Dodaj do ulubionych

Ile jeszcze?

IP: *.a.008.mel.iprimus.net.au 16.07.03, 14:34
Zdecydowalm sie odezwac, bo nie mam juz sily. Na wlasne zyczenie znalazlam
sie w sytuacji bez wyjscia. Sprobuje napisac o co chodzi,chociaz naprawde
nie mam juz nawet sily o tym mowic. Boje sie, ze nie mam powrotu,kupilam
bilet w jedna strone. Wszystko zaczelo sie od braku pracy w Polsce. jedynym
ratunkiem dla mnie(i meza) wydawal sie emigracja. Rodzina zaciagnela
kredyty,wszyscy sie zlozzyli zeby nam to umozliwic. Wyjechalismy.Niby
wszystko uklad sie (finansowo) dobrze. Maz ma prace. Koszmar za to to moje
zycie z nim. Klotnie, awantury.Ja aktualnie ucze sie (bylo to warunkiem
przyjazdu) i prace mam tylko dorywcza,on nas utrzymuje. Caly czas mowi o
pieniadzach, ze po szkole to ja bede na niego pracowac, bo jestemn mu to
winna. Wyzywa sie na mnie kiedy tylko moze. Nie moge z nim sypiac, co tylko
pogarsza sprawe, ale uwazam ze bylo by to po prostu falszywe. Mysle o
samobojstwie, moim zdaniem on wykorzystuje to, ze jestem w potrzasku.Nie
moge wrocic, bo nie mam zadnej perspektywy w polsce (on z reszta tez nie
ma), narazilam rodzicow na koszty. Chory "zwiazek".Ale na prawde nie mam
zadnej drogi. Nie wiedzialm ze tak bedzie, nie mam nawet z kim porozmawiac,
bo przeciez nie bede sie zwierzac ludziom,ktorych prawie nie znam,z reszta
to by nic nie pomoglo. Nie wiem po co to pisze.jestem zalamana, takie zycie
nie mazadnego sensu. ale nudze,przepraszam.
Obserwuj wątek
    • Gość: Malwina Re: Ile jeszcze? IP: *.w81-51.abo.wanadoo.fr 16.07.03, 14:37
      skoncz studia (za pana pieniadze) , znajdz DOBRA prace, odloz troche forsy,
      rozwiedz sie.
      Nic innego mi do glowy nie przychodzi.
      A jak go kochasz to idzcie na terapie malzenska.
      • saana Re: Ile jeszcze? 16.07.03, 14:50
        emigracja to cholerne stresy. I czasem jak ktos czuje pieniadze to mu odbija.
        Z czasem bedzie lepiej, najgorsze sa poczatki. Niewazne czy z nim czy sama.
        Sprobuj wyjsc z ukrycia do ludzi.
    • Gość: meee Re: Ile jeszcze? IP: *.pmp.one.pl 16.07.03, 15:28
      nie wiem jak to jest, ze TAM - na emigracji - wychodzą na wierzch najgorsze
      rzeczy drzemiące w człowieku. Mówię o emigrantach zarobkowych, ktorzy tam
      fizyczną pracą się parają.
      Spędzilam w Stanach 2 lata i rozne rzeczy widziałam;
      pamietam jedną parę, ktora tak okrrrropnie chciala wyjechac do Stanów, ze
      przepłynęli łódeczką jeziorko leżące na granicy Kanady i USA /dostali wizy
      tylko do Kanady, a Mekką były Stany/. Zostawili 10-12 -letnie dzieciaki, by
      zarobić na lepsze życie. Po przyjeździe okazalo się nagle, ze muszą ze sobą
      przebywac cale wieczory, języka nie znają, wiec TV odpada, znajomych nie mają
      zbyt wielu...
      bo w Polsce to czas wypełniony po brzegi był; padali wieczorem ze zmęczenia,
      zajęci dzieciakami, pracą, znajomymi, rodziną etc. I nagle 'szkielety z szafy'
      zaczęły wysypywać się: tematy,na ktore w Polsce nie rozmawiano, bo groziły
      eksplozją; jak np. romans męża z początków małżeństwa. W kraju on po prostu
      trzaskał drzwiami, gdy ona probowala wyjasnic sprawę, po czym temat ponownie
      był 'wkładany do szafy'. W Stanach, po paru m-cach, powrociły do niej dawne
      sprawy. chciala porozmawiać i przy ktorejs tam probie, pobił ją, bo drążyła
      temat sprzed 13 lat za bardzo...
      a w Polsce przykladnym małżenstwem byli...
      nie wiem co się dalej stało, ale pamietam, ze dziewczyna myslała o rozwodzie.

      Nie mam pojęcia co Ci doradzić, ale mąż Twój to raczej Przyjacielem nie jest.
      nawet frustracja, depresja nie tłumaczy go.
      Domyslam sie, ze skoro uczysz sie tam, to język znasz? jesli tak, sprobuj sama
      sobie poradzić: ucz się i pracuj. Będzie ciężko, ale nie jest to niemozliwe, a
      moze jak i on zobaczy, ze bez niego nie giniesz, to zmieni swój stosunek?

      hmmmm jesli jestes w Stanach, albo Irlandii, to napisz; moze mogłabym Ci pomóc
      (mój adres emaliowy: truce@gazeta.pl)

      trzym się, Dziewczynko :)

    • Gość: Dora Re: Ile jeszcze? IP: *.int.warszawa.sint.pl 16.07.03, 15:34
      NIe jest to przyjemna sytuacja... Nie zazdroszcze..
      Ale tak sobie mysle,ze Twoi rodzice tez dali na to pieniadze, wiec to nie jest
      jego zasluga w 100% ta obecna sytuacja.
      Moze warto mu to jakos uswiadomic?? Ze obecna pozycje zawdziecza takze Toim
      rodzicom?
      • Gość: lonely Re: Ile jeszcze? IP: *.a.008.mel.iprimus.net.au 16.07.03, 15:50
        Prawda jest taka, ze tylko moi rodzice dali na wyjazd pieniadze (cale).Jezyk
        umiem, ale niestety nie moge pracowac na caly etat (ani nawet na pol), bo
        moje studia wymagaja dyspozycyjnosci (by research). Maz zarabia po prostu na
        zycie, codzienne wydatki, mieszkanie itp Dorabiam sobie prowadzaz zajecia na
        uczelni, ale to nic stalego,od czasdu do czasu. Nie wiem czy rozumiecie, ta
        sytuacja jest jak pulapka. Nie umiemm tego nawet pisac. I nie chodzi o to, ze
        spedzamy ze soba duzo czasu,tylko kilka godzin (2?) dziennie, bo pozno
        konczymy, ale to wystarcza do przeprowadzenia kilku awantur. czasami jest
        lepszy dzien, ale ja juz nie potrafie sie przelamac, byc mila- za bardzo
        pamietam poprzednie slowa i wiem ze nigdy ich nie zapomne. Bledne kolo. Gdybym
        byla w polsce nie wahalabym sie ani chwili.Alenie jestem. to wszystko wplywa
        nawet na moja nauke, nie umiem sien na niczym skupic.
        Jestem w australii.
        • Gość: Malwina Re: Ile jeszcze? IP: *.w81-51.abo.wanadoo.fr 16.07.03, 15:58
          skup sie na sobie, dbaj o siebie, przygotuj przyszlosc, inwestuj w te studia
          maksymalnie, bedzie lepiej,- niezalezna , bedziesz miala mozliwosc podjecia
          wszelkich decyzji. trzymaj sie.
          • Gość: lonely Re: Ile jeszcze? IP: *.a.008.mel.iprimus.net.au 16.07.03, 16:08
            Dzieki za slowa otuchy. Straszne jest to, ze ja nie wyobrazam sobie, ze musze
            w tym koszmarze (a moze bedzie jeszcze gorzej?) spedzic najmniej dwa lata.
            A niestety nie naleze do kobiet wyrachowanych,potrafiacych udawac,ze jest ok,
            gdy nie jest. Boje sie, ze naprawde nie podolam. Nie mam zamiaru rowniez klasc
            uszu po sobie, gdy dochodzi do klotni- to zniszcylo by mnie calkowicie,
            czulabym sie jak niewolnica. Nie wiem co bedzie. A tragiczne jest tez, ze
            gdyby nie ta sytuacja to nie byloby zle, gdyz jest lepiej niz sie
            spodziewalismy, ze bedzie (chodzi mi o prace uczelnie, ludzi,kraj itp).
            • Gość: Malwina Re: Ile jeszcze? IP: *.w81-51.abo.wanadoo.fr 16.07.03, 16:15
              wyrzuc zal z glowy, nie mysl o ucieczce ani o powrocie, zapuszczaj korzenie w
              mysl zasady "moj dom jest tam gdzie JA jestem". Inwestuj we wlasna przyszlosc.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka