
          wspolzycia miedzy partnerami.Powiem jedno , "w milosci jak na wojnie, wszystkie
          chwyty dozwolone.." Od siebie dodam, ze nie wsystkie.Zdrada pozostanie zdrada do
          konca waszego zwiazku bedzie ciazyc.Nie bedziesz w stanie" wierzyc jej bez
          reszty".Zawsze bedzie cien niepewnosci, a moze o to jej chodzi i nie ma zadnego
          meszczyzny,a tylko to ze za malo poswiecales jej czasu i chce zwrocic na siebie
          uwage, bo i tak sie zdarza( jak z dziecmi).Wszyscy jestesmy dziecmi.Pozdrowienia
          • saami Re: Jak postepowac z zona czekajaca na zonatego faceta 16.12.01, 03:36
            Owszem, pragne odpowiedzi i porad, ale nie wydaje mi sie aby szczegoly mialy tu
            jeszcze jakies znaczenie. Zapewniam Was rowniez, ze nie sa to moje urojenia ani
            podejrzenia - to jest stan faktyczny mojej sytuacji. I doprawdy nie nudzi mi
            sie, ani nie mam czasu aby wymyslac historyjki tylko po to, by wyludzic pare
            slow zrozumienia, wspolczucia czy pocieszenia - choc zawsze milo jest to
            uslyszec od badz co badz ale jednak "obcych" przyjaciol. A co do zdrady to
            zgadzam sie z Toba calkowice a nawet jeszcze bardziej.
    • Gość: Wanda Re: Jak postepowac z zona czekajaca na zonatego faceta IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 14.12.01, 15:30
      saami napisał(a):

      >> Doradzcie cos, bo sam juz nie wiem jak mam postepowac z zona czekajaca na
      > zonatego faceta: czy jak mezczyzna zakonczyc nasz zwiazek, bo przeciez juz
      > nigdy nie bedzie miedzy nami tak jak bylo i pozostawic ja w tym jej czekaniu
      > sama, czy tez jak przyjaciel wytrwac przy niej do konca by miala do kogo wracac
      >
      > jesli okaze sie to pomylka

      Nie podejmuje sie doradzać. Chciałam tylko przekazać Ci wyrazy uznania, ze
      bierzesz pod uwage, zeby narazie zostac z zoną. Uwazam, ze to postawa nietypowa
      dla mężczyzny, wręcz unikalna, pragnienie dawania partnerowi nawet własnym
      kosztem wydaje mi się charakterystyczne raczej dla kobiet. Sama bardzo ceniłabym
      sobie posiadanie takiego partnera-przyjaciela.
      Może i Ona to doceni.
      • Gość: fanny Re: Jak postepowac z zona czekajaca na zonatego faceta IP: *.chello.pl 14.12.01, 17:35
        Gość portalu: Wanda napisał(a):

        > Nie podejmuje sie doradzać. Chciałam tylko przekazać Ci wyrazy uznania, ze
        > bierzesz pod uwage, zeby narazie zostac z zoną. Uwazam, ze to postawa nietypowa
        >
        > dla mężczyzny, wręcz unikalna, pragnienie dawania partnerowi nawet własnym
        > kosztem wydaje mi się charakterystyczne raczej dla kobiet. Sama bardzo ceniłaby
        > m
        > sobie posiadanie takiego partnera-przyjaciela.
        > Może i Ona to doceni.


        Jakos sie tak dziwnie sklada, ze zwykle ludzie/malzonkowie/partnerzy tego nie
        doceniaja i nie szanuja. Jakos tak jest, ze tym zdradzajacym wydaje sie, ze to
        oni widac sa tacy wspaniali, ze zasluguja na milosc, ktora wszystko wybacza. Ze
        sa tej osobie do zycia niezbedni. I tylko im ego rosnie, a nie uczucia do
        malzonka/partnera. I ten zdradzany daje i daje, stara sie wszystkie potrzeby
        drugiej osoby zaspokajac, a ta osoba wychodzi z zalozenia, ze widac z nia jest
        wszystko OK i po co mialaby dawac cos wiecej, jesli i tak jest kochana.
    • kwieto Re: Jak postepowac z zona czekajaca na zonatego fa 14.12.01, 17:42
      Biedaaaku (chcialoby sie rzec, a zaraz potem dodac: naiwniaaaaku)

      Sluchaj, umiejetnosc wybaczania jest bardzo cenna, ale ja to widze tak, ze ona Cie rzuca,
      idzie do innego, a Ty jej jeszcze w tym pomagasz... Piekne, ale mam pewna watpliwosc.
      Bo co Ty chcesz w ten sposob osiagnac? Najlepszym wyjsciem byloby pomachanie jej raczka
      na dowidzenia i pomoc w pakowaniu walizek...
      A robienie jej teraz herbatek i pocieszanie, ze moze ten drugi jednak z nia bedzie - to chyba
      masochizm. Chyba, ze jest Ci z tym dobrze?
      Bo jesli liczysz, ze w ten sposob pokazesz jej jak ja kochasz, i ze ona byc moze do Ciebie
      wroci - to sie przeliczysz...
      Gdze facet Twoja godnosc, pozwalasz sie kopac i jeszcze sie martwisz, ze ta co Cie kopie
      noga rozboli???
      • Gość: fanny Re: Jak postepowac z zona czekajaca na zonatego fa IP: *.chello.pl 14.12.01, 18:02
        kwieto napisał(a):

        > Biedaaaku (chcialoby sie rzec, a zaraz potem dodac: naiwniaaaaku)
        >
        > Sluchaj, umiejetnosc wybaczania jest bardzo cenna, ale ja to widze tak, ze ona
        > Cie rzuca,
        > idzie do innego, a Ty jej jeszcze w tym pomagasz... Piekne, ale mam pewna watpl
        > iwosc.
        > Bo co Ty chcesz w ten sposob osiagnac? Najlepszym wyjsciem byloby pomachanie je
        > j raczka
        > na dowidzenia i pomoc w pakowaniu walizek...
        > A robienie jej teraz herbatek i pocieszanie, ze moze ten drugi jednak z nia bed
        > zie - to chyba
        > masochizm. Chyba, ze jest Ci z tym dobrze?
        > Bo jesli liczysz, ze w ten sposob pokazesz jej jak ja kochasz, i ze ona byc moz
        > e do Ciebie
        > wroci - to sie przeliczysz...
        > Gdze facet Twoja godnosc, pozwalasz sie kopac i jeszcze sie martwisz, ze ta co
        > Cie kopie
        > noga rozboli???

        A moze mamy tu doczynienia z miloscia idealna? On stawia jej sczescie nad wlasne.
        I moze nic w zamian nie oczekuje?

        • kwieto Milosc idealna? 15.12.01, 14:06
          Mozliwe, ale watpie - raczej by wtedy nie mial takich rozterek jakie ma
          teraz...
          • saami Re: Milosc idealna? 16.12.01, 03:42
            Widze, ze pare osob to meczy wiec sie ustosunkuje - nie, nie uwazam aby to byla
            milosc idealna - tez mam w tym swoj cel i poswiecam sie, by rowniez cos waznego
            dla siebie w koncu od mojej zony otrzymac.
            • kwieto Re: Milosc idealna? 16.12.01, 11:28
              To sie po prostu ludzisz - Zrozum - jesli ona Cie juz nie kocha, to tej milosci nie utrzymasz.
              Ona musi chciec. A czy bedzie chciala wrocic do kogos, kim moze swobodnie pomiatac?

              Jesli to co robisz jest "kupowaniem" czegos od zony (ja ja bede wspieral, a ona mi sie
              pozniej odwdzieczy) - to lepiej sobie daj spokoj. To po prostu nie dziala.
              • saami Re: Milosc idealna? 16.12.01, 15:43
                Juz rozumiem, skad to cale zamieszanie... I znowu musze przyznac Ci racje
                Kwieto - moja wina... Moja wina, bo widac niezbyt jasno wyrazilem sie w
                pierwszym poscie, ale juz prostuje. Piszac, ze moja zona "pewnie nie jest w tym
                oczekiwaniu najszczesliwsza" chcialem podkreslic, ze ja tego nie wiem, nigdy na
                ten temat ze mna nie rozmawiala i nie domysla sie nawet, ze ja o tym wszystkim
                wiem. Nie przyszla nigdy do mnie i nie powiedziala mi o tym, podkreslam. Wiec
                zyjemy sobie jak gdyby nigdy nic, ona czesto spotyka sie z "kolezankami" jak mi
                mowi, a ja nie moge nic zrobic i udaje, ze o niczym nie wiem...
                Moj problem wiec polega na tym, ze nie wiem co mam robic? Czy czekac, az do
                mnie z tym przyjdzie, powie mi o wszystkim i oznajmi, ze odchodzi do niego - a
                wtedy bede przegrany? Czy - jesli z tamtym jej nie wyjdzie (bo ma zone i
                dzieci, przypominam) zostanie ze mna o niczym mi nie mowiac (czyli wszystko
                przedemna zatai) - zyc dalej tak jakby nigdy nic sie nie stalo - a wtedy,
                wydaje mi sie, przegranym bedzie nasz zwiazek? Czy tez juz teraz zakonczyc to
                wszystko nie dajac jej nawet szansy przyjscia do mnie i porozmawiania o tym?
                Wiec trudno tu mowic o jakims "kupowaniu" czegos od zony - zadzialac ma tu
                nasza milosc, a stawka jest nasz malzenski zwiazek. Moze w koncu zrozumie, ze
                zrobila zle - wroci do mnie i przyzna sie do tego opowiadajac mi o wszystkim -
                bo tylko wtedy, moim zdaniem, wygranym moge byc ja, ona i nasz zwiazek. Czy mam
                w to nie wierzyc? Czy mam machnac reka i sobie cala te nasza przyszlosc
                odpuscic? Ja naprawde bardzo ja kocham...
                • kwieto Co zrobic z zona? 16.12.01, 17:09
                  Sluchaj a jestes pewien, ze ona Cie zdradza?
                  Jesli tak, to jedyne co mozesz zrobic to zaczac rozmowe...
                  No bo teraz jest tak, ze ona dba wylacznie o swoja wygode - oszukuje Ciebie, a jesli jej z
                  tamtym nie wyjdzie, to grzecznie wroci jakby nigdy nic...
                  Nie wiem jak Ty, ale ja oszukiwanym byc po prostu nie znosze!
                  I teraz nie o to chodzi, aby ja wygnac i zostawic - jesli jestes w stanie wybaczyc, to prosze
                  bardzo. Ale ja, zakladajac nawet, ze wybacze, najpierw bym porozmawial z nia, i po prostu
                  powiedzial, ze wiem, i ze oczekuje od niej jakiejs decyzji - albo odchodzi do tego drugiego,
                  albo zostaje ze mna i o tym drugim po prostu zapomina. I juz. Wtedy zarazem wychodzisz z
                  propozycja wybaczenia, ale stawiasz pewien warunek - ze nie bedzie krecic i oszukiwac. I
                  mysle, ze to rozsadne wyjscie.

                  Nawet milosc nie upowaznia do oszukiwania i pomiatania innymi - a czy ona Toba nie
                  pomiata w tej chwili? Przeciez ona klamie w zywe oczy (jesli jestes pewien ze Cie zdradza), i
                  wogole nie liczy sie z Twoimi uczuciami! Chcesz placic taka cene za ratowanie zwiazku,
                  ktory prawdopodobnie juz teraz nie istnieje?

                  Powiedz jej, ze wiesz, i ze chcesz aby wybrala - Ty albo ten drugi. Uwazam, ze innego
                  wyjscia nie ma - chyba ze odpowiada Ci bigamia?
      • saami Re: Jak postepowac z zona czekajaca na zonatego fa 15.12.01, 11:35
        kwieto napisał(a):
        > Gdze facet Twoja godnosc, pozwalasz sie kopac i jeszcze sie martwisz, ze ta co
        > Cie kopie noga rozboli???

        Masz racje, masz 100% racje - tylko mylisz milosc z pozadaniem. Latwo jest bowiem
        zachowac meska godnosc przy pozadaniu, gdy sie tylko bierze niewiele w zamian
        dajac, lecz, wierz mi, gdy milujesz i pragniesz dawac siebie calego niewiele w
        zamian oczekujac - to zachowanie meskiej godnosci juz nie jest takie proste -
        powiedzialbym nawet, ze jest bardzo bolesne.

