amelika14
04.10.07, 23:24
Moj partner po raz kolejny mnie zawiodl, oklamal i co chyba
najbardzije przykre, nie spacjlnie sie tym wszystkim przejal. Nie
uslyszalam jakiegos milego slowa na lepsze poczucie, nie poczulam,
ze jest mu przykro, ze mnie zranil po raz kolejny, nie zauwazylam,
aby w ogole ta sytuacja, ktora mi serwowal przez pol roku, w
jakikolwiek sposob go obeszla. Nie zauwazylam poczucia sie do winy.
Na moje zdanie, ze mnie po raz kolejny oszukiwal, uslyszlalam tylko,
ze to nic nie znaczylo i ze sama sobie jestem winna. Powiedzial to
pelnym usmiechem na twarzy, jakby nic sie nie stalo. Poczulam sie
jeszcze podlej. Upokorzona, jako kobita i matka jego dzieci. Jakby
ktos rzucil we mnie brudna scierka i powiedzial, ze na tyle
zasluguje. Nie moge sie z tym pogodzic i co gorsza, zaczelam sie
czuc winna. Zaczelam byc mila i pokorna, jakbym to ja cos zrobila. A
on?... Ma jak widac dobra zabawe. Zapewne ktos powie, bo mu na to
pozwalasz, bo sie nie szanuje. Nie wiem, w jaki sposob i jak bardzo
mam sie jeszcze sznowac, by obcy czlowiek nie mogl tak postepowac z
drugim czlowiekiem. Nie daje juz rady. Mam mnostwo obowiazkow na
glowie, bo 3 dzieci i wszystko, co z nimi zwiazane. Praca i dom.
Wystarczy w zupelnosci na dzien, ktory ma 24h, a nie 48. Moja glowa
peka, a lzy leca sznurkiem codzinnie, tylko w wiekszych ilosciach.
Czy kogos to obchodzi? NIE.