shiroiwine
27.01.08, 23:20
Chodzi o to, że mimo odpowiedniego wieku (trzydziestka) nadal
mieszkam z rodzicami. Jestem od nich uzależniona psychicznie,
duchowo, fizycznie (finansowo- niezależna - pracuję).
Już dawno powinnam żyć samodzielnie albo z własną rodziną
(mężem/partnerem dziećmi) jednak wciąż tkwię przy matce i ojcu z
własnej woli. Kilka razy próbowałam się usamodzielnić. Wyprowadzałam
się, wyjeżdżałam za granicę bliżej i dalej, żeby właśnie żyć własnym
życiem jak wszyscy normalni dorośli ludzie, ale tęskonota zawsze
zwyciężała i wracałam do domu, do bliskich. Rodzice bardzo mnie
kochają i są bardzo w stosunku do mnie opiekuńczy co nie ułatwia
całej sprawy. Czasem niby żartem powiedzą coś o zamążpójściu ale
specjalnie nie naciskają, a mi też jakoś specjalnie na tym nie
zależy. Nikogo nie szukam - nie czuję przymusu ani ciśnienia. Może
jestem niedojrzała emocjonalnie, niedorosła wewnętrznie. Nie wiem.
Oczywiście chcę mieszkać i żyć osobno. Bywa ostatnio - nawet często-
że obecność rodziny drażni mnie i mam już takiej sytuacji dosyć.
Jednak jakaś siła trzyma mnie przy nich. Ciągle odwlekam to co
powinnam uczynić już od dawna. Odciąć pępowinę. Tylko jak to zrobić?
Jeżeli gdzieś wyjechać - to blisko, tak żeby w każdej chwili móc
przyjechać i być na miejscu gdyby mnie potrzebowali albo ja ich?
A może postąpić wręcz odwrotnie - wyjechać jak najdalej, żeby w
końcu być zdaną tylko na siebie i odzwyczaić się od rodziców. Ale
boję się, że przy pierwszych trudnościach nie wytrzymam i wrócę.
Czy ktoś miał lub ma podobną sytuację. Jak problem rozwiązaliście?