Dodaj do ulubionych

wieczny koszmar

21.05.08, 21:30
Mam dość!
Mam dość życia w rozdwojeniu!
14 lat temu zakończyłam związek z chłopakiem, bo taką
podjęłam "rozsądną" decyzję. Nie chciałam być dłużej z kimś , kto
wolał kumpli i piwko, zamiast mnie. Po ojcu lubiącym zaglądać do
kieliszka, wydawało mi się to słuszną decyzją. Nie zdawałam sobie
wówczas sprawy, że serce mówiło cos innego. Rozstanie przeżyłam
ogromnie boleśnie.
Po 2 latach (raczej ponurych) poznałam mojego obecnego męża. Lecz na
ślub zdecydowałam się dopiero po tym, jak dowiedziałam się, że
tamten ożenił się z inną.
Do dziś nie mogę wybaczyć sobie decyzji, że nie potrafiłam posłuchać
serca i powalczyć.
Dziś też wiem, że tamten chłopak żyje dziś normalnie - jak ja. Nie
został żadnym alkoholikiem, jest dobrym mężem i ojcem. Nie mam z nim
kontaktu i nie chcę mieć.
Chcę wybaczyć sobie moje postepowanie - ale nie mogę. Myślę o nim
czasem, że gdybym była wyrozumiała, gdybym posłuchała serca,
gdybym... gdybym...
I tak gdybam 14 rok - mam dość.
Poradźcie, please.
Obserwuj wątek
    • lifeisaparadox Re: wieczny koszmar 21.05.08, 22:25
      Wspomnienia czesto sie idealizuje, inaczej czujesz jak facet chleje piwsko i
      zlewa Twoje potrzeby i gdy to w polaczeniu z uczuciami daje wynik jaki dalo, to
      sprawa jasna. Ale inaczej myslisz z dystansu, gdy nic nie wywoluje tego
      zdenerwowania, poirytowania i tak mozesz na spokojnie skupic sie na pozytywnych
      wrazeniach.

      Sprawa jest jasna - dalas kopa facetowi bo nie moglas go zniesc z calym jego
      arsenalem zachowan i relacji jakie z nim mialas. Mogla bys tak z nim walczyc do
      ukichanej smierci, a najwiecej sily nabierala bys z dala od niego, bo z bliska
      to juz by Cie animusz i sercowe uniesienia opuszczaly, tak jak to mialo miejsce
      wtedy jak sie decydowalas na to zeby dac mu kopa.

      "Jest idealnym mezem i ojcem"... z daleka. Nie zyjesz tam w tym domu z jego
      zona, wiec wiesz tyle co nic.
      Daj spokoj. Idz dalej.
      • blue_as_can_be słuszna uwaga 22.05.08, 20:24
        damianis1 napisał:

        > 14 lat to stanowczo za wiele zeby myslec o kims z kim sie nie ma
        kontaktu,
        > przeciez jest tyle fajnych innych interesujacych ludzi na swiecie

        najwyraźniej nie dzieje się dobrze w życiu autorki wątku i dlatego
        ucieka w różne imaginacje na temat dawnej miłości. znaczy, lepiej
        się przyjrzeć co jest nie halo tu i teraz, a potem pomyśleć co z tym
        zrobić, zamiast zadręczać się decyzjami sprzed lat (które nb. pewnie
        nie bez powodu były jakie były)
    • solaris_38 iść mozna tylko jedną drogą 22.05.08, 21:38
      koszmar nienasycenia można przerwać tylko kochając to co JEST

      jesli twój obecny jest też dobrym człowiekiem to albo zostaw go i pozwól mu
      znaleźć kogoś kto go pokocha
      albo sama zacznij go kochać

      marzyciele zyskują niepewność i poczucie udręki tylko na swoim żalu za
      wszystkimi drogami które porzucają wybierając JEDNĄ

      wybierz jedna drogę i idź nią całym sercem

      może ta którą wybrałaś jest nie dobra
      ale może każda którą wybierzesz będzie cię dręczyć
      bo nie umiesz wejść do tej rzeki całym sercem
      może przez lęk ?

      na tym się tylko traci

      • ottima Re: iść mozna tylko jedną drogą 23.05.08, 14:21
        Dziekuję wszystkim za posty.

        Droga solaris_38,
        Ty zawsze coś tak mądrze, do bólu, ale dobrze. Bardzo dobrze.
        Dziękuję. Za to Cię lubię, choc znam tylko z forum.

        Mój obecny jest dobrym człowiekiem. Wzięłam go takim jakim jest,
        niby z wadami, które zniknęły gdzieś potem. Nie próbowałam go
        zmieniać, ani on mnie. Zależy mi na nim, nie tylko dlatego, że mamy
        rodzinę, ale dlatego, że rozumiemy się doskonale i dobrze nam razem.

        Zastanawiam się co robić, żeby pomóc sobie, a tym samym nam.
        Psycholog? Psychiatra? Może sama mam wziąc się w garść?
        • solaris_38 Re: iść mozna tylko jedną drogą 23.05.08, 21:56
          tu nie chodzi żeby wsiąść sie w garść
          raczej o rozwój
          raczej o wartość i sens swojego życia

          życie jest zawsze trochę pomiędzy
          nienasycenie depcze mu po piętach
          z tym trzeba sie nauczyć żyć


          pracować nad sobą łatwiej z drugim człowiekiem
          psychiatra czy psycholog byle na poziomie i kompatybilny do Ciebie
          i lepiej wiedzieć co chcesz osiągnąć


    • spinline Re: Zobacz prawdzie w oczy... 23.05.08, 23:29
      Rozstaliscie sie bo on zrobil zapewne duzo abys go porzucila TY.Aby
      ta decyzja wyszla od ciebie nie od niego. Wybieral piwo i kumpli,
      bo ciebie nie kochal. To nie bylo to dla niego.

      Zmienil sie gdy sie zakochal w innej.
      Myslac o kims tak dlugo i bez rezultatu lepiej poszukac pomocy
      profesjonalnej.
      • ottima Re: Zobacz prawdzie w oczy... 24.05.08, 06:31
        szukałam, częściowo znalazłam (pisałam o tym kiedyś na forum), ale
        psycholog stwierdził, że nie chce ze mna pracować, bo nie. Do dziś
        nie wiem czemu. Ale to chyba już jego problem. Przeżywałam to jakiś
        czas, ale dałam sobie spokój.

        Chcę uznać czas z tym facetem za zamknięty. Chcę chcę chcę! Ale

        otwiera mi się w głowie taka szufladka z myślami
        np. myślę o tym, że pójdziemy do kina rodzinką.
        I właśnie w tej chwili pojawia się SKADŚ myśl: "on pewnie też idzie
        z córką". Bo wiem, że chodzi.
        I tego typu różne wstawki.
        To chyba jakieś natręctwo lub mania. I choćbym dopychała tę
        szufladkę kolanem i przycinała sobie palce ciągle robię to samo.


        • spinline Re: Zobacz prawdzie w oczy... 24.05.08, 09:45
          To o czym piszesz ma duzo wspolnego z nerwica natrectw.
          TZw. natretne mysli.

          Na to potrzebny jest tez i lek. Szukaj pomocy nie u psychologa ale
          u psychiatry.

          Nie leczone nerwice maja to do siebie, ze zmieniaja objekt. Za
          jakis czas co innego stanie sie twoja obsesja.
          Obsesje to cos z pogranicza psychoz.
          Dlatego radze ci porozmawiac z lekarzem, ktory jest doswiadczony.

          Psycholog nie chcial ci pomoc i nie wytlumaczyl dlaczego, bo
          przerastalo to jego mozliwosci. Nie dziw sie.
    • akwarysta84 Re: wieczny koszmar 24.05.08, 01:31
      Nie żałuj! Nie żałuj! Nie żałuj! Nigdy nie żałuje świadomie i
      zprzekonaniem podjętej decyzji!

      Na tym polegają życiowe wybory. Coś tracisz by coś zyskać.

      On nie istnieje(nie taki jak myślisz). Go już niema. To tylko twoja
      mżonka!



    • akwarysta84 Mój banlny koszmar 24.05.08, 02:32
      Niestety też przypomina mi się mój koszmar jest w zupełnie w innej
      skali, ale jest dla mnie nie mniej frustrujący. Najgorsza jest myśl
      jak wielkim idiotą się wtedy okazałem.

      Ja przez całe życie jestem sam. Każde więc nawet najbardziej
      banalne spotkanie z dziewczyną był dla mnie czymś ważnym.

      Jeden dużo ode mnie starszy znajomy przyprowadził kiedyś na imprezę
      dwie niewyobrażalnie atrakcyjne dziewczyny. Pozorna pewność siebie,
      pozwoliła mi w miarę szybko nawiązać kontakt. Dziewczyny zaczęły
      żartować coś o przyszłych mężach. Pytam się blondynki, wesele?
      Ona. Jak miała bym kandydata to by mnie tu nie było. okazała się ,
      ze co dopiero przyjechała i od niedawna jest tutaj, próbuje się
      jakoś zaczepić. Pogawędka się rozwijała. Ona zaczęła karmić mnie
      lodami z pucharka. Za chwile odeszliśmy na bok. Rozmawialiśmy z
      półtorej godziny. Rozmowa była bardzo szczera. Powiedziała ,że
      zaimponowałem jej obyciem w towarzystwie. Przez cały czas z dziwną
      dla mnie wtedy natarczywością pytała mnie czy jej ufam, nawet kładąc
      mi rękę na kolano. Po jakimś czasie stwierdziła, że ma ochotę wyjść.
      A ja? Ja w odruchu zakompleksionego faceta pomyślałem, że po prostu
      w końcu znudziłem ją i chce się zwinąć. Widząc zniecierpliwienie na
      jej twarzy byłem coraz pewniejszy,że ma mnie dosyć,że popełniłem
      jakąś gafę. Zdenerwowana moim zakłopotaniem, wyszła w końcu. Wyszła
      ze znajomym z którym przyszła. Nie pytam co było dalej. Nie wziąłem
      jej numeru, nic. Z perspektywy czasu to była jedna z najgorszych
      chwil w moim życiu. Ona była jedna z najmilszych i najładniejszych
      dziewczyn jakie w ogóle spotkałem. W 20 min rozmowy, stała jak
      otwarte wrota,a ja to spieprzyłem.

      Niby to wszystko nic nie znaczy. Może tylko jej się nudziło. Może
      chciała kogoś na jeden wieczór, a może nie, ale nie wyglądała na
      taką.

      To jest mój chłopięcy dramat, który czasem śni mi się w nocy.
      Nawet nie chciał bym wiedzieć co teraz robi, pewnie w końcu znalazła
      sobie przystojnego męża.
      • ottima Re: Mój banlny koszmar 24.05.08, 06:44
        Widzę, że wątek ten spowodował u Cebie otwarcie tej cholernej
        szufladki.

        Nie okazałeś się idiotą.
        Jako dziewczyna nigdny nie związywałam się z żadnym facetem po 1
        godzinie rozmowy, nawet miłej. Zawsze miałam ogromny dystans i
        zapweniam Cię, że musiało to potrwać dłużej niż impreza. Jeśli nawet
        spotkałam kogoś tak miłego jak Ty tę dziewczynę, nie obiecywałam
        sobie niczego po 20 minutach spotkania, ba nawet po całej imprezie.
        Bo taka chwila to tylko chwila, raczej złudna, która nijak ma się do
        życia. To chwila, w której nie jesteśmy raczej sobą. Niczego nie
        schrzaniłeś, zdaje Ci się, wręcz przeciwnie. Uważasz, że jakbyś
        poszedł z nią (czyt. przespałbyś się z nią) byłoby lepiej? Daj
        spokój. Raczej z tego co piszesz, to ona wykorzystałaby Ciebie, a
        nastepnego wieczoru karmiłaby lodami z pucharka następnego gościa.

        A może tak nam pisane...
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka