Dodaj do ulubionych

nie potrafię wyfrunąć z rodzinnego gniazda

27.01.08, 23:20
Chodzi o to, że mimo odpowiedniego wieku (trzydziestka) nadal
mieszkam z rodzicami. Jestem od nich uzależniona psychicznie,
duchowo, fizycznie (finansowo- niezależna - pracuję).
Już dawno powinnam żyć samodzielnie albo z własną rodziną
(mężem/partnerem dziećmi) jednak wciąż tkwię przy matce i ojcu z
własnej woli. Kilka razy próbowałam się usamodzielnić. Wyprowadzałam
się, wyjeżdżałam za granicę bliżej i dalej, żeby właśnie żyć własnym
życiem jak wszyscy normalni dorośli ludzie, ale tęskonota zawsze
zwyciężała i wracałam do domu, do bliskich. Rodzice bardzo mnie
kochają i są bardzo w stosunku do mnie opiekuńczy co nie ułatwia
całej sprawy. Czasem niby żartem powiedzą coś o zamążpójściu ale
specjalnie nie naciskają, a mi też jakoś specjalnie na tym nie
zależy. Nikogo nie szukam - nie czuję przymusu ani ciśnienia. Może
jestem niedojrzała emocjonalnie, niedorosła wewnętrznie. Nie wiem.

Oczywiście chcę mieszkać i żyć osobno. Bywa ostatnio - nawet często-
że obecność rodziny drażni mnie i mam już takiej sytuacji dosyć.
Jednak jakaś siła trzyma mnie przy nich. Ciągle odwlekam to co
powinnam uczynić już od dawna. Odciąć pępowinę. Tylko jak to zrobić?

Jeżeli gdzieś wyjechać - to blisko, tak żeby w każdej chwili móc
przyjechać i być na miejscu gdyby mnie potrzebowali albo ja ich?
A może postąpić wręcz odwrotnie - wyjechać jak najdalej, żeby w
końcu być zdaną tylko na siebie i odzwyczaić się od rodziców. Ale
boję się, że przy pierwszych trudnościach nie wytrzymam i wrócę.

Czy ktoś miał lub ma podobną sytuację. Jak problem rozwiązaliście?
Obserwuj wątek
    • solaris_38 Re: nie potrafię wyfrunąć z rodzinnego gniazda 27.01.08, 23:49
      niestety o wszystko mozęsz pytać tylko nei o samodzielnośc

      ona jest jak próg kóry SAMA musisz pzreskoczyć

      dopiero keidy sama odkryjesz że jesteś gotowa
      wychodzisz i wicej nei wracasz do statusu dziecka wraz z całą jego czułoscią i
      bezpieczeństwem

      idziesz na mróz samotność i wyzwania na próby i błędy

      ale nigdy nie chcesz wrócić w przeszłość ani nei pozwalasz rodzicom pozostać
      wiecznymi rodzicami dzieciątka które nie dojrzało do mrozu i samotności
      samodzielności

      a poza tym

      oprócz mrozów i samotności sa też słońce i obecność
      ale już nei opiekuńczego rodzica
      lecz zawsze nieco drapieżnego partnera
      i wymagających dzieci które biorą tak jak ty kiedyś brałaś

      ale nie musisz tego robić
      nie każdy musi być dojrzały do samotności i niezależności i dawania

      jeśli jednak tego zapragniesz
      nei będziesz pytać jak to sie robi
      bo każdy robi to inaczej i każdemu idzie to z wnętrza jak płciowy zew
      • shiroiwine Re: nie potrafię wyfrunąć z rodzinnego gniazda 28.01.08, 00:34
        Oczywiście, zdaję sobię sprawę z tego, że sama muszę sobie z tym
        poradzić.

        Dodam tylko jeszcze, że poza tęskonotą za rodzicami, która z czasem
        by się zmniejszyła - męczą mnie myśli, że jak się wyprowadzę gdzieś
        daleko to rodzice będąc starszymi ludźmi nie poradzą sobie beze
        mnie. Że mam obowiązek pomimo wszystko być w pobliżu i pomagać im w
        każdej chwili.

        Z drugiej strony to, że dali mi życie, wychowali mnie najlepiej jak
        potrafili nie znaczy jeszcze, że muszę się dla nich poświęcać. Każdy
        przecież jest niezależną istotą i żyje się przede wszystkim dla
        siebie.

        Ciągnie mnie do świata, gdzieś daleko w nieznane ale jak sobie
        pomyślę, że rodzice sami tu w tym kraju zostaną to robi mi się
        przykro. Tym bardziej, że mój brat mieszka za granicą i też za
        szybko nie wróci.

        I tak się ciągle biję z własnymi myślami, przez co stoję w miejscu.

        Dlatego jestem ciekawa doświadczeń innych osób, które miały podobną
        sytuacje. Co zrobiły, jak radziły sobie z własnymi uczuciami.
        • solaris_38 Re: nie potrafię wyfrunąć z rodzinnego gniazda 28.01.08, 00:38
          "opuścisz ojca swego i matkę swoją"opieka nad rodzicami nie powinna zasadniczo
          być twoim celem
          ale możesz wybrać inaczej
          byleś była zadowlona

          w każdym razie jak będziesz służyć kliku Panom żadnego nei zadowolisz

    • markus.kembi Re: nie potrafię wyfrunąć z rodzinnego gniazda 28.01.08, 02:44
      Mnie przy rodzicach i przy mieszkaniu trzyma nie żadna więź ani "uzależnienie psychiczno-duchowe" ale coś innego. Kilka czynników. Być może trochę wygoda i po prostu przyzwyczajenie - nie muszę płacić za czynsz, skoro mam swój kąt za darmo. Tu czeka zawsze na mnie średnio wygodne łóżko we w sam raz dużym pokoju o ścianach, które (tak samo jak meble) sam malowałem na kolor, który sam dobrałem (wcześniej było jeszcze wiele dni gipsowania) i podłodze własnoręcznie wyłożonej bardzo ładnymi a przy tym wyjątkowo tanimi panelami. Tu mam komputer z dostępem do internetu, od którego (zarówno internetu, jak i zawartości komputera, w szczególności muzyki) się trochę uzależniłem. Ale najważniejsza rzecz - gdybym to wszystko rzucił i wyjechał do innego miasta, byłbym zupełnie sam. Nie mógłbym liczyć na niczyją pomoc, nie byłoby nikogo, kto przynajmniej starałby się mnie zrozumieć, a mogłoby nawet zdarzyć się tak, że przez dłuższy czas nie miałbym z kim porozmawiać.

      Z rodzicami byłem skłócony przez 25 lat swojego życia (dopiero od stosunkowo niedawna jest w miarę dobrze), ale tak naprawdę tylko ich mam. Mam dość trudny charakter, zdaję sobie sprawę, że ciężko ze mną wytrzymać pod jednym dachem, ale oni jakoś wytrzymują (może dlatego, że nie są pod tym względem dużo lepsi) i przyzwyczaili się po prostu do moich nawyków. A co we mnie jest najtrudniejsze? Już od wieku wczesnomłodzieńczego jestem przewrażliwiony na punkcie niezależności. Wygląda to na przykład tak: wychodzę, jeśli matka spyta mnie dokąd idę, to od razu zaczynam się trochę wściekać i przy dalszych naciskach wybucham złością. Zachowałem stosunkowo dużą niezależność od rodziców, bywały takie okresy, że byłem,a przynajmniej starałem się być jak po prostu sublokator, ale zdałem sobie sprawę, że to już za duży odchył. Oni zrozumieli, że moje długie przebywanie na bezrobociu wynika z nieróbstwa i lenistwa a samotność - z tego, że sam się izoluję od ludzi (to bardzo bolało, gdy w kłótniach matka mi to wypominała, używając z pogardą słowa "odludek"), ja zdałem sobie sprawę, że oni zawsze chcieli dla mnie dobrze, tylko niezrozumienie i różnica charakterów sprawiały, że wychodziło inaczej. Musiałem się od nowa nauczyć tu żyć. To tak, jak z więźniami, którzy są skazani na współosadzonych i muszą się nauczyć mieszkać wspólnie pod jedną celą. I tak samo ja jestem skazany na rodziców a oni, niestety, na mnie (takiego syna zrobili i wychowali, to niech teraz za karę z nim mieszkają ;-). Żeby się wyprowadzić, musiałbym najpierw znaleźć pracę, spłacić kredyt i uzyskać niezależność finansową, a na realizację tego w najbliższych latach się nie zanosi.
      • markus.kembi Re: nie potrafię wyfrunąć z rodzinnego gniazda 28.01.08, 10:39
        markus.kembi napisał:

        > Oni zrozumieli, że moje długie przebywanie n
        > a bezrobociu wynika z nieróbstwa
        ____________________________

        Błąd - dopiero teraz zauważyłem. Powinno być:
        "Oni zrozumieli, że moje długie przebywanie na bezrobociu nie wynika z nieróbstwa". To znaczy wcześniej tak to odbierali, aż zrozumieli, że tak nie jest.
        • psychoguru A skad jest? 29.01.08, 08:18
          markus.kembi napisał:

          > Błąd - dopiero teraz zauważyłem. Powinno
          być:
          > "Oni zrozumieli, że moje długie
          przebywanie na bezrobociu nie wynika z
          nieróbst
          > wa". To znaczy wcześniej tak to odbierali,
          aż zrozumieli, że tak nie jest.

          To jest trudno zrozumiec a wlasciwie nie da
          sie zrozumiec.
    • psychoguru Wyfrunąć z kims 28.01.08, 08:51
      shiroiwine napisała:

      > Chodzi o to, że mimo odpowiedniego wieku
      (trzydziestka) nadal
      > mieszkam z rodzicami. Jestem od nich
      uzależniona psychicznie,
      > duchowo, fizycznie (finansowo- niezależna -
      pracuję).
      > Już dawno powinnam żyć samodzielnie albo z
      własną rodziną
      > (mężem/partnerem dziećmi) jednak wciąż
      tkwię przy matce i ojcu z
      > własnej woli.
      >...
      > Czy ktoś miał lub ma podobną sytuację. Jak
      problem rozwiązaliście?

      Problem wydaje sie tkwic gdzie indziej.

      Normalnie jest tak ze ludzie ktorzy maja
      nawet absolutnie doskonale warunki w
      rodzinnym domu w koncu nawiazuja zwiazki i
      chec bycia z partnerem przewaza nad
      wszystkim innym.

      Poniewaz nie piszesz nic o swoich zwiazkach
      wiec nasuwa sie wniosek ze tu jest byc moze
      sedno sprawy.

      Byc moze twoje dotychczasowe portfolio
      zwiazkow jest bardzo ograniczone lub jest
      negatywne? Wtedy byloby pytanie jakie moga
      byc tego powody. Powodow oczywiscie moze byc
      bardzo wiele i nie da sie ich ustalic bez
      analizy historii zycia i profilu osobowosci.
      • olejowy.bogacz Re: odwyk od rodzinki 28.01.08, 10:28
        Starzy cie uzaleznili, obezwladnili nie wychowali. Masz majtki,serce
        i mozg i wszystkie komory pelne strachu przed staruszkami przed
        zyciem. I o to chodzilo. Ty chcesz ich bronic i im pomagac i komu
        jeszcze? Bardzo sie wzruszylem ta bajeczka, w rzeczywistowsci dramat
        i horror i twoje zasrane zycie. Prawie 100 procent polskiego
        katolandu w takie sciemy wierzy i propaguje.
        • mruff fruwam 2 lata 28.01.08, 10:47
          Mieszkałam w akademiku 3 lata. Poczułam co to znaczy mieszkać bez
          rodziców i nie wyobrażałam sobie powrotu pod ich dach. Podobnie moi
          znajomi z akademika.
          Zaraz po studiach wyjechałam 500 km od domu rodzinnego. Byłam z
          facetem, ale nie dla niego wyjechałam. Dla MOŻLIWOŚCI życia bez
          rodziców.
          Od 1,5 roku jestem sama. Praca, dom, zakupy, pranie,sprzątanie.
          NMikogo bliskiego w promieniu 500km.
          Nie jest lekko ale to jest właśnie prawdziwe życie.
          Znam tych co mieszkają z rodzicami-są dużo w tyle:myślowo,
          zaradnie,emocjonalnie itd.
        • shiroiwine Re: odwyk od rodzinki 28.01.08, 11:21
          I po co ten arogancki i zjadliwy ton? Po części masz rację ale czy
          musisz to komentować na typowo polsko-kaczokatolicką modłę. Właśnie
          tacy ludzie sprawiają, że inni z tego kraju uciekają.
          I do Twojej wiadomości. Ja i moja cała rodzina jesteśmy ateistami.
          Od religii i kościoła trzymamy sie z dala.
          Reszty nie chce mi się komentować.
          • shiroiwine Re: odwyk od rodzinki 28.01.08, 11:32
            To było skierowane oczywiście do olejowego bogacza.

            Co do reszty wypowiedzi dziękuję bardzo. Dają do myślenia.
            - Może moje ociąganie z wyprowadzeniem się na stałe od rodziców
            wynika z tego, że jeszcze nie znalazłam człowieka,z którym bym
            chciała się związać.
            - Może dlatego, że w dużym stopniu jest to wygodne chodzi o warunki
            życia. Wszystko już jest.

            Chcę tylko podkreślić, że rodzice do niczego mnie nie zmuszają. Nie
            wymuszają na mnie żadnych obietnic i zobowiązań, że pomogę im na
            starość itp. rzeczy. Jest wręcz odwrotnie. Sugerują mi, żebym gdzieś
            jechała, coś zrobiła, ułożyła sobie samodzielne życie. Ale nie jest
            to z ich strony nachalne. Może to i źle.
            • fruzia34 Re: odwyk od rodzinki 28.01.08, 17:05
              A może wcale nie ma jednego przepisu na szczęśliwe życie? Może, jak
              wiele osób na tym świecie, lubisz żyć w rodzinie wielopokoleniowej?
              Czy musisz konformistycznie dostosowywać się do mody na samotne
              mieszkanie?
              A moze po prostu masz fajnych rodziców, dobrych przyjaciół, z
              którymi nie ma o co się wadzić? Może są interesujący w rozmowie,
              dyskretni i szanują twoją niezależność? Może są po prostu świetnymi
              współlokatorami i nie ma sensu wymieniać ich na uciążliwe
              niespokrewnione osoby?..
              Jak ma się dom ze zdrowymi relacjami, gdzie każdy, kto dorosły, jest
              wolny i panują partnerskie stosunki, zamiast na siłę brnać w
              poprawność mieszkania samotnie lub z rówieśnikami - można po prostu
              docenić, że los nam dał "na wejściu" dobre towarzystwo...
              • renkaforever Re: twoja wlasna rodzina 29.01.08, 06:39
                Chyba jeszcze nie dojrzalas do wyprowadzenia sie. Pamietam siebie w wieku
                dwudziestu paru lat,ja wowczas bardzo chcialam zalozyc swoja rodzine. Nie
                interesowaly mnie juz rozne atrakcje zycia samotnej, atrakcyjnej dziewczyny i
                mimowolnie kontrolujace "spojrzenia" po powrocie do domu, a takze, faktycznie
                potrzebowalam wiecej wolnosci, takiej wlasnej, niczym skrepowanej, bo chcialam
                zyc w "stadzie", ale moim wlasnym, takim, ktore sama stworze, ktorym bede sie
                opiekowac i ktore tak bede ksztaltowac, aby mnie potrzebowalo i kochalo.
                Napatoczyl mi sie wowczas chlopina, ktory myslal podobnie i tak sie razem
                wloczymy po tym swiecie juz ponad trzydziesci lat.Stado sie rozroslo i
                poszczegolni "czlonkowie" hoduja juz swoje "stada". Ja sie specjalnie nie wtracam :)
            • psychoguru Paleta przyczyn 29.01.08, 08:15
              shiroiwine napisała:

              > - Może moje ociąganie z wyprowadzeniem się
              na stałe od rodziców
              > wynika z tego, że jeszcze nie znalazłam
              człowieka,z którym bym
              > chciała się związać.
              > - Może dlatego, że w dużym stopniu jest to
              wygodne chodzi o warunki
              > życia. Wszystko już jest.

              Istotnie jest tu mozliwa kombinacja kilku
              czynnikow.

              Ale pytanie dlaczego nie "znalazlas" nikogo
              do wspolnego zycia wydaje sie bardziej
              istotne od tego dlaczego jestes ciagle z
              rodzicami. Zeby na to pytanie odpowiedziec
              nalezaloby przeanalizowac historie zycia i
              profil osobowosci. Moze byc bardzo wiele
              powodow dlaczego tak jest, przykladowo:
              niska samoocena i postawa lekowa ("faceci sa
              niebezpieczni", "zwiazki to duze ryzyko"),
              nierealne oczekiwania ("facet musi miec
              urode aktora, mozg profesora i portfel
              bankiera"), negatywne doswiadczenia ze
              zwiazkami, niski poziom popedu seksualnego
              zwiazany z poziomem hormonow, mieszana
              orientacja seksualna (nie 100% hetero a np.
              70%), osobowosc silnie introwertyczna
              ("najlepiej czuje sie w swoim wlasnym
              towarzystwie"), ogolnie niska dynamika
              zyciowa i mala aktywnosc ("najbardziej lubie
              spanie"). I tak dalej, i tak dalej.

              Wazne jest jednak ze ten problem trafia do
              twojej swiadomosci. Oznacza to ze
              podswiadomy system planowania aktywnosci
              zyciowej w twoim mozgu dziala w kierunku
              wypracowania jakiejs strategii na dluzsza
              mete. No bo jest problem jak twoje zycie
              bedzie wygladalo jesli nic sie by nie
              zmienilo: za 10 lat, 15 lat, 20 lat?
              Pomieszkiwanie z rodzicami zmienialoby sie
              wtedy od smutnego do zalosnego po tragiczne,
              w miedzyczasie prawie pewny bylby powazny
              kryzys psychiczny. Z tego punktu widzenia
              zmiana staje sie absolutnie konieczna jesli
              jestes juz w okolicach 30. I najlepszym,
              mozna sadzic niezbednym, pierwszym krokiem
              bylaby wyprowadzka od rodzicow na swoje.
        • kamilatko Re: odwyk od rodzinki 25.02.08, 22:45
          dobrze napisałeś ale w sumie to de facto nie jej wina takie trzymanie pod złotym baldachimem a dziewczyna 30 i co rzadnego patrnera sexu nic? brrr co ona robiła, nie ma nikogo tylko mamamusia i tatuś za raczke beda prowadzic ciagle..
    • rlena Re: nie potrafię wyfrunąć z rodzinnego gniazda 30.01.08, 20:46
      Twoi rodzice maja pewnie ten sam problem co ty. Ich opiekuncza
      (nadopiekuncza?) postawa nie pomaga ci w ogole. Jednak, bez wzgledu
      na to jak oni postepuja, ty powinnas zyc wlasnym zyciem. Trzydziesci
      lat to sporo, uplyw czasu dziala na twoja niekorzysc - bedzi eCi
      coraz trudniej odejsc. Nie wyobrazasz sobie jaka satysfakcja plynie
      z zycia osobno. Tego nie da sie z niczym porownac, z zadnym
      ciepelkiem,czy goraca zupa czekajaca na ciebie. Dlatego
      napisalam,ze twoi rodzice musza miec podobny problem co ty. Gdyby
      zaufali zyciu, i wiedzieli jakie to wspaniale w pelni samodzielnie
      dokonywac wyborow, uczyc sie na wlasnych bedach, wzrastac...
      wyrzuciliby cie z domu!
    • bella1978 Re: nie potrafię wyfrunąć z rodzinnego gniazda 30.01.08, 23:16
      Nie potrafie sobie nawet wyobrazic mieszkania z rodzicami... Wyfrunelam w wieku
      23 lat, i to jeszcze calkiem daleko - wlasciwie bylo to nieco ekstremalne - i
      probowalam wrocic po roku, ale wytrzymalam tylko 3 miesiace... 'Na swoim'
      mieszkam juz od szesciu lat - i wiekszosc tego czasu bylam zdana tylko na siebie
      i bywalo ciezko czasami ale sie zacielam i nie wrocilam do rodzicow. Teraz mam
      swoja rodzine. Moj brat mieszka ciagle w domu rodzinnym, jest niewiele mlodszy
      ode mnie. Mam kolezanke w moim wieku, ktora po kilku latach pobytu poza domem,
      wrocila do rodzicow. Ma prace ale nie szuka nawet mozliwosci zamieszkania
      osobno. Moze jak kogos spotka w celu zalozenia rodziny ale na razie nie...
      Uwazam ze w pewnym momencie powinno sie 'przeciac pepowine' - nic nie zastapi
      niezaleznosci, mozliwosci bycia na swoim i samodecydowania... Powodzenia.
    • laurijka Re: nie potrafię wyfrunąć z rodzinnego gniazda 30.01.08, 23:44
      Ciesze sie z tego watku. Mam tak samo. Najpierw bylo wygodnie, potem
      byl to jakis "stan rzeczy", coraz mniej przeze mnie akceptowany,
      teraz jestem na skraju podlamania psychicznego. Jutro zaczynam
      psychoterapie, bo wydaje mi sie, ze moja, tak silna - moze podobnie
      jak i u Ciebie - zaleznosc psychiczna od rodzicow wynika z czegos
      glebszego, ukrytego i nmie da sie zbyc rada typu "zle ci, to sie
      wyprowadz".
      Nie wiem, jak u Ciebie jest z partnerami. Moi wybierani byli nigdy
      nie w celu doprowadzenia ich do oltarza (moze jednak jestem
      introwertyczka?, jak pisze psychoguru, czesto powtarzalam, ze samej
      mi najlepiej)... Ostatnio duzo zastanawiam sie nad tym - z cala
      pewnoscia wybieralam takich, o ktorych myslalam, ze nie beda sie
      chcieli powaznie ze mna wiazac. Jednak pojawialo sie "cisnienie" z
      ich strony, by zamieszkac razem, wtedy uciekalam jak najdalej.
      No i "uciekalam", kiedy sie tylko dalo, z domu - na tygodnie,
      miesiace, lata. Ale znow tu jestem.
      Przepraszam za chaos wypowiedzi, ale jestem od kilka dni w totalnym
      dolku. Jutro u psychoteraupety powiem: mam ponad 30 lat, zawsze
      nieodpowiednich partnerow, mieszkam z rodzicami, co robic? Zenada.
      Jedno, czego jestem pewna: im wczesniej sie wyprowadzic, tym lepiej.
      Ja juz zupelnie nie wiem, jak to teraz, po tych latach wspolnego
      mieszkania, zrobic. Nie wiem, czy dam rade. Kiedys, gdy jako
      studentka chcialam sie wyprowadzic, byly szantaze i zawaly serca.
      Teraz widze, ze teraz sami by chcieli, zebym kogos odpowiedniego
      znalazla i moze dostarczyla jakiegos wnuka. Czas w koncu leci. A ja
      czuje sie dalej jak mala dziewczynka. A czasami nie moge wprost
      pojac, ze tak sie moje zycie potoczylo.
      • shiroiwine Re: nie potrafię wyfrunąć z rodzinnego gniazda 31.01.08, 01:31
        Właściwie w każdej wypowiedzi odczytuję jakąś prawdę o sobie. Macie
        sporo racji.
        Teoretycznie wiem co mi jest i jak z tego wybrnąć. Brak mi tylko
        mobilizacji do działania, zdecydowania i siły aby przetrwać trudne
        chwile gdy już nadejdą, zmiast wracać pod skrzydła rodziców.

        Zastanawia mnie tylko,jedna rzecz. Skoro człowiek już wie co mu
        dolega i jak to leczyć, dlaczego w dalszym ciągu tak mu ciężko
        cokolwiek zrobić? Jak się przemóc? Skąd brać energię i zapał? Jak
        pozbyć się uczucia wewnętrznej bezsilności, braku aktywności?

        • psychoguru Wyfrunąć - trzeba najpierw rozwinac skrzydla 31.01.08, 08:52
          shiroiwine napisała:

          > Zastanawia mnie tylko,jedna rzecz. Skoro
          człowiek już wie co mu
          > dolega i jak to leczyć, dlaczego w dalszym
          ciągu tak mu ciężko
          > cokolwiek zrobić? Jak się przemóc? Skąd
          brać energię i zapał? Jak
          > pozbyć się uczucia wewnętrznej
          bezsilności, braku aktywności?

          Te problemy sa oczywiscie spowodowane
          nastrojeniem systemow w mozgu regulujacych
          aktywnosc zyciowa. Sa one oczywiscie w twoim
          mozgu nieprawidlowo nastrojone. Przyczyn
          tego moze byc bardzo wiele. Nastrojenie
          podstawowego dzialania mozgu jest bardzo
          stabilne i trudno je zmienic. A to dlatego
          ze systemy dzialaja na poziomie podswiadomym
          automatycznie a kontrola z poziomu
          swiadomego jest ograniczona.

          Wiekszosc ludzi jest jednak w stanie dokonac
          swiadomie pierwszego kroku po ktorym nie ma
          juz odwrotu i sytuacja zmusza ich do
          jakiegos dzialania. Na przyklad w twoim
          ukladzie bylaby to decyzja o wyprowadzeniu
          sie na swoje. Po zrealizowaniu tej decyzji
          nastepne kroki samodzielnego zycia bylyby
          juz wymuszone nowa sytuacja.

          Jezeli jednak nie jestes w stanie nic zrobic
          to znaczy ze dzialanie mozgu jest powaznie
          zaklocone. Nalezaloby wtedy dokladnie zbadac
          jaka moze byc tego przyczyna zaczynajac od
          stanu zdrowia poprzez historie zycia i
          profil osobowosci. Psychoterapia na pewno
          bylaby przydatna, byc moze wskazana tez
          bylaby wizyta u psychiatry. Ginekolog moglby
          miec cos do powiedzenia w sprawach
          hormonalnych a seksuolog moglby sprawdzic
          czy seksualnosc jest w normie.

          Najsmutniejszy przypadek to ludzie ktorzy
          nic nie sa w stanie zrobic. Po prostu mozg
          jest tak przestrojony ze pomimo tego ze
          osoba na poziomie swiadomym zdaje sobie
          sprawe ze dziala autodestrukcyjnie robi to
          dalej. Przykladem typowym jest alkoholizm
          ale dotyczy to rowniez innych aspektow
          zycia.

          Jezeli wiec z twoim mozgiem nie jest az tak
          zle to powinnas byc w stanie wykonac jakies
          pierwsze kroki dla zmiany sytuacji. Jezeli
          nie jestes w stanie nic zrobic, nawet udac
          sie na terapie, to niestety nic i nikt nie
          pomoze, twoje zycie to twoja odpowiedzialnosc
          za nie. Jest to mniej wiecej podobnie jak z
          alkoholikiem czy narkomanem, dopoki sam nie
          ma checi zmiany i nie wykona pierwszego
          kroku to nikt i nic nie pomoze.

          W pewnym sensie mozna tez tutaj widziec
          szkodliwa role twoich rodzicow motywowana
          jakimis falszywmi przeslankami. Prawdziwie
          kochajacy rodzice powinni wypchnac panne z
          domu jesli widza brak aktywnosci. I to nawet
          drastycznie, pakujac jej walizki jesli
          przekroczyla 30 bo inaczej przyczyniaja sie
          do tworzenia patologicznego ukladu. Ale w
          koncu to ty sama powinnas widziec ze grozi
          tu patologia.
          • laurijka no to trzymajcie za mnie kciuki 31.01.08, 10:09
            zaraz zrobie pierwszy krok... A Tobie, shiroiwine, napisze, czy
            terapia to dobra motywacja i zrodlo sily na jakies dzialanie...
            Akurat u mnie nie jest to takie proste, ze to ja nie chce, by sie
            wyprowadzic. Mam jeszcze starzejacych sie rodzicow, co to kazda
            rozmowe na ten temat konczyli zawalami serca, placzem i awanturami.
            • psychoguru Doprawdy??? 31.01.08, 13:05
              laurijka napisała:

              > Akurat u mnie nie jest to takie proste, ze
              to ja nie chce, by sie
              > wyprowadzic. Mam jeszcze starzejacych sie
              rodzicow, co to kazda
              > rozmowe na ten temat konczyli zawalami
              serca, placzem i awanturami.

              Jezeli naprawde to rodzice stosowali terror
              psychiczny zebys byla z nimi *i nie jestes
              nastolatka* to powinnas ratowac sie
              ucieczka, to jest chore na pograniczu
              psychiatryka. Wlasciwie to trudno w to
              uwierzyc, moze konfabulujesz?
              • laurijka Re: Doprawdy??? 31.01.08, 15:37
                psychoguru od siedmiu bolesci? Jak z Ciebie taki guru, to powinienes
                wiedziec, ze zdarzaja sie rzeczy wykraczajace poza Twoje
                doswiadczenia zyciowe. A krzyki rozpaczy i choroby serca przy wobec
                checi dziecka do wyprowadzenia sie z domu to - jak podejrzewam - i
                tak pestka w porownaniu do naprawde tragicznych sytuacji,ktore
                zdarzaja sie w niektorych domach. Choc, przyznaje, moja akurat nie
                nie jest za wesola.
          • shiroiwine Re: Wyfrunąć - trzeba najpierw rozwinac skrzydla 31.01.08, 16:06
            Rany, to ja już wolę spakować walizkę i wyruszyć w nieznane niż
            chodzić od lekarza do lekarza.
            Już kilka razy się wyprowadzałam to i tym razem tak zrobię. Potem
            będę sie zastanawiała jak zebrać siły aby przy pierwszych
            trudnościach nie stchórzyć i nie wrócić.
            Myślę, że najlepiej będzie poszukać nowej pracy gdzieś dalej w
            Polsce albo za granicą.
            Może przy okazji ktoś się nawinie i będę miała powód, żeby w końcu
            zacząć żyć z dala od rodziców.
            • arwen8 Re: Wyfrunąć - trzeba najpierw rozwinac skrzydla 31.01.08, 16:17
              shiroiwine napisała:

              > Rany, to ja już wolę spakować walizkę i wyruszyć w nieznane niż
              > chodzić od lekarza do lekarza.

              Ważniejszy od dystansu fizycznego jest dystans emocjonalny
              (psychiczny), bez którego niemożliwe jest prawdziwe "wyfrunięcie",
              czyli odcięcie pępowiny. Można miszkać na drugim końcu świata i
              pozostawać osobą emocjonalnie uzależnioną od rodziców. A można
              mieszkać obok i być osobą całkowicie niezależną od rodziców (i ich
              zdania), wolną od poczucia winy.

              Sama tylko odległość nie daje prawdziwej wolności.
              • rlena Klaryfikacja 31.01.08, 19:12
                Wyprowadzic si z domu z kims, nie ma nic wspolnego z samodzielnym
                wyborem o ktory tu chodzi. To jakby przejsc natychmiast spod opieki
                rodzicow pod opieke meza. Rzecz w tym,ze wartosc zycie osobnego
                polega na tym,ze poznasz siebie lepiej,coraz wyrazniej zobaczysz kim
                naprawde jestes, co lubisz,czego nie, jakie kompromisy sa dla ciebie
                mozliwe, a jakich nigdy nie zaakceptujesz. W ten sposob staniesz sie
                autonomiczna osoba zdolna do zycia w zwiazku z druga osoba.

                P.S.
                choc w wieku 30 lat powinnas mieszkac juz sama, to nie jest
                absolutnie na to za pozno.
                Powodzenia.
        • rlena Re: nie potrafię wyfrunąć z rodzinnego gniazda 31.01.08, 19:14
          Choc zycie samodzielne ma swoje wyzwania (podobnie jak zycie w
          zwiazku, czy..z rodzicami), to wlasnie ta satysfakcja plynnaca z
          samodzielnosci jest zrodlem energii.
    • gonic_krooliczka Re: nie potrafię wyfrunąć z rodzinnego gniazda 31.01.08, 19:47
      A jam mam wręcz przeciwnie. Odkąd skończyłam 20lat chciałam się wyprowadzić, ale wiem że to nie takie proste. Teraz studiuję ale juz mam wieelkie plany na własne M, mimoże z nikim nie zamierzam zamieszkiwać, prowadzę życie singla i świetnie mi z tym:) Ale ja mam wysoką potrzebę niezależności. I to na prawdopodobnie różni (jeśli to coś podpowie - jedynaczką jeZdem;) i zawsze byłam mocno samodzielna)
    • shiroiwine Re: nie potrafię wyfrunąć z rodzinnego gniazda 01.02.08, 14:16
      Zdaję sobię sprawę, że bardziej mnie łączy z rodziną więź
      emocjonalna niż fizyczna i odległość nie ma tu dużego znaczenia.
      Pisałam wcześniej, że już wyjeżdżałam bardzo, bardzo daleko, na inny
      kontynent nawet.
      Ni chodzi mi również o zamianę rodziców na faceta.
      Chcę przede wszystkim być samodzielna dla siebie, żyć własnym
      życiem, odpowiadać za siebie i nie musieć się przed nikim tłumaczyć.
      Teraz co prawda nie muszę sie przed rodzicami wyspowiadać z niczego,
      ale mieszkanie pod jednym dachem jednak ogranicza prywatność.

      Podkreślam jeszcze raz. Głównym moim problemem jest to, że jak już
      zamieszkam osobno to w pewnym momencie dopadnie mnie coś takiego,
      może tęsknota (nie wiem jak to określić), że rzucę wszystko w
      cholerę i wrócę. Tego najbardziej się boję. Tego nie chcę.
      Dlatego zastanawiam się dlaczego tak postępuję. Schemat powtarza się
      od wielu lat. Nawet rodzice już mi nie wierzą, kiedy mówię, że tym
      razem naprawdę się wyprowadzam i już nie wrócę.
      Dlaczego postępuję wbrew sobie? o to jest pytanie.
      • redd.s Re: nie potrafię wyfrunąć z rodzinnego gniazda 01.02.08, 14:22
        to weź pod uwagę mieszkanie z jakimś zwierzakiem pod jednym dachem - nie będziesz całkiem sama, pomyśl o piesku , kotku, a może króliczku? :) zawsze będzie jeszcze żywa istota w pobliżu; a z rodziną jak i innymi znajomymi można utrzymywać kontakt prze telefon, internet itp., spotykać się od czasu do czasu na "niedzielnych obiadkach" ;)
        • rlena Re: nie potrafię wyfrunąć z rodzinnego gniazda 01.02.08, 15:16
          Oczywiscie,ze taka sytuacja moze sie zdarzyc. Kazdy czasem
          doswiadcza pokusy, by od kogos zalezec, by ktos sie nim zaoopiekowal
          (bezpieczenstwo vs.przygoda i satysfakcja). Nie postepujesz wbrew
          sobie, raczej sobie nie ufasz.
          Dzialaj stopniowo, nie odcinaj sie calkowicie od rodzicow. Odwiedzaj
          ich,dwa razy w tygodniu, potem raz, dopoki nie zapanujesz nad
          sytuacja. A potem tez przeciez tez z nimi nie zrywaj, tylko
          swiadomie, jesli bedziesz czula potrzebe spotkania, to sie
          spotykaj. Ale nie wracaj.
          Wyobraz sobie, ze nie masz rodzicow (co predzej czy pozniej sie
          zdarzy)co wtedy zrobisz? Bedziesz musiala sobie poradzic, i
          poradzisz sobie, bo to normalna kolej rzeczy.
          Nie ludz sie,ze na poczatku bedzie lekko. Nie bedzie,ale dasz rade,
          wiec pakuj swoje rzeczy!
          Zorganizuj swoj dzien, zeby ciagle nie rozmyslac. Zapisz sie na
          silownie, albo kurs tanca. Moze kup rybke (nie jest zbyt
          wymagajaca), wtedy to ty bedziesz sie nia opiekowac, a to dodaje
          motywacji.
          Nie ma innej drogi.
      • psychoguru Pytania i zagadki 02.02.08, 13:12
        shiroiwine napisała:

        > Dlatego zastanawiam się dlaczego tak
        postępuję. Schemat powtarza się
        > od wielu lat. Nawet rodzice już mi nie wierzą,
        kiedy mówię, że tym
        > razem naprawdę się wyprowadzam i już nie wrócę.
        > Dlaczego postępuję wbrew sobie? o to jest
        pytanie.

        Pytania tego typu sa pozornie sprzeczne bo
        skoro "ja" to jedna osobowosc to jak ja moge
        postepowac wbrew swojemu ja? Czyzby byly "we
        mnie" dwie sprzeczne osobowosci"?

        Odpowiedz na ten paradoks jest prosta jesli
        wezmie sie pod uwage budowe mozgu. W mozgu
        dzialaja systemy na dwoch poziomach: swiadomym i
        podswiadomym. Podstawowe procesy zyciowe sa
        regulowane na poziomie podswiadomym ale rowniez
        bardzo znaczna czesc aktywnosci zyciowej jest
        sterowana na poziomie podswiadomym. Poziom
        swiadomy pelni funkcje wybierania roznych opcji
        i ostatecznej kontroli wykonania.

        Ale wspoldzialanie systemow na poziomie
        swiadomym i podswiadomym zalezy od ich
        nastrojenia.

        Twoj przypadek jest calkiem typowy. Systemy
        kontroli i planowania aktywnosci zyciowej na
        poziomie swiadomym i podswiadomym nie sa
        nastrojone zgodnie. System podswiadomy generuje
        bardzo silne sygnaly i w istocie kontroluje
        sytuacje. Wywoluje to rozdzwiek na poziomie
        swiadomym ktorego rezultatem sa twoje pytania.

        Pytanie dlaczego jest takie wlasnie nastrojenie
        systemu podswiadomego planowania aktywnosci
        zyciowej i jest tak silne ze kontrola swiadoma
        nie dziala. Przyczyn tego moze byc bardzo wiele,
        wspominano o nich poprzednio. Dodac to tego
        mozna jeszcze ze podstawowe nastrojenie dokonuje
        sie czesto w dziecinstwie lub wczesnej mlodosci
        na przyklad pod wplywem wydarzen powodujacych
        bardzo silne emocje. Bez znajomosci historii
        zycia, profilu osobowosci i stanu zdrowia trudno
        konkretnie cos powiedziec. W twoich opisach
        zwraca uwage na przyklad pomijanie historii
        zwiazkow partnerskich, co sklania do spekulacji
        ze portfolio w tym zakresie jest bardzo
        ograniczone.Gdyby tak rzeczywiscie bylo to
        prawdopodobne jest ze to wazniejszy watek od
        tego z rodzicami, bo byc moze w tej dziedzinie
        tkwia przyczyny. Ale sa to oczywiscie tylko
        spekulacje, odpowiedz na twoje pytania pozostaje
        zagadka bo nie ma wystarczajacej informacji zeby
        probowac ja rozwiazywac.
    • yaroszka Re: nie potrafię wyfrunąć z rodzinnego gniazda 10.02.08, 15:23
      Dorosłe dzieci nie powinny mieszka z rodzicami. Nie jest to zdrowe. Ja niestety
      mieszkałam do ok 30 roku życia ( nie stac mnie było na wynajem, szukałam
      pustostanów itp), płacąc za częśc opłat domowych i będąc na wyłącznie własnym
      wyżywieniu ( nie wzięłam ani grosza na nic). Gdybym mogła wcześniej to nie
      czekałabym ani godziny. Po wyprowadzce mieszkałąm kilka tygodni w mieszkaniu bez
      łazienki ( kupione w stanie surowym). I dopiero po wyprowadzce zaczęłam
      dogadywac się z rodziną.
    • lalacruz Re: nie potrafię wyfrunąć z rodzinnego gniazda 10.02.08, 23:27
      Im dłużej będziesz czekać , tym trudniej będzie Ci to zmienić.
    • 0milutka Re: nie potrafię wyfrunąć z rodzinnego gniazda 18.02.08, 10:32
      Czytam ten wątek po kilka razy dziennie - odnajduję się we wszystkim, co ty i
      pozostali napisaliście. Ja mam jeszcze bardziej skomplikowana sytuację - mamy
      wspólny majątek, każdemu z nas trudno jest żyć finansowo oddzielnie. Mamy
      wielki, rodzinny dom - wspólnie go utrzymujemy. Tak bardzo chciałabym móc być na
      swoim, ale w sumie to "swoje" już mam. Powierzchniowo jest nawet bardzo, bardzo
      duże. Tylko co z tego? W zasadzie spełniło mi się to wszystko, co napisał ktoś:
      samotność, dziwaczność, nieudane związki z mężczyznami - stale utrzymywana
      tajemnica ( po co? nawet sama nie wiem skąd te tajemnice???), załamanie
      psychiczne. Nie wiem, jak mogę się uratować. Mam 35 lat i jestem psychicznie
      dzieckiem. Dzieckiem na które można krzyknąć, którym się kieruje, przed którym
      wylewa się żale. Różnie. Rodzice są fantastycznymi, dobrymi, miłymi, kochającymi
      ludźmi. Pomagają innym. Wychowują innych. Nie zrobili tego, co najważniejsze:
      nie nauczyli mnie żyć! I dziś chce mi się umierać, bo nie umiem już inaczej.
      Trochę dramatycznie wyszło, ale wiem, ze tak jest.
      • kos2007 Re: nie potrafię wyfrunąć z rodzinnego gniazda 18.02.08, 16:37
        Co ma zrobić człowiek w odwrotnej sytuacji, kiedy rodzić siedzi mu na karku?
        Najpierw przestawiał mu życie w dzieciństwie, później w młodości a teraz po
        kolejnym nieudanym związku mieszka u niego, mając całe życie pretensje do
        świata. Czy ta osoba żeby się uwolnić od takiego rodzica ma kupić drugie
        mieszkanie, wyprowadzić się i utrzymywać dwa? Rodzic na co dzień uchodzi za
        przyjazną i sympatyczną osobę i jest lubiany przez otoczenie, tylko co z tego.
        • rlena Re: nie potrafię wyfrunąć z rodzinnego gniazda 25.02.08, 19:40
          stanowczo poinformowac o koniecznosci wyprowadzenia sie, ustalic
          termin i byc konsekwentna.
      • musi.byc.ogien Re: nie potrafię wyfrunąć z rodzinnego gniazda 04.02.19, 11:41
        Ja Ciebie rozumiem. Mam trochę inaczej bo nie mieszkam z rodzicami pod jednym dachem, ale dostałem od nich mieszkanie. Wszyscy mi powtarzają, że powinienem docenić ten dar i w ogóle to mnie poj***ło. Mnie jednak dobija fakt, że nie musiałem nic zrobić, żeby to mieć. Sytuacja z pozoru absurdalna, ale zaczynam coraz bardziej siebie szanować. Zamierzam podziękować i oddać to mieszkanie, zaczynając od zera.
    • grudniowa Re: nie potrafię wyfrunąć z rodzinnego gniazda 23.02.08, 19:23
      A ja wyfrunełam i o niczym innym nie potrafię myśleć jak tylko o powrocie...Moi rodzice nie są nadopiekuńczy, nie szantażują mnie emocjonalnie żebym wracała-wręcz przeciwnie, namawiali mnie do wyprowadzki. Mam męża, pracę, nawet własnego kota :) ale ciągle tęsknię za domem.Obecnego lokum nigdy nie nazywam domem, to jest tylko mieszkanie. Moim najwiekszym marzeniem jest powrót do rodzinnej miejscowości. Nie koniecznie muszę mieszkać z rodzicami, ale chciałabym mieć ich blisko. Brakuje mi też moich dziadków a nawet sąsiadów. W mieście czuję się okropnie samotna. Próbowałam wyjechać za granicę-skończyło się totalnym załamaniem. I co z tym fantem zrobić?
      • psychoguru Rewirowcy 24.02.08, 21:04
        grudniowa napisała:

        > A ja wyfrunełam i o niczym innym nie potrafię
        myśleć jak tylko o powrocie...Moi
        > rodzice nie są nadopiekuńczy, nie szantażują
        mnie emocjonalnie żebym wracała-w
        > ręcz przeciwnie, namawiali mnie do
        wyprowadzki. Mam męża, pracę, nawet własnego
        > kota :) ale ciągle tęsknię za domem.Obecnego
        lokum nigdy nie nazywam domem, to
        > jest tylko mieszkanie. Moim najwiekszym
        marzeniem jest powrót do rodzinnej mie
        > jscowości. Nie koniecznie muszę mieszkać z
        rodzicami, ale chciałabym mieć ich b
        > lisko. Brakuje mi też moich dziadków a nawet
        sąsiadów. W mieście czuję się okro
        > pnie samotna. Próbowałam wyjechać za granicę-
        skończyło się totalnym załamaniem.
        > I co z tym fantem zrobić?

        Twoj problem to co innego niz powrot do
        mieszkania z rodzicami.

        Nalezysz do tak zwanych rewirowcow czyli ludzi
        bardzo przywiazanych do jednego miejsca,
        najczesciej sa nim rodzinne strony. Ich
        przeciwienstwem sa nomadzi, tacy co zawsze
        siedza na walizkach.

        Poniewaz masz kota to wiesz ze zjawisko to znane
        jest u zwierzat. Wobec tego musi byc bardzo
        gleboko wbudowane w mozgu i jest wobec tego
        zupelnie normalne chociaz troche nie pasuje do
        obecnych czasow gdy wszyscy powinni byc nomadami
        jezdzacymi ciagle, za praca, widokami i
        wypoczynkiem.

        Najlepiej byloby wiec wlasnie przeniesc sie w
        rodzinne okolice a przynajmniej odwiedzac je
        czesto i utrzymywac ozywione kontakty.
      • rlena Re: nie potrafię wyfrunąć z rodzinnego gniazda 25.02.08, 19:49
        Okres separacji dla jednych jest trudniejszy niz dla drugich. Trzeba
        go przejsc. Nie ma nic niezrozumialego w tym,ze chcesz miec rodzicow
        blisko siebie (ale w odrebnym mieszkaniu),wszystko zalezy od twojej
        motywacji.
        Mnie zawsze bardziej odpowiadala sytuacjia, gdy rodzice mieszkali w
        pewnej odleglosci ode mne (ok.100 km.). Teraz, gdy oni sa starsi,
        czasem mam nieodparta chec byc blizej,zeby im pomoc, lub po prostu
        pobyc w ich obecnosci. Cenie jednak bardzo to,ze moge wrocic do
        siebie, do miejsca,ktore nazywam swoim wlasnym domem.
    • lily26 Re: nie potrafię wyfrunąć z rodzinnego gniazda 25.02.08, 21:54
      Ja mam podobna sytuacje ja Ty, jestem w Twoim wieku i nadal mieszkam z
      rodzicami.Kiedy czasem wyjezdzam na jakis czas peka mi serce kiedy widze jak
      przykro jest mojej mamie. Ona nie stara sie mnie zatrzymywac ale wiem ze jest
      uzalezniona od mojej obecnosci i nie wie co ze soba zrobic kiedy mnie nie
      ma(stosunki z ojcem ma fatalne).Tym samym mam ogromne wyrzuty sumienia, ze ja
      zostawiam. Wiem,ze to glupie, to chyba oznaka slabosci i nadwrazliwosci. Jednak
      to uczucie przejmujacego zalu jest nie do pokonania.Od zawsze bylam z mama
      bardzo zzyta, jest ona jednyna bliska mi osoba i to kopmlikuje sprawe bo czuje
      sie psychicznie od niej uzalezniona.Problem w tym, ze ciagle traktuje mnie jak
      dziecko i chce miec nade mna kontrole. Dlatego wiem ,ze ten uklad jest na
      dluzsza mete toksyczny. Mimo to ilekroc mysle o przeprowadzce przchodza mnie
      ciarki.I tu nie chodzi tylko o tesknote ale o to ze nie mam nikogo bliskiego kto
      by mnie rozumial,na kogo moglabym liczyc.Samotne mieszkanie wydaje mi sie czyms
      koszmarnym tym bardziej ze pracuje w domu wiec caly dzien spedzam w samotnosci i
      ciszy.Dodatkowym problemem jest to ze nie stac mnie na wynajecie mieszkania w
      ktorym moglabym miec odpowiednia przestrzen do pracy i na mysl o mieszkaniu z
      kims obcym robi mi sie niedobrze.Na pewno sytuacja bylaby bez porownania
      latwiejsza gdybym kogos miala.Niestety nie mam i nie wiadomo czy doczekam sie
      kogos takiego.I jak sobie z tym poradzic?
      • rlena Re: nie potrafię wyfrunąć z rodzinnego gniazda 25.02.08, 23:19
        Wlasnie chodzi o to,zebu umiec sie zmierzyc z tymi chwilami
        samotnosci/ze soba. Wtedy dojda do glosu problemy , ktorych sie
        najbardziej obawiasz. Jest to wazny moment, i dosc straszny. Mozesz
        wyjsc z niego bardzo wzmocniona, ale to wymaga sily i determinacji.
        Jesli nie masz zbyt wielu bliskich osob, to otocz sie inspirujacymi,
        madrymi ksiazkami. Jesli sie wystraszysz i uciekniesz, bedziesz cale
        zycie przed soba uciekac.
        Dla mnie osobiscie wielka pomoca na pewnym etapie zycia byla
        ksiazka Krisnamurthiego, nawet nie pamietam teraz jej tytulu.
        Pamietam za to dokladnie,ze kurczowo sie jej trzymalam, i to jak
        mnie podtrzymywala na duchu w chwilach bardzo ciezkich. Moze to byc
        jednak kazda inna dobra ksiazka. Ja n ie jestem buddystka, nawet nie
        wielbicielka z boku, a wlasnie ta, a nie inna ksiazka byla moim
        olbrzymim wsparciem.
        Wszystko co naprawde wazne, jest tez trudne.
      • 0milutka Re: nie potrafię wyfrunąć z rodzinnego gniazda 26.02.08, 01:25
        Właśnie - co zrobić? Od miesięcy zbieram się w sobie, żeby pójść na jakaś
        terapię. Bo ja nie dość, że nie wyszłam z domu - a mam więcej lat niż ty - to
        jestem jeszcze chyba asocjalna. Zamknęłam się w sobie. Całkowicie. Nie umiem
        zrozumieć dlaczego tak się ze mną dzieje, bo ciągnie mnie do ludzi. A jednak nie
        umiem, nie wystarcza mi odwagi, by wyjść. Ja naprawdę zamknęłam się w domu, tak
        fizycznie, i jestem skrajnie nieszczęśliwa. Jestem jedynaczką, może to jakiś
        powód? Mam podobne relacje z mamą jak ty. I chociaż wiem, że z całego serca
        chciałaby, aby życie mi się ułożyło, to jakoś czuje się jej nadal
        podporządkowana. Zresztą traktuje mnie jak dziecko. A ja na to pozwalam i
        zasklepiam się w sobie jeszcze bardziej. I już sama nie wiem, co byłoby lepsze -
        samotność w wynajmowanym kawałku mieszkania, czy względny dobrobyt za cenę
        rezygnacji z siebie? Wiem jedno, i wiem to z całym przekonaniem: największa wina
        jest we mnie i z mojego powodu - przecież mogłam się odseparować. Kończyłam
        szkoły, studia - to wtedy popełniłam jakiś błąd. Nie odważyłam się. Bardzo bałam
        się ludzi, przeogromnie zależało mi na ich opinii i to paraliżowało tak, że
        zamiast próbować, poddawałam się i ....w świat książek ... w domu. Dobrowolne
        zamknięcie. Mam żal, ze nikt z najbliższych widząc takie dziwaczne zachowanie,
        nie pomógł mi mądrze. O mój Boże! aż trudno mi samej w to uwierzyć, ale ja
        dobrowolnie zamknęłam się w areszcie. I dopiero teraz poczułam, co ja narobiłam
        ze swoim życiem. Tylko że na wiele spraw jest już za późno. Nawet na to, by w
        wieku 36 lat stać się dorosłym człowiekiem.
        • lily26 Re: nie potrafię wyfrunąć z rodzinnego gniazda 26.02.08, 10:51
          Wcale nie jest za pozno. Przeciez jeszcze kawal zycia przed Toba. Problem tylko
          w tym, ze jest trudniej.Ja wlasnie najbardziej zaluje tego ,ze nie wyjechalam na
          studia do innego miasta. To byl najbardziej odpowiedni moment na rozpoczecia
          samodzielnego zycia.A potem nie mialam juz okazji i moja praca zatrzymala mnie w
          rodzinnym domu.
          • vestalinka Re: nie potrafię wyfrunąć z rodzinnego gniazda 26.02.08, 21:13
            Niestety prawda wygląda tak,że nie każdego stać na wyjazd na studia do innego
            miasta,lub wynajęcie własnego mieszkania-chociażby było bardzo skromniutkie. Mam
            bardzo wielu znajomych,którzy są w podobnym wieku i mieszkają jeszcze z
            rodzicami,trudno jest się usamodzielnić w naszym kraju...chyba nie muszę pisać
            dlaczego. Wyjazd za granicę dla kogoś kto nie ma tam nikogo też nie jest
            najłatwiejszą sprawą.
            Znam również bardzo wiele dziewczyn,które po 30-stce wróciły do swoich
            rodzinnych domów z powodu rozpadu związku,rozwodów...Tak to wygląda,trudne czasy....
        • psychoguru Re: nie potrafię wyfrunąć z rodzinnego gniazda 26.02.08, 21:45
          0milutka napisała:

          > Właśnie - co zrobić? Od miesięcy zbieram się w
          sobie, żeby pójść na jakaś
          > terapię. Bo ja nie dość, że nie wyszłam z
          domu - a mam więcej lat niż ty - to
          > jestem jeszcze chyba asocjalna. Zamknęłam się
          w sobie. Całkowicie. Nie umiem
          > zrozumieć dlaczego tak się ze mną dzieje, bo
          ciągnie mnie do ludzi. A jednak ni
          > e
          > umiem, nie wystarcza mi odwagi, by wyjść. Ja
          naprawdę zamknęłam się w domu, tak
          > fizycznie, i jestem skrajnie nieszczęśliwa.
          Jestem jedynaczką, może to jakiś
          > powód?

          Terapia jest konieczna. Twoj system planowania
          aktywnosci zyciowej dziala destrukcyjnie. Jakie
          sa tego przyczyny nie da sie okreslic bez
          analizy historii zycia i profilu osobowosci.Na
          przyklad pytanie jest czy w dziecinstwie,
          mlodosci mialy miejsce szokujace wydarzenia, czy
          byly negatywnie zakonczone zwiazki. W kazdym
          razie typowy dla osob samotnych jest potezny
          kryzys psychiczny po 40.
          • 0milutka Re: nie potrafię wyfrunąć z rodzinnego gniazda 01.03.08, 20:25
            Wiem. I "idę" już tak od kilku miesięcy. Chciałabym umieć zebrać się w garść.
            Mam 36 lat i już tak niewiele życia mi pozostało. Strasznie się boję. Boję się
            tego, co będzie. Najmniej boję się śmierci, ale zdaję sobie sprawę, ze skoro tak
            uważam, to zwyczajnie jest ze mną coś nie tak. Chyba nie jest normalnym
            pocieszać się, że jak będzie już nie do wytrzymania, to zawsze mogę odejść. Ja
            nie myślałam, że można w życiu nie dorobić się choćby niewielkiego grona ludzi,
            dla których jest się ważnym. Jestem tylko ja i moi rodzice. Na których zresztą
            też psioczę, a w końcu tylko ich mam. Tylko dlaczego tak się stało? Nie mam
            żadnych wad fizycznych, wygląd normalny - dla jednych mogę być ładna, dla innych
            przeciętna. Intelekt mam dość rozwinięty. Zainteresowania w normie. Żadnych
            dziwactw. I ten kompletny marazm życia, kompletna wewnętrzna emigracja, której
            przecież wcale nie chcę. Gdy byłam dziewczyną to myślałam sobie, że może lubię
            samotność. Ale nie, nie lubię! Wiem to na pewno. Jest mi strasznie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka