Dodaj do ulubionych

Piszę.........

31.05.08, 01:33
Piszę, bo stanęłam pod ścianą i muszę w końcu komuś powiedzieć, co
zatruwa mi życie od lat. Nigdy nikomu tego nie powiedziałam, ale
teraz chcę to zrobić. Lojalnie uprzedzam, że będzie długo, nudno i
nieprzyjemnie.
Robię rachunek sumienia i wychodzi mi, że całe życie dusiłam się z
powodu braku pewności siebie, złości, sfrustrowania i ogromnego
głodu miłości. Ludzie mnie ranili, bo im na to pozwalałam, gdyż
zamiast się bronić tchórzliwie udawałam, że nic mnie nie boli.
Wyszłam za mąż za alkoholika, bo bałam się, że nikt mnie nie
zechce. Przez całe lata żyłam w kłamstwie, bo wstydziłam się mojego
życia, moich wyborów. Byłam złą matką, bo nie starczało mi sił na
wychowywanie dziecka. Cała moja energia szła na utrzymanie na
powierzchni założonej przeze mnie rodziny i unikanie bólu,
rozgoryczenia, rozczarowania. Udało mi się w końcu wyprowadzić męża
na prostą, przestał pić i zaczął wynagradzać mi zmarnowane lata.
Okazało się, że to jedyny człowiek, który kocha mnie bezwarunkowo.
Potem przyszły choroby i świadomość, że coraz mniej życia przede
mną. Depresja, hipochondria, nerwice i kiepski stan fizyczny mojego
organizmu, to moja codzienność. Najbardziej jednak boli mnie to, że
skrzywdziłam moją córkę i tego nie da się naprawić. Sama byłam
emocjonalnie zaniedbanym dzieckiem, które było samotne i smutne a
nie udało mi się uchronić przed tym mojego dziecka. Byłam
despotyczną matką, która nie umiała akceptować swojego dziecka.
Ciągle wydawało mi się, że córka nie jest wystarczająco dobra, bo
jak może być równie dobra jak inne dzieci, gdy jest moim dzieckiem.
Inni zawsze byli lepsi. Gdyby czytający te słowa zobaczył mnie w
moich życiowych rolach, to z pewnością by mnie nie poznał. Chyba
tylko dobry psycholog zobaczyłby to drugie dno. Teraz chcę z tym
skończyć, chcę żyć najlepiej jak umiem. Chcę dać sobie przyzwolenie
na bycie mało idealną. Chcę oduczyć się agresji, która we mnie
siedzi. Chcę w końcu przestać kłamać, bo jestem patologicznym
kłamcą. Jestem zmęczona pozowaniem się na lepszą niż jestem. Nie
wiem tylko jak to zrobić. Kilka razy podejmowałam psychoterapię,
ale nigdy nie zdobyłam się na całkowitą szczerość. Wiem, że to jest
poza moim zasięgiem. Muszę poradzić sobie sama. Jestem
inteligentna, mam dużą wyobraźnię, nie brakuje mi empatii i
samokrytycyzmu, więc muszę to wykorzystać. Wiem, że to trochę
naiwne oczekiwać, że na internetowym forum ktoś da mi radę, która
pomoże mi odmienić moje życie, ale co zaszkodzi spróbować. Nie mam
nic do stracenia a nadzieja, to jakaś szansa. Chcę, chociaż parę
lat przeżyć tak, żebym nie myślała, że żyję za karę. Nie lubię tej
złości w sobie i chcę się pozbyć wyrzutów sumienia. Macie pomysł
jak to zrobić?
Obserwuj wątek
    • stokrootka40 Re: Piszę......... 31.05.08, 07:54
      Witaj w klubie...

      Mam bardzo podobnie jeśli chodzi o moje wnętrze. W życiu inaczej, bo z mężem nie
      bardzo mi idzie, ale dzieciaki staram się maksymalnie dowartościować, bo wiem,
      jak żyje się z kompleksami...

      Jeśli masz ochotę pogadać o tym wszystkim, to pisz na maila gazetowego.

      Pozdrawiam Cię i wiedz, że nie jesteś sama :-))
      • jatonieja.1 Re: Piszę.......-Stokrotka40.. 03.06.08, 00:13
        Właśnie wysłałam maila.
    • cosette_cosette Re: Piszę......... 31.05.08, 18:40
      ja po latach rozgoryczenia, niezadowolenia z siebie, połamanego życia i pokaleczonego serca w pewnym momencie zaczęłam po prostu... ot tak... cieszyć się życiem. takim prostym wychodzeniem do parku, do kina, lampką dobrego wina wieczorem i czekoladkami podczas czytania ulubionych książek :) kiedy cieszysz się sobą, swoim dobrze i spokojnie spędzonym czasem oraz tym co dzieje się wokół Ciebie, zaczynasz myśleć, że jednak to, co udało Ci się stworzyć, to co masz dokoła siebie, wcale nie jest takie złe.. a nawet dobre i udane :) cieszę się tym co mam, chociaż wiem, że mogłam pewne sprawy rozegrać lepiej, ale z drugiej strony... robiłam ciągle to co umiałam, podejmowałam decyzje zgodnie z moją wiedzą i siłą, w warunkach jakie w tamtym czasie wokół mnie miały miejsce. jestem z siebie dumna, jednocześnie mając świadomość tego, że nie jestem idealna.
      życzę Ci radości! wszystko się ułoży!
    • mona.blue Re: Piszę......... 31.05.08, 18:55
      A czy podejmowałaś terapię dla osób współuzależnionych? Bo taka
      grupowa terapia wg specjalnego programu + spotkania indywidualne
      bardzo dużo dają - mówię z własnego doświadczenia, właśnie niedawno
      taką skończyłam. Poza tym jest Al-anon - tam dołącza się jescze
      droga duchowa, ale siły wyższej, jakkolwiek ją pojmujemy.
      Samemu nie da się tak zmienić, do tego potrzebni są wspierający
      ludzie dookoła - inaczj jest to tak jakby próbowało się wyciągnąć
      samego siebie z bagna ciągnąc za włosy ;)
    • solaris_38 Re: Piszę......... 31.05.08, 19:34
      warsztaty Zosi i Dawida Rzepeckich (raczej Castaneda niż tantra)
      dobry psychiatra w długotrwałej terapii ale jedynie jako ciebie wparcie ty sama
      pracujesz


      to wielka przygoda tow wszystko co sie,z tobą dzieje

      bardzo mi sie podoba twoje wychodzenie z kłamstwa

      zaobacz jak tu sie inaczej oddycha
      • womania Re: Piszę......... 01.06.08, 17:48
        a ja ci dziekuje, jednak jestes szczera. ta historia wskazuje na
        kogos bardzo zmeczonego, ale dobrego w glebi duszy. zdanie 'jak
        moze bycrownie dobry jak inne dzieci, skoro jest moim dzieckiem'
        mnie rozbroilo.
        skoro z tego wszystkiego zdajesz sobie sprawe, to juz duzo.
        w kazdym razie dzieki za nauke (mimowolnie podstawiam pod ciebie
        moja mame, choc to nie to samo, a ja sama szukam w moim dziecinstwie
        odpowiedzi na moj toksyczny zwiazek)
        pozdrawiam
        • jatonieja.1 Re: Piszę......... 02.06.08, 23:53
          Dziękuję za zainteresowanie i uwagi.Kontynuując powiem, że nie wiem
          co się ze mną dzieje, bo emocje, które przeżywam zadziwiają mnie
          samą. Dominującym uczuciem jest złość i poczucie winy. Przez wiele
          lat czułam się paskudnie ze sobą, ale nie miałam odwagi tego
          wyartykułować. Byłam nauczona, że mam być miła i grzeczna, bo
          inaczej dostanę po głowie. Obiektywnie oceniając nie byłam i nie
          jestem gorsza niż większość ludzi, alę tę świadomość mam tylko na
          poziomie intelektualnym, bo w odczuciach, jestem zawsze ta gorsza.
          To rodzi agresję, która nie mając ujścia na zewnątrz niszczy mnie
          samą. Wystarcza mi inteligencji, żeby to zrozumieć, ale nie wiem
          jak to zmienić. Od dzieciństwa przeżywałam różne stany depresyjne a
          także pełnoobjawową depresję. Zawsze z tego jakoś wychodziłam, bo
          wstydziłam się swojej słabości. Teraz umiem docenić wszystko co
          dobre w moim życiu, staram się być dobra dla innych, ale wciąż
          czuję taki dokuczliwy rodzaj rozczarowania życiem i sobą. Jestem
          bardzo krytyczna wobec siebie, więc oceniam też innych ludzi i tego
          chciałabym się oduczyć. Jestem na tyle dobrze wychowana, że nie
          narzucam się ze swoimi ocenami, ale wewnętrznie mi to przeszkadza,
          bo ja lubię lubić ludzi. Dla siebie jestem najsurowszym krytykiem i
          to też chciałabym zmienić. Nie wiem, czy to wywnętrzanie się jest
          jakąś drogą do uwolnienia się od złości, ale kiedy piszę te słowa,
          to czuję kłębiące się we mnie emocje i nareszcie jestem szczera.
          • womania Re: Piszę......... 03.06.08, 08:37
            mysle ze w 60-90 % klucz do twoich napiec znajdziesz w dziecinstwie:
            > Jestem na tyle dobrze wychowana, że nie
            > narzucam się ze swoimi ocenami, ale wewnętrznie mi to przeszkadza,
            > bo ja lubię lubić ludzi. Dla siebie jestem najsurowszym krytykiem

            no wlasnie wychowano nas (bo mnie tez tak wlasnie) w poczuciu, ze
            jestem nikim, nie mam prawa byc soba, tylko przedluzeniem ambicji
            rodzicow, spelnieniem tego, czego im sie nie udalo dokonac. i
            krytyka rodzicow sprawila, ze ja sama siebie surowo oceniam i ciagle
            mysle ze nie zaspokajam innych ludzi, ze jestem za malo mila.
            masz racje, ze rozumienie tego w teorii to jedno, ale ROZPRACOWANIE
            w szczegolach i wlasciwe zaadresowanie zlosci to juz trudniejsze.
            widzialam gdzies w internacie dluugi list jakiejs terapeutki pt: o
            zlosci moja, jak jak cie kocham' (to byl link na ktoryms z forow
            gazetowych, ale za chiny nie pamietam). chodzilo w kazdym o
            zaakceptowanie zlosci i buntu w sobie i wywalenie wszystkich zalow z
            dziecinstwa. nie chodzi sensu stricto o walke z rodzicami rzecz
            jasna.
            zlosci chyba sie nie mozna tak po prostu 'oduczyc'. i na pewno nic
            nie da tlumienie jej w sobie.
            no nie?
            pozdr

          • arwen8 Re: Piszę......... 03.06.08, 14:47
            Jatonieja, na początek zacznij od "Listu do mojej złości" Barbary Rogers:

            www.koniecmilczenia.ngo.org.pl/art/37brlis.html
            Jest to wzruszająca "rozmowa" autorki z jej uczuciem złości, które wypierała przez wiele lat.

            Polecam również artykuł o nienawiści oraz wszystkie książki Alice Miller:

            www.koniecmilczenia.ngo.org.pl/art/3amczy.html
            Przede wszystkim przyznaj sobie prawo do złości, wściekłosci, nienawiści. Są to absolutnie NORMALNE uczucia. Uczucia, które są nam bardzo potrzebne. Nie można pragnąc tych uczuć pozbyć się, ponieważ to jest równoznaczne z chęcią pozbycia się integralnej części samej siebie. I własnie stąd biorą się problemy.

            • jatonieja.1 Re: Piszę......... 06.06.08, 13:19
              Dziękuję za zrozumienie. Po przeczytaniu linku podesłanego przez
              Arwen byłam zaskoczona, jak bardzo wiele do mnie pasuje. Kurcze,
              dziwnie odbiera się swoje emocje w przeżyciach innych ludzi.
              Wychowano mnie tak, że zawsze całą winę widziałam w sobie. Kiedy
              mnie raniono nadrabiałam miną, bo wstydziłam się przyznać do swoich
              uczuć. Myślałam, że jak udam, że nie boli, to inni nie będą
              wiedzieli, że jestem tak beznadziejna, że można mnie tak
              potraktować. Boże, jak ja strasznie zakłamywałam swoje uczucia. I
              jeszcze to cholerne poczucie niższości, które powodowało, że
              pierwszy lepszy matoł miał nade mną przewagę. Na przykład przez
              parę lat znosiłam przykre docinki bratowej meża i nie wiedziałam
              jak się obronić, bo ona miała męża, którym się mogła pochwalić,
              więcej kasy, za sobą swoją rodzinę a ja byłam sama. Miałam
              świadomość, że to wredny babon, którego największą zaletą jest
              pyszałkowata arogancja, ale i tak czułam się przy niej zdeprymowana
              i nie umiałam dać odporu jej chamskim zaczepkom. Zastanawiam się,
              jak to się dzieje, że człowiek sam wpędza się w taką bezradność i
              pozwala się krzywdzić.
              • lifeisaparadox Re: Piszę......... 06.06.08, 13:38
                Udawanie ze cos nie boli tylko pogarsza sprawe, bo wtedy sprawiasz wrazenie ze
                nic do ciebie nie dociera... i paradoksalnie ludzie mysla ze mozna po tobie
                jezdzic, a wrecz trzeba bardziej zeby cos do ciebie dotarlo.
    • spinline Re: Agresja. 06.06.08, 14:55
      czesto choc nie jest to regula agresja ma swoje zrodla w leku.
      Dlatego warto porozmaiwac z lekarzem na temat lekow antytropowych
      ktore ow lęk blokują.

      Innym żródłem leku i agresji może być ogromny żal do rodziców,
      jednak nieuswiadamiany poprzez liczne blokady psychiczne.

      umiejętnośc rozblokowania owych blokad to zródło wypuszczenia na
      powierzchnię wielu uczuć, ktore niszcza cale zdrowie. Jednak
      wypuszczenie tych uczuc jest niezbedne dla poprawy samopoczucia. Do
      tego potrzebna jest dobra terapia.

      Mam nadzieje ze znajdziesz kogos kto w psychologii i terapii jest
      dobry i ci pomoze.

      Inny aspekt ktory mnie uderza malzenstwoz osoba o sklonnosciach do
      alkoholu. To jest bardziej zakamuflowane.

      jest ksiazka Robin Norwood, 'Kobiety ktore kochaja za bardzo'. Tam
      znajdziesz informacje jak te mechanizmy dzialaja.

      Inna autorka warta poczytania ze wzgledu na odwage to Alice Miller,
      gdzie pisze bardzo wiele na temat znaczenia wychowywania przez
      rodzine.

      czasami trudno o dobrego terapeute, wiec warto samemu duzo czytac.
      • abasia471 Re: Agresja. 09.06.08, 23:14
        Myślę, że długo chowane poczucie bezradności może zaowocować
        agresją. Coś wiem o tym, jak trudno przyznać się do żalu jaki się
        ma do rodziców. Jedynie odważne zmierzenie się z przeszłością może
        otworzyć drogę do znalezienia spokoju i wybaczenie sobie
        rzeczywistych, czy wydumanych win.
        • jatonieja.1 Re: Agresja. 14.06.08, 21:06
          lifeisaparadox napisał:

          > Udawanie ze cos nie boli tylko pogarsza sprawe, bo wtedy
          sprawiasz wrazenie ze
          > nic do ciebie nie dociera... i paradoksalnie ludzie mysla ze
          mozna po tobie
          > jezdzic, a wrecz trzeba bardziej zeby cos do ciebie dotarlo.

          Masz rację. Tylko, że moja postawa była powodowana zawstydzeniem i
          brakiem cywilnej odwagi, żeby się sprzeciwić i ryzykować jeszcze
          gorsze potraktowanie. To obrzydliwe, ale czułam się jak pies, który
          łasi się do okładającego go kijem pana w nadziei, że uległością
          zaskarbi sobie lepsze traktowanie. Nie mam wątpliwości, że osoby,
          które mi dokuczały miały świadomość, że jestem w stanie zrozumieć
          ich przytyki, one się po prostu czuły bezkarne w dokuczaniu mi. Co
          dość charakterystyczne ludzie, których oceniałam jako wartościowych
          nawet mnie lubili a najwięcej kłopotu miałam z wrednymi
          półgłupkami. Czułam wewnętrzną złość na siebie, że ktoś, kogo tak
          nisko cenię, jest w stanie mnie poniżyć a ja nie umiem się obronić.
          Zawsze byłam krytyczna wobec siebie, ale umiałam sprawiedliwie
          oceniać swoich wrogów i jeżeli mieli jakieś zalety, to ja je
          widziałam. Dlaczego więc nie umiałam dostrzec swoich walorów i
          czułam się gorsza? Dlaczego byłam łaskawsza dla tych, którzy mnie
          krzywdzili, aniżeli dla siebie? O tym teraz myślę.
          • podeptana Re: Agresja. 14.06.08, 23:31
            Ile lat ma twoje dziecko??

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka