Dodaj do ulubionych

Znudzenie, zdziczenie...

21.05.08, 17:10
Zadajcie mi jakiekolwiek pytanie odnośnie mojej osoby, a na każde
odpowiem: Nie wiem.
Niezdolny do pracy, do nauki, do uczuć, do kontaktów, rozmów,
zabawy, seksu, wysiłku, podróży, wszystkim z samym życiem na czele
znudzony - wypala się coś we mnie i po kolei wygasa, zanim zdążyłem
czegokolwiek doświadczyć. Moja obojętność rani mnie jeszcze bardziej
niż tych, których ją obdarzam. Tyle tylko jest we mnie ludzkiego...
Trzeba by mnie czym prędzej oswoić, lecz już zdziczałem na dobre.
Obserwuj wątek
    • gapuchna Re: Znudzenie, zdziczenie... 21.05.08, 17:27
      Ależ ty permanentnie odrzucasz jakąkolwiek możliwość oswojenia. Taki chyba twój
      wybór?
      • alexanderson Re: 21.05.08, 21:18
        Nie wybór, ale lęk - nieznajomość ludzkiej dobroci, własnych
        reakcji, nieokreśloność swoich odczuć...
        • gapuchna Re: 21.05.08, 22:45
          W to, ze nie umiesz uporać się z własnymi uczuciami - wierzę. Z tym jest
          najtrudniej. Ale w to, ze nie doświadczyłeś ludzkiej dobroci - wybacz, nie
          uwierzę. Raz jeszcze powtórzę: SPRóBUJ. Zwyczajnie spróbuj.

          Wiem czym są lęki. Jesteś jeszcze taki młody, życie zaczynasz. Moze uda ci się
          nie skazać na wieczne cierpienie, niepogodzenie ze sobą. Zastanawiające, sporo
          czasu już "ofiarowałam" tobie - myśląc, jakie masz problemy. mam nadzieję, ze
          piszesz realnie, ze nie jest to nakręcanie tematu, byleby coś się tu działo.
    • markus.kembi Re: Znudzenie, zdziczenie... 21.05.08, 17:32
      "Zdziczałeś" - i co dalej? Spotkasz na ulicy jakąś fajną kobiétkę rzucisz się na nią z dzidą? Niektóre pewnie lubią takich dzikusów :-D
    • solaris_38 Re: Znudzenie, zdziczenie... 21.05.08, 21:12
      piszesz ze na pewno odpowiesz nie wiem

      a zaraz pod tym stwierdzeniem dowalasz sobie z wielka pewnością
      bez żandnej nie-pewnosci


      znudzenie jest bolesne
      czasem śmietelnie

      aby było ci lepiej powolutku SZUKAJ choc okruchów tego co może cię kręcić

      przyghladaj sie wszystkeimum uwaznie
      i celebruj wszystko co uda ci się pokochac


      miłość opromienia
      daje takiego kopa że narkotyki niech się schowają
    • lifeisaparadox Re: Znudzenie, zdziczenie... 21.05.08, 22:39
      Alex przepraszam, ale wogole nie rozumiem za wiele. Czytalem poprzednia
      dyskusje, mysle sobie tutaj i dumam ale mam wrazenie, na ile moje pol-mozgu
      pozwala zwrazeniowac, ze Tobie dobrze jest w takim byciu ofiara.
      Takie to dramatyczne, przyciagajace uwage innych ludzi. Jako ofiara i
      cierpietnik masz duzo wiecej uwagi niz gdy zyjesz jak zwykly czlowiek. Cos Ci to
      musi dawac, ze tak sie uzalasz.

      Pomysl troche nad tym, nie zaszkodzi.
      • alexanderson Re: 22.05.08, 11:01
        Możesz mieć wiele racji, ja zdaję sobie sprawę, jak to wygląda -
        pytanie, co mam robić, by zmienić swoją sytuację, jeśli odczuwam lęk
        i skrępowanie w kontaktach z ludźmi i jeśli mam
        wrażenie "nieautentyczności" swoich emocji, tak jakby wszystkie
        zmysły były stłumione. Jeśli nawet kogoś lubię, to głową...
    • gapuchna Re: Znudzenie, zdziczenie... 21.05.08, 22:49
      Przeczytaj Solaris i Paradoksa - oboje mówią dobrze. Popatrz - Solaris też
      podkreśla siłę miłości, uczuć. A Paradoks - potrafi brutalnie nazwać rzeczy po
      imieniu. Przemyśl. Ale nie zamykaj się w sobie, pisz, rozmawiaj - będzie ci łatwiej.
    • wiewiorka_online Re: Znudzenie, zdziczenie... 22.05.08, 05:26
      Chroniczna depresja czy inna poważniejsza choroba? Jeśli nie jesteś
      zdiagnozowany zrób to.
      • groszek_w_puszce Re: Znudzenie, zdziczenie... 22.05.08, 06:09
        Często wyłącza mi sie internet w trakcie pisania , tym razem też.
        Pisałam , że nie rozumiem dlaczego nie poszedłeś jeszcze z tym do
        psychologa.
        • alexanderson Re: 22.05.08, 10:58
          Przez kilka miesięcy chodziłem na psychoterapię - zrobiło się to
          zbyt kosztowne, a ja nie widziałem, by zmierzało w jakimś kierunku -
          w pewnym momencie zaczęliśmy całą godzinę rozmawiać głównie o tym,
          co się zdarzyło w ciągu ostatniego tygodnia. Pomyślałem, że musi się
          najpierw coś zmienić w mojej sytuacji życiowej i wtedy będę mógł
          powrócić do terapii - czyli dotrwać do końca semestru i poszukać
          jakiejś pracy...
          • gapuchna Re: 22.05.08, 12:17
            Czytam twojego bloga.
          • leda16 Re: 22.05.08, 21:22
            Kosztowne? Kosztowne to jest zapewne pasożytnictwo 25-cio letniego, zdrowego fizycznie mężczyzny na rodzicach, bo w każdym NZOZ psychoterapia jest bezpłatna, w ramach kontraktu z NFZ. Może ja jestem tempa, ale studia magisterskie trwają 5 lat a studia doktoranckie, podyplomowe, 2 lata. Czyli albo nie masz 25 lat albo nie jesteś na studiach doktoranckich.
            • gapuchna Re: 22.05.08, 21:37
              Doktoranckie są czteroletnie.
              • leda16 Re: 22.05.08, 22:35
                W psychologii 2 letnie. Zresztą i tak wiek się nie zgadza. Stypendium doktoranckie? Zazwyczaj ludzie po magisterce już pracują. Nie zarabiają 900 zł, bo tyle to chyba sprzątaczka w księgarni...
                • gapuchna Re: 22.05.08, 22:41
                  Nie, na uniwersytecie idziesz na czteroletnie studnia doktoranckie, i musisz się
                  obronić raczej w terminie. Płace są śmiesznie niskie, nie da się żyć
                  samodzielnie na takiej "pensji". Faktycznie, trzeba dorabiać na boku, zależy
                  tylko, czy kierunek jest że tak powiem "obrotowy".
                • alexanderson Re: 23.05.08, 13:56
                  W czasie gdy zaczynałem studia stypendium (1000, potem 1100 zł)
                  przyznawano na 4 lata - w zamian prowadzi się zajęcia ze studentami
                  i nie może dodatkowo pracować (co chyba nie jest jakoś ściśle
                  przestrzeganym zakazem). Mnie to wystarczało, a przygotowywanie
                  zajęć zajmowało sporo czasu - przy kulminacji stanu apatii i
                  depresji, jaka na ten czas przypadła, nie przyszło mi nawet do głowy
                  szukanie innych zajęć. Stąd brak doświadczenia zawodowego...
            • alexanderson Re: 23.05.08, 14:09
              leda16 napisała:
              > Kosztowne? Kosztowne to jest zapewne pasożytnictwo 25-cio
              letniego, zdrowego fizycznie mężczyzny na rodzicach, bo w każdym
              NZOZ psychoterapia jest bezpłatna, w ramach kontraktu z NFZ.

              28-letniego.
              Tak, wiem, jestem nieudacznikiem, pasożytem, leniem, kaleką
              emocjonalną, impotentem i onanistą. Uświadomienie sobie tego
              wszystkiego zajęło mi wiele lat, od roku staram się coś zmieniać,
              choć pewnie powoli. Potrzebuję pomocy w wyjściu z tego stanu, a nie
              we wbiciu mi go do głowy - i tak nie mogę o niczym innym myśleć.
              Zapewne mało się orientuję w sprawach życiowych, nie wiem więc, czy
              rzeczywiście można za darmo przechodzić długotrwałą psychoterapię -
              mam kiepskie doświadczenia w korzystaniu z usług medycznych, za
              które się samemu nie zapłaciło, a i z rynkiem lekarzy i dostaniem
              się do nich w mojej okolicy kiepsko. Ale może masz rację, spróbuję
              się dowiedzieć, czy taka możliwość też istnieje.
    • nedzna_imitacja_mezczyzny Re: Znudzenie, zdziczenie... 23.05.08, 00:38
      Witam
      Na wstepie chcialbym Cie przeprosic za to, ze nie odpisalem na Twojego maila.
      Bedzie krotko, mam nadzieje ze zwiezle i na temat.
      Nie bede Ci tutaj prawil kazan, jak wiesz ja mam podobne problemy do Twoich, ale zaczalem dzialac i widze mala poprawe. Mysle, ze przy odrobinie dobrych checi zmiana bedzie widoczna takze u Ciebie, "wystarczy" troche sie wysilic.
      Ty kochasz sie dolowac, uwielbiasz rozpacz, celebrujesz kazda chwile smutku, a wiem to, poniewaz sam tak robie(teraz juz w mniejszym stopniu niz kiedys, ale przyzwyczajenie pozostalo:)).
      Zacznij od malych krokow. Napewno masz duzo wolnego czas, ktory przeznaczasz na rozmyslanie.
      Kup sobie psa. Naprawde pomaga, bedziesz mial obowiazki, mniej wolnego czasu, mniej rozmyslania. Tylko mi nie pisz, ze sie boisz psow, bo sa raasy zupelnie niegrozne.
      Zacznij biegac. Sam sobie narzuc tempo i dystans do pokonania. I nie mysl w ten sposob, ze jestes slaby, gdyz szybko lapie Cie zadyszka, bola nogi, pieka pluca. Wszystko mozna pokonac potrzeba tylko troche samozaparcia. "Zmeczenie" jest przyjemne dla organizmu, a kolejna korzyscia jest oczywiscie mniej czasu na rozmyslanie.
      W moim watku bardzo madrze napisala solaris(przepraszam jak zle napisalem nick:)), music sobie wytyczyc realne cele i zdac sobie sprawe na co Cie stac.
      Skoncz doktorat.
      Przyzwyczajenie jest koszmarne. Zacznij dzialac, zmus sie do wysilku.
      Doceniaj otaczajaca Cie przyrode.
      Zbliz sie do rodzicow(spedzajcie razem troche czasu).
      Zacznij pozytywnie myslec o ludziach, usmiechaj sie. Jak oceniasz ludzi, gdy znajdujesz sie w tlumie? Czy nie patrzysz na nich z lekka pogarda, przeklinasz ich w duchu?
      Nie patrz na ludzi, gdy ich mijasz wtedy zle wrazenie(oni sie na mnie patrza) bedzie ustepowac.
      Czytalem twojego bloga. Jestes inteligentnym kolesiem i masz swoj wlasny styl. Znasz sie na pisaniu scenariuszy? Przyszedl mi do glowy pewien pomysl. Bardzo chcialbym zeby ludzie (przede wszsytkim rodzice) zdali sobie sprawe z tego jakie jednostki sa wsrod nich, a na przyszlosc zeby nie popelniali takich bledow w stosunku do swoich dzieci, jakie nasi rodzice popelnili wobec nas. Co o tym sadzisz? Moze dalbys rade cos takiego stworzyc? Napewno lubisz ironiczny humor, metafory, obrazy w filmach, symbole. Zawsze mozna to gdzies wyslac, a nuz sie komus spodoba.
      Gdy popelnisz jakis blad to nie badz dla siebie zbyt surowy, przyrzeknij sobie, iz wiecej to sie nie powtorzy.
      Koniec z pisaniem/mowieniem NIE WIEM/NIE UMIEM.
      Rozwiazyles enneagram? Zaloze sie, ze jestes 4w5. :) Zajrzyj na forum moze spotkasz jakies bratnie dusze.
      No i sie rozpisalem, a mialo byc krotko. :)
      Pozdrawiam.
      • alexanderson Re: 23.05.08, 14:24
        Dzięki, bałem się, że tamten list nie doszedł, bo nie byłem pewien
        Twojego adresu e-mailowego.
        Wiesz, staram się trochę ćwiczyć w domu - jestem raczej chuderlawym
        słabeuszem, więc to dla mnie i tak sporo, i dostrzegam, że wysiłek
        dobrze robi na samopoczucie, zwłaszcza, gdy widać efekty tych
        ćwiczeń. Niech to będzie odpowiednik Twojego biegania.
        O enneagramie dowiaduję się od Ciebie - rozwiązałem go i
        rzeczywiście, 4/5. :-)
      • leda16 Re: Znudzenie, zdziczenie... 23.05.08, 21:58
        zede wszsytkim rodzice) zdali sobie sprawe z tego jakie
        > jednostki sa wsrod nich, a na przyszlosc zeby nie popelniali takich bledow w s
        > tosunku do swoich dzieci, jakie nasi rodzice popelnili wobec nas


        Nie ma to jak wszystkie swoje frustracje, niepowodzenia życiowe, lenistwo, pasożytnictwo, głupotę, brak ambicji, egoizm i in. zwalić na rodziców. Koleś, błędów to szukaj przede wszystkim w swoim postępowaniu i matce za mleko podziękuj. Ojcu, że harował na Ciebie 25 lat, odmawiając sobie wszystkiego, bo z dobrobytu Ci się we łbie poprzewracało. Pomyśl o głodnych, umierających, samotnych i zrób coś dla nich, zamiast kwękać, stękać i koncentrować się na czubku własnego nosa. Ciesz się, że nie przyszedłeś na świat 150 lat temu, bo wówczas od 8-mego roku życia już byś musiał codziennie zapierdzielać na 10 godzin do roboty w fabryce.
        • dotyk_wiatru hmm... 23.05.08, 22:49
          Zastanawiam się Leda, skąd takie podejście u Ciebie...Nie pierwszy
          raz widzę jak oskarżasz ludzi o różne 'rzeczy'...Nie wydaje się
          Tobie, że zbyt oschle podchodzisz do ludzi? Nie każdy przyjmie Twoje
          słowa spokojnie...U wielu możesz tylko pogorszyć sprawę...
          • leda16 Re: hmm... 24.05.08, 00:12
            dotyk_wiatru napisała:

            > ..Nie pierwszy
            > raz widzę jak oskarżasz ludzi o różne 'rzeczy'


            Więc wyrażenie swojego zdania odnośnie cudzego postępowania to oskarżanie?


            ...Nie wydaje się
            > Tobie, że zbyt oschle podchodzisz do ludzi?


            Pewnie masz rację. Ale gdy widzę jak młody, zdrowy, syty, inteligentny facet rozczula się nad sobą jak przysłowiowa baba, to mnie to po prostu irytuje.


            Nie każdy przyjmie Twoje
            > słowa spokojnie...U wielu możesz tylko pogorszyć sprawę...


            Tutaj jesteśmy po to, żeby dyskutować, przedstawiać swoje poglądy i oceny danego problemu. Nie żeby cośkolwiek pogarszać czy polepszać. Od tego jest real - gabinet lekarski.
            • dotyk_wiatru Re: hmm... 24.05.08, 22:39
              leda16 napisała:
              > Więc wyrażenie swojego zdania odnośnie cudzego postępowania to
              oskarżanie?

              Wiesz...swoje zdanie można wyrażać używając mniej ciętego języka...U
              Ciebie to niemal lincz...ale mogę się mylić...Nie znam Ciebie...

              > Pewnie masz rację. Ale gdy widzę jak młody, zdrowy, syty,
              inteligentny facet ro
              > zczula się nad sobą jak przysłowiowa baba, to mnie to po prostu
              irytuje.

              To by oznaczało, że nie panujesz nad emocjami i łatwo Ciebie
              wyprowadzić z równowagi:P

              > Tutaj jesteśmy po to, żeby dyskutować, przedstawiać swoje poglądy
              i oceny daneg
              > o problemu. Nie żeby cośkolwiek pogarszać czy polepszać. Od tego
              jest real - ga
              > binet lekarski.

              Napiszę jak wcześniej...Argumenty i swoje zdanie można przedstawiać
              mniej brutalnie...bardziej po 'ludzku'...
              Pozdrawiam:)
          • konto_online Re: hmm... 25.05.08, 02:14
            no widzisz, a ja już postów ledy nie widzę... i po co się denerwować?
            • dotyk_wiatru Re: hmm... 25.05.08, 19:58
              konto_online napisał:

              > no widzisz, a ja już postów ledy nie widzę... i po co się
              denerwować?

              Ja się nie denerwuję...Mnie jedynie zaskakuje, że tak można
              odpisywać...:/
              • konto_online Re: hmm... 25.05.08, 23:30
                no coś Ty, od wczoraj w sieci? to poczytaj wikipedię;

                Osoba stosująca trolling zwykle reaguje wrogo zarówno na próby
                uspokojenia dyskusji, jak i agresywne reagowanie na jego zaczepki,
                zaś merytoryczna zawartość dyskusji ma dla niego znaczenie tylko o
                tyle, o ile rozpala w dyskutantach negatywne emocje i przyczynia się
                do kontynuowania sporu. Sprawia to zazwyczaj takie wrażenie, jakby
                troll "sycił" się nimi.
                • dotyk_wiatru Re: hmm... 25.05.08, 23:41
                  konto_online napisał:

                  > no coś Ty, od wczoraj w sieci? to poczytaj wikipedię;
                  >
                  > Osoba stosująca trolling zwykle reaguje wrogo zarówno na próby
                  > uspokojenia dyskusji, jak i agresywne reagowanie na jego zaczepki,
                  > zaś merytoryczna zawartość dyskusji ma dla niego znaczenie tylko o
                  > tyle, o ile rozpala w dyskutantach negatywne emocje i przyczynia
                  się
                  > do kontynuowania sporu. Sprawia to zazwyczaj takie wrażenie, jakby
                  > troll "sycił" się nimi.

                  Nie od wczoraj, ale rzadko kiedy spotykam się z tak wrogim
                  nastawieniem...:/
                  Mam rozumieć, że to troll?:P
        • nedzna_imitacja_mezczyzny Re: Znudzenie, zdziczenie... 23.05.08, 23:10
          > Nie ma to jak wszystkie swoje frustracje, niepowodzenia życiowe, lenistwo, paso
          > żytnictwo, głupotę, brak ambicji, egoizm i in. zwalić na rodziców.
          Daruj sobie takie uwagi. Nie znasz mnie, nie znasz moich rodzicow, nie wiesz w jakiej sytuacji sie znajduje i co mialo najwiekszy wplyw na moje zycie. Ocene i nadinterpretacje nastepnym razem zachowaj dla siebie.
          >Koleś, błędó
          > w to szukaj przede wszystkim w swoim postępowaniu i matce za mleko podziękuj.
          Caly czas nad soba pracuje. Ty tez najpierw troche pomysl zanim zaczniesz kogos oczerniac.
          >Pomyśl o głodnych, umierających, samotnych i zrób
          > coś dla nich, zamiast kwękać, stękać i koncentrować się na czubku własnego nos
          > a.
          Dzieki za porade, moze wezme ja sobie do serca, ale najpierw Ty mi napisz co takiego robisz dla tych biednych i potrzebujacych.
          >Ciesz się, że nie przyszedłeś na świat 150 lat temu, bo wówczas od 8-mego r
          > oku życia już byś musiał codziennie zapierdzielać na 10 godzin do roboty w fabr
          > yce.
          Mysle, ze bylbym takim szczesciarzem, ze przyszedlbym na swiat w rodzinie szlacheckiej i przez cale zycie plawilbym sie w luksusie. :)
          • leda16 Re: Znudzenie, zdziczenie... 24.05.08, 00:03
            W jakiej byś się sytuacji nie znalazł, tylko Ty jesteś odpowiedzialny za swoje decyzje, nie rodzice. Widać teraz taka moda na samsonowskie postawy. Niektórym po prostu pasuje szukanie kozła ofiarnego w rodzicach, niektóre trendy psychoterapeutyczne tak radzą, ze szkodą dla swoich klientów, ich więzi rodzinnych i poczucia odpowiedzialności za swoje życie. Pewnie, w rodziców można walić jak w bęben bo miłość do wyrodnych, egocentrycznych dzieci czyni ich bezbronnymi.
            Pomyśl Koleś, zanim zaczniesz publicznie "oczerniać" rodziców. Powiesz pewnie, że ich nie oczerniasz? Ja Ciebie też nie. Krytykuję Twoją postawę wobec Nich, Twoje rozczulanie się nad sobą, Twój egocentryzm. Po to napisałeś na forum, bo chciałeś, żeby Cię ocenić. Ocena Ci nie pasuje? Cóż, to też tylko Twój problem.
            Jesteś szczęściarzem Koleś - nie masz raka ani pustego talerza jak parę milionów ludzi w tej właśnie sekundzie. Jesteś wolny, młody, syty, zdrowy. Czemu się z tego nie cieszysz? To są talenty dane Ci od Boga (losu, genów).Czemu je marnujesz na bezpłodne stękanie, narzekanie i pretensje do kogo? No właśnie, sam nawet tego nie wiesz. Radość życia znajdziesz tylko w sobie. Nikt Ci jej nie naleje do organizmu jak oliwy do butelki, nie da w prezencie, nie zagwarantuje.
            Ja nic nie robię dla głodnych, umierających i samotnych, bo mam inne cele życiowe. Ty nie masz żadnych - stąd Twój neurotyzm, frustracja, lamenty. Nie masz nawet szacunku dla siebie. Sam się oczerniasz przybierając ksywkę "nędzna imitacja mężczyzny" Więc czemu się oburzasz, gdy ktoś potwierdza Twój infantylizm?
            • nedzna_imitacja_mezczyzny Re: Znudzenie, zdziczenie... 24.05.08, 01:26
              W ktorym momencie oczernialem rodzicow?
              Mysle, ze oni zdaja sobie sprawe z tego, ze popelnili bledy. Zreszta ja nie wytykam im ich bledow, poniewaz calej analizy dokonuje w swojej glowie, wyciagam wnioski i staram sie pracowac nad soba.
              Jestes psychologiem? Czy rodzice nie popelniaja bledow? Czy Ty nie mialas nigdy zalu do swoich rodzicieli? Co jest zlego w tym, ze chcialbym pokazac jak nie nalezy postepowac z wlasnymi dziecmi (oczywiscie nie mam doswiadczenia, pomysl tez chyba nietrafiony, ale co zlego jest w idei)?
              Nazywanie kogos glupkiem nie jest oczernianiem tej osoby?
              Dyskusja nie ma sensu, poniewaz Ty juz wystawilas mi ocene i jestes swiecie przekonana, ze masz racje. Oczywiscie musze sie zgodzic i przyznac, iz niektore Twoje uwagi trafiaja w sedno, ale to tylko maly procent calej wypowiedzi. Co do reszty nie mam ochoty wyprowadzac Cie z bledu, bo zarowno Tobie, jak i mnie nie zalezy na dobrych relacjach.
              >Jesteś wolny, młody, syty, zdrowy.
              Doceniam, ale czy to oznacza, ze nie mam prawa liczyc na wiecej? Chcialbym byc po prostu szczesliwy, a nie potrafie, poniewaz wlasny umysl i cialo mnie ograniczaja.
              • leda16 Re: Znudzenie, zdziczenie... 24.05.08, 10:02
                W gruncie rzeczy tylko ich krytykowałeś, podobnie jak ja Ciebie. Każdy ma o coś tam chwile żalu do rodziców, tylko po co się na tym koncentrować, skoro korzyści z tego żadne? A przepraszam, namacalne korzyści mają psychoterapeuci infantylizujący swoich klientów. Każdy ma jakąś przeszłość lepszą lub gorszą, której sobie nie wybrał i nie ma rodziców doskonałych. Cwila, w której to zrozumiesz i zaakceptujesz, będzie początkiem Twojej dorosłości. Inaczej będziesz pełen żalu, pretensji, frustracji, zamiast patrzeć w przyszłość, żyć terażniejszością, będziesz się grzebał w przeszłości jak w g....e. To droga do nikąd. Nabrałeś zapędów edukacyjnych wobec swoich rodziców i zamiast wychowywać własne dzieci, "chcialbym pokazac jak nie n
                > alezy postepowac z wlasnymi dziecmi". Owszem, pokaż, skoro uważasz się za eksperta w tej dziedzinie, ale może swoim znajomym i na własnych dzieciach? Ale Ty chciałbyś zemścić się na rodzicach, zanim zobaczysz efekty własnych wychowawczych poczynań - ich wpędzić w poczucie winy, jaką Ci to "straszną krzywdę" swoimi "błędami" zrobili.
                A to całe "szczęście"? Przepraszam, kto Ci ma je zagwarantować, rodzice? Ktoś Ci w ogóle szczęście obiecywał jak gwiazdkę z nieba? I co to jest szczęście, wiesz chociaż?
                Ja planowałam swoje życie i czekałam na realizację tych planów. Nadal czekam na to, aż dzieci skończą studia, wybudujemy dom, na wnuki, emeryturę itd. Teraz czekam, aż zakwitną róże w moim ogrodzie. Ty czekasz na abstrakcyjne mrzonki, czyli "szczęście". I tak będziesz sobie czekał do ukichanej śmierci, jeśli nie zmienisz tylko jednego małego drobiazgu: swoich oczekiwań wobec życia!
                • nedzna_imitacja_mezczyzny Re: Znudzenie, zdziczenie... 24.05.08, 10:53
                  > W gruncie rzeczy tylko ich krytykowałeś, podobnie jak ja Ciebie.
                  Prosze o cytat.
                  Jezeli zal o to, ze ich nie bylo, ze nie potrafili okazywac uczuc w Twoim rozumieniu to krytyka, to rzeczywiscie masz racje. Ja to inaczej postrzegam.
                  >Al
                  > e Ty chciałbyś zemścić się na rodzicach, zanim zobaczysz efekty >własnych wychow
                  > awczych poczynań - ich wpędzić w poczucie winy, jaką Ci to >"straszną krzywdę" s
                  > woimi "błędami" zrobili.
                  Stek bzdur. Wyciagasz zbyt daleko idace wnioski i bardzo latwo przychodzi Ci ocena osob, ktorych w ogole nie znasz. Jak juz pisalem w poprzednim poscie Ty juz wszystko o mnie wiesz i zapewne swojego zdania nie zmienisz(nie dbam o to, tylko przestan mnie obrazac).
                  Co do szczescia to przyznaje Ci racje.
                  > Ja planowałam swoje życie i czekałam na realizację tych planów.
                  Ja tez planuje, ale nie mam odwagi by wprowadzic te plany w zycie.
                  • dotyk_wiatru Re: Znudzenie, zdziczenie... 24.05.08, 23:08
                    n_i_m...nie denerwuj się i nie daj się wyprowadzić z równowagi:)

                    <sorki za te maksymalne skrócenie nicku...nie uważam, żebyś był
                    NIM...>
                  • leda16 Re: Znudzenie, zdziczenie... 25.05.08, 07:59
                    Byli - dali Ci życie i uczestniczyli w nim tak dalece, jak uważali to za stosowne. To, co napisałam wynika z generalnego założenia: żadne z rodziców nie chce świadomie skrzywdzić swojego dziecka. Oczywiście, są rodzice z patologicznymi postawami, lecz podświadome błędy to jeszcze nie patologia. Wpędzanie kogoś w poczucie winy czyli dyskomfort psychiczny, wynika z chęci zemsty i rzeczywiście - w sensie psychologicznym - nie przekonasz mnie, że jest inaczej. Ciągle nie pojmuję, jak się ma do racjonalnego myślenia wytykanie błędów, których już nie można naprawić. Czysta schizoidia i sam widzisz, do czego Cię doprowadziła. W pewnym sensie ( w przeciwieństwie do zmiany osobowości) możliwe jest przekształcenie swoich postaw wobec życia, to znaczy poniechanie działań dla siebie szkodliwych. Twoja koncentracja na przeszłości jest właśnie czymś, co Cię psychicznie rozbija. Myślenie - "tu i teraz" wydaje mi się czymś optymalnym dla Ciebie. Po co zaraz przywoływać wielkie słowa jak "odwaga". Życie, to system małych kroczków pod górkę. Nie wymaga odwagi wyplewienie i nawiezienie róż, by zakwitły. Pewnie, zawsze jest możliwość, że tego kwitnienia nie doczekam, ale nie jest to sprawa zalezna ode mnie.
        • alexanderson Moje bariery 24.05.08, 16:49
          W innych wątkach pisałem konkretniej o swoich problemach i
          ograniczeniach, więc może to być tu niejasne, ale ja nie zrzucam
          całej winy na swoich rodziców, choć o wiele spraw - że mnie nie
          uczyli i nie zachęcali do samodzielności, że mnie nie uświadomili w
          sprawach płci, bo szkoła nie uczyniła tego tym bardziej - mógłbym
          mieć do nich jakieś pretensje.
          Ja po prostu od zawsze izolowałem się od ludzi - bo byłem nieśmiały,
          bo wydawało mi się, że nie interesuje mnie świat rówieśników.
          Pochłaniałem za to książki, tylko że one niczego mnie nie nauczyły.
          Nie miałem kolegów, nie zaznałem, czym są wyjazdy bez rodziców,
          imprezy, randki, wspólne zabawy. To sprawiło, że nie wykształciła
          się odpowiednio moja sfera emocjonalna i umiejętność zachowania w
          relacjach społecznych. Myślę, że komuś postronnemu trudno to
          zrozumieć - że można mieć zawsze pustkę w głowie, gdy ma się z kimś
          rozmawiać, że nawet listu nie umie się napisać w odpowiedzi, że
          wobec wszystkiego odczuwa się lęk i zahamowanie, bo zdaje się sprawę
          ze swoich ograniczeń. Ja się nie użalam, próbuję to zmieniać, ale to
          trudne... Jeśli na dodatek jest się osobą nadwrażliwą, ze
          skłonnością do depresji i myśli samobójczych, niepewną własnej
          tożsamości seksualnej (bo i te zmysły, od zawsze tłumione, nie mogły
          się odpowiednio wykształcić), to sprawa jest jeszcze trudniejsza. Ja
          wiem, jak wiele błędów popełniłem, ale wiem to teraz, z wielu rzeczy
          nie zdawałem sobie pojęcia. Pewnie, że innym jakoś nie trzeba było
          tego mówić, a sobie radzili (np. z dojrzewaniem poznawali swoje
          ciało i jego pragnienia, a ja nawet tego nie robiłem), ale może ja
          naprawdę mam jakiś feler. Dlatego szukam pomocy, choćby i
          wystawiając się tutaj na pośmiewisko...
          • gapuchna Re: Moje bariery 24.05.08, 17:45
            Nie wystawiasz się na pośmiewisko. Nie dla mnie.
          • karolaaa1986 Re: Moje bariery 25.05.08, 00:10
            hmm... moze wiele to nie pozmoze ale ja wiem co czujesz... ja chyba
            jestem w bardzo podobnej sytuacji... i wiem jedno ze trzeba
            probowac... mimo ze człowiek nie raz sie sparzy... to zawsze czegos
            uczy... mnie co prawda jeszcze chyba nie nauczyło za wiele to
            parzenie ale sie staram... ciezko to idzie opornie ale jakos
            idzie... dobrze ze chociaz tu mowisz to tez wielki krok... mi np
            jeszcze to sie nie udało... poprostu boje sie "madrych rad" ktore
            dla mnie sa tak abstarkcyjne i nie wykonalne ze nie wiem czy płakac
            czy sie smiac...
            pozdrawiem
          • leda16 Re: Moje bariery 25.05.08, 08:18
            alexanderson napisał:


            > Ja po prostu od zawsze izolowałem się od ludzi - bo byłem nieśmiały,
            > bo wydawało mi się, że nie interesuje mnie świat rówieśników.
            > Pochłaniałem za to książki, tylko że one niczego mnie nie nauczyły.


            Nie dlatego, że byłeś nieśmiały, tylko dlatego, że masz osobowość schizoidalną w której konstrukcję wpisana jest nieśmiałość, izolacja od otoczenia, nadwrażliwość,bladość afektywna itp. Daleko łatwiej można zmienić zewnętrzne atrybuty płciowe niż osobowość. To tak, jak z tożsamoscią płciową. Jeśli urodziłeś się mężczyzną, a czujesz się kobietą, chirurgia plastyczna bez problemu zmieni Twoją płeć na kobiecą, ale żadna psychoterapia nie sprawi, żebyś czuł się mężczyzną.
            >
            > wobec wszystkiego odczuwa się lęk i zahamowanie, bo zdaje się sprawę
            > ze swoich ograniczeń. Ja się nie użalam, próbuję to zmieniać, ale to
            > trudne...


            To niemożliwe. Poza tym osobowośc schizoidalna często wyrodnieje w schizofrenię, dlatego, jeżeli farmakoterapia nie wyeliminuje Twojej lękowej postawy wobec życia, sam się nie zmienisz na pewno.


            Jeśli na dodatek jest się osobą nadwrażliwą, ze
            > skłonnością do depresji i myśli samobójczych, niepewną własnej
            > tożsamości seksualnej (bo i te zmysły, od zawsze tłumione, nie mogły
            > się odpowiednio wykształcić),

            Zmysły masz wykształcone jak należy, za to osobowość nieprawidłową, co Ci już wcześniej napisałam. Jeżeli nie pomogą Ci leki, nie pomoże Ci nic. Sam siebie, czyli swoich genetycznych uwarunkowań nie przeskoczysz. Oczywiście, trudno z paru Twoich postów wywnioskować (a blogu nie chce mi się czytać)czy to już są początki choroby czy nie. Psychiatra lub psycholog w realu Ci to powie. My tutaj nic nie wymyslimy po za frazesami typu - "chłopie, weź sie w garść".


            to sprawa jest jeszcze trudniejsza. Ja
            > wiem, jak wiele błędów popełniłem, ale wiem to teraz, z wielu rzeczy
            > nie zdawałem sobie pojęcia. Pewnie, że innym jakoś nie trzeba było
            > tego mówić, a sobie radzili (np. z dojrzewaniem poznawali swoje
            > ciało i jego pragnienia, a ja nawet tego nie robiłem), ale może ja
            > naprawdę mam jakiś feler. Dlatego szukam pomocy, choćby i
            > wystawiając się tutaj na pośmiewisko...
            >
            • alexanderson Re: 25.05.08, 16:17
              Smutne to wszystko, co mówisz. Wyżej miałem wziąć się w garść, teraz
              sam sobie nie poradzę. Psychoterapeutka nie mówiła mi nic o typach
              osobowości, wskazując raczej, że wszystko, drogą powolnych starań,
              zależy ode mnie...
              • malawinka Re: 25.05.08, 16:21
                wziąść się w garść,blaa,poradzić sobie z sobą,blaaa, to i tamto,blaa
                jakie typy osobowości,co ci po nich,na czole napiszesz sobie,dzień=
                dobry,jestem schizotyp,blaa,powolne starania,blaa,długi proces,blaa

                naukawe te teksty,a skutku brak
                • alexanderson Re: 25.05.08, 17:56
                  Więc co? Od razu podciąć sobie żyły?
                  • dotyk_wiatru Re: 25.05.08, 20:10
                    Alex...spokojnie...żadnego podcinania żył, dobrze?
                    Wiem doskonale co czujesz...Może nie wszystko potrafię ogarnąć,
                    ale......
                    Uwierz, że nie wystawiasz się na pośmiewisko pisząc tutaj...Ja tak
                    tego nie odbieram...:)
                    Co mam Tobie napisać, żebyś choć trochę uwierzył w siebie, żebyś
                    ruszył do przodu, a nie cofał się stojąc w miejscu?
                    Farmakoterapia...osobowość schizoidalna...czyli to, co sugeruje i
                    wmawia Tobie Leda...Nie nie...To nie tak...Proszę nie bierz tego do
                    siebie...Tu Twoja praca i wiara w powodzenie są potrzebne...Sama mam
                    z tym problem, ale...nie chcę się poddać, bo co to da?
                    Wiesz nad czym się zastanawiam? Jaki jesteś w realu...jak siebie
                    oceniasz...jakim Ciebie widzą inni...Odpowiedź na te pytania, może
                    wiele pomóc...
                    Pozdrawiam:) Uśmiechnij się:)
                    • zlotyswit EMO 25.05.08, 21:25
                      dotyk_wiatru napisała:

                      > Uwierz, że nie wystawiasz się na pośmiewisko pisząc tutaj...

                      pisząc tutaj nie, ale co i w jakim celu...
                      to jakiś szklarniany przypadek zniewieściałości, dupowatości i użalania się nad
                      sobą, kompletny brak charakteru.
                      Wystarczy że się potknie - a już się nie podniesie.
                      Upadając będzie wygłaszać tyrady na temat krzywego chodnika i okrutnego losu.
                      Leżąc będzie analizował drobiazgowo sytuację i z tej perspektywy oceni siebie
                      jako dno. Czemu właściwie miał by ocenić inaczej skoro na nim jest. A i wcale
                      nie myślcie że mu tam źle. Musi w jakiś sposób uwielbiać tą swoją bezczynną
                      nieokreśloność, skoro miast myśleć jak wstać pławi się w swojej beznadziei.
                      idź do psychologa albo lepiej zacznij robić coś konkretnego..
                      • dotyk_wiatru Re: EMO 25.05.08, 21:46
                        zlotyswit napisał:

                        > dotyk_wiatru napisała:
                        >
                        > > Uwierz, że nie wystawiasz się na pośmiewisko pisząc tutaj...
                        >
                        > pisząc tutaj nie, ale co i w jakim celu...
                        > to jakiś szklarniany przypadek zniewieściałości, dupowatości i
                        użalania się nad
                        > sobą, kompletny brak charakteru.
                        > Wystarczy że się potknie - a już się nie podniesie.
                        > Upadając będzie wygłaszać tyrady na temat krzywego chodnika i
                        okrutnego losu.
                        > Leżąc będzie analizował drobiazgowo sytuację i z tej perspektywy
                        oceni siebie
                        > jako dno. Czemu właściwie miał by ocenić inaczej skoro na nim
                        jest. A i wcale
                        > nie myślcie że mu tam źle. Musi w jakiś sposób uwielbiać tą swoją
                        bezczynną
                        > nieokreśloność, skoro miast myśleć jak wstać pławi się w swojej
                        beznadziei.
                        > idź do psychologa albo lepiej zacznij robić coś konkretnego..
                        >
                        Tak piękny, lekki, zwiewny nick...a tak ostro...
                        Złoty Świcie...mam wrażenie, że On nie za bardzo wie, co i jak
                        robić...dlatego zwrócił się do nas tutaj z prośbą o pomoc...Tak ja
                        to odczytuję...Ostre słowa może jakoś trafią, ale...czy na pewno?
                        Zawsze zastanawiałam się...czy psycholog rzeczywiście pomaga...bo
                        niby jak skoro rutynowo podchodzi do człowieka...nie zna Jego
                        reakcji...Jego osoby...Jego sytuacji...Wie tylko tyle ile pacjent
                        powie w 'wywiadzie'......
                        Chcę wierzyć, że Aleks sobie poradzi z tym wszystkim...
                        • zlotyswit Re: EMO 25.05.08, 22:08
                          1) nie oceniaj nikogo po nicku :P
                          2) On nie tyle "nie za bardzo wie, co i jak robić" ale mu się nie chce. Czy jest
                          jakiś racjonalny powód którym tłumaczy tą swoją degrengoladę ?
                          Wątpię. Domyślam się że jest to rozpieszczenie i zepsucie przez rodziców. I jak
                          można takiemu pomóc? Dalej dmuchać i chuchać? Pewnie jest przyzwyczajony do
                          użalania się nad sobą i tylko czeka aż ktoś zrobi coś dla niego z litości. Bo
                          cóż taki potrafi? Tylko wzbudzić litość.
                          Litość...litość... tak sobie myślę czy to przypadkiem nie jest jeden z trybów w
                          machinie manipulacji... nigdy nie ma Shan kiedy jest potrzebna... ehh, zaspała
                          na posterunku :/
                          • dotyk_wiatru Re: EMO 25.05.08, 22:21
                            zlotyswit napisał:

                            > 1) nie oceniaj nikogo po nicku :P

                            Tak jest Sir;D

                            > 2) On nie tyle "nie za bardzo wie, co i jak robić" ale mu się nie
                            chce. Czy jes
                            > t
                            > jakiś racjonalny powód którym tłumaczy tą swoją degrengoladę ?
                            > Wątpię. Domyślam się że jest to rozpieszczenie i zepsucie przez
                            rodziców. I jak
                            > można takiemu pomóc? Dalej dmuchać i chuchać? Pewnie jest
                            przyzwyczajony do
                            > użalania się nad sobą i tylko czeka aż ktoś zrobi coś dla niego z
                            litości. Bo
                            > cóż taki potrafi? Tylko wzbudzić litość.
                            > Litość...litość... tak sobie myślę czy to przypadkiem nie jest
                            jeden z trybów w
                            > machinie manipulacji... nigdy nie ma Shan kiedy jest potrzebna...
                            ehh, zaspała
                            > na posterunku :/
                            >
                            Hmm...Uważasz, że lepiej nakopać Mu po...tyłku i nie tylko?
                            To przyniesie pożądany efekt?
                            Ja tam się nad Nim nie lituję, chcę jedynie, żeby przejrzał na
                            oczy...postarał się...dał coś z siebie...Nie wydaje mi się,
                            żeby 'metoda' Ledy była właściwa...chociaż z drugiej strony...Ona
                            taka TUTAJ jest...a Shan...) Musi kiedyś odpocząć;)
                      • leda16 Re: EMO 25.05.08, 23:21
                        jakiś szklarniany przypadek zniewieściałości, dupowatości i użalania się nad
                        > sobą, kompletny brak charakteru.


                        Z początku też tak myślałam. Dopiero po ostatnim Jego poście zmieniłam zdanie. Objawy schizoidii są wręcz podręcznikowe. Współczuję ludziom, którym nie można pomóc.
                        • dotyk_wiatru Re: EMO 25.05.08, 23:36
                          Leda...Ty to potrafisz dobić tymi tekstami podręcznikowymi...
                          Gdyby człowiek był słaby psychicznie, od razu by się poddał, jeśli
                          usłyszałby takie coś...Mam jednak nadzieję, że Aleks jest silniejszy
                          niż to się wydaje...i wstanie wbrew kilku mało życzliwym opiniom na
                          Jego temat...
                          • leda16 Re: EMO 25.05.08, 23:45
                            dotyk_wiatru napisała:

                            > Leda...Ty to potrafisz dobić tymi tekstami podręcznikowymi...
                            > Gdyby człowiek był słaby psychicznie, od razu by się poddał,


                            W podręcznikach jest prawda. Również taka, że odporność na stres to kwestia indywidualna. Osobowości schizoidalne nie są sugestywne, więc o Alexa jestem spokojna. Nie podda się po przeczytaniu paru linijek tekstu w internecie. Ma jak zwykle dwa wyjścia. Od Niego zależy, które wybierze, nie od nas.


                            • dotyk_wiatru Re: EMO 25.05.08, 23:51
                              leda16 napisała:

                              > dotyk_wiatru napisała:
                              >
                              > > Leda...Ty to potrafisz dobić tymi tekstami podręcznikowymi...
                              > > Gdyby człowiek był słaby psychicznie, od razu by się poddał,
                              >
                              > W podręcznikach jest prawda. Również taka, że odporność na stres
                              to kwestia ind
                              > ywidualna. Osobowości schizoidalne nie są sugestywne, więc o Alexa
                              jestem spoko
                              > jna. Nie podda się po przeczytaniu paru linijek tekstu w
                              internecie. Ma jak zwy
                              > kle dwa wyjścia. Od Niego zależy, które wybierze, nie od nas.
                              >

                              Tu się zgodzę:)
              • leda16 Re: 25.05.08, 23:37
                alexanderson napisał:

                > Psychoterapeutka nie mówiła mi nic o typach
                > osobowości, wskazując raczej, że wszystko, drogą powolnych starań,
                > zależy ode mnie...


                Pewnie Cię nawet nie zdiagnozowała i się mądrzy :(. Być może nawet wierzy w to, co Ci mówi. Jednak 26 sesji po 45 zł. za 30 min. to kwota nie do pogardzenia. Teoretycznie rzeczywiście wszystko zależy od człowieka. Jednak Ty jesteś bezsilny. Masz dobre chęci, robisz plany, racjonalizujesz swoje niepowodzenia, starasz się sobie pomóc, ale życie przecieka Ci przez palce. Jeśli myślisz o sznurze, to już jest z Tobą bardzo źle. Na to zawsze masz czas. Spróbuj iść do psychologa, ale diagnostyka, nie psychoterapeuty. Niech Cię porządnie zbada, napisze opinię, skieruje do psychiatry. Potem będziecie się zastanawiać co dalej. W końcu nic przez to nie tracisz. Zyskujesz nową nadzieję, opartą na chemii, nie na gadulstwie. Leki, podobnie jak psychoterapia nie zmienią Ci osobowości. Ale powinny poprawić Ci nastrój i dodać energii do działania. Na pewno wtedy będzie znacznie więcej od Ciebie zależeć niż teraz.
                >
    • jan_stereo Re: Znudzenie, zdziczenie... 23.05.08, 20:56
      to sie nazywa lenistwo powodowane strachem, ze sie nie podola temu co wydaje sie byc sensownym :")
      daj sie innym kopnac w tylek wcale tak nie boli..
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka