Gość: gosia
IP: *.artcom.pl / *.artcom.pl
03.10.03, 17:38
Od wczoraj mój ukochany mężczyzna umiera na katar. Leży w sypialni przytulony
do mruczącego kota i jęczy. Non stop trzeba mu podawać:
- soczek z wodą,
- aspirynę,
- termometr (temperatura zabójcza 37,4 C!!!),
- jedzonko do łóżka,
- przykrywać dodatkowym kocem,
- i w ogóle chodzić na paluszkach.
Nie mam nic przeciwko temu, na szczęście nie ma często kataru więc parę dni
mogę bawić sie w pielęgniarkę, ale jestem ciekawa, czy Wy przeżywacie też coś
podobnego.