grenzik
16.03.09, 10:06
Ostatnio z moją kobietą zauważyliśmy ponownie, że mamy do siebie bardzo duże
zaufanie. :) A stało się tak, bo przyjrzeliśmy się zachowaniu znajomych,
będących ze sobą podobny okres czasu, mających podobną sytuację (tj. ponad dwa
lata razem, plany małżeńskie, mieszkaniowe itd). I co nas ubodło :) to to, że
oni strasznie się sprawdzają. Ostatnio z kumplami pojechaliśmy na drugi koniec
Polski odwiedzić przyjaciela, który tam pracuje. Taki męski weekend powiedzmy.
Jednego kumpla to dziewczyna nie puściła w ogóle (coś w stylu "nie życzę sobie
tego, więc jak pojedziesz, to będzie brak szacunku"). Kolejny ledwo, ledwo
pojechał, bo awantura o to była taka, że nie będę przytaczał. Następny to co
chwilę się telefonicznie tłumaczył co robił, co robi i co będzie robił. Ale,
żeby nie było, panowie nie gorsi. Pewien znajomy, który często pyta się mnie o
pozwolenie na spotkanie z moją dziewczyną (są od podstawówki blisko)
stwierdził, że swojej nie puścił by z innym mężczyzną na piwo. A pewien mój
przyjaciel, jak już jego pani pójdzie z koleżankami ze studiów na parę
drinków, to okrutnie zestresowany wysyła esemesy z częstotliwością wysyłania
ofert promocyjnych (czyt. "za dużo"). Ludzie! Kojarzycie o czym mówię ? Te
pary, gdzie każde samodzielne wyjście jest tematem do dyskusji. Gdzie każde
spóźnienie to łzy w oczach prawie. Gdzie co chwilę dzwoni się, niby tak sobie,
ale sprawdza się, sprawdza, sprawdza. No i ostatnio mam wrażenie, że to jest
norma. Czy to kwestia zaufania ? Czy może kwestia jakiegoś niedowartościowania
strasznego, niepewności własnej pozycji ? Czemu to takie powszechne ?