najlepszy.piesu
05.03.09, 22:10
Ja i moje ordzenstwo mamy taki problem, ze bylismy wychowywani w bardzo
restrykcyjny sposob, kontrola na kazdym kroku, brak zaufania itp. No i w
doroslym zyciu skutkuje to niska samoocena i tego konsekwencjami.
Teraz czesto nasi rodzice pytaja nas, czemu mamy problemy w zyciu- natury czy
to osobistej ( nieudane zwiazki lub ich brak) czy zawodowym ( brak stalej
dobrej pracy albo z kolei praca bardzo absorbujaca i brak satysfakcji). Nie
robimy tego, co lubimy, nie bierzemy wiele z zycia, przez wlasnie lek, niska
samoocene, brak wiary w siebie itp.
Moge z tym walczyc, probowac to przebudowywac- ale nie zmienia to faktu, ze to
dziecinstwo w nas jakos siedzi. Kocham swoich rodzicow i moje rodzenstwo
rowniez- ale takze mamy to im jakos za zle.
Teraz powiem o sobie- postanowilem wybaczyc rodzicom te problemy z
dziecinstwa, kiedys zwyklem im to wygadywac, obwiniac ich, ale to slepa
uliczka- pomijajac fakt, ze wywoluje to u mnie wyrzutu sumienia.
Jednak gdy rodzice zaczynaja mnie obwiniac o moje niepowodzenia zyciowe i
mowic mi, ze ja nie chce czegos tam (sukcesu, dobrej pracy, zony itp) to
zdarza mi sie znowu wejsc na pole minowe i im wygarnac, ze nie powinni mnie
obwiniac bo mnie sami takiego skreowali.
No i do sedna- rodzice sa strasznie obruszeni takim mowieniem, czuja sie
skrzywdzeni, niedocenieni, czuja jakas zdrade, niewdziecznosc itp. Mowia, ze
przesadzam (ja czy rodzenstwo), ze to nasza wina a oni na nas dawno nie maja
wplywu ( choc jakos tam maja- ale powiedzmy, ze moge sie zgodzic z tym).
Jednakze domagaja sie deklaracji, ze dziecinstwo bylo ok i wyrzeczenia sie
pretensji.
Rozumiem ich, bo nie chca sie czuc jak zli rodzice- ale z drugiej storny
domagaja sie po prostu nieprawdy. I jestem w rozterce- czy mam im przyznac
racje- dla swietego spokoju czy nie wiem- i przyznac ze jestem zadowolony ze
sposobu wychowania i ze to ja jestem winien wszystkiemu co zle w moim zyciu-
ale to nie jest prawda, a na klamstwie nie da sie chyba nic zbudowac?
Zarazem czuje sie zle, jak wyrodny syn, gdy im wygaduje albo w ogole gdy
upieram sie przy tym, ze wychowanie nie bylo ok.
Nawet bylbym sklonny juz przyjac ta pierwsza opcje, nawet wrecz wmowic sobie,
ze wszystko bylo ok- ale tu ida konsekwencje, ze rodzice domagaja sie ode mnie
roznych rzeczy- dopytuja kiedy znajde lepsza prace, kiedy zona, kiedy dam im
wnuki, i zaczynaja sie rzeczy typu wlasnie- oskrazanie mnie, ze nie chce nic
osiagnac, ze jestem leniwy, niezaradny itp- i historia zaczyna sie od nowa.
Wiec wybor jest naprawde dretwy- albo uznac ze jestem nieudacznikiem albo z
kolei tkwic w tym kole oskarzen.
Jakie wyjscie?