        Moja zona nie jest moja pierwsza kobieta w zyciu - a przeciez wszysktkie je
        kochalem. Ale dopiero przy niej uswiadomilem sobie, ze te poprzednie to bylo
        tylko pozadanie. I dlatego wlasnie te kobiete poslubilem, a nie zadna inna, bo
        czulem (i nadal tak czuje), ze dla niej i tylko dla niej pragne byc.

        Wiec, jako mezczyzna, sam bym pewnie tak odpowiedzial kazdemu innemu jak Ty mnie
        odpowiedziales - bo takie zachowanie jest przeciez w naszej naturze zakodowane.
        Ale w mojej sytuacji nie jest to dobre rozwiazanie - wazniejsza jest bowiem dla
        mnie odpowiedzialnosc za nia i za siebie niz moja egoistyczna meska godnosc.

        A wracajac do kopania i przekladajac dla lepszego zrozumienia moja milosc na
        powszechnie znana milosc rodzicielska zapytam: jesli Twoje dziecko w swojej
        zlosci kopnie Cie bolesnie lamiac sobie nozke, to czym sie bedziesz bardziej
        martwil - tym, ze Cie boli, czy tym, ze sobie nozke zlamalo? I czy wtedy latwo Ci
        przyjdzie kierujac sie swoja meska godnoscia powiedziec mu, ze juz nie jest Twoim
        dzieckiem i zostawisz je samo? No, to ja taki mam mniej wiecej problem.
        • ja_nek Re: Jak postepowac z zona czekajaca na zonatego fa 15.12.01, 13:48
          Twoja miłość do niej robi Ci krzywdę. Wątpię, czy ona doceni głębię Twojego
          uczucia.
          Oczywiście istnieje mozliwość, że to co czuje do tamtego rozwieje się i do
          Ciebie wróci. Ale szanse na nowe scementowanie Waszego związku chyba są małe.
          Ja jestem trochę idealistą i też pragnę wierzyć w dobre zakończenia, ale u
          Ciebie to moze nie wystąpić.
          Obawiam się, że twoje uczucie wyniszczy Cię wewnętrznie. Bo jak długo mozna
          czekać?
          Jest takie jedno przeklęte przysłowie: serce nie sługa. Pamiętaj, że ono tyczy
          się także jej.
          Życzę Ci wiele szczęścia

          Pozdrawiam
          Janek
        • kwieto Re: Jak postepowac z zona czekajaca na zonatego fa 15.12.01, 14:09
          No ale jesli dla Ciebie jest wszystko tak proste i oczywiste, to po diabla
          zakladasz watek w ktorym pytasz co masz robic? Jesli pragniesz jej dobra, to
          dlaczego wogole masz jakiekolwiek watpliwosci dotyczace tego co robic?
          • kwieto Dopisek 15.12.01, 14:15
            Tak sobie mysle, milosc owszem polega na pragnieniu dobra drugiej osoby. Z
            jednym zastrzerzeniem - jesli to pragnienie dobra niszczy mnie, to watpie, ze
            to jest milosc. I to jest tak, ze ja jestem gotow na ustepstwa, kompromisy,
            konsensusy - ale, jesli jest to milosc - to ustepujac nie czuje ze cos trace.
            Natomiast jesli te ustepstwa mnie niszcza, ustepujac cierpie, mam poczucie
            krzywdy - to milosc to to napewno nie jest. Moze milosc "sentymentalna" -
            pragnienie posiadania.

            I teraz tak - jesli z powodu rozstania nie cierpisz, bo pragniesz jej dobra -
            to po diabla piszesz na tym forum? Jesli pragniesz odpowiedzi jak JEJ pomoc -
            to musisz jej zapytac, bo tylko ona da Ci odpowiedz - a moze ona tej pomocy nie
            chce?
            A jesli targaja Toba rozterki - moze lepiej przyznac, ze ta milosc idealna to
            tak nie do konca?
          • taira Re: Jak postepowac z zona czekajaca na zonatego fa 15.12.01, 14:17
            Dlaczego milosc nie jest prosta sprawa, zakochujemy się sie i zyjemy dlugo i
            szczesliwie, mamy dzieci potem wnuki? Tylko wszystko zawsze się komplikuje albo
            z jednej strony albo z drugiej.
        • Gość: fanny Re: Jak postepowac z zona czekajaca na zonatego fa IP: *.chello.pl 15.12.01, 14:50
          Odwaze sie co nieco skomentowac mimo, ze saami chyba za tym nie przepada.
          saami napisał do kwieto:

          > Masz racje, masz 100% racje - tylko mylisz milosc z pozadaniem. Latwo jest bowi
          > em
          > zachowac meska godnosc przy pozadaniu, gdy sie tylko bierze niewiele w zamian
          > dajac, lecz, wierz mi, gdy milujesz i pragniesz dawac siebie calego niewiele w
          > zamian oczekujac - to zachowanie meskiej godnosci juz nie jest takie proste -
          > powiedzialbym nawet, ze jest bardzo bolesne.
          >
          > Moja zona nie jest moja pierwsza kobieta w zyciu - a przeciez wszysktkie je
          > kochalem. Ale dopiero przy niej uswiadomilem sobie, ze te poprzednie to bylo
          > tylko pozadanie. I dlatego wlasnie te kobiete poslubilem, a nie zadna inna, bo
          > czulem (i nadal tak czuje), ze dla niej i tylko dla niej pragne byc.
          >
          > Wiec, jako mezczyzna, sam bym pewnie tak odpowiedzial kazdemu innemu jak Ty mni
          > e
          > odpowiedziales - bo takie zachowanie jest przeciez w naszej naturze zakodowane.
          >
          > Ale w mojej sytuacji nie jest to dobre rozwiazanie - wazniejsza jest bowiem dla
          >
          > mnie odpowiedzialnosc za nia i za siebie niz moja egoistyczna meska godnosc.

          Tylko, ze w takiej postawie kryc sie moze tez pewna pulapka. Bo dorosly czlowiek
          moze czuc sie odpowiedzialny za siebie i za swoje malzenstwo, natomiast za druga
          dorosla osobe to odpowiedzialny czuc sie chyba nie powinien. Za taka
          odpowiedzialnoscia kryje sie bowiem uznanie tej osoby za jakos tam uposledzona. W
          jej wyborach, postepowaniu. To wyglada tak, jakbys uznal, ze Twoja zona zachowuje
          sie jak DZIECKO czekajac na zonatego i Ty, jako ten DOROSLY musisz jak za brojace
          dziecko wziac odpowiedzialnosc. Wiesz, na zasadzie: Za szkody wyrzadzone przez
          dzieci odpowiadaja rodzice. Nie wiem jak to bylo wczesniej w Waszym malzenstwie,
          moze Wasz uklad zawsze byl taki. To sie czesto zdarza i pod warunkiem, ze
          obydwojgu to odpowiada, nie widze w tym nic zlego. Ale jezeli dopiero dowiadujac
          sie o zdradzie zony wszedles w role rodzica, wyglada to na jakis mechanizm
          ucieczkowy. Uznajac, ze Twoja zona nie odpowiada w tym aspekcie za swoje
          postepowanie napewno latwiej znosic cala to sytuacje. Latwiej znalezc w sobie
          sile, by przez to przebrnac. I po wyjasnieniu calej sytuacji kontynuowac bloga
          sielanke zwiazku. Ale takiemu sposobowi reagowania nie warto przypisywac
          etykietki idealnej milosci. No i czy w takiej sytuacji bedzie jeszcze mozliwy
          powrot do partnerskiej relacji w malzenstwie?
          >
          > A wracajac do kopania i przekladajac dla lepszego zrozumienia moja milosc na
          > powszechnie znana milosc rodzicielska zapytam: jesli Twoje dziecko w swojej
          > zlosci kopnie Cie bolesnie lamiac sobie nozke, to czym sie bedziesz bardziej
          > martwil - tym, ze Cie boli, czy tym, ze sobie nozke zlamalo? I czy wtedy latwo
          > Ci
          > przyjdzie kierujac sie swoja meska godnoscia powiedziec mu, ze juz nie jest Two
          > im
          > dzieckiem i zostawisz je samo? No, to ja taki mam mniej wiecej problem.

          j.w.
          • saami Re: Jak postepowac z zona czekajaca na zonatego fa 15.12.01, 16:29
            Gość portalu: fanny napisał(a):
            > Odwaze sie co nieco skomentowac mimo, ze saami chyba za tym nie przepada.

            Nie o to chodzi, ze nie przepadam za komentarzami, ale potrzebuje rady jak
            postepowac z zona czekajaca na rozstajacego sie z zona faceta a nie analizy
            moich uczuc czy postepowania. Licze, ze odezwa sie faceci, ktorzy juz przez to
            przechodzili, ze jakas decyzje wtedy podjeli i teraz jej zaluja albo uwazaja za
            sluszna. Licze na kobiety, ktore byly w podobnej sytuacji i powiedza, zebym
            sobie odpuscil, albo ze jest sens abym czekal, bo (przepraszam wszystkich
            mezczyzn czytajacych to) mezczyzni to sa ... i potafia wmowic kobiecie, ze
            kochaja, ze rzuca swoje zony i wszystko dla nich, a gdy osiagna to czego chca -
            wycofuja sie ze wszystkiego twierdzac, ze to chyba jednak pomylka byla i
            wracaja do wlasnych zon i dzieci pozostawiajac swoje kochanki w rozpaczy. Wiem,
            bo sam tez jestem mezczyzna, wiem, ze jestesmy do tego zdolni i wcale tego nie
            pochwalam. Licze wiec na wszystkich, ktorzy mogliby mi w tej sytuacji cos
            doradzic - czekac bo warto, odpuscic sobie bo to nie ma juz sensu, a moze sa
            jakies inne wyjscia?

            > To wyglada tak, jakbys uznal, ze Twoja zona zachowuje sie jak DZIECKO
            czekajac na zonatego i Ty, jako ten DOROSLY musisz jak za brojace dziecko wziac
            odpowiedzialnosc.

            Dziecko, to byl tylko element mojego porownania do milosci rodzicielskiej -
            DOROSLY i DZIECKO = MILOSC RODZICIELSKA. Ale udowodnij mi, ze totalnie
            zakochana kobieta zachowuje sie normalnie, ze wie co robi, ze zdaje sobie
            sprawe z nastepstw tego co robi. (Tu moze niech kobiety sie wypowiedza, jak
            bardzo maja nad soba kontrole gdy sie zakochuja do szalenstwa, bo nam te sprawy
            sa raczej nieznane.) A odpowiedzialnosc to musze wziasc nie za to, co moja zona
            teraz wyczynia, ale za nasz zwiazek malzenski, za nasza przyszlosc - przeciez
            kochala mnie kiedys, przeciez slubowala mi przed oltarzem milosc, wiernosc i
            uczciwosc malzenska, przeciez nie zrobila tego bo musiala - chciala tego tak
            jak i ja chcialem - a teraz moze po prostu tylko troche zbladzila? Przeciez
            kobiety to slaba plec.
            • Gość: ida Re: Jak postepowac z zona czekajaca na zonatego fa IP: *.csk.pl 15.12.01, 17:04
              Saami, pozwól że Ci coś powiem jako kobieta:

              TWOJA ŻONA NIE JEST MAŁYM DZIECKIEM KTÓRE TRZEBA PROWADZIĆ ZA RĄCZKĘ

              jest dorosła i na moje oko wygląda, że z premedytacją robi Cię w konia

              I problem to masz TY bo to Ty jesteś totalnie zakochany i nie zachowujesz się
              normalnie i nie widzisz /albo nie chcesz widzieć/ co się dzieje

              A ona to bezwzględnie wykorzystuje i traktuje Cię jak rodzaj ubezpieczenia, nie
              wyjdzie jej z tamtym facetem to przecież zawsze będzie mogła wrócić do Ciebie

              I nawet nie stać jej na szczerość /przynajmniej tak wynika z Twoich wypowiedzi/

              Przestań ją usprawiedliwiać i pozwól wziąć pełną odpowiedzialność za to co robi
              Jeśli się natnie na tamtym facecie to bardzo dobrze, może przynajmniej ją to
              czegoś nauczy

              I jeśli wróci to wróci do Ciebie mądrzejsza i dojrzalsza, co Wam obojgu wyjdzie
              na zdrowie

              Ale nie pozwalaj się tak wykorzystywać!!!

              Naprawdę w życiu trzeba się od czasu do czasu postawić, bo ludzie przestają
              szanować Ciebie, Twoje uczucia itd.

