mahadeva
15.03.09, 18:35
Ja chyba mam depresje. Nawet juz 4 lata temu, po zerwaniu z
chlopakiem, ktory byl moja druga połówka, mialam zdiagnozowana
depresje. Cale zycie sie bardzo staralam, ale jakby na to popatrzec,
to niewiele mi wyszlo. Milosc byla zawsze dla mnie najwazniejsza i
teraz wydawaloby sie poznalam wreszcie kogos odpowiedniego po kilku
latach samotnosci. Mieszkamy razem, ale on ma zone i dzieci i czuje,
ze mnie olewa. Caly czas ma o cos pretensje, choc sie staram,
zaniedbuje prace i po wielu grozbach pewnie mnie wyrzuca niedlugo.
Prace mam meczaca, dodatkowo bardzo niesympatyczne srodowisko pracy.
Od miesiecy sie nie usmiechalam. Mam prawie 30 lat. Zawsze chcialam
byc szczesliwa, miec udany zwiazek, ale po prostu nie ma chyba
odpowiedniej osoby, ktora by chciala tego ze mna. Bardzo sie staram
i mam wysokie wymagania od zycia. Czy jest z tej sytuacji jakies
wyjscie? Od jakiegos czasu chodze co 2 tygodnie do psycholog, ale
jeszzcze jej tego nie mowilam, koncentrujemy sie na redukcji stresu
i znalezieniu rownowagi w zyciu. Ale ja chyba po prostu mam
depresje. Czy w tej sytuacji zyciowej, gdy nic mi sie nie udalo,
jest jakies wyjscie? Czy mam prawo np. zmienic spojerzenie na moje
zycie i myslec, ze mi sie udalo, ze mam powody do szczescia? I nie
przejmowac sie przeciwnosciami?