tiffyy
16.02.09, 14:18
To mój pierwszy post na jakimkolwiek forum , jednak stwierdzam,że musze
poprosic o rade kogos obiektywnego,kto bezposrednio nie zna mnie ani osoby
ktorej to dotyczy.
Otóż od roku i kilku miesiecy jestem w zwiazku. Ja 21 lat on 26.Na poczatku
jak to zwykle na poczatku bywa było dobrze , zdarzaly
sie oczywiscie sprzeczki ale komu sie to nie zdarza, po pewnym czasie oboje
stwierdzilismy,że łączy nas cos na tyle "ciekawego", że miło by było darzyć
do czegos poważniejszego. Coraz bardziej zblizalismy sie do siebie. Niestety
ostatnio od jakiegos miesiaca jest źle.On stworzył jakiś mur zaczął się ode
mnie odsuwać, skonczyly sie wspolne wyjscia ze znajomymi jesli juz to
osobno, ja ze swoimi on z ludzmi z ktorymi mieszka.Wczesniej widywalismy sie
dzien w dzien teraz co 3 moze 4 dzien znajduje chwile zeby wpasc do mnie.
Rozmowy nie pomagały na kazda moja probe pogadania slyszalam odpowiedz" nie
chce mi sie teraz o tym gadac", albo " wyluzuj przeciez nic sienie dzieje".
Obiecuje ze sie odezwie zebym sie nie martwila nie odzywa sie.Kiedyś wzor
spokoju i opanowania teraz na kazda moja drobna uwage reaguje zloscia,
kiedy nie wytrzymuje i widzi ze mam juz łzy w oczach wpada w irytacje, kazda
klotnia konczy sie tekstem typu " koniec z nami" a po 2 dniahc przychodzi i
zachowuje sie jakby nic sie nie stało. Ja od niedawna mieszkam sama
wyprowadzilam sie od rodzicow mam wlasne mieszkanie, jescze pare miesiecy
temu strasznie sie cieszylismy na moment kiedy wreszcie bedziemy mieli jakies
miejsce tylko dla siebie. Byłam ostrożna bo wg mnie to za krotki zwiazek aby
podejmowac tak wazne decyzje jak wspolne zamieszkanie , ale on sugerowal z e
i tak bedzie u mnie pomieszkiwal . Kiedy wreszcie sie wyprowadzilam , siedze
ciagle w 4 pustych scianach kiedy on szaleje po klubach ze znajomymi. jesli
juz nadazy sie okazja ze spedzimy ze soba 3 dni z rzedu to kolejne kilka
dni mowi ze potrzebuje pobyc "sam" ( pisze "" bo tak naprawde siedzi wtedy w
domu ze wspollokatorami).Nie potrafie go zrozumiec. Z jednej strony zachowuje
sie w ten sposób z drugiej twierdzi ze mnie kocha i chce ze mna być. Jednego
dnia wydaje sie zalowac swojego postepowania , mowi ze postara sie aby juz
bylo dobrze ze poswieci mi wiecej czasu i uwagi drugiego kiedy do niego
przychodze czuje ze jestem niemile widzianym gosciem i slysze ze chcial miec
ten dzien wylacznie dla siebie.Mam wrazenie z e nie wie czego chce , twierdzi
ze boi sie utracic swojej niezaleznosci , ale wczesniej jakos tego sie nie
bal. Widze ze chcialby byc z potulna dziewczynka ktora bedzie grzecznie
czekala az raczy okazac jej zainteresowanie , ale doskonale wie ze ja taka
nie jestem .Nie mam pojecia o co w tym wszystkim chodzi . jednego jestem pewna
na 100% nie chodzi o inna kobiete ani o zadna zdrade.
Oczywiscie ja tez nie jestem swieta , w momencie kiedy zaczal sie odsowac
stalam sie bardzo zaborcza i wiecznie robilam sceny zazdrosci, mysle ze to
byla reakcja na strach przed calkowitym oddaleniem sie od siebie im
bardziej on sie oddalal tym bardziej ja naciskalam. Tyle ze ja potrafie
zauwazyc swoje bledy , pracuje nad soba , co jest ciezkie glownie dlatego iz
jestem bardzo emocjonalna i wrazliwa, ale staram sie i probuje mu to
udowodnic. Kiedy on potrafi jedynie stwierdzic ze mnie kocha ze chce ze mna
byc ale juz nie potrafi badz tez nie chce sie starac.Odsunął mnie od siebie
i czuje sie jakbysmy w naszym zwiazku cofneli sie o kilka miesiecy. Probowałam
już niezliczonych zagrywek ( co rowneiż mnie wkurza bo nie uwazam aby zwiazki
i uczucia byly gra w karty ) olewanie , staranie sie , po dobroci , krzykiem
, cierpliwoscia wszystko na nic. mam wrazenie ze to jakiegos rodzaju sadyzm
psychiczy.
Ale naprawde bardzo mi zalezy zeby zrozumiec o co chodzi wiec bardzo prosze
moze ktos wie , jak to sie stalo ze niepoznaje wlasnego faceta ze jest
zupelnie inna osoba. Co siedzi mu w głowie , czy mam jeszcze jakies opcje zeby
to ratować?
Z gory zaznaczam ze za rady typu " kopnij go w dupe " dziekuje . Gdybym
wybrala ta opcje nie zawracalabym glowy nikomu na forum a to zrobila .
Poprostu nie chce pewnego dia żalować ze nie zrobilam wszystkiego co moglam
aby ratować to co jest / było miedzy nami.