              Potem można sobie to wszystko powybaczać ale teraz przestań się tak poniżać

    • Gość: fnoll Re: Jak postepowac z zona czekajaca na zonatego faceta IP: 195.150.224.* 15.12.01, 19:03
      sam sobie udzieliles dobrej odpowiedzi w swoim pierwszym poscie:

      rozstan sie z nia i zostan jej przyjacielem

      mysle, ze to by wyprostowalo wasze relacje, ktore sa obecnie niezdrowo
      zagmatwane (ty wiesz o zdradzie i udajesz, ze nie wiesz, ona zachowuje sie,
      jakbys ty nie wiedzial; ty przyjmujesz pozycje odpowiedzialnego za zwiazek, gdy
      w zdrowych ukladach to dwoje ludzi jest odpowiedzialnych)

      przeciez mozesz okazywac jej swa milosc niekoniecznie bedac mezem - chyba, ze
      boisz sie swoich wlasnych uczuc, ktore moglyby sie pojawic podczas rozstania

      mysle, ze twojej zonie wyszloby na dobre, jakbys potraktowal ja jako
      odpowiedzialna partnerke, ktora nie moze uciekac przed konsekwencjami swoich
      wyborow - ale czy chcesz w niej miec przyjaciela, ktory sam jest odpowiedzialny
      za wlasne zycie? czy pozwolisz jej na dojrzalosc?

      wiem, ze bardzo ci na niej zalezy - ale coz, szczesliwych zwiazkow nie buduje
      sie chceniem tylko jednej strony

      obojgu wam zycze szczescia w milosci :-) i rozumnosci :-)

      pzdr

      fnoll
    • zdezorientowana Re: Jak postepowac z zona czekajaca na zonatego faceta 15.12.01, 23:52
      Wysłałam email-a.
      pozdr.
      K.
      • Gość: Alik Re: Jak postepowac z zona czekajaca na zonatego faceta IP: *.acn.waw.pl 16.12.01, 17:31
        Saami, nie mogę wyjść z podziwu! Co masz zamiar osiągnąć udając, że o niczym
        nie wiesz? Starasz się być idealnym mężem i witać ją w progu z kwiatami, gdy
        wraca od "koleżanek"? Żeby się Tobą zachwyciła? Żeby porównanie wyszło na Twoją
        korzyść??? Dlaczego z nią szczerze nie porozmawiasz? Myślę, że zwyczajnie boisz
        się tego, co możesz usłyszeć. Ty nie bierzesz nawet pod uwagę, że to Ty mógłbyś
        rozpocząć tę rozmowę. Przecież i tak do tego dojdzie prędzej czy później.
        Przecież może się okazać, że teraz masz jeszcze szansę powalczyć, ale musisz
        coś wiedzieć i to od niej, a nie od postronnych osób! Sądzę, że świadomość
        Twojej żony, że ma obok siebie faceta, którego tak łatwo można robić w konia
        nie działa na Twoją korzyść!
        • saami Re: Jak postepowac z zona czekajaca na zonatego faceta 16.12.01, 19:13
          Cieszy mnie, ze wreszcie ta dyskusja weszla na wlasciwe tory.

          Gość portalu: Alik napisał(a):
          > Co masz zamiar osiągnąć udając, że o niczym nie wiesz?

          Po pierwsze, chce sie przekonac, ze jej rowniez na nas zalezy - jesli sama sie
          przelamie i przyjdzie z tym do mnie to juz bedzie znak, ze jednak chce (ona
          chce, to wazne) do mnie wrocic.
          Po drugie, jesli szczerze wyzna mi wszystko i uslysze z jej ust miedzy innymi
          wszystko to o czym juz wiem - to tylko zwiekszy swoja wiarygodnosz i szczerosc
          checi bycia nadal ze mna, a to dopiero bedzie podstawa do odbudowy mojego
          zaufania do niej.

          > Dlaczego z nią szczerze nie porozmawiasz? Myślę, że zwyczajnie boisz
          > się tego, co możesz usłyszeć. Ty nie bierzesz nawet pod uwagę, że to Ty
          mógłbyś
          > rozpocząć tę rozmowę.

          Nie boje sie, bo wiem co uslysze. I faktycznie nawet nie biore tego pod uwage,
          bo jesli ja zaczne te rozmowe i powiem jej co wiem, to w najlepszym wypadku
          skuli po sobie uszy, przyzna sie do wszystkiego (o czym wiem) zadowolona, ze o
          innych sprawach sie nie dowiedzialem i splynie to po niej jak po kaczce - nie
          odczuje rzadnych konsekwencji swojego czynu z tego wynikajacych - a na koniec z
          wielka laska pozostanie ze mna bo ja (to ja, nie ona) tego chce. A ja nigdy nie
          dowiem sie, czy jej na naszym zwiazku naprawde zalezy. A jesli za jakis czas
          pojawi sie kolejny "rozstajacy sie ze swoja zona facet" to jedyna rzecza jaka
          wyniesie z tego incydentu (romansu) bedzie tylko to, jak lepiej sie ukrywac by
          sie znow nie wydalo.

          Mowiac ogolnie, sama nawarzyla tego piwa i sama musi je wypic - bo tylko w ten
          sposob moze sie czegos na przyszlosc nauczyc.
          • Gość: fnoll Re: Jak postepowac z zona czekajaca na zonatego faceta IP: 195.150.224.* 16.12.01, 19:43
            czy nie powoduje toba troszke pragnienie wyrafinowanej zemsty? ;-)

            bo nawet jesli ona wyzna ci swe grzechy - to ty ciagle panujesz nad sytuacja,
            ty masz na nia haka

            i wcale nie jest pewne, ze w pelni odzyskalbys zaufanie

            skrzywdzone uczucia, chocby najlepiej w nas pozamykane, draza nas jak kropla
            skale - czego szczerze ci nie zycze

            czy jak ona ci powie, to powiesz jej, ze wiedziales? czy bedziesz zyl z ta
            tajemnica - tym razem samemu przed nia cos ukrywajac

            a jesli powiesz, ze wiedziales - to jak ona to odbierze? moze pomysli:
            wiedziales i pozwoliles jej na to wszystko? to czy ty ja naprawde kochasz?

            dla wielu nie ma milosci bez zazdrosci

            pzdr

            fnoll
            • Gość: Alik Re: Jak postepowac z zona czekajaca na zonatego faceta IP: *.acn.waw.pl 16.12.01, 20:01
              Saami, czy Ty naprawdę nie zdajesz sobie sprawy z tego, że ona powie Ci o
              wszystkim TYLKO w sytuacji, kiedy będzie zdecydowana od Ciebie odejść? Wtedy
              już będzie na wszystko za późno! Chyba nie wyobrażasz sobie, że mając
              świadomość, że o niczym nie wiesz, przyjdzie i powie: "Kochanie miałam cudowny
              romans, ale postanowiłam być z Tobą". Po co miałaby to robić? Chyba musiałaby
              być niespełna rozumu! Jako kobieta daję Ci 99% gwarancji, że tego nie zrobi. A
              wtedy dojdzie do sytuacji, o której pisałeś i która nie pomoże w utrzymaniu
              tego małżeństwa. Tak więc, idąc dalej, jeśli nadal będzie Ci zależało na tym
              małżeństwie, będziesz musiał i tak zacząć rozmowę na ten temat.
              • saami Re: Jak postepowac z zona czekajaca na zonatego faceta 16.12.01, 20:27
                Gość portalu: Alik napisał(a):

                > Jako kobieta daję Ci 99% gwarancji, że tego nie zrobi.

                Tak sobie mysle, czy gdyby sie dowiedziala (oczywiscie nie odemnie), ze wiem i
                domyslala jedynie ile moge wiedziec, to czy Twoja gwarancja by zmalala? Ma to
                sens? Bo jak w takim razie moge ja sklonic do tego - pytam Cie, jako kobiete?
          • kwieto Re: Jak postepowac z zona czekajaca na zonatego fa 16.12.01, 20:03
            Ja tu czegos nie rozumiem. Skoro i tak chcesz poczekac az ona sie przyzna, to po diabla caly
            ten watek?

            Tak wogole, to rozwieje od razu Twoje zludzenia. Na 99% ona przyjdzie do Ciebie z tym
            wszystkim wylacznie wtedy, kiedy bedzie chciala sie z Toba rozstac. W innym przypadku
            przemilczy - tak jak to robi teraz. I co wtedy? Jej romans bedzie wasza wspolna tajemnica,
            ktora bedziecie przed soba wzajemnie maskowac? Az ktoregos dnia wybuchnie, ale wtedy
            bedzie za pozno na cokolwiek?

            Tak na prawde masz odpowiedz juz teraz - ona z Toba na ten temat nie chce rozmawiac -
            bo inaczej juz by porozmawiala, prawda? Cyba, ze masz ochote czekac - no wlasnie, do
            kiedy? Bo to co mowisz aspiruje do czekania w nieskonczonosc. I co, odwiesisz swoje zycie
            na kolku, i bedziesz pokornie czekal na jej decyzje, ktora byc moze nigdy nie nastapi?
            Jesli Ci z tym dobrze...
            • saami Re: Jak postepowac z zona czekajaca na zonatego fa 16.12.01, 20:32
              kwieto napisał(a):

              > Skoro i tak chcesz poczekac az ona sie przyzna, to po diabla caly ten watek?

              Wlasnie po to, bo serce kaze mi czekac a rozum mowi - odejdz. Wiec watek ten albo
              rozwieje zludzenia mego serca, albo wykarze omylnosc mojemu rozumowi. Staram sie
              ustalic co winno te walke wygrac, by zycia swego nie przegrac?
              • kwieto Re: Jak postepowac z zona czekajaca na zonatego fa 16.12.01, 20:46
                Serce i rozum musza isc ze soba w parze, jesli u Ciebie one walcza, to cos jest z Toba nie
                tego... nie wiem czy z sercem, czy z rozumem.

                Ale zastanawia mnie pytanie do Alika.
                Czy przypadkiem nie jest tak, ze Ty juz masz ustalony scenariusz (ona przyjdzie, powie, a
                Ty jej wybaczysz) a teraz, gdy ten scenariusz nie chce sie jakos sprawdzic, to zaczynasz
                naginac zycie do tego scenariusza? Tylko czy lepiej byc zywym czlowiekiem, czy plastikowym
                aktorem?
                Jedynym wyjsciem z impasu jest rozmowa - i z tego co widac, to Ty musisz ja zaczac. A jak
                bedziesz czekal, az ona sie zdecyduje na rozmowe z Toba - to sie nie doczekasz. I to mozesz
                od razu przyjac za pewnik.
                Acha, gdybym wiedzial, ze moja zona (ktorej nie mam, hihi) wie, ze ja zdradzam, ale nic nie
                mowi - czulbym sie dziwnie. Ale nie sadze, ze zdecydowalbym sie na rozmowe z nia, jesli do
                tej pory tego unikalem. A jako mezczyzna (oczywiscie ze to stereotyp, ale tu akurat ten
                schemat "czego oczekuje kobieta od mezczyzny" sie zazwyczaj sprawdza) wychodzisz na
                fujare i fajtlape. Czy kobieta chce zyc z fajtlapa?
                • saami Re: Jak postepowac z zona czekajaca na zonatego fa 16.12.01, 21:35
                  kwieto napisał(a):

                  > Czy przypadkiem nie jest tak, ze Ty juz masz ustalony scenariusz (ona
                  przyjdzie, powie, a Ty jej wybaczysz) a teraz, gdy ten scenariusz nie chce sie
                  jakos sprawdzic, to zaczynasz naginac zycie do tego scenariusza?

                  Nie, nie jest tak i nic nie naginam bo nie mam zadnego scenariusza. Mam za to
                  dwie propozycje - jedna od serca, druga od rozumu. Serce mowi - powiedz jej, ze
                  wiesz, ze jest "chora", ze to po prostu widzisz i zapytaj ja co to jest
                  za "choroba", co sie z nia dzieje i dowiedz sie jak bardzo powazna jest
                  ta "choroba", czy aby nie "smiertelna" - kochasz ja przeciez wiec pomoz jej sie
                  wyleczyc i milosc wasza uratuj. Rozum natomiast podpowiada - odpusc sobie taka
                  kobiete po tym co ci zrobila, zycia nie marnuj, bo zbyt krotkim jest, zamiast
                  na nia czekac i czekac zacznij budowac nowy zwiazek - jestes do cholery
                  mezczyzna, gdzie twoja meska duma?

                  A co do scenariusza to wlasnie Was o to pytam: Jak postepowac z zona czekajaca
                  na rozstajacego sie z zona faceta? I jak na razie swietnie sie spisujecie,
                  dzieki serdeczne (to do wszystkich, ktorym bezposrednio nie odpowiadam - co
                  znaczy, ze sie z nimi zgadzam).

                  > Czy kobieta chce zyc z fajtlapa?
                  Uwazasz, ze jestem fajtlapa bo od X lat kocham (a nawet nadal czuje, ze jestem
                  zakochany), ze swiata nie widze poza moja zona?
                  • kwieto Re: Jak postepowac z zona czekajaca na zonatego fa 16.12.01, 22:46
                    Nie, nie uwazam, ze jestes fajtlapa, bo od X czasu kochasz ta sama osobe.
                    Natomiast uwazam, ze bardzo duze zadatki na fajtlape ma ktos, kogo oszukuja i
                    wykorzystuja, on sam o tym wie, natomiast nie robi nic aby to zmienic, tylko czeka co
                    bedzie dalej.

                    Powiem to tak. Ja jestem czlowiek prosty. I daze do maksymalnego uproszczenia sobie
                    zycia, a nie skomplikowania. Dlatego jesli widze, ze cos jest nie tak, daze do wyjasnienia
                    sprawy i zlikwidowania problemu w zarodku - zanim sie on powiekszy do niebotycznych
                    rozmiarow. Piszesz o romansie swojej zony jak o "chorobie". Tylko choroba ta nie wziela sie
                    sama, to nie grypa, ktora sie rozsiewa w powietrzu. Jesli ona romansuje, to powody moga
                    byc dwa:
                    1. Znudziles sie jej po prostu (i wtedy nie ma sensu tego ciagnac dalej)
                    2. Nie dogadujecie sie ze soba, gdzies ta wasza milosc sie ulotnila - moze mimo, ze ja
                    kochasz nie potrafisz tego okazac? moze ona nie czuje sie z Toba dobrze? (mimo braku winy
                    z Twojej strony).
                    W kazdym razie z jakichs wzgledow odsunela sie od Ciebie i postanowila sobie poszukac
                    jakiegos "zastepstwa" na Twoje miejsce. Gdyby nie szwankowalo cos wczesniej, to nie
                    byloby tego romansu.
                    Tak czy siak, dowiedziec tego sie mozesz tylko w jeden sposob - wyjasniajac wspolne
                    nieporozumienia. I to im szybciej, tym lepiej. Po prostu, im dluzej bedziesz z taka rozmowa
                    zwlekal, tym mniejsze szanse masz na uratowanie tego zwiazku. Moze nie nalezy mowic o
                    jej romansie, a o was, o tym, ze sie od siebie oddalacie? Nie wiem. Ale skoro ona nie chce
                    podjac takiej rozmowy, to Ty musisz to zrobic - bo inaczej nawet w sytuacji gdy ten drugi ja
                    zostawi - ona i tak nie wroci do Ciebie.

                    Natomiast zalozenia, ze ona "przyjdzie, przyzna sie i poprosi abys jej wybaczyl" - to zwykle
                    banialuki. Po prostu sie tego nigdy nie doczekasz. Wiem, ze to co pisze jest brutalne.

                    Jesli ja kochasz i chcesz ratowac zwiazek - to po prostu zrob to, porozmawiaj, wyjasnij,
                    wybacz i pozwol jej Tobie wybaczyc - ale nie czekaj. Czekajac stajesz sie wlasnie takim
                    fajtlapa. Ktory widzi, ze go oszwabiaja i nie robi nic, aby to przerwac.
                  • miluszka Re: Jak postepowac z zona czekajaca na zonatego fa 16.12.01, 23:54
                    saami, nie napisales jak dlugo trwa ta sytuacja. Ja z doswiadczenia wiem ( i z
                    ilustrowanych tygodnikow), że jesli zonaty facet po poznaniu jakies kobitki od
                    razu nie zdecyduje sie na rozstanie ze swoja zona dla tejze wlasnie kobitki, to
                    raczej nie zdecyduje sie na to w ogole. Wiec reasumujac - jesli twoja zona od
                    dluzszego czasu czeka na "rozwodzacego" sie dla niej faceta, to
                    najprawdopodobniej nie doczeka sie na niego nigdy. A wiec - jesli uwazasz, ze
                    warto te sytuacje przetrwac z zacisnietymi zebami - to trwaj w niej. Twoja
                    zona po nieudanym romansie wroci do ciebie i byc moze doceni cie , tak, jak
                    jestes tego warty.
                    M
              • Gość: Toi Re: Jak postepowac z zona czekajaca na zonatego fa IP: *.cm-upc.chello.se 16.12.01, 20:51
                Watek ten najprawdopodobniej wykaze rownowage w zakresie serce-rozum, a ja
                jestem gotowa dostarczac argumentow po obu stronach wedle potrzeby, aby do tej
                rownowagi doprowadzic, gdyby cos jednak szwankowalo. Saami (ladny nick, byles
                na dalekiej polnocy?) - a mnie sie wydaje, ze tak naprawde, to potrzeba Ci
                poparcia tego ,co robisz... Nie wiem, czy robisz dobrze, ani co zrobic
                powinienes, ale moge dac poparcie czysto, eee, sympatyczne. Sympatie budzisz
                moja wielka, tak... co tam bylo o odpowiedzialnosci?... To bylo bardzo
                nieglupie. Ale... Hmm. Wiesz co. Rob jak uwazasz, co Ci sercorozum kaze i juz,
                co jest zgodne z Toba. Oni ci tu nie poradza... zwlaszcza, ze wiesz, czego
                slyszec nie chcesz. Pozdrawiam cieplo i z szacunkiem pomieszanym z ...
                zalowaniem, no tak
    • Gość: ida Ja to już wogóle nic nie rozumiem IP: *.csk.pl 16.12.01, 20:40
      Saami, czy możesz wyjaśnić dlaczego Wy nie możecie ze sobą szczerze porozmawiać?

      Tu i teraz? Albo w najbliższej przyszłości?

      A nie opierać wszystkiego na relacjach z drugiej ręki?

      I wszystkiego sobie wyjaśnić? Nawet jeśli to będzie bolesne i ktoś będzie się
      musiał wyprowadzić? Moim zdaniem to i tak jest dużo lepsze niż czekanie na nie
      wiadomo na co.
      • Gość: fanny Re: Jako zona IP: *.chello.pl 16.12.01, 21:43
        Sprobowalam wskoczyc w skore Twojej zony :-) I doszlam do wniosku, ze
        wolalabym, zeby mnie o tego drugiego zapytal.
        Znaczyloby to, ze po pierwsze, nie jest taki glupi, a ja taka madra jak mi sie
        wydawalo. Po drugie odebralabym sygnal, ze jest czlowiekiem, ktoremu nie da sie
        wejsc na glowe i nalezy go szanowac. Po trzecie, podziwialabym odwage, ze
        odwazyl sie wyciagnac sprawe na swiatlo dzienne zamias chowac glowe w piasek. I
        byc moze z pokora przyznala, ze mnie tej odwagi zabraklo. Po czwarte, bylby to
        dla mnie przejaw jego odpowiedzialnosci za nasze malzenstwo. Po piate, bylby to
        byc moze moment bolesnego przebudzenia i impuls do wziecia odpowiedzialnosci
        nie tylko za wlasne zycie ale tez za nasze malzenstwo. Zdefiniowania miejsca, w
        ktorym znalazlo sie moje zycie. I zmusiloby mnie/nas do jakiejs reakcji.

        Ale oczywiscie Twoja zona moze miec zupelnie inne mysli.
    • zakochana Re: Jak postepowac z zona czekajaca na zonatego faceta 17.12.01, 14:40
      dzien dobry saami,
      nie wiem czy taki watek powinienes zalozyc, o takim temacie. Ja jestem w
      podobnej sytuacji chyba jak Twoja Malzonka. Pytam sie Ciebie, dlaczego najpierw
      nie zadasz sobie pytania, dlaczego do takiego oddalenia sie w malzenstwie
      doszlo? To wazne. Jesli uzyskasz odpowiedz na to pytanie , bazowe jak dla mnie,
      uzyskasz reszte odpowiedzi.
      pozdrawiam serdecznie.
      • Gość: soso boks z kwieto IP: 195.41.66.* 17.12.01, 16:20
        Kwieto zdominowal watek na dodatek upraszczajac sprawy jak tylko mozna.
        Podobnie miluszka napisala nieprawde bo sam jestem przykladem czegos
        przeciwnego.

        Ogolnie to jest tak, ze skomplikowane sytuacje zyciowe nie rodza sie w jednej
        sekundzie. Takze nie sa do ogarniecia w jednej sekundzie a takze nie koncza sie
        w jednej sekundzie. Tak naprawde to rozumiem autora watku bo dla niego jest to
        sprawa zyciowa i tak ogromna i majaca tak wiele mozliwych interpretacji, ze nie
        mozna tego wszystkiego ogarnac w mgnieniu oka. To jest trudna sytuacja!
        Unies sie honorem i zachowaj sie jak mezczyzna. Latwo powiedziec! Najgorsze
        jest w tym wszystkim, ze nie mamy pelnych informacji i ze nigdy nie bedziemy
        mieli. Nawet jak taka wola wystapi ze wszystkich stron. Ale trudne do
        zniesienia sytuacje na szczescie nie trwaja dlugo bo zwyczajnie przekraczaja
        mozliwosci odczuwania organizmu. Kto przeszedl ten wie. I dlatego nalezy
        gromadzic informacje, myslec, szukac rozwiazan, patrzec na sprawe z roznych
        stron i czekac na moment, kiedy sie bedzie wiedzialo na 100% czego sie chce.
        Wtedy dopiero jest czas na bycie mezczyzna, na zrealizowanie postanowienia i na
        nieogladanie sie na lewo i prawo bo to czy tamto. Wtedy sie np. odchodzi lub
        uklada cos na nowo i tylko to ale za to do konca. Ja rozumiem sytuacje i wydaje
        mi sie, ze jest za wczesnie na decyzje. 'Pan' nie jest gotowy na odejscie, na
        zostanie, na decyzje. Ale to przyjdzie samo ktoregos dnia. My mozemy co
        najwyzej stac z lustrami w reku i pokazywac coraz to inne profile sprawy.
        Robienie pochopnych krokow, nawet jezeli wydaja sie 'meskie' jest po czasie
        moze glupie i dobrze, ze nie unosimy sie w sprawach wymagajacych rozwagi. Nie
        popieram kwieto.

        Miluszko - jezeli mezczyzna nie odchodzi od razu to nie odchodzi nigdy - nic
        bardziej blednego! We mnie takie decyzje zawsze dojrzewaly powoli, mozolnie ale
        za to skutecznie. Zawsze czekam na te 100% w sprawach zyciowych i jak je mam to
        dopiero realizuje. Tak jest bezpieczniej z wielu powodow.
        • kwieto Re: boks z soso 17.12.01, 19:11
          Soso - ja tez przezylem cos podobnego. Co prawda nie bylo to malzenstwo a i
          staz byl o wieeeele krotszy - ale sprowadzalo sie to do tego, ze dziewczyna
          niby chodzila ze mna, a miala kogos na boku. I niepotrzebnie sie meczylem przez
          pare miesiecy - gdybym wczesniej zaczal taka rozmowe, to wczesniej bym wiedzial
          co jest grane i wczesniej zakonczyl ten zwiazek (bo w mojej sytuacji bylo to
          akurat jedyne wyjscie)

          Natomiast gdzies wczesniej pisalem, ze to, ze zona szuka sobie kogos innego
          wynika z jakichs nieporozumien wczesniejszych. (Podobnie do tego co napisala
          "zakochana") I to jest cos, o czym trzeba porozmawiac, a nie sama zdrada.
          Natomiast uciekanie od tego i cierpietnicze oczekiwanie na rozwoj wypadkow -
          wybacz, ja jestem zbyt duzym prostakiem aby na cos takiego sobie pozwolic - nie
          lubie niejasnych sytuacji, i staram sie jak najszybciej z takich wychodzic. (na
          przyklad przez rozmowe z partnerka)
          • Gość: soso Re: boks z soso IP: 195.41.66.* 18.12.01, 07:03
            No tak, ale tu chodzi o malzenstwo. To sie na ogol zawiera w dobrej wierze,
            tzn. ze slowa o byciu ze soba na celae zycie traktuje sie powaznie. No i jak to
            pada to jest problem inny niz dziewczyna, z ktora jestes krotko i na dodatek
            wszyscy nie myslicie o zwiazkach w kategoriach dlugodystansowych (skoro ona nie
            tylko z Toba), czyz nie?
            • Gość: czarek Re: jak postepowac z zona.... IP: 65.128.156.* 18.12.01, 09:21
              bylem w podobnej sytuacji, ale TYLKO podobnej. To byla moja pierwsza kobieta.
              Trwalem przy niej wiernie az do... wlasnego wyczerpania. Dlatego z
              doswiadczenia wieloletniego, przychylam sie do tego co mowi Kwieto. Szkoda
              czasu i energii. Ale coz, roznie to moze byc. Niemniej ten jeden pierwszy,
              bardzo dlugi raz, nauczyl mnie reagowac natychmiast. Bo po czyms takim
              wyksztalcaja sie radary ostrzegajace przed zblizajacym sie wampirem
              energetycznym. A ten z kolei moze egzystowac dzieki glupocie mozgowej swojego
              szacownego milosnika. Jesli ktos cie krzywdzi, a ty dalej kochasz, to znaczy ze
              nie jestes zdolny do prawdziwej milosci i zaslugujesz na swoj los. Bo dajesz
              przyzwolenie obludzie. Jestes swietnym materialem na meza wszelkiej masci
              pokrzywdzonych przez rodzaj meski kobiet, tudziez alkoholiczek. Beda cie tak
              dlugo bily, az sie kiedys obudzisz w prosektorium na wiwisekcji wlasnego
              istnienia. I tak jak alkoholik dotyka dna i wybiera: albo zycie albo smierc,
              tak taki obrzydliwie slodki opiekun (zawsze wszystko kontrolujacy i gotow na
              chrystusowe cierpietnictwo wobec kobiet) bedzie musial wybrac co na jego
              oltarzu milosci jest najwazniejsze: bycie kobieca wycieraczka (odpowiedzialnym
              bawidamkiem), czy milosc zycia w sobie. Tak naprawde boisz sie wszystkiego,
              prawdy tez, bo boisz sie ze bez niej nie bedziesz w stanie zyc, a wiec boisz
              sie tylko o siebie. Nie istniejesz bez niej, nie masz osobowosci, nie umiesz
              byc partnerem, dlatego najprawdopodobniej ucieka od ciebie. Jestes za slodki!
              A jesli jestes dobry i odpowiedzialny, czuly , kochajacy i oddany to, jak
              slyszalem, ktos kto nie jest wart tych wszystkich zalet, bedzie od nich, od
              tego raju, uciekal jak diabel od swieconej wody. I nic nie poradzisz. Zacznij
              budowac swoja odrebnosc, osobowosc, bo chyba wrosles niemozliwie w jej
              istnienie i zaczales jej ciazyc jak niechciana ciaza.
            • kwieto Re: boks z soso 18.12.01, 10:44
              O tym, ze ona nie tylko ze mna, to ja sie dowiedzialem po paru miesiacach
              meczenia sie w sytuacji gdy wiedzialem, ze cos jest nie tak - ja w kazdym razie
              zakladalem zwiazek dlugodystansowy.
              Natomiast poczytaj sobie post Czarka - bardzo madrze pisze, i o cos takiego mi
              wlasnie chodzi
      • saami Tytulem wyjasnienia 18.12.01, 15:14
        zakochana napisał(a):

        > Ja jestem w podobnej sytuacji chyba jak Twoja Malzonka.

        Nie wiem dlaczego sadzisz, ze jestes w podobnej sytuacji jak moja zona -
        przeciez nie mozesz wiedziec w jakiej ona jest sytuacji, co najwyzej mozesz
        przyznac, ze tez masz meza i czekasz na dzieciatego kochanka rozstajacego sie
        ze swoja zona - bardzo tego nie pochwalam i sympati mojej nie budzisz. Ale
        faktycznie masz cos wspolnego z moja zona - ona tez zawsze lepiej wie, co ja
        powinienem zrobic, jaki "watek powinienem zalozyc". Ale ten watek jest moj i
        akurat jest dokladnie taki, jaki byc powinien, wiec jak Ci on nie odpowiada - to
        dziekuje za wypowiedz.

        > Dlaczego najpierw nie zadasz sobie pytania, dlaczego do takiego oddalenia
        sie w malzenstwie doszlo?

        Bo to juz wiem. Wiem co spowodowalo nasze oddalenie i wydaje mi sie, ze wiem co
        jej pozwolilo mnie zdradzic - tylko nadal nie rozumiem dlaczego to jednak
        zrobila?

        Powodem bylo to, ze nie pasujemy do siebie. Nie pasujemy do siebie, bo
        zostalismy inaczej wychowani - mamy rozne modele rodziny. Moja zona byla
        wychowywana przez matke w nienawisci do ojca - w jej domu mezczyzna byl tylko
        maszyna do zarabiania pieniedzy, a zajmowanie sie dziecmi nalezalo tylko do
        matki. U mnie z kolei bylo inaczej - bylem wychowywany w rownym stopniu przez
        oboje rodzicow, oboje tez zarabiali pieniadze. I teraz kazde z nas chcialoby
        swoj model powtorzyc, tylko ze ja nie moge sie zgodzic na jej, bo tez chcialbym
        brac czynny udzial w wychowywaniu dzieci, a nie tylko pieniadze zarabiac, ona
        natomiast uwaza moj za "nienormalny" i tez nie moze na niego przystac. Stad tez
        sie biora te wszystkie problemy, o ktorych pare postow wczesniej pisal Kwieto.
        Ja w tej sytuacji uwazam, iz powinnismy pojsc na kompromis i wypracowac model
        nasz wspolny; ona natomiast, jako ze zawsze musi dostac to czego chce,
        najwyrazniej postanowila sobie dopasowac mezczyzne do swojego modelu zamiast
        wypracowywac jakies kompromisy. Dlatego ten, na ktorego teraz tak czeka
        jest pracoholikiem, zarabiajacym duzo pieniedzy i bardzo dobrze pasuje do jej
        modelu. Ja natomiast nie pochwalam jej modelu i dlatego z calych sil probuje ja
        od tego odwiezc - uwazam, ze przede wszystkim dzieci powinny miec oboje
        rodzicow, bo tylko taka rodzina ma szanse byc szczesliwa - wiem bo sam w takiej
        sie wychowalem.

        Rozumiem tez, ze kobiety podchodza do wszystkiego bardziej uczuciowo, moge tez
        zrozumiec, gdy wazniejsze sa dla nich wiezi psychiczne niz "jakies tam" sluby
        malzenskie, ze potrafia psychicznie sie oddalic a nawet psychicznie sie
        rozwiezc, a wtedy zachowuja sie jakby meza nie mialy (przestaja nosic obraczke,
        ten ktos w domu staje sie tylko "cialem", ktore trzeba karmic by smieci
        wynosilo). I trudno wtedy z nimi rozmawiac o jakiejkolwiek zdradzie, bo
        przeciez nikogo nie maja, wiec niby kogo zdradzaja?

        Ale nie rozumiem, dlaczego to robia?

        Wiec do Ciebie, jako bedacej w podobnej sytuacji, mialbym pytanie - dlaczego to
        robicie? Dlaczego majac mezow wiazecie sie z zonatymi facetami? Przeciez oni tez
        nie sa slepi i widza, co wyprawiacie i zdaja sobie sprawe, ze za pare lat to oni
        moga byc w tej sytuacji. A wy juz na samym poczatku pokazujecie im, ze jestescie
        do tego zdolne. W druga strone to tez pewnie dziala - wiec cala ta sytuacja moze
        prowadzic od zwiazkow, w ktorych oboje zdaja sobie sprawe, iz sa wzajemnie
        zdolni do zdrady partnera bedac z nim nawet w zwiazku malzenskim - ja
        niechcialbym miec takiego zwiazku, a Ty?

        > Jesli uzyskasz odpowiedz na to pytanie, bazowe jak dla mnie, uzyskasz reszte
        odpowiedzi.

        Znam wiec odpowiedz na to "pytanie bazowe" lecz nadal nie wiem co mam robic w
        tej sytuacji - rozstac sie z nia, czy pozostac przy niej czekajac cierpliwie, az
        przyjdzie do mnie o tym porozmawiac? Stad taki a nie inny watek zalozylem.

        Zakochana, jesli nadal uwazasz ze jestes w podobnej sytuacji, to przepraszam za
        wstep.
    • reggina Re: Jak postepowac z zona czekajaca na zonatego faceta 18.12.01, 11:16
      Autor watku gdzies zniknal, ale i tak napisze.
      Na Twoim miejscu Saami zaczelabym rozmowe o tym, ze cos w naszym zwiazku nie
      tak, ze musze sobie to wszystko przemyslec i proponuje czasowa separacje.
      Dalszy ciag zalezalby od reakcji drugiej strony. Albo bedzie zadowolona, albo
      zaniepokojona, a moze zrospaczona... Dalej mozna pociagnac, ze dotarly do mnie
      jakies tam informacje i jezeli to jest prawda, to dobrze sie sklada, bo oboje
      bedziemy mieli czas na refleksje. Nie wymagac od razu tlumaczen, dac do
      zrozumienia, ze nawet jesli ona kogos miala, to nie jest to decydujace w
      sprawie. To pomoze jej sie okreslic, ale daj troche czasu, bo sama bedzie
      musiala sie odnalezc w nowej sutuacji. Kiedy utrata Ciebie stanie sie realna,
      wszystko moze sie zmienic. Nie pisales nic, jak wlasciwie wygladaja wasze
      relacje. Czy jest zyczliwosc, czy chlod i obojetnosc. Czy ona okazuje jakos, ze
      jej na tobie zalezy czy jawnie lekcewazy. Jezeli temat jest jeszcze aktualny,
      odezwij sie.
      • Gość: soso boksu ciag dalszy z kwieto i czarkiem IP: 195.41.66.* 18.12.01, 11:49
        K. i Cz.,

        Mysle,ze obaj patrzycie przez pryzmat wlasnego doswiadczenia porazki, bolu,
        porzucenia i zdrady. Ale na takich sytuacjach swiat sie nie konczy. Znam akurat
        kilka innych przypadkow i wcale nie sadze, ze zwiazek moze upasc bo ktos
        zboczyl z drogi na jakis czas i zszedl na manowce.

        Co powiecie o czyms takim: Jest dziewczyna po przejsciach w zwiazku z nowym
        facetem. No i w czasie kryzysu jaki zaistnial miedzy nimi wraca do jednego ze
        swych bylych. W koncu oboje dochodza do wniosku, ze jednak chca byc razem. Ona
        i on. Czy nie warto dawac szansy sobie w takiej sytuacji? Nie znam dalszego
        ciagu tej historii bo wiem tylko, ze sie zeszli na nowo i byli szczesliwi
        przynajmniej przez pierwsze miesiace po pojednaniu. Gdyby facet postapil tak
        jak radzicie - uciac i odejsc 'na zawsze' to moze wlasnie te chwile szczescia,
        ktore im byly ponownie dane niegdy by nie nastapily. A moze sa teraz dobrym i
        zgranym zwiazkiem i na dodatek wiedzacym lepiej co dla siebie znacza? Wygladalo
        na to, ze maja naprawde duze szanse mimo tej jej zdrady.

        Nie pisze tego, by nie przyznawac racji Cz. ale moze 'co zwiazek to inna
        historia' i nalezy dopuszczac wiecej rozwiazan, szczegolnie, ze wydaja sie
        sensowne.

        I jeszcze te wnioski sugerujace, ze 'prawdziwy mezczyzna' to taki, co to nie
        daje sie wykorzystywac przez kobiety-modliszki, alkoholiczki, sadystki i co tam
        jeszcze. Otoz wydaje mi sie, ze calkiem 'prawdziwy mezczyzna' to takze taki, co
        to nie zmyka z zabawkami do domu jak ktos mu sypnal piaskiem w oczy a wlasnie
        widzi w kobiecie takze czlowieka, ktory popelnia bledy, jest niedoskonaly a
        mimo to zasluguje na milosc i szacunek. Nie, ze zaraz byc jak chusteczka do
        nosa ale tez nie 'twardy' jak dzieciak.

        Pewnie nikt z nas nie ma racji do konca jak i nie wszyscy sie mylimy. Ale
        prawda podobno lezy po srodku.
        • kwieto Czy to jest boks czy to jest kochanie? 18.12.01, 14:28
          Soso - masz racje - nie zrozumielismy sie. Ja nie mowie, ze on powinien uciac
          zwiazek i zwiewac gdzie pieprz rosnie. Lecz dla mnie zwiazek, to jest
          partnerstwo. Partnerstwo, czyli wspolodpowiedzialnosc za to co sie dzieje. Wiec
          jesli dzieje sie zle, to zamiast czekac, az moze kiedys przejdzie (co wlasnie
          robi Saami), wole zajac sie problemem i postarac sie go rozwiazac, zanim
          urosnie do niebotycznych rozmiarow. Oczywiscie, ze przy rozwiazywaniu tego
          problemu jest ryzyko rozstania. Szanse oceniam tak 50/50. Ale im wczesniej
          bedziesz reagowal na napiecia w zwiazku, tym szanse na przetrwanie sa wieksze.
          Mysle, ze lepiej jest zaryzykowac, niz meczyc sie i czekac, az odpowiedzialnosc
          za "byc albo nie byc" zwiazku przejmie druga osoba. Dla mnie wlasnie to robi
          Saami - ucieka przed przedstawieniem problemu, i czeka az zrobi to jego
          malzonka. Zarazem wtedy to jego zona stanie sie "winna i odpowiedzialna"
          ewentualnego rozpadu ich zwiazku. Nie uwazasz, ze to rozwiazanie bardzo
          wygodnickie i nieodpowiedzialne wlasnie?
          A kochanek zony jest tutaj wtorny - licza sie przyczyny poszukiwan kochanka,
          ktore sa zagrzebane w zwiazku. I to jest temat na ktory powinni podyskutowac.

          • Gość: czarek Re: Czy to jest kochanie? IP: 65.128.156.* 18.12.01, 16:09
            oczywiscie ze wybaczac trzeba, i zapominac (czyli odchodzic, lub nie
            zapominac). Kazde zaogolnienie jest niedoskonale, taka natura mowy. Z gory
            przepraszam. Kazdy zwiazek i sytuacja to odrebny wszechswiat.Masz absolutna
            racje soso. Co innego jednak zdrada, szczegolnie na jakiejs np. imprezie, po
            pijaku, co innego akceptowanie zony kochajacej kogos innego, zycie w
            zatrwozonym zaklamaniu (szczegolnie kiedy nie ma zdaje sie dzieci?). Ja
            wybaczalem nieskonczona ilosc razy, i wiem ze lepiej wybaczac dajac takiej
            kobiecie mozliwosc bycia soba, spelnienia emocjonalnego, a nie zycie w
            obowiazku (obiecanej po deske milosci). Jesli zdrada jest na tyle powazna ze
            tworzy odrebny zwiazek, to nie ma co sie ludzic, trzeba wykazac sie godnoscia
            ludzka, bronic czlowieczenstwa. Szczegolnie kiedy ona wije sie w klamstwach,
            chcac najwyrazniej uniknac swiadomej odpowiedzialnosci za zaistniala sytuacje,
            co juz swiadczy o jej nieczystych (egoistycznych) intencjach. Trzeba nauczyc
            sie odczytywac prawdziwe intencje ukryte za tymi roznymi znakami, o ktorych
            osoba klamiaca nigdy ci nie powie, bo jej klamstwa z reguly sa instynktowna
            samoobrona przed nieprzyjemnym poczuciem winy etc.czyli przed ewentualnoscia
            rozwoju, zmiany, stania sie osoba bardziej dojrzala.
            Osoby egoistyczne maja bardzo duza dume, szczegolnie, jak mowisz, wychowane
            w 'nienawisci' do plci przeciwnej, i odpowiedzialnosc czy partnerskie wspol-
            istnienie jest najmniej przez nie pozadane, wbrew pozorom. Oj niezly to
            kalambur. Nikomu tego nie zycze. Poza tym trzeba wyczuc czy to tylko zdrada czy
            msciwosc za grzechy plci przeciwnej popelnione w dziecinstwie. Ludzie z urazami
            z dziecinstwa nie kochaja siebie, a wiec nie sa z reguly (znow zaogolnienie)
            zdolne do glebszej, normalnej milosci. Zawsze jest jakies popapranie. Wlasnie
            one nie umialy wybaczyc i nie zaogolniac tych grzechow do calego
            przedstawicielstwa danej plci, dlatego ciagna te krzywde z dziecinstwa do
            wszystkich zwiazkow, i jak one byly niewinne podczas krzywdzenia, tak
            najslodsza zemsta dla nich jest wynajdywanie (przyciaganie)tych
            najniewinniejszych przedstawicieli winnej plci, po to by dokonac aktu mordu na
            milosci. Takie osoby, jak wiem od profesjonalistow psychiatrow i
            psychoterapeutow, zyja cyklem. Wpierw jest cacy milosc, potem bunt, zabicie
            milosnika (poprzez zdrade) i wskakiwanie w nastepny uklad, albo powrot, i znow
            jest cacy przez jakis czas. I tak w kolko, az delikwent padnie na dobre, czyli
            umrze w nim milosc zycia. Ale to tylko jeden z etapow. Sa odrodzenia i
            zmartwychwstania. Nie martw sie, tym bardziej, jesli prawda jest ze zostales
            harmonijnie wychowany przez oboje rodzicow (w co troche powatpiewam, bo nie
            mialbys takiego problemu. Raczej wydaje sie ze u Ciebie ojciec byl bardzo
            pasywny, a matka nadopiekuncza? Nie wiem, musisz chyba teraz przemyslec to
            wszystko znacznie glebiej, intensywniej?).
          • saami Re: Czy to jest boks czy to jest kochanie? 18.12.01, 17:26
            kwieto napisał(a):

            > Dla mnie wlasnie to robi Saami - ucieka przed przedstawieniem problemu, i
            czeka az zrobi to jego malzonka. Zarazem wtedy to jego zona stanie sie "winna i
            odpowiedzialna" ewentualnego rozpadu ich zwiazku.

            Albo mnie zle czytasz albo zle rozumiesz - przed niczym nie uciekam, nie czekam
            az zona postawi problem i nie szukam winnych - bo oboje jestesmy temu winni.
            Daje jej natomiast szanse przyjscia do mnie z tym problemem, co odebralbym jako
            jej gotowosc i wole naprawy naszego zwiazku. Natomiast jesliby tego nie
            uczynila w jakims skonczonym czasie a pozostala ze mna, odebralbym to jako brak
            jej szczerosci wobec mnie (czyli stwierdzilbym, ze w przyszlosci jeszcze nie
            raz moze mnie bezkarnie oszukac) co zdeterminowaloby u mnie wtedy chec
            rozstania sie z nia (oczywiscie z poinformowaniem jej, ze o tym wszystkim
            wiedzialem).

            Jedyne o co pytam w tym watku, to czy powinienem juz (czyli w momencie, gdy sie
            o tym dowiedzialem) zakonczyc nasz zwiazek (nie czekajac, nie dajac jej tej
            szansy powiedzenia mi o wszystkim co sie w jej zyciu wydarzylo), czy tez dac
            jej ten czas na zastanowienie i stosowne zalatwienie tych spraw, sugerujac
            jedynie uprzednio (w jaki sposob zasugerowac?), ze cos podejrzewam? Jesli tak,
            to ile tego czasu powinienem jej dac? Ile tego czasu moze kobieta potrzebowac?

            Poza tym, jej przyjscie do mnie byloby chyba jakims znakiem, ze z tamtym jej
            jednak nie wyszlo i chce sprobowac ze mna jeszcze raz? Czyz nie?
            • kwieto Saami wytlumacz mi jedno 18.12.01, 19:46
              Dlaczego Ty tak strasznie obstajesz i czekasz az ona przyjdzie z Tym do Ciebie?
              Dlaczego sam nie pojdziesz z Tym do niej? (nie przyjdzie gora do Mahometa, musi
              Mahomet pojsc do gory). Jesli masz ochote czekac, to czekaj. Ja w takiej
              sytuacji sam bym o tym porozmawial, rozwiazal problem, poki zycie razem nie
              stanie sie nie do zniesienia. Nawet za cene rozstania. Walczylbym o ratowanie
              zwiazku - ale nie za wszelka cene.

              A stwierdzenie, ze jesli ona do Ciebie przyjdzie, to bedzie to gest z jej
              strony... A po co ma przychodzic, skoro w jej przekonaniu Ty o niczym nie
              wiesz? Ona JUZ TERAZ oszukuje, jest nieszczera, wiec dyrdymaly (pardon za
              slownictwo) o tym, ze jej przyjscie do Ciebie bedzie jakimkolwiek dowodem
              czegokolwiek - to chyba tylko samousprawiedliwianie sie, wobec totalnej
              biernosci z Twojej strony. Jesli lubisz byc oszukiwany - z Bogiem, i
              powodzenia! (choc juz sie przestaje dziwic, dlaczego ona wybrala sobie kogos na
              boku...)
              • saami Re: Saami wytlumacz mi jedno 19.12.01, 09:37
                kwieto napisał(a):

                > Dlaczego Ty tak strasznie obstajesz i czekasz az ona przyjdzie z Tym do
                Ciebie?

                Widze Kwieto, ze naprawde nie rozumiesz tego co pisze, wiec Ci wyjasnie jak
                mezczyzna mezczyznie - na przykladzie.

                To nie jest tak, ze wszystko w domu jest OK. Przeciez ja widze, ze cos sie
                dzieje, daje jej do zrozumienia, ze cos mi sie nie podoba, pytam, dlaczego
                zachowuje sie tak a nie inaczej. Tylko, ze - jak juz wczesniej pisalem - do
                niczego sie nie przyznaje i wszystkiemu zaprzecza.

                Przyklad (teoretyczny, wyjasniajacy mechanizm wiec nie nawiazuj do szczegolow):
                Przypadkiem widze ich spotkanie. On daje jej kwiatka doniczkowego. Mam pod reka
                aparat, wiec robie zdjecie. Ona nie wie, ze mam dowod. Wraca do domu z
                kwiatkiem. Pytam od kogo ten kwiatek. Mowi, ze to kolezanka dostala i prosila
                aby jej go przechowac. Udaje, ze wierze (bo przeciez moglo tak byc). Za jakis
                czas (wiedzac, ze w miedzyczasie juz byla u tej kolezanki) pytam, dlaczego
                jeszcze go nie oddala. Bo jeszcze nie miala okazji. I tak dalej, i tak
                dalej.... Wierz mi, kobieta potrafi wymyslac rozne historyjki - tylko, ze
                wiekszosc z nich sie kupy nie trzyma.

                Zadalem jej cale mnostwo takich pytan, na ktore znalem odpowiedz, a slyszalem
                od niej coraz to bardziej wymyslne klamstwa. Niektore byly faktycznie realne,
                ale wiekszosc nie miala zadnego logicznego wyjasnienia i drazac dalej ten temat
                zapedzalem ja w takie pulapki, ze juz nie mogla nic sensownego wymyslic - a
                wtedy wybuchala agresja i robila mi taka awanture, ze po prostu juz wiecej o
                nic nie chcialem pytam, bo to i tak nie ma sensu. Dopoki wiec sie sama nie
                zdecyduje przyjsc do mnie i przyznac, ze wtedy klamala, i wyznac jak bylo
                naprawde (przy okazji czego bedzie musiala sie do romansu przyznac) - ja moge
                tylko czekac. Albo odejsc. Bo jesli nie bedzie u niej tej woli, to nawet jak
                pokaze jej tamto zdjecie, to bedzie uparcie twierdzic, ze to fotomontaz, albo,
                ze to nie ona, albo... Wyobraznia kobieca nie zna granic, tylko ze nasz umysl
                nie jest w stanie wszystkiego przyjac.
                • kwieto Re: Saami wytlumacz mi jedno 19.12.01, 10:30
                  To Ty jeeeeeeeszcze nie wiesz co robic?
                  Sluchaj, jaki Ty masz iloraz inteligencji + odpornosc na bol?
                  Bo chyba pierwsze bardzo niskie a drugie bardzo wysokie - konskie zdrowie!

                  Nie obraz sie, ze pisze tak ostro - ale Twoje alternatywy w przypadku tego co
                  opisujesz sa.... hmmm... naiwne? marzenia? Iluzja? Nierealne? Zreszta - sam
                  wiesz o co chodzi.
                  • malwinamalwina Re: kwieto 19.12.01, 11:21
                    co ja bym bez ciebie zrobila ????????? :-)))))))
                  • saami Re: Saami wytlumacz mi jedno 19.12.01, 17:49
                    Kwieto! Obys sie nigdy nie zakochal tak jak ja ;-)
      • saami Re: Jak postepowac z zona czekajaca na zonatego faceta 18.12.01, 17:45
        reggina napisał(a):

        > Nie pisales nic, jak wlasciwie wygladaja wasze relacje. Czy jest zyczliwosc,
        czy chlod i obojetnosc. Czy ona okazuje jakos, ze jej na tobie zalezy czy
        jawnie lekcewazy. Jezeli temat jest jeszcze aktualny, odezwij sie.

        Temat jak najbardziej aktualny. Nie pisalem, bo co tu pisac - chlod, obojetnosc
        lekcewazenie, brak szacunku z jej strony oczywiscie, czyli normalka w takich
        sytuacjach. Choc ostatnio cos jakby zmierzalo ku lepszemu, ale to zapewne jej
        doskonale maskowanie - swieta przeciez sie zblizaja... Tamten pewnie spedza je
        jak gdyby nigdy nic ze swoja rodzina, tak jak i ona przeciez. Ale w styczniu to
        juz bedzie musialo do czegos miedzy nami dojsc, wiec musze byc przygotowany i
        stad ten watek.
        • zagubiony Re: Jak postepowac z zona czekajaca na zonatego faceta 18.12.01, 18:03
          SAAMI,
          a jakie sa te symptomy zdrady? Moze Ty za bardzo przesadzasz, to ze zona
          spotyka sie z kolezankami, to wcale nie musi byc od razu zdrada, moze poprostu
          mile spotkania towarzyskie przy kawie. Kobiety tak od razu nie zdradzaja,
          potrzebuja duzo czasu. Wiec jak to jest, dlaczego podejrzewasz, ze zona Cie
          zdradza?
        • Gość: Alik Re: Jak postepowac z zona czekajaca na zonatego faceta IP: *.acn.waw.pl 18.12.01, 18:36
          Saami, ja wiem, że czytając coś wyrwanego z życia dwojga osób, nie znając ani
          tych osób, ani dogłębnie realiów, trudno jest trafnie osądzać. Nie mniej
          chciałabym Ci napisać, co o Tobie sądzę (nie obrażaj się, bo nie taki jest mój
          cel, a poza tym mogę się mylić). Otóż zakładasz wątek, w którym zadajesz
          pytanie, co masz robić w takiej sytuacji i dajesz nam do wyboru dwie drogi:
          odchodzisz, albo czekasz, aż ona przyjdzie skruszona i wszystko sama Ci wyjawi.
          Dostajesz rady, o które prosisz, ale zdecydowana większość z nich mija się z
          Twoim wyborem. Jest inna droga - porozmawiaj. Ale to jakby w ogóle do Ciebie
          nie docierało i znów zadajesz to samo pytanie: no to jak? tak czy tak? Jeśli
          tak postępowałeś w swoim małżeństwie, no to ja przepraszam, ale trochę rozumiem
          Twoją żonę.
          Znalazłeś powód zdrady: to inne wychowanie. To jest tylko TWOJE zdanie. Ciekawa
          jestem, co by na to powiedziała ona. Myślę, że coś zupełnie innego. Ale tego
          nie wiemy i niestety, ale Ty też tego nie wiesz i nie chcesz wiedzieć, skoro
          rozmowę z nią uważasz za bezzasadną. Jedyne słuszne jest to, co Ty myślisz.
          Kropka. Z drugiej jednak strony (nie chcę być złośliwa) to ta rozmowa
          rzeczywiście może nic nie dać, bo mam wątpliwości, czy potrafiłbyś ją
          odpowiednio przeprowadzić. Widzisz, w takich sytuacjach (też mam doświadczenia)
          zazwyczaj wina leży pośrodku. Jeśli potrafisz rozmawiać, to potrafisz często
          zapobiec ale też i wybrnąć z trudnej sytuacji. Trzeba tylko zacząć działać
          odpowiednio wcześnie.

          • Gość: Alik Re: Do kwieto IP: *.acn.waw.pl 18.12.01, 18:43
            Oj, kwieto, muszę Ci to napisać: świat byłby piękniejszy, gdyby było na nim
            więcej facetów myślących tak jak Ty!
          • Gość: fanny Re: Jak postepowac z zona czekajaca na zonatego faceta IP: *.chello.pl 18.12.01, 19:56
            Pokusze sie o podsumowanie watku, gdyby ktos wpadl dopiero teraz i nie mial
            czasu wszystkiego czytac. Saami prowadzi glosowanie pt. Jak postepowac z zona
            czekajaca na zonatego faceta. Poprawne dwie odpowiedzi to: ZOSTAC i ODEJSC Cel
            badania: uzyskanie obrazu preferencji uczestnikow forum w postaci wykresu (na
            zostac X, na odejsc Y).
            I to daloby mu cos do myslenia. Moze przechyliloby choc odrobine szale na jedno
            z wyjsc. Moze oczekiwal, ze podamy mu argumenty za ktoryms z tych wyjsc, ktore
            wydaja mu sie przekonujace, choc sam ich nie wymyslil.

            Niestety niektorzy niezbyt inteligentni forumowicze nie zorientowali sie, ze
            inne odpowiedzi na watek sa bledne.
            Chyba wielu nie od razu rozpoznalo intencje saami, bo wiekszosc osob
            zaglosowala na trzecia droge, na rozmowe (pech, musial czytac dyrdymaly:(


            Na to saami ma jeden komentarz: Co mi tu gadacie, JA wiem, ze nie ma trzeciej
            drogi.
            I jedyne, czego u nas szuka, to rad, ze jesli:

            opcja a) czyli zostac

            to ile czasu mam czekac, w jaki sposob zasugerowc jej, ze wiem, ale tak, zeby
            nie wiedziala, ze wiem, ile czasu moze potrzebowac kobieta, zeby zastanowila
            sie nad tym, co robi?


            opcja b) czyli odejsc

            powiedzcie mi dlaczego mam zakonczyc malzenstwo, ktore znalazlo sie w tym, a
            nie w innym momencie, a wogole to nie pytajcie o szczegoly, nie chce o nich
            mowic, wazne, ze zona twierdzi, ze duzo czasu spedza z kolezankami a ja wiem,
            ze czeka na zonatego faceta.

            Uwaga: w watku tym uprasza sie o wypowiedzi wylacznie na temat podany przez
            zalozyciela!
            • saami Podsumowanie i zyczenia 19.12.01, 10:21
              Taaaak, ale mnie podsumowales.

              Zakladajac watek faktycznie mialem odpowiedzi: odejsc, zostac, porozmawiac.
              Porozmawiac odpada, bo to nie ma sensu (patrz odpowiedz dla Kwieto). Pozostaje
              odejsc albo zostac - i tu faktycznie chcialem "zbadac" opinie publiczna. Ale
              przede wszystkim liczylem, ze moze ktos (ktos, kto przez to juz przechodzil)
              zna jakies inne rozwiazania. I o te inne rozwiazania mi glownie chodzilo.

              A wypowiedzi chcialem aby byly scisle na ten temat, gdyz czesto zdarza sie
              zaczepic o jakis watek poboczny omawianego problemu, a wtedy dyskusja toczy sie
              w malo dla mnie interesujacym kierunku.

              Byl jeszcze jeden cel zalozenia tego watku ;-) Ale to na razie tajemnica i
              obiecuje, ze ja Wam wyjawie jak tylko swoje sprawy uporzadkuje. Jestescie
              wspaniali - nie spodziewalem sie, ze mozna tu znalezc tylu przyjaciol w
              biedzie. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak bardzo mi pomogliscie, wielkie
              dzieki.

              A jako ze zblizaja sie swieta i rok sie konczy, chcialbym Wam wszystkim zyczyc
              zdrowych, spokojnych i bardzo rodzinnych Swiat Bozego Narodzenia, a w Nowym
              2002 Roku duzo zdrowia, szczescia, pomyslnosci, wiele radosci i niewiele
              problemow,

              Saami

              PS. Jesli nie odzywalbym sie w okresie swiateczno-noworocznym, to nie martwcie
              sie o mnie, po prostu moge nie miec dostepu do Internetu...
              • yeni Re: Podsumowanie i zyczenia 19.12.01, 14:37
                Witaj saami !!! Dopiero teraz wskoczyłam na twój wątek i przyznam się najpierw
                się mocno zdziwiłam, a potem niestety załamałam równie mocno....Piszesz o
                swojej żonie, nie obrażając nikogo- jak o wariatce, albo narkomance, mam na
                myśli gadki typu ;"jak uświadomić Jej , ze jest chora ?". Człowieku Ona nie
                jest chora - chore jest Twoje podejście do sprawy. Z Twoich postów przebija
                męski szowinizm, jak diabli. Piszesz, ze kobiety mają taką , a taką wyobraźnię,
                mówią takie , a takie rzeczy. Słowem posługujesz sie stereotypami. Kobiety i
                mężczyźni są różni; prawdomówni i kłamczuchy, lojalni i świnie, w porzadku i
                nie...zdaje się, że masz taki stosunek do swojej Żony, bo Ona "niewłaściwie
                wychowana" "zachorowała na kogoś innego" :o). Stąd bierze się Twoja niechęć do
                rozmowy z Nią !!!!! Bo Ty nie umiesz z Nią rozmawiać spokojnie i rzeczowo....
                Sorry, ale jeśli NIGDY nie umiałeś z Nią rozmawiać (a tak sądzę, skoro nie
                dpgadaliscie przed ślubem Waszych "modeli")to nie dziw się, że sobie kogoś
                znalazła - widocznie brak Jej było akceptacji i ciepła przy Tobie, zwłaszcza
                jak krytykowałeś Ją za "nieprawomyślne" wychowanie. Lepiej faktycznie odejdź od
                Niej, ale Ty nie odejdziesz , bo czekasz na Jej skruszone przeprosiny. Myślę,
                ze nie zaczynasz rozmowy właśnie dlatego, żeby nie usłyszeć : to koniec
                rozstańmy się. Ty chcesz zemsty, potwierdzenia Twojej racji i jej powrotu
                na "rodziny łono " we łzach i najlepiej na kolanach, żebyś Jej ógł "łaskawie"
                przebaczyć......
                szkoda mi Jej, ale Ciebie chyba bardziej ....
                Mimo wszystko pozdrawiam i życzę spokojnych Świąt
                Yeni
                • saami Re: Podsumowanie i zyczenia 19.12.01, 17:47
                  Rozbroiles mnie, pozbierales kawalki z roznych dan i zrobiles z tego niezly
                  bigos. Obrzydliwy bigos, ktory ani nie wyglada ani nie smakuje dobrze.

                  Nie rozumiem w jaki sposob mogles dojsc do takich wnioskow? Nigdy zlego slowa
                  nie napisalem i nie napisalbym o swojej zonie, nigdy nie mialem do niej takiego
                  stosunku ("niewłaściwie wychowana" "zachorowała na kogoś innego"), zawsze
                  jestem chetny do rozmowy z nia jesli tylko podchodzi do tego powaznie! Skad ten
                  wniosek, ze "nie umiem rozmawiac z nia spokojnie i rzeczowo"? Zawsze potrafilem
                  i nadal to potrafie, w innych sprawach sie doskonale dogadujemy, i nigdy nie
                  krytykowalem jej za "nieprawomyślne" wychowanie - raczej wspolczulem jej
                  sytacji jaka miala w domu.

                  Odejsc to faktycznie moze byc problem, ale jesli tylko uznam to za jedyne
                  rozwiazanie - uczynie bez wahania. I nie czekam na jej "skruszone przeprosiny"
                  tylko szczere wyjasnienia, nie chce zadnej "zemsty, potwierdzenia mojej racji i
                  jej powrotu na "rodziny lono" we lzach i najlepiej na kolanach" - bo taki nie
                  jestem, a juz na pewno nie w stosunku do niej.

                  Wiec albo zle odczytales moje porownania i zle zinterpretowales moje
                  przemyslenia, albo sam masz jakies problemy.

                  Jestem przerazony! Jesli inni tez tak to odebrali - to ja chyba nie potrafie
                  wyrazac uczuc. Trudno, ale nie mam juz sily wszystkiego od poczatku powtarzac.
                  • Gość: czarek Re: Podsumowanie i zyczenia IP: 65.128.156.* 19.12.01, 23:05
                    saami napisał(a):

                    > Rozbroiles mnie, pozbierales kawalki z roznych dan i zrobiles z tego niezly
                    > bigos. Obrzydliwy bigos, ktory ani nie wyglada ani nie smakuje dobrze.
                    >
                    > Nie rozumiem w jaki sposob mogles dojsc do takich wnioskow? Nigdy zlego slowa
                    > nie napisalem i nie napisalbym o swojej zonie, nigdy nie mialem do niej takiego
                    >
                    > stosunku ("niewłaściwie wychowana" "zachorowała na kogoś innego"), zawsze
                    > jestem chetny do rozmowy z nia jesli tylko podchodzi do tego powaznie! Skad ten
                    >
                    > wniosek, ze "nie umiem rozmawiac z nia spokojnie i rzeczowo"? Zawsze potrafilem
                    >
                    > i nadal to potrafie, w innych sprawach sie doskonale dogadujemy, i nigdy nie
                    > krytykowalem jej za "nieprawomyślne" wychowanie - raczej wspolczulem jej
                    > sytacji jaka miala w domu.
                    >
                    > Odejsc to faktycznie moze byc problem, ale jesli tylko uznam to za jedyne
                    > rozwiazanie - uczynie bez wahania. I nie czekam na jej "skruszone przeprosiny"
                    > tylko szczere wyjasnienia, nie chce zadnej "zemsty, potwierdzenia mojej racji i
                    >
                    > jej powrotu na "rodziny lono" we lzach i najlepiej na kolanach" - bo taki nie
                    > jestem, a juz na pewno nie w stosunku do niej.
                    >
                    > Wiec albo zle odczytales moje porownania i zle zinterpretowales moje
                    > przemyslenia, albo sam masz jakies problemy.
                    >
                    > Jestem przerazony! Jesli inni tez tak to odebrali - to ja chyba nie potrafie
                    > wyrazac uczuc. Trudno, ale nie mam juz sily wszystkiego od poczatku powtarzac.

                    Saami, jeszcze jedna sprawa. Jesli Twoja zona miala powazne problemy w
                    dziecinstwie, to sprawa kwalifikuje sie na dzialanie terapeutyczne. Nie jestem
                    zadnym fachowcem, ale wiem, ze na poczatku mysli sie ze miloscia wszystko sie
                    zalatwi, roztopi wszystkie lody, a lekarz? Bron Boze, to byloby jak wyrok,
                    poddanie sie. Rezygnacja. Tak myslalem na poczatku. Teraz wiem ze owszem, milosc
                    swoja droga, ale to nie wystarczy, poniewaz ci tzw. fachowcy spotykali sie z
                    wieloma takimi przypadkami i moga ci dostarczyc wielu cennych informacji. Poza
                    tym psychoterapecuci mowia ze takie wypadki wymagaja lat terapii, wspolnych. A
                    zatem szansa jest, chociaz takich ludzi nie polecalbym na partnerow w milosci.
                    Takie jest moje zdanie, po doswiadczeniu dwoch takich zwiazkow. I tak zrobisz jak
                    zechcesz. Wybor bedzie i tak nalezal do Ciebie. Dzieki pomocy doswiadczonych
                    ludzi i fachowcow,mozna uniknac wielu niepotrzebnych 'doswiadczen' z ktorych
                    zamiast madrosci to tylko wyczerpanie, a z wyczerpania pretensje i agresja,
                    wpierw werbalna, potem fizyczna. A po co?
                    • kwieto Re: Podsumowanie i zyczenia 19.12.01, 23:18
                      A ja sobie mysle, ze za bardzo zwalacie tu wine na zone. A tak naprawde jesli terapia - to
                      obu partnerow, bo wina zapewne lezy posrodku.
                    • saami Poradnia malzenska? 20.12.01, 10:51
                      Gość portalu: czarek napisał(a):
                      > Dzieki pomocy doswiadczonych ludzi i fachowcow, mozna uniknac wielu
                      niepotrzebnych 'doswiadczen' z ktorych zamiast madrosci to tylko wyczerpanie, a
                      z wyczerpania pretensje i agresja, wpierw werbalna, potem fizyczna. A po co?

                      No wreszcie zaczynacie doradzac cos konkretnego. Ciesze sie, ze to od Ciebie
                      (od Was) wyszlo. Faktycznie, od jakiegos czasu zdaje sobie sprawe, ze
                      przydalaby sie nam wizyta u psychologa czy psychoterapeuty. Ale zona nie widzi
                      takiej potrzeby i nie mam sposobu aby ja tam "zaciagnac". Mialem nawet isc sam,
                      ale co to za przedstawienie sprawy wtedy by bylo - zupelnie jednostronne - tak
                      jak na tym forum, bo przeciez tam nic innego nie moglbym powiedziec jak tylko
                      to, o czym Wam juz powiedzialem. Wiec zamiast samotnie gdzies chodzic
                      postanowilem tutaj liczyc na pomoc "doswiadczonych ludzi i fachowcow" - na
                      Wasza pomoc. Przynajmniej do czasu, gdy moja zona przekona sie, bysmy
                      chocby "profilaktycznie" poszli do jakiejs poradni malzenskiej.
                  • yeni Re: Podsumowanie i zyczenia 20.12.01, 09:18
                    Witaj !!!! Przykro mi, ze to tak wyszło :o). Może rzeczywiście trochę
                    chaotycznie i niewłaściwie odczytałam Twoje posty..... Sorry !!!! Po prostu
                    wydawało mi się dziwne, ze całkowicie odrzucasz możliwość pogadania z Żoną w
                    Twojej inicjatywy.... Według mnie jednak dobrze byłoby, żebyś zaczął tę rozmowę
                    Ty...Im wcześniej tym lepiej... Życzę spokojnych Świąt i roztrzygnięcia
                    sytuacji.. Wierz mi - wszystko będzie lepsze od biernego czekania na jej krok...
                    Pozdrawiam Yeni.
                    PS. Jeszcze raz przepraszam :o)
              • Gość: .... Re: Podsumowanie i zyczenia IP: *.cm-upc.chello.se 19.12.01, 22:28
                Sprawdzasz skrzynke?
    • Gość: a psik Re: Jak postepowac z zona czekajaca na zonatego faceta IP: 192.168.1.* 18.12.01, 19:03
      Malutkie pytanko.
      Zalozmy, ze Twoja zona w koncu dowiaduje sie (pomimo swojej do niego milosci)
      ze jej ukochany nie chce dla niej opuscic rodziny, bo powiedzmy kocha swoja
      zone.
      Twoja zona wiedzac za na nia czekasz z otwarytmi ramionami postanawia do Ciebie
      wrocic opowiadajac o tym jak sie pomylila i czy jej wybaczysz, itp.
      Jaka jest Twoja pozycja wiedzac, ze nie wraca do Ciebie z milosci a dlatego ze
      jestes wygodnym zapasoym rozwiazaniem rownoczesnie w tle majac swiadomosc, ze
      ten wybor nie byl dla niej rozwiazaniem dopoki ukochany jej nie rzucil.
      • Gość: soso Kim jest Czarek IP: 195.41.66.* 19.12.01, 07:15
        Jezeli tamten nie odejdzie od swej rodziny dla nowej kobiety to ona i tak juz
        nie wroci tak naprawde do meza. Potrzeba jakiegos szoku, terapii wstrzasowej bo
        jak nie to nadarzy sie nastepny pan i sprawa nakreci sie od nowa. Czasami silne
        doswiadczenie emocjonalne nas zmienia i chyba to jedyna szansa. Jezeli sprawy
        przejda gladko i bez rozdrapania ran to nie wroze dobrze.

        Kim jest Czarek? Jego teorie sa zbyt profesjonalne! Psycholog jakis czy co?
        Przyszedl tu i straszy ludzi danymi statystycznymi. A kysz maro przekleta! Daj
        ludziom marzyc, ludzic sie i ponosic kleski. To ostatecznie jedyna droga nauki
        w sprawach zyciowych, w ktorych jestsmy tak obarczenie przeszloscia, ze zadne
        madre ksizki i psychologowie nie pomoga.


        Pozdrowienia troche swiateczno-noworoczne od soso dla wszystkich!
        • Gość: czarek Re:jest ergo jest IP: 65.128.157.* 19.12.01, 23:58
          Gość portalu: soso napisał(a):

          > Jezeli tamten nie odejdzie od swej rodziny dla nowej kobiety to ona i tak juz
          > nie wroci tak naprawde do meza. Potrzeba jakiegos szoku, terapii wstrzasowej bo
          >
          > jak nie to nadarzy sie nastepny pan i sprawa nakreci sie od nowa. Czasami silne
          >
          > doswiadczenie emocjonalne nas zmienia i chyba to jedyna szansa. Jezeli sprawy
          > przejda gladko i bez rozdrapania ran to nie wroze dobrze.
          >
          > Kim jest Czarek? Jego teorie sa zbyt profesjonalne! Psycholog jakis czy co?
          > Przyszedl tu i straszy ludzi danymi statystycznymi. A kysz maro przekleta! Daj
          > ludziom marzyc, ludzic sie i ponosic kleski. To ostatecznie jedyna droga nauki
          > w sprawach zyciowych, w ktorych jestsmy tak obarczenie przeszloscia, ze zadne
          > madre ksizki i psychologowie nie pomoga.
          >
          >
          > Pozdrowienia troche swiateczno-noworoczne od soso dla wszystkich!

          ja tylko z doswiadczenia gadam. decyzja i tak nalezy do saamiego. uogolniam, jak
          zauwazyles, ale faktami przeciez nie bede rzucal, nie jestem ekshibicjonista,
          wolalbym nie byc. Poza tym ja nikogo nie prosze zeby szedl tu czy tam, tedy czy
          owedy, po prostu, jak mnie ktos pyta o droge to otwieram gebe i mowie, a co mam
          milczec i pomyslec: a idz chlopie sam, bedziesz madrzejszy?
          • Gość: soso Re:jest ergo jest IP: 195.41.66.* 20.12.01, 08:18
            Mi chodzilo o to, Czarek, ze straszliwie profesjonalnie sie wypowiadasz. Np. Sa
            tacy co to jak w dziecinstwie znienawidza plec przeciwna to potem cale zycie
            mszcza sie na tej plci zdradzajac i kochajac na przemian. To jest dla mnie
            szalenie daleko idace i dlatego ciekawi mnie, czy to profesjonalizm czarkowy
            czy dywagacje, czy pewnik. Jezeli tak to jakie ma podstawy. Jezeli np.
            napiszesz bez ekshibicjonizmu, ze jestes badaczem tych spraw to jest wtedy
            ciekawiej. Jezeli zas tylko wybierasz jakies zaslyszane czy zaczytane fragmeny
            do teorii wlasnych to inaczej mozna na to patrzec.
            Oczywiscie sobie dyskutujemy ale wlasnie w Twoim przypadku, ze wzgledu na
            ciezkosc armat brak mi jakiejs kropki nad i.
            • Gość: czarek Re:jest ergo jest IP: 65.128.156.* 20.12.01, 11:34
              zaslyszane i nie, poza tym z koniecznosci jestem badaczem tych spraw, bo
              inaczej bym sie z nich nie wykaraskal. A zaslyszane osobiscie od
              profesjonalistow, psychoterapeutow, ktorzy na codzien spotykaja sie z takimi
              wypadkami. Wlasna wiedza z doswiadczenia, plus wiedza z innego konca podobnych
              doswiadczen, mysle ze to optimum. Nie, nie czytuje ksiazek na te tematy. Moze
              mam apodyktyczny sposob wyrazania sie, za co z gory przepraszam. Nie uzurpuje
              sobie wylacznosci, ale glownie opieram sie na wlasnych przezyciach.
              Intensywnosc i wewnetrzne przekonanie o prawdziwosci moich wnioskow byc moze
              pochodza wlasnie z koniecznosci znalezienia pozytywnego sensu w tych
              destrukcyjnych doswiadczeniach, ktore grozily mi najzwyklejsza utrata zdrowia,
              zarowno psychicznego jak tez fizycznego, a nawet zycia. Niech sobie kazdy sam
              doswiadcza, przeciez nie zalozylem watku na ten temat.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka