06.11.07, 17:53
za moim przybranym "dzieckiem". Wałkowałam już ten temat i pewnie
znów mi się oberwie. W skrócie (dla tych, co nie wiedzą, o co
chodzi): nie przepadam za dziećmi i młodzieżą, ale raz zdarzyło mi
się obdarzyć obce dziecko uczuciem niemal macierzyńskim - chłopaka
mojej córki, który wyjątkowo mnie ujął swoim zachowaniem. Skończyło
się fatalnie, rozstali się w okolicznościach wykluczających dalsze
utrzymywanie kontaktu, a chłopak okazał się zdolny do rzeczy, o
jakie nigdy bym go nie podejrzewała. Szok i mimo wszystko żal, że
już nigdy go nie zobaczę - szczerze mówiąc, nawet nie miałabym
ochoty oglądać jego szokująco odmiennego nowego wcielenia. Córka się
pozbierała, ja jeszcze nie. Czy ktoś był w analogicznej sytuacji i
mógłby podać mi jakieś sposoby przyspieszające proces "zdrowienia",
bo mam już dosyć tej przewlekłej chandry.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka