nikaooo
05.01.09, 18:05
Witam Was moi drodzy,moja historia jest smutna i trudna...mam
dziecko,męża,trochę pochopnie podjęte za sobą pewne życiowe
decyzje...moje dziecko kocham ponad życie,ale ...jakiś rok temu
kogoś poznałam,kto był mi bardzo bliski.On też nie sam,ma dziewczynę
ale nie śpieszył się z zalegalizowaniem związku...mówił,ze jakby
czuł...i czekał.Seksu nigdy nie było,mimo że on widział jak na mnie
działa,to nigdy tego nie wykorzystał...a ja wcześniej nigdy nie
czułam czegoś takiego...No i co z tego,jak u mnie sytuacja jest jaka
jest.Nie zostawię męża,jest dla mnie bardzo dobry,wogóle
zaradny,dobry z niego człowiek,trochę nie odpowiedzialny,ale nie
będę wplatać innych wątków.Ten KTOś wyjechał teraz za
granicę,postanowiliśmy uciąc /zminimalizować ./kontakt.W Wigilie
zadzwonił z zyczeniami,od tej pory cisza.Nie wierze,ze nie
tęskni.Myślę,ze zrozumiał,że tak poprostu będzie lepiej...ale mi
jest z tym tak trudno,to ucucie nie do zniesienia.Wiem,że to
koniec,to on bardziej sterował nami przez ten czas.Az wstyd się
przyznać,ale był moment w którym chyba odeszła bym do niego...na
szczęście on chyba nie byłby na to gotowy.Niewiem co mam o tym
wszystkim myśleć,bije się z myślami.Wiem,że tak ma być,ale jeśli
czujesz coś takiego do drugiej osoby i nie mozesz się cieszyć jej
obecnością...ta tęsknota...jestem beznadziejna,totalnie
nieodpowiedzialna,trzeba było się nie zagłębiać,nie dopuszczać do
siebie tego uczucia...i zniszczyć z zalążku...mam co chciałam...i
cały czas czekam aż się odezwie...i niewiem co dalej.A wiem,że
zadzwoni,a ja będę się cieszyć jak małe dziecko...proszę odezwijcie
się ,co o tym wszystkim sądzicie.Może obiektywna ocena mi rozjaśni
umysł.Z góry dziekuje.