Dodaj do ulubionych

miłość nie wystarcza?

21.08.03, 12:39
"Nie wystarczy kochać, trzeba jeszcze umieć wziąć tę miłość w ręce i
przenieść przez całe życie" - nie wiem czyje to, ale obecnie bardzo moje.

Można kochac i nie móc dać sobie nawzajem szczęścia w związku?

Można - kochając - stanąć przed wyborem między byciem razem a zdrowiem
własnej duszy?

Można być razem za wszelką cenę? Nawet za cenę siebie samego?

Źle jest krzywdzić innych w imię własnego szczęścia. A czy dobrze krzywdzić
siebie w imię szczęścia cudzego?

Powie ktoś, że w takim razie to nie jest miłość? To dlaczego serce pęka na
milion kawałków?

W.
Obserwuj wątek
    • Gość: oak Re: miłość nie wystarcza? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 21.08.03, 12:45
      walentyna napisała:

      > "Nie wystarczy kochać, trzeba jeszcze umieć wziąć tę miłość w ręce i
      > przenieść przez całe życie" - nie wiem czyje to, ale obecnie bardzo moje.
      >
      > Można kochac i nie móc dać sobie nawzajem szczęścia w związku?
      >
      > Można - kochając - stanąć przed wyborem między byciem razem a zdrowiem
      > własnej duszy?
      >
      > Można być razem za wszelką cenę? Nawet za cenę siebie samego?
      >
      > Źle jest krzywdzić innych w imię własnego szczęścia. A czy dobrze krzywdzić
      > siebie w imię szczęścia cudzego?
      >
      > Powie ktoś, że w takim razie to nie jest miłość? To dlaczego serce pęka na
      > milion kawałków?
      >
      > W.

      mądra Kobietka jesteś, a boli bo zyjesz.
      gorzej gdy przestaje.
      trzymaj się
      pozdr.
      • Gość: Malwina Re: miłość nie wystarcza? IP: *.d1.club-internet.fr 21.08.03, 12:47
        to niespelnione pragnienie bycia kochanym boli
        a nie milosc ktora sie niesie drugiemu
        • walentyna Re: miłość nie wystarcza? 21.08.03, 15:22
          Gość portalu: Malwina napisał(a):

          > to niespelnione pragnienie bycia kochanym boli
          > a nie milosc ktora sie niesie drugiemu

          Do głębszego przemyślenia. Zabieram ze sobą na wieczór do domu.
      • walentyna Re: miłość nie wystarcza? 21.08.03, 15:25
        Gość portalu: oak napisał(a):


        >
        > mądra Kobietka jesteś, a boli bo zyjesz.
        > gorzej gdy przestaje.
        > trzymaj się
        > pozdr.

        Dzięki za przypomnienie. Dobre słowo jest bezcenne. Zwłaszcza, kiedy życie
        wierzga kopytami.
    • cossa Re: miłość nie wystarcza? 21.08.03, 12:47
      milosc to nie tylko uczucie
      • walentyna Re: miłość nie wystarcza? 21.08.03, 15:21
        cossa napisała:

        > milosc to nie tylko uczucie

        Świadomość, że ktoś to rozumie sprawia, że łomot w głowie nieco mniejszy.
        Dzięki, Cosso.
    • Gość: jar Re: miłość nie wystarcza? IP: 195.136.33.* 21.08.03, 12:49
      a to twoje przemysleniea, czy cytaty, ktore sie podobaja?
      • Gość: oak Re: miłość nie wystarcza? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 21.08.03, 12:57
        Gość portalu: jar napisał(a):

        > a to twoje przemysleniea, czy cytaty, ktore sie podobaja?

        a co za różnica ? jesli się z nimi utożsamia ?
        • Gość: jar Re: miłość nie wystarcza? IP: 195.136.33.* 21.08.03, 13:23
          no w zasadzie tylko taka, ze albo cos sie z zewnatrz do siebie adaptuje albo
          cos z siebie sie tworzy, poza tym zadna;)
      • walentyna cytat tylko jeden 21.08.03, 15:20
        Gość portalu: jar napisał(a):

        > a to twoje przemysleniea, czy cytaty, ktore sie podobaja?

        Cytuję siebie. Z własnych, boleśnie aktualnych doświadczeń.
    • Gość: alenka Re: miłość nie wystarcza? IP: 62.121.128.* 21.08.03, 13:15
      walentyno..wlasnie teraz..wlasnie to..wlasnie tak..tez moje teraz..
      sama milosc nie wystarcza..
      w bezradnosci wyzywam podly los
      czas uleczy to co zostanie po..
      • alfika Re: miłość nie wystarcza? 21.08.03, 13:26
        Przepraszam, ale chyba pierwszy raz to napiszę: jesteście głu

        Nie, nie napiszę.
        Ale, do diabła, jeśli to nie miłość - rozstać się.
        A jeśli to miłość - zadbać o nią, do cholery!!! Spuścić z tonu, ustąpić czasem,
        nie widzieć problemów tam, gdzie ich nie ma, nie robić z siebie ofiar losu,
        WSPÓŁPRACOWAĆ, zobaczyć człowieka w człowieku, a nie plastelinę do formowania
        po swojemu!

        A potem będzie pisała jedna z drugą: nie kocham go, ale wychodze za mąż, bo
        moja prawdziwa miłość odeszła/bo odeszłam od mojej prawdziwej miłosci/bo się
        posprzeczaliśmy o drobiazg/bo jak teraz zyć. Uch!

        Rozstawac się jest łatwo - i jakie to romantycznie bolesne! - i może to go
        przekona do moich racji - ale być we dwoje to już takie pospolite, co?!
        A potem rozstawanie to będzie jedyna rzecz, jakiej się nauczycie. Tylko być we
        dwoje z kimś - nie będziecie umiały. No!
        • Gość: oak Re: miłość nie wystarcza? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 21.08.03, 13:34
          a mamuśka posiadasz papierek lakmusowy do badania czy to miłość czy nie ?

          od miłości jeszcze nikomu manna z nieba nie spadła,
          miłośc nie wystarcza i nie ma to nic wspólnego z rozważaniami czy to miłość czy
          nie.
          miłość jest tylko tyle warta ile potrafisz za nią dać

          • alfika Re: miłość nie wystarcza? 21.08.03, 13:45
            Synuś, a czytać to ty umiesz?
            Wszak pisałam: jak miłość, to zawalczyć, jak nie miłość, to się rozstać?

            Ps. papierków to ci u mnie dostatek, o dziwo lakmusowe też jeszcze się
            uchowały :P
        • psychoanalityk Re: miłość nie wystarcza? 21.08.03, 13:45
          alfika napisała:

          > Przepraszam, ale chyba pierwszy raz to napiszę: jesteście głu
          >
          > Nie, nie napiszę.
          > Ale, do diabła, jeśli to nie miłość - rozstać się.
          > A jeśli to miłość - zadbać o nią, do cholery!!! Spuścić z tonu, ustąpić
          czasem,> nie widzieć problemów tam, gdzie ich nie ma, nie robić z siebie ofiar
          losu, > WSPÓŁPRACOWAĆ, zobaczyć człowieka w człowieku, a nie plastelinę do
          formowania > po swojemu!
          > > A potem będzie pisała jedna z drugą: nie kocham go, ale wychodze za mąż, bo
          > moja prawdziwa miłość odeszła/bo odeszłam od mojej prawdziwej miłosci/bo się
          > posprzeczaliśmy o drobiazg/bo jak teraz zyć. Uch!
          > > Rozstawac się jest łatwo - i jakie to romantycznie bolesne! - i może to go
          > przekona do moich racji - ale być we dwoje to już takie pospolite, co?!
          > A potem rozstawanie to będzie jedyna rzecz, jakiej się nauczycie. Tylko być
          we > dwoje z kimś - nie będziecie umiały. No!
          >


          hyhyhy
          oj madra alfiko. ty musisz miec bardzo proste i czarno biale zycie.
          "nie widzieć problemów tam, gdzie ich nie ma" hyhyhy czyli jesli np ukochany
          jest akurat zonaty to nie problem?
          "jeśli to nie miłość - rozstać się.A jeśli to miłość - zadbać o nią" hyhyhy
          takie proste a glupie dziewczyny maja watpliwosci

          • Gość: Malwina Re: miłość nie wystarcza? IP: *.d1.club-internet.fr 21.08.03, 13:48
            en face problemow innych mam glowe na karku i dystans
            stad mozliwosc innej wizji
            to nie znaczy ze mam ulozone i bezbledne zycie
            to znaczy banalnie
            ze innym latwiej pomoc
          • alfika Re: miłość nie wystarcza? 21.08.03, 13:51
            psychoanalityk napisał:

            >
            > hyhyhy
            > oj madra alfiko. ty musisz miec bardzo proste i czarno biale zycie.
            > "nie widzieć problemów tam, gdzie ich nie ma" hyhyhy czyli jesli np ukochany
            > jest akurat zonaty to nie problem?


            Żonaty i ukochany w jednym???
            Można i tak :))))))))))))))))))
            To dobrej zabawy życzę :)))))))))))))))
            Dla mnie tu akurat jest dwustan: albo żonaty i żadne takie, albo wolny i nie ma
            problemu żonatości. Śmiesznie, prosto i naiwnie :))))))


            > "jeśli to nie miłość - rozstać się.A jeśli to miłość - zadbać o nią" hyhyhy
            > takie proste a glupie dziewczyny maja watpliwosci
            >

            Pisały, że miłość? Pisały. To co się czepia?
            • psychoanalityk Re: miłość nie wystarcza? 21.08.03, 13:59
              widzisz dziewczynko-zycie potrafi pisac bardziej skomplikowane scenariusze niz
              ci sie wydaje. ale dopiero musisz to poczuc na wlasnych czterech literach zeby
              zrozumiec.
              • alfika Re: miłość nie wystarcza? 21.08.03, 14:09
                psychoanalityk napisał:

                > widzisz dziewczynko-zycie potrafi pisac bardziej skomplikowane scenariusze
                niz
                > ci sie wydaje. ale dopiero musisz to poczuc na wlasnych czterech literach
                zeby
                > zrozumiec.


                A to przepraszam, z monopolistą na wiedzę o życiu gdzież bym śmiała
                zadzierać :))))))))))))

                A jak poczujesz na swoich 4ch literach konsekwencje problemów stwarzanych
                własnymi decyzjami na diabli wiedzą czyj użytek, to nabierzesz szacunku także
                dla tych, którzy nie zdradzają.
                • psychoanalityk Re: miłość nie wystarcza? 21.08.03, 14:21
                  alfika napisała:

                  , to nabierzesz szacunku także > dla tych, którzy nie zdradzają.


                  mowisz o swoim mezu?? niepoprawna z ciebie optymistka.
                  • alfika Re: miłość nie wystarcza? 21.08.03, 14:30
                    psychoanalityk napisał:

                    > alfika napisała:
                    >
                    > , to nabierzesz szacunku także > dla tych, którzy nie zdradzają.
                    >
                    >
                    > mowisz o swoim mezu?? niepoprawna z ciebie optymistka.


                    Nie jesteś w stanie mi dokuczyć :) Dokuczanie zresztą mało kogo przekonuje.
                    Nie pytałam o Twoją opinię na temat fikcyjnego człowieka, ale dzięki.
                    Mój przyszły być może małżonek zawsze mówi sam za siebie. Tak samo jak ja.
                    Dlatego nie mówiłam o nim, ale o sobie.
                    Nie wierzę, że zrozumiesz, co napisałam. Ale było by nieźle :)
                    • psychoanalityk Re: miłość nie wystarcza? 21.08.03, 14:43
                      wiec ciagle twoj czarno bialy swiat.
                      nigdy nie mow nigdy -znasz? uwazaj na niezaplanowane odcienie szarosci.
                      nie licze ze zrozumiesz-ale byloby milo.:)))))
                      • alfika Re: miłość nie wystarcza? 21.08.03, 14:54
                        Próby określenia barw świata na podstawie podejścia do romansów z żonatymi nie
                        są zbyt wiarygodne, ale skoro się upierasz.
                        W tej kwestii na pewno nie mam chęci taplać się w szarościach. I w paru innych
                        też.
                        I ponieważ taka działalność zależy ode mnie, to ja zadecyduję, a nie życie, czy
                        potaplam się w szarościach, czy nie.
                        Bo mam nadzieję, że romansu z zajętym człowiekiem da się jakoś uniknąć?
                        Prawie szczerze zaniepokojona a.
                        • psychoanalityk Re: miłość nie wystarcza? 21.08.03, 15:19
                          hyhy slodki jest swiat nieskalanych problemami dziewic
                          • walentyna Alfice i Psychoanalitykowi 21.08.03, 15:34
                            Alfiko, zazdroszczę Ci szczerze i niezawistnie. Może ja z tych, co sami
                            stwarzają problemy, a może życie stawia przede mną wyzwania inne niż przed
                            Tobą... Szanuję Twój "czarno-biały" punkt widzenia, Okham byłby z Ciebie dumny.
                            Jednak do tego, co u mnie aktualnie nie bardzo pasuje.

                            Psychoanalityku, dzięki za "niezaplanowane odcienie szarosci".
                            • alfika Re: Alfice i Psychoanalitykowi 21.08.03, 16:08
                              walentyna napisała:

                              Okham byłby z Ciebie dumny.
                              >
                              > Jednak do tego, co u mnie aktualnie nie bardzo pasuje.
                              >

                              Z Ciebie też na pewno wiele osób jest dumnych. Choćby wielu, wielu
                              psychoanalityków, którzy często dopiero prowadzą na drogę uświadomienia sobie
                              własnych problemów. Ty o nich piszesz, więc już coś wiesz.
                              Duuużo szczęścia życzę.
                          • alfika Re: miłość nie wystarcza? 21.08.03, 16:15
                            psychoanalityk napisał:

                            > hyhy slodki jest swiat nieskalanych problemami dziewic


                            A to już nie do mnie, bom ani nie nieskalana problemami,... a reszta to już
                            moja słodka tajemnica.
                            No trudno, tak cholera wyszło, ze zdrada mi szyki tylko pomięszała w życiu. I
                            nawet nie tylko mi.
                            Adios.
        • mickey.mouse Re: miłość nie wystarcza? 23.08.03, 05:35
          Chyle czola alfika za ten post.
      • walentyna Re: miłość nie wystarcza? 21.08.03, 15:35
        Gość portalu: alenka napisał(a):

        > walentyno..wlasnie teraz..wlasnie to..wlasnie tak..tez moje teraz..
        > sama milosc nie wystarcza..
        > w bezradnosci wyzywam podly los
        > czas uleczy to co zostanie po..

        Niech leczy. Tobie i sobie życzę z całego serca.
        Bo Cossa ma rację.
    • Gość: Sergiusz razem czy osobno? IP: 213.17.172.* 21.08.03, 14:24
      Pytanie mam tu, zapewne, naiwne:

      co to znaczy "kochać"?


      Kochać i nie umieć z kimś być - to dla mnie nie kochać, a
      co najwyżej pożądać albo "być zakochanym".

      Cy to jest to samo? Moim zdaniem nie.
      Zakochać się jest bardzo łatwo, to właściwie prawie
      wyłącznie fizjologia. Kochać.... ha, to już sztuka. To
      także właśnie umieć być razem, umieć nie tylko odnajdować
      to co łączy, ale przede wszystkim znosić to, co dzieli.
      Od fascynacji, zakochania, zauroczenia do miłości droga
      jest baaardzo daleka i tak naprawdę niewielu udaje się ją
      pokonać.
      To moje zdanie, oczywiście można mieć inne.

      MS.
      • fimka Re: razem czy osobno? 21.08.03, 14:34
        Pytanie to sobie wszyscy zadaja od lat i jakos nie ma nadal uniwersalnej
        odpoewiedzi :) .
        Jesli kochasz to chcesz dla tej osoby jak najlepiej ale tez chcesz z nia/nim
        byc. Co wiec jesli z jakichs wzgledow jedno wyklucza drugie ?
        Nie zawsze 2 osoby spotykaja sie w tym samym miejscu w tym samym
        momencie "rozwoju" ich zycia.
        Decyzja jest trudna a nawet jesli sie podejmie te niby "najwlasciwsza" to sie
        cierpi i trzeba czasu zeby uleczyc.
      • Gość: Sergiusz suplement IP: 213.17.172.* 21.08.03, 14:40
        Jeszcze.

        Jeśli miałbym wybór - krzywdzić kogoś w imię siebie albo
        siebie w imię kogoś, bez zastanowienia starałbym się
        wybrać to drugie.

        Tylko... obawiam się, że w sytuacji, kiedy chodzi o dwie
        bliskie sobie osoby, problem jest źle postawiony. Jak
        można liczyć na własne szczęście, mając świadomość że się
        kogoś krzywdzi? I, z drugiej strony, czy można uznać, że
        krzywdzenie siebie da szczęście temu komuś?

        Tu po prostu nie ma jednoznacznej odpowiedzi, tu się nie
        da niczego doradzić. Być może jedynej pomocy może
        udzielić Lekarz Czas... Lekarz skuteczny, ale i okrutny -
        stosuje zawsze te same lekarstwa: zapomnienie, zatarcie,
        rozmycie pamięci.

        MS.
      • Gość: oak Re: razem czy osobno? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 21.08.03, 15:29
        Gość portalu: Sergiusz napisał(a):

        >
        > Zakochać się jest bardzo łatwo, to właściwie prawie
        > wyłącznie fizjologia. Kochać.... ha, to już sztuka.

        no i tu jest padlina zagrzebana. Bo skoro wydano taką książke co się
        zowie "Sztuka Kochania" to i ludziska wzieli to dosłownie i urzeczywistnili.
        Na dupie się zaczyna na dupie sie kończy, a wielkość związku sięga co najwyżej
        do poziomu wyra.
      • walentyna Re: razem czy osobno? 21.08.03, 15:49
        Powiadają, że miłość niejedno ma imię. Póki mnie dusza boli, wszystko mi jedno,
        jak to nazwiemy. Ważne to, co czuję, a czuję coś bardzo.
        A jak już dusza boleć przestanie - Lekarz Czas swoje praktyki odprawi - wtedy
        możemy się zastanowić nad nazewnictwem właściwym dla uczuć. Ale, Sergiuszu, coś
        mi się zdaje, że prawdy absolutnej nie znajdziemy.
        • Gość: Sergiusz od pytacza ;-) IP: 213.17.172.* 21.08.03, 17:05
          Stawiam różne pytania wiedząc, że prawdopodobnie nie ma
          na nie jednoznacznej odpowiedzi. Ale ja już tak "mam" że
          drążę, czasem prowokuję, a czasem myślę przewrotnie.
          Stawianie pytań i poszukiwanie na nie odpowiedzi, mimo
          jej oczywistego braku, często mi w życiu pomagało - bo
          porządkowało, różne rzeczy tłumaczyło, pozwalało je
          choćby częściowo zrozumieć.
          Wiem, że "miłość niejedno ma imię", ale to chyba nie
          znaczy że nie ma żadnego?

          Prawda absolutna...
          ja myślę, że jeśli ktoś ją kiedykolwiek posiądzie, to
          będzie najnieszczęśliwszym człowiekiem wszechczasów. Bo
          co mu jeszcze pozostanie? Jakie tajemnice do odkrycia?
          Jaka niewiadoma? Jaka przestrzeń?

          Zastanawiałem się kiedyś nad jeszcze jedną rzeczą - od
          tego zresztą zacząłem moją forumową "działalność". Czy
          przypadkiem nie jest tak, że kiedy już "mamy wszystko" -
          szczęście, spokój, udany związek - czy przypadkiem wtedy
          nie dopada nas podświadoma tęsknota za niewiadomym, za
          niepokojem, za gwałtownym biciem serca, za dreszczem
          emocji, za "motylami w brzuchu"?

          MS.
          • walentyna Re: od pytacza ;-) 21.08.03, 17:20
            Gość portalu: Sergiusz napisał(a):

            > Stawiam różne pytania wiedząc, że prawdopodobnie nie ma
            > na nie jednoznacznej odpowiedzi. Ale ja już tak "mam" że
            > drążę, czasem prowokuję, a czasem myślę przewrotnie.
            > Stawianie pytań i poszukiwanie na nie odpowiedzi, mimo
            > jej oczywistego braku, często mi w życiu pomagało - bo
            > porządkowało, różne rzeczy tłumaczyło, pozwalało je
            > choćby częściowo zrozumieć.
            > Wiem, że "miłość niejedno ma imię", ale to chyba nie
            > znaczy że nie ma żadnego?

            Dziś jakoś sama już nie wiem, jak jest z tą miłością. I nawet żaden logiczny
            ciąg myśli nie przychodzi do głowy.

            >
            > Prawda absolutna...
            > ja myślę, że jeśli ktoś ją kiedykolwiek posiądzie, to
            > będzie najnieszczęśliwszym człowiekiem wszechczasów. Bo
            > co mu jeszcze pozostanie? Jakie tajemnice do odkrycia?
            > Jaka niewiadoma? Jaka przestrzeń?
            >
            > Zastanawiałem się kiedyś nad jeszcze jedną rzeczą - od
            > tego zresztą zacząłem moją forumową "działalność". Czy
            > przypadkiem nie jest tak, że kiedy już "mamy wszystko" -
            > szczęście, spokój, udany związek - czy przypadkiem wtedy
            > nie dopada nas podświadoma tęsknota za niewiadomym, za
            > niepokojem, za gwałtownym biciem serca, za dreszczem
            > emocji, za "motylami w brzuchu"?
            >
            > MS.


            Ciągłe "stawanie się", nigdy "bycie". Może to naturalnie ludzkie? Ale chyba nie
            jest tak, że ta tęsknota musi przekreślać, czy podważać osiągnięte już
            szczęście. Można to "niewiadome" znajdować tam, gdzie można dotrzeć nie
            wyrzucając z plecaka swojego szczęścia, spokoju, udanego związku.
            ???

            W.
            • Gość: Sergiusz Re: od pytacza ;-) IP: 213.17.172.* 21.08.03, 17:32
              Nic w tym dziwnego, bo jesteś "w środku". Zawsze łatwiej
              patrzeć z zewnątrz, stojąc z boku łatwiej zrozumieć,
              dlaczego ktoś się miota.
              Prawdę mówiąc nie odbieram Twoich wpisów (jak ja nie
              lubię słowa "post"...) jak próśb o poradę, tylko jako
              chęć pogadania, wyjścia ze swoim problemem z siebie,
              poszukiwania spojrzenia z innej strony, może znalezienia
              "bratniej duszy". No więc pozwalam sobie, nie zawsze
              dokładnie na temat, pitolić te swoje różne głupości

              MS.
    • sunrise1 miłość to bardzo wiele 21.08.03, 15:47


      Zakładając, że PRAWDZIWA miłość jest dobrem, a prawdziwa niechęć
      złem, myślę, że gdy między dwojgiem trwa ta pierwsza, nie jest możliwe
      aby w jakikolwiek sposób odmawiać sobie nawzajem szczęścia.

      Patrząc jednak z wielu innych stron widzi się ludzi, którzy zarzekają ,
      że jakoby się kochają, czyniąc drugiemu jedne dni radosnymi, a kolejne
      nie do zniesienia.

      Może więc miłość to takie uczucie, którym bardziej niż innymi targają
      burze i wichry, kształtują wzloty i upadki ?

      Miłość to uczucie wymagające więcej niż inne: tolerancji, zrozumienia,
      cierpliwości, nadzwyczajnej łagodności i obiektywnej surowości
      One chyba zresztą przychodzą wraz z pojawieniem się miłości.

      Być z kimś za cenę siebie samego ? To niemożliwe, bo kim
      wówczas można być ( albo nie być ) ?

      Krzywdzić innych w imię swojego szczęścia po prostu nie wolno...
      Krzywdzić zaś siebie ? Na pewno łatwiej, bo prawdziwe uczucie
      jest wiarą i nadzieją, czasami niestety złudną, ale jest, bo daje
      z siebie wszystko nie oczekując w zamian wiele...

      Czy to jest miłość- nie wiem.
      Moje serce pękało za każdym razem, gdy przychodziło nowe.
      To nowe oznaczało, że poprzednie nie było prawdziwe, bo
      się skończyło, i tu następował ogromny zawód ....

      Możemy oczywiscie tu filozofować, ale prawdziwa miłość to
      bardzo wiele, tak wiele, że nie da się tego zamknąć w jakieś ramki,
      czy schematy.


      z:))




      • walentyna Re: miłość to bardzo wiele 21.08.03, 16:00
        sunrise1 napisała:

        >
        >
        > Zakładając, że PRAWDZIWA miłość jest dobrem, a prawdziwa niechęć
        > złem, myślę, że gdy między dwojgiem trwa ta pierwsza, nie jest możliwe
        > aby w jakikolwiek sposób odmawiać sobie nawzajem szczęścia.
        >
        > Patrząc jednak z wielu innych stron widzi się ludzi, którzy zarzekają ,
        > że jakoby się kochają, czyniąc drugiemu jedne dni radosnymi, a kolejne
        > nie do zniesienia.
        >
        > Może więc miłość to takie uczucie, którym bardziej niż innymi targają
        > burze i wichry, kształtują wzloty i upadki ?
        >
        > Miłość to uczucie wymagające więcej niż inne: tolerancji, zrozumienia,
        > cierpliwości, nadzwyczajnej łagodności i obiektywnej surowości
        > One chyba zresztą przychodzą wraz z pojawieniem się miłości.
        >
        > Być z kimś za cenę siebie samego ? To niemożliwe, bo kim
        > wówczas można być ( albo nie być ) ?
        >
        > Krzywdzić innych w imię swojego szczęścia po prostu nie wolno...
        > Krzywdzić zaś siebie ? Na pewno łatwiej, bo prawdziwe uczucie
        > jest wiarą i nadzieją, czasami niestety złudną, ale jest, bo daje
        > z siebie wszystko nie oczekując w zamian wiele...
        >
        > Czy to jest miłość- nie wiem.
        > Moje serce pękało za każdym razem, gdy przychodziło nowe.
        > To nowe oznaczało, że poprzednie nie było prawdziwe, bo
        > się skończyło, i tu następował ogromny zawód ....
        >
        > Możemy oczywiscie tu filozofować, ale prawdziwa miłość to
        > bardzo wiele, tak wiele, że nie da się tego zamknąć w jakieś ramki,
        > czy schematy.
        >
        >
        > z:))
        >
        >
        >
        >

        Tak, możemy filozofować bez końca. O ile nie może to doprowadzić do ogarnięcia
        w słowach Wszystkiego i Całości, to jednak dobrze wpływa na samopoczucie i
        myśli. Ładnie piszesz o tym wszystkim.
        • sunrise1 Re: miłość to bardzo wiele 21.08.03, 16:13
          walentyna napisała:

          > Tak, możemy filozofować bez końca. O ile nie może to doprowadzić do
          ogarnięcia
          > w słowach Wszystkiego i Całości, to jednak dobrze wpływa na samopoczucie i
          > myśli. Ładnie piszesz o tym wszystkim.


          Po prostu czasami trzeba "pogadać".
          Jeśli Twoje samopoczucie choć minimalnie się poprawia, to miło :)

          z:)
    • sdfsfdsf Re: miłość nie wystarcza? 21.08.03, 15:48
      walentyna napisała:

      > "Nie wystarczy kochać, trzeba jeszcze umieć wziąć tę miłość w ręce i
      > przenieść przez całe życie" - nie wiem czyje to, ale obecnie bardzo moje.
      >
      > Można kochac i nie móc dać sobie nawzajem szczęścia w związku?
      >
      > Można - kochając - stanąć przed wyborem między byciem razem a zdrowiem
      > własnej duszy?
      >
      > Można być razem za wszelką cenę? Nawet za cenę siebie samego?
      >
      > Źle jest krzywdzić innych w imię własnego szczęścia. A czy dobrze krzywdzić
      > siebie w imię szczęścia cudzego?
      >
      > Powie ktoś, że w takim razie to nie jest miłość? To dlaczego serce pęka na
      > milion kawałków?
      >
      > W.

      zawsze jak czytam takie egzaltowane i patetyczne kawalki mam ochote puscic
      pawia na monitor, "serce peka na milion kawalkow" o jezus maria jozef jan,
      grafomania do kwadratu, pozwolisz ze dopisze pare innych - skrwawiona milosc
      wyje z bolu i tesknoty, umieram z rozpaczy, lkajac i rozdrapujac twarz w
      drgawkach ogromnej milosci, moja dusza umiera skrepowana straszliwy wiezami
      twoich zdrad, kiedy czuje twoje przerazliwie mocne pocalunki, moje cialo wygina
      sie w luk erosa he he, jak stracisz wene w nastepnych watku zglos sie do mnie
      • fimka Re: miłość nie wystarcza? 21.08.03, 15:52
        sdfsfdsf napisał:
        zawsze jak czytam takie egzaltowane i patetyczne kawalki mam ochote puscic
        > pawia na monitor, "serce peka na milion kawalkow" o jezus maria jozef jan,
        > grafomania do kwadratu, pozwolisz ze dopisze pare innych - skrwawiona milosc
        > wyje z bolu i tesknoty, umieram z rozpaczy, lkajac i rozdrapujac twarz w
        > drgawkach ogromnej milosci, moja dusza umiera skrepowana straszliwy wiezami
        > twoich zdrad, kiedy czuje twoje przerazliwie mocne pocalunki, moje cialo
        wygina> sie w luk erosa he he, jak stracisz wene w nastepnych watku zglos sie
        do mnie


        A ty co ? Zazdroscisz talentu czy tego ze sam tak nie potrafisz przezywac bo
        jedyne uczucie jakie znasz to tylko sex sex ?
      • walentyna Re: miłość nie wystarcza? 21.08.03, 15:52
        sdfsfdsf napisał:

        >
        > zawsze jak czytam takie egzaltowane i patetyczne kawalki mam ochote puscic
        > pawia na monitor, "serce peka na milion kawalkow" o jezus maria jozef jan,
        > grafomania do kwadratu, pozwolisz ze dopisze pare innych - skrwawiona milosc
        > wyje z bolu i tesknoty, umieram z rozpaczy, lkajac i rozdrapujac twarz w
        > drgawkach ogromnej milosci, moja dusza umiera skrepowana straszliwy wiezami
        > twoich zdrad, kiedy czuje twoje przerazliwie mocne pocalunki, moje cialo
        wygina
        >
        > sie w luk erosa he he, jak stracisz wene w nastepnych watku zglos sie do mnie

        Czegoś Ty się naczytał (oprócz mojego niestosownie egzaltowanego posta
        oczywiście)???
        W.
        • fimka Re: miłość nie wystarcza? 21.08.03, 15:56
          walentyna napisała:

          > Czegoś Ty się naczytał (oprócz mojego niestosownie egzaltowanego posta
          > oczywiście)???
          > W.

          :)))))) wiecej chyba sie naogladal...
    • black-man Re: miłość nie wystarcza? 21.08.03, 22:13
      walentyna napisała:

      > "Nie wystarczy kochać, trzeba jeszcze umieć wziąć tę miłość w ręce i
      > przenieść przez całe życie" - nie wiem czyje to, ale obecnie bardzo moje.


      sam fakt iz 'JA kocham' to ciagle jeszcze samo-zachwyt w ktorym JA wciaz
      dominuje.

      >
      > Można kochac i nie móc dać sobie nawzajem szczęścia w związku?
      >
      milosc to rowniez wzajemne zmaganie sie z wlasnymi egoizmami o zdolnosc do
      wspolistnienia, ktora przychodzi po wielu wysilkach, probach, niepowodzeniach,
      powrotach, etc. czasem niektore zwiazki milosne sluza wzniesieniu sie na wyzszy
      poziom kochania w innym zwiazku, co wcale nie likwiduje prawdziwosci tej
      wczesniejszej, niespelnionej milosci. Skoro wszyscy jakos sie rozwijamy,
      dlaczego milosc mialaby nie byc procesem dynamicznym? Tym bardziej iz z reguly
      pierwsza faza milosci jest zwiazek naturalny oparty glownie na zmyslowosci,
      dopiero potem okazuje sie co tak naprawde laczy ludzi, kiedy przychodzi
      znuzenie zmyslowosci, a pozostaje umysl i dusza. Jesli partnerzy byli bliscy
      sobie duchowo, to zaden kryzys fizyczny, materialny nie jest w stanie ich
      zniszczyc.




      > Można - kochając - stanąć przed wyborem między byciem razem a zdrowiem
      > własnej duszy?
      >
      sa rozne powody bycia razem, seks, praca, rzeczy materialne, dzieci, opinia
      innych, etc Najglebszym i swiadczacym o najwiekszej bliskosci obojga kochankow
      jest wzajemne zdrowie dusz. Dopiero bliskosc duchowa swiadczy o dojrzalej
      milosci, wszystko inne to zwiazki doczesne, obowiazkowe (choc wcale nie
      konieczne, ale z wyboru, i rowniez moga byc rozwojowe, a nie tylko hamujace
      wewnetrzny rozwoj - szczegolnie jesli jeden z tych najblizszych partnerow
      odszedl przedwczesnie. Bo sa dzieci potrzebujace ojca, potrzeby materialne
      etc.)



      > Można być razem za wszelką cenę? Nawet za cenę siebie samego?
      >

      Mozna, ale jeli dochodzi do takiej skrajnosci, i czuje sie to, i wie o tym, to
      znaczy iz czas najwyzszy odejsc, bo z takich przymusow rodzi sie agresja lub
      samoagresja, a poza tym choroby fizyczne, raki i inne nieboraki. A wiec, jesli
      sie kocha naprawde, to dla dobra drugiego czlowieka, odchodzi sie ratujac
      samego siebie. (Zdarzylo mi sie dojsc do takiej skrajnosci, kiedy musialem
      podjac taka decyzje, bo zdrowie fizyczne bylo rozszarpane na strzepy)



      > Źle jest krzywdzić innych w imię własnego szczęścia. A czy dobrze krzywdzić
      > siebie w imię szczęścia cudzego?
      >
      Na krzywdzie innych jeszcze nigdy nikt prawdziwego (trwalego) szczescia nie
      wybudowal. Zawsze przychodza konsekwencje, chyba ze pojmie sie swoj blad,
      wowczas przychodzi wybaczenie, ale swoje i tak trzeba odcierpiec, zanim uwolni
      sie od poczucia winy i niewiary w siebie.

      Milosc nigdy nie pragnie dla siebie. Milosc zawsze buduje, nie niszczy. A co
      sie kryje pod 'niszczeniem siebie'? niszczenie egoizmu, powierzchownosci,
      dominacji zmyslowosci, czy tez niszczenie duszy i radosci bycia czlowiekiem,
      ktore zawsze jest radoscia wspolistnienia, wspolodczuwaniem, spelnianiem tego
      co trwale, wyzwalaniem sie z tego co przemijajace? Siebie mozna dawac dopiero
      wtedy kiedy JEST SIE i staje sie (czlowiekiem), kiedy istnieje poczucie
      otwartosci na rozwoj. Czy mozna dawac wtedy kiedy to co ludzkiej jest
      niszczone, lub niespelniane? Albo przez samego siebie, albo przez tego
      kochanego, dla ktorego, byc moze, radosc tozsama jest z posiadaniem i
      kontrolowaniem innych?



      > Powie ktoś, że w takim razie to nie jest miłość? To dlaczego serce pęka na
      > milion kawałków?
      >

      Serce peka azeby milosc mogla wzniesc sie ponad posiadanie, szukajac MIEJSCA
      ktore jednoczesnie byloby Domem i Wolnoscia, Byciem soba i wspol-istnieniem.
      Tylko trzeba zaufac, czyli przecierpiec, przeczekac, nie wtracac sie do
      leczenia, ktore dzieje sie w srodku. Poczuc cala sile swojej bezsilnosc i oddac
      sie Milosci Zycia.

      Czlowiek ktory zawierza milosci, pomimo doznanych krzywd, zdrad etc. wychodzi z
      takiego doswiadczenia zawsze umocniony.
      Milosc jest wieksza od Wiary i Nadziei.
      Milosc Wierzy Wszystkiemu, dlatego nic nie jest w stanie jej oszukac.
      A ten kto ja oszukuje, oszukuje samego siebie
    • komandos57 kalafior pomoze 21.08.03, 22:14
    • jmx Re: miłość nie wystarcza? 22.08.03, 01:53
      walentyna napisała:

      > "Nie wystarczy kochać, trzeba jeszcze umieć wziąć tę miłość w ręce i
      > przenieść przez całe życie" - nie wiem czyje to, ale obecnie bardzo moje.
      >
      > Można kochac i nie móc dać sobie nawzajem szczęścia w związku?
      >
      > Można - kochając - stanąć przed wyborem między byciem razem a zdrowiem
      > własnej duszy?
      >
      > Można być razem za wszelką cenę? Nawet za cenę siebie samego?

      A co znaczy dla Ciebie kochać? Co przez to rozumiesz?
      Po czym rozpoznajesz, że to, a nie inne uczucie jest miłością?
      Bo wydaje mi się, że tu jest pies pogrzebany...

      > Powie ktoś, że w takim razie to nie jest miłość? To dlaczego serce pęka na
      > milion kawałków?

      Nic nie boli tak, jak utrata złudzeń....
      • walentyna Re: miłość nie wystarcza? 22.08.03, 16:35
        jmx napisała:

        > walentyna napisała:
        >
        > > "Nie wystarczy kochać, trzeba jeszcze umieć wziąć tę miłość w ręce i
        > > przenieść przez całe życie" - nie wiem czyje to, ale obecnie bardzo moje.
        > >
        > > Można kochac i nie móc dać sobie nawzajem szczęścia w związku?
        > >
        > > Można - kochając - stanąć przed wyborem między byciem razem a zdrowiem
        > > własnej duszy?
        > >
        > > Można być razem za wszelką cenę? Nawet za cenę siebie samego?
        >
        > A co znaczy dla Ciebie kochać? Co przez to rozumiesz?
        > Po czym rozpoznajesz, że to, a nie inne uczucie jest miłością?
        > Bo wydaje mi się, że tu jest pies pogrzebany...
        >
        > > Powie ktoś, że w takim razie to nie jest miłość? To dlaczego serce pęka na
        >
        > > milion kawałków?
        >
        > Nic nie boli tak, jak utrata złudzeń....
        >

        Pewne rzeczy wymykają się słownym definicjom. Może dla mnie znaczy to coś
        innego, niż dla Ciebie. Ale jeśli Ty powiesz, "kocham", to ja tego nie
        zakwestionuję, ani nie poproszę o kilka dowodów na to, że naprawdę. To znaczy,
        że tak czujesz, chociaż może czujesz to inaczej niż ja, kiedy mówię "kocham".

        A od utraty złudzeń mnie bardziej boli bezsilność. Ale tu też chyba każdy ma
        własną skalę.

        • jmx Re: miłość nie wystarcza? 22.08.03, 22:16

          Prawdopodobnie tak. Moich pytań nie napisałam w celu rozdrażnienia czy
          zdenerwowania Ciebie i w żadnym razie nie neguję Twoich cierpień ale czasem
          próba odpowiedzi na, zdawałoby się, takie "nieodpowiadalne" pytania pomaga w
          zrozumieniu własnych stanów emocjonalnych i uporządkowaniu zawirowań, w
          których się znajdujemy.
          • walentyna Re: miłość nie wystarcza? 25.08.03, 09:11
            jmx napisała:

            >
            > Prawdopodobnie tak. Moich pytań nie napisałam w celu rozdrażnienia czy
            > zdenerwowania Ciebie i w żadnym razie nie neguję Twoich cierpień ale czasem
            > próba odpowiedzi na, zdawałoby się, takie "nieodpowiadalne" pytania pomaga w
            > zrozumieniu własnych stanów emocjonalnych i uporządkowaniu zawirowań, w
            > których się znajdujemy.
            >

            To nie rozdrażnienie. :-)
            Rzeczywiście, stawianie sobie "Nieodpowiadalnych" pytań często pozwala odkryć
            całkiem nowe prawdy o sobie. A czasami trzeba pokornie odpuścić odpowiadanie.
            Bo chyba nie wszystko da się objąć rozumem. A nawet jeśli ma się już całość
            dogłębnie rozumowo "obrobioną", to i tak emocje idą swoją droga i gwiżdżą na to.

            • jmx Re: miłość nie wystarcza? 26.08.03, 02:11

              Gwiżdżą, to fakt.
              Obrobione rozumowo czy nie - boli podobnie. Trzeba przecierpieć...
              Ale jest jedna różnica wg mnie - emocje się kiedyś wypalą, czas ukoi rany a
              obróbka rozumowa po to potzrebna, żeby się po raz wtóry nie pchać w podobne
              sytuacje, związki, zawirowania - żeby się zastanowić przed uczynieniem
              jakiegoś kroku. Bo potem jest już najczęściej za późno. Trzeba umieć wyciągnąć
              wnioski z bolesnych, życiowych lekcji. Po to są...
              • komandos57 [...] 26.08.03, 02:13
                Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                • jmx Re: miłość nie wystarcza? 26.08.03, 02:41

                  W Twoich ustach to dla mnie prawdziwy komplement!
                  Dobranoc!
              • walentyna Re: miłość nie wystarcza? 26.08.03, 15:14
                jmx napisała:

                >
                > Gwiżdżą, to fakt.
                > Obrobione rozumowo czy nie - boli podobnie. Trzeba przecierpieć...
                > Ale jest jedna różnica wg mnie - emocje się kiedyś wypalą, czas ukoi rany a
                > obróbka rozumowa po to potzrebna, żeby się po raz wtóry nie pchać w podobne
                > sytuacje, związki, zawirowania - żeby się zastanowić przed uczynieniem
                > jakiegoś kroku. Bo potem jest już najczęściej za późno. Trzeba umieć
                wyciągnąć
                > wnioski z bolesnych, życiowych lekcji. Po to są...
                >

                Oj racja, racja. Jeszcze tylko do tego dobra pamięć potrzebna, żeby w niej te
                wnioski złotymi zgłoskami się wryły.
    • Gość: Sergiusz pozdrowienia IP: 213.17.172.* 22.08.03, 17:07
      Przekazuję Ci pozdrowienia od kvinny, z "mojego" wątku.

      Pozdrawiam też sam i... znikam.

      MS.
      • walentyna Re: pozdrowienia 25.08.03, 09:12
        Gość portalu: Sergiusz napisał(a):

        > Przekazuję Ci pozdrowienia od kvinny, z "mojego" wątku.
        >
        > Pozdrawiam też sam i... znikam.
        >
        > MS.

        Dziękuję - Kvinnie i Tobie.
        A dokąd znikasz?
        • Gość: Sergiusz Odniknięty IP: 213.17.172.* 28.08.03, 22:28
          Pytanie spóźniło się nieco, już znikłem ;-)

          Z gór późnoletniojesiennych, oblanych ciepłym sosem
          uśmiechniętego słońca, wróciłem (niestety).
          I już myślę o następnym wyjeździe.

          MS.
    • cossa Re: miłość nie wystarcza? 22.08.03, 23:16
      dodam jeszcze jeden jak na to by nie spojrzec frazes
      ale warto pomyslec, przemyslec..

      "milosc nie jest gotowa
      ona sie staje"

      pozdrawiam
      cossa
      • walentyna frazesy 25.08.03, 09:15
        cossa napisała:

        > dodam jeszcze jeden jak na to by nie spojrzec frazes
        > ale warto pomyslec, przemyslec..
        >
        > "milosc nie jest gotowa
        > ona sie staje"
        >
        > pozdrawiam
        > cossa

        Dzięki, biorę sobie do podumania.
        Niby frazes... Już od dawna deklaruję się jako wielka miłośniczka banałów -
        jest w nich tyle mądrości, że ludzie może w obawie przed nią nazwali je tak
        lekceważąco.

        W.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka