Dodaj do ulubionych

Spowiedź naiwnej kretynki (długie)

18.03.08, 14:31
Zaczęło się od gorącego flirtu. W powietrzu iskrzyło, serce biło mocniej niż
zwykle, Poznań jakby piękniejszy był tej jesieni a wyobraźnia szalała. Dorosły
mężczyzna zachowywał się jak onieśmielony, zadurzony nastolatek. Miałam
wrażenie, że nie jestem mu obojętna. Komplementy, miłe słowa, nawet nie
zauważyłam kiedy popłynęłam. Chciałam wiedzieć czy on czuje to samo. Nie
wytrzymałam ciśnienia i zapytałam wprost – czy ty się we mnie zakochałeś?

Jednoznacznej odpowiedzi nigdy nie otrzymałam. Milczał lub serwował mi coś w
stylu – nie potwierdzam i nie zaprzeczam, a ja dociskałam. Prosiłam – to dla
mnie ważne, zleży mi na odpowiedzi, chcę wiedzieć na czym stoję. Może tak, a
może nie – i tyle. Odpuściłam. Przestałam pytać. Temat został przemilczany.
Wykonywał głupie uniki, wiedząc co do niego czuję. Przecież wystarczyła krótka
negatywna odpowiedź i zniknęłabym z jego życia na zawsze, wiedział o tym, nie
zrobił tego. Rozmyślnie trzymał mnie przy sobie podtrzymując nadzieję, po
co??? Już wtedy powinnam uciekać gdzie pieprz rośnie, lecz niestety zakochana
kretynka myślałam – nie mówi nie, nie mówi tak, coś jest na rzeczy. Nieśmiały,
boi się odsłonić. Nie będę definitywnie zrywać tej znajomości, zobaczymy co
czas przyniesie. I w taki oto sposób zaczęła się nasza „przyjaźń”.

Twierdził, że w damsko-męską przyjaźń nie wierzy lecz szukał ze mną kontaktu.
Kręcił się wokół coraz częściej i coraz bliżej. Poobijany psychicznie po
wcześniejszych związkach, nieufny... oswajałam go powoli jak dzikie zwierzę.
Przez prawie pół roku znajomość rozwijała się, nabierała rumieńców. Zostałam
"rozświetlaczką" jego życia, bratnią duszą. Pojawiło się zaufanie, bliskość
emocjonalna, intymne zwierzenia i coraz wyraźniejsza wzajemna fascynacja
intelektualna i..... fizyczna. Znów (tak jak kiedyś) zaczął ze mną flirtować.
Znów komplementy, znów słodkie słówka itd. A ja coraz częściej zadawałam sobie
pytanie - co to właściwie jest? Przyjaźń? Przecież wg. niego damsko-męska
przyjaźń nie istnieje. Miłość? Nigdy nie mówił o uczuciach, gdyby mnie kochał
powiedziałby o tym. Dziwaczna znajomość, która nie mieści się w żadnych
schematach... Być może powinnam cieszyć z tego co mam. Przecież mężczyzna,
którego kocham jest przy mnie. Jestem mu potrzebna, szuka kontaktu ze mną,
ufa, szanuje, podziwia moją urodę i inteligencję (a przynajmniej tak mówi)
czego chcieć więcej????

Emocje znów wzięły górę. Niepewność, tłamszone uczucie, czas przeciekający
przez palce i wracające pytanie – kim ja właściwie dla niego jestem? Zabawką
łechcącą jego ego? Rękawem do wypłakania się? Pewnego pięknego popołudnia
wypaliłam – uważam, że nasza znajomość znalazła się w takim punkcie gdy można
tylko: albo zrobić krok do przodu, albo definitywnie ją zakończyć. Choć mam
pewne obawy chciałabym spróbować pójść dalej. Zaskoczył mnie. Odpowiedział, że
od dłuższego czasu też o tym myśli. Przyjaźń ze mną nie jest tym na czym mu
zależy, lecz nie miał odwagi by powiedzieć o tym wprost, też chciałby
spróbować. Nie będę opisywać to co wtedy czułam. Przez chwilę byłam
najszczęśliwszą kobietą na Ziemi. Przez chwilę, bo od tamtego czasu już się
nie odezwał. Czekałam, w końcu przełamałam się i napisałam maila – nie wiem
jak mam interpretować twoje milczenie. Jeśli zmieniłeś zdanie, po prostu
napisz. Zakończmy tę znajomość w przyjaznej atmosferze, przecież nie o takich
sprawach rozmawialiśmy, więcej odwagi:) Otrzymałam tylko potwierdzenie
przeczytania maila, nic więcej. Cisza... tak jak kiedyś... Ani tak, ani nie...
Nie potwierdzam i nie zaprzeczam - ściana. Zastanawiam się dlaczego to
robi.... Przecież doskonale wie, że czekam jego na odpowiedź. Czy to forma
"ukarania mnie"? Zwykłe tchórzostwo? Kompletny brak empatii + totalne olewanie
uczuć drugiego człowieka? A może rozmyślne działanie – przemilczę, samo
rozejdzie się po kościach? Naprawdę nie rozumiem...

Mam żal do siebie, bo drugi raz dałam się temu człowiekowi nabrać. Jest mi
smutno, bo w moim długim życiu nigdy nie zaznałam odwzajemnionej miłości.
Pierwszy raz tak mocno pokochałam i biorąc pod uwagę mój wiek, pewnie po raz
ostatni. Myślicie, że histeryzuję? Pewnie tak... jestem jedną z tych kretynek,
dla których miłość jest sensem życia. Nie praca, nie sława, nie bogactwo, nie
rodzina, tylko miłość... Odwzajemnione uczucie, które łączy dwoje ludzi
tworząc coś niezwykłego, pięknego... Już nigdy nie dowiem się jak to smakuje i
tego najbardziej mi żal... Nie człowieka, który dwukrotnie mnie zranił
milcząco olewając, lecz tego co straciłam, a co mogłoby się zdarzyć... Wiosna
w Poznaniu bywa piękna, lecz nie w tym roku... Czy życie bez miłości ma sens?
Dla mnie nie.
Obserwuj wątek
    • pearldrop odpowiedz prosta 18.03.08, 14:40
      nabija sie z Ciebie

      alez przestan, wiosna zawsze jest piekna
      nawet gdy masz 70 lat
      • mychazosia Re: odpowiedz prosta 18.03.08, 14:45
        A życie bez miłości też ma sens.
      • pearldrop Re: odpowiedz prosta 18.03.08, 14:51
        Zycie zawsze ma sens, czasem ukryty ;)
        a co do nabijania- czasem warto z siebie samego rowniez sie
        ponabijac ;)
        • mruff Re: odpowiedz prosta 18.03.08, 15:01
          "Spokojnie, poza rzadkimi kwestiami życia i śmierci nic z pozoru nie
          jest tak ważne jak się wydaje"
          Ochłoniesz. Zrozumiesz, że poza hustawką emocjonalną z przewagą w
          dół, poza niestabilnym gruntem nie dawał Ci niczego szczególnego.
          Ile chwil byłaś przy nim szczęśliwa a ile nieszczęśliwa z powodu
          braku określenia jego uczuć i konkretnego zdefiniowania Waszej
          relacji?
          Czego w życiu chcesz? Komplementów i niepewności uczuć faceta?
          Może nie spotkasz drugiego takiego...
          Może spotkasz takiego który od początku będzie jasny w relacjach
          określający się wyraźnie...
          Byłam z kimś kto nie umiał określić się
          To mnie niszczyło
          Brak poczucia bezpieczeństwa itd
          Brak klarownej sytuacji
          W świecie niepewności potrzebny jest mały skrawek stabilnego gruntu
          • rozczarowana40 Re: odpowiedz prosta 18.03.08, 15:15
            Masz rację Mruff, dlatego nie rozpaczam po zakończeniu znajomości z tym człowiekiem. To było uczucie jednostronne, nawet gdyby chciał ze mną być nie kochając mnie, nigdy nie zdecydowałabym się na taki związek. Nie tego w życiu szukałam. Tylko pełnia uczucia dwojga ludzi, choćby miało trwać chwilę, żeby tylko było prawdziwe i obustronne. On mi tego nie potrafił dać. Żałuję, że na koniec okazał się zwykłym tchórzem, bo zabrakło mu odwagi by zakończyć to w cywilizowany sposób.
            Lata lecą, czas szybko mija, wszystko co najlepsze mam już za sobą, a właściwie nigdy tego nie miałam, tzw. szczęścia w miłości zabrakło w moim życiu :((( Smutno będzie z tą świadomością umierać...
    • solaris_38 Re: Spowiedź naiwnej kretynki (długie) 18.03.08, 23:07
      życie bez romantycznej miłości ma sens ale na pewno nie dla kogoś kto
      postanawia zrobić z niego oś swego życia
      to jest decyzja
      nei do końca świadoma bo podejmowana pod pływem zbiorowego mitu o miłości

      ale nei dziwię sie zę pzrezywasz teraz katusze i abrdzo cierpisz i współczuję ci
      zwiazki emocjonalne z innymi bardzo mocno wpywają na maszą energię jej pzoiom i
      jakośc

      na razei musisz pzretrać

      walczysz o przetrwanie

      nie podsycaj poczucia bycia ofiarą
      samo przejdzie

      potem kiedyś spotkasz go na ulicy i nei zrozumiesz dlaczego aż tak ci zależało
      na tym facecie

      a może jednak facet się namyśli i zaryzykuje
      co jednak mało ale jednak prawdopodobne

      taki obiekt wybrałaś
      kapryśny chwiejny unikający

      to twój typ

      kiedy sobie to uświadomisz możliwe że go zmienisz
      w jakimś stopniu się to da

      ja wierze w przyjaźń
      :) choć to trudne bo ludzie
      żyją w ciemności
      i ściemnianie jest częścią ich poruszania się
      w tej ciemności

      • rozczarowana40 Re: Spowiedź naiwnej kretynki (długie) 19.03.08, 11:45
        Solaris_38, ja nie mam zakodowanego w głowie mitu romantycznej wyidealizowanej miłości. Wiem, że miłość to coś więcej niż początkowa szalona chemia i burza hormonów. Miłość to również szacunek, zaufanie, przyjaźń, wzajemne wspieranie się, fascynacja odmiennością, trudna sztuka kompromisu i codzienność, w której często nie ma miejsca na romantyczne uniesienia. Problem jest w tym, że nigdy nie udało mi się doświadczyć tego w tym samym czasie z tą samą osobą. Bo albo mężczyźni, którzy mnie kochali nie wzbudzali we mnie głębszych uczuć, albo ci, których ja pokochałam (a było ich naprawdę niewielu) nie potrafili tego odwzajemnić. Mogę powiedzieć, że przez całe życie rozmijałam się z miłością. Nawet nie wiem jak smakuje seks zrodzony z miłości... czy jest inny? Nie umiem wyobrazić sobie co czują ludzie kochający i kochani gdy trzymają się za ręce, gdy razem milczą, razem się śmieją... smutne, prawda?

        A wracając do "chwiejnego i unikającego" obiektu jaki wybrałam. Zdarza się, że widujemy się na gruncie zawodowym. Pewnie za jakiś czas dojdzie do takiego spotkania. Kompletnie nie wiem jak mam się wtedy zachować... Minąć i udawać, że się nie znamy? Przywitać się jakby nigdy nic się nie zdarzyło? Wrócić do tematu i zapytać dlaczego nie odpowiedział na mój list?

        Trudno traktować jak powietrze kogoś, z kim było się tak blisko. To on otworzył się przede mną maksymalnie. Znam jego tajemnice, problemy rodzinne, emocjonalne, szczegóły które mogłyby go skompromitować. Oczywiście nie mam zamiaru nigdy tego wykorzystywać, tylko nie bardzo wiem jak mam teraz traktować tego człowieka... Wymazać to wszystko z pamięci i udając obojętność minąć na korytarzu jak obcą osobę? To trudne...
        • solaris_38 Re: Spowiedź naiwnej kretynki (długie) 19.03.08, 21:16

          dlaczego nie możesz kochać go i wspierać

          miłość jest dobra

          niebezpieczne jest tylko pożądanie
          • rozczarowana40 Re: Spowiedź naiwnej kretynki (długie) 20.03.08, 10:10
            Przecież pożądanie też jest częścią miłości. Początkowo silne z czasem słabnie a
            ważniejsze stają się inne jej aspekty - intymność, czułość itd.
            Chciałam wszystkiego... pełni miłości... całe życie mi tego brakowało... trudno,
            nie wyszło i muszę się z tym pogodzić :(
            • solaris_38 Re: Spowiedź naiwnej kretynki (długie) 26.03.08, 19:52
              pożądanie może być częścią niektórych miłości np damsko męskich ale jest ta
              częścią najbardziej niebezpieczną zdolną zapzreczyć swej istocie która jest
              sprzyjanie Temu Drugiemu
          • mruff Re: Spowiedź naiwnej kretynki (długie) 20.03.08, 10:19
            solaris_38 napisała:

            > miłość jest dobra
            >
            > niebezpieczne jest tylko pożądanie

            Ciężko rozróżnić (przynajmniej na początku znajomości) czy zaczyna
            się miłość czy trwa pożądanie. Masz jakieś sprawdzony sposoby na to?
            • solaris_38 Re: Spowiedź naiwnej kretynki (długie) 28.03.08, 22:03
              pożądanei wystepuje zawsze chyba w miłości damsko męskiej
              jest silne zaborcze zachłanne zaślepia zniewala
              daje wiele mocy póki trwa lecz trwa krótko a odchodząc potrafi wszystko
              zniszczyć i pozostawić złe owoce


              odróżniam miłość po owocach
              owoce potrzebują czasu aby wzrosły
              tak i pomiędzy ludźmi nie można na początku stwierdzić czy to miłość czy
              płomienny pak który poroni w drodze miłość i nei da kwiatów lub jesli nawet da
              to neie da owoców bądź będą cierpkie gorzkie i malutkie

              czyli mam sposób lecz na poczatku na nic sie zda

              miłość to pieśń o owocach

              nawet kiedy ludzie sie rozstają miłość wciąż może pozostać w ich sercach i moga
              być dla siebie dobrzy i sprzyjać sobie wspierać się i wzmagać konstruktywną
              zasadę w ich życiu

              tylko tyle wiem na pewno
        • leda16 Re: Spowiedź naiwnej kretynki (długie) 23.03.08, 21:12
          rozczarowana40 napisała:


          > A wracając do "chwiejnego i unikającego" obiektu jaki wybrałam.

          To chyba on wybrał Ciebie. Ty gładziutko wskoczyłaś w rolę opiekunki, pielęgniarki i pocieszycielki "poranionego" przez inne niedobre kobietki. Chciałaś mu pokazać, że Ty jesteś tą "lepszą". Może mu się Twoje matkowanie po prostu znudziło, może to psychiczny masochista, któremu tylko wtedy jest dobrze, jak twardy damski bucik kopie go w zadek?

          Kompletnie nie wiem jak mam się wtedy zachować... Przywitać się jakby nigdy nic się nie zdarzyło?

          Oczywiście, cóż Ci innego poza ambicją zostało?



          Wrócić do tematu i
          > zapytać dlaczego nie odpowiedział na mój list?

          Wtedy będziesz tylko żałosna, bo on już na pewno o Twoim liście dawno zapomniał. Zresztą nigdy Ci nie powiedział, że kocha, nie planował wspólnej z Tobą przyszłości. To przykre, ale byłaś dla niego tylko epizodem, jakich wiele w życiu każdego mężczyzny. Nie jego wina, że swoje rojenia wzięłaś za rzeczywistość.
          >
          > Trudno traktować jak powietrze kogoś, z kim było się tak blisko. To on otworzył
          > się przede mną maksymalnie.


          Nie przesadzaj, to tylko słowa, do których egocentryczni faceci nie przywiązują większego znaczenia. Oni po prostu lubią tokować: ja nieszczęśliwy, niezrozumiany, ja, ja...

          Znam jego tajemnice, problemy rodzinne,


          Oooo, czyżby żona go nie rozumiała?


          emocjonaln
          > e, szczegóły które mogłyby go skompromitować.


          Jeśli w jego życiu było coś kompromitującego, to tym bardziej nie jest to facet dla Ciebie. Skoro wobec innych ludzi był nieuczciwy, na jakiej podstawie roiłaś, że z Tobą będzie postępował uczciwie???


          , tylko nie bardzo wiem jak mam teraz traktować tego człowiek
          > a...


          A tak samo, jak on Ciebie, czyli jak gó.. w trawie, dla którego nawet szkoda tracić czasu na sms-a.

          Wymazać to wszystko z pamięci

          Po co "wymazywać z pamięci"? Pamiętaj swoją naiwność, żeby jej nie powtórzyć w następnym związku.

          i udając obojętność minąć na korytarzu jak obcą osobę? To trudne...


          Uważasz, że łatwiej Ci będzie rzucić się mu na szyję, wyznać miłość i zasypać wymówkami? Skoro tak, to do dzieła ;).
          • rozczarowana40 Re: Spowiedź naiwnej kretynki (długie) 25.03.08, 11:35
            leda16 napisała:

            > > Trudno traktować jak powietrze kogoś, z kim było się tak blisko. > > To on
            otworzył się przede mną maksymalnie.
            >
            >
            > Nie przesadzaj, to tylko słowa, do których egocentryczni faceci nie
            >przywiązują większego znaczenia. Oni po prostu lubią tokować: ja
            >nieszczęśliwy, niezrozumiany, ja, ja...

            Myślę, że nie jest tak, jak piszesz. Trochę żyję już na tym świecie i trochę
            widziałam. Mężczyźni wcale nie są tak bardzo chętni do zwierzeń, szczególnie
            wtedy gdy mówią o swoich słabościach. Nie opowiadają na prawo i lewo o swoich
            problemach i porażkach.


            > Jeśli w jego życiu było coś kompromitującego, to tym bardziej nie >jest to
            facet dla Ciebie. Skoro wobec innych ludzi był nieuczciwy, >na jakiej podstawie
            roiłaś, że z Tobą będzie postępował uczciwie???


            Jesteś stanowcza i ostra w swoich sądach, jak na mój gust aż za bardzo. "W nas
            jest piekło raj i do obu szlaki", rozumiem, że w tobie znajdziemy wyłącznie
            rajskie klimaty.

          • gapuchna Re: Spowiedź naiwnej kretynki (długie) 25.03.08, 14:37
            Ledo - czytam i nie rozumiem, dlaczego tylko wytykasz błędy Rozczarowanej?
            Dlaczego wyłącznie usprawiedliwiasz tego mężczyznę. Powiedz, co mogła zrobić
            Rozczarowana? Spotkała kogoś, kto jej się spodobał, kto wysyłał do niej dość
            jednoznaczne komunikaty. I urwał. Normalne przecież zachowanie ludzkie nakazuje
            jakąś odpowiedź. Gdyby wobec ciebie podobnie zachował się ktoś z twoich
            znajomych/bliskich, nie byłabyś urażona i nie spodziewałabyś się wyjaśnień?

            > Wtedy będziesz tylko żałosna, bo on już na pewno o Twoim liście dawno zapomniał

            ... aha! kiedy mężczyzna zadałby pytanie, byłby cudowny - pokazuje
            zainteresowanie, zabiega o kobietę!!! Kobieta - jest tylko żałosna. Nie jest to
            sprawiedliwe!!!



            > . Zresztą nigdy Ci nie powiedział, że kocha, nie planował wspólnej z Tobą przys
            > złości. To przykre, ale byłaś dla niego tylko epizodem, jakich wiele w życiu ka
            > żdego mężczyzny. Nie jego wina, że swoje rojenia wzięłaś za rzeczywistość.

            ...on nie mówił, ale ona zapytała, normalnie coś się na tak ważne, że tak ujmę -
            życiowe pytanie - odpowiada. To raz! Dwa: rzeczywiście uważasz, ze każdy
            mężczyzna ma wiele takich epizodów? Mnie się wydaje, ze tylko mali faceci mają
            za sobą takie epizody. Mali, niscy, będący nikim!!! I nie o wzrost mi oczywiście
            chodzi. Rojenia??? - nie, ona dokonała oceny sytuacji i miała takie, a nie inne
            wnioski. Nie jej wina, że on zwyczajnie oszukiwał. Dojrzałość polega m.in,. na
            tym, ze nie robi się drugiemu, co tobie niemiłe. Nic, ale to kompletnie nic nie
            usprawiedliwia mężczyzn z takiego stosunku do kobiet, jak ten opisany przez
            Naiwną. Choćby dlatego, ze oni - podobnie jak my, również nie chcą cierpieć i
            jeśli zostają skrzywdzeni, to podobnie to przeżywają. Więc tym bardziej nie
            rozumiem, dlaczego aż tak często ranią.
            • gadagad Re: Spowiedź naiwnej kretynki (długie) 25.03.08, 15:56
              Przy takim rozumowaniu kobiety powinny nosić przy sobie notarialnie potwierdzone
              warunki znajomości, gdzie będzie wyszczególnione po przekroczeniu którego punktu
              wzajemnego zrozumienia osoby są zobowiązane dożywotnio znosić całkowitą obecność
              danej osoby w życiu,łącznie ze wspólnotą majątkową i osobową.Jeśli dana osoba
              przekroczy granicę porozumienia,a chce się wycofać z dalszych punktów
              programu,jest zobowiązania np. do znalezienia jednostki zastępczej,a dopóki jej
              nie znajdzie jest zobowiązana do realizacji celów znajomości,nawet wbrew
              sobie.Wszelkie znajomości bez podpisania umowy wstępnej powinny być nielegalne i
              ścigane przez prawo.Zresztą dododo,czy jak mu tam, też ma takie wymagania wobec
              kobiet.Tak się kończy szukanie bratniej duszy i przyjaźni miedzy płciami.
            • rozczarowana40 Re: Spowiedź naiwnej kretynki (długie) 26.03.08, 11:08
              gapuchna napisała:

              >...on nie mówił, ale ona zapytała, normalnie coś się na tak ważne, że tak ujmę
              > -
              > życiowe pytanie - odpowiada. To raz! Dwa: rzeczywiście uważasz, ze każdy
              > mężczyzna ma wiele takich epizodów? Mnie się wydaje, ze tylko mali faceci mają
              > za sobą takie epizody. Mali, niscy, będący nikim!!! I nie o wzrost mi oczywiści
              > e
              > chodzi. Rojenia??? - nie, ona dokonała oceny sytuacji i miała takie, a nie inne
              > wnioski. Nie jej wina, że on zwyczajnie oszukiwał. Dojrzałość polega m.in,. na
              > tym, ze nie robi się drugiemu, co tobie niemiłe. Nic, ale to kompletnie nic nie
              > usprawiedliwia mężczyzn z takiego stosunku do kobiet, jak ten opisany przez
              > Naiwną. Choćby dlatego, ze oni - podobnie jak my, również nie chcą cierpieć i
              > jeśli zostają skrzywdzeni, to podobnie to przeżywają. Więc tym bardziej nie
              > rozumiem, dlaczego aż tak często ranią.

              Gapuchno, dziękuję za obronę ;) ale Leda w pewnym sensie ma rację. Bo chociaż
              wszyscy wkoło mówili o nim źle, naiwnie wierzyłam, że właśnie ja odkryję w tym
              człowieku głęboko ukryte dobro. Nie udało się... A najśmieszniejsze jest to, że
              po tym wszystkim nadal gdzieś w głębi duszy wierzę, że on nie jest zły. Zranił
              mnie, lecz mimo to nie potrafię go znienawidzić - stąd w tytule wątku naiwna
              kretynka.
              • gapuchna Re: Spowiedź naiwnej kretynki (długie) 26.03.08, 19:34
                To już nie jest ważne. Mnie za przeproszeniem szlag trafia, kiedy zawsze i o
                wszystko wini się kobietę: zabiega - naiwna, ufa - naiwna, troszczy się -
                naiwna, domaga się czegoś - hetera! Tak po prostu nie można. Bezkarność rodzi
                takie a nie inne zachowania. Jeśli ludzie nauczą się bezkarności, w końcu
                wszyscy będziemy cierpieć. Ot co! :)))
        • female.psycho Myślę, że Solaris... 25.03.08, 02:28
          ...nie chodziło o mit romantycznej miłości, ale o mit miłości damsko-męskiej w ogóle. W gruncie rzeczy na jedno wychodzi, ale ludzie lubią mydlić sobie oczy i pławią się w tym micie. Miłość damsko-męska, nawet wyjąwszy pożądanie, jest pewnym wybiegiem natury. Pięknym, lecz trudnym do odczytania. Rozczarowana40, piszesz niby o zaufaniu, przyjaźni, wzajemnym wspieraniu... ale wszystko to pojmujesz przez pryzmat pożądania. Chciej zrozumieć.

          • rozczarowana40 Re: Myślę, że Solaris... 25.03.08, 11:13
            female.psycho napisała:

            >Rozczarowana40, pis
            > zesz niby o zaufaniu, przyjaźni, wzajemnym wspieraniu... ale wszystko to pojmuj
            > esz przez pryzmat pożądania. Chciej zrozumieć.


            Nie, nie wszystko, ale przyznaję że nie potrafię tego rozdzielić. Dla mnie pożądanie jest częścią składową miłości mężczyzny i kobiety.
            • leda16 Re: Myślę, że Solaris... 26.03.08, 06:43
              Tylko, że tu nie ma żadnej miłości, przynajmniej z jego strony. Oczywiście masz prawo wybrać tą odpowiedź, która najbardziej głaszcze Twoje ego i sprzyja życzeniowemu myśleniu. Najwyżej trochę dłużej bedziesz żyła złudzeniami.
              • solaris_38 Re: Myślę, że Solaris... 26.03.08, 20:00
                ale czy jest z jej strony (z Twojej rozczarowana)
                czy element poznanie już nie unicestwił całej reszty

                bo jesli to ma być tak ze kocham DOPÓKI ktoś mnie chce
                a kiedy nie chce to go nienawidzę i nie wybaczam to gdzie tu miłość

                druga osoba ma prawo nas nie chcieć nawet jeśli z poczatku jej było dobrze

                inna sprawa kiedy ludzie podejmą już zobowiązania
                rodzicielskie majątkowe osobiste obietnice
                bo czasem życie wymaga współpracy długoterminowej
                inaczej sie wychowuje dzieci buduje dom pracuje na roli zaciąga kredyty itd

                to bardzo komplikuje sprawę
                • rozczarowana40 Re: Myślę, że Solaris... 27.03.08, 11:46
                  solaris_38 napisała:
                  > ale czy jest z jej strony (z Twojej rozczarowana)
                  > czy element poznanie już nie unicestwił całej reszty
                  >
                  > bo jesli to ma być tak ze kocham DOPÓKI ktoś mnie chce
                  > a kiedy nie chce to go nienawidzę i nie wybaczam to gdzie tu miłość

                  Rozumiem co masz na myśli, ale to nie tak... nawet gdybym chciała nie potrafię
                  go znienawidzić.
                  Zażądałam aby on się określi bo sytuacja (dla mnie) zrobiła się nieznośna. Gdy
                  po pierwszych nieporozumieniach zaczeliśmy się przyjaźnić, było naprawdę o.k. We
                  mnie burza "chemiczno-hormonalna" jakby została uśpiona i pojawiły się inne
                  ważne aspekty - bliskość, zrozumienie, zaufanie. Czasami sobie pomagaliśmy, w
                  trudnych dniach wspieraliśmy się psychicznie. Przegadaliśmy wiele godzin
                  szczerze rozmawiając "o życiu" - było dobrze. Jednak w pewnym momencie on zaczął
                  poza granicę przyjaźni wychodzić. Coraz śmielej flirtował, uwodził, pojawiały
                  się erotyczne podteksty, komplementy. Zaczął mi znów mieszać w głowie, nie
                  wiedziałam o co chodzi. Relacje przyjacielskie zaakceptowałam i o dziwo całkiem
                  dobrze się sprawdziły, lecz kiedy on zaczął wychodzić poza ich ramy, znów
                  wszystko wróciło. Chciałam wiedzieć o co tym razem chodzi, dlatego postawiłam
                  wszystko na jedną kartę, żeby wszystko było jasne. Dalszy ciąg Solaris znasz.
                  Choć czuję się przez niego zraniona, nie potrafię tego człowieka definitywnie
                  skreślić a tym bardziej znienawidzić. Sama tego nie rozumiem, ale właśnie tak
                  czuję.

                  > druga osoba ma prawo nas nie chcieć nawet jeśli z poczatku jej było > dobrze.

                  Ależ ja doskonale o tym wiem! Pytając go o dalszy ciąg naszej znajomości
                  liczyłam się z tym, że odpowiedź jaką otrzymam nie będzie po mojej myśli. Ku
                  memu zaskoczeniu stało się inaczej. Odpowiedź była pozytywna a potem NIC -
                  dłuuuuuuuuga cisza, która trwa do dziś. Rozumiem, że rozmyślił się, ale nie
                  rozumiem dlaczego mi tego nie napisał/nie powiedział. Przecież nie o tak
                  trudnych i ważnych sprawach rozmawialiśmy, nie było dla nas tematu tabu, a teraz
                  uznał, że nawet nie warto odpowiadać na mój list. Czuję się zlekceważona,
                  zignorowana - to boli.
                  • solaris_38 Re: Myślę, że Solaris... 27.03.08, 21:33
                    kochana
                    on się być może wstydzi
                    kiedy ludzie WIEDZĄ że się wstydzą to jest ok
                    ale najczęściej nawet nie spojrzą w tym kierunku bo on ich boli zawstydza i
                    wstydzą się nieświadomie poprzez UNIKI

                    to szczególnie cechuje mężczyzn
                    im tak trudno przyznać sie do czegokolwiek bo to jak porażka której nie mogą
                    znieść

                    myślę że jego relacja jest trochę nerwicowa
                    nie wolno było cię podrywać więc ... nie mógł sie oprzeć

                    a ze NIC nie ma na swoja obronę bo nie uszanował waszej przyjaźni wiec UCIEKA

                    boję sie mężczyzn którzy uciekają bo nie można na nich polegać
                    cokolwiek powiedzą nawet jeśli wierzą w to gorąco -nie ma znaczenia gdyż to nie
                    ich poglądy i wierzenia nimi kierują ale wygoda odruchy i podświadomość
                    zapewne można wieść z nimi cudowne rozmowy ale .. własnie
                    za nimi nie idzie postępowanie
                    łatwo wiec wywiodą na manowce dla siebie wygodne i tam zostawią

                    ja też jestem wygodna
                    nei lubię takich facetów i omijam ich z daleka

                    jakoś ich rozpoznaję
                    a i ty od tej pory szóstym zmysłem wyczujesz ich klimat zapach słów lepką
                    ciepłą intymność pozbawioną uczciwej GRANICY

                    • rozczarowana40 Re: Myślę, że Solaris... 28.03.08, 10:43
                      solaris_38 napisała:

                      > kochana
                      > on się być może wstydzi
                      > kiedy ludzie WIEDZĄ że się wstydzą to jest ok
                      > ale najczęściej nawet nie spojrzą w tym kierunku bo on ich boli zawstydza i
                      > wstydzą się nieświadomie poprzez UNIKI
                      >
                      > to szczególnie cechuje mężczyzn
                      > im tak trudno przyznać sie do czegokolwiek bo to jak porażka której nie mogą
                      > znieść
                      >
                      > myślę że jego relacja jest trochę nerwicowa
                      > nie wolno było cię podrywać więc ... nie mógł sie oprzeć
                      >
                      > a ze NIC nie ma na swoja obronę bo nie uszanował waszej przyjaźni wiec UCIEKA
                      >
                      > boję sie mężczyzn którzy uciekają bo nie można na nich polegać
                      > cokolwiek powiedzą nawet jeśli wierzą w to gorąco -nie ma znaczenia gdyż to nie
                      > ich poglądy i wierzenia nimi kierują ale wygoda odruchy i podświadomość
                      > zapewne można wieść z nimi cudowne rozmowy ale .. własnie
                      > za nimi nie idzie postępowanie
                      > łatwo wiec wywiodą na manowce dla siebie wygodne i tam zostawią
                      >
                      > ja też jestem wygodna
                      > nei lubię takich facetów i omijam ich z daleka
                      >
                      > jakoś ich rozpoznaję
                      > a i ty od tej pory szóstym zmysłem wyczujesz ich klimat zapach słów lepką
                      > ciepłą intymność pozbawioną uczciwej GRANICY

                      Wersja - ucieka bo się wstydzi, jest dużo bardziej strawna niż - milczy bo olał
                      i oszukał. Która z nich jest prawdziwa, tego się nigdy nie dowiem...
                      Dużo jest prawdy w tym co napisałaś. Gdy patrzę na naszą znajomość z perspektywy
                      czasu, widzę, że miałam do czynienia właśnie z takim mężczyzną. To skomplikowany
                      człowiek, pełen sprzeczności, myślałam że go rozumiem, pomyliłam się i jakoś
                      muszę się z tym uporać. Dziękuję za wszystkie odpowiedzi.
                      Serdecznie pozdrawiam
                  • leda16 Re: Myślę, że Solaris... 28.03.08, 23:10
                    rozczarowana40 napisała:


                    > Gdy
                    > po pierwszych nieporozumieniach zaczeliśmy się przyjaźnić, było naprawdę o.k. W
                    > e
                    > mnie burza "chemiczno-hormonalna" jakby została uśpiona i pojawiły się inne
                    > ważne aspekty - bliskość, zrozumienie, zaufanie.

                    Jesteś jak struś, który chowa głowę w piasek, bojąc się myśleć racjonalnie. Zrozumienie, że facetom chodzi tylko o seks i mogą go uprawiać bez miłości z każdą w miarę atrakcyjną kobietą, nigdy nie stało się Twoim udziałem. A bliskość? No przecież nie siedzieliście 3 km od siebie na rozrywkowych przyjęciach, tylko to była bliskość w 4 oczy.

                    Przegadaliśmy wiele godzin
                    > szczerze rozmawiając "o życiu" - było dobrze. Jednak w pewnym momencie on zaczą
                    > ł
                    > poza granicę przyjaźni wychodzić. Coraz śmielej flirtował, uwodził, pojawiały
                    > się erotyczne podteksty, komplementy.


                    Należało wię "psychicznie wspierać" z koleżanką, w dodatku heteroseksualną. Ta na pewno nie zaczęłaby z Tobą flirtować, uwodzić, stwarzać erotycznych podtekstów. A i Ty nie zaangażowałabyś się wtedy uczuciowo, obłudnie nazywając chęć złowienia kandydata na męża "przyjaźnią, bliskością, zrozumieniem, zaufaniem i wsparciem psychicznym". Co więcej, te wszystkie poza przyjaźnią potrzeby, możesz realizować w gabinecie psychoterapeutycznym ;).


                    Zaczął mi znów mieszać w głowie, nie
                    > wiedziałam o co chodzi. Relacje przyjacielskie zaakceptowałam i o dziwo całkiem
                    > dobrze się sprawdziły, lecz kiedy on zaczął wychodzić poza ich ramy, znów
                    > wszystko wróciło. Chciałam wiedzieć o co tym razem chodzi,

                    Jak to o co? O SEKS bez zobowiązań.


                    dlatego postawiłam
                    > wszystko na jedną kartę, żeby wszystko było jasne.


                    A facet poczuł się przyciskany do muru i dał nogę do innej, przy której nie musiał tyle mielić ozorem, która ze zwykłej przygody nie robiła tyle ceregieli co Ty, nie dopominała się miłosnych deklaracji, była namiętna. Swoją ścieżką, chyba rzeczywiście trzeba być seksualnie oziębłą, żeby będąc z atrakcyjnym facetem, wiele godzin ględzić "o życiu", zamiast grzeszyć :)))).


                    > Choć czuję się przez niego zraniona, nie potrafię tego człowieka definitywnie
                    > skreślić a tym bardziej znienawidzić.


                    A za cóż byś go miała nienawidzić, za to że się błyskawicznie wywinął z Twoich obłudnych sideł "przyjaźni" i nie dał dowlec do ołtarza, ze nie chciał mieć nic wspólnego z dziewczyną udającą przyjaźń a w gruncie rzeczy frymarczącą swoimi wdziękami?



                    >
                    . Rozumiem, że rozmyślił się, ale nie
                    > rozumiem dlaczego mi tego nie napisał/nie powiedział.


                    Nie chciał Ci dać pretekstu do ciągnięcia tej "przyjaźni" czyli kolejnych spotkań, zrozumienia, bliskości itp. Miał dość bajtlowania, oblizywania się, marnowania czasu na gadanie. Przecież Ty po upływie tak dłuuuuuuuuuuugiego czasu nadal aż sie trzęsiesz z chęci przywrócenia dawnego status quo i nadzieją na wznowienie romansu. U facetów co z oczu to z serca. Żałosna jesteś rojąc, że jest inaczej.


                    > uznał, że nawet nie warto odpowiadać na mój list. Czuję się zlekceważona,
                    > zignorowana - to boli.


                    I nawet nie masz czego wspominać prócz wielogodzinnego gadania.
                    • gapuchna Re: Myślę, że Solaris... 29.03.08, 00:05
                      Czemu facet faceta broni, a kobiety sobie nawzajem dołki kopią i jeszcze w nie
                      wpychają?
                      • rosario_t_t_38 Re: Myślę, że Solaris... 29.03.08, 00:36
                        gapuchna napisała:

                        > Czemu facet faceta broni, a kobiety sobie nawzajem dołki kopią i
                        jeszcze w nie
                        > wpychają?

                        Nie wszystkie.Ja przez szereg lat nie cierpiałam kobiet.Nieliczne
                        były moimi przyjaciólkami a więkdzość kumpli , naprawde kumpli to
                        byli faceci.A dziś mam dużo fajnych koleżanek , które swietnie
                        rozumiem.
                      • leda16 Re: Myślę, że Solaris... 29.03.08, 07:39
                        Z tego, co czytam, raczej większość Dyskutantów usiłuje uświadomić dziewczynie, że nie ma na co liczyć. A Ona...chce się dalej oszukiwać czyli unikać "dołka prawdy" o swoim związku.
                        Ps. może żona dorwała jego komórkę ;).
                        • rozczarowana40 Re: Wiesz Ledo... 31.03.08, 09:58
                          ... podejżewam, że masz problemy ze zrozumieniem tekstu pisanego lub czytasz "po łebkach" bardzo nieuważnie, dostosowując obraz sytuacji do swego wyobrażenia o niej, przy okazji pomijając fakty, które do twej teorii nie pasują.
                          Po pierwsze nie jestem już dziewczyną, po drugie nigdy nie byłam z tym mężczyzną w żadnym związku, po trzecie ślub nie jest moim celem, po czwarte... po piąte... mogłabym takich przykładów wymienić dużo więcej, tyko po co? Dyskusja z tobą nie ma sensu, bo ty - w realu powiedziałabym - zwyczajnie nie umiesz słuchać.
                          Masz niezwykłą łatwość w ocenianiu ludzi, o których nic nie wiesz. Przerażają mnie ludzie dla których wszystko jest oczywistą oczywistością i którzy dostrzegają tylko czarne lub białe kolory. A w życiu nie wszystko jest tak proste i oczywiste nawet "błoto stwarza czasem pozory głębi". Zdarzają się sytuacje, które bardzo szybko uczą nas pokory. Oczywiście nie życzę ci abyś ich doświadczyła lecz w niektórych przypadkach to jedyny sposób by nauczyć się zrozumienia drugiego człowieka. Każdy z nas ty, ja, mój były przyjaciel to tylko "egzemplarz człowieka - diabli, czyśćcowy i boski". A wydaje mi się, że ty /jeszcze/ tego nie rozumiesz.
                          Pozdrawiam.
    • yokooo Re: A co tu jest do rozumienia? 19.03.08, 10:51
      A co tu jest do rozumienia? Facet liczył na zwykły fucking friend, bez
      deklaracji, bez zobowiązań, bez uczuć, a że brakowało mu dowagi by wyjechać z tą
      propozycją wprost, próbował innymi drogami. Kiedy wyczuł, że półzwiązki cię nie
      interesują, ma być "wszystko albo nic" zwyczajnie się ulotnił.
      Daj sobie z nim spokój, to poparany egocentryczny tchórz, coraz więcej takich i
      jak widać w każdym wieku. Rodzicie zrobili mu krzywdę, bo nie nauczyli dziecka,
      że w życiu trzeba być odpowiedzialnym za czyny i słowa.
    • spinline Re:Ani nie naiwnej ani nie kretynki.... 19.03.08, 16:25
      Takie jest po prostu zycie....

      A ty jak rozumiem chcialas "kotka dachowca" zatrzymac pod jednym
      dachem....Tak to nie idzie.

      pan sie wystraszyl widac troche za szybko to wyszlo...


      A poza tym, zycie razem to juz kawalek innej bajki...
    • valg33 Re Kolejny przykład tego jak bardzo kobiety ocenia 19.03.08, 17:59
      ją mężczyzn wg swojej miary.Nie jesteśmy tacy jak bohaterowie
      seriali.

      Nie zastanawiajcie się ciągle "czy on mnie kocha?", "co z nami
      będzie? ","dlaczego on milczy?" itd

      Jesteśmy prości,żeby nie powiedzieć prostaccy.Macie o wiele
      bardziej rozwiniętą sferę uczuć a my nigdy nie wskoczymy na wasz
      poziom.
      Nie każdy facet niezdecydowany od razu jest szubrawcem,jak piszecie.
      Często nie wiemy co robić dalej ze związkiemi i dobrze nam tak jak
      jest.Milczymy bo nie mamy nic do powiedzenia.

      Nie myślimy w kółko o przyszłości o dzieciach itp. Instynktownie
      kazdy związek jest traktowany przez nas jak zagrożenie wolności,nie
      lubimy być naciskani w sprawie przyszłości związku..A wy odwrotnie:
      potrzebujecie deklaracji, chcecie koniecznie usłyszeć
      słowo "Kocham", które ciężko nam przychodzi.

      Najczęściej jest tak,że ci którzy szybko mówią o miłości to zwykli
      bajeranci bo wiedzą co chcecie usłyszeć i chcą was bzyknąc.

      Ale i tak chociaż wszyscy niby wiedzą,że kobiety są z Venus a
      męzczyżni z Marsa, to ciągle popełniamy ten sam błąd i oczekujemy by
      druga strona myślała tak jak my.

      Tak było i będzie.
      • rozczarowana40 Re: Re Kolejny przykład tego jak bardzo kobiety o 20.03.08, 10:01
        Hm... czyli według twojej teorii mój "przyjaciel" milczy bo zwyczajnie nie ma
        nic do powiedzenia? Przecież pytanie jest proste - chcesz się ze mną dalej
        spotykać czy nie? Jak można tego nie wiedzieć? Są tylko dwie odpowiedzi, lecz
        trzeba mieć odwagę żeby wydukać z siebie proste, krótkie NIE.
        Piszesz, że mężczyźni są prości, ja uważam, że raczej tchórzliwi. Unikają
        trudnych życiowych sytuacji. Chowają głowę w piasek myśląc, że ich nie widać.
        • gapuchna Re: Re Kolejny przykład tego jak bardzo kobiety o 20.03.08, 11:05
          Chciałabym Cię jakoś pocieszyć, ale nie umiem. Podobnie jak ty, mam coś
          bolesnego w sobie, co nie pozwala mi tu pisać radośnie i beztrosko. Ale chciałam
          ci podziękować za jedno - nie tak często spotykam się tutaj z tak ładnymi
          słowami, jak twoje.
          Co do tego mężczyzny? Nie umiem skomentować takiego zachowania. Mam coś
          podobnego poza sobą. Był ktoś, kto pierwszy wyznał mi miłość, starał się,
          okazywał - ja zaczęłam naciskać - i rozpadło się. W zasadzie bez wyjaśnień z
          jego strony. Ale że domagałam się ich mocno natarczywie, to usłyszałam słowa,
          których chyba wołałabym nie usłyszeć. A ja tak bardzo mocno tego kogoś
          pokochałam. Chociaż nie był to mój pierwszy poważny związek. Miłość
          doświadczyłam i wcale nie jest mi lepiej, bo jeszcze bardziej jej brakuje teraz.
          • gapuchna Re: Re Kolejny przykład tego jak bardzo kobiety o 20.03.08, 11:09
            Piszesz, że mężczyźni są prości, ja uważam, że raczej tchórzliwi. Unikają
            trudnych życiowych sytuacji. Chowają głowę w piasek myśląc, że ich nie widać. -
            może nie wszyscy tacy są, ale dość dużo takich chodzi po świecie. Coś dziwnego
            stało się z wychowaniem, bo chyba tu jest problem. Nas kobiety, mobilizuje
            biologia, psychika. Nie wiem, czemu u mężczyzn nie ma potrzeby aby dobić do
            swojego portu i zwyczajnie być szczęśliwym z jedną, kochającą go kobietą. Nie
            umiem tego zrozumieć.
          • rozczarowana40 Re: Re Kolejny przykład tego jak bardzo kobiety o 20.03.08, 15:28
            Dziękuję za miłe słowa :)
            Twoja historia również jest bardzo smutna, lecz tak sobie myślę, że gdybym miała wybierać - cierpieć z powodu miłości utraconej, czy cierpieć z powodu jej braku, zdecydowanie wybrałabym to pierwsze. Przynajmniej w pamięci pozostałyby strzępy pięknych wspomnień, a tak nie ma co wspominać.

            Być może zbyt emocjonalnie do tego podchodzę, ale w tym samym czasie trochę się na mnie zwaliło - jego odejście plus poważne problemy rodzinne, to wszystko nieźle przygięło mnie do ziemi.

            Tobie Gapuchno i wszystkim forumowiczom życzę zdrowych, spokojnych i rodzinnych Świąt.
        • leda16 Re: Re Kolejny przykład tego jak bardzo kobiety o 23.03.08, 20:42
          Jak można nie wiedzieć, że milczenie też jest odpowiedzią, w dodatku odpowiedzią całkowicie pozbawioną szacunku i kultury wobec Ciebie? Żadne tam tchórzostwo, po prostu brak dobrych manier i tyle. To Ty chowasz głowę w piasek nie on, nie chcąc przyjąć do wiadomości jasnego sygnału: mam cię w d....
    • czarodziejka87 Re: Spowiedź naiwnej kretynki (długie) 20.03.08, 18:29
      Nie zalezy mu na Tobie.
    • czarodziejka87 Re: Spowiedź naiwnej kretynki (długie) 20.03.08, 18:29
      Nie zalezy mu na Tobie.
      • gapuchna Re: Spowiedź naiwnej kretynki (długie) 20.03.08, 19:03
        W sumie to nie wiem, po co dołujesz człowieka. Przecież w wątku nie było
        pytania: dlaczego odszedł, a tylko skarga, że takie podłe życie się trafiło.
        Proszę, czytaj uważnie innych!!!
    • gadagad Re: Spowiedź naiwnej kretynki (długie) 20.03.08, 19:37
      No cóż,lepsze jest wrogiem dobrego.Na dziś było wszystko.Nie chciało zapewnić
      lepszego jutra -i nie ma nic.
      • naklejka.z.prezentem dobrze powiedziane 20.03.08, 20:06
        Ci, którzy chcą mieć wszystko, najczęściej zostają z niczym.
        • valg33 Re: dobrze powiedziane 20.03.08, 20:57
          Dokładnie, tak.
          Zamiast zadręczać siebie i jego ,powinna cieszyc się tym co było.
    • mychazosia Re: Spowiedź naiwnej kretynki (długie) 20.03.08, 21:31
      Twoja opowieść przypomina mi faceta o ktorym często opowiada mi moja
      koleżanka , a poznała go przez internet , on zachowuje sie
      identycznie tyle ze ona nie traktuje go powaznie bo zależy jej na
      kimś innym.
      Teraz znów do niej wysyla smsy itd , za jakis czas zamilknie na
      miesiąc dwa lub trzy a potem znow sie odezwie.

      Trudno mi sie na ten temat wypowiadać.Nigdy nie oczekiwałam ani nie
      wymuszałam deklaracji ani zapewnien.Mysle ze jakie kolwiek wyznania
      czy zapewnienia powinny wypłynąc same a jesli nie to nie.
      Ale ja chyba mam zupelnie inne widzenie rzeczy niz wiekszość
      kobiet.Nie powinnam sie wypowiadać , bo większości tych babskich
      problemow tu opisywanych popprostu nie rozumiem.Wydaja mi sie jakies
      dziecinne lub wyolbrzymione.
    • malwa_3 Re: Spowiedź naiwnej kretynki (długie) 23.03.08, 19:37
      Nie jesteś sama!!!
      Są Święta, a ja, podobna Tobie naiwna kretynka- siedzę i czekam aż
      odezwie się do mnie. Miał ważną sprawę, a teraz milczy...Przerabiamy
      właśnie drugą szansę. Po lekturze Twojej historii, obawiam się, że
      nie ma to najmniejszego powodzenia, mimo to brnę w ten układ. A może
      lepiej- czekam na znak, że jednak on tego chce.
      Chciałabym napisać, że wierzę, że i Tobie i mnie kiedyś zdarzy się
      mniej wątpiące, pewne uczucie. Bardzo bym chciała...
      Na razie- naiwna kretynka- czekam.
    • jesiennapani Re: Spowiedź naiwnej kretynki (długie) 25.03.08, 21:16
      CZy Przyjaciel autorki wątku uslyszal od niej że:
      >W powietrzu iskrzyło, serce biło mocniej niż
      > zwykle, Poznań jakby piękniejszy był tej jesieni a wyobraźnia
      szalała. Dorosły
      > mężczyzna zachowywał się jak onieśmielony, zadurzony nastolatek.
      Miałam
      > wrażenie, że nie jestem mu obojętna. Komplementy, miłe słowa,
      nawet nie
      > zauważyłam kiedy popłynęłam. Chciałam wiedzieć czy on czuje to samo

      >Być może powinnam cieszyć z tego co mam. Przecież mężczyzna,
      > którego kocham jest przy mnie. Jestem mu potrzebna, szuka kontaktu
      ze mną,
      > ufa, szanuje, podziwia moją urodę i inteligencję (a przynajmniej
      tak mówi)
      > czego chcieć więcej????
      >
      > Emocje znów wzięły górę. Niepewność, tłamszone uczucie, czas
      przeciekający
      > przez palce i wracające pytanie – kim ja właściwie dla niego
      jestem?
      Tłamszone uczucie - czyli on nie uslyszal slów milości, - autorce
      wątku zabrakło.... czego zabrakło? A dlaczego nie wyznala mu kim on
      dla niej jest?

      Czy Autorka wątku powiedziala swojemu przyjacielowi, że jest
      "najszczęśliwszą kobietą na Ziemi"?
      Ja mam wrażenie, że zasypywala swojego przyjaciela pytaniami,
      nie dzieląc się z nim swoimi odczuciami.

      Smutek rozstania, niespełnione nadzieje.
      A przecież moglo być inaczej....
      • rozczarowana40 Re: Spowiedź naiwnej kretynki (długie) 26.03.08, 10:48
        jesiennapani napisała:


        > Tłamszone uczucie - czyli on nie uslyszal slów milości, - autorce
        > wątku zabrakło.... czego zabrakło? A dlaczego nie wyznala mu kim on
        > dla niej jest?
        >
        > Czy Autorka wątku powiedziala swojemu przyjacielowi, że jest
        > "najszczęśliwszą kobietą na Ziemi"?
        > Ja mam wrażenie, że zasypywala swojego przyjaciela pytaniami,
        > nie dzieląc się z nim swoimi odczuciami.
        >
        > Smutek rozstania, niespełnione nadzieje.
        > A przecież moglo być inaczej....


        Rzeczywiście, nigdy nie usłyszał ode mnie słowa - kocham, lecz powiedziałam mu, że jest dla mnie kimś wyjątkowym, że nie traktuję go jak każdego znajomego faceta, że jest bardzo ważną osobą w moim życiu. Doskonale wiedział co do niego czuję. Moje uczucie nie było mu niepotrzebne, lecz nie chciał definitywnie zrywać tej znajomości. Powiedzenie wprost słowa kocham nic by tu nie zmieniło, reakcja pewnie byłaby taka sama - ściana.
    • smamila Re: Spowiedź naiwnej kretynki (długie) 25.03.08, 23:44
      mam kilka pytań natury prywatnej, spotkałam się z podobnym przypadkiem i również
      w Poznaniu czy mogę napisać na maila???
      • rozczarowana40 Re: Spowiedź naiwnej kretynki (długie) 26.03.08, 10:49
        smamila napisała:

        > mam kilka pytań natury prywatnej, spotkałam się z podobnym przypadkiem i równie
        > ż
        > w Poznaniu czy mogę napisać na maila???


        Oczywiście.
    • smamila Re: Spowiedź naiwnej kretynki (długie) 27.03.08, 21:17
      proszę o adres maila bo mam problem z mailem gazety
    • f.finale Rozczarowana... 02.04.08, 20:15
      Proszę Cię, przeczytaj to co napiszę kilka razy, i teraz, i za
      godzinę i jutro:)))
      Piszesz, że wiek...hmmm..nie wiem ile masz lat. Wiem natomiast
      jedno, że jedni mają miłość odrazu, inni o wiele później. Jest takie
      powiedzenie, miłość przychodzi do nas wówczas kiedy jesteśmy na nią
      gotowi. A skoro Ty nie zaznałaś tej odwzajemninej prawdopodobnie
      bardzo sę niecierpliwisz..i tak jak pisałaś..naciskasz, naciskasz.
      Nie moja droga, nie tędy droga. Wczuj się w siebie i pomyśl czego
      naprawdę potrzebujesz? Z racji wieku zapewne czegoś na
      trwałe,takiego do końca, czegoś stabilnego i jasnego. A jak opisałaś
      tego faceta? Ciągle tak lub nie, nie potwierdzam ani nie zaprzeczam.
      Może to Cię najbardziej przy nim trzymało, ta adrenalinka
      niepewności? Mam wrażenie, że jest dla Ciebie kimś kogo sobie
      wymyśliłaś przez wiele lat. Kiedy kochamy tak czy inaczej te nasze
      ideały umiemy przypisać do danej osoby. Ale to ułuda, widzisz go
      takim jakim chcesz widzieć. Z opisu nie wygląda na człowieka, który
      dałby Ci poczucie bezpieczeństwa.

      A teraz....czy czasem nie masz poczucia, że żeby być kochaną musisz
      sobie na to ciężko zapracować? Po co bierzesz się za dzikie
      zwierzęta, które trzeba oswajać? Jesteś delikatna, ale na pewno nie
      jesteś ekspertką od usidlania facetów, prawda? Skoro nie jesteś to
      szukaj mężczyzny, który jest gotowy dawać, który jest gotowy na
      związek. Na nic nie musisz sobie zapracowywać, nie poywaj się z
      motyką na słońce. Nie myśl, że jeśli uratujesz jakiego poranionego
      biedaka on będzie Ci dozgonnie wdzięczny..Absolutnie nie...byłaś
      jego terapią, która kojarzy mu się z trudnymi momentami, z walką z
      samym sobą. Pomagałaś mu, a nikt, a szczególnie facet nie chce być
      tym słabszym, czuć wdzięczności. Dlatego zniknął. Nie wie co
      powiedzieć. Nie wie czy podziękować..To brutalne co powiem...ale on
      prawdopodobnie cudownie uzdrowiony umknął do innej kobiety, przed
      którą może grać macho.

      Nie czuj żalu, zrobiłaś cudowną rzecz, pomogłaś komuś kochając. ale
      następnym razem pamiętaj...tylko taki, który jest gotów. Nikt nie
      musi zasłużyć na miłość...ona po prostu przychodzi.

      Nie pisz. Nie przypominaj się. Nawet jeśli się odezwie milcz.
      Zapomnij. Ktoś kto zostawił Cię samą z tyloma pytaniami, z bólem, z
      bolesną miłością nie jest Ciebie wart. Uciekł jak tchórz bez oznaków
      najmniejszej empatii. Zrobił to raz, zrobi drugi. A Ty przecież
      potrzebujesz czegoś innego....
      Buziaczki
      P.S. Nigdy nie jest za późno. A sens życie jest w Tobie. Umiesz
      dawać, to dawaj, niekoniecznie facetom. Nie skupiaj się na miłości,
      zapomnij o niej, a ona sama Cię zaskoczy.
      • rozczarowana40 Re: Rozczarowana... 04.04.08, 10:54
        Zgodnie z zaleceniem przeczytałam twój post kilka razy ;)

        Już pogodziłam się z tym, że odwzajemniona miłość mnie w życiu ominęła. Już nie czekam, nie liczę na nic. Akurat to, czego najbardziej pragnęłam nie zostało mi dane, widocznie tak musiało być... Powoli zaczynam doceniać to, co mam. Próbuję ciszyć się z tego, co los mi ofiarował - to chyba jedyny sposób żeby przetrwać...

        Historia z moim "przyjacielem" jest już definitywnie zakończona. Nie mam zamiaru przypominać mu o sobie, to zamknięty rozdział.

        Piszesz "Szukaj mężczyzny który jest gotowy dawać, który jest gotowy na związek, po co bierzesz się za dzikie zwierzęta, które trzeba oswajać". Gdyby to było takie proste - poznaję wartościowego człowieka, postanawiam że go pokocham i żyjemy długo i szczęśliwie. Niestety tak to nie działa. Zakochujemy się praktycznie bez naszego udziału, często nawet wbrew naszej woli. To się samo dzieje i nie mamy na to większego wpływu. Chemiczno-hormonalno-feromonowy koktajl dokonuje wyboru za nas, dopiero później gdy związek się rozwija możemy go przekształcić w coś bardziej wartościowego - w dojrzałe uczucie. E. Fromm twierdzi, że miłość nie jest kwestią obiektu, lecz woli. Spotkałam w swoim życiu kilku wartościowych mężczyzn, lecz niestety siłą woli pokochać ich nie umiałam.

        F.finale, dziękuję za ciepłe słowa :) m.in. za to lubię internet bo można tu spotkać takich ludzi jak ty :)
        Serdecznie pozdrawiam



        • f.finale Re: Rozczarowana... 04.04.08, 12:22
          Wiesz co..? Myślę, że powinnaś zajrzeć w głąb siebie i znaleźć
          odpowiedź na pytanie dlaczego zakochujesz się w niewłaściwych
          facetach? Czy to nie jest tak, że przywiązujesz się do tych
          zranionych, nazwałabym to "gorszych"bo przy nich możesz okazać się
          kimś wielkim, lepszym ? Może odrzucasz tych wartściowych bo niejako
          obawiasz się ich wartościowości w konfrontacji ze swoją własną? Może
          nie tyle nie byłaś nimi zaintersowana co ich się bałaś? Na jakim
          poziomie jest Twoje poczucie wartości- jako kobiety i człowieka
          ogólnie?
    • f.finale Aha! 02.04.08, 20:24
      nie jesteś ani naiwna, ani nie jesteś kretynką. Robiłaś to co
      czułaś. Kretynem jest ten kto nie potrafił docenić Twojego dobra.
      Naiwność to też wiara. Nie trać wiary i ufaj. Ale najpierw..zamiast
      chcieć kochać zacznij chcieć być kochana:))))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka