Dodaj do ulubionych

Zdrada: kto jest bez winy niech pierwszy rzuci...

30.01.09, 09:25
Pojawia się tutaj wiele wątków dotyczących zdrad, a większość z nich
oparta jest na podobnej konstrukcji: ktoś opisuje swoje przeżycia z
tym związane - od strony osoby zdradzającej, bądź zdradzanej, a
następnie cała rzesza forumowiczów na ogół potępia winowajcę, bo w
samej rzeczy zdrada jest czynem obrzydliwym. Zastanawiam się ile z
tych osób tak naprawdę w swoim zyciu było bezwarunkowo wiernych
drugiej osobie, czy miało dość siły, aby opierać się pokusom, a może
po prostu wcale nie miało okazji, aby przekonać się jaką zajęłoby
wtedy postawę. Może do tej pory nikt nie okazał im zainteresowania
ani nie prowokował. A jeśli już miałoby taką okazję, okoliczność,
sprzyjającą sytuację - to czy potrafiłoby chłodno odrzucić nagły żar
zakochania, zafascynowania czy zauroczenia kimś nowym. Ja jestem w
swoim związku już 16 lat, nigdy nie zdradziłem, mam wspaniałą żonę i
kochane dzieci. Jednak jestem normalnym facetem, któremu mogą
podobać się też inne kobiety (co nie oznacza, że musi z każdą od
razu iść do łóżka) i kilka razy znalazłem się w sytuacji, gdy jakieś
gesty, rozmowy z inną - powodowały szybsze bicie serca. Nigdy nie
przekroczyłem pewnej granicy, poza którą "życie nie byłoby już takie
jak dawniej", ale nie dałbym sobie ręki uciąć, że byłbym w stanie
się wycofać z tego kolejnego kroku gdyby druga strona pociągnęła
mnie trochę bardziej w tym kierunku - bo dziś chodziłbym bez ręki.
Więc uwaga do wszystkich, którzy tak rzucają kamieniami na
zdraadzających - czasami warto się zastanowić czy na tyle znamy
samych siebie, że jesteśmy pewni, iż nigdy sami tego nie
zrobilibyśmy.
Obserwuj wątek
    • facettt dawaj mi tu ich :) 30.01.09, 09:30
      risteard napisał:
      > Więc uwaga do wszystkich, którzy tak rzucają kamieniami
      na zdradzających .

      Dawaj mi tu tych rzucajacych kamieniami na zdradzajacych :)

      Ja na tym forum pelnie role dyzurnego oficera od lania tych
      lajdakow (rzucajacych kamieniami) po lbach :)
    • ygawa81 Re: Zdrada: kto jest bez winy niech pierwszy rzuc 30.01.09, 09:54
      prawda taka : znamy się na tyle na ile nas sprawdzono.
      Pozdrawiam
      • ca-ti Re: Zdrada: kto jest bez winy niech pierwszy rzuc 30.01.09, 11:46
        Jestem zdania, że w przypadku wątpliwości czy coś jest dobre czy
        złe, warto zapytać siebie czy chciałbym, żeby ten czyn był
        powszechnie obowiązującą normą.
        Mamy tendencje zarówno do tego aby surowiej oceniać innych, jak i
        łagodniej samych siebie. Stąd bierze się Twój relatywizm - nie rzucę
        kamieniem, bo kto wie czy sam nie byłbym zdolny do zdrady...
        Ale to czy Ty, ja lub ktokolwiek inny byłby zdolny do zdrady czy też
        nie, nie ma żadnego znaczenia w przypadku oceny moralnej samego
        czynu. Zdrada jest złem sama w sobie. Nie można dopatrzeć się
        niczego dobrego w akcie zdrady, choć oczywiście można wziąć pod
        rozwagę "okoliczności łagodzące", takie jak kontekst sytuacji,
        niedoskonałość natury ludzkiej etc.
        Można - i należy! - powstrzymać się od rzucania kamieniami w
        zdrajcę, ale nie należy tego mylić z przyzwoleniem, obojętnością,
        akceptacją wreszcie. Bo to rodzi kolejne zło.
        • annazesnu Re: Zdrada: kto jest bez winy niech pierwszy rzuc 30.01.09, 12:28
          Tak, jak najbardziej tak.
        • jan_stereo Ca-ti 30.01.09, 23:26
          a kto Ci powiedzial/nauczyl ze zdrada jest czyms zlym, jak powyzej prawisz, mozna cos szerzej bo mam wrazenie, ze nie do konca przeniknelas prawdy moralne, o ile ma to cos wspolnego z moralnoscia i zlem/dobrem...
          • ca-ti Re: Ca-ti 01.02.09, 22:33
            jan_stereo napisał:

            > a kto Ci powiedzial/nauczyl ze zdrada jest czyms zlym, jak powyzej
            prawisz, moz
            > na cos szerzej bo mam wrazenie, ze nie do konca przeniknelas
            prawdy moralne, o
            > ile ma to cos wspolnego z moralnoscia i zlem/dobrem...



            Nie wiem kto mnie nauczył, ze zdrada jest złem. Możliwe, że po
            prostu już tego nie pamiętam. Ale mam to przekonanie w sobie.
            Zdrada jest czymś nikczemnym, więc nie może być dobra. I w tym
            sensie ma wiele wspólnego z moralnością.
    • n.i.p.69 Re: Zdrada: kto jest bez winy niech pierwszy rzuc 30.01.09, 12:25
      ... miałem w swoim zyciu sytuację pasujacą chyba do Twojego pytania..... siódmy
      rok po ślubie, jedno dziecko... dopada nas kryzys, w maszym mąłżeństwie pojawia
      sie najpierw przyjaciółką zony(wolna, bardzo atrakcyjna) nie ukrywam,
      flirtowanie z nią (oczywiscie w granicach norm!) dawało mi wiele przyjemnosci i
      okazji do "dowartosciowania" sie tym bardziej, ze ona pięknie w to wchodziła, w
      tym momencie pojawia sie w naszym zyciu "kolego z pracy' małzonki(żonaty,
      dzieciaty, ale też "wielki" artysta plastyk)... w ramach "przyjaźni" przekonuję
      moja małżonkę, ze ja sypiam z Jej, przyjaciołką, to staje sie dla Niej idealnym
      pretekstem do romansu z nim i oczywiscie przyprawia mi rogi. wtedy też oriętuje
      się, że podejrzenia mojej zdrady były bezpodstawne, wiec próbuje naprawić,
      oczywiscie post factum! ten "błąd"....i przy usilnej współpracy przyjaciółki,
      ktora za "przyzwoleniem" Żony próbuje wpakować mi sie do "łóżka"... w bardzo
      róznych miejscach i sytuacjach, włacznie z kilkudniowym wyjazdem na ktory to
      jakims pechem moja zona nie dojechała....... oczywiscie wierny swoim zasadom i
      zonie oraz nieświadomy spisku i romansu mojej małżonki
      nie pozwalam sie sprowokować, co sprawia, ze Żona wymięka i przyznaje sie do
      zdrady. Dzis jestesmy bardzo szczęśliwym małżeństwm po przejściach, ja
      paradoksalnie ufam zonie, jak nigdy wczesniej, za to Ona pewnie ma lęk, ze
      przyprawie Jej rogi.... ale nie mam zamiaru tego robić, bo Ją kocham i wiem też
      jak ciezko jest z tymi rogami życ!

      ... przepraszam za styl, ale zasadniczo nie lubie pisac o sobie, a ten temat
      jest szczególnie trudny.
      • risteard Re: Zdrada: kto jest bez winy niech pierwszy rzuc 30.01.09, 12:45
        No stary, to już prawdziwa intryga...
        • megg2003 Re: Zdrada: kto jest bez winy niech pierwszy rzuc 30.01.09, 12:57
          Nic z tego nie pojmuję. Nie widze tu żadnej logiki. To chyba jakaś naciągana
          historia...
    • moon_witch Biedny zdradzajacy- dostal kamieniem w leb. 30.01.09, 13:13
      To chraboczace lozko bylo taka pokusa, a pozniej byl kamien w leb
      nawet jak w Islamie. I za co?
      • risteard Zdrada a ocena cd... 30.01.09, 13:42
        >>ca-ti 30.01.09, 11:46
        Ale to czy Ty, ja lub ktokolwiek inny byłby zdolny do zdrady czy też
        nie, nie ma żadnego znaczenia w przypadku oceny moralnej samego
        czynu. Zdrada jest złem sama w sobie. Nie można dopatrzeć się
        niczego dobrego w akcie zdrady<<<

        O ile z moralnego punktu widzenia oceniamy zdradę jako oczywiste
        zło, o tyle winniśmy okazać wstrzemięźliwość w ocenie drugiego
        człowieka. Na tym forum przeważa jednak inny trend. Wystarczy
        przyjrzeć się dowolnemu wątkowi w którym ktoś skarży się na to, że
        został zdradzony (np. jeden z ostatnich - "mój mąż zaangażował się w
        związek" - kkobietka (forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
        f=210&w=89294979&a=89294979), a już sypią się oskarżenia o podłość,
        brak uczuć wyższych, syndrom wieku dojrzałego, leczenie kompleksów,
        przedłużanie penisów itp... - nie pod adresem samego aktu zdrady,
        ale osoby właśnie.
    • jurek.powiatowy Re: Zdrada: kto jest bez winy niech pierwszy rzuc 30.01.09, 14:08
      (rzuca kamieniem)
      • facettt a Kuba Wojewodzki 30.01.09, 15:14
        rozbija Ci ten kamien na lbie :)
        • jurek.powiatowy Re: a Kuba Wojewodzki 30.01.09, 23:14
          no skoro tak mówisz
      • jedenon Re: Zdrada: kto jest bez winy niech pierwszy rzuc 02.02.09, 14:43
        nie trafiłeś.
    • solaris_38 Re: Zdrada: kto jest bez winy niech pierwszy rzuc 30.01.09, 22:02
      zgadzam się w tej kwestii z Herbertem
      "gdyby nas piękniej kuszono ... "
      • jan_stereo Re: Zdrada: kto jest bez winy niech pierwszy rzuc 30.01.09, 23:27
        solaris_38 napisała:

        > zgadzam się w tej kwestii z Herbertem
        > "gdyby nas piękniej kuszono ... "

        lubisz reklame czy tez raczej wlasne potrzeby ?
    • naprawdetrzezwy Fajny, długi wywód prowadzący do wniosku: 31.01.09, 00:36
      risteard napisał:

      > bo w
      > samej rzeczy zdrada jest czynem obrzydliwym.

      Nagadałeś się by stwierdzić, że większość postępuje prawidłowo:

      risteard napisał:

      > a
      > następnie cała rzesza forumowiczów na ogół potępia winowajcę
    • rayenne Ależ proszę uprzejmie: łuuuuuuuup 01.02.09, 22:12
      Rzuciłam kamieniem :))) Od dziewiętnastu lat (czyli od 1 roku
      studiów) jestem z jednym facetem, od 12 jesteśmy małżeństwem, po
      drodze jakieś dzieci sie przyplatały :)))) jakiś jamnik; nigdy go
      nie zdradziłam i nie zamierzam. Jest wspaniałym przyjacielem,
      najbardziej seksownym facetem na świecie (i wcale nie muszę
      fantazować o jakichś tam Clooneyach :) ), jestem w nim wciaż
      szczęśliwie zakochana. Chce mi się do naszego wspólnego domu kupować
      kwiaty od babć na ulicach, lubię jak chrapie i gada głupoty przez
      sen, i zostawia talerzyki ze skórką po melonach pod ulubionym
      fotelem (tylko jak mam PMSa to klasyka :))))))))) .
      Nie potrafiłabym go zdradzić, bo zdrada poniża zarówno zdadzającego
      jak i zdradzanego. Jestem beznadziejnie staromodna niestety i
      uważam, że w związku równie fajne jest to, z czego na jego rzecz
      trzeba zrezygnować (to buduje charakter i daje siłę, czyli mnie
      zmienia). Nie wierzę w budowanie jakichkolwiek relacji, które
      zaczynają się od asertywnych negocjacji w duchu "walcz o
      siebie" "poznaj swoje potrzeby" "żyj według własnego uznania".
      Buziaki for all :)))
      • pomdetersote Re: Ależ proszę uprzejmie: łuuuuuuuup 01.02.09, 23:05
        że w związku równie fajne jest to, z czego na jego rzecz
        > trzeba zrezygnować (to buduje charakter i daje siłę, czyli mnie
        > zmienia). Nie wierzę w budowanie jakichkolwiek relacji, które
        > zaczynają się od asertywnych negocjacji w duchu "walcz o
        > siebie" "poznaj swoje potrzeby"

        Do jego pierwszej zdrady, kryzys wieku średniego, kryzys pierwszych 5 lat lub
        jakikolwiek inny i wtedy się zorientujesz, że nie masz nic.
        • rayenne :) 02.02.09, 23:10
          E tam. po pierwsze nie zawsze kryzys wieku średniego to zdrada,
          gdybym tak myślała to w życiu nie wychodziłabym za mąż, najdroższa
          (w myśl zasady, lepiej się położę, bo na pewno upadnę - i tak bym
          sobie leżała do dziś). Wierzę w mojego męża. A sama mam niezłomne
          zasady, którym jestem wierna,wartości, które są dla mnie ważne
          (uczciwość, szczerość, prawdomówność, wierność i zaufanie). Jeśli to
          mam, to mam siebie (i to się sprawdza w każdej płaszczyźnie życia -
          i zawodowej, i towarzyskiej i sąsiedzkiej i rodzinnej) Innej siebie
          bym chyba nie lubiła. Sadzisz że to jest to "nic"?
          Pozdrawiam nocnie,
          PS. Mamy już za sobą nie 5 ale 20 lat :))) Kryzys wieku średniego
          poszedł w sporty ekstremalne - a mój w 2 studia (czysto
          hobbystycznie już robione) kiele 40 :))
    • cara.mordsith Re: Zdrada: kto jest bez winy niech pierwszy rzuc 01.02.09, 22:55
      Ja powiem otwarcie - jestem w ziązku ale pojęcia nie mam, co się wydarzy, jeżeli odezwie się znów pewien ktoś... Tzn, jeżeli da znak życia zostanie odesłany do diabła, ale wolę nie ryzykowac spotkania. Nie wiem co będzie i nie chcę sprawdzać. Mniesza o mnie, facet, z którym jestem, nie zasługuje na to, żeby zostac zdradzonym. (Ale jeśli to on mnie zdradzi... Hmmm... tu nie dam nawet skrawka paznokcia, że nie odpłace mu pięknem za nadobne... wbrew temu, co pisałam kiedyś tam).
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka