neila79
06.11.07, 20:38
Tak jest odkąd pamiętam.
W szkole, jako dzieciak, początkowo miałam koleżanki i kolegów. Jednak z
czasem zaczęło sie to zmieniać. Nie podobały mi się zabawy rówieśników,
zupełnie co innego mnie interesowało. Zaczęłam być zupełnie sama.
W domu - ciągle tylko powtarzano ( i dzieje sie tak do dzisiaj ), że moje
koleżanki to, albo tamto, a ja jakaś dziwna. Że nie zwracam uwagi na modę, ze
nienawidzę dyskotek, "imprez", że ciągle jestem sama.
Bardzo dużo czasu spędzam ze zwierzętami, dużo poza miastem. Właśnie nie
potrafię funkcjonować w mieście. Nie potrafię sie zachować. Boję sie maszyn
budowlanych, boję się wszechobecnego betonu i tych tłumów ludzi na ulicach.
Nie umiem po prostu w tym wszystkim funkcjonować.
W ten weekend zaproszono mnie na taką klubową imprezę. Miałam nie isć, ale...
stwierdziłam, że spróbuję. Poczatkowo było dobrze. Ale z ubiegiem godzin -
potwornie drażniła mnie muzyka ( słucham zupełnie innego stylu ), te wszystkie
tańce - dla mnie coś głupiego ( nie chcę nikogo urazić, rozumiem ,ze ktos może
to lubić - ja nieznoszę ). Siedziałam sama w pokoju obok do momentu "przyjazdu
transportu".
W efekcie tych ostatnich wydarzeń, ludzie w pracy przestali ze mna rozmawiać.
Dziwnie patrzą, mam opinię totalnego odludka... Tylko ja nie lubię tego co
większość... Czy to tak bardzo jest złe ?
Czy jest jeszcze ktoś podobny do mnie ?