caipi
16.06.08, 12:52
Witam,
Poznalam Go w pracy, ja sama jestem po rozwodzie, on, wyprowadzil
sie z domu od zony. Jak twierdzi nie zrobil tego tylko ze wzgledu na
mnie, mial dosyc zycia z nia,poza tym zawsze pragnal miec dzieci a
ona juz ich nie mogla miec etc( sam swoich nie ma a posiadanie ich
bylo zawsze jego najwiekszym marzeniem). Caloksztalt ich zwiazku
mozna okreslic jako nieporozumienie z tym jedak wyjatkiem-a wiem to
dokladnie,bo razem pracowalismy, iz on sie jej-zony potwornie bal.
Kiedy jej nie bylo w pracy, byl wspanialym,usmiechnietym facetem ale
nie w typie bawidamka czy lovelasa- lubili Go wszyscy bez wyjatku.
Z chwila kiedy pojawiala sie w pracy, "sztywnial", stawal sie
oschly,do tego stopnia,ze zadna z kobiet- kolezanek z ktorymi pil
kawe w pracy nie mogla do niego podejsc.To on sie mna pierwszy
zainteresowal, zainicjowal spotkanie, pierwszy pocalowal etc.
Nie mial jak dotad opini faceta skaczacego z kwiatka na kwiatek,
podobno zakochal sie we mnie po uszy.
Nie zmuszlalam go do niczego- kazdy kto przeszedl rozwód wie,ze nie
od razu sie komus ufa,mieszka,ma sie ochote myslec o stalym zwiazku
etc.Jego zwiazek od dawna byl tylko formalny,jak twierdzil,nie czuje
do niej nic.Kilka dni temu,kiedy bedac 3 tyg po operacji wyprowadzil
sie od niej, nie wiem dlaczego zwlekal ale taka byla jego decyzja.
Wynajal mieszkanie, zmienil miejsce pracy. Wczoraj spotkalismy sie 1
raz od 3 tyg, i widze,ze jest nieswoj, ewidentnie wyglada jakby mial
stany depresyjne. Z jednej strony zapewnia mnie,ze mnie kocha, z
drugiej ze o niej nie moze zapomniec,ze nie jest to latwe
etc.Pewnie ,ze nie jest ale z drugiej strony sama pamietam jak mi
bylo ciezko,kiedy sama odchodzilam od meza.......do nikogo.Po prostu
nie moglam z nim dluzej byc.On przynajmniej ma mnie- dlaczego jest
nieszczesliwy?Dlaczego mowi,ze czuje sie jak w klatce?Dodam,ze nie
mieszkamy razem,nie "siedze mu na glowie",nie zmuszalam ale uczciwie
dalam do zrozumienia,ze druga byc nie moge.Tuz przed naszym
spotkaniem pisal do mnie, dzwonil szczesliwy,ze sie odwazyl-podobno
dzieki mnie a dzien poxniej widze,ze wyglada jak z krzyza zdjety.
Co sie z nim dzieje?Jak ja mam sie zachowac, co o tym myslec?Jak mu
pomoc?Jak ja mam sobie pomoc? Dodam,jako malzenstwo nie byli ludzmi
majetnymi,wiec kwestia bezpieczenstwa finansowego odpada.Co o tym
myslicie?