Dodaj do ulubionych

alternatywa dla smierci... HeLp

IP: *.torun.cvx.ppp.tpnet.pl 02.01.02, 17:00
tym razem to juz nie byla pojedyncza mysl. ani nawet jakis impuls. to bylo
przeswiadczenie. przeswiadczenie, zeby umrzec. nie mialo to postaci dramatu,
jak kiedys dawno temu, gdy polknelam pigulki nasenne i natychmiast je
wymiotowalam, czy ostatnio, kiedy noze w moim domu okazaly sie nie
wystarczajaco ostre. byla to juz tylko wiedza. taka spokojna wiedza, o tym, ze
dalej nie umiem byc na warunkach, jakie stawia mi zycie.
i ze chyba jedynym wyjsciem z sytuacji jest smierc.
co zrobic, jesli nie chce sie umierac, a tylko smierc jest rozwiazaniem?
Obserwuj wątek
    • Gość: raz Re: alternatywa dla smierci... HeLp IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 02.01.02, 17:16
      no wlasnie, tez bym chciala to wiedziec.
    • sabe-na Zycie. Zdecydowanie. 02.01.02, 17:22
      Gość portalu: nat... napisał(a):

      kojna wiedza, o tym, ze
      > dalej nie umiem byc na warunkach, jakie stawia mi zycie.
      > i ze chyba jedynym wyjsciem z sytuacji jest smierc.
      > co zrobic, jesli nie chce sie umierac, a tylko smierc jest rozwiazaniem?

      Nigdy nie jest tak zle zeby nie mozna bylo wytrzymac.
      Zle doswiadczenia - to nic to, nic to.
      Napisz.
      Odpowiem wieczorem.
      Trzymaj sie.
      • Gość: Andrzej Re: Zycie. Zdecydowanie. IP: *.unl.edu 02.01.02, 18:01
        sabe-na napisał(a):

        > Gość portalu: nat... napisał(a):
        >
        > kojna wiedza, o tym, ze
        > > dalej nie umiem byc na warunkach, jakie stawia mi zycie.
        > > i ze chyba jedynym wyjsciem z sytuacji jest smierc.
        > > co zrobic, jesli nie chce sie umierac, a tylko smierc jest rozwiazaniem?
        >
        > Nigdy nie jest tak zle zeby nie mozna bylo wytrzymac.
        > Zle doswiadczenia - to nic to, nic to.
        > Napisz.
        > Odpowiem wieczorem.
        > Trzymaj sie.

        Racje ma sabe-na. Dystans kolezanko do tego co Cie otacza. Na pohybel smutkom.
        A co Cie to obchodzi, ze sie wali. A niech tam. Jak mowia starzy gorale: a co to
        konia obchodzi, ze sie woz wywrocil. To tak na otrzepanie Cie z tego stanu.
        Smierc przyjdzie tak czy inaczej. Nie ma sensu jej pomagac. Ona nie potrzebuje
        pomocy. Smiej sie z tego, przynajmniej probuj. Jakiez to warunki stawia zycie ?
        To Ty postaw swoje. Co by to nie bylo.
        Trzymaj sie, wyluzuj, albo olej to wszystko i spojrz obojetnym okiem na to zycie.
        Andrzej.
    • Gość: Kulka Re: alternatywa dla smierci... HeLp IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.01.02, 18:58
      Może to brutalne ,ale to co przezywasz,nie jest jakimś wyjątkowym procesem,w
      tej samej chwili miliony ludzi na świecie przeżywają to samo.Jesli jeszcze masz
      siłę,przeczytaj "Gdy życie traci sens"prof.Ringela.Mnie to pomogło,między
      innymi,bo nie tylko,ale dobrze jest mieć świadomość,że wszytsko przez co się
      przechodzi nie jest czyms niespotykanym,ale niestety procesem chorobowym,ze
      wszystkimi stadiami ,schematami o których i ty tu piszesz.Trzymaj się, można z
      tego wyjść:)
    • kwieto Re: alternatywa dla smierci... HeLp 02.01.02, 23:37
      Wiesz co? Ale o co wlasciwie chodzi? Chcesz umierac, czy nie?

      Jesli nie chcesz umierac - to nie rob z siebie cierpietnika, tylko zyj dalej,
      jesli chcesz umrzec, no coz...

      Nie mow, o tych "warunkow jakie stawia Ci zycie" - zycie stawia takie same
      warunki wszystkim. I to od Ciebie zalezy, czy te warunki przyjmiesz, czy nie, i
      czy zrobisz cos aby te warunki zmienic, zlagodzic. A moze po prostu przyjac te
      warunki i dalej robic swoje nie przejmujac sie nimi?

      W. Mlynarski spiewal kiedys: "Robmy swoje, poki jeszcze nam sie chce..." - to
      bardzo madra rada. Bo o ile nie zmienisz swiata, mozesz sam zrobic swoje zycie
      znosniejszym. Nawet biedak moze czuc sie bogaczem, to zalezy tylko od jego
      nastawienia. A bogacz moze czuc sie zebrakiem - moze tak jest w Twoim
      przypadku?

      Wybacz, nie bede tu rzucal hasel typu "nie daj sie" - bo jesli komukolwiek sie
      dasz, to samemu sobie. Tu nie ma relacji ja-swiat, tylko ja-ja. A wg mnie to
      spora plama na honorze - przegrac z samym soba...
      • kwieto Dopisek - historyjka 03.01.02, 00:12
        Czytalem kiedys ksiazke, w ktorej pewien pan opowiadal o swojej pierwszej
        milosci - dziewczyna byla chora na pewna odmiane gruzlicy, i w pewnym momencie
        okazalo sie, ze ma przed soba okolo 2 lat zycia...

        Mimo to wzieli slub i starali sie byc ze soba szczesliwi - a bylo to trudne,
        byla to akurat II wojna swiatowa (rzecz sie dziala co prawda w USA, ale to
        akurat niewiele zmienia), on pracowal przy jakims militarnym projekcie rzadowym
        (z wojskowym rygorem i tak dalej), ona spedzala czas w szpitalu odleglym o
        jakies 100 mil... Mimo to, ona cieszyla sie zyciem do konca - nie plakala, nie
        rozpaczala - cieszyla sie tym czasem, ktory zostal jej dany... Sprawe choroby
        zostawila na dalszym planie, starala sie cieszyc zyciem na ile mogla - nawet z
        perspektywy szpitalnego lozka... Chyle czola przed takim podejsciem do wlasnego
        zycia - przestac zajmowac sie "przeciwnosciami losu" i po prostu zyc - dalej
        robic swoje, niezaleznie od wszystkiego.
    • zdezorientowana Re: alternatywa dla smierci... HeLp 02.01.02, 23:55
      Może powinnaś poszukać w kimś oparcia, jeśli sama nie znajdujesz rozwiązania. W
      takich złych momentach warto poprosić o pomoc. Przecież Ty, jak sama piszesz,
      chcesz żyć. Walcz o siebie!
      • Gość: Kulka Re: alternatywa dla smierci... HeLp IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.01.02, 09:53
        Dawanie komuś kto znalazł się w szklanej kuli/bo to mniej więcej jest takie
        uczucie/rad typu:ciesz się życiem,to sorry,jest bez sensu.
        Niestety bez pomocy z zewnątrz,trudno rozbić tą kulę.Ale warto próbować,taka
        rozmowa na forum też może byc dobrym sposobem:)
    • Gość: Dora Re: alternatywa dla smierci... HeLp IP: 212.244.205.* 03.01.02, 09:56
      Nie ma żadnej alternatywy, dla nikogo. Więc nie musisz się z tym aż tak
      spieszyć.
    • Gość: Luiza Re: alternatywa dla smierci... HeLp IP: 217.153.32.* 03.01.02, 10:04
      Jesli to warunki zyciowe, sa powodem Twojego stanu, to trudno jest cokolwiek
      doradzac nie znajac ich. Ale jakie by nie byly, to rzeczywiscie najlepiej jest
      poprosic kogos o pomoc a przynajmniej o obecnosc, telefony.

      Sa tez rozne sposoby, zeby przywrocic rownowage chemiczna w organizmie, co moze
      pomoc. Z tego co wiem leki (potrzebujesz sie skonsultowac z lekarzem) lub
      cwiczenia oddechowe, medytacje, joga (tez jednak lepiej gdybys konsultowala sie
      caly czas z lekarzem).

      A poza tym na pewno zalezy Ci na zyciu, bo przeciez walczysz, szukasz
      rozwiazania. Troche wiecej agresji!!! Nie mowie tu o niczym groznym, tylko o
      tym zebys porzadnie tupnela noga. Co to za gnojki tak Ci zatruwaja zycie. Ja w
      takich sytuacjach mowie : niech sp...!
    • faxio Re: alternatywa dla smierci... HeLp 03.01.02, 10:09
      A może spróbuj sie pomodlić?
      Poproś o siłę i o jakiś znak, zebyś była pewna swojej decyzji.
      Jeżeli upewnisz się, że śmierć jest jedynym rozwiązaniem (ale tylko wtedy gdy
      nie będzie w Tobie najmniejszej watpliwości) poszukaj jej.
      Możesz jej się dla pewności najpierw przyjrzeć, moze w jakimś hospicjum.
      Poznasz ją lepiej, zaprzyjaźnicie się... i w końcu ona zaprosi Cię do siebie,
      kiedy obie będziecie gotowe.
      • Gość: nat zycie. IP: *.torun.cvx.ppp.tpnet.pl 03.01.02, 14:15
        "umiera sie nie dlatego by przestac zyc, lecz po to by zyc inaczej. kiedy swiat
        zaciesnia sie do rozmiaru pulapki, smierc zdaje sie byc jedynym ratunkiem,
        ostatnia karta, na ktora stawia sie wlasne zycie." (coelho)

        te slowa oddaja wszystko.

        wiecie, walczylam z wszystkimi problemami bardzo dlugo. kilka lat. ale okazuje
        sie, ze nie ma ludzi, ktorzy mogliby pomoc, nie ma wiecej nowych pomyslow na
        wyjscie z sytuacji. nic nie ma.

        olewanie tez sie nie sprawdza. juz na to za pozno.

        myslicie, ze czasami sa tekie momenty w zyciu, ze trzeba zrobic jakis krok bez
        wzgledu na mozliwe konsekwencje? bez wzgledu na przyszlosc (nie mysle tu o
        smierci)?
        • faxio Re: zycie. 03.01.02, 14:34
          Jeżeli nie myślisz o śmierci, to zdecydowanie TAK.
          Czasami trzeba, żeby coś wreszcie zmienić.
          Właściwie taka świadomość, że przecież ostatecznie jak coś już tak zupełnie nie
          wyjdzie, to zawsze jeszcze można umrzeć, jest pomocna.
          A jak już myślisz o śmierci, to czemu przedtem nie zrobic czegoś zupełnie
          zwariowanego, postawić wszystko na jedną kartę. Skoro i tak mam umrzec...
        • Gość: Lilka Re: zycie. IP: 217.153.32.* 03.01.02, 14:37
          Wiesz przeszlam przez cos takiego (nie wiem w ogole jak to sie zdarzylo), chyba
          tez pod wplywem tej ksiazki. Nie czytaj takich rzeczy. Walcz!!!!!!!!!!!!!
          Co to za problem nie do rozwiazania. Moze napisz do mnie, cos wymyslimy:
          zuruck@wp.pl
          Niech Cie ktos przytuli, jak zaczniesz plakac, to placz, wtedy splyna wszystkie
          zale. Potem wez ciepla kapiel, jedz cieple posilki. Zajmij sie czymkolwiek,
          nawet na sile. Piec razy sprzatanie mieszkania, pietnascie watkow na forum. Az
          Ci zycie wejdzie w krew. To przeciez tylko kwestia motywacji. Prosze.
          Walcz!!!!!!!!!
        • kwieto Re: zycie. 03.01.02, 16:01
          Coelho... eee.... jakby Ci tu powiedziec, jesli poslugujesz sie przemysleniami,
          ktore on proponuje, to ja sie nie dziwie, ze Ci sie zyc odechciewa...
          • Gość: Kulka Re: zycie. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.01.02, 23:49
            Nie sądzę żeby jakakolwiek lektura doprowadziła człowieka do tej śmiertelnej
            pułapki.Raczej czytając odnajdujemy własne myśli i to jest dla nas
            wstrząsające/w pewnym sensie:)/
            Zrobić coś szalonego? pewnie:wziąć duży kredyt i jechać na Karaiby,zawsze
            chciałam to zrobić.
            • Gość: mariposa umierac sie odechciewa... IP: *.biz.mindspring.com 04.01.02, 01:28
              mi to sie umierac odechciewa jak sobie pomysle ile z tym wszystkim zachodu i
              balaganu. np takie plukanie zoladka - oblesne! podwiazywanie zyl - odrazajace!
              a wisz, ze podobno jak sie czlowiek wiesza, to wydala wszystkie ekstrementy?
              pomysl sobie jak by to wykladalo gdyby znalezli Cie dyndajacedo/aca nogami po
              pachy w ... no wiesz, naprawde az sie odechciewa umierac...
              co prawda mozna trafic do czubkow i czuc sie jak w powiesci Coehlo, ale jak sie
              uda to pomysl ile kwiatow zwiednie bez sensu na cmentarzu.
              a kto wie czy sie jakas wieksza szopka z tego nie zrobi, TVN przyjedzie, beda
              nachodzic Twoich znajomych i rodzine i za co?
            • Gość: nat Re: zycie. IP: *.torun.cvx.ppp.tpnet.pl 04.01.02, 02:52
              kulka - masz calkowita racje.
              coelho powiedzial za mnie to, czego nie umialam wyrazic: ze nie chcialabym
              umrzec tak po prostu, bo jets mi zle. chcialabym umrzec, zeby to zmienic.
              • kwieto Re: zycie. 05.01.02, 00:27
                Tak, tylko ze Coelho ma taka dziwna retoryke, ze zmienic mozna absolutnie
                wszystko czym sie jest, tudziez co nas otacza - a to bardzo niebezpieczna
                sciezka, bo pewnych ograniczen nie mozna przeskoczyc (np. nie mozna z srednio
                rozgarnietego stac sie geniuszem) i budowac marzen tylko na wierze, ze "bedzie
                lepiej".

                A co jesli dopiero to co po smierci okaze sie koszmarem? Skad wiesz, ze po
                smierci bedzie lepiej? Bo ja takiej pewnosci jakos nie mam...
                Poza tym, czy naprawde smierc jest jedynym sposobem na zmiane? To troche jakbys
                do wyjecia zadry z palca potrzebowal stolu operacyjnego, narkozy i najlepszego
                chirurga w kraju...

                Poza tym - jesli czegos nie mozesz zmienic - probowales sie do tego
                przyzwyczaic i polubic? Tak zwyczajnie i poprostu...
                • Gość: nat Re: zycie. IP: *.torun.cvx.ppp.tpnet.pl 05.01.02, 14:02
                  pewnych rzeczy nie mozna zaakceptowac i polubic, bo wtedy mozna stracic samego
                  siebie.
                  • kwieto Re: zycie. 06.01.02, 11:53
                    A czy tak naprawde co masz do stracenia? Przeciez to co robisz teraz,
                    doprowadza do tego, ze chcesz sie zabic. Wiec moze warto zejsc z piedestalu,
                    jak to ladnie ujales "stracic samego siebie"? Bo jaka masz alternatywe? Smierc?
                    Jesli tak lubisz...
    • Gość: Kajet Alternatywa dla smierci? Narodziny! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 06.01.02, 16:47
      szukasz rozwiązania? jeśli problem tkwi w Tobie, a tak w gruncie rzeczy jest
      najczęściej - umrzyj, aby narodzić się na nowo; w gruncie rzeczy świat i ludzie
      są piękni, tylko nie potrafimy tego czasem dostrzec, patrząc przez pryzmat
      problemów, które wydają nam się jedyne i niepowtarzalne; przejdź metamorfozę -
      zerwij z przyzwyczajeniami, stereotypami, zmień otoczenie, krzycz, tańcz, rób
      co lubisz, ciesz się zimą, śniegiem, mrozem, każdą chwilą którą masz dla
      siebie; otwórz oczy, spójrz na innych ludzi, zainteresuj się nimi - wśród nich
      może znajdziesz bratnią duszę?
      czy warto próbować? czy warto być szczęśliwym? może trzeba na to zasłużyć?
      • Gość: Kulka Re: Alternatywa dla smierci? Narodziny! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 06.01.02, 18:19
        Takie myslenie,że na szczęscie trzeba zasłuzyć, jest nie tylko niesparwiedliwe
        ale i niebezpieczne.Bo jesli tak, to rozbudzamy w sobie poczucie winy a to
        tylko wzmaga chęć skończenia ze sobą.I co z tymi wszystkimi łajdakami,którzy
        wydają nam się szczęśliwi, jakim cudem na to zasłużyli?Chyba że w poprzednim
        wcieleniu, jesli ktoś wierzy w reinkarnację.Szczęscie to stan ducha
        wewnętrzny,oczywiście ,jak komus normalnie biegnie życie to zaleznie od stanu
        ducha jest szczęśliwy albo nie.Ale jak się komuś walą na głowę tragedie z
        zewnatrz,smierć dziecka, np.to konia z rzędem temu co w takiej sytuacji mógłby
        być szczęsliwy.
        Stracić siebie? niestety to nie takie proste,dźwigamy cały bagaż naszego
        obrazu,ukształtowany przez lata,można coś znosić,ale nie polubić.To się nie da
        tak: do dziś uważałam że nikt mną nie będzie pomiatał ,a od jutra nawet lubie
        jak ktoś dzień zaczyna od wyzwisk pod moim adresem?Bo z normalnego człowieka
        zmieniam się w masochiste? Jak to sobie wyobrażasz?
        Umrzeć nie dlatego że jest mi żle ale by to zmienić? czyli jakas nadzieja,że
        tam po drugiej stronie cos jest /chociaz moim zdaniem nie ma,ale to
        szczegół/jakas forma istnienia,czucia? Możesz to wyjasnic Nat?
        • Gość: nat Re: Alternatywa dla smierci? Narodziny! IP: *.torun.cvx.ppp.tpnet.pl 06.01.02, 20:41
          nie wiem czy jest cos tam, po drugiej stronie. cokolwiek by to nie bylo, będzie
          niewątpliwie inne od tego co jest tutaj. jeśli tam nie ma nic: to też będzie
          inne...

          ale właśnie... INACZEJ, czyli tak, że nikt mną od rana nie pomiata. nikt mnie
          nie wyzywa od qrew. jestem wolna.

          wiecie, dobre samopoczucie, szczęście, w sytuacji gdy codziennie jest się
          wyzywanym etc., naprawdę nie zależy od nastawienia! niemożność uwolnienia się z
          ww. sytuacji też nie jest kwestią mojego 'widzi-mi-się'. więc skoro jest tak
          jak jest i nie mogę tego zmienić żadnymi dostępnymi mi środkami... to...

          gee...
          • Gość: Kulka Re: Alternatywa dla smierci? Narodziny! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 07.01.02, 11:49
            Ja wiem o czym mówisz.Nie ma dokąd pójść,brak mieszkania,brak środków do życia
            itd.Miałam to szczęście że kiedy znalazłam się w takiej sytuacji,to miałam
            maleńkie dziecko i znalazłam w sobie siłę żeby zrobić pierwszy krok,no może to
            nie była siła tylko desperacja,po prostu zrozumiałam,że albo to albo szpital
            dla psychicznie chorych ewentualnie jakiś most nad dość głęboką rzeką.Ale nie
            mogłabym zostawić małej,nie miałby kto się nią zająć.Spakowałam jej rzeczy,na
            siebie założyłam dwa swetry i wyszłam z domu.Czasem tak trzeba.W końcu skoczyć
            zawsze mogłam.Udało się.Zawdzięczam to cierpliwym ludziom,którzy okazali trochę
            miłosierdzia.Dzisiaj jestem wolna,nigdy już nie pozwolę żeby ktoś się nade mną
            znęcał,ale ból zostanie, jak blizna boli przy każdej zmianie pogody tak to
            wspomnienie będzie zawsze boleć.Ale mogę z tym żyć,żyję dla siebie,dziecko
            niedługo odejdzie w świat ,a ja piję kawę z cynamonem w kafejce i kocham każdą
            chwilę:) Pzdr Kulka
            • malwinamalwina Re: Alternatywa dla smierci? Narodziny! 07.01.02, 14:48
              chyba te odwazne kroki trzeba cale zycie stawiac, nie tylko w sytuacji bez wyjscia.
              a Cohelo zyje, pisze, tworzy.
              Kiedys jakis filozof ktoremu zarzucono ze szerzy wzniosle i piekne idee a jego osobiste zycie jest fura
              gowna, odpowiedzial ze funkcja drogowskazu jest pokazywanie drogi a nie pojscie do miasta.
              Zostaw drogowskaz i idz do miasta.
              Powodzenia Nat.
        • Gość: Kajet Re: Alternatywa dla smierci? Narodziny! IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 07.01.02, 17:04
          Gość portalu: Kulka napisał(a):

          > Takie myslenie,że na szczęscie trzeba zasłuzyć, jest nie tylko niesparwiedliwe
          > ale i niebezpieczne.Bo jesli tak, to rozbudzamy w sobie poczucie winy a to
          > tylko wzmaga chęć skończenia ze sobą.I co z tymi wszystkimi łajdakami,którzy
          > wydają nam się szczęśliwi, jakim cudem na to zasłużyli?...........

          ależ szczęście samo nie przyjdzie, trzeba wiedzieć co to jest, aby tego pragnąć; a więc szukać - w tym sensie na nie
          trzeba zasłużyć, że trzeba do niego dotrzeć i nie ma to nic wspólnego z winą, a raczej z nieświadomością; a to, że
          wydaje nam się że jacyś łajdacy są szczęśliwi - to się nam tylko wydaje, tego nie wiemy
          • miluszka Samobojstwo to zamrozenie stanu z momentu smierci 07.01.02, 23:22
            Dodam jeszcze moj głos w sprawie samobojstwa. Jesli ktos mysli o samobojstwie
            (pamiętam te dylematy sprzed lat), to dlatego, że jest mu źle i chce zrobić
            cokolwiek, żeby to zmienić. Załóżmy jednak,że samobójstwo niczego nie zmienia.
            Uciekamy przecież nie przed tym, co na otacza, ale przed własnym stanem umysłu.
            Samobójca zabija ciało, ale nie zabija umysłu ( chyba, że jesteście
            materialistami i wierzycie, ze materia produkuje świadomość). Pozwólcie, ze
            będe kontynuować swoj wywód z punktu świadomości, ktora "produkuje" ciało. A
            więc w chwili samobójstwa pozostajemy w fatalnym stanie umysłu ( na ogół tak
            się dzieje, kiedy myślimy o samobójstwie). W dodatku śmierć spotyka nas
            wcześniej niż wynika to z normalnego porządku rzeczy, więc taki samobojca
            często ma dalej silne związki z tym światem. Jego świadomość ( w tym fatalnym
            stanie) tkwi przywiązana do swojego poprzedniego świata, nie mogąc się z nim
            komunikować ani na niego wpływać. Czy ktoś może wyobrazić sobie coś gorszego,
            niż taka sytuacja? To , co podaję, to interpretacja nieco buddyjska. Ta
            bardziej ortodoksyjna buddyjska interpretacja mówi, że ludzkie ciało jest
            niezwykle cennym odrodzeniem, i ten, kto z własnej woli je niszczy, stwarza
            bardzo złą karmę ( karma - prawo przyczyny i skutku), co spowoduje dla niego
            więcej kłopotow, niż miał w tym życiu, które mu tak nie pasowało. A tak
            bardziej praktycznie, to w przypadku dołów psychicznych warto skorzystać nie
            tylko z pomocy przyjaciół, ale i psychiatrów. Naprawdę warto!
            A więc moje przesłanie do wzystkich, ktorzy myślą o samobójstwie - pomyślcie,
            czy ma to sens, skoro niektórzy twierdzą, że będzie wam po tym o wiele gorzej!
            M

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka