Gość: lonely
IP: *.a.008.mel.iprimus.net.au
16.07.03, 14:34
Zdecydowalm sie odezwac, bo nie mam juz sily. Na wlasne zyczenie znalazlam
sie w sytuacji bez wyjscia. Sprobuje napisac o co chodzi,chociaz naprawde
nie mam juz nawet sily o tym mowic. Boje sie, ze nie mam powrotu,kupilam
bilet w jedna strone. Wszystko zaczelo sie od braku pracy w Polsce. jedynym
ratunkiem dla mnie(i meza) wydawal sie emigracja. Rodzina zaciagnela
kredyty,wszyscy sie zlozzyli zeby nam to umozliwic. Wyjechalismy.Niby
wszystko uklad sie (finansowo) dobrze. Maz ma prace. Koszmar za to to moje
zycie z nim. Klotnie, awantury.Ja aktualnie ucze sie (bylo to warunkiem
przyjazdu) i prace mam tylko dorywcza,on nas utrzymuje. Caly czas mowi o
pieniadzach, ze po szkole to ja bede na niego pracowac, bo jestemn mu to
winna. Wyzywa sie na mnie kiedy tylko moze. Nie moge z nim sypiac, co tylko
pogarsza sprawe, ale uwazam ze bylo by to po prostu falszywe. Mysle o
samobojstwie, moim zdaniem on wykorzystuje to, ze jestem w potrzasku.Nie
moge wrocic, bo nie mam zadnej perspektywy w polsce (on z reszta tez nie
ma), narazilam rodzicow na koszty. Chory "zwiazek".Ale na prawde nie mam
zadnej drogi. Nie wiedzialm ze tak bedzie, nie mam nawet z kim porozmawiac,
bo przeciez nie bede sie zwierzac ludziom,ktorych prawie nie znam,z reszta
to by nic nie pomoglo. Nie wiem po co to pisze.jestem zalamana, takie zycie
nie mazadnego sensu. ale nudze,przepraszam.