święta i powracający dylemat

14.12.08, 13:10
afię
być silna. I jest lepiej.
Bardzo proszę o rady jak się zachować, co zrobić? Mój chłopak twierdzi, że
powinnam pojechać, bo to w koncu rodzina, a z rodziną spędza się te święta.
Ale czy warto? Będę wdzięczna za wasze odpowiedzi.
    • moon_witch Twoja decyzja jest swięta. 14.12.08, 15:52
      Owszem rodzina, ale jeżeli z rodziną nie idziesz w parze to po co?
      Myslisz ze rodzinne konflikty znikną pod wpływem swiąt. Nie.
      Rób to co jest wygodne dla ciebie.
    • gamma0 ucięło 14.12.08, 15:58
      Witam,

      bardzo proszę o pomoc, bo czuję, że się zapętliłam i nie potrafię z spojrzeć na
      sprawę z dystansu.
      Mam dwadzieścia kilka lat, właśnie konczę studia. Mój rodzinny dom zawsze
      kojarzył mi się źle. Zewnątrz była to na pozór zdrowo funkcjonująca jednostka,
      wewnątrz koszmar, który w mojej głowie zrobił bałagan, który staram się
      regularnie porządkować z (moim zdaniem) niezłym skutkiem. Ojciec jest
      alkoholikiem, z którym o dziwo mam i zawsze miałam świetny kontakt, na którego
      zawsze mogłam liczyć, który zawsze stał po mojej stronie. Przez długi czas
      próbowałam mu pomóc, raz nawet był na leczeniu, które nie przyniosło
      długotrwałego efektu. Cóż, poddałam się, na siłę go nie zbawię. Najpierw on musi
      chcieć.
      Moja matka pochodzi z biednej rodziny. Ślub z ojcem był rodzajem awansu
      społecznego (brzmi to jak z "Trędowatej", jednak taki wątek często przewijał się
      w rozmowach rodzinnych), nagle pojawiły się pieniądze, duży dom, możliwości.
      Matka jest moim zdaniem silnie uzależniona od swojej rodziny, tj. babci,
      siostry. Wszystko, co działo się i dzieje się w moim rodzinnym domu musi być
      przedyskutowane w domu babci. Najbardziej bolało mnie to kiedy byłam nastolatką,
      kiedy opowiadałam matce o pierwszych chłopcach, swoich problemach itp. a matka
      to momentalnie przekazywała dalej. Wtedy stworzyłam sobie dewizę: "nie mówić",
      co doprowadziło do tego, że dzisiaj matka nie wie o mnie praktycznie niczego, a
      nasze rozmowy sprowadzają się do zdawkowych rozmów.
      Moi rodzice kłócą się od kilku lat, od bodaj dwóch przewija się myśl o
      rozwodzie. Żadne z nich nie ma nikogo "na boku", tak przynajmniej wnioskuję z
      rozmów. Ale nawet rozwieść się nie potrafią, bo podział domu, bo pieniądze,
      bo... milion innych powodów. Czasem wręcz myślę, że oni nie chcą tego rozwodu,
      wiem, że zdarza się im sypiać ze sobą, że bywają jaśniejsze dni, kiedy się nie
      kłócą, ale na mediacje też się nie zgodzą, bo są zbyt zacietrzewieni w sobie. Od
      czasu, kiedy zrobiło się między nimi gorzej starają się zrobić ze mnie
      mediatora. To ja wysłuchuję przez telefon ich narzekan, to ja mam dawać im rady,
      do tego każde z nich chciałoby mieć mnie po swojej stronie. Na takie
      zaszczuwanie sobie nie pozwolę, staram się być neutralna, ewentualnie nie
      odbieram telefonów od nich. Postawiłam kiedyś sprawę jasno, nie jestem w koncu
      żadną kukłą, ale rezultat był mizerny. Czasami czuję się, jakbym była nianką
      dwóch dużych dzieci w piaskownicy.
      Matka jest teraz w ciężkim okresie, myślę, że to wynik menopauzy po części.
      Wszystko to przelewa się na mojego brata, który lata chwila będzie pełnoletni.
      Jawnie nim manipuluje, nadmiernie kontroluje. Ja uciekłam od tego domu daleko na
      studia, przyjeżdżam rzadko, wiem, że mój brat zrobi to samo.
      Półtorej miesiąca temu pokłóciłam się z matką o w zasadzie błahostkę. Od tamtej
      pory matka przestała się do mnie odzywać. Aż do wczoraj. Wiem, że w międzyczasie
      rozpuściła wici po rodzinie, jaka to jestem zła, niedobra, jak to nie doceniam
      jej poświęcenia, bo w koncu mnie wychowała. Ona się nie odzywała, ja też.
      Wczoraj zadzwoniła z pytaniem czy przyjadę na święta. Powiedziałam, że nie wiem,
      że nie mam ochoty na niepełne święta, bo ojciec będzie u swojej matki, ja
      miałabym być wraz z nią i bratem u jej matki, na oczernianie, przeciąganie mnie
      na "jej" stronę, głupie dogadywanie babci i ciotki. Ojciec powiedział mi- "olej
      to". I tu pytanie do was- olać?
      Święta w mojej rodzinie zawsze kojarzyły mi się z czymś wymuszonym. Odkąd
      wyjechałam z domu każdy pobyt tam to dla mnie odliczanie czasu do wyjazdu. Nie
      znoszę tych świąt. Szczerze mówiąc najchętniej spędziłabym je przed telewizorem,
      ewentualnie mogę też spędzić je z rodziną chłopaka. Co zrobić? Każdy wyjazd do
      domu powoduje u mnie zdenerwowanie, chodzę wtedy jak naładowana bomba. Z drugiej
      strony szkoda mi mojego brata.
      Ten dom zrobił we mnie dużo złego, mam nerwicę, niskie poczucie własnej
      wartości, początki fobii społecznej, ale walczę z tym, bo wiem, że potrafię być
      silna. I jest lepiej.
      Bardzo proszę o rady jak się zachować, co zrobić? Mój chłopak twierdzi, że
      powinnam pojechać, bo to w koncu rodzina, a z rodziną spędza się te święta. Ale
      czy warto? Będę wdzięczna za wasze odpowiedzi.
      • moon_witch To ty podejmiesz decyzję 14.12.08, 16:10
        Chłopak chyba ciebie od środka nie rozumie, skoro proponuje ci
        wyjazd do toksycznej rodziny.
        A jeżeli tam pojedziesz to podepczesz swoje własne uczucia i
        pokażesz jak mało one są ważne dla ciebie.

      • malakas Re: ucięło 14.12.08, 18:40
        Zdecydowanie jechać. Bez wzgledu na wszystko. Nie ma rodzin
        idealnych, a to że święta są maskaradą odkryto juz dawno przed Tobą.
        Tak samo jak i fakt, że nieuczestniczenie w nich powoduje jeszcze
        wieksze urazy.
        Ten bunt jest po prostu tak banalny, że osobie myślacej po prostu z
        nim nie po drodze.
        Taki mały hint. Młodzi ludzie w proteście przeciw uniformizacji
        świata dorosłych często nosza sie wbrew i niekonwencjonalnie. Jednak
        ich niekonwencjonalnośc jest tak zuniformizowana (bo też podlega
        bezwzględnie modom, tyle że innym), że protest nie tylko traci sens
        w warstwie istotnościowej ale i przede wszystkim sam sie formalnie
        ośmiesza.
        • lusia501 Re: ucięło 14.12.08, 18:52
          Niektórzy ludzie na znak buntu przeciw światu/rodzinie noszą kolczyki w pępku.
          Oni kalecza się, a świat pędzi dalej.
          • shachar Re: ucięło 14.12.08, 21:18
            obejrzyj sobie 'home for the holidays', poprawi Ci humor
      • anaisanais Re: ucięło 15.12.08, 16:34
        jak nie masz ochoty i nie widzisz sensu to nie jedz
        lepiej spedz swieta z rodzina chlopaka
      • aiczka Re: ucięło 16.12.08, 02:40
        Z pewnoscia Swieta z rodzina chlopaka moga zapewnic Ci dobra wymowke dla
        rodzicow, jesli nie masz ochoty widziec ich w tym roku.
        Swieta spedza sie z rodzina, ale pytanie kto teraz Twoja rodzina jest? Jesli
        Twoj zwiazek jest powazny, to mozna powoli zaczac postrzegac Wasza dwojke jako
        "rodzine podstawowa" ktora bywa u innych. Lub nie bywa. Jedne Swieta to nie
        zerwanie kontaktow na zawsze.
    • psychoguru Wyjazd bez sensu 15.12.08, 15:28

      Nie ma to sensu i nie ma obowiazku spedzania
      kazdych swiat z rodzicami, szczegolnie jesli
      nie jest to przyjemne. Jako dorosla osoba
      masz prawo do swojej samodzielnosci. Wobec
      tego mozesz zaplanowac ze nastepne swieta
      spedzisz z nimi i wtedy widzac co sie dzieje
      powiedziec im "a, to wszystko po staremu".
Pełna wersja