Gość: irysek
IP: *.dialsprint.net
17.08.03, 23:25
ona sie usmiecha, on tez. Przyciagali sie od dawna, spojrzeniami,
przypadkowymi spotkaniami, cieplymi rozmowami, az w koncu ona mowi: jestem
wolna. On nie wie dlaczego, ale nie reaguje natychmiast, musi przemyslec
chyba. Ona powtarza w roznych kontekstach. W koncu on sie przelamuje i
umawiaja sie na randke. Jest cudownie. Na drugi dzien on dzwoni do niej,
umawiaja sie, ona mowi ze chce, ale dzwonil do niej ex-chlopak i tez chce sie
umowic, wiec moze by tak razem spedzic niedziele? On dostaje jakby obuchem w
leb, dziekuje, odmawia. Ona mowi ze on tez samotny, utrzymuja przyjazn. I
koniec. Ale nie.
Spotykaja sie jeszcze raz, i znow wspolna obecnosc rozprasza watpienia. Ona
przeprasza za niefortunna propozycje.A na drugi dzien znow telefon. Ona mowi,
ze jej ex-chlopak chce zeby ona do niego wrocila, co robic, dac mu druga
szanse? Jasne, on odpowiada bez zajakniecia, choc dostal po raz drugi
porzadnego sierpa, daj mu. Ona na to, ale ja nie chce tracic kontaktu z toba.
Chyba bedziemy przyjaciolmi? On na to: moze... Ale zasadniczo to byl juz
koniec. On nie odpowiada na jej telefony.
On mial nadzieje na milosc, ona klamala, mowiac ze byla wolna, albo taka
miala juz wolna nature iz z nikim nie laczyla sie ekskluzywnie, co chlopina
odkryl dopiero po fakcie - nie dostal wolnego wyboru na poczatku, i jak tu
pozostac przyjacielem, skoro przyjazn to zaufanie?