luclucky
02.03.08, 12:47
Jestem chyba typem ofiary - pisze tak dlatego, ze moja historia sie
powtarza, zmieniam srodowisko i nic - za chwile powtarza sie stary
schemat...Ludzie mnie nie szanuja, nie lubią, ponizaja, wysmiewaja...
tak bylo w szkole, tak w kazdej kolejnej pracy, w kazdym
srodowisku...
Wczoraj kolega z pracy, ktory wydawal sie dotad taki sympatyczny,
zaczal mnie troche ponizac przy innych...pisze troche, bo faktycznie
to nie bylo nic strasznego, jakies tam przedrzeznianie, przewracanie
oczami, gdy cos mowilam, twierdzenie ze jestem do niczego w tym co
robie...ale poniewaz takie sytuacje zdarzaja m sie notorycznie, cale
zycie - nerwy mi nie wytrzymaly i zaczelam plakac...obciach jak
cholera. Nie wyobrazam sobie w takiej sytuacji zaeagowac tak jak on -
odpyskowac, wysmiac, bo uwazam ze to bak kultury, zeszta kiedys
pobowalam i konczylo se badzo zle - potwonymi intrygami, utrata
pracy, obgadywaniem, odwoceniem sie ode mnie tych, kt dotychczas nie
mieli nic przeciw mnie...
Myslalam wczoraj ze moze powinnam sie zabic, ze do tego stopnia nie
radze sobie w zyciu ze powinnam odejsc...ale ja tak kocham zyc...
Nawet ukochany chlopak mne opuscil, bo uznal ze to obciach zadawac
sie z kims, kogo kazdy moze "kopnac"...Totalna porazka...