Dodaj do ulubionych

zauroczenie a zakochanie jak nie pomylić

19.10.07, 18:18
Poznałam faceta, nie tak normalnie, przez sieć. Ja stara baba, ja osoba która
miała swoich wychowanków przestrzegać przed zagrożeniami wtopiłam na całego.
Codzienni gadam z nim na komunikatorze, codziennie czekam, aż przyjdzie i
napisze do mnie, codziennie liczę na to że mnie nie okłamuje. Bo ja jestem
szczera.
spotkałam go w realu - tylko raz, spędziliśmy cały dzień ze sobą. Jest taki o
jakim marzyłam o jakim śniłam. Zauroczona, bo czy można zakochać się w kimś
kogo zna się tak mało?
mam teraz w sercu strach, że przestanie pisać, dzwonić zapomni. Mam strach że
jemu sie nie podobam tak jak on mi, że tylko przez grzeczność jest taki dobry,
że jestem dla niego za mało dobra, że..... .


A może już zakochana?
Obserwuj wątek
    • maureen2 Re: zauroczenie a zakochanie jak nie pomylić 19.10.07, 18:24
      to jest miłość głęboka,przejmująca i napawająca dreszczem
    • shangri.la Re: Radze uważać(!) 19.10.07, 18:37
      ...na gg całymi dniami przesiadują tylko tacy, którzy polują na "stare, bagate baby"!
      I nie doszukuj się tu złośliwości.
      Byłam jedną z takich, które dały się nabrać.
      Nikomu nie życzę, tego, co przeszłam(!)
      • aganycz1 Re: Radze uważać(!) 19.10.07, 18:49
        shangri.la napisała:

        > ...na gg całymi dniami przesiadują tylko tacy, którzy polują na "stare, bagate
        > baby"!
        > I nie doszukuj się tu złośliwości.

        ależ shan ja mam do siebie trochę dystansu i nie przyszło by mi do głowy
        doszukiwać się złośliwości.
        jestem może za długo sama, samotna że złapałam się na lep, a może on naprawdę
        jest taki jaki się przedstawia.
        pisze z nim już od dawna, bardzo. na początku była tylko pomoc (on mi w
        programach komputerowych), potem luźne rozmowy. Od kilku miesięcy jest więcej.
        Boję się, ze jeżeli nie spróbuje to już zawsze będę sama.
        • shangri.la Re: Radze uważać(!) 19.10.07, 18:58
          Uważaj proszę!
          Mój prześladowca też napisał do mnie zaraz jak weszłam na forum i mimo, że konsekwentnie odmawiałam spotkania przez nastepne pół roku....klikał codziennie ze mną godzinami i wysyłał po 30 czułych sms-ów.
          Kiedy w końcu spotkałam się z nim podczas swojego słubowego wyjazdu, tydzień póżniej wprosił mi się do domu i zaczął w nim bywać regularnie.
          Resztę znają już wszyscy na forum.....
    • altinka Re: zauroczenie a zakochanie jak nie pomylić 19.10.07, 18:43
      A czy pomyłka w nazewnictwie coś by dała? Tylko nie trzymaj się słów
      a bardziej patrz na zachowanie, więcej kontaktów bezpośrednich i
      czas pokaże kim jest ten idealny mężczyzna...
    • gordita Re: zauroczenie a zakochanie jak nie pomylić 19.10.07, 18:57
      Shangri-La poniekad duzo w tym prawdy i tylko szkoda,ze spotkala
      Ciebie przykrosc przez taka znajomosc,ale nie zawsze tak musi
      byc...poznalam meza na gg,byc moze mialam wiecej szczescia,bo nie
      jestem bogata :-)
      • shangri.la Re: zauroczenie a zakochanie jak nie pomylić 19.10.07, 19:02
        Ja też nie jestem ( tu się pomylił)....dlatego zostawił mnie w ciaży i sponiewierał w tym miejscu, i tylko w tym, tysiące razy.
        Wiem, że bywają normalni faceci, ale nie na necie.
        • altinka Re: zauroczenie a zakochanie jak nie pomylić 19.10.07, 19:07
          Net to mieszanka ludzi podobnych do tych w życiu. Różni są.
        • shangri.la Re: P.S. sprostowanie 19.10.07, 19:08
          Miało być "nie tylko w tym", bo zrujnował mi również opinię w pracy donosami, w rodzinie, donosami na moją szwagierkę , która jest prawnikiem oraz nocnymi telefonami do mojej mamy, a także wśród sąsiadów, włamaniami na osiedlowy serwer.
          Forumowy psychol-sadysta.
          Uważajcie na takich!
          • aganycz1 Re: P.S. sprostowanie 19.10.07, 19:15
            shan bardzo Ci współczuję, musiałaś przejść koszmar
            ja się obawiam tego że mnie okłamuję, że pisze to co chcę usłyszeć. tylko
            bardziej aktualnie boję się że odejdzie bez słowa. Jak pomyślę, ze już nigdy do
            mnie nie napisze, nie zadzwoni to czuję się jak zwierzak w klatce któremu
            odebrano wolność.
            ja chyba cała jestem pokopana, nie tylko moje fobie.
            • shangri.la Re: P.S. sprostowanie 19.10.07, 19:19
              Nie oczekuję słów współczucia, ani nawet zrozumienia.
              Proszę tylko o jedno.....bądż ostrożna(!)
              Żadna kobieta na świecie na coś takiego nie zasługuje.
              Powodzenia życzę:)
            • kaallurivaanil Re: P.S. sprostowanie 27.10.07, 22:43
              a ja siedze po drugiej stronie= rozmawiam z dziewczyna przez net.
              Ona teskni, boi sie gdy dlugo nie piszę.
              A ja nie moge się z nią spotkac- bo prawie niepelnosprawny jestem.
              Do tego wygladam jak psychopata.
              Generalnie powinienem przestac z dziewczyną pisac- ale mam namastke
              poprzedniego zycia.
              Zamuje jej czas... a gdyby mnie zobaczyla- zawolalaby policje...
              wiec nigdy sie nie spotkamy.
              • aganycz1 Re: P.S. sprostowanie 27.10.07, 22:54
                dlaczego ją osądzasz tak ostro? czy dawała jakieś znaki w tym kierunku?
                nie dajesz jej możliwości zdecydowania, sam sobie nie dajesz szansy
                odrzucenie boli, wiem
                pisanie nie wystarcza, to też wiem
                w pewnym momencie będzie musiało coś się zakończyć, lub coś nowego rozpocząć
                nie licz że taki stan jak obecnie będzie trwał wiecznie
                • kaallurivaanil Re: P.S. sprostowanie 27.10.07, 23:06
                  aganycz1 napisała:

                  > dlaczego ją osądzasz tak ostro? czy dawała jakieś znaki w tym
                  kierunku?
                  INNI ludzie nauczyli mnie racjonalnie oceniac swoja spoleczna
                  przydatnosc... zapomnialem o tym gadajac z nia. Ale propozycja
                  spotkania mnie OTRZEZWILA.

                  > nie dajesz jej możliwości zdecydowania, sam sobie nie dajesz szansy

                  TEZ TAK pomyslalem, ale ja naprawde dziwny jestem i NA PEWNO mnie
                  odrzuci.

                  > odrzucenie boli, wiem
                  > pisanie nie wystarcza, to też wiem
                  > w pewnym momencie będzie musiało coś się zakończyć, lub coś nowego
                  rozpocząć
                  > nie licz że taki stan jak obecnie będzie trwał wiecznie

                  WIEM , planuje jakis wykret albo powiem jej szczerze w mejlu o sobie.
                  To sie skonczy ale.. zal jakos.

                  Po portu przypominaja mi sie DAWNE czasy, inne slowa, inne smsy.
                  • aganycz1 Re: P.S. sprostowanie 27.10.07, 23:20
                    proszę, nie czekaj długo, nie dawaj jej złudnej nadziei
                    nie planuj wykrętu - to nie przejdzie, po prostu bądź szczery
                    a skąd możesz wiedzieć, ze ona nie jest inna, niż Ci co cię osądzali???
                    to że mnie się nie udało nie znaczy że tobie też musi się nie udać. bądź tym
                    szczęśliwym
                    • kaallurivaanil Re: P.S. sprostowanie 27.10.07, 23:53
                      no chyba szczerosc bedzie nalepsza.

                      moze potem uda mi sie miec ... kumpelę?

                      w sumie zastanawialem sie nad tym ze to wstyd tak zajmowac jej czas,
                      ona sobie wyobraza nie wiadomo kogo.

                      zreszta ja nawet kontaktow towarzyskich unikam- jak mnie netowi
                      znajomi prosza o przysuge, podjechanie, zapraszaja na zarcie-
                      wykrecam sie.

                      nie bede pisal szczegolow bo juz o tym odebny temat na forum dalem...
                      • kaallurivaanil Re: P.S. sprostowanie 04.11.07, 23:25
                        powiedzialem.
                        prosi mnie o przemyslenie decyzji i nie moze mnie zrozumiec.
                        ze nawet jej nie poznalem w realu a juz chce zrezygnowac.

                        korci mnie by sie spotkac. ale dezyje juz podjalem. prawie 2 miesiace gadalismy
                        i nie umialem tego wczesniej przerwac.

                        • anisen Re: P.S. sprostowanie 04.11.07, 23:44
                          kaallurivaanil napisał:

                          > powiedzialem.
                          co jej powiedziałeś? jak to ująłeś, tak żeby ja przestraszyć, czy siebie?

                          > prosi mnie o przemyslenie decyzji i nie moze mnie zrozumiec.
                          > ze nawet jej nie poznalem w realu a juz chce zrezygnowac.
                          >
                          dla mnie to też byłaby sytuacja nie do zrozumienia, jeszcze jej nie poznałeś a
                          już wiesz co ona sobie pomyśli, co zrobi. Może Ty masz jakąś czarodziejska kulę?
                          Może mi powróżysz, bo ostatnio nie układa mi się za dobrze?

                          > korci mnie by sie spotkac. ale dezyje juz podjalem. prawie 2 miesiace gadalismy
                          > i nie umialem tego wczesniej przerwac.
                          >
                          I jednak uciekasz? Nie umiałeś przerwać, bo czułeś sie bezpieczny za barierą
                          sieci, teraz przestało być bezpiecznie i obleciał Cię strach.
                          Nie jestem bez serca, sama boję się własnego cienia. Mimo wszystko ryzykuję,
                          przynajmniej próbuję postawić kolejny krok, nie poddaję sie na początku.
                          życzę dobrych wyborów - ja już wybrałam.
                          Będę walczyć o swoje szczęście, ale na moich zasadach.
        • astrotaurus Re: zauroczenie a zakochanie jak nie pomylić 20.10.07, 15:28
          shangri.la napisała:
          "Wiem, że bywają normalni faceci, ale nie na necie."

          Opamiętaj sie , dziewczyno, przestań straszyć!
          Gdyby wszystkie kobiety miały zerwać kontakty ze wszystkimi mężczyznami
          bywającymi w necie, bo Ty trafiłaś jednego czubka... !

          Po prostu ciesz się że masz szczęście nie znać w realu podobnie czubatych, bo ja
          znam!

          Otwórz może jeden wątek ze swoim nieszczęściem i spróbuj się z nim uporać, a nie
          występuj jako samozwańczy ekspert na całym forum.

          Gdybym był obrażalski, to bym sie obraził, że mnie też wciągasz do jednego wora
          z tym swoim czubkiem. :)))
          • shangri.la Re:Astronautus 20.10.07, 15:34
            Problem w tym, że ten psychol wciaż tu grasuje i niszczy kolejne kobiety(!)
            Przenosi znajomosć do realu tak szybko, jak tylko udaje mu się do tego namówić kolejną naiwną. Tylko na mnie musił czekać pół roku(!)
            Głupie kobiety łapią się wcześniej na jego kłamstwa i hipokryzję, a póżniej pisza do mnie rozpaczliwe maile.
            • shangri.la Re:Astronautus 20.10.07, 15:45
              Piszą i mają do mnie żal, że nie oddałam go do sądu.
              Niestety, żadna z nich nie jest świadoma tego , że on jest tylko porąbanym psycholem i myślą, że sąd by go zresocjalizował.
              Moim zdaniem do sądu bardziej pasuje jego wieloletnia kochanica-kaszalot i inspiratorka jego podłych poczynań. To ona odpowiada za jego skrzywienia moralne i pogłębiającą się od lat psychozę, dlatego wszytkie pokrzywdzone przez niego panie odsyłam do w/wymienionej.
            • astrotaurus Re:Astronautus 20.10.07, 15:57
              shangri.la napisała:
              "Głupie kobiety łapią się wcześniej na jego kłamstwa i hipokryzję, a póżniej
              pisza do mnie rozpaczliwe maile."

              Rany, ja wiem że nie ma lekko, ale skoro nawet na tym forum, gdzie jesteś żywym,
              ciągłym i głośnym ostrzeżeniem on co i rusz znajduje ochotniczki na podobne do
              Twoich przeżycia, to może Twoja walka jest walką z wiatrakami. I może trzeba by
              pomyśleć nad jakąś zmianą metody, skoro dotychczasowa jest totalnie nieskuteczna.





              • shangri.la Re:Astronautus 20.10.07, 16:03
                I tu tkwi błąd w rozumowaniu takich , jak Ty:)
                Moje posty uważasz za "walkę"....?:)
                Jeśli walczę, to tylko z ludzką głupotą i podłością, kłamstwem i zniewoleniem przez manipulację emocjami.
                Forum, to nie pole bitwy, ale miejsce wyrażania poglądów.
                Piszę, co myślę, czego doświadczyłam, ostrzegam, apeluję o zdrowy rozsądek.
                Prawdziwa walka ma miejsce w realu, tak jak i prawdziwe życie.:)
                • astrotaurus Re:Astronautus 20.10.07, 16:50
                  shangri.la napisała:
                  "Forum, to nie pole bitwy, ale miejsce wyrażania poglądów.
                  Piszę, co myślę, czego doświadczyłam, ostrzegam, apeluję o zdrowy rozsądek."

                  Ano właśnie.
                  A ja, bywając na tym forum znajduję je jako pole Twojej bitwy i miejsce
                  wyrażania jednego tylko poglądu na jeden tylko temat.
                  Rozumiem że piszesz co myślisz, czego doświadczyłaś, ostrzegasz, ale myślę że
                  nie powinnaś tego robić w sposób tak zmasowany i nie tworzyć na siłę okazji do
                  wyrażania tego samego w każdym dostępnym wątku.

                  I jeśli swoje posty choćby w tym wątku uważasz za odpowiednie apelowanie o
                  zdrowy rozsądek to myślę, że któreś z nas jest lekko nieprzytomne.

                  Jeśli już podjęłaś się krucjaty i przyjmujesz odpowiedzialność za wszystkie
                  potencjalne ofiary jednego psychola to przygotuj raczej jedno, obszerne
                  wystąpienie i do każdej z owych potencjalnych ofiar wyślij je na priv - zapewne
                  efekty będziesz miała lepsze.
                  • aganycz1 Re:Astronautus 20.10.07, 17:30
                    proszę o odrobinę nadzieii, czy to tak dożo? a tymczasem co post dostaję
                    palpitacji serca.
        • laura812 Re: zauroczenie a zakochanie jak nie pomylić 24.10.07, 14:39
          Zgadzam się z Tobą są jeszcze porządni faceci,ale nie na necie,ja swojego też tu
          poznałam,na szczęście dla mnie nie skończyło to sie ciążą ale i tak trudno mi
          dojść do siebie,rozkochał mnie w sobie a potem rzucił jak tania zabawkę,a
          najciekawsze,że mimo że twierdził
          ze jestem miłością jego życia to nadal szukał "nowych przyjaciółek"w
          internecie,proponuje zrobić czarna listę wszystkich oszustów,żeby kolejnym
          kobietom oszczędzić rozczarowań.
    • naprawdetrzezwy Zwiąż się z nim (ślubem lub umową). 19.10.07, 20:31
      Jeśli po 40 latach będziesz nadal w tym stanie, to znaczy, że to miłość.
      • aganycz1 Re: Zwiąż się z nim (ślubem lub umową). 20.10.07, 10:34
        naprawdetrzezwy napisał:

        > Jeśli po 40 latach będziesz nadal w tym stanie, to znaczy, że to miłość.
        >
        a jak po 3 latach okaże się że to nie miłość, tylko desperacja. Jak trzeźwo do
        tego podejść i jednocześnie nie stracić tego co mam?
        teraz nie trzeźwo myśląca
        • naprawdetrzezwy Jeśli po 3 latach okaże się pomyłką, to tracisz 20.10.07, 14:26
          nie tak wiele. :-)

          A na twoje pytanie odpowiedzi szukają mędrcy od dawna. :-)
          Jak być trzeźwym (w ocenie)? Nie da się.
          Zauroczenie (przechodzące czasem w miłość) lub miłość odbierają zdolność trzeżwego postrzegania faktów.
          Niestety. :-)))
        • piesbaskervill Re: Zwiąż się z nim (ślubem lub umową). 20.10.07, 15:33
          to miłość zdesperowana,najważniejsze,że jest o czym paplać
          • hansii Re: Zwiąż się z nim (ślubem lub umową). 20.10.07, 16:07
            piesbaskervill napisał:

            > to miłość zdesperowana, najważniejsze, że jest o czym paplać

            najwazniejsze, to to, ze jest za co zlapac.
            niekonkretny jestes jakis.
            • piesbaskervill Re: Zwiąż się z nim (ślubem lub umową). 20.10.07, 17:35
              paplać,podbijać posty i uzasadniać istnienie forum
              • hansii Re: Zwiąż się z nim (ślubem lub umową). 20.10.07, 17:48
                twierdzisz, ze adminka znowu wyje z nudow?
    • jesiennapani Re: zauroczenie a zakochanie jak nie pomylić 20.10.07, 19:11
      aganycz1 napisała:

      > Poznałam faceta, nie tak normalnie, przez sieć. Ja stara baba, ja
      osoba która
      > miała swoich wychowanków przestrzegać przed zagrożeniami wtopiłam
      na całego.
      > Codzienni gadam z nim na komunikatorze, codziennie czekam, aż
      przyjdzie i
      > napisze do mnie, codziennie liczę na to że mnie nie okłamuje. Bo
      ja jestem
      > szczera.
      > spotkałam go w realu - tylko raz, spędziliśmy cały dzień ze sobą.
      Jest taki o
      > jakim marzyłam o jakim śniłam. Zauroczona, bo czy można zakochać
      się w kimś
      > kogo zna się tak mało?
      > mam teraz w sercu strach, że przestanie pisać, dzwonić zapomni.
      Mam strach że
      > jemu sie nie podobam tak jak on mi, że tylko przez grzeczność jest
      taki dobry,
      > że jestem dla niego za mało dobra, że..... .
      >
      >
      > A może już zakochana?

      dobre pytanie, ja zadam nastepne
      Autorka wątku jest zauroczona
      rzeczywistym człowiekiem
      czy swoimi wyobrażeniami o nim?

      A obawy? Mężczyzna któremu zależy
      na kobiecie potrafi zrobić wiele,
      nawet odszukac, gdy drogi sie rozejdą

      Pytanie jedynie o uczciwość intencji i zamiarów,
      życie dopisze ciąg dalszy
      z życzeniami, by był to happyend
      • aganycz1 Re: zauroczenie a zakochanie jak nie pomylić 20.10.07, 20:28
        > Autorka wątku jest zauroczona
        > rzeczywistym człowiekiem
        > czy swoimi wyobrażeniami o nim?

        pytanie trafione w samo sedno. Jeśli tak długi czas się gada przez sieć, to po
        pewnym czasie tworzymy sobie obraz danej osoby. Może spotykając się z nim w
        realu byłam tak przesiąknięta tymi wyobrażeniami że nie widziałam tego co jest
        oczywiste.

        > Pytanie jedynie o uczciwość intencji i zamiarów,

        wolę sama cierpieć niż jemu sprawić przykrość- dziwnie to brzmi, bo jednocześnie
        wiem, że nie można na siłę nikogo uszczęśliwiać. Jeśli trzeba będzie odejdę (a
        tego chyba najbardziej się obawiam).
        Obiecałam sobie i jemu szczerość. Nie będę udawać, jeśli coś się zmieni, nie
        będę grać. On mam nadzieję że to samo zrobi. Więcej obiecać nie mogłam.
        • aganycz1 szczerość 21.10.07, 20:04
          dostałam dziś w głowę i w serce, chciałam szczerości to mam ją, nawet jej za dużo
          co pozostaje - wody w rzece mało, a szkoda
          więcej nie będę, więcej nie zniosę
          • aganycz1 Re: szczerość 21.10.07, 23:19
            jestem IDIOTKĄ tylko dlaczego to tak boli
            • yossarian69 Re: szczerość 22.10.07, 14:36
              choc sie nie udalo ,to probowalas. ale jeszcze nie wieczor
            • jesiennapani Re: szczerość 22.10.07, 18:51
              aganycz1 napisała:

              > jestem IDIOTKĄ tylko dlaczego to tak boli

              życie dopisało ciąg dalszy
              mało optymistyczny
              każde rozczarowanie boli,
              stracone złudzenia...
              lecz to nie powód by obrzucać się epitetami,
              wszak błądzić jest rzeczą ludzką,
              tylko czasem tak trudno jest podnieść się z kolan,
              po kolejnej lekcji pokory
              • aganycz1 Re: szczerość 22.10.07, 23:33
                kolejnej lekcji pokory nie przetrzymam
                i po tej nie mogę się podnieść

                zdaję sobie teraz sprawę z tego że to by nie wyszło - ja nie mogę być dla niego
                wyjściem awaryjnym, gorszym wyborem. Ale jednocześnie kołacze mi w głowie że
                może na nic więcej nie zasługuję, i powinnam być wdzięczna za to
                Epitet pasuje jak ulał do mnie
                • shangri.la Re: Lekcja nikczemności 23.10.07, 09:47
                  Zdobywanie zaufania kobiety w celu jej upokorzenia można nazwać jedynie lekcją, a raczej pokazem, nikczemności.
                  "Patrz, jaki potrafię być podły!"
                  Mam wiele wyrozumiałości dla ludzkich słabości, nawet wrodzonej głupoty, ale nikczemności i hipokryzji nie toleruję.
                  • jesiennapani Re: Lekcja nikczemności 23.10.07, 17:33
                    shangri.la napisała:

                    > Zdobywanie zaufania kobiety w celu jej upokorzenia można nazwać
                    jedynie lekcją,
                    > a raczej pokazem, nikczemności.
                    > "Patrz, jaki potrafię być podły!"
                    > Mam wiele wyrozumiałości dla ludzkich słabości, nawet wrodzonej
                    głupoty, ale ni
                    > kczemności i hipokryzji nie toleruję.

                    Widzę dużą róznicę między pokorą a upokorzeniem
                    • shangri.la Re: Lekcja nikczemności 23.10.07, 17:35
                      Więc powinnaś też zauważyć, że tą kobietę upokorzono.
                • astrotaurus Re: szczerość 23.10.07, 10:17
                  aganycz1 napisała:

                  "kolejnej lekcji pokory nie przetrzymam i po tej nie mogę się
                  podnieść"

                  A czemu to miałabyś nie przetrzymać? Lekcje pokory bywają bardzo
                  efektywe!


                  "ja nie mogę być dla niego wyjściem awaryjnym, gorszym wyborem."

                  A czemu nie... ?
                  Pisałaś, że jesteś stara baba i coś o jakichś wychowankach...
                  Jak stara? 12 lat skończyłaś? Wychowujesz misie i lale?

                  W każdym wieku można przeżyć wielką miłosć i wielki zawód, ale
                  pasowałoby żeby dorosły człowiek zdawał sobie sprawę z tego co
                  przeżywa, czym ryzykuje itp, a nie zachowywał się jak dziecko,
                  któremu cały świat może zwalić się na głowę z powodu braku lizaka.
                • anbale Re: szczerość 23.10.07, 10:31
                  To nie jest lekcja pokory, tylko ból odrzucenia, zawiedzione
                  nadzieje. Samotni ludzie mają ten problem, że czasem przywiążą się
                  bez potrzeby do kogoś, kto okaże im trochę zainteresowania...
                  No i nie myśl, że "na nic więcej nie zasługujesz" bo na pewno nie
                  jesteś w stanie tego obiektywnie ocenić, a takim myśleniem tylko się
                  zadręczasz bez sensu. Po prostu coś nie wyszło, coś sobie nakręciłaś
                  w głowie na wyrost, trzeba się otrzepać i iść dalej, innego wyjścia
                  nie ma...Nie ty pierwsza, nie ostatnia...:)
    • jesiennapani Re: zauroczenie a zakochanie jak nie pomylić 23.10.07, 17:47
      aganycz1 napisała:

      > Poznałam faceta, nie tak normalnie, przez sieć. Ja stara baba, ja
      osoba która
      > miała swoich wychowanków przestrzegać przed zagrożeniami wtopiłam
      na całego.

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=69597102&a=69597102
      • shangri.la Re: zauroczenie a zakochanie jak nie pomylić 23.10.07, 17:51
        Uważasz , ze obie panie miały prawa pozwolić sobie na zakochanie się w mężczyżnie, który zapewne je adorował i udawał uczucie a jednocześnie okłamywał i zrujnował im zdrowie?
        • shangri.la Re:Korekta 23.10.07, 17:57
          miało być "nie miały prawa"
          • jesiennapani Re:Korekta 23.10.07, 18:03
            shangri.la napisała:

            > miało być "nie miały prawa"

            proponuję lekturpę całego wątku
            • shangri.la Re:Korekta 23.10.07, 18:04
              Znam tamten wątek.
              Do czego zmierzasz?
              • jesiennapani Re:Korekta 23.10.07, 18:10
                shangri.la napisała:

                > Znam tamten wątek.
                > Do czego zmierzasz?

                Autorce wątku zapewne bardziej
                potrzeba kilku słów otuchy
                niż oceny faktów
                • shangri.la Re:Korekta 23.10.07, 18:16
                  Tobie pomogły by jakiekolwiek słowa otuchy w takiej sytuacji?
                  • jesiennapani Re:Korekta 23.10.07, 18:23
                    shangri.la napisała:

                    > Tobie pomogły by jakiekolwiek słowa otuchy w takiej sytuacji?

                    W takich sytuacjach są trzy wyjścia:

                    powiedzieć:
                    1/ wyluzuj, przestań sie przejmowac /bagatelizowanie problemu/
                    2/ epitety pod adresem sprawcy z komentarzem: dokopiemy mu
                    /podjudzanie/

                    i wyjście trzecie -moim przywatnym zdaniem najlepsze:
                    zaakceptowac emocje autorki watku
                    • shangri.la Re:Korekta 23.10.07, 18:30
                      Sorry, że zapytam....byłaś kiedykolwiek w takiej sytuacji? Ja tak.
                      Dwa pierwsze "wyjścia" są ślepymi zaułkami. Pierwsze może zachęcić do samobójstwa , drugie do morderstwa.
                      Akceptacja tak, ale racjonalna. Taka z nazywaniem rzeczy po imieniu.
                      Kiedy ktoś okrada Twojego przyjaciela z pieniędzy, nie możesz tylko "zaakceptować" , że jest załamany....Kiedy okrada z uczuć, zaufania,nadziei....tym bardziej nie można być biernym.
                      • jesiennapani Re:Korekta 23.10.07, 18:33
                        shangri.la napisała:

                        > Sorry, że zapytam....byłaś kiedykolwiek w takiej sytuacji? Ja tak.
                        > Dwa pierwsze "wyjścia" są ślepymi zaułkami. Pierwsze może zachęcić
                        do samobójst
                        > wa , drugie do morderstwa.
                        > Akceptacja tak, ale racjonalna. Taka z nazywaniem rzeczy po
                        imieniu.
                        > Kiedy ktoś okrada Twojego przyjaciela z pieniędzy, nie możesz
                        tylko "zaakceptow
                        > ać" , że jest załamany....Kiedy okrada z uczuć,
                        zaufania,nadziei....tym bardzie
                        > j nie można być biernym.

                        ot i powoli wyłania się consensus
                        • shangri.la Re:Korekta 23.10.07, 18:50
                          Nie ma takich słów, ani takich pociesznek na świecie , które są w stanie ukoić ból kobiety odrzuconej, zwłaszcza odrzuconej po raz n-ty w swoim życiu.
                          Z biegiem czasu, coraz trudniej wytłumaczyć sobie , że ten kolejny "to jeszcze nie ten" i "jeszcze spotkam tego właściwego"
                          Aż przychodzi taki moment, kiedy już wiesz, że nie spotkasz , bo nie miałabyś odwagi zaufać....
                          Ale wciaż nie rozumiesz , dlaczego pomimo tylu komplemntów , jakie wysłuchałaś, pomimo tylu niekwestionowanych osobistych zalet, pomimo własnego zaangażowania i miłości jaką po raz kolejny osmieliłaś się okazać, znów czujesz się jak szmata do podłogi, niepotrzebny sprzęt, zepsuta lalka na śmietniku....
                          • jesiennapani Re:Korekta 23.10.07, 19:08
                            shangri.la napisała:

                            > Nie ma takich słów, ani takich pociesznek na świecie , które są w
                            stanie ukoić
                            > ból kobiety odrzuconej, zwłaszcza odrzuconej po raz n-ty w swoim
                            życiu.
                            > Z biegiem czasu, coraz trudniej wytłumaczyć sobie , że ten
                            kolejny "to jeszcze
                            > nie ten" i "jeszcze spotkam tego właściwego"
                            > Aż przychodzi taki moment, kiedy już wiesz, że nie spotkasz , bo
                            nie miałabyś o
                            > dwagi zaufać....
                            > Ale wciaż nie rozumiesz , dlaczego pomimo tylu komplemntów , jakie
                            wysłuchałaś,
                            > pomimo tylu niekwestionowanych osobistych zalet, pomimo własnego
                            zaangażowania
                            > i miłości jaką po raz kolejny osmieliłaś się okazać, znów czujesz
                            się jak szma
                            > ta do podłogi, niepotrzebny sprzęt, zepsuta lalka na śmietniku....

                            Pełna akceptacja dla bólu, cierpienia, straty zaufania,
                            bezsilności, gniewu, złości....
                            i absolutny brak zgody na porownywanie się kobiety z przedmiotem.

                            Warto odpowiedzieć sobie na pytanie:
                            Czy nie jestem kobietą, która kocha za bardzo,
                            z zatraceniem samej siebie,
                            z poświęceniem siebie na ołtarzu miłości?
                            • shangri.la Re:Korekta...Nikt nie kocha za bardzo. 23.10.07, 19:25
                              Są jednak tacy, co kochać nie potrafią, ale świetnie udają...tak długo , jak jest im to potrzebne.

                              Nie ma żadnych ołtarzy i poświęcania. Miłość to zaufanie, partnerstwo, codziennośc w której przeplatają się smutki z radościami. Miłość JEST , ale nie dla każdego....
                              • jesiennapani Re:Korekta...Nikt nie kocha za bardzo. 23.10.07, 19:31
                                shangri.la napisała:

                                > Są jednak tacy, co kochać nie potrafią, ale świetnie udają...tak
                                długo , jak je
                                > st im to potrzebne.
                                >
                                > Nie ma żadnych ołtarzy i poświęcania. Miłość to zaufanie,
                                partnerstwo, codzienn
                                > ośc w której przeplatają się smutki z radościami. Miłość JEST ,
                                ale nie dla każ
                                > dego....

                                polecam lekturę Dr Susan Forward, Joan Torres
                                "Dlaczego on nie kocha a ona za nim szaleje"
                                • shangri.la Re:Korekta...Nikt nie kocha za bardzo. 23.10.07, 19:35
                                  Dziękuję, ale mam alergię na pseudopsychologiczny bełkot, którym usiłuje się wytłumaczyć każdą ludzką podłość.....wolę naywać rzeczy po imieniu.

                                  P.S. Szaleństwo znamionuje szaleńców. Sam tytuł jest przykładem zakłamania ubranego w psychologiczne wywody.
                                  • jesiennapani Re:Korekta...Nikt nie kocha za bardzo. 23.10.07, 19:42
                                    shangri.la napisała:

                                    > Dziękuję, ale mam alergię na pseudopsychologiczny bełkot, którym
                                    usiłuje się wy
                                    > tłumaczyć każdą ludzką podłość.....wolę naywać rzeczy po imieniu.
                                    >
                                    > P.S. Szaleństwo znamionuje szaleńców. Sam tytuł jest przykładem
                                    zakłamania ubra
                                    > nego w psychologiczne wywody.

                                    Pozycja polecana przez Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne
                                    - tyle rekomendacji.

                                    Mam w zwyczaju wyrażac opinię dopiero po zapoznaniu się
                                    z proponowaną lekturą.
                                    • shangri.la Re:Korekta...Nikt nie kocha za bardzo. 23.10.07, 19:46
                                      A ja mam w zwyczaju mówić o tym, o czym wiem...z autopsji, rozmów z ludżmi godnymi zaufania oraz lektur, ale wartościowych.
                                      • jesiennapani Re:Korekta...Nikt nie kocha za bardzo. 23.10.07, 19:54
                                        shangri.la napisała:

                                        > A ja mam w zwyczaju mówić o tym, o czym wiem...z autopsji, rozmów
                                        z ludżmi godn
                                        > ymi zaufania oraz lektur, ale wartościowych.

                                        Zatem rozejść się przyjdzie pokojowo
                                        - każda pozostanie przy swoim zdaniu
                                        dziękuję za rozmowę
      • aganycz1 kubełek zimnej wody 23.10.07, 19:03
        mam trochę mniej lat niż autorka tamtego wątku (połowę z tego, no trochę mniej
        niż połowę), ale czasem czuję się jakby życie przede mną się zamknęło i nie było
        już nic.
        właściwe to to powinnam podziękować tym co mnie otrzeźwili
        powinnam wziąć sie w garść i zacząć myśleć jak na dorosłą osobę przystało,
        powinnam przestać marzyć i realnie stąpać po ziemi, powinnam .... i przestaję
        myśleć, gdy on się odzywa.
        słyszę - bądźmy przyjaciółmi, przynajmniej na razie, pozwólmy sprawom się
        toczyć, zależy mi na tobie. A jednocześnie pamiętam jego słowa: jeszcze ją
        kocham, jeszcze czekam że może ona zechce wrócić.
        Czy ja na to pozwolę? Czy potrafię okiełznać złudzenia?
        • jesiennapani Re: kubełek zimnej wody 23.10.07, 19:25
          aganycz1 napisała:

          > mam trochę mniej lat niż autorka tamtego wątku (połowę z tego, no
          trochę mniej
          > niż połowę), ale czasem czuję się jakby życie przede mną się
          zamknęło i nie był
          > o
          > już nic.
          > właściwe to to powinnam podziękować tym co mnie otrzeźwili
          > powinnam wziąć sie w garść i zacząć myśleć jak na dorosłą osobę
          przystało,
          > powinnam przestać marzyć i realnie stąpać po ziemi, powinnam ....
          i przestaję
          > myśleć, gdy on się odzywa.
          > słyszę - bądźmy przyjaciółmi, przynajmniej na razie, pozwólmy
          sprawom się
          > toczyć, zależy mi na tobie. A jednocześnie pamiętam jego słowa:
          jeszcze ją
          > kocham, jeszcze czekam że może ona zechce wrócić.
          > Czy ja na to pozwolę? Czy potrafię okiełznać złudzenia?

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=70169865&a=70185640
          • aganycz1 Re: kubełek zimnej wody 23.10.07, 20:11
            ja nic nie rozbijam, nie mogłabym
            ona z nim nie jest, ma nowego chłopaka (narzeczonego)
            na początku naszej znajomości powiedział mi o niej i że stanowi ważny element
            jego życia, ale zapewniał, że to już przeszłość
            teraz mówi że gdyby ona zostawiła narzeczonego i zechciała być z nim to on
            zostawi wszystko dla niej
            czy to ma sens?
            jesiennapani dziękuję za miłe słowa, za twarde słowa, za prawdziwe słowa
            jestem sama, nie mam komu wypłakać sie w rękaw, nie ma mnie kto okrzyczeć zmusić
            do podjęcia decyzji
            na razie zawieszona w pustce
    • malagenija Re: zauroczenie a zakochanie jak nie pomylić 24.10.07, 14:14
      Aganycz1 - ja powiem tak - jeśli facetowi NAPRAWDĘ zależy, to znajdzie sposób,
      żeby z Tobą BYĆ (a nie tylko klikać) - i nie ma co tłumaczyć sytuacji na swój
      użytek obiektywnymi przeszkodami nie do przezwyciężenia.
      Musisz sobie odpowiedzieć na pytanie czy zgadzasz się być dla niego numerem 2. -
      jeśli tak - to graj w tą grę na jego zasadach - jeśli nie - to obudź swoją
      godność i "przestań śnić"
      (jak śpiewają w jednej piosence o złudnych nadziejach).
      • aganycz1 Re: zauroczenie a zakochanie jak nie pomylić 24.10.07, 23:52
        jak obudzić w sobie coś co ktoś dawno temu zabił
        • malagenija Re: zauroczenie a zakochanie jak nie pomylić 25.10.07, 15:34
          Zabił? Czy aby na pewno? Jak niskie mniemanie musiałabyś mieć o samej sobie,
          żeby nie czuć w sobie choć resztek godności własnej..?
          Ja taką godność mam - dzięki temu (lub przez to) zażegnałam kilka nieudanych
          miłości - może źle zrobiłam, czasem mi ich trochę szkoda, ale mimo to jednak
          czuję się wygrana, że nie pozwoliłam się emocjonalnie wykorzystać.

          PS. Aganycz - może spróbuj na początek prostych kobiecych sposobów: umaluj
          paznokcie, kup sobie fajny ciuch, pójdź do fryzjera, odmień się zewnętrznie -
          dzięki temu nasze wnętrze też się trochę odmienia - potem uśmiechnij się do
          swojego odbicia w lustrze i wtedy spróbuj sobie odpowiedzieć na pytanie, czy aby
          na pewno nie jestem nic warta..?


          • 10iwonka10 Re: zauroczenie a zakochanie jak nie pomylić 25.10.07, 18:16
            >>>ja nic nie rozbijam, nie mogłabym
            ona z nim nie jest, ma nowego chłopaka (narzeczonego)
            na początku naszej znajomości powiedział mi o niej i że stanowi
            ważny element
            jego życia, ale zapewniał, że to już przeszłość
            teraz mówi że gdyby ona zostawiła narzeczonego i zechciała być z nim
            to on
            zostawi wszystko dla niej
            czy to ma sens? >>>

            Mysle ze nie ma.
            Jestes dla niego "second best" jedno skinienie jego bylej dziewczyny
            i on znikine z twojego zycia.

            • aganycz1 wszystko na jedną kartę - przegrałam 27.10.07, 22:13
              postawiłam wszystko na jedna kartę i przegrałam
              nie mam nic
              zniknął
          • aganycz1 Re: zauroczenie a zakochanie jak nie pomylić 25.10.07, 22:51
            malagenija napisała:

            > Zabił? Czy aby na pewno? Jak niskie mniemanie musiałabyś mieć o samej sobie,
            > żeby nie czuć w sobie choć resztek godności własnej..? <
            bardzo niskie, i to jest mój problem - jestem szczęśliwa jak ktoś zauważy że
            istnieję. za długo słyszałam że jestem mało ważna albo wcale i tak wryło się to
            w moją głowę, ze nie potrafię myśleć o sobie inaczej. za bardzo powtarzałam
            sobie że jestem brzydka, głupia i nie mam nic do zaoferowania. Dlatego często
            robię coś co jest niewygodne dla mnie, ale ktoś mnie o coś poprosi, albo
            wystarczy że wspomni. potrafię zawalić swoją pracę aby tylko spróbować
            przypodobać się innym.
            A do tego ufam ludziom bezgranicznie. jak piesek który zobaczył światełko w
            tunelu ale nie wie że to nie latarnia tylko nadjeżdżający pociąg
            • malagenija Re: zauroczenie a zakochanie jak nie pomylić 26.10.07, 07:16
              Aga - no to najważniejsze, że WIESZ, że tak jest. To podstawa.
              PS. Jeśli brakuje Ci w życiu szczerej akceptacji - ja polecałabym wolontariat
              dla dzieci (chorych, sierot, z biednych rodzin) - bo jeśli ktokolwiek potrafi
              szczerze i bez podtekstów zaakceptować każdego, kto wyciągnie od nich rękę - to
              tylko dzieci (i psy).
              A wolontariat ma to do siebie, że człowiek przestaje myśleć o sobie i skupia się
              na innych :-)
              • malagenija Re: zauroczenie a zakochanie jak nie pomylić 26.10.07, 07:18
                PS. I to nie jest teoretyzowanie - ja wiem to po sobie - od trzech lat
                intensywnie udzielam się charytatywnie :)
                • agnesia82 Re: zauroczenie a zakochanie jak nie pomylić 26.10.07, 14:53
                  Witajcie,trafilam tu przez przypadek a poniewaz temat rowniez mnie dotyczy to
                  chce sie z wami podzielic moja historia.
                  Otoz poznalam faceta przez internet a konkretniej przez portal internetowy.Kazde
                  z nas mialo swoj profil ze zdjeciem.
                  On napisal pierwszy a potem to juz wszystko potoczylo sie bardzo szybko.Po
                  jakichs 2 tygodniach kontaktu mailowego i kilu telefonach postanowilismy sie
                  spotkac.Wczesniej przez (genialna jak to ja :-))) rzucilam haslo,ze umawiamy sie
                  na kawe a jesli sie sobie spodobamy to jade do niego na urlop (na wies).Potem
                  sama sie wystraszylam tego co powiedzialam,bo przeciez to szalenstwo jechac z
                  "zupelnie obcym" facetem do niego do domu(za granice).
                  Spotkalismy sie wiec w polowie odleglosci.I co tu duzo mowic od razu
                  zaiskrzylo.Poszlismy cos zjesc,potem spedzilismy cudowne 2 dni,po ktorych to on
                  zaprosil mnie do siebie a ja oczywisie nie odmowilam.Bylo to oczywiscie bardzo
                  ryzykowne ale co tam,raz sie zyje ;-) Przez 2 tygodnie,ktore spedzilam u niego z
                  dnia na dzien bylam coraz bardziej pewna,ze to nie powinien byc tylko urlop i,ze
                  powinnismy sprobowac zyc razem i tak sie tez stalo.Kilka dni temu
                  przeoprowadzilam sie do niego.Oboje wciaz nie mozemy sie nadziwic harmonii jaka
                  miedzy nami jest.Jest to nawet troche przerazajace,ze dwoje ludzi,ktorzy bardzo
                  malo o sobie wiedza moga byc sobie tacy bliscy.Poza tym mamy juz pewne
                  doswiadczenia z roznymi partnerami (stymze on jest troche starszy ode mnie i byl
                  w dluzszch zwiazkach) i wiemy jak latwo jest to uczucie znuisczcyc jesli sie o
                  nie nie dba.Ale coz...postanowilismy "zawalczyc".To na tyle.

                  Jaki z tego moral ?
              • shangri.la Re: Kwaśne mleko zamiast szampana...n/t 26.10.07, 14:57

                • shangri.la Re: Kwaśne mleko zamiast szampana... 26.10.07, 15:09
                  Idea wolontariatu jest bardzo piękna i szczytna w założeniach, ale nie wolno jej wypaczać usiłujac sobie zrekompensować deficyt uczuciowy. Pomać innym powinien człowiek szczęśliwy i zadowolony z własnego życia, bo tylko siła może dawać wsparcie.
                  • aganycz1 Re: Kwaśne mleko zamiast szampana... 26.10.07, 17:25
                    zgadzam się z tym, że nie można jej wykorzystywać do rekompensaty. ale mam inne
                    spostrzeżenie - nie musimy z wolontariatu rezygnować.
                    wchodzę do szkoły (praca) i zamyka swoje problemy za drzwiami wejściowymi.
                    jestem profesjonalistką. nie oznacza że jestem robotem, o nie, ale moje problemy
                    nigdy nie wychodzą na światło dzienne. maska która nakładam jest szczelna.
                    Chodzę też do domu dziecka. Wchodzę tam i zapominam. Wiem, że to w pewnym sensie
                    oszustwo - jak jestem z nimi (dzieciaczki)to moja szklanka jest zawsze do połowy
                    pełna, jak sama to pusta.
                    Może jestem genialnym kłamcą co siebie też okłamuje
                  • malagenija Re: Kwaśne mleko zamiast szampana... 29.10.07, 14:47
                    Pozwolę sobie się nie zgodzić - warunkiem pomagania powinna być PRAWDZIWA CHĘĆ
                    POMOCY - nie trzeba być do tego ani maksymalnie szczęśliwym, ani pięknym, ani
                    bogatym...
                    PS. Czasem dobrze jest pogadać z kimś, kto ma podobne problemy - to też jest
                    pomoc - pewnie większa, niż rozmowa z kimś szczęśliwym, kto nigdy nie przeżywał
                    bliskiego nam stanu ducha.
                    A już pomagając np. zwierzętom - zawsze jesteśmy od nich "mądrzejsi" -
                    jakichkolwiek problemów byśmy sami nie mieli ;-)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka