Dodaj do ulubionych

relacje z rodzicami

05.03.09, 22:10
Ja i moje ordzenstwo mamy taki problem, ze bylismy wychowywani w bardzo
restrykcyjny sposob, kontrola na kazdym kroku, brak zaufania itp. No i w
doroslym zyciu skutkuje to niska samoocena i tego konsekwencjami.
Teraz czesto nasi rodzice pytaja nas, czemu mamy problemy w zyciu- natury czy
to osobistej ( nieudane zwiazki lub ich brak) czy zawodowym ( brak stalej
dobrej pracy albo z kolei praca bardzo absorbujaca i brak satysfakcji). Nie
robimy tego, co lubimy, nie bierzemy wiele z zycia, przez wlasnie lek, niska
samoocene, brak wiary w siebie itp.
Moge z tym walczyc, probowac to przebudowywac- ale nie zmienia to faktu, ze to
dziecinstwo w nas jakos siedzi. Kocham swoich rodzicow i moje rodzenstwo
rowniez- ale takze mamy to im jakos za zle.
Teraz powiem o sobie- postanowilem wybaczyc rodzicom te problemy z
dziecinstwa, kiedys zwyklem im to wygadywac, obwiniac ich, ale to slepa
uliczka- pomijajac fakt, ze wywoluje to u mnie wyrzutu sumienia.
Jednak gdy rodzice zaczynaja mnie obwiniac o moje niepowodzenia zyciowe i
mowic mi, ze ja nie chce czegos tam (sukcesu, dobrej pracy, zony itp) to
zdarza mi sie znowu wejsc na pole minowe i im wygarnac, ze nie powinni mnie
obwiniac bo mnie sami takiego skreowali.

No i do sedna- rodzice sa strasznie obruszeni takim mowieniem, czuja sie
skrzywdzeni, niedocenieni, czuja jakas zdrade, niewdziecznosc itp. Mowia, ze
przesadzam (ja czy rodzenstwo), ze to nasza wina a oni na nas dawno nie maja
wplywu ( choc jakos tam maja- ale powiedzmy, ze moge sie zgodzic z tym).
Jednakze domagaja sie deklaracji, ze dziecinstwo bylo ok i wyrzeczenia sie
pretensji.
Rozumiem ich, bo nie chca sie czuc jak zli rodzice- ale z drugiej storny
domagaja sie po prostu nieprawdy. I jestem w rozterce- czy mam im przyznac
racje- dla swietego spokoju czy nie wiem- i przyznac ze jestem zadowolony ze
sposobu wychowania i ze to ja jestem winien wszystkiemu co zle w moim zyciu-
ale to nie jest prawda, a na klamstwie nie da sie chyba nic zbudowac?
Zarazem czuje sie zle, jak wyrodny syn, gdy im wygaduje albo w ogole gdy
upieram sie przy tym, ze wychowanie nie bylo ok.

Nawet bylbym sklonny juz przyjac ta pierwsza opcje, nawet wrecz wmowic sobie,
ze wszystko bylo ok- ale tu ida konsekwencje, ze rodzice domagaja sie ode mnie
roznych rzeczy- dopytuja kiedy znajde lepsza prace, kiedy zona, kiedy dam im
wnuki, i zaczynaja sie rzeczy typu wlasnie- oskrazanie mnie, ze nie chce nic
osiagnac, ze jestem leniwy, niezaradny itp- i historia zaczyna sie od nowa.

Wiec wybor jest naprawde dretwy- albo uznac ze jestem nieudacznikiem albo z
kolei tkwic w tym kole oskarzen.

Jakie wyjscie?
Obserwuj wątek
    • dekadencja1 Re: relacje z rodzicami 05.03.09, 22:19
      >Wiec wybor jest naprawde dretwy- albo uznac ze jestem
      >nieudacznikiem albo z
      >kolei tkwic w tym kole oskarzen.
      Święte słowa, taki wybór jest naprawde dretwy. Poszukaj nowych
      wyborów. Takich wyborów, o ktorych bedziesz mogł z pełnym
      przekonaniem powiedzieć że są Twoimi wyborami.
      • pawulec Re: relacje z rodzicami 05.03.09, 22:25

        Nie przeczytałem postu i jak byś mógł tak streścić w dwóch słowach - it would be
        great.
        • najlepszy.piesu Re: relacje z rodzicami 05.03.09, 22:31
          w kilku slowach- kloce sie z rodzicami, poniewaz oni uwazaja ze mnie fajnie
          wychowywali a ja uwazam, ze nie- a klotnie wynikaja z tego, zeoni mnie obwiniaja
          o porazki jakie sie zdarzaja w zyciu a ja mowie im, ze jest to m.in efektem
          skrzywienia psychiki ( niskiej samooceny) wyniklej z wychowania, co ich oburza i
          uwazaja, ze jestem wyrodnym synem tak mowiac.
          • pawulec Re: relacje z rodzicami 05.03.09, 22:42
            > w kilku slowach- kloce sie z rodzicami, poniewaz oni uwazaja ze mnie fajnie
            > wychowywali a ja uwazam, ze nie- a klotnie wynikaja z tego, zeoni mnie obwiniaj
            > a
            > o porazki jakie sie zdarzaja w zyciu a ja mowie im, ze jest to m.in efektem
            > skrzywienia psychiki ( niskiej samooceny) wyniklej z wychowania, co ich oburza
            > i
            > uwazaja, ze jestem wyrodnym synem tak mowiac.

            do dwóch nie policzyć?

            ale do cioci ani babci Cię nie oddawali na wychowanie?
            bo to dopiero skrzywia psychikę
      • najlepszy.piesu Re: relacje z rodzicami 05.03.09, 22:28
        Tak, wyboru dokonalem jakis czas temu- jak mowie przez pewien okres zylem
        sfrustrowany i pelen zalu do rodzicow i im to wygarnialem i ciagle wypominalem,
        az uznalem, ze to zle i dla mnie i dla nich.
        Postanowilem im wybaczyc, zapomniec, pokochac z ich brakami, wziac sie za
        siebie. Jednak to nie jest proste- bowiem jak mowie, pod wieloma rzeczami mi sie
        w zyciu nie uklada- glownie z powodu mojego tchorzostwa ( zeby nie bylo
        nieporozumienia- ja w pracy czy w urzedzie potrafie wywalczyc wszystko i radze
        sobie, chodzi o to, ze nie korzystam z okazji by brac- awanse, kobiety- po
        prostu podswiadomie uwazam, ze mi sie nie nalezy i musze z tym walczyc).

        No i rodzice to oczywiscie widza i probuja mi "pomagac"- a pomoc polega na
        starych srodkach z dziecinstwa- porownywaniu mnie do innych "lepszych",
        zarzucaniu mi ze nie maja ze mnie pociechy ani pozytku, oskarzaniem o lenistwo,
        brak dobrej woli itp.
        Chyba mysla, ze mnie w ten sposob motywuja- nie wiem tak naprawde po co takie
        gadki. Nie wspomne podsmiewania sie, ignorowanie moich potrzeb ( podam przyklad-
        od dziecinstwa interesowalem sie gra na pianinie, nigdy nie chcieli mi kupic
        nawet najtanszego, bo uwazali ze to glupie hobby- gdy jako dorosly sobie kupilem
        za zarobione pieniadze to byly jakies dziwne pretensje, ze wyrzucam pieniadze w
        bloto a powinienem oszczedzac).
        Wiec znowu zaczyna sie to samo i w kolko.
        • giemika Re: relacje z rodzicami 05.03.09, 23:23
          Wydaje mi się, że prawda pewnie leży po środku. Ani wpływ rodziców na Twoje obecne życie nie jest tak wielki jak myślisz, ani Ty nie jesteś takim nieudacznikiem jak się przedstawiasz. Z pewnymi cechami charakteru się rodzimy, inne są kształtowane przez wychowanie... Myślę, że problemem na chwilę obecną nie jest szukanie winnych obecnego stanu rzeczy, ale odpowiedź na pytanie, czy on Cię satysfakcjonuje. Jeśli tak, to wara wszystkim od Twoich wyborów, a jeśli nie to zrób coś by to zmienić. Obwinianie rodziców to jak płakanie nad rozlanym mlekiem. Nie przynosi niczego dobrego ani Tobie, ani im. Jeśli możesz zapytaj osoby obiektywnej co o tym sądzi. I nie zwalaj wszystkiego na niską samoocenę. Nie wierzę byś nie miał żadnych zalet...
          • najlepszy.piesu Re: relacje z rodzicami 05.03.09, 23:37
            Nie, ja znam swoje zalety, moja niska samoocena to raczej kwestia pewnych
            glownie podswiadomych oporow, bo swiadomie znam swoja wartosc.
            Jednak tu nie chodzi o obwinianie rodzicow- bo ja juz przyjalem, ze chociaz
            czesciowo sa jakos odpowiedzialni- to jednak do mnie nalezy praca nad soba a nie
            do nich.
            Chodzi o to, ze rodzice domagaja sie ode mnie deklaracji, ze byli dobrymi
            rodzicami, w sensie ze nie popelinili bledow wychowawczych, po prostu zebym
            "odszczekal" wszystkie oskarzenia.

            Szkoda mi ich ale tez mnie to wkurza.
            Rozumiem, ze dla nich to koszmar zyc z latka zlego rodzica- ale zarazem dlaczego
            mam zaklamywac przeszlosc, dla dobra sprawy?



        • nienill Re: relacje z rodzicami 06.03.09, 14:37

          > Postanowilem im wybaczyc, zapomniec, pokochac z ich brakami,
          nie da sie "postanowic" takich rzeczy

          pewnie to wyglada na czepianie sie slowek

          ale wierz mi: przerabialam to co tu opisujesz i jedyne do czego doszlam to fakt,
          ze takie manewry to mozna odbywac najwyzej w teorii, a nie w praktyce

          a Ci, ktorzy uwazają, ze im sie to w realu udalo, są jeszcze bardziej chorzy i
          skrzywieni niż byli na poczatku tej drogi


          nic nie prowadzi do tak fatalnych skutkow jak wyparcie i oszukiwanie samego siebie
    • niebieskoszary Re: relacje z rodzicami 05.03.09, 23:37
      wbrew pozorom wybor jest bardzo prosty.

      to jest taka zagadka logiczna. sam jestes rodzicem wiec z definicji masz wladze
      nad swoim dzieckiem. pytanie - jak bys ta wladze wykorzystywal? czy bys swoje
      dzieci kontrolowal, dawal im jakies nieracjonalne/arbitralne
      ograniczenia/porownywal do innych itp. dlaczego ty nie jestes taki
      chudy/gruby/elokwenty/wysoki/wysportowany/inteligenty/dobrze sie uczysz jak twoj
      kolega X? wychowanie polega na tym zeby go nie bylo widac. wiec jak ktos mowi
      'rodzice wychowali mnie na ...' no to juz widac ze cos jest baaardzo nie tak.
      hodowac to mozna psa.

      tak jak w pracy - szef ma wladze nad pracownikami ale cala sztuka polega na tym,
      zeby nie dawal tej wladzy nikomu odczuc. nie moze powiedziec 'ja tak chce wiec
      tak musimy cos zrobic' tylko zawsze musi swoj pomysl uzasadnic. i sam na tym
      zyskuje, bo szef nie zawsze ma racje, wiec w jego interesie jest zeby pracownicy
      sie go nie bali tylko podawali wlasne pomysly.

      wiec w twoim przypadku - czy twoi rodzice naduzywali wladzy? jezeli odpowiedz
      jest na tak, to kolejne pytanie - co zamierzasz z tym zrobic. czego od nich
      teraz oczekujesz? czy myslisz ze oni sie zmienia?

      zawsze mozna o cos walczyc albo powiedziec fuck it i zostawic to. gdy szef jest
      zly to sytuacja jest prosta - mowisz fuck it i zmieniasz prace. dziewczyna cie
      zdradzila - fuck it i szukasz nowej. rodzice cie zdradzili - fuck it. na jakis
      czas. gdy teraz z nimi rozmawiasz to tak jak bys dalej uznawal ich wladze nad
      toba. a oni wykorzystuja ta wladze i dalej maja do ciebie rozne
      pretensje/oczekiwania. wiec ogranicz z nimi kontakty na pare miesiecy/lat rzeby
      sobie mogli wszystko przemyslec. pozniej ich znajomi/dalsza rodzina/ sami zaczna
      sie zastanawiac - ale jak to mozliwe ze syn z wami w ogole nie rozmawa? chyba
      cos jednak musialo byc nie w porzadku. tak samo jak - jak to mozliwe ze
      palestynczycy organizuja tyle zamachow przeciwko zydom. chyba ta druga strona
      tez nie jest ok.

      rodzicow sie nie wybiera ale to nie znaczy ze nalezy im sie podporzadkowywac do
      konca zycia.
      • najlepszy.piesu Re: relacje z rodzicami 05.03.09, 23:56
        Dotknales tutaj pewnej istotnej rzeczy- opinii innych.
        bo dzisiaj sprawa wybuchla w zwiazku z czyms takim- otoz moja siostra jest w
        zwiazku z rozwodnikiem i ciagle porownuje sie do jego ex zony i nie wierzy, ze
        tamten przestal ja kochac, zarzuca mu to, wyzywa byla zone itp- i potem ma
        wyrzuty sumienia, ze tak robi- i kilka dni temu w jegoo obecnosci " wygarnela"
        rodzicom, ze to przez ich wychowanie ma taka niska samoocene i nie wierzy w siebie.
        Rodzice sa bardzo poruszeni tym, ze przy obcym czlowieku takie sprawy zostaly
        poruszone i gdy dzis zadzwonilem ja tez uslyszalem pretensje w stylu " czego wy
        od nas wszyscy chcecie, co wam tak zle bylo w dziecinstwie, takimi zlymi
        rodzicami bylismy, juz mamy tego dosc, mieliscie dobre dziecinstwo, wychowalismy
        jak moglismy i probujecie na nas zwalac wszystko".
        W czym jest nieco racji- no bo takie obwinianie jest i nieprzyjemne i bezcelowe.
        Jednak rodzice przechodza w druga skrajnosc- skoro nie bylo bardzo zle to znaczy
        ze bylo bardzo dobrze. Ja juz nie chce im wygadywac, chcoiaz mnie dzis
        sprowokowali do tego znowu ( bo zaczeli sie czepiac do mnie mimo ze to z siostra
        mieli ta awanture).

        Ja juz od dawna jestem samodzielny- formalnie- teraz mieszkam za granica, wiec
        tym bardziej- ale mimo to mam wrazenie kontroli.
        chociaz musze przyznac, ze wywalczylem wiele i oni wiele ustapili- nie zagladaja
        mi juz tak mocno do kieszeni jak kiedys, jednak mimo to ciezko jest dojsc do
        porozumienia. No bo dzis w trakcie rozmowy rodzice chcieli jasnej deklaracji
        ode mnie, ze moja siostra nie miala racji i ze wychowywali nas dobrze tylko my
        teraz zle postepujemy i ich obwiniamy.

        Jak mowie, wmieszane jest w to wiele wyrzutow sumienia, nie moge zniesc mysli,
        ze moi rodzice maja byc gorsi niz inni, ze czuja sie zle- ale zarazem te mysli
        bja sie z tymi, ze jednak nie wszystko bylo w porzadku.

        Rodzice mowia mi, ze chcielby miec spokojna starosc a ze przez nas nie moga
        spac, ze chcieliby miec pocieche z nas a nie maja.

        Zarazem czuje tez jakas desperacje w nich- jakies poczucie porazki i bledow,
        mocno wypierane, jakby proby zaklinania rzeczywistosci. Szkoda mi ich przez to,
        bo moze wewnetrznie wiedza, ze cos bylo nie tak- i ich to boli tak jak i mnie-
        ale nie chca tego przyznac, bo to by oznaczalo dla nich naprawde mocny cios we
        wlasna samoocene.

        Musieliby przyznac, ze nie wywiazali sie z obowiazkow rodzicielskich, a poza
        byciem rodzicami sa oni szarymi zwyklymi ludzmi- bez jakichs spektakularnych
        osiagniec. Po prostu przecietni ludzie. Maja rodzenstwo- ktorego potomstwo jest
        czesto juz ustabilizowane, zonate/zamezne, z dziecmi i stala praca, a ja i moje
        rodzenstwo ciagle jakies problemy. Wiec rozumiem ich samopoczucie, a zarazem mam
        w duszy jakas perwersyjna satysfakcje, ze oto tak nas jak piszesz tresowali i
        teraz maja za swoje- ale tak myslac czuje sie okropnie.
        • niebieskoszary Re: relacje z rodzicami 06.03.09, 00:26
          ale to masz nawet ulatwiona sytuacje bo jak jestes za granica to nie musisz sie
          tak czesto z nimi kontaktowac.

          problem zreszta widac na tym forum - ktos ci pisze 'Nie przeczytałem postu i jak
          byś mógł tak streścić w dwóch słowach' a ty mu poslusznie odpowiadasz. to chyba
          jakis zart. masz zero szacunku do siebie. wiec w tym momencie na poczatek trzeba
          unikac ludzi ktozy maja na ciebie negatywny wplyw - w tym wypadku - rodzicow.
          powiedz im ze macie odmienne zdanie i nie zamierzasz tego w nieskonczonosc
          ciagnac. tak jak bys chcial przekonac muzulmanow ze ich wiara nie ma sensu -
          szkoda czasu i poza tym jaki mialbys zysk? jaki mialbys zysk z tego gdyby oni
          uznali - tak to jednak nasza wina. i tak by to nic nie zmienilo i by mogli miec
          pretensje o cos innego.

          i tak dalej. przestan z nimi walczyc to bedziesz miec energie na inne sprawy.

          stresc mi odpowiedz w dwoch slowach bo nie chce mi sie czytac o twoich
          nierozwiazywalnych problemach. jakie to beda slowa?
          • najlepszy.piesu Re: relacje z rodzicami 06.03.09, 00:34
            to podpucha?

            ktos pisal o dwoch slowach- wiec odpisalem w skrocie, bardziej na zasadzie-
            sprawdze czy mi sie uda- a nie ze az tak sluzalczy jestem:)

            Ja juz przestalem z nimi walczyc, naprawde, ale czasem dzwonie i w rozmowach te
            kwiatki wychodza. Tak jak dzis.


            Jeslibym mial strescic to byloby- chcialbym miec partnerskie relacje z
            rodzicami, a ciagle dla nich jestem chyba niesfornym dzieckiem ktore trzeba ukladac
            (choc w dziecinstwie nie bylem wcale niesforny, odwrotnie, wzorowy grzeczny uczen).
            • nienill Re: relacje z rodzicami 06.03.09, 14:51
              najlepszy.piesu napisał:

              >chcialbym miec partnerskie relacje z
              > rodzicami,

              a Twoi rodzice mają z kimkolwiek partnerskie relacje?

              bo moze dla nich to jest swiat calkowicie nieznany i w taki wypadku Twoje
              marzenie rownie dobrze mogloby przyjac postac "chcialbym, aby moi rodzice
              pojechali na wycieczke na marsa"
        • nienill Re: relacje z rodzicami 06.03.09, 14:47
          ale zdajesz sobie sprawe, ze wszystkie Twoje uczucia i wątpliwosci, ktore tu
          opisales, są normalne i adekwatne do sytuacji?
          i swiadczą o tym, ze pomimo tego wychowania, jestes i pozostales wrazliwym,
          uczuciowym czlowiekiem?

          to bardzo trudny i bolesny problem,
          ale nie traktuj tych swoich reakcji jak wadę, bo to niesamowita zaleta
          moze wtedy łatwiej Ci bedzie takze zaakceptowac ten stan rzeczy i szybciej
          odnaleźć jakąś rownowagę
        • leda16 Re: relacje z rodzicami 08.03.09, 18:24
          otoz moja siostra jest w
          > zwiazku z rozwodnikiem i ciagle porownuje sie do jego ex zony i nie wierzy, ze
          > tamten przestal ja kochac, zarzuca mu to, wyzywa byla zone itp...w trakcie rozmowy rodzice chcieli jasnej deklaracji
          > ode mnie, ze moja siostra nie miala racji i ze wychowywali nas dobrze tylko my
          > teraz zle postepujemy


          A wg. Ciebie siostra postępuje dobrze? Nie dość że rozpierdzieliła jakiejś kobiecie małżeństwo lub gorzej - rodzinę(!), to jeszcze bez powodu wiesza sobie pysk na tej kobiecie, jest o nią zazdrosna i nawet nie podejrzewa, że gostek wkrótce ją przestanie kochać, skoro będzie tak postępować. Nie wie bidusia, że "być w związku" to nie to samo co być żoną, albo może i wie, więc dlatego myśli, że wrzaskami i awanturami zdobędzie ślubną obrączkę ;). Nooo, rzeczywiście, ma rację tak się zachowując :). Gdy rozwodnik ją porzuci, też będzie miała pretensje do rodziców.


          sa oni szarymi zwyklymi ludzmi- bez jakichs spektakularnych
          > osiagniec.

          Pewnie na ludzi z osiągnięciami K.Pendereckiego i B.Tyszkiewicz, nie pozwolilibyście sobie skakać jak kozy na pochyłe drzewo. Myśl -"Są wyjątkowi, bo to moi rodzice" pewnie nigdy nie zaświtała w Twojej egocentrycznej, infantylnej mózgownicy. Spieprzyłeś od nich jak najdalej i jeszcze przez telefon życie im zatruwasz, "coś było nie tak". Ciekawe jaką Ty masz koncepcję wychowania własnych dzieci, swoich obowiązków ojcowskich (do których jakoś się nie kwapisz) co powinno "być tak"?
    • nienill Re: relacje z rodzicami 06.03.09, 14:30
      najlepszy.piesu napisał:

      > Nawet bylbym sklonny juz przyjac ta pierwsza opcje,
      ale ta pierwsza opca nie istnieje

      nawet jesli przez chwile bedziesz tlumił żal do rodzicow, to po pewnym czasie i
      tak wybuchniesz i wrocisz do punktu wyjscia
    • moon_witch Uzaleznienie....i komfort psychiczny 07.03.09, 11:04
      Ktory podwaza tzw. wyrzut sumienia.
      jestes juz dorsly pelnoletni czlowiek, a jednak stoisz jak male
      bezradne dziecko blisko twoich rodzicow i grzebiesz sie w tej
      powtarzaajcej sie sytuacji, kto ponosi wine, za to ze nie masz ani
      dobrej pracy ani zony:=)))za to i za 1000 innych spraw.

      Twoi rodzice wybrali inny model zyciowy, a ty wybrales model
      niskiego lotu.I widac on ci pasuje.

      sa terapie aktywne dla osob o niskim poczuciu wartosci i o tym ze
      wiele da sie zmienic na korzysc dla siebie o ile sie popracuje nad
      soba.
      Nigdy nie myslales skorzystac z takich terapii? Moze pomaga.
    • zlotyswit Re: relacje z rodzicami 07.03.09, 12:13
      Świetny przypadek potwierdzający drętwe i nad wyrost używanie słowa "wybaczam"
      zamiast np "pogodziłem się z tym", "toleruję"
      Potem kwestia wychowania zamiast "tresura".
      Rodzice zawsze chcą dobrze, nie wiń ich za to że im nie wyszło, zdarza
      się.Pretensję tego typu do rodziców za to że byli nadopiekuńczy uważam za
      niesprawiedliwe. Artysta mógł być do dupy lub/i materiał gó...any. Zdarza się.
      Powiedz rodzicom żeby Ci sami poszukali dziewczyny/pracy. Skoro tak bardzo
      kierowali Twoim życiem i mówisz że dalej to robią to czemu niczego Ci nie
      znaleźli ? Rozumiem że szkoły do których chodziłeś sami wybierali, czas poza
      szkolny także Ci wypełniali zmuszając do nauki rzeczy które cię nie interesowały?
      A może nie zmuszali tylko byłeś bezwolną kukłą i nie miałeś wyrobionego własnego
      zdania/charakteru by móc się sprzeciwić?
      • najlepszy.piesu Re: relacje z rodzicami 07.03.09, 13:57
        To nie takie proste. Trzeba znac glebiej sprawe by powieziec cos wiecej. Z
        pozoru owszem moze to wygladac na skamlenie nieudacznika, ktory sobie znalazl
        latwo winnych swej sytuacji i moze sobie ponarzekac jak chlop pod sklepem na wsi.

        Ale to nie tak. Moi rodzice, wlasciwie matka ( bo ojciec byl niemal nieobecny) w
        jakis sposob magiczny- bo jest osoba niewyksztalcona- ma talenty psychologiczne.
        Potrafila skutecznie szantazowac, emocjonalnie i doslownie, manipulowac.

        Co z tego, ze ja moglem sie sprzeciwiac i miec racje- bo buntowalem sie
        cholernie, ale zawsze potem mialem wyrzuty sumienia, bo matka twierdzila, ze
        jestem jej utrapieniem, ze ma ze mna meke panska, jakikolwiek sprzeciw to bylo
        oskarzenie mnie o to, ze jestem ciezarem oraz straszenie wlasna smiercia
        (niedlugo przeze mnie umrze/popelni samobojstwo/ dostamie raka itp).

        Poza tym jak mozna byc niezaleznym jak sie ma 16 lat? Rodzice maja kase i moc-
        poslali mnie do szkoly jakiej chcieli i ja mialem gowno do gadania- a poszedlem
        tam dlatego, bo to najlepsza szkola w okolicy i mozna sie byo pochwalic ze tam
        chodze- co z tego, ze wszyscy nauczyciele mowili mojej matce ze powinienem isc
        do liceum i na studia?
        Ja moglem sobie powiedziec nie pojde tam tylko tam?
        To takk bylo ze wszystkim- chce pianino- to sobie kup- wiadomo ze nie mam
        pieniedzy i sobie nie kupie- wiec sobie mozna pogadac.
        Jak sobie zarobilem na pianino to od razu matka zdecydowala, ze mi nie da na
        ubrania bo sobie zarobilem- wiedziala, ze chce kupic pianino i po to zarabiam-
        ale znowu szantaz- bedziesz chodzil z gola dupa i gral na pianinie albo mial
        kurtke na zime, twoj wybor.

        Jak mialem 5-6 lat to mnie i rodzenstwo matka straszyla, ze wygoni z domu-
        musielismy na kleczkach blagac o niewygonienie i pisac na kartkach obietnice
        poprawy. A za co grozilo wygnanie?
        Juz nie pamietam, ale pamietam wielle moich obietnich, chyba generalnie pisalem
        ze " sie bede sluchal mamy".

        No i bicie non stop- za "nieautoryzowane" zjedzenie cukierkow w barku, za odmowe
        zjedzenia serc wieprzowych, za czworke w szkole, za gadanie przed snem do siebie.


        Takie rzeczy mimo wszystko ksztaltuja podejscie do zycia w czlowieku na cale
        jego zycie i trzeba mocno pracowac i walczyc by sie tego pozbyc- kto tego nie
        widzi jest arogantem albo gllupcem.
        • najlepszy.piesu Re: relacje z rodzicami 07.03.09, 13:59
          dodam- z tym straszeniem.
          Otoz tam gdzie matka miala wladze to nie musiala straszyc- np miala kase i mogla
          zabrac. Ale gdy skonczylem 18 lat i mowilem na przyklad, ze zrobie cos nie po
          jej mysli, to wtedy pojawialo sie straszenie smiercia, samobojstwem itp. W
          sytuacjach, gdy nie mogla realnie nic zrobic.

          • moon_witch Dom wariatow. 07.03.09, 14:15
            Gdzie matka gra role glowna. Taka matke nalezaloby wysterylizowac
            zanim dzieci zaczela plodzic,zreszta to sprawa nie tylko twojej
            matki, wiele takich mamus.Przerazajacych!
            Ja ci radze zostawic to towarzystwo i zyc swoim zyciem, tak jak
            dlugo masz kontakt z nimi tak dlugo rozgrzebujesz stare bolesne
            rany, mozesz wpasc z powodu matki w chroniczna depresje. Zostaw
            tych ludzi swojemu losowi i nie miej z tego tytulu zadnych wyrzutow
            sumienia!
            • najlepszy.piesu Re: Dom wariatow. 07.03.09, 14:21
              Nie moge ich zoostawic, to w koncu rodzice i mimo wszystko ich kocham?

              A odnosnie tego, co mi sie udaje a co nie- powiem tak- do odludkow nigdy nie
              nalezalem, mam az za duzo przyjaciol/ znajomych, jestem szanowany, lubiany- wiec
              nie jestem jakims odtraconym przez narod.
              Ale zycie 1+1 czyli zwiazek z kobieta- tutaj porazka calkowita, mialem kilka
              nieudanych milosci, ale generalnie jestemm cale zycie sam i nie wiem, nie mam
              odwagi czy wiary w siebie?

              Zycie zawodowe- tu tez wiele znaczenia miala moja bezkompromisowa postawa-
              pracujac w korporacji ciagly bunt itp- ale to tez wynikalo chyba z przekory " ja
              kontra rodzice".
              skoro ja zawsze chcialem byc muzykiem a oni ( glownie matka) wpychala mnie w
              zycie " praca na 2 etaty i dobra materialne) to ja wrecz sabotujac samego siebie
              postanowilem- nie bede robil zadnej kariery.
              teraz gram duzo muzyki- ale prace mam choc latwo to w ogole nieambitna,
              nieadekwatna do moich mozliwosci- i wcale mi sie to nie podoba, niestety za malo
              wierze w siebie by wziac cos duzego- o ile by mnie wzieli- caly czas bym sie
              pewnie bal, ze jestemm za slaby i niedlugo mnie wywala, a tutaj chociaz czuje
              sie bezpiecznie?
              • agawa-10 Re: Dom wariatow. 07.03.09, 14:33
                Wiesz, przy tak skomplikowanych relacjach w rodzinie i po takich przeżyciach z
                dzieciństwa pomocny może być tylko psycholog. Ale DOBRY. Pomoże Ci się uporać z
                całym tym bagażem. I sam zaczniesz dostrzegać rozwiązania i lepiej radzić sobie
                w życiu.
                Warto dać sobie szanse.
              • horpyna4 Re: Dom wariatow. 07.03.09, 15:09
                Owszem, możesz ich "zostawić", czyli ograniczyć kontakty do minimum.
                I to jak najszybciej.
                Dlaczego?
                Dlatego, że jest ich dwoje - na razie. Mają siebie nawzajem i
                przyzwyczają się do braku Ciebie i Twoich problemów.
                Potem może być znacznie gorzej. Wyobraź sobie taką sytuację: ojciec
                umiera (statystycznie dość prawdopodobne, że umrze przed matką).
                Wtedy Twoje kontakty z matką będą musiały się stać nieco częstsze,
                ale już na TWOICH WARUNKACH, do których matka ZDĄŻY SIĘ PRZYZWYCZAIĆ.
                Jeżeli natomiast nic nie zmienisz w międzyczasie, to obecny czyściec
                zamieni się w piekło. Matka będzie Cię dręczyć gorzej, niż dotąd.
                A Ty nie będziesz mógł wtedy zerwać kontaktów, bo nie pozwoli Ci na
                to sumienie, nawet bez stosowania przez nią szantażu emocjonalnego.
                Tak więc ćwicz asertywność od zaraz. Być może ułatwi Ci to również
                zmianę dotychczasowego życia, zarówno pracy, jak i życia osobistego.
        • leda16 Re: relacje z rodzicami 08.03.09, 18:57
          Co z tego, ze ja moglem sie sprzeciwiac i miec racje- bo buntowalem sie
          > cholernie

          I co osiągnąłeś tym "cholernym buntowaniem"


          Potrafila skutecznie szantazowac, emocjonalnie i doslownie, manipulowac.


          Całe wychowanie sprowadza się właśnie do manipulowania dzieckiem, czasem trzeba również użyć szantażu. Bezstresowe wychowanie B.Spocka, zaufanie, tolerancja, bachor partnerem rodzica, już 20 lat temu czkawką się Amerykanom odbiło. Zdrowe relacje to takie, gdzie rodzice rządzą a dzieci słuchają. Partnerów mogą mieć w kolegach i w kochankach, nie w rodzicach. Zresztą żaden szef nie pozwoli sie traktować podwładnemu jak partner. Rodzice są szefami dzieci.

          poslali mnie do szkoly jakiej chcieli i ja mialem gowno do gadania- a poszedlem
          > tam dlatego, bo to najlepsza szkola w okolicy i mozna sie byo pochwalic ze tam
          > chodze- co z tego, ze wszyscy nauczyciele mowili mojej matce ze powinienem isc
          > do liceum i na studia?


          Jednak to rodzice dawali Ci jeść, nie nauczyciele. Teraz mieszkasz osobno. Cóż Ci przeszkadza w zrobieniu liceum i pójściu na studia?


          znowu szantaz- bedziesz chodzil z gola dupa i gral na pianinie albo mial
          > kurtke na zime, twoj wybor.


          W ciucholandzie można kupić zimową kurtkę za 10 zł. Zresztą czemu nie poprosiłeś o tą kurtkę ojca?


          ak mialem 5-6 lat to mnie i rodzenstwo matka straszyla, ze wygoni z domu-
          > musielismy na kleczkach blagac o niewygonienie i pisac na kartkach obietnice
          > poprawy. A za co grozilo wygnanie?
          > Juz nie pamietam


          Brzydko robiła, ale widocznie grzeczna prośba spływała po Was jak woda po kaczkach. O tym świadczyłby fakt, że pamiętasz Jej metody wychowawcze ale nie pamiętasz przyczyn ich zastosowania czyli własnego nieposłuszeństwa. Nie mów mi, ze grzecznie, cicho bawiące się dzieci, ni stąd ni z owąd chciała wygnać na ulicę ;).


          No i bicie non stop- za "nieautoryzowane" zjedzenie cukierkow w barku, za odmow
          > e
          > zjedzenia serc wieprzowych, za czworke w szkole, za gadanie przed snem do siebi
          > e.

          Uważasz, że mieliście prawo nie słuchać i samowolnie robić to, na co mieliście ochotę, wbrew woli rodziców? Czy biła by Was, gdybyście byli zdyscyplinowani i posłuszni? Przecież teraz też, gdy zlekceważysz polecenia szefa, zrobisz w pracy coś, czego Ci zabroni, też dostaniesz baty, w przenośni oczywiście, w sensie obcięcia pensji, a gdy sytuacja będzie się powtarzać, wywali Cię z roboty na zbity pysk. Szef nie dał Ci życia, nie utrzymywał do pełnoletniości, nie kształcił...Do głowy by Ci nie strzeliło, żeby miec do niego pretensje za słuszne działania. Wobec tego, dlaczego wobec rodziców przyjmujesz postawę roszczeniową, zatruwasz im spokój? Może dlatego, że to najbliżsi, nie kopną Cię w zadek? Albo dlatego, że już nie jesteś od nich zależny a ich uczucia masz gdzieś?
          • najlepszy.piesu Re: relacje z rodzicami 09.03.09, 10:33
            leda16 napisala:

            znowu szantaz- bedziesz chodzil z gola dupa i gral na pianinie albo mial
            > > kurtke na zime, twoj wybor.
            >
            >
            > W ciucholandzie można kupić zimową kurtkę za 10 zł. Zresztą czemu nie poprosiłe
            > ś o tą kurtkę ojca?

            Ojciec oddawal pieniadze matce- to proste. Jak w wielu rodzinach. I nie mial nic
            do gadania.(moze nie chcial?)




            >
            >
            > ak mialem 5-6 lat to mnie i rodzenstwo matka straszyla, ze wygoni z domu-
            > > musielismy na kleczkach blagac o niewygonienie i pisac na kartkach obietn
            > ice
            > > poprawy. A za co grozilo wygnanie?
            > > Juz nie pamietam
            >
            >
            > Brzydko robiła, ale widocznie grzeczna prośba spływała po Was jak woda po kaczk
            > ach. O tym świadczyłby fakt, że pamiętasz Jej metody wychowawcze ale nie pamięt
            > asz przyczyn ich zastosowania czyli własnego nieposłuszeństwa. Nie mów mi, ze g
            > rzecznie, cicho bawiące się dzieci, ni stąd ni z owąd chciała wygnać na ulicę ;
            > ).

            To co tu wypisujesz to jest po prostu skandal. Manipulacje i klamstwa. Co to za
            argument, ze to musialo byc cos powaznego skoro pamietam kare a nie pamietam
            przyczyny???
            Raczej nalezaloby chyba wnioskowac, ze to bylo cos blahego skoro nawet nie pamietam?

            i jazda po skrajnosciach- albo grzeczne cicho bawiace sie dzieci albo demolujace
            wszystko chuliganiaki ktore niehybnie trafia do poprawczaka. To ci powiem, ze ja
            miescilem sie, jak 90% dzieci, pomiedzy tymi dwoma skrajnosciami, choc
            zdecydowanie blizej tej pierwszej opcji.
            Ale coz, postraszenie wygnaniem z domu na pewno jest lepsze niz wychowanie
            bezstresowe. 6 letnie dziecko przeciez na pewno zdaje sobie sprawe, ze to tylko
            metoda wychowawcza, stosowana dla jego dobra. No nie?



            >
            >
            > No i bicie non stop- za "nieautoryzowane" zjedzenie cukierkow w barku, za odmow
            > > e
            > > zjedzenia serc wieprzowych, za czworke w szkole, za gadanie przed snem do
            > siebi
            > > e.
            >
            > Uważasz, że mieliście prawo nie słuchać i samowolnie robić to, na co mieliście
            > ochotę, wbrew woli rodziców? Czy biła by Was, gdybyście byli zdyscyplinowani i
            > posłuszni?


            Znowu skrajnosci, od sciany do sciany.
            Albo posluszny jak pies bez szemrania wykonujacy polecenia albo anarhista
            asocjalny. Co to za myslenie w ogole.

            Mniemam, ze pisala to osoba, ktora sama swoje dzieci tak traktuje/ traktowala.
            bo takich bzdur dawno nie czytalem. Po co ja w ogole z tym dyskutuje.
          • hazzard Re: relacje z rodzicami 19.03.09, 10:49
            a czy uważasz za normalne bicie dzieci z tak błahych powodów jak podjedzenie
            słodyczy czy gorszą ocenę w szkole? W ogóle bicie dzieci czy kogokolwiek jest
            dla mnie nienormalne. Najwyraźniej zabrakło tym ludziom innych metod
            wychowawczych poza zastraszaniem i biciem za byle co, ale cóż, nie każdy nadaje
            się na rodzica. Nie widzę jednak, aby był jakikolwiek powód, by sprzyjać tego
            typu "metodom wychowywania" dziecka, o ile to tak w ogóle można określić.
    • leda16 Re: relacje z rodzicami 08.03.09, 18:03
      bylismy wychowywani w bardzo
      > restrykcyjny sposob, kontrola na kazdym kroku, brak zaufania itp. No i w
      > doroslym zyciu skutkuje to niska samoocena i tego konsekwencjami.


      To działa również w drugą stronę: Twoje wnioski skutkują poglądami, jakie Ci najbardziej pasują :))). A poważnie - samo-ocena (jak wskazuje nazwa) zależy tylko od Ciebie, od Twojego postrzegania świata, zdarzeń, innych ludzi, od TWOICH zniekształceń poznawczych i negatywnych myśli automatycznych, nie od wychowania. Ale oczywiście, najwygodniej zwalić winę na rodziców zamiast wziąć się za siebie, realizować obowiązki, iść na terapię poznawczo-behavioralną, wyprostować błędy, usunąć lęki. Lepiej skopać Bogu-ducha winnych rodziców, wpędzić w poczucie winy, niech nie mają spokoju na stare lata, niech się martwią. Ty im łaskawie "wybaczysz", że Cię do życia powołali...

      nie powinni mnie
      > obwiniac bo mnie sami takiego skreowali.

      Głupcze, skreowali Cię tylko pod względem genetycznym! Resztę wykreowałeś sobie, sam swoim nieprawidłowym myśleniem. Nie przekazali Ci ani negatywnej samooceny, ani uczucia neurotycznego lęku i braku wiary w siebie.


      Jakie wyjscie?


      Proste jak cep - kilka lat terapii.
      • wladekbud Re: relacje z rodzicami 10.03.09, 12:46
        leda16 napisała:

        > A poważnie - samo-ocena (jak wskazuje nazwa) zależy tylk
        > o od Ciebie, od Twojego postrzegania świata, zdarzeń, innych
        > ludzi, od TWOICH zniekształceń poznawczych i negatywnych myśli
        > automatycznych, nie od wychowania. Ale oczywiście, najwygodniej
        > zwalić winę na rodziców zamiast wziąć się za siebie, realizować
        > obowiązki, iść na terapię poznawczo-behavioralną, wyprostować bł
        > ędy, usunąć lęki. Lepiej skopać Bogu-ducha winnych rodziców,
        > wpędzić w poczucie winy, niech nie mają spokoju na stare lata,
        > niech się martwią.

        Może ja tępy jestem, ale skoro "samo-ocena (jak wskazuje nazwa)
        zależy tylko od Ciebie, od Twojego postrzegania świata, zdarzeń,
        innych ludzi, od TWOICH zniekształceń poznawczych i negatywnych
        myśli automatycznych", to czemu rodzice mają być wpędzeni w poczucie
        winy, i martwić się na stare lata? Przecież ich samo-ocena również
        zależy tylko od nich i chyba wiedzą czy są dobrymi rodzicami czy nie?
    • mama_dominika Re: relacje z rodzicami 10.03.09, 15:05
      leda16 napisala:

      >>>>Brzydko robiła, ale widocznie grzeczna prośba spływała po Was
      jak woda po kaczkach. O tym świadczy-łby fakt, że pamiętasz Jej
      metody wychowawcze ale nie pamiętasz przyczyn ich zastosowania czyli
      wła-snego nieposłuszeństwa. Nie mów mi, ze grzecznie, cicho bawiące
      się dzieci, ni stąd ni z owąd chciała wygnać na ulicę ;).

      Czy biła by Was, gdybyście byli zdyscyplinowani i posłuszni?<<<<<<


      leda, mam pytanie - czy Ty masz dzieci? Bo z powyższych wypowiedzi
      nasuwa mi się, że chyba nie.
      Oczywiście zupełnie nie pochwalam metod wychowawczych matki autora
      wątku, ale teksty w stylu "gdybyście byli zdyscyplinowani i
      posłuszni" albo "...grzeczna prośba spływała po Was jak woda po
      kaczkach... " świdczy o tym, że albo nie miałaś bliższego
      doczynienia z wychowywaniem dzieci, albo jesli jednak tak, to dzieci
      masz naprawdę wyjątkowe, czego Ci szczerze gratuluję.

      Moje dziecko należy jednak do tych przeciętnych, do którego czasem
      trzeba powtórzyć parę razy, poprosić kilkakrotnie, któremu zdarzy
      się nabroić. Ale on jest po prostu dzieckiem, normalnym, zdrowym,
      ciakawym świata dzieckiem, które dopiero uczy się wszystkiego,
      między innymi tego na ile może sobie pozwolić wobec rodziców.

      I nie zgadzam się z tym, że człowiek kształtuje się sam, a rodzice
      przekazują tylko geny - to zaprzeczenie istoty wychowywania, zupełny
      bezsens laika jak dla mnie.

      Czytam tego posta między innymi po to, by dowiedzieć się, jakich
      błędów mogę uniknąć wobec moich dzieci. Mam akurat taki etap -
      poszukiwanie właściwej drogi, by wychować tak, jak to ktoś wyżej
      powiedział, żeby tego wychowywania nie było czuć, ale by był jego
      efekt.

      Także leda - komentarz jak kulą w płot....
      • anet-ta Re: relacje z rodzicami 10.03.09, 15:37
        Nie dajcie się wciągnąć w dyskusję z ledą, nie warta jest nawet stukania w
        klawiaturę.
    • rlena Re: relacje z rodzicami 10.03.09, 16:35
      To co piszesz swiadczy przede wszystkim o tym, ze wciaz jestes z nie
      calkiem "odpepowiniony". Nie obwiniam cie, wiekszosc z nas
      przechodzi/przechodzila przez to co piszesz. Mysle,ze masz racje.
      Rodzice maja olbrzymi wplyw an nasze zachowanie. Pamietaj jednak,ze
      oni tez pochodza z rodzin, ktore ich w takis sposob ich tez tak a ni
      einaczej uksztaltowaly. W ten sposob mozna obwiniac sie w
      nieskonczonosc, i kazdy bedzie mial swoja racje. Wazne jest to,ze
      cokolwiek rodzce robili, robili z przekonaniem,ze to jest dla ciebie
      dobre. Czy mieli dobry osad? Czesto nie. Jednak postepowali jak
      uwazali bedzie dla ciebie najlepiej, zgodnie z wiedza jaka
      posiadaja. Od pewnego momentu (mysle,ze sie w nim znalazles) trzeba
      wziac odpowiedzialnosc za wszystko co wydarza sie w naszym zyciu, i
      nikogo za to nie obwiniac. Jest to jedyny sposob na prawdziwe
      uniezaleznienie sie i doroslosc. Kazdy z nas ma przeszlosc, lepsza
      lub gorsza. Wazne jest nie to co nas kiedys spotkalo, ale to co
      zrobimy z tym bagazem. Czasem mysle,ze Takie problemy sa niezbedne w
      zyciu, po to by dorosnac. Wiec: tak, rodzice wplyneli na twoje
      zyciowe wybory. Nie byl to zreszta tylko negatywny wplyw
      (umiejetnosc dostrzerzenia dobrych stron,to polowa sukcesu). Koniec.
      Reszta nalezy do ciebie i tylko do ciebie. Jesli bedziesz
      odpowiedzialny za swoje zycie, nawet jesli nie wszystko bedzie sie
      podobalo rodzicom, to beda spokojniejsi gdy zobacza, ze dorastasz, i
      bierzesz odpowiedzialnosc za swoje decyzje.
    • dala00 Re: relacje z rodzicami 10.03.09, 23:39
      hej.
      tak, miales nieco spieprzone dziecinstwo i slabe wyposażenie w dorosłość.
      nieumiejętnosc tworzenia bliskich zwiazkow jest oczywista - bo od kogo uczymy
      sie milosci i bliskosci?- od rodzicow - to nasza pierwsza wieź. a kiedy jest ona
      oparta na manipulacji (to, co opisujesz, to jest manipulacja, psychiczna
      przemoc, szantaż), to albo przekazujesz ja dalej w swoim zwiazku, albo kazda
      potencjalna więź przezywasz lękowo, bo boisz sie podswiadonmie powtorzenia tych
      raniących zachowań od tej jedynej, ukochanej osoby. a pewnie tez podsiwadomie
      wybierasz te osoby, ktore moga pasowac do schematu, czyli zaborcze i
      kontrolujące, albo - te z syndromem "ofiary".

      wiem, ze takie wychowanie wplywa na zycie osobiste, zawodowe i kazde!

      chcesz cos dla siebie zrobic? nie dyskutuj na forach, tylko znajdz
      PSYCHOTERAPEUTE (nie psychologa) w swoim miescie, pzrygotuj sie na ciezka i
      kosztowna prace, i tam poukladaj sobie wszytko, daj sobie prawo, szanse i
      poczucie wlasnej wartosci. rodzice nie stworzyli Tobie warunków do zbudowania
      wlasnej wartosci, chyba raczej tłamsili Twoje JA, wiec takie rzeczy nadrabia sie
      tylko w terapii. jest to przy okazji fascynujaca podroz w głąb siebie.

      a poza tym zacząc bys mogł od USTAWIEN HELLINGEROWSKICH.wiesz, co to jest? w
      takich tematach swietnie sie sprawdzaja (tzw. systemowa terapia rodzin. ale
      idziesz na nia sam. to terapia w grupie, 1 weekend. nie zalatwia wszytskiego od
      razu, ale wiele rozjasnia, uklada,i ujawnia, nad czym nalezy pracowac) taki
      weekendowa sesja kosztuje ok.300 zł, jest w wiekszych miastach w POlsce.

      chcesz cos wiecej - pisz na moj adres (dala00 malpa gazeta.pl). nie chce sie
      wdawac w dyskusje, oceny i widzimisię potencjalnych forumowiczow (niektorzy
      mowia do rzeczy,fajnie, ale sa zaraz zaszczekiwani przez harpie.i jest walka o
      racje, a nie zastanowienie sie nad problemem).
      a widze, ze zaczynasz rozumiec niektore sprawy w rodzinie lecz nie wiesz, jak
      sie z tego wydostac. klopot moze polegac na tym, ze spedzisz zycie na
      wywikływaniu sie z czkawki po rodzicach. a w zyciu mozna robic tez wiele innych,
      fascynujacych i szczesliwych rzeczy- i umiec sie z tego cieszyc:)


      moge tez podpowiedziec kilka ksiazek do przeczytania. tylko nie dyskutuje na
      forach (chyba ze bywa zabawnie i jest grono do dyskusji, a nie osądzania i
      oceniania).
      pozdrawiam.

      • najlepszy.piesu Re: relacje z rodzicami 12.03.09, 15:47
        to fakt ze nie jestem do konca "odpepowiony".
        Do pewnego czasu byla to glownie moja "inicjatywa", tzn ja jakos zbyt silnie
        bylem przywiazany do rodzicow (co tez mialo chore podstawy, bo balem sie z
        jednej strony odrzucenia a z drugiej panicznie balem sie ze umra); wiec czesto
        ich odwiedzalem (ku niezadowoleniu matki, ktora chciala bym tesknil ale nie
        przyjezdzal). Gdzu w koncu zrozumialem i pogodzilem sie tym, ze mnie tam nie
        chca, powoli ale nieublaganie rozluznialem kontakt, coraz rzadziej wizyty itp.
        Doszlo tez do zmian w mojej psychice ( wydoroslalem?)- nie mysle o nich zbyt
        czesto, praktycznie prawie w ogole do nich nie tesknie ( a odwiedzam ich raz na
        rok niemal)- tak mysle, ze tak chcieli to tak maja.

        Ale oni- glownie matka- chca zebym dzwonil- co robie co 2- 3 dni, chociaz
        ostatnuio rzadziej i rozmowy coraz krotsze- zebym zdawal relacje z tego co
        robie, probuja mi doradzac co mam robic, dyktowac, sprawdzaja wrecz moje finanse
        ( na co ja tyle wydalem!)- a mnie to wkurza i jestem na tym punkcie ostro wrazliwy.

        Wiec reasumujac teraz to oni chyba te pepowine utrzymuja, a u mnie to ona
        przejawia sie glownie wykrzywionym charakterem i samoocena oraz ocena swiata.

        Co do tworzenia relacji z ludzmi to dokladnie tak jest- z jednej strony lek
        przed odrzuceniem i ambicja, aby wszystkim dogodzic i wszystkim sie podobac (
        chociaz to sie zmienia), z drugiej sam tworze z ludzmi relacje nie partnerskie a
        nieco jakbym wchodzil w role mlodszego brata lub dziecka.

        Co do psychoterapii to probowalem pewnych rzeczy, ale to ciezka sprawa, doraznie
        pomaga ale ciezko zmienic nawyki myslowe.

        Chocia przez ostatnie lata i tak pod tym wzgledem wykonalem wielka robote, w
        uswiadomieniu sobie tego i zmianach.


        dzieki za wypowiedzi.,
        • katie3001 Re: relacje z rodzicami 19.03.09, 13:16
          a moze terapia by pomogla? A jak nie potrafisz porozmawiac z
          rodzicami to napisz do nich list i napisz tam wprost,ze swoim
          wychowaniem zrobnili Ci krzywde i zniszczyli ci zycie i teraz Ty ich
          postrasz, ze na starosc zostaną sami albo Ty i siostra bedzie ich
          tak samo traktowac i straszyc wygonieniem z domu

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka