Dodaj do ulubionych

co robic gdy umiera miłość życia?

17.01.02, 12:14
Zoatałam właśnie sama.
Człowiek którego kochałam tak ogromnie, odszedł na zawsze , zostawiając mnie i
nasze dwie małe córeczki.
Mam wrażenie ze skończyło się także moje życie...
Ale są dzieci.
Tylko jak życ gdy mam wrażenie że moje serce pochowałam razem z nim?...
Obserwuj wątek
    • Gość: Kim Re: co robic gdy umiera miłość życia? IP: 213.77.91.* 17.01.02, 12:17
      Nie potrafię Cię pocieszyć, ale... jeśli mogę, to jestem z Tobą. Jak zbiorę
      myśli, to postaram się napisać coś więcej.
      To jest tak, że rozsypuje się cały świat... Jak żałoba.
      Też to przerabiałam, ale dziś się uśmiecham i jestem szczęśliwa.
      Może to Ci pomoże?
      • Gość: Wiktor Re: co robic gdy umiera miłość życia? IP: *.elblag.ext.ids.pl 17.01.02, 14:46
        Inko, dwukrotnie użyłaś słów "mam wrażenie". I trafnie, bo takie jest Twoje
        dziś odczucie, wrażenie. Nie jesteś jedyna osobą, która znalazła się w takiej
        sytuacji, a właściwie powinienem napisać - są tysiące ludzi na świecie, którym
        jest nieobcy taki lub podobny ból, jaki dotknął Ciebie. Nasze życie to radość i
        smutek, narodziny i śmierć, młodość i starość, i....idt.
        Inko, cierpliwości i wytrwałości, a czas - najlepszy lekarz - przywróci Tobie
        pogodę ducha, a może i radość i pełnię uśmiechu na buzi. Zobaczysz, że tak
        bedzie, tylko staraj się dziś patrzeć na teraźniejszość i przyszłość przez
        pryzmat Twoich córek, które potrzebują KOCHANEJ MAMY.


        Pozdrawiam Cię serdecznie
        Wiktor
        • inka_sama Re: co robic gdy umiera miłość życia? 17.01.02, 21:52
          Wiktor - nie wiesz o czym piszesz - słowa jakich używałam?
          Ja z całych sił staram sie nie zwariować!!!!!
          Wycia nie da się tu zapisać - a jestem jednym wielkim wyciem!!!!!!!!!!
          Twoje rady są dobre gdy ktos juz POGODZIŁ ise ze stratą -we mnie dopiero
          narasta zrozumienie ogromu przemian. Wrażenie....Stylistyka mojej wypowiedzi...
          Różne są związki między ludźmi stanowiacymi małżeństwo - niektórzy w
          małżeństwie skupiaja się na dzieciach - a potem o problemach tych dzieci można
          poczytac w wątku o maminsynkach! Ja miałam zdrowe spojrzenie - dzieci nie chowa
          sie dla siebie! Są wyrazem miłości rodziców - nie ich jedynym celem w życiu...
          Dzieci - pewnie że mnie potrzebuja ale ...Mnie za chwile może nie byc! Mogę
          załamać się psychicznie - juz czuję rozdwojenie, jedna część jest w stanie
          obserwować w miarę chłodno reakcje drugiej lecz ta druga to ktos komu kręci się
          w głowie, trzęsą się ręce, przeżywa ataki nienawiści do świata. I za moment
          znów myślę trzeźwo i analizuje swoje zachowanie... Ale czuje się jakbym biegła
          w maratonie. Nie wiem czy mi sił starczy - i czy na mecie nie padnę martwa...
      • inka_sama Re: co robic gdy umiera miłość życia? 17.01.02, 21:41
        Właśnie zaczynam sie sypać psychicznie- Kim pisz...
    • falla Re: co robic gdy umiera miłość życia? 17.01.02, 12:50
    • Gość: czarek Re: co robic gdy umiera miłość życia? IP: *.tnt1.philadelphia.pa.da.uu.net 17.01.02, 13:52
      inka_sama napisał(a):

      > Zoatałam właśnie sama.
      > Człowiek którego kochałam tak ogromnie, odszedł na zawsze , zostawiając mnie i
      > nasze dwie małe córeczki.
      > Mam wrażenie ze skończyło się także moje życie...
      > Ale są dzieci.
      > Tylko jak życ gdy mam wrażenie że moje serce pochowałam razem z nim?...

      moja mama zostala sama z trojka dzieci, i jeszcze wiele, wiele dobrego przezyla,
      i byla i jest szczesliwa, a juz zdazyla pochowac nastepnego meza, a obecnie, w
      wieku 70 latek ma narzeczonego. Tak ze wszystko jeszcze przed Toba.
      Skup sie na wychowywaniu dzieci. Czas Ci pomoze zaleczyc rany, jesli nie bedziesz
      sie mscic, ani poddawac sie rezygnacji. Ale o pewne rzeczy trzeba walczyc.
      W jakich warunkach materialnych Cie zostawil?
      Utrate milosci zycia przezylem, jak musialem sie rozstac z pierwsza miloscia
      mojego zycia, i z naszymi dziecmi. Jak zrozumialem ze mnie nie kocha, ze tak
      naprawde to nie kocha samej siebie (i jak sie dowiedzialem o wszystkich zdradach,
      etc.),dlatego jest tak obludna i destrukcyjna dla wszystkich. Ale, jesli zachowa
      sie nadzieje i pozytywny stosunek do zycia, to z takiej smierci milosci zycia,
      milosc sie odradza, a raczej, po czasie okazalo sie ze to nie byla smierc milosci
      zycia, tylko smierc milosci posiadajacej. Bo milosc zycia jest niesmiertelna. I
      sluzy naszej woli. Trzeba przetrwac. Zyc dla kogos (dla dzieci). I nie wmawiac
      sobie bezsensu. Potem, jak emocje, bol troche wystygna, mozna sie zabrac do
      szukania pozytywnego sensu w tym doswiadczeniu.
      A moze W Twojej sytuacji mozna cos jeszcze naprawic?
      My probowalismy, wszystkie mozliwe szansy. Zalezy od konkretnej sytuacji.
      Jesli mozesz, pisz szczegolowo.
      • Gość: czarek Re: co robic gdy umiera miłość życia? IP: *.tnt2.philadelphia.pa.da.uu.net 18.01.02, 01:02

        Przepraszam Cie Inko, ja tez nieopacznie zrozumialem Twoj post, jakoby maz
        porzucil Cie... dla kogos innego.Wspolczuje Ci. Moja mama dlugo byla sama po
        smierci drugiego meza, ktory dla mnie juz nie byl jak ojciec, ale tez go kochalem
        i nadal kocham, bo czuje w sobie jakos jego obecnosc. Tak samo mojego ojca,
        babcie. Wszystkich kochanych ktorzy odeszli.
        Jak przetrwac? W bolu nikt Cie nie pocieszy. Ale ja go nie zagluszam, jak jest,
        przyjmuje. Tylko ze zawsze chwytam sie Boga Milosci, albo samej Milosci, i prosze
        o przetrwanie. Wiem ze rany ulegaja zagojeniu, ale swoj bol trzeba przez siebie
        przepuscic, musi przeleciec, musi byc caly odczuty. Przychodza lzy, a potem jest
        ich za duzo, wiec do glosu dochodzi szara rzeczywistosc, ktora trzeba zyc. Mam
        nadzieje ze zycie dla dzieci bedzie Ci ostoja. Ktos tez powiedzial, ze kazda
        utrata w smiertelnosci jest zyskiem w niesmiertelnosci. Moj ojciec przychodzi do
        mnie we snie, i przyznam szczerze, ze nigdy sie tak bardzo za zycia nie czulismy,
        jak w takim snie. Tak samo moje utracone, gdzies daleko zyjace wlasnym zyciem,
        ale tu na ziemi, dzieci,wiec rzeczywistosc duchowa jest dla mnie pociecha, a nie
        iluzja. To zycie tutaj jest tylko skrawkiem, cieniem prawdziwego zycia. A smierc
        jest rzeczywiscie uwolnieniem od posiadania zycia, czy to utrata cielesna czyjejs
        obecnosci, czy tez utrata kogos, kto odchodzi do kogos innego, zabierajac ze soba
        ukochane dzieci. Masz dzieci. Masz owoce Waszej milosci. I On Was tez nie opusci,
        tylko teraz bedzie z Wami w srodku. Wiesz, ta utrata cielesna jest dla mnie,
        uczeniem sie dojrzewania do rzeczywistosci duchowej. A wszystkich tych, ktorych
        kochalem i utracilem, odnalazlem kiedys w sobie. I tak ucze sie kochac siebie,
        kochajac ciagle ich.
    • varvara Re: co robic gdy umiera miłość życia? 17.01.02, 14:55
      Trzeba sie zakochac. Tylko nowa milosc leczy.
      • faxio Re: co robic gdy umiera miłość życia? 17.01.02, 15:00
        Nie trzeba się zakochiwać. To dziwna rada dla osoby przezywajacej żałobę.
        Trzeba dac sobie czas na ból, to naturalne.
        A potem otworzyć się na świat i obdarzyć go miłością.
        Śmierć ciała, to nie koniec. Pamiętaj.
        Trzymaj się.
        • varvara Re: co robic gdy umiera miłość życia? 17.01.02, 15:14
          Сhyba tu nie ma jednoj rady na rozne wypadki. Przezywam teraz cos podobnego...
          i czekam na nowa milosc.
      • inka_sama Re: co robic gdy umiera miłość życia? 17.01.02, 21:43
        Dzień po pogrzebie?...Zakochać?..
    • Gość: falla Re: co robic gdy umiera miłość życia? IP: *.3miasto.net 17.01.02, 14:56
      • Gość: Andrzej Re: co robic gdy umiera miłość życia? IP: *.unl.edu 17.01.02, 15:28
        Gość portalu: falla napisał(a):


        Czy aby napewno umiera ? Ja troche z innej flanki, jesli pozwolisz.
        Jesli utozsamiamy siebie i innych z naszymi cialami, to tak, masz racje,
        wszystko sie konczy. Jesli natomiast uswiadomimy sobie, ze nasz byt nie konczy
        sie wraz ze zlozeniem ciala do grobu, to uzyskujesz calkiem nowa perspektywe
        widzenia zycia. Pobyt w tym materialnym swiecie jest tylko przystankiem naszej
        swiadomosci i nie warto hipnotyzowac sie w naszych cialach na zawsze.
        Jest to okradanie sie z bogactwa zycia wiecznego. Dla mnie ogromna ulga
        ale i wytlumaczeniem jest wiedza (to juz nie wiara, to cos znacznie wiecej)o tym
        ze w takiej czy innej formie zyje wiecznie, ze zycie jest kontinuum. Ze ja to nie
        moje cialo, ze ja to znacznie wiecej, ze moje cialo to tylko maly procent czubka
        gory lodowej, czy mej egzystencji. Spojrz na zycie w ten sposob a czarna otchlan
        w jakiej sie znalazlas zacznie sie wypelniac raoscia. Radoscia nieskonczonej
        egzystencji.
        Jestem z Toba, Andrzej.
    • Gość: Anka Re: co robic gdy umiera miłość życia? IP: *.chello.pl 17.01.02, 15:39
      Pomyśl ile razem przeżyliście. Nie każdy w życiu ma szansę spotkać swoją
      MIŁOŚĆ, a Tobie to sie udało. Dziekuj za to Bogu i za Dzieci. One teraz Cie
      bardzo potrzebują. A mąż ... On gdzieś jest, daleko. Musi gdzies być .....
    • Gość: alka_xx Re: co robic gdy umiera miłość życia? IP: 10.10.10.* 17.01.02, 16:09
      inka_sama napisał(a):

      > Zoatałam właśnie sama.
      > Człowiek którego kochałam tak ogromnie, odszedł na zawsze , zostawiając mnie i
      > nasze dwie małe córeczki.
      > Mam wrażenie ze skończyło się także moje życie...
      > Ale są dzieci.
      > Tylko jak życ gdy mam wrażenie że moje serce pochowałam razem z nim?...


      To straszny cios dla Ciebie , jezeli Ty go wciaz kochasz !
      Byliscie , sadzac po tym co piszesz / male dzieci / niezbyt dlugo malzenstwem
      wiec milosc , teoretycznie , nie miala prawa jeszcze sie wypalic! Zreszta skoro
      sa dwie , pewno slodkie i urocze, male dziewczynki, Wasza milosc byla w pelni
      rozkwitu!!!

      Jak to sie dzieje , ze ludzie tak niemal z dnia na dzien przestaja dla siebie
      istniec!!! Nie napisalas dlaczego odszedl i mozna by snuc rozna domysly...

      Piszesz ,ze Twoj swiat legl w gruzach a Ty razem z nim!
      Odejscie ukochanej osoby jest tak trudne do przyjecia, bo ona gdzies przeciez
      jest , zywa , zdrowa , i w dodatku szczesciem, ktore dotad nam dawala dzieli sie
      teraz calkiem "bezprawnie" z kims zupelnie innym, z kims calkiem OBCYM !

      Nie bede Ci mowic truizmow w stylu " czas Cie uleczy" czy " na stara milosc
      najlepsza nowa milosc" w tym momencie to wcale nie pomaga! Ten bol , ktory jest w
      Tobie jest straszny, ale wierz mi, on z kazdym dniem robi Cie silniejsza, juz z
      perspektywy minionego / jesli maz do Ciebie jednak nie wroci/, miec sile na to
      aby w swoich dzieciach zachowac obraz ojca nie " porysowany" Twoimi przezyciami
      i emocjami! Mysle, ze to jest teraz najwazniejsze Twoje zadanie!

      • Gość: ja Re: co robic gdy umiera miłość życia? IP: *.ostrow-wielkopolski.sdi.tpnet.pl 17.01.02, 18:33
        chciałabym Cię podtrzymać na duchu, ale prócz banałów nic mi nie przychodzi do
        głowy - boli, wiem i chcę Cię wesprzeć. Kochasz ciągle - na pewno... przeczytaj
        proszę jeszcze raz post Andrzeja! Tak właśnie jest i to jest piękne. Masz jego
        dzieci - to jest wielki skarb, który On Ci zostawił, kawałek siebie! Pozdrawiam
        i jestem z Tobą
        Barbara
    • Gość: mary_ann Re: co robic gdy umiera miłość życia? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.02, 18:56
      Myślę, ze to wspaniałe, że Twój mąż odszedł kochając Cię.
      ja też zostalam sama z 2 małymi córeczkami (jedna ma pół roku, wtedy miała 5
      tyg!), a mój mąż żyje i co kilka dni widze go - zimnego, obojetnego... To jest
      umieranie na raty. Ktoś tu napisal "Nie byliście chyba razem długo, skoro macie
      małe dzieci...". Ponury żart. My bylismy razem 16 lat (od liceum), ja mam teraz
      34 lata i poczucie (chyba podzielone przez otoczenie), ze to co dobre już sie w
      moim zyciu skończyło. W jakimś sensie Ci zazdroszczę, choć brzmi to strasznie.
    • Gość: tula Re: co robic gdy umiera miłość życia? IP: *.daxnet.no 17.01.02, 21:17
      23 lata temu stracilam w wypadku Tate. Moja mama zostala, tak jak ty, sama z
      dwoma dziewczynkami...
      Stracilas meza, partnera, przyjaciela, "ramiona" w ktore moglas sie wyplakac i
      ktore napewno bylo dobrze czuc wokol siebie.

      Nikt nie moze cie pocieszyc! Ja tego nawet nie probuje robic. MUSISZ SAMA
      (NIESTETY) przejsc przez wszystkie fazy ZALOBY i TESKNOTY.
      Nie probuj ukrywac swojego bolu. Masz prawo go czuc.
      Dziewczynki cie potrzebuja. Byc moze teraz najbardziej, one przeciez stacily
      tate.
      Zachowaj w sercu jak najlepszy obraz swego meza i niech one go takim pamietaja
      miedzy innymi przez twoje opowiadania.Nie boj sie z nimi o nim rozmawiac,
      powies jego zdjecia. Moze jego smierc bedzie przez to mniej "obca".
      Wiem to, bo sama to przezylam jako dziecko.

      Jako dzis dorosla kobieta chce ci dac jedna rade - NIE zapomnij w swej zalobie
      o sobie.
      Nie bron sie przed nowym zyciem. Mam bowiem nadzieje ze ono sie do ciebie znowu
      usmiechnie.Moze spotkasz znowu kogos wartego twej milosci i zaufania. Kogos kto
      bedzie dla twoich dzieci ,nie "drugim" tata, ale przyjacielem.
      Nie czuj sie ze robisz cos "przeciwko" mezowi, albo dziewczynkom myslac o
      przyszlosci.
      Zycze ci szczescia. Glowa do gory. Jestes wspaniala kobieta i mama.
      Pozdrawiam Tula

      (Jezeli kontakt ze mna w jakikolwiek sposob bylby ci pomocny, daj znac!)
      • inka_sama do tuli 17.01.02, 22:01
        Kochana dziękuję....Ty najlepiej zrozumiałaś chyba to co napisałam.
        Łzy wreszcie trochę popłynęły- bo od pogrzebu nie mogłam płakać, a łzy to ulga.
        Cały problem w tych pierwszych dniach po śmierci ukochanej osoby - ja WIEM że
        później będzie łatwiej. Tylko trzeba dożyć tego później.
        On miał 29 lat.
        W tym roku będzie 7 rocznica naszego ślubu, dziewiata rocznica znajomości....
      • inka_sama Re: co robic gdy umiera miłość życia? 17.01.02, 22:03
        I tula - napisz do mnie, proszę...
        • Gość: tula Re: co robic gdy umiera miłość życia? IP: *.daxnet.no 19.01.02, 23:03
          Hei Inko!
          Ciesze sie ze moj list zostal przez ciebie zauwazony. 17.01.2002 opisalas
          Wiktorowi swoje samopoczucie. Ja przezywalam moja strate w calkiem identyczny
          sposob! Dziwnie znajome uczucie ogarnelo mnie gdy czytalam o
          twoim "rozdwojeniu" i potrzebie "wycia".
          Jak ci juz pisalam 23 lata temu stracilam tate. 4 lata temu poronilam. Umarl
          moj nienarodzony synek. Od tego dnia nie wolam juz na pomoc Boga, nie wysluchal
          mnie, nie ulitowal sie. Nie wierze ze jest.
          Noc po pogrzebie malego przeryczalam. To pomoglo ! W jakis taki dziwny
          zwierzecy sposob.
          W obu moich przypadkach przeszlam przez "rozdwojenie" osobowosci. Ta jedna
          funkcjonowala na codzien, szla do pracy, zajmowala sie dzieckiem .., a ta druga
          rozpaczala, byla agresywna do innych co "tego" nie przezyli, probowala poprzez
          notoryczne czytanie nekrologow udowodnic sama sobie ze istnieja i tacy co "to"
          tez przezyli. I chyba na codziennych wizytach u mojego synka (na jego grobie,
          ale nigdy nie mowie ze ide na jego grob tylko ze ide do niego) moje dwa "ja"
          sie spotykaly. Tylko tam moje pierwsze/rozsadne "ja" moglobyc soba.

          Ty przezywasz swoj zal i strate w sposob jak najbardziej ludzki i normalny.
          Jestem z toba myslami. Glowa do gory! Jestes dzielna.
          Buzka t
          • Gość: inka Re: co robic gdy umiera miłość życia? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 20.01.02, 00:36
            Tulo napisz na mój adres proszę - chcę pogadać z Tobą tak ... bez świadków...
            inka_sama@poczta.gazeta.pl
    • fragola Re: co robic gdy umiera miłość życia? 17.01.02, 22:07
      Straciłam jako młoda dziewczyna chłopaka,który zginął w wypadku dlatego
      rozumiem Twój ból.Najważniejsze to naprawdę przejść czas żałoby,nie
      udawać,że"ze mną wszystko w porządku".To naturalne,że odczuwasz
      smutek .Ale "daj czasowi czas" ...Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie.
      fragola
    • Gość: Mat Re: co robic gdy umiera miłość życia? IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.02, 23:30
      Czas... to tak na prawdę jedyne lekarstwo... i przyjaciele lub ktoś z kim
      możesz pogadać, wypłakać się, wykrzyczeć ból, złość. To banał, ale cudowny. Jak
      śpiewał niegdyś Sojka "niech się święci niepamięci cud". Jeśli wierzysz, pomódl
      się.
      Z drugiej strony to paskudne i odbierające wiarę w oddanie i dojrzałość
      mężczyzn. Jestem z Tobą.
      • Gość: onnanohi Re: co robic gdy umiera miłość życia? IP: *.devs.futuro.pl 18.01.02, 00:01
        Inka - płaczę razem z Tobą. Dawno nic tak mnie nie wzruszyło.
        Trzymaj się, a cóż innengo mogę powiedzieć?
        Smutno mi bardzo, współ-czuję Ci i trzymam za Ciebie kciuki.

        Przytulam Cię serdecznie
        M.

        Mat i alka xx - czytajcie uważniej listy, bo ręce opadają :(
      • fragola Re: co robic gdy umiera miłość życia? 18.01.02, 00:13
        Gość portalu: Mat napisał(a):

        > Z drugiej strony to paskudne i odbierające wiarę w oddanie i dojrzałość
        > mężczyzn.


        Tak..."Umrzeć.Tego się nie robi kotu,bo co ma począć kot w pustym mieszkaniu..."
        Mat proszę czytaj trochę dokładniej...

        • Gość: sara Re: co robic gdy umiera miłość życia? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 18.01.02, 03:20
          ojejku ,ludzie nie kazdy moze byc tak bystry jak wy. To bylo kilka zdan i
          wlasciwie nie wiadomo bylo o co chodzi. Przeciez mozna tez uzyc takiego
          sformuowania jako przenosni.A wy jestescie madrzy po przeczytaniu jej dalszych
          wypowiedzi.Nie o to tu chodzi !!
    • Gość: Ally Re: co robic gdy umiera miłość życia? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 18.01.02, 00:44
      Do dziś myślałam,że można zwrócić się na Forum z każdym problemem. Wierzyłam,że
      znajdzie się ktoś, kto powie jak z niego wybrnąć. Do dziś.... Wiem,że i Ty Inko
      na to liczyłaś. Tylko,że my tutaj (przepraszam,że wypowiadam się w imieniu
      innych) nie jesteśmy w stanie Ci pomóc! Wiele osób czytało Twój post- nie
      odzywają się tylko dlatego,że są po prostu bezsilni wobec losu,który tak
      dotkliwie Cie doświadczył. Życie czasami pisze scenariusze,wobec których
      stajemy się bezradni. Jestem z Tobą Inko! Myślę o Tobie i trzymam za Ciebie
      kciuki! Pozdrawiam gorąco –Ally!
      • Gość: chetabel Re: co robic gdy umiera miłość życia? IP: *.dial.dock.net 18.01.02, 04:41
        Hej tu Chetabelly, chcialam ci powiedziec ze tu zajrzalam, przeczytalam, w
        czwartek i ze sie za ciebie modle. Ukochani bogow, ci utalentowani, mlodzi, tak
        wczesnie odchodza. Ale my o nim nigdy nie zapomnimy. Trzymaj sie!
        • zizzi Re: co robic gdy umiera miłość życia? 18.01.02, 09:49
          I ja płaczę razem z Tobą.Rozumiem cały twój ból.Rozumiem co dzieje się z Tobą i
          co cię jeszcze czeka. Przejdziesz wszystkie etapy rozpaczy,nie będzie to
          łatwe,powinnaś o tym wiedzieć.Musisz o tym wiedzieć aby to przetrwać,ale wiedz
          że w pewnym momencie to się skończy,i przyjdą pogodne dni.Nie przeżyłam takiej
          tragedii,ale często o tym myślę ,co by było gdyby i wiesz co zawsze przychodzi
          mi do głowy że najbardziej były by pokrzywdzone dzieci bo one tracą ojca-
          jedynego,którego im nikt już nie zastąpi,a ja- cuż mężów można mieć kilku i
          każdego bardzo kochać i każdy może być tym jedynym,najlepszym.To słaba pociecha
          na dzisiejszy dzień ,ale pamiętaj masz córki-to one są jego prawdziwą
          częścią,on tak całkiem nie umarł, jest w nich,musisz być silna dla nich,dla
          niego i dla siebie.
    • Gość: fiołek Re: co robic gdy umiera miłość życia? IP: 192.168.0.* 18.01.02, 09:13
      Droga Inko , Kilkanaście lat temu odeszła miłość mojego życia,. Byłam jeszcze
      wtedy dziewczynka i to był mój tata. Była tak specyficzna nic pomiędzy nami ,
      nawet kiedy wracał z pracy czekałam w parku , żeby tylko szybciej sie z Nim
      spotkać ... i nagle jego śmierć . Mieszkałam wtedy z mama , i wiem dokładnie
      jak ja to przeżyłam i jak Ona to przeszła. Miejscem najczęściej odwiedzanym
      stał sie cmentarz , ona siadała na grobie i zaczynała tak strasznie płakac
      (nawet pare godzin ), czasami przychodzili obcy ludzie , żeby ja pocieszyć . A
      ja , byłam przerażona , bo czasami miałam wrażenie , że ją tez tracę . Była
      taka nieobecna . Przez 2 lata ( niestety tyle u niej trwała cięzka żałoba )
      właściwie nic ją nie interesowało , właściwie tylko tyle , czy jestem zdrowa i
      czy sie ucze . Żyłyśmy ja w katakumbie , ile razy wracałam do domu , widziałam
      czerwone oczy i tę niewypowiedzianą aurę tesknoty i bólu. Mnie tez było
      cięZko , wszystko sie zmieniło i juz nigdy nie było tak ja dawniej . Jest
      inaczej , ale nie tak jak dawniej . Napisałam to wszystko , po to , żebys w tym
      wszystki widziała , tez swoje dzieci . One tez cierpia , może inaczej to
      okazują . Ale kiedy widza , ze mama oddala sie od nich , żyje w swoim świecie
      bólu - sa przerażone . straciły ojca , matka jest niedostepna , przynajmniej
      emocjonalnie - to sie czuje .
      Nie będe cie pocieszac , bo nie ma takich słów . Wiedz tylko , że w
      najblizszym czasie nie bedzie lepiej , a tylko gorzej . Niestety. jeśli cie
      dobrze zrozumiałam , pochowałas męza pare dni temu . Mija pierwszy szok ,
      jeszcze jego szlafrok wisi w łazience , co rusz natykasz sie na drobiazgi ,
      ktore o Nim przypominaja . Czy nie masz wrażenia , ze to jakies totalne
      nieporozumienie , że gdzies wyjechał , zaraz wróci . Beda mijać dni, tygodnie
      miesiąc , 3 miesiace , i przynajmniej ja wtedy najbardziej cierpiałam . Na
      widok feceta o podobnej sylwetce na ulicy serce podskakiwało mi do gardła .
      ale to nie był ON , wszystko powoli docierało i okazywało sie ponura
      prawda ....
      Inka , myśle o Tobie bardzo ciepło . Trzymaj sie , daj sobie przejść przez czas
      załoby , ale tez myśl o dzieciach , bo one bardzo potrzebuja teraz Twojej uwagi
      i miłości . Sorry , że list jest może troche chaotyczny . Pomimo wielu lat od
      śmierci taty , wspomnienia powrociły jak żywe , gardlo ścisneło i sie
      poryczałam . Wciąz widze jak stoję w oknie , macham reką na pożegnanie .
      Gdybym wtedy wiedziała , że to ostatni raz ....
      • Gość: Kim Re: co robic gdy umiera miłość życia? IP: 213.77.91.* 18.01.02, 10:03
        Wybacz, że tak późno, ale po pracy nie mam dojścia do interku, więc piszę
        dopiero teraz. Jestem z Tobą myślami, naprawdę. Pewne przeżycia jednoczą i
        dlatego jesteś mi bliska. Jeśli chcesz, pisz na gama@space.pl. Wiem, jak to
        jest, kiedy wychodzisz na ulicę i zastanawiasz się, czy nie rzucić się pod
        pierwszy nadjeżdżający samochód. I nic Cię nie cieszy - mimo, że pozornie masz
        tyle ważnych rzeczy: ja miałam ciekawą pracę, mogłam sobie spokojnie wynająć
        mieszkanko itp. ale to w ogóle się nie liczyło, bo wszystko, co było ważne,
        rozsypało się. Zawsze uważałam, że miłość i ta druga osoba są najważniejsze i
        właśnie po to warto coś poświęcić. Szkoda tylko, że druga osoba nie chciała
        tego odwzajemnić. Czujesz się nic nie warta? Niepotrzebna? Nie wiesz, co
        zrobiłaś nie tak? Długo gryzły mnie takie myśli, ale nie potrafiłam znaleźć
        rozwiązania. Wiem, jakie popełniłam błędy, ale nie zasłużyłam sobie na
        porzucenie, odepchnięcie. Dlaczego?
        I dlaczego teraz brakuje mi tej ufności, co kiedyś, że będzie dobrze? Spotkałam
        kogoś, kto jest nie tylko moim ukochanym, ale i przyjacielem, z kim kocham się
        i rozmawiam godzinami, kto ujął mnie pytaniami "czy jesteś szczęśliwa?". Wiem,
        że miałam dużo szczęścia, nie każdemu jest to dane. Nie szukaj na siłę nowej
        miłości, żeby zapomnieć. Tak się nie da, zresztą chyba nie chciałabyś
        skrzywdzić tej trzeciej osoby. Wsłuchaj się w siebie i rób tak, jak czujesz.
        Masz prawo do cierpienia.
        Napisz coś o przyczynach rozstania. Jest jakaś szansa.
    • Gość: Dora Re: co robic gdy umiera miłość życia? IP: 212.244.205.* 18.01.02, 09:55
      >Mam wrażenie ze skończyło się także moje życie...

      Wypłacz się, wyżal i wygadaj ile masz sił. To najgorszy okres.

      Potem nadejdzie pustka. Wtedy daj sobie prawo do życia bez niego. Do niczego
      się nie zmuszaj tylko daj sobie prawo do szczęścia i miłości - bez niego.

      Posłuchaj

      nic nie może przecież wiecznie trwać
      co zesłał los trzeba będzie stracić
      nic nie może przecież wiecznie trwać
      za miłość też przyjdzie czas zapłacić
      Anna Jantar
      • Gość: Kim Re: co robic gdy umiera miłość życia? IP: 213.77.91.* 18.01.02, 10:34
        Wybacz, źle zrozumiałam Twoje słowa... nie wiem, co napisać, myślałam, że się
        rozstaliście, ale nie odczytałam tego w sensie ostatecznym.
      • zizzi Re: co robic gdy umiera miłość życia? 18.01.02, 10:35
        Inko odezwij się martwimy się o Ciebie.Daj znać jak sobie radzisz ,jak się
        czujesz,czy możemy Ci w jakiś sposób pomóc.Zizzi.
    • diaza Re: co robic gdy umiera miłość życia? 18.01.02, 14:00
      inka, dasz rade.
      mnie tez nie tak dawno dotknela smierc najukochanszej na swiecie osoby, wiem
      jak to boli. krzyczysz, i nikt ci nie odpowiada. masz ochote walic glowa w mur,
      rozdrapac golymi rekami wszystkie sciany, zamknac sie gdzies i tez umrzec,
      buntujesz sie przeciw niezrozumialym wyrokom i tesknisz, tesknisz, tesknisz. i
      tesknic bedziesz, bo jezeli tak jak piszesz byla to piekna, prawdziwa milosc,
      to nie ma powodu by o niej zapominac. za to bol bedzie mijal. chociaz to moze
      zle slowo. on raczej nie bedzie taki ostry. czlowiek przyzwyczaja sie do
      roznych sytuacji, nawet tych najtrudniejszych
      • inka_sama tym którzy ze mną współ-odczuwają... 18.01.02, 21:12
        żyje, czytam, dziękuję.....
        i zbieram siły by cos napisać.......
        nawet pisanie jest teraz trudne
        • maly.ksiaze Re: tym którzy ze mną współ-odczuwają... 18.01.02, 23:04
          Tych, ktorzy z Toba wspol-odczuwaja jest wiecej, niz widac w tym watku. Zapewniam
          Cie. Ja tez probowalem cos napisac - od poczatku, odkad przeczytalem to, co
          napisalas. Nie umialem. Siedzialem cicho w kacie, wstydzac sie swojego szczescia.

          Trzymaj sie jakos, inko. Z drugiego kranca Wiekiego Kabla machamy do Ciebie
          oboje...

          mk.
          • inka_sama jeszcze jestem 19.01.02, 11:01
            dziekuję Wam wszystkim
            te listy pomagaja, tak wiele ludzkiej życzliwości nie może nie dać efektu
            cały czas jestem na krawędzi - i Wy jestescie jedna z sił która nie pozwala mi z
            niej spaść
            racje maja Ci którzy mówią ze najgorsze dopiero przede mną
            chwilami boje się samej siebie
            piszcie do mnie cokolwiek....


            maly.ksiaze napisał(a):

            > Tych, ktorzy z Toba wspol-odczuwaja jest wiecej, niz widac w tym watku. Zapewni
            > am
            > Cie. Ja tez probowalem cos napisac - od poczatku, odkad przeczytalem to, co
            > napisalas. Nie umialem. Siedzialem cicho w kacie, wstydzac sie swojego szczesci
            > a.
            >
            > Trzymaj sie jakos, inko. Z drugiego kranca Wiekiego Kabla machamy do Ciebie
            > oboje...
            >
            > mk.

            • Gość: zulugula Re: jeszcze jestem IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 19.01.02, 12:16
              Prosisz by pisać .. więc piszę, choć nic nie przychodzi mi do głowy, totalna
              pustka.. pocieszyć..... jak, jak pocieszyć... Inko, życie jest tak
              niesprawiedliwe, tak potrafi ranić.. Czasami zastanawiam się dlaczego, dlaczego
              tak musi być... Nigdy nie przeszłam przez śmierć najbliższej sercu osoby, nie
              znam takiego bólu, może raz gdy mój mąż powiedział - odchodzę do innej, ... ale
              tak jak ktoś, kto napisał wcześniej, ja wiem że on żyje, jest szczęśliwy i
              czasem do mnie dzowni..

              Inko Twój mąż napewno jest teraz przy Tobie i Twoich dziewczynkach, opiekuje
              się Wami i czuwa by nic Wam się nie stało... Pomyśl, czy On chciałby byś tak
              bardzo cierpiała, czy On chciałby widzieć to co się teraz z Tobą dzieje.. Wiem,
              jest trudno ale nie masz wyjścia, musisz to przeczekać, przeżyć ... Dlaczego
              dostajemy takie życiowe kopniaki do losu, od Boga... Wiesz, myślę że Ktoś tam
              na górze zabrał Ci Twojego cudownego przyjaciela bo on już zasłużył na to by
              cieszyć się teraz lepszym życiem, duchowym... A Ty zostałaś, dostałaś do Boga
              egzamin do zdania i musisz go zdać by za jakiś czas spotkać się ze swym
              ukochanym już w innym świecie...

              Inka, pomyśl, co by się stało gdyby Pan Bóg nagle odebrał Wam obojgu życie,
              pomyśl co by się stało z Waszymi dziewczynkami, kto by im zapewnił życie tu na
              ziemi, kto by się nimi zaopiekował, kto dał jeść i ciepłe uczucie miłości
              matki... To właśnie jest Twój egzamin, który musisz zdać... musisz wychować
              dzieci, musisz sobie sama poradzić w życiu.... niestety nie jest ono usłane
              tylko tymi dobrymi chwilami i boję się, ale za każdy gram szczęścia trzeba
              zapłacić... Byłaś szczęśliwa... jeszcze będziesz... Będziesz opiekowała się
              swoimi wnukami... Może Twój wnuczek, będzie miał oczy dziadka...

              Inko, trzymaj się, niech dzieci staną się teraz dla Ciebie najważniejsze, myśl
              tylko o nich i rób wszystko by nie czuły zagrożenia, że straciły ojca i mogą
              stracić jeszcze mamę...

              Inko, przepraszam jeśli sprawiłam, że znów płaczesz... naprawdę nie chciałam...
              Jestem z Tobą sercem ... może potrzebujesz kogoś bliskiego, kogoś komu możesz
              się wyżalić, wypłakać... jeśli tak, powiedz, napisz prywatny adres, spróbuję
              być koło Ciebie...
            • Gość: ja Re: jeszcze jestem IP: *.tnt1.philadelphia.pa.da.uu.net 20.01.02, 01:58
              inka_sama napisał(a):

              > dziekuję Wam wszystkim
              > te listy pomagaja, tak wiele ludzkiej życzliwości nie może nie dać efektu
              > cały czas jestem na krawędzi - i Wy jestescie jedna z sił która nie pozwala mi
              > z
              > niej spaść
              > racje maja Ci którzy mówią ze najgorsze dopiero przede mną
              > chwilami boje się samej siebie
              > piszcie do mnie cokolwiek....
              >
              >
              nie mozesz tracic wiary w milosc, nawet jesli caly sens zniknal, nie pozwalaj
              sobie tonac zupelnie w bolu, wszyscy przez to przechodzimy.predzej czy pozniej,
              takie jest ludzkie doswiadczenie: radosc i cierpienie: duszy odzienie. wczoraj
              radosc dzisiaj bol. przychodzimy, odchodzimy, wracamy inaczej, ale ciagle
              jestesmy, tak jak mowisz, jeszcze jestem. ja tez. jeszcze wczoraj chcialem
              odejsc, ale jestem. mowie do Niego, do tego milczenia, zabieraj mnie stad,nie mam
              sily, zasypiam z wola oddania sie smierci, ale On nie chce, milczy,zachowuje
              mnie, pytam: litosc to czy bezlitosc? czekam, szukam i jeszcze jestem, nie dla
              siebie, bo mnie juz dawno nie ma, ale jeszcze jestem.
              A potem trzeba wybaczyc Zyciu/Bogu, bo jesli zachowasz wiare pomimo bolu, ze w
              tym niesprawiedliwym cierpieniu jest sens, ze to tylko przemijajacy koszmar, to
              rany zostaja uleczone, wtedy kiedy trzeba, we wlasciwym czasie, przychodzi
              uwolnienie,i wcale nie najgorsze przed Toba, tylko mocniejsza trwalsza milosc,
              bardziej nasza, miedzyludzka, niz wlasna, moja. Gdybym mial chociaz przy sobie
              jedno z moich dzieci... ale nie dane, i niemoc i osaczenie...bolem i lzami... ale
              nie pozwalam, bo wiem ze sens jest pod tym co wydaje sie rzeczywistoscia dla
              zmyslow, sens i prawdziwe zycie jest pod tym co przemija, dlatego pozwalam,
              poprzez bol i lzy, dojrzewac nowej radosci, nowej rzeczywistosci, i nie boje sie
              juz zadnych utrat, juz ich tyle mialem, ze nie boje sie juz niczego, ale sa tez
              dzieci ktorym musze pomagac, a kto wie, moze bede musial byc kiedys dla nich
              jedyna ostoja. ta ewentualnosc nie pozwala mi tez odejsc stad tak lekko, tylko
              dlatego ze teraz mnie boli. Wiem, ze jesli czlowiek skupia sie tylko na bolu, to
              bol rosnie. Trzeba istniec ponad nim. On sobie, ja sobie. W nim, obok i ponad.
              Codziennoscia, nie osadzajaca. Pielegnowac nadzieje. Ile razy dziennie musze
              prosic Boga, nadzieje, milosc, zeby mnie nie opuszczaly. Nawet jesli stad odejde
              to tylko milosnie.
    • Gość: fnoll Re: co robic gdy umiera miłość życia? IP: 195.150.224.* 19.01.02, 14:41
      pozegnac sie z tym ktory odszedl, jakkby odplyna statkiem z portu, i wrocic z
      przystani pozegnan do miasta zywych, by na nowo sie wsrod nich odnalezc?

      pozdrawiam :)

      fnoll
    • Gość: ena Re: co robic gdy umiera miłość życia? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 20.01.02, 16:01
      Ineczko - wszystko można przezwyciężyć. Ja też przez to przeszłam. W niecały
      rok po ślubie zostałam z dwumiesięczną córeczką. Szok, niemoc, żal do losu i
      świata. Przychodziły złe myśli, ale to, że była Ona Maleńka zmuszało mnie do
      powrotu do życia. Nie było to łatwe ale udało się. Dziś moja panna ma 22 lata,
      jest wspaniałą dziewczyną, studiuje. Cieszę się nią jest moją jedyną radością.
      Jeśli chciałabyś się ze mną skontaktować to podaję adres:
      ena21@interia.pl
      • inka_sama żyję i czytam 22.01.02, 01:00
        Chciałam podziekować wszstkim tym którzy do mnie piszą - to naprawde pozwala
        lżej oddychać gdy ten ciężar człowieka przytłacza.
        Chciałabym napisać list do Was wszystkich - odpowiadając w jednym na Wasze
        wszystkie - ale jeszcze brak mi sił...
    • Gość: Tula Inko IP: *.daxnet.no 23.01.02, 17:40
      czy wszystko u Ciebie dobrze? Nic od ciebie nie slyszelismy od kilku dni.

      Buzka T
      • inka_sama Re: Inko 23.01.02, 23:38
        Nie mam dziś siły pisac - ale daje znac ze żyję...
        Zbieram siły na normalne funkcjonoawanie - i brak mi ich na pisanie...
        inka



        Gość portalu: Tula napisał(a):

        > czy wszystko u Ciebie dobrze? Nic od ciebie nie slyszelismy od kilku dni.
        >
        > Buzka T

        • Gość: Tula Wiem ze codzienne IP: *.daxnet.no 24.01.02, 19:22
          • Gość: inka_sam Re: Wiem ze codzienne IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 24.01.02, 19:23
            Nawet w tej chwili.....
        • Gość: Tulka Wiem ze codzienne IP: *.daxnet.no 24.01.02, 19:27
          obowiazki potrafia zuzyc cala energie. Jestes naprawde dzielna radzac sobie z
          wszystkim. Najgorszy jest ten pierwszy okres.
          trzymaj sie!
          Jezeli znajdziesz kropelke energi "w nadmiarze" to daj nam znac ze wszystko u
          ciebie ok. Jezeli potrzebujesz sie "wygadac" to pisz.
          T
          • inka_sama w innym wątku 25.01.02, 00:23
            Ja sobie nie radze ze wszystkim - jeszcze wszyscy sie mna przejmuja... I pomagaja.
            A ja robię tylko to co musze...
            Przynajmniej nie mysle że zaraz chyba umrę - to juz nieźle.
            Zawsze wierzyłam w ludzką życzliwość i teraz wiele jej doświadczam.
            Kiedys oddam ten dług innym potrzebujacym.
            A na razie napisałam jeszcze co myślę w wątku A27

            Gość portalu: Tulka napisał(a):

            > obowiazki potrafia zuzyc cala energie. Jestes naprawde dzielna radzac sobie z
            > wszystkim. Najgorszy jest ten pierwszy okres.
            > trzymaj sie!
            > Jezeli znajdziesz kropelke energi "w nadmiarze" to daj nam znac ze wszystko u
            > ciebie ok. Jezeli potrzebujesz sie "wygadac" to pisz.
            > T

            • Gość: Tula Re: w A27 wątku IP: *.daxnet.no 25.01.02, 20:54
              Inko! Przeczytalam twoja wypowiedz w A27 watku. Byla taka szczera i piekna.

              Pozdrawiam

              T
    • Gość: agnes Re: co robic gdy umiera miłość życia? IP: *.leczna.dialup.inetia.pl 26.01.02, 22:35
      inka_sama napisał(a):

      > Zoatałam właśnie sama.
      > Człowiek którego kochałam tak ogromnie, odszedł na zawsze , zostawiając mnie i
      > nasze dwie małe córeczki.
      > Mam wrażenie ze skończyło się także moje życie...
      > Ale są dzieci.
      > Tylko jak życ gdy mam wrażenie że moje serce pochowałam razem z nim?...

      Bardzo kocham swojego męża i nie wyobrażam sobie życi abez niego bardzo ale to
      bardzo go kocham nie dopuszczam takiej myśli .Jesteś chyba bardzo silna skoro
      mogłaś jeszcze o tym napisać ja wylądowałabym gdzieś w wariatkowie.
      • inka_sama samemu trzeba doświadczyć 28.01.02, 21:56
        Gość portalu: agnes napisał(a):

        > Bardzo kocham swojego męża i nie wyobrażam sobie życi abez niego bardzo ale to
        > bardzo go kocham nie dopuszczam takiej myśli .Jesteś chyba bardzo silna skoro
        > mogłaś jeszcze o tym napisać ja wylądowałabym gdzieś w wariatkowie.

        Ja nie jestem silna własna siłą. Mam koło siebie ludzi życzliwych - oni nie moga
        do końca zrozumieć i pomóc w najważniejszym - nie zwróca mi go... ale jednak cos
        jest w tym BYCIU razem.
        Wariatkowo? Miałam juz taki dzień że myślałam że trace rozum... Ale zawsze
        starałam sie myśleć o innych - o mojej rodzinie - nie tylko o najukochańszym
        mężu - choć całe życie było planowane z braniem pod uwage jego potrzeb - nie
        tylko moich... Nie robi sie świństw ukochanym osobom - a ja mam małe dzieci,
        starszych rodziców, kochanych teściów. Nie tylko ja przezywam ten ból - choć mnie
        on dotknął w sposób szczególny... Ale JA mogę i musze pomóc moim bliskim.
        Poczucie pewnej odpowiedzialności za innych - nie chce wyjść na bohaterkę -
        zmusza do zapominania o sobie choć na chwilę. I choc ból nie jest mniejszy, jest
        gdzieś głębiej, pozwala myśleć o innych. Oni pomagaja mi - a ja im - to wzajemne
        wsparcie - dostałąm nawet tu na forum.
        Mój pierwszy list był okrzykiem rozpaczy. Chciałam na cały świat wykrzyczec swoja
        stratę.
        I na mój okrzyk wiele osób zareagowało wielkim współczuciem. To było dla mnie
        bardzo ważne - i nadal jest.
        Tęsknię potwornie. I wiem że tak będzie długo, może zawsze, mam chwile załamania,
        zmuszam sie by w miare normalnie egzystować, przywracac dzieciom "normalność"
        dnia codziennego....
        Ale na rozpacz pozwalam sobie tylko czasami - świadomie "wyłączam "ją. To sie
        daje robić. Nikt nie wie jaka w nim drzemie siła póki nie przyjdzie chwila próby.
        Czasem sie wpada w czarna dziure - a potem ktos podaje rękę. Ja nauczyłam sie
        wołać o pomoc. Ludzie chca pomagać - nie wierzcie że da się samemu przejść przez
        trudne chwile. Ja wiem że ludzie boja sie swojej bezradności w obliczu czyjejs
        tragedii - sama kiedys bałam się podejść do takiej osoby... Wtedy to ONA do mnie
        podeszła . I ja robie to samo - odruchowo. To jedyny ratunek - inni ludzie...
        I wiara - jeśli ktoś wierzy...
        • Gość: c Re: samemu trzeba doświadczyć IP: *.philadephia-10rh15rt-pa.dial-access.att.net 28.01.02, 22:32
          inka_sama napisał(a):

          > Gość portalu: agnes napisał(a):
          >
          > > Bardzo kocham swojego męża i nie wyobrażam sobie życi abez niego bardzo al
          > e to
          > > bardzo go kocham nie dopuszczam takiej myśli .Jesteś chyba bardzo silna sk
          > oro
          > > mogłaś jeszcze o tym napisać ja wylądowałabym gdzieś w wariatkowie.
          >
          > Ja nie jestem silna własna siłą. Mam koło siebie ludzi życzliwych - oni nie mog
          > a
          > do końca zrozumieć i pomóc w najważniejszym - nie zwróca mi go... ale jednak co
          > s
          > jest w tym BYCIU razem.
          > Wariatkowo? Miałam juz taki dzień że myślałam że trace rozum... Ale zawsze
          > starałam sie myśleć o innych - o mojej rodzinie - nie tylko o najukochańszym
          > mężu - choć całe życie było planowane z braniem pod uwage jego potrzeb - nie
          > tylko moich... Nie robi sie świństw ukochanym osobom - a ja mam małe dzieci,
          > starszych rodziców, kochanych teściów. Nie tylko ja przezywam ten ból - choć mn
          > ie
          > on dotknął w sposób szczególny... Ale JA mogę i musze pomóc moim bliskim.
          > Poczucie pewnej odpowiedzialności za innych - nie chce wyjść na bohaterkę -
          > zmusza do zapominania o sobie choć na chwilę. I choc ból nie jest mniejszy, jes
          > t
          > gdzieś głębiej, pozwala myśleć o innych. Oni pomagaja mi - a ja im - to wzajemn
          > e
          > wsparcie - dostałąm nawet tu na forum.
          > Mój pierwszy list był okrzykiem rozpaczy. Chciałam na cały świat wykrzyczec swo
          > ja
          > stratę.
          > I na mój okrzyk wiele osób zareagowało wielkim współczuciem. To było dla mnie
          > bardzo ważne - i nadal jest.
          > Tęsknię potwornie. I wiem że tak będzie długo, może zawsze, mam chwile załamani
          > a,
          > zmuszam sie by w miare normalnie egzystować, przywracac dzieciom "normalność"
          > dnia codziennego....
          > Ale na rozpacz pozwalam sobie tylko czasami - świadomie "wyłączam "ją. To sie
          > daje robić. Nikt nie wie jaka w nim drzemie siła póki nie przyjdzie chwila prób
          > y.
          > Czasem sie wpada w czarna dziure - a potem ktos podaje rękę. Ja nauczyłam sie
          > wołać o pomoc. Ludzie chca pomagać - nie wierzcie że da się samemu przejść prze
          > z
          > trudne chwile. Ja wiem że ludzie boja sie swojej bezradności w obliczu czyjejs
          > tragedii - sama kiedys bałam się podejść do takiej osoby... Wtedy to ONA do mni
          > e
          > podeszła . I ja robie to samo - odruchowo. To jedyny ratunek - inni ludzie...
          > I wiara - jeśli ktoś wierzy...

          ja bez pomocy innych, i bez pomagania innym, tez bym nie dal sobie rady. A tu
          przeciez chodzi o samo bycie razem. Wszyscy przez to przechodzimy. Moja
          przyjaciolka mowi mi: Nie wiem jak Ci pomoc. A ja jej na to: po prostu Badz. To
          tak jakby zycie we mnie umarlo, zostala sama powloka, pustka, nicosc, ale, o,
          dziwo, zrobilo sie miejsce na Zycie. To Zycie zyje we mnie, a ja juz dawno stad
          odszedlem, choc przeciez jestem. Taka smierc przezywana na zywca. Paradoks ktory
          mozna doswiadczyc tylko samemu. Po co? Zeby poczuc w koncu ze zycie to wspol-
          zycie? Ze dzieki smierci zycia zycie zyje? Ze kazda chwile trzeba przezywac jako
          ostatnia, najcenniejsza? Zeby sie nie marnotrawic? Caly czas zywimy sie zyciem
          innych zyc, azeby moc zyc. To bezustanna wzajemna wymiana. Im bardziej
          milosna/radosna/zdrowsza, tym zywsza. Kazdy jest unikalna, niepowtarzalna istota,
          ktora nigdy nie wroci taka sama. Moze wrocic tylko lepsza albo gorsza. To zalezy
          od tego co robimy z terazniejszoscia, ktora staje sie przyszloscia. To jak zyjemy
          teraz jest wiciem sobie gniazdka przyszlosci i przyszlych powrotow. Bo pragnienia
          sie spelniaja. Ten caly swiat jest spelnianiem pragnien. A spelnienie to kwestia
          sprzyjajacych okolicznosci. Teraz nie mozna, ale skoro istnieje pragnienie, to
          znaczy ze kiedys bedzie mozna.
    • Gość: Myszka Re: co robic gdy umiera miłość życia? IP: 213.17.225.* 29.01.02, 21:56
    • Gość: Myszka Re: co robic gdy umiera miłość życia? IP: 213.17.225.* 29.01.02, 22:03
      umarl mi ktos kto byl ze mna 22 lata,zasze przyjaciel,zawsze kochajacy,moj
      najdrozszy braciszek.przez pol roku zabieral mi go rak.jemu zabral godnosc
      przywiazujac go na ten czas do lozka,zabierajac sile w nogach.Nigdy nie
      zapomnisz.Z czase cierpienie tk ci dokuczy ze zobojetniejesz na nie i ukryjesz
      je w najglebszym kawalku pamieci.ale nie zapomnisz,nie pogodzisz sie.To milosc
      zycia,pamieta sie kazda wspolna sekunde.Kochaj coreczki.Sebastiankowi nie udalo
      sie zostawic na swiecie nic poza wspomnieniami-jego zona zaluje tego prawie jak
      straty jego samego.
      • Gość: inka Myszko? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 01.02.02, 11:26
        Z tego co pisałaś w innym wątku wynika że masz przy sobie kochające ramiona...
        Myślę że nie doceniasz ich znaczenia. Odezwij sie jeszcze.
        Ja opieram sie na ramionach przyjaznych ludzi - i sama do nich wyciagam ręce.
        Jestem w stanie prawie normalnie funkcjonować - tylko przy prawie każdej
        czynności - w domu czy poza domem - nagle pojawia sie myśl: juz dla niego tego
        nie ugotuję, juz mu nie kupię, nie pójdę z nim na spacer za reke, nie usmiejemy
        sie razem z naszych dzieci, nie opowiem mu o tym co przeczytałąm....
        I tego mi chyba najbardziej brak - tego że juz nie doczekam sie jego powrotu z
        pracy i nie pogadamy... Ja i tak do niego gadam - ale już nie słysze odpowiedzi.
        I nawet przysnic mi się nie chce...
        A taki fajny sweter dla niego widziałam - to tez boli: juz nigdy nie będzie mu
        potrzebny...


        gość portalu: Myszka napisał(a):

        > umarl mi ktos kto byl ze mna 22 lata,zasze przyjaciel,zawsze kochajacy,moj
        > najdrozszy braciszek.przez pol roku zabieral mi go rak.jemu zabral godnosc
        > przywiazujac go na ten czas do lozka,zabierajac sile w nogach.Nigdy nie
        > zapomnisz.Z czase cierpienie tk ci dokuczy ze zobojetniejesz na nie i ukryjesz
        > je w najglebszym kawalku pamieci.ale nie zapomnisz,nie pogodzisz sie.To milosc
        > zycia,pamieta sie kazda wspolna sekunde.Kochaj coreczki.Sebastiankowi nie udalo
        >
        > sie zostawic na swiecie nic poza wspomnieniami-jego zona zaluje tego prawie jak
        >
        > straty jego samego.

        • tomciob Serce 03.02.02, 13:12
          Witaj Inko (smutna Inko) witam uczetników forum.
          Nie straciłem jeszcze (nie odeszły w śmierć) żadnej z osób które kocham. Nie
          mogę więc nic Ince poradzić ani pomóc. Jednak. Jest osoba którą bardzo kocham.
          Moja przyjaciółka. I oto pod koniec zeszłego roku stanęła przed chorobą -
          rakiem. Kiedy dowiedziałem się o tym, przeżyłem mniej więcej to co ty Inko
          przeżywasz teraz. Zrozumiałem, że mogę ją stracić, a przecież nie powiedziałem
          jej jeszcze (znamy się od 15 lat), że bardzo, ale to bardzą ją kocham.
          Postanowiłem porozmawiać z Panem Bogiem o niej, o jej chorobie i o przyszłości.
          Nie da się opisać tego co przeżyłem. Wiem jedno. Rak na razie się zatrzymał (ma
          stabilne rokowanie), zaufałem Panu Bogu, że jak będzie chciał to i tak moją
          Anię zabierze (do Niego - tylko do Niego należy jej życie), proszę Go co dzień
          w modlitwie by ocalił moją miłość od śmierci przynajmniej na 25, 35 lat. Tylko
          tyle i nic więcej nie mogę dla niej zrobić. Jeśli odejdzie (tzn. zabierzą ją
          Pan będę płakał - bardzo płakał, długo płakał i codziennie przez cały rok będę
          przychodził na jej grób i zapalał święcę). Ale wierzę, głęboko wierzę, że czas
          jej odejścia jeszcze nie nadszedł, że jeszcze trochę będę mógł cieszyć się z
          jej uśmiechu, głosu, radości życia jaką w sobie ma.
          W chwili smutku (kiedy uwierzyłem, że może umrzeć napisałem taki wiersz, który
          chciałbym Tobie Inko zadedykować):

          Mam serce

          Mam serce przepełnione miłością
          Serce mam jedno miłości są dwie
          Jedna pogodna, radosna jak słońce
          Druga - ta smutna ma oczy jak śmierć.

          Trzymaj się ze wszystkich sił życia Inko, jeszcze spotkasz Swojego ukochanego i
          spędzicie razem wiele miłych chwil, kto wie może będzie zawsze razem aż do
          końca czasu.

          Pozdrawiam (tomciob)
          • Gość: inka Re: Serce IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 03.02.02, 23:36
            tomciob napisał(a):

            > Witaj Inko (smutna Inko) witam uczetników forum.
            > Nie straciłem jeszcze (nie odeszły w śmierć) żadnej z osób które kocham. Nie
            > mogę więc nic Ince poradzić ani pomóc. Jednak. Jest osoba którą bardzo kocham.
            > Moja przyjaciółka. I oto pod koniec zeszłego roku stanęła przed chorobą -
            > rakiem. Kiedy dowiedziałem się o tym, przeżyłem mniej więcej to co ty Inko
            > przeżywasz teraz. Zrozumiałem, że mogę ją stracić, a przecież nie powiedziałem
            > jej jeszcze (znamy się od 15 lat), że bardzo, ale to bardzą ją kocham.
            > Postanowiłem porozmawiać z Panem Bogiem o niej, o jej chorobie i o przyszłości.
            > Nie da się opisać tego co przeżyłem. Wiem jedno. Rak na razie się zatrzymał (ma
            >
            > stabilne rokowanie), zaufałem Panu Bogu, że jak będzie chciał to i tak moją
            > Anię zabierze (do Niego - tylko do Niego należy jej życie), proszę Go co dzień
            > w modlitwie by ocalił moją miłość od śmierci przynajmniej na 25, 35 lat. Tylko
            > tyle i nic więcej nie mogę dla niej zrobić. Jeśli odejdzie (tzn. zabierzą ją
            > Pan będę płakał - bardzo płakał, długo płakał i codziennie przez cały rok będę
            > przychodził na jej grób i zapalał święcę). Ale wierzę, głęboko wierzę, że czas
            > jej odejścia jeszcze nie nadszedł, że jeszcze trochę będę mógł cieszyć się z
            > jej uśmiechu, głosu, radości życia jaką w sobie ma.
            > W chwili smutku (kiedy uwierzyłem, że może umrzeć napisałem taki wiersz, który
            > chciałbym Tobie Inko zadedykować):
            >
            > Mam serce
            >
            > Mam serce przepełnione miłością
            > Serce mam jedno miłości są dwie
            > Jedna pogodna, radosna jak słońce
            > Druga - ta smutna ma oczy jak śmierć.
            >
            > Trzymaj się ze wszystkich sił życia Inko, jeszcze spotkasz Swojego ukochanego i
            >
            > spędzicie razem wiele miłych chwil, kto wie może będzie zawsze razem aż do
            > końca czasu.
            >
            > Pozdrawiam (tomciob)

            Dziękuję Tomciu...
            Przy zyciu trzymaja mnie po prostu ludzie - nie pamietam juz czy tu pisałam że
            tylko jednego NIE zrobiłabym by mój ukochany żył - nie umarłabym za niego - nie
            umiałabym skazać go na taki ból jaki sama teraz odczuwam. Al etak samo - choc nie
            chce mi sie żyć - wiem że nie moge teraz umrzeć! Są osoby które cierpiałby w
            dwójnasób - zwłaszcza nasze malutkie dzieci. Więc choć serce pęka - muszę je
            pocerować, musi jeszcze naszym dzieciom starczyc za dwa serca.
            A co do spotkania ukochanego - tak, wiem ż ekiedys go spotkam - każdy z nas
            kiedys w końcu musi umrzeć - i on tam na mnie zaczeka. Jestem pewna że będzie
            czekał zaraz na drugim brzegu by podać mi rękę...
            Tylko musimy zaczekać...
            • Gość: Kim Re: Serce IP: 213.77.91.* 04.02.02, 13:59
              Jestem z Tobą...Przesyłam Ci uśmiechy.
              Niewiele więcej mogę Ci dać poza myślami.
    • Gość: Tula Re: co robic gdy umiera miłość życia? IP: *.daxnet.no 05.02.02, 21:29
      Hei Inko!

      Co u Ciebie?

      Buzka TB
      • Gość: inka cztery tygodnie IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 06.02.02, 09:58
        No właśnie jak tu się czuć - równo cztery tygodnie temu widziałam go po raz
        ostatni, ostatni raz pocałowaliśmy się, uścisneliśmy. Ostatnia rozmowa przez
        komórkę.... Ja cały czas jeszcze odliczam dni.
        Staram się "odcinać" myślenie o nim w kategorii: "już nigdy"... Ale to jeszcze
        trudne. Idzie sobie dzień za dniem, a ja nie robię planów na przyszość, nawet
        najbliższą. Tak sie tylko plączę po domu swoim i rodziców, zajmuję sie dziećmi
        i niezbędnymi rzeczami. Zbieram siły.
        I tęsknię, tęsknię, tęsknię, tęsknię...
        • Gość: isabelle Re: cztery tygodnie IP: 212.191.197.* 07.02.02, 14:12
          Droga inko, spotkało mnie to samo. Miesiąc temu zmarł nagle mój ukochany mąż,
          wspaniały ojciec naszego czteroletniego synka. Wydaje mi się, że radzę sobie.
          Dziecko ma co jeść, w domu posprzątane, wróciłam niedawno do pracy. Wiem, że
          muszę żyć i być silna dla mojego synka, ale kiedy to piszę nie mogę powstrzymać
          się od płaczu. Boję się, odczuwam straszny ciężar odpowiedzialności za dziecko.
          Dobrze, że możesz przytulić się do rodziców i teściów. Ja nawet tego nie mogę
          zrobić. Moja praktyczna rada: zaplanować sobie następny dzień, nawet drobne
          sprawy do załatwienia, a potem to zrealizować. To daje poczucie, że jednak
          panujesz nad sytuacją. Poza tym biorę lek antydepresyny i zaczęłam chodzić do
          psychologa. Żeby tylko starczyło mi sił i zdrowia. O to chciałabym się modlić
          gdybym odzyskała utraconą wiarę. Pozdrawiam.
          • inka_sama Re: cztery tygodnie 07.02.02, 20:41
            Isabelle!
            Napisz do mnie prosze na adres poczty - myślę że powinnyśmy pogadać prywatnie...
            Tak, wiem, ja mam szczęście w nieszczęściu - mam rodzinę i przyjaciół-takich
            prawdziwych.
            I właśnie dlatego czuję, że ten dług musze spłacać - próbując byc dla kogoś
            taka pomocą jak oni dla mnie.
            Choć rozpacz i tak dopada mnie co dzień - czasem raz czasem częściej, czasem
            taka mała i cichutka - czasem taka która wyje i krzyczy: czemu?!
            • inka_sama smutne dni 09.02.02, 14:09
              Może ktos czeka na list ode mnie - więc pisze że żyję.
              Straszne są wekendy.
              A do tego moje urodziny.
              I Walentynki.
              Na wszelki wypadek postanowiłam niedługo napisac testament. Teraz juz wiem że
              nigdy nie jest za wcześnie. A biorąc pod uwage moją niechęć do życia - kto
              wie... Ponoć da się umrzeć z braku checi do życia. A osoby które się kochają i
              śmierć je rozdzieli - częstoi ciągna jedna za drugą. Szkoda że to zwykle starsi
              ludzie. No ale kto wie?..
              • Gość: Tulka Re: smutne dni IP: *.daxnet.no 09.02.02, 16:20
                Ineczko!!!
                Milo od ciebie uslyszec, ale ... prosze nie pisz o SWOJEJ smierci.
                Twoja historia bardzo zapadla mi w serce. Nie dalej niz w piatek rozmawialam o
                tobie i tym co cie spotkalo z moja mama. Mowilam jak ci jest ciezko, ze masz
                mysli ...uf! ze moze bedziesz chciala pojsc za swoim ukochanym, ze masz
                coreczki... Mamie polecialy lzy i powiedziala do mnie cos takiego co pragne ci
                zacytowac. "Napisz Ince, ze jest dla swoich dziewczynek bardzo wazna i ze musi
                dla nich byc dzielna i ...zyc." Moja mama stracila swoja matke na Syberi gdy
                miala 1,5 roku. Po wojnie odnalazl ja ojciec ktory ja wychowal. Mimo wszystko
                tesknota za matka jest w niej rownie zywa, a jej brak wspomina czesto.

                Mama powiedziala mi iz kiedys uslyszala taka mysl " Gdy dziecko straci ojca
                zostaje polsierota, gdy straci MATKE zostaje SIEROTA !!!!".
                Mysle ze to prawda. Nikt twoich dziewczynek nie osloni w zyciu tak jak to ty
                potrafisz. Ich zycie sie dopiero zaczelo, beda cie potrzebowaly coraz bardziej.
                Piszesz ze masz dobrych rodzicow i tesciow. To wspaniala pomoc TERAZ dla
                ciebie, ale oni nie beda mogli przejac roli "rodzicow" gdyby ciebie zabraknie.
                Nie beda mogli tego zrobic gdyz sa od ciebie starsi i naturalnie odejda
                szybciej niz dziewczynek potrzeba wparcia sie skonczy. TA ROLE MOZESZ TYLKO TY
                WYPELNIC.

                Ineczko! Sa lepsze i gorsze dni. Nie pozwol aby emocje, tesknota, bol zaslepily
                cie!
                My na tym forum ,na tyle ile to da sie zrobic,chcemy byc z toba przez te
                ciezkie chwile i mysle ze ci zawsze znajdziesz tu osobe ktora odpowie na twoje
                wolanie. Prawdopodobnie nikt z nas nie jest psychologie ale czasmi ta zwykla,
                miedzyludzka, prosta sympatia grzeje serce.

                Buzka dla ciebie i dziewczynek

                Tula
                • Gość: inka_s to nie tak! IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 10.02.02, 00:22
                  Tulko kochana jesteś jak zwykle!
                  Nie myśl że ja chcę sie zabić - nie umiałabym tego zrobić, z różnych
                  względów... Przede wszystkim TEGO sie nie robi kochającym nas osobom -
                  Samobójstwo- na szczęście juz jakiś czas temu ułożyłam sobie w głowie że
                  takiego bólu najblizszym się nie robi...
                  Tylko widzisz... Mój mąż był młody, bardzo. Wyglądał na zdrowego. I nagle
                  KONIEC. Kto wie co czeka mnie? Nie wiem czy nagle i ja nie odejdę - różnie w
                  życiu bywa. Widzisz - ja przeczuwałam że coś się stanie z moim mężem.
                  Próbowałam przechytrzyć los - chciałam powstrzymać Go od wyjazdu... Nie udało
                  się, los spłatał mi figla - stało się "nie tak" to czego sie obawiałam. Mam na
                  myśli to ż ebałąm się o wypadek - a los wymyslił inny scenariusz. Więc miałam
                  przeczucie śmierci - co tu ukrywac - właśnie tak! A teraz - nie widze
                  przyszłości swojej. I to nie tylko dlatego że nie chcę. Zupełnie jakbym
                  natykałą sie na jakąś barierę... Więc może ?... Może mam nie robic dalekich
                  planów? Różnie losy ludzkie się gmatwają.
                  A zaraz założę nowy wątek - bo dręcza mnie te przeczucia...
                  No i jak tu Tulko ni episać testamentu - albo choćby specjalnego listu "na
                  wszelki wypadek" - juz kiedyś coś takiego pisałam do męża - gdy miałam żłe
                  przeczucia przed porodem. Na szczęście wtedy było wszystko OK. Ale i tak los
                  szykował nam rychłą niespodziankę... I strach o życie dziecka - i znowu było
                  OK. I tak los nam robił psikusy.
                  Ale ten ostatni... Jest wyjątkowy... Kto wie co się jeszcze zdarzy? Nawet się
                  zastanawiam czy upoważnić kogoś by "w razie czego" napisał Wam ciąg dalszy i
                  powiedział czemu inka zniknęła. Życie bywa bardziej skomplikowane niż
                  najbardziej zagmatwane wątki w telenowelach.
    • Gość: Krystyna Re: co robic gdy umiera miłość życia? IP: *.dd.nextgentel.com 10.02.02, 02:29
      Inko!

      Od dawna chcialam napisac do Ciebie i podzielic sie moim losem. Jestem duzo
      starsza od Ciebie, przezylam taka sama tragedie 23 lata temu, wiec moze moje
      doswiadczenie pomoze Ci w Twojej rozpaczy.

      Trudno porownywac nasze przezycia, nie o to chodzi. Jak zrozumialam , Twoj maz
      zmarl nagle, zostawil dwoje malych dzieci, byliscie kochajaca sie para.

      My tez bylismy kochajaca sie para. Maz wyjezdza na 5 miesiecy, dostaje od Niego
      telegram ze dojechali szczesliwie, a na drugi dzien dowiaduje sie, ze maz ulegl
      wypadkowi. Walczyl ze smiercia 8 miesiecy. Zylam przez 8 miesiecy w nadziei, ze
      stanie sie cud!

      Przez 8 miesiecy przychodzilam do szpitala, do mlodego (40 lat), silnego
      czlowieka z ktorym nie mialam zadnego kontaktu. Zadnego gestu, zadnego slowa
      wypowiedzianego przez Niego. Stalo sie to najgorsze, zmarl nie odzyskawszy
      przytomnosci.

      Mialam rowniez dwoje dzieci. Starsza corka miala 16 lat, mlodsza 2 lata. Co
      mialam robic, rozpaczalam tak samo jaka Ty. Ale nigdy nie myslalam o
      samobojstwie.

      Jako 6-cio letnie dziecko stracilam Matke. Wiem co to znaczy brak matki.

      Musialam ZYC. Moje Dzieci byly moim celem, nie chcialam aby One przezyly to co
      ja .

      Nikt nie zastapi MATKI. Madre jest powiedzenie:” tracisz ojca jestes
      polsierota, tracisz matke jestes 100% sierota”.

      Po Jego snierci zebralam wszystkie sily, zeby przetrwac.

      Przez ponad dwa lata po pracy odbieralam mlodsza corke ze zlobka i szlam na
      grob meza. Tam "rozmawialam" z Nim o wszystkich moich problemach, to pomagalo,
      wydawalo mi sie ze On kieruje moim losem.

      Tylko na chwile zalamalam sie po ogloszeniu stanu wojennego w Polsce, bylam
      bezsilna.. Wrocily wspomnienia mojego dziecinstwa, pobyt na Syberii i smierc
      matki.

      Nie dalam sie.Ta sytuacja jeszcze bardziej wyzwolila moja chec do
      przezwyciezenia wszystkich niepowodzen, umozliwic dzieciom zdobycia
      wyksztalcenia i pomoc w ich przyszlym doroslym zyciu.

      Inko, Dzieci sa wazne ale nie mozesz przekreslac tez swojego zycia. Piszac
      teraz o ukladaniu Twojego zycia, brzmi to okrutnie, rozumie to doskonale.

      Ja chce podzielic sie moim doswiadczeniem. Przez 7 lat nie przyszlo mi do glowy
      zeby ukladac sobie nowe zycie, wydawalo mi sie, ze nikt nie zastapi Ojca moim
      dzieciom. Stalo sie inaczej, poznalam czlowieka ktory nie tylko jest moim
      przyjacielem na stare lata, ale dobrym „ojcem“ dla moich Corek i „ dziadkiem“
      moich wnukow

      Wierze ze i Ty znajdziesz swoje miejsce. MUSISZ byc silna.

      Chodz na cmentarz, “ rozmawiaj “, “klocic sie” i mozesz miec pretensje do
      Niego dlaczego Ciebie “zostawil”. Na zewnatrz wydaje sie to nienormalne. Tak
      nie jest.

      To jest NORMALNE jezeli pomaga w cierpieniu.

      Pomoz Twoim dzieciom, nie przyczyniaj sie do Ich nowego nieszczescia, straty
      MATKI

      Wierze ze beda jeszcze jasne dni w Twoim zyciu, jestes mloda i jestes POTRZEBNA
      nie tylko dzieciom ale i Twoim najblizszym.

      Jestem myslami z Toba.

      Krystyna
      • Gość: inka_s wszelki wypadek IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 11.02.02, 11:43
        Krystyno dziękuję...
        Ja w głębi duszy wiem że żyć trzeba - tylko że tęsknota jest strasznie silna.
        Ale... Jak w "Mistrzu i Małgorzacie"powiedziano: problem nie w tym że człowiek
        jest smiertelny tylko że nie wiadomo W KTÓRYM MOMENCIE okaże się śmiertelny...
        Przede mna długa podróż jutro - na drogach zdarzaja się wypadki... Ja nie
        prowadzę - zreszta nie mam prawka.
        Mimo wszystko mam nadzieję wrócić cało -gdy zastanowiłam się co by oznaczało
        dla rodziny moje nagłe zejście - to włos mi na głowie stanął dęba! I nie myślę
        tu o uczuciach ale o sprawach organizacyjnych - te wszystkie podwójne
        formalności (bo jeszcze ja nie załatwiłam spraw po mężu..), jeszcze w jego
        sprawach ja i jego współpracownicy wiedzieliśmy - ale po mnie?! To juz nikt...
        Napiszę jak wrócę...
        • Gość: kaj smierć IP: 192.168.1.* 11.02.02, 16:29
          Pół roku temu umarł mój siedemnasotletni brat. Mój jedyny brat. Słucham was
          wszystkich i tak doskanale jestem wstanie odróżnić listy tych którzy nie
          doświadczyli śmierci kogoś bliskiego od tych, którzy są w żałobie. Ja udaję ze
          jestem silna, w miarę nauczyłam się oszukiwać siebie - ale moja mama - jest w
          takim stanie jak ty Inko. Ja jestem daleko, tata pływa , mama moja jest z tym
          sama. A jej umarło dziecko - dziecko, któremu poświęciła całe zycie (często
          chorował), dla niego nie pracowała... i nagle została bez celu - on jej
          wypełniał każdą sekundę, każde wolne miejsce, każdy smutek i każda radość były
          z nim zwiazane. Nie umiem jej pomóc. Moja mama żyje ale wiem że odbiera to jako
          karę. Mój brat to drugie dziecko które jej zmarło. Nie umiem jej pocieszać - bo
          nie mozna jej pocieszyć! Wiem że trzeba czekać wiem że musi boleć ale czuję że
          ona moze z tego nie wyjść.
          Czas nie ma litości. Odlicza każdą sekundę, rozwleka każdy dzień w
          nieskończoność. Głos mojej mamy w słuchawce - zawsze taki sam - nieobecny,
          martwy. Płacze bezustannie płacze.
          Chciałam Ci się wygadać - bo wiesz o czym mówię. Powiedz mi co przynosi Ci
          największą ulgę, co daje ci siłę? Może dasz mi jakiś pomysł.
          Udawanie silnej. Powiedz Inko ile można.
          ciepło pozdrawiam
          Kaj
          • Gość: inka_s istnieje IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 12.02.02, 22:30
            Wróciłam, żyję. Troche mi lepiej - troche gorzej.
            Obawiam się że nie tylko losowi zawdzięczam że zostałam wdową...
            • Gość: ? Re: istnieje IP: *.biz.mindspring.com 12.02.02, 22:45
              Gość portalu: inka_s napisał(a):

              > Wróciłam, żyję. Troche mi lepiej - troche gorzej.

              dzieki Bogu!!!!


              > Obawiam się że nie tylko losowi zawdzięczam że zostałam wdową...

              co sie stalo??? chyba nie sugerujesz...
            • tula Re: istnieje 13.02.02, 01:01
              Ineczko!
              dobrze ze juz jestes spowrotem.

              CO masz na mysli?

              pozdrowienia dla ciebie i dziewczynek

              Tula
              • Gość: inka_s ludzie? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 13.02.02, 23:08
                Wyjaśniam - nieco niejasno ale ze względu na okoliczności...
                Być może nie uda mi sie tego udowodnić - a może tak - że czyjaś bezmyślność
                przyczyniła się do jego śmierci. Dokładniej - bezmyślność i nieudzieleni pomocy.
                A ratunek był możliwy - i najprawdopodobniej on umierał całkiem świadomie ,
                czekajac byc może na pomoc osób które powinny były zawiadomić ratowników.
                Przerażające, nie?
                Mógłby - prawdopodobnie - żyć.
                Teraz dojdzie mi nowy problem - jak wybaczyć?...
                No i dlaczego okłamywano mnie?...
                • tula Re: ludzie? 13.02.02, 23:30
                  Uf, uf, uf! To rzeczywiscie bardzo nieprzyjemna/ przerazajaca
                  wiadomosc/podejrzenie.

                  Musisz sama zdecydowac ILE CHCESZ WLASCIWIE WIEDZIEC. Jemu nie pomoze juz
                  niestety nic, a ty bedziesz sie meczyc z wieloma pytaniami, na ktore
                  prawdopodobnie nie ma jasnych odpowiedzi, przez wiele lat.

                  Jezeli jednak czujesz ze dowiedzenie sie WSZYSTKIEGO jest ci bolesno potrzebne
                  do przejscia przez proces zaloby to idz za tym glosem.
                  Cena tej decyzji bedzie napewno wysoka, bo ...WYBACZYC jest tak TRUDNO, o ile
                  jest to wogole mozliwe.

                  Pozdrawiam i pisz

                  Tula B.
                  • Gość: inka_s wiem IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 14.02.02, 00:17
                    Ja juz właściwie wiem wszystko. Nie mam tylko dowodów. A nikogo tu sięnie da
                    ukarac pewnie. Nawet nie wiem czy będę chciała. Zwłąszcza że mój mąż wykazał
                    się nieco lekkomyslnością...Ale miał prowo przypuszczać, że w razie czego ktoś
                    wezwie pomoc. Sęk w tym że nie wezwał...
                    • Gość: kaj Re: wiem IP: 192.168.1.* 14.02.02, 09:28
                      mój brat umarł bo karetka przyjechała po 20 minutach bez sygnału - mimo że
                      wezwana była do reanimacji - wiem o tym i nie chce o tym wiedzieć; swiadomość
                      że głupota bezmyślność innych ludzi ze to była kwestia sekund jest nie do
                      zniesienia- nie będzie ci od tego lepiej; zacznie się nienawiść do tych którzy
                      mogli pomóc a tego nie zrobili - nie myśl o tym nie myśl o tym
                      • Gość: inka_s tylko nie mów tego mi... IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 14.02.02, 11:07
                        Kaj , czy zauważyłaś, że po fakcie - takim jak smierć bliskiej osoby - różne
                        wydarzenia z przeszłości nabieraja dodatkowego sensu?
                        Na Gwiazdkę mój mąż dostał płyte T-Love'u - Model 01.
                        Nasza ulubiona piosenka- to ostatnia. Jeśli ją znasz może domyslasz się czemu
                        piszę o dodatkowych znaczeniach...
                        Jak teraz słucham słów:
                        "... za dużo możesz stracić, bo takie krótkie są nasze dni..."
                        "...tylko nie mów tego mi że nienawidzisz..."
                        "...bądź pozytywnym wojownikiem, kiedy na ringu zostajesz sam
                        za dużo dzieci nie ma juz swoich tatusiów ....i swoich mam!..."
                        to co czuję?...
                        Kaj myslę dużo o Twojej Mamie - jej potrzeba ludzi - nawet jeśli wydaje jej się
                        że woli byc sama. Ona po prostu musi poczuc mocno że jest potrzebna jeszcze
                        komuś - nie tylko że była potrzebna twojemu bratu. Moja teściowa też zamyka się
                        w bólu - ale my jej nie dajemy. PO tym co wiem teraz sama znowu się gorzej
                        poczułam. Nie mogę znowu spać - jak na poczatku.
                        To okrutne gdy wiesz że MÓGŁBY ŻYĆ - gdyby pomoc przyszłą w porę , że to ludzie
                        pomogli w tym wyroku losu. I że trzeba wybaczyć by móc żyć - bo inaczej
                        nienawiść i żal nas wykończą.
                        Ciężko myśleć jak umierał czekając na pomoc która nie nadeszła.
                        • Gość: kaj Re: tylko nie mów tego mi... IP: 192.168.1.* 14.02.02, 11:22
                          uwielbiał Ciechowskiego - ostatniej Republiki słuchał bez przerwy - gdy po
                          smierci Ciechowskiego zaczęli go puszczać bez przerwy w radiu myślałam że umrę -
                          a już słowa do niedawna po prostu pięknej i smutnej piosenki o
                          miłości "Odchodząc zabierz mnie" wywołują u mnie spazmatyczny płacz.
                          Człowiek by chciał zwariować - a okrutne jest to że zwariować wcale nie jest
                          tak prosto jak ci się wydaje; oszaleję, umrę - a tu nic ; zycie się toczy twój
                          mózg trzyma cię cały czas na granicy, na tej cienkiej czerwonej linii pomiędzy
                          codziennością a szaleństwem; trzeba znosić to co jest nie do zniesienia;
                          psychologowie po rozmowie z moją mamą od razu mówią że nadaje się do leczenia
                          szpitalnego ! Powiedz mi Inka jak można w szpitalu przy pomocy tabletek i
                          strzykawek wyleczyć kogoś z tęsknoty za kimś kogo kochało się przez 17 lat? Jak
                          mozna wyleczyć z rozpaczy po jego stracie?!!!
                          Wiem że powinnam być teraz w domu, przy niej... wyrwać ją z tego - tylko że to
                          zwiazane jest ze stratą pracy, powrotem do małego toksycznego miasteczka,
                          którego nie cierpię, w którym nie mamy przyjaciół tylko udawanych znajomych...
                          to takie trudne;
                          Powiedz czy Twój Ukochany śni Ci się czasem? Mnie przeraża że Mój Brat w ogóle
                          do mnie nie przychodzi - zresztą do nikogo z nas - do mamy też - tak bym
                          chciała wiedzieć że on gdzieś jest że jest mu lepiej niż tu; Boże jak ja bym
                          chciała go zobaczyć!!!
                          • Gość: inka_s Re: tylko nie mów tego mi... IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 14.02.02, 11:55
                            Kaj - jak ja to wszystko rozumiem! Czytam co piszesz i to jest takie znane!
                            A mama nie może przyjechać do Ciebie?
                            Do nas tez nie przychodzi...Teraz...
                            Ale ja WIEM że przyszedł do mnie zaraz po śmierci, jeszcze nie wiedziałam że
                            nie żyje a juz miałam wrażenie że on jest cały czas w mojej głowie - w taki
                            specyficzny sposób.
                            No a jest jeszcze coś ale to...juz raczej na priva. Napisz do mnie Kaj na konto
                            inka_sama@poczta.gazeta.pl
                            niech świadomość że są ludzie którzy rozumieja co przeżywasz pomaga Ci w
                            życiu...
                            A Mamie wydrukuj ten wątek - i daj do przeczytania. Chyba że znajac Ja wiesz że
                            to może jej zaszkodzić...
                          • Gość: Tula Re: tylko nie mów tego mi...BO TO ZNAM IP: *.dd.nextgentel.com 14.02.02, 20:49
                            To co przezywasz Droga Kaj jest jak najbardziej NORMALNE. Stracilam Tate 23
                            lata temu. I potwornie za nim tesknilam.

                            To co mnie dziwilo i nadal dziwi to strach ludzi przed ...zmarlymi. Pamietam ze
                            ja na odwrot oszalalabym z radosci gdyby moj tato nagle zapukal do drzwi. I
                            chocbym wiedziala ze on przeciez NIE ZYJE to jednak to co bylo i jest we mnie
                            najsilniejsze to CHEC ZOBACZENIA GO. Ot! wbrew wszelkiej logice miec radosc z
                            rozmowy z nim i nadzieje ze on moglby mi odpowiedziec na pytanie DLACZEGO?. A
                            moze tam w glebi serce mialam nadzieje ze jezeli wrocil i po raz drugi nie
                            odejdzie, ale zostanie ze mna.

                            Czas to BEZWZGLEDNY, BEZLITOSNY "LEK". Nawet jezeli nie chcemy to i tak
                            rozmydli nam nasza strate, zajmujac nas terazniejszymi sprawami i problemami.

                            Ja stracilam Ojca i Synka. Obaj odeszli ode mnie w bardzo roznych sytuacjach.
                            Obaj odeszli za wczesnie. Obaj zyja dalej we mnie, w moim sercu i to pomaga mi
                            miec ich zawsze "pod reka" gdy mnie ogarnie tesknota i odczucie krzywdy.

                            Twoja MAMA strcila DZIECKO. Wiem ze nie ma stopni zaloby i smutku, ale taka
                            smierc jest chyba najbardziej raniaca. To nie jest NATURALNE ZYC DLUZEJ niz
                            wlasne dzieci.
                            Badz z nia, nie wachaj sie okazac jej milosc i nie wachaj sie podzielic z nia
                            swoim wlasnym bolem! To zbliza i moze bedzie wam latwiej przejsc we dwie przez
                            ta tragedie.

                            Pozdrawiam

                            Tula B.
                        • Gość: Pajacyk Re: tylko nie mów tego mi... IP: 172.17.15.* 15.02.02, 02:05
                          Najlepsze, co można zrobić dla utraconej osoby to starać się dalej normalnie
                          funkcjonować tylko to przecież sprawi jej ulgę i przyjemność bez względu gdzie
                          się teraz znajduje.
                          Jeśli potrafisz pamiętaj, że wiele osób (tak wiele, że aż trudno sobie
                          wyobrazić) walczy z tym samym problemem i jeśli ta walka ma sens( wierze, że
                          jednak ma) to trzeba robić to jak najdłużej by dotrwać znów do chwili spokoju
                          ducha(prawdopodobnie nawet czegoś więcej), który wydaje się tylko już
                          nieosiągalny. Wierzę, że się jeszcze nie wypaliłaś i jesteś zdolna się kiedyś
                          ponownie szczerze uśmiechnąć(bo ludzie to najbardziej zaskakujące istoty jakie
                          znam).

                          Pajacyk
    • Gość: charlie Re: co robic gdy umiera miłość życia? IP: 217.11.133.* 14.02.02, 12:11
      Nie płacz, że Ktoś zmarł,
      Nie płacz, że znów wszystko Ci nie wyszło,
      Wiem, że to boli,
      Bardzo boli to wszystko.
      Masz jedno życie - przejdź je z uśmiechem,
      żyj dla dzieci, bo One będą w przyszłości Twym Śmiechem !!!!!!!!

      • Gość: inka_s dobro dzieci IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 15.02.02, 01:18
        A ja mam wątpliwości - dzieci , tak myśl o nich trzyma na tym świecie no bo
        tego się nie robi swoim bliskim żeby odeszli tak wszyscy itd. Tylko że nie
        umiem żyć myśląc wyłącznie o nich. To byłoby życie ich życiem - teraz to
        normalne ale kiedyś mogłoby się okazać że jestem niezdolna do dania im
        wolności... A niestety ja choć widzę piekno tego co mnie otacza - to mam tylko
        półserca i pół duszy. Wołam w myślach do niego - i czuje że on woła mnie! A ja
        nie mogę pobiec...Choć chcę.
        • Gość: Pajacyk Re: dobro dzieci IP: 172.17.15.* 15.02.02, 02:26
          Rozumiem, że żyjesz teraz tylko samym rozumem, bo uczuciami zbyt boli.
          Chciałbym by z czasem mieszało się to u Ciebie nie wywołując takiego bólu.
          Życzyłbym Ci też abyś z czasem żyła również i dla Siebie.Nikt nie powinien żyć
          wyłącznie dla kogoś( to za dużo).
          • Gość: Kim Re: dobro dzieci IP: 213.77.91.* 15.02.02, 09:16
            Ineczko, często myślę o Tobie, choć poza tym niewiele mogę dla Ciebie zrobić.
            Opuścił mnie kiedyś mężczyzna, którego kochałam, ale nie umarł, więc to było
            tak, że oboje już chcieliśmy tego rozstania.
            Teraz patrzę na mojego ukochanego i gdybym miała go stracić...Tego sobie nie
            potrafię wyobrazić...
            Trzymaj się cieplutko, nie jesteś sama.
            • Gość: inka_s :-) IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 16.02.02, 01:42
              Dziękuję wszystkim którzy ciepło o mnie myślą. Wiecie to chyba naprawdę działa -
              lżej mi się oddycha, nawet łatwiej się uśmiechac.
              Tylko na tęsknote nie działa...
              • tomciob Re: :-) 16.02.02, 16:01
                Na tęsknotę niestety jeszcze nikt nie wymyślił lekarstwa.
                Może to i dobrze.
                Pozdrawiam ciepło i smutno zarazem (tęskniąco).
                • Gość: inka_s dopiero miesiąc IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 17.02.02, 00:11
                  Miesiąc temu napisałam tu po raz pierwszy, dzień po pogrzebie męża. A wydaje mi
                  się że tak strasznie dawno to było. Tylko jeden miesiąc! Przeliczyłam sobie ile
                  miesięcy jest w 30 latach - 30*12=360 To dopiero 1/360-ta tego czasu. A kto wie
                  ile człowiek będzie żył... Może krócej, może dłużej. Zawsze to miesiąc bliżej do
                  spotkania jakby nie patrzeć. Wole nie przeliczać czasu na dni bo za dużo
                  wyjdzie...
                  Wiecie im piękniejsza pogoda tym serce mnie bardziej boli - tak myślałam dziś
                  wychodząc z dziećmi z domu - jak ładnie, gdyby zył pojechalibysmy na spacer nad
                  Wisłę, w nasze ulubione miejsce... I razem pohuśtalibyśmy córeczki na placu
                  zabaw, planowałoby się jakieś atrakcje na jutro - RAZEM. A tu juz nigdy razem.
                  Czuje czasem że on jest przy mnie - ale może to tylko bujna wyobraźnia.
                  Chciałabym wierzyc że on i tak jest cały czas przy nas. I czasem wierzę. A czasem
                  wątpię. Wiem jedno - on na pewno JEST. Gdzie - nie jestem pewna - ale na pewno
                  JEST!
                  tomciob napisał(a):

                  > Na tęsknotę niestety jeszcze nikt nie wymyślił lekarstwa.
                  > Może to i dobrze.
                  > Pozdrawiam ciepło i smutno zarazem (tęskniąco).

                  • Gość: inka poniedziałek IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 18.02.02, 12:02
                    Nareszcie minął weekend.
                    I pogoda jakby gorsza - fajnie.
                    Patrzyłam wczoraj w gwiazdy - to pewnie było ostatnie co widział odchodząc...
                    A takie były piękne - tak lubilismy w nie razem patrzeć...
                    • Gość: Kamila Re: poniedziałek IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 19.02.02, 18:24
                      Ingusiu,
                      przeczytałam wszystkie posty od Ciebie i do Ciebie i sie wzruszyłam...ciężkie
                      jest samo czytanie więc jak ciężko musi być Tobie...Chciałam Ci napisać, że
                      teraz jest w Twoim życiu miejsce na płacz...zrób to teraz ,póxniej bedzie Ci
                      łatwiej. Trudno jest skoncentrować sie teraz na dzieciach, kiedy odszedł
                      Najważniejszy człowiek w Twoim życiu, prawda? Nie rób sobie wyrzutów że byc
                      może na chwilę "zapomnialas" o dzieciach, to normalne, to przecież On był
                      Najważniejszy przez wiele lat...Wydaje mi się że i tak dobrze sobie radzisz,
                      dobrze że nie odcinasz sie od świata tylko rozmawiasz:-) Podziwiam Cie, ja nie
                      potrafie sobie wyobrazic smirci Najblizszej Osoby. Sama mysl o tym mnie
                      przeraza. Nie czekaj że Twoj bol minie lada dzien, daj sobie czas, jednoczesnie
                      postaraj sie funkcjonowac w miare "normalnie", nie marnuj energii na szukanie
                      winnych-to i tak nic nie da, nikt i nic Ci juz Go nie wroci-ale przeciez On
                      wciaz zyje w Twoim umysle, sercu, wyorazni - i to jest piekne. To co teraz
                      napisze na pewno nie bedzie dla Ciebie pocieszeniem w chwili obecnej, ale
                      kiedys pomysl sobie, ze niewielu ludziom dana jest szansa przezycia takiej
                      milosci. A Twoja na pewno byla Piekna i Wazna. Pielegnuj teraz wspomnienie o
                      Niej. Jestem z Toba myslami, tzrymaj sie cieplutko, Kamila
                      • Gość: inka_s żyję IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 22.02.02, 00:37
                        Odezwę się na wszelki wypadek bo jeszcze Tula pomysli że mnie poniosło w
                        zaświaty. Cały czas jeszcze czekam na wyjaśnienie całej sytuacji - czyli
                        dlaczego zostałam sama...
                        Jeszcze parę godzin i może dowiem sie kolejnych szczegółów. Okazuje się że nie
                        daje mi to spokoju. MOże mój mąż chce żebym wiedziała jak to było naprawde?...
                        • inka_sama Re: żyję 24.02.02, 00:00
                          niestety nadal czekam...
                          czy da się zyc samym czekaniem?
                          • Gość: Tula Re: żyję- to dobrze! IP: *.dd.nextgentel.com 24.02.02, 13:00
                            Inko!

                            Czekanie kiedys sie musi skonczyc. Prawdopodobnie dostaiesz odpowiedzi na swoje
                            najtrudniejsze pytania. Bardzo bolesne odpowiedzi. Ale na ten bol jestes chyba
                            troche tam w srodku przygotowana, prawda? poradzisz sobie?

                            Pamietaj pisz. Ja o tobie nie zapomnialam i nadal mnie obchodzisz ty i twoje
                            dziewczynki.
                            Buzka

                            Tula
                          • Gość: chetabel chetabelly IP: *.dial.dock.net 25.02.02, 06:10
                            Witaj Inko, pomyslalam ze tu zajrze, bo dawno tu nie zagladalam. Super, ze tyle
                            ludzi pisze do ciebie. Modle sie za ciebie, trzymaj sie, to samo slonce swieci
                            tu i tam! Chetabelly

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka