Dodaj do ulubionych

:(spadek samooceny w związku (a nie tak miało być)

01.06.09, 10:38
Mój problem (złożony) można pewnie ująć na kilka lub więcej sposobów. Ja po
prostu napiszę, jak jest, nic nie sugerując.

Obecnie jest tak, jak pewnie jeszcze nigdy nie było. Nie mam w zasadzie wiary
w przyszłość. Nie robię planów, bo nie będę w stanie ich zrealizować, czuję
się za słaba, żeby walczyć, nie widzę wsparcia. Straciłam nadzieję, że mogę
liczyć na kogokolwiek, że mi pomoże. To tym gorsze, że mój chłopak cały czas
chce mi pomóc. Problem w tym, że ten dołek, w którym jestem, ma z nim związek,
ale on to wszystko chyba robi nieświadomie.

Mam pewne potrzeby, które w tym związku nie są zaspokajane. W przeciągu roku
moje poczucie własnej wartości spadło z niskiego na bardzo niskie, choć nie
takie były nasze intencje. Problem w tym, że mój chłopak nie widzi tego, jak
bardzo potrzebuję akceptacji. Nie widzi, bo sam jest pewny siebie, nie
potrzebuje aprobaty innych do takiego stopnia. Ja mu mówię, czego potrzebuję,
mówię, że chcę od niego słyszeć, że mnie ceni, że jestem taka a taka. On
uważa, że przecież nie robi nic, co by wskazywało, że jest inaczej, mówi, że
mnie szanuje, a także, że postara się mówić mi takie rzeczy, choć jest mu
ciężko ze względu na urazy z przeszłości. Ja rozumiem i czuję się winna, bo
przecież on ma rację, a moje potrzeby pewnie są przesadzone i dopuszczam
możliwość, że normalnie (gdybym nie miała niskiej samooceny) nie
potrzebowałabym aż tyle. Coraz częściej jednak nachodzi mnie żal, że ja
potrafię zrozumieć jego i staram się spełniać jego potrzeby, robię to z
przyjemnością i oddaniem, a to, co ja chciałabym, a co on widzi inaczej,
odbiera jako atak na siebie (mam takie wrażenie). I to przykre tym bardziej,
że nie pierwszy raz jestem w takiej sytuacji. Tym razem jednak wiem, że ta
druga osoba jest "czysta", tj. nie gra ze mną (przynajmnije świadomie) w żadne
gierki - mam poczucie winy, że tak pozwoliłam sobą manipulować, a on się
nieświadomie przyzwyczaił. Ja po prostu poddałam się temu w całości licząc na
wzajemność, i nie chodzi mi o to, by on rezygnował z siebie, ale by starał się
mnie zrozumieć, widzaił moje racje i szanował je, bo przeważnie jest więcej
niż jedna prawda. Jest też druga różnica pomiędzy tą sytuacją a przeszłymi -
kiedyś kończąc takie relacje cieszyłam się, że wyrywam się na wolnośc, miałam
plany, teraz jestem tak zdołowana, że nie wierzę, że cokolwiek mogę.
(Nauczyłam się mieć poczucie, że już nic nie potrafię zrobić dobrze, a w
zsadzie, że można to zrobić lepiej - a właściwie że on by to na pewno zrobił
lepiej - pewnie wzięło mi się stąd, że praktycznie nigdy mi nie przyznaje
racji, zawzięcie broni swojego zdania, nawet jesli sprawa jest błaha i mozna
uznać, że oboje mamy rację.)

I on to wszystko wie, co tu jest napisane. I wie, że się boję, że nie dam rady
o to walczyć. Bardzo mu zależy na nas, mówi, że się postara, że się przy mnie
uczy wielu rzeczy, że to dla niego coś zupełnie nowego, więc żebym go nie
skreślała. Ja wiem, że on chce. Ale cały czas się boję, że w sytuacji, kiedy
trzeba będzie zawalczyć o swoje, ja znowu skapituluję, bo uznam, że on ma
przecież rację. Bo ze swojego punktu widzenia ma, problem w tym, że moja racja
nie jest wtedy traktowana na równi. I boję się, że znowu ja zrozumiem, dam
spokój, on nieświadomie znowu uzna to za normę i będę znów zajebiście
nieszczęśliwa.

Nie wiem, co robić.

Obserwuj wątek
    • saksalainen Re: :(spadek samooceny w związku (a nie tak miało 01.06.09, 16:47
      Wydaje mi sie (nie wiem czy moge to na podstawie tych informacji ocenic, ale tak to dla mnie wyglada), ze ten cały zwiazek nie prowadzi do niczego dobrego...

      Kazdy człowiek ma pewne scenariusze zachowan, działa i reaguje w okreslony sposob. Kiedy dwoje ludzi jest razem, te scenariusze wspołgraja ze soba. Czasem nie pasuja zupełnie - wtedy trzeba duzo ze soba rozmawiac, zeby sie dograc. Czasem pasuja tak ze obojgu wychodzi to na dobre. A czasem niestety wspołgraja w taki sposob ze jest to toksyczne - dla jednej strony, albo i dla obydwu... i wydaje mi sie ze u Was tak jest.

      Jezeli zalezy Wam na tym zwiazku, zalecałbym jakas terapie dla par.
    • marzeka1 Re: :(spadek samooceny w związku (a nie tak miało 01.06.09, 19:03
      "pewnie wzięło mi się stąd, że praktycznie nigdy mi nie przyznaje
      racji, zawzięcie broni swojego zdania, nawet jesli sprawa jest błaha i mozna
      uznać, że oboje mamy rację.) "- wiesz co? Zwariowałbym z takim facetem po
      miesiącu? ZAWSZE ma rację? No palant i tyle, nie ma ludzi, którzy zawsze mają
      rację, a nieumiejętność przyznania się do błędu z jego strony, źle wróży na
      przyszłość. Ot,będziesz zahukaną paniusią przy przemądrzałym faceciku. On ci nie
      daje ŻADNEGO wsparcia, gadanie NIC nie znaczy. Zwyczajnie więdniesz przy nim.
      Szkoda życia. Powoli zamieniasz się w kupkę nieszczęścia.
    • greengrey Re: :(spadek samooceny w związku (a nie tak miało 01.06.09, 20:43

      co masz zrobić?

      przestań uzależniać swoje dobre samopoczucie, poczucie własnego
      sensu istnienia i wartości od pochwał i uznania innych ludzi

      tylko wtedy czujesz się dobrze, gdy Cię chłopak hołubi, chwali,
      podnosi na duchu, pomaga, wspiera, pociesza, podziwia?

      kto to wytrzyma? i jak długo?

      twój chłopak nie jest od tego, by Cię holował przez pół życia

      co więcej, nie masz prawa wymagać od niego by Cie niańczył i
      przenosił nad trudami życia

      nikt nie jest w stanie tego dla Ciebie spełnić- nikt- oprócz sibie
      samej

      szukaj wartości i siły i wszystkich zasobów potrzebnych do życia w
      sobie, bo tam je znajdziesz

      czy to,że chłopak Ci POWIE, że jesteś mocna ,silna, mądra, sprawi-
      że taka się staniesz od jego słów?

      nie

      skończ z wieszaniem się na nim,

      zacznij żyć własnym życiem
    • bakejfii Re: :(spadek samooceny w związku (a nie tak miało 01.06.09, 21:09
      Nie podporzadkowuj sie tak jemu .Chyba znasz swoja wartosc. Od czasu do czasu
      do czasu z czyms sie z nim nie zgadzaj.Twardo bron swojego zdania,postaw na
      swoim.Musi poczuc ze moze Cie stracic .POWIEDZ,NIE ZGADZAM SIE NA TO,lub JA CHCE
      TAK TO ZROBIC,MAM INNE ZDANIE I KONIEC.
    • dekadencja1 Re: :(spadek samooceny w związku (a nie tak miało 01.06.09, 21:27
      Twoja samoocena nie zależy od Twojego parnetra tylko od Ciebie. Jak
      sama napisałaś wchodząc w ten związek miałaś nie najlepsze mniemanie
      o sobie. Wcale nie rzadko ludzie wchodzą w związek z nadzieją
      (często nie nazwaną), że to uleczy ich psychiczne odciski. A to
      guzik prawda. Twój meżczyzna zdrowo się zachowuje,broniąc swoich
      racji, pomysłów, potrzeb. Wie gość czego chce. A Ty wiesz czego
      chcesz? Tak w każdej najzwyczajniejszej chwili, momencie?
    • moon_witch Chodzi ci aby postawił cie na piedestał? 01.06.09, 21:44

      I jak on cie niedocenia to ty dostajesz dołka. A za co on ma cie
      cenic i mowic,ze jestes taka czy taka?
      Zrobilas cos szczegolnego, w tym zyciu, cos co zasluguje na
      pochwale i uwage? Cos wiecej niz nowe firanki w oknach i odkurzony
      dywan? Jakies szczegolne zaslugi dla ludzkosci, moze nowa
      szczepionka dla ratowania ludzkosci, albo co innego wyrozniajace
      cie z szarego dlugiego tlumu?

      Jezeli twoja opinia o sobie samej, zalezy od innych ludzi, to ZLE Z
      TOBĄ, a nwet kiepsko.

      Zawalcz o swoj patent na siebie samą i nie pozwol innym ludziom ci
      go odebrać.
    • anka.ww Re: :(spadek samooceny w związku (a nie tak miało 01.06.09, 22:15
      twoje zachowanie pasuje do hymnu o miłości (1 list do koryntian 13, 1-13).
      cierpliwość, łaskawość, uniżenie, nie szukanie swego.. jednak twoją miłość różni
      od tej doskonałej opisanej w biblii jedna rzecz. Ty nie czynisz tej miłości
      świadomie, z pełną odpowiedzialnością przyjmując konsekwencje takiej postawy. a
      nie są one łatwe do przyjęcia. Ciebie niejako te konsekwencje zaskakują. Z tego
      wnioskuję, że po części prawdopodobnie zachowujesz się wg jakiegoś wzorca
      wyniesionego z domu rodzinnego (?) ze społeczeństwa (?) być może twoja mama taka
      jest w miłości, albo inna bliska ci kobieta.
      czy jesteś gotowa na tak ofiarną miłość? ..śmiem sądzić, że nie.
      zastanów się, jak widzisz swój związek, ale tak żeby ci było w nim dobrze, bez
      samounicestwiania się. tak żebyś w nim mogła rosnąć?
      jaką chciałabyś się zobaczyć za kilka, - kilkanaście, - kilkadziesiat lat?
      wierz mi, miłość ofiarna jest mozliwa, i nie będziesz miała poczucia że ona cię
      niszczy, bo wtedy ty chcesz dawać sama z siebie, bo to twój wybór, bo ty jesteś
      silna, bo masz nadmiar i chcesz się nim dzielić. bo wiesz co robisz.

      czy czujesz że teraz masz w sobie nadmiar? czy teraz czujesz się silna? czy
      raczej wciąż jesteś "głodna"?

      pomyśl o tym...

      :) wszystkiego dobrego




    • solaris_38 Re: :(spadek samooceny w związku (a nie tak miało 01.06.09, 23:02
      Jeśli nie będziesz walczyć będziesz wegetować lub zginiesz
      Myślisz ze możesz nie walczyć że z ukochanym to już na pewno nie
      tymczasem samo życie jest walką
      ty także oddając się myślisz ze zyskujesz w zamian to samo
      ale to z mężczyznami raczej się nie udaje

      to dobra zasada dla kobiet

      dasz radę
      bądź silna i samodzielna
      z nim czy bez niego
      jak umiesz
      to że on robi coś lepiej niech bezie dla ciebie okazją do uczenia się a nie
      osiadania na laurach

      nie będziesz szczęśliwa jesli los szczescia zostawiasz w Jego rękach i teraz
      wszystko od neigo zależy
      kto by chciała być odpowiedzialny za ciężar cudzego szczęścia?

      Tylko sam jesteś za to odpowiedzialna

      we własnych błędach jest wiele radosci jeśli sa częścią procesu UCZENIA SIĘ


      sama wyłącznie jesteś odpowiedzialna za własne szczęście
      i potrzebujesz szczęścia
      nie w jakiejś tam przyszłości lecz TERAZ

      :)
    • spiritshot Re: :(spadek samooceny w związku (a nie tak miało 02.06.09, 00:59
      Chciałabyś od niego coś, czego nby nie dostałaś od swoich rodziców. Nie traktuj faceta jako matki ani ojca, bo w przeciwnym wypadku możecie juz się zacząć rozstawać.

      Ciekawe jest to, że ludzie zwykle tyle widzą i narzekają na to czego nie ma, a nie widzą tego co mają.
    • k-57 i kto to by pmyslal ze masz problem 02.06.09, 01:04
      rzarza napisała:

      > Mój problem (złożony) można pewnie ująć na kilka lub więcej
      sposobów. Ja po
      > prostu napiszę, jak jest,

      xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
      kicia, mysl zlozana ..czyli taka ktorej nie da sie wypowiedziec
      krotko, nie zasluguje na uwage.
      a ty ...napielas sie, wypielas, i sadzisz ze ogor na ciebie
      zmarnie...nie...szkoda ogora. Twoj problem jest tak przeogromniasty
      jak problem suki lajki jak leciala w kosmos.....zerkala przez okno
      czy buda jej z nia leci i czy jest przypowroziona do
      sojuza...cmoktaski nieszczesliwa
      • anka.ww Re: i kto to by pmyslal ze masz problem 02.06.09, 02:04
        Rzarza, to jest troll, olej go i sie nie przejmuj.
      • anka.ww Re: i kto to by pmyslal ze masz problem 02.06.09, 02:07
        Rzarza, olej tego trolla. nie czytaj bzdur, które tu wypisuje.
      • rzarza Re: i kto to by pmyslal ze masz problem 02.06.09, 15:33

        > kicia, mysl zlozana ..czyli taka ktorej nie da sie wypowiedziec
        > krotko, nie zasluguje na uwage.

        To Twoja opinia. Jesli nie zasluguje na Twoja uwage, to po co sie wysilasz i odpowiadasz?

        > a ty ...napielas sie, wypielas, i sadzisz ze ogor na ciebie
        > zmarnie...nie...szkoda ogora. Twoj problem jest tak przeogromniasty
        > jak problem suki lajki jak leciala w kosmos.....zerkala przez okno
        > czy buda jej z nia leci i czy jest przypowroziona do
        > sojuza...

        Skoro wg Ciebie problem jest porownywalny do problemu Lajki, to faktcyznie jest duzy - dla psa to wielkie przezycie w koncu: sama, nieznana przestrzen, nie wie, jak i co... Jak wydaje Ci sie, ze jej dobre samopoczucie zalezalo od tego, czy leci z nia buda, to daje mi to pojecie jak, odpowiednio, postrzegasz ludzka psychike.
        I juz nie dziwi mnie, dlaczego nie uznajesz mysli zlozonych.
      • anusia_magda Re: i kto to by pmyslal ze masz problem 03.06.09, 09:37
        Ale bełkot...szok
    • rzarza dziękuję za wpisy 02.06.09, 16:49
      Dziękuję wszytskim za wpisy, naprawdę dające do myślenia. Wiem, że trzeba po
      prostu zyć po swojemu i nie dać się zdominować. To brzmi prosto i rozsądnie, i
      sama też w to wierzę. We mnie tkwi coś więcej niż tylko model związku oparty na
      maksymalnej otwartości. Ktoś zauważył, że szukam czegoś, czego nie dostałam od
      rodziców. Do pewnego (raczej mniejszego) stopnia to może być prawda. Mnie się
      jednak wydaje, że szukanie to moje wołanie o akceptację wynika bardziej z braku
      aprobaty wśród rówieśników. Dzieciństwo miałam dosyć "przewalone" ze względu na
      pochodzenie i przez kilka lat w szkole podstawowej na każdej praktycznie
      przerwie musiałam słuchać ksenofobicznych uwag. Ciężko sobie z tym poradzić
      samej, dlatego trzymałam się z kilkoma osobami, które "zechciały mnie przyjąć",
      niekonieczne takimi, które uważałam za najodpowiedniejsze dla mnie. Za cenę
      akceptacji zdolna byłam do rzeczy, które były sprzeczne z moimi interesami. Juz
      wtedy nie potrafiłam "się postawić". Dzięki moim zainteresowaniom i sukcesach w
      nauce, pochwałach ze strony nauczycieli i innych autorytetów i nieautorytetów
      byłam sobie pewnie jako tako w stanie poradzić z niską samooceną. Potem była
      szkoła średnia - nie taka, jak chciałam, bo znowu komuś uwierzyłam, że na lepszą
      mnie nie stać. Tam byłam ekstremalnie miła dla wszytskich, zyskałam sympatię,
      ale jednak nasze zainteresowania, światopoglądy nie miały ze sobą duzo wspólnego
      - innymi słowy, nie nawiązałam tam przyjaźni. Cały czas marzyłam o tym, że
      znajdzie się wreszcie kiedyś ktoś, kto mnie zrozumie. Idąc na studia "postawiłam
      się", mając w zasadzie pewność, że właśnie tam chcę iść i nie dałam się
      zniechęcić koleżankom mówiącym, że "ooo... tam to trudno się dostać". Zdałam i
      koniec, ale nie uniezależniłam od pewnej osoby mającej na mnie ogromny wpływ od
      czasów dzieciństwa. Pomimo ogromnej ochoty wyrwania się na wolność i robienia
      rzeczy po swojemu, zostałam z nią długo-długo, znosiłam jej fochy, dziwactwa, a
      wydawało mi się, że robię to, bo mi jej żal, że mi zazdrości sukcesów. Poza tym
      nie byłam aż tak pewna siebie na gruncie towarzyskim, może nawet z natury
      (introwersja), choć nie kojarzę, bym się bała zostać "sama", bez tej koleżanki,
      raczej marzyłam, żeby tak właśnie się stało. Na studiach ciągle byłam zahukana,
      więc nie za bardzo udało mi się nawiązać znaczące znajomości. Pod koniec studiów
      powiedziałam mojej wieloletniej towarzyszce "dość", rozstałyśmy się, ale już
      wtedy byłam tak "niesklejona do kupy", że nie podejmowałam odpowiedzialnych
      wyborów, byle co mnie cieszyło, zaczęłam robić rzeczy zupełnie niekonstruktywne.
      Nawiązałam parę znajomości, gdzie faktcyznie "brylowałam", byłam komplementowana
      i uwielbiana. Nie sądzę, że zawsze interesownie - niektóre z tych znajomości
      trwają do dziś (choć na odległość) i noszą większe lub mniejsze znamiona
      przyjaźni. Zaniedbałam się strasznie, najbardziej przez okres studiów, stałam
      się zależna, mimo że naprawdę chciałam żyć po swojemu. Miałam głowę pełną
      pomysłów, zapał do nauki, chęć planowania najdrobniejszych rzeczy, myślałam
      bardzo perspektywicznie - nauczyłam się jednak rezygnować z siebie na rzecz
      "koleżanki" - wydatków sobie nie zaplanuję, bo ona znowu chce pożyczyć i nie
      wiadomo, kiedy odda ("ale przecież zawsze oddaje" i jka tu nie pożyczyć"), nie
      pouczę się, bo "przecież jest piątek wieczór" i trzeba wyjść (inaczej cały
      wieczór słyszałabym, jaki to ze mnie kujon, jaka to mądrutka jestem itp.).
      Pewnie, że nie powinnam była sobie na to pozwolić, pewnie, że i wtedy
      wiedziałam, że źle robię. Jednak niezaspokojone potrzeby emocjonalne były
      silniejsze.

      Nie wiem, czy faktycznie to ma jakieś znaczenie, że taka była przeszłość, czy
      tak to sobie tylko tłumaczę. Nie chcę się skarżyć po to, by szukać współczucia,
      po prostu może faktcyznie jest tu jakiś związek. Dodam też, że jest coś, co też
      wydaje sie mieć ogromny wpływ - mój brat "nie wyszedł z tego cało" - zapadł na
      chorobę psychiczną, jest bardzo nieszczęśliwy, straciłam nadzieję, że kiedyś
      będzie. On miał jeszcze gorzej, bo nie dość, że nie umiał się odnaleźć wśród
      rówieśników, to jeszcze był odtrącany przez ojca. Dla wrażliwego człowieka to,
      widać, za dużo. Nie wiem do końca czemu, ale gdy chcę zrobić coś dla siebie,
      pójść do przodu, to też mam poczucie winy, że ja po coś sięgam, a on nie.

      Sorry, że to takie długie. Nigdy wcześniej nikomu tego nie mówiłam, a to we mnie
      siedziało. Ciekawa jestem, na ile faktycznie ma związek z tym, jak teraz żyję,
      myślę i czuję. Jeśli ktoś zechce poświęcić chwilkę i wyrazić swoje zdanie, będę
      wdzięczna.
      • anka.ww Re: dziękuję za wpisy 03.06.09, 01:08
        wiesz, często jest tak że kiedy bardzo zależy nam na aprobacie otoczenia ludzie
        zaczynają od nas stronić. zaczynają to wyczuwać, nawet jeśli się głęboko ukrywa
        ten fakt. to jest całokształt który zaczyna przezierać z twojego wnętrza, od
        twoich czynów począwszy, poprzez słowa, aż po nieuświadomioną mowę ciała. ludzie
        nie lubią kiedy ktoś w ten sposób demonstruje swoją słabość, nie chcą być tymi
        na którym taki "potrzebujący" człowiek się uwiesi, będą nim raczej pogardzać niż
        wspierać. nie piszę tego po to by zrobić ci przykrość, ale po to byś mogła
        spojrzeć na to z ich perspektywy. czy spotkałaś kiedyś kogoś, kto całym swym
        jestestwem skamlał o litość i akceptację? co czułaś w stosunku do niego? to nie
        w innych ludziach jest źródło twojej radości i szczęścia. spróbuj nauczyć
        się czerpać to wszystko z siebie, z otaczającej cie przyrody, świata, ze swoich
        własnych pomysłów.
        nie wiesz jak to się robi? masz potężne narzędzie do dyspozycji - internet. a w
        nim wiedzę i wartościowych ludzi, którzy cię tego nauczą :)
        szukanie akceptacji za wszelką cenę jest czynnością wyjątkowo eksploatującą
        twoją cenną energię. szanuj ją bo to twoje źródło mocy. lepiej skubnąć od czasu
        do czasu to tu, to tam. nie zmęczysz sie aż tak bardzo, a wiele zyskasz :)

        to że nie czujesz się akceptowana, to nie znaczy że nie jesteś wartościowa.
        jestem przekonana, że jest wręcz przeciwnie. nie mówię tego ponieważ cie
        prześwietliłam. nie znam cię przecież. mówię to dlatego że każdy z nas jest
        wartościowy i dobry. pod warunkiem, że to dobro chce i umie w sobie dostrzegać.
        i że to pielęgnuje. naucz się kochać samą siebie, nawet jeśli nie wszystko ci
        się w tobie podoba.
        niech to stanie się twoim wyzwaniem na najbliższe lata :)




        • anusia_magda Re: dziękuję za wpisy 03.06.09, 09:54
          do anka.ww - mądre słowa
          do rzarza - czasami jak bym czytała o sobie. Też miałam "koleżanki"
          których niepotrzebnie się trzymałam, choć bywało fajnie ale w
          większości na tym traciłam i jeszcze bardziej czułam się nikim.
          potem miałam fazę fajnych znajomości, wielkiego towarzystwa, gdzie
          czułam się super i byłam akceptowana, miałam pełno normalnych
          koleżanek wokół siebie i fajnych kolegów ale równocześnie
          beznadziejny związek, który mnie dołował wielokrotnie i jak się
          skonczył to chyba była ulga. A teraz mam męża i też walczę
          z "demonami przeszłosci" i nadal potrzebuję akceptacji , ale muszę
          nauczyć się podejścia, że najpierw to sama powinnam się akceptować.
          To trudna lekcja. Akceptacja z zewnątrz wystarcza na chwilę ( nowy
          facet, znajomi ect. ) A w życiu trzeba w sobie znaleźć wartośc a to
          zmieni podejście ludzi do nas. Pozdrawiam i życzę powodzenia.
    • leda16 Re: :(spadek samooceny w związku (a nie tak miało 03.06.09, 08:12
      rzarza napisała:

      >

      > Nie wiem, co robić.



      Iść do profesjonalnego psychoterapeuty i Z NIM, zamiast z "chłopakiem" pracować nad zmianą swojej samooceny.
    • krzysiek.wa_wa Re: :(spadek samooceny w związku (a nie tak miało 03.06.09, 09:26
      jak dla mnie jest to skrzyżowanie dwóch postaw:

      1) "struganie głupa" udawanie dobrych zamiarów, ale głupiego
      (gdy jest na odwrót)

      2) postawa "win/lose"
      (jako przeciwieństwo "win/win" gdzie obie strony zyskują)
    • flowerbomb5 Re: :(spadek samooceny w związku (a nie tak miało 03.06.09, 10:41
      Twoj problem i sposob myslenia wskazuje na stan depresyjny. Niska
      samooocena, lęki, brak zdecydowania, ciagla potrzeba akceptacji,
      analizowanie wszystkiego po 10 razy, zamartwianie sie. Takie bledne
      kolo.
      Nie sadze aby ktos tu mogl ci pomoc. Rady typu zmien partnera czy
      wez sie w garsc nie pomoga. Najpierw musisz sie wzmocnic
      wewnetrznie. Wybierz sie do specjalisty, szkoda zycia na krecenie
      sie w kolko.
      • rzarza Re: :(spadek samooceny w związku (a nie tak miało 03.06.09, 11:59
        Tak też myślałam, że pójście do psychologa byłoby najlepszym rozwiązaniem, ale
        po prostu mnie na nie nie stać.

        Nie wiem, czemu, ale czuję, że powrót do mojego rodzinnego domu na parę miesięcy
        zrobiłby mi dobrze. W moim związku czuję się pod presją z jakiegoś powodu,
        ciągle tylko myślę, jak zrobić to i tamto tak, żeby nie popełnić błędu. Nie
        wiem, co jest akceptowalne, a co już nie. Myslę też, że nie tylko moja postawa i
        problemy są tu winne - wydaje mi się, że jednak mam prawo oczekiwać od partnera,
        że będzie mnie wspierał emocjonalnie, że zapewni mnie, że jestem dla niego
        wyjątkowa. Wydaje mi się, że i od tego są bliskie kontakty z ludźmi, by się
        wspierać wzajemnie, gdy jest ciężko, szukać różnych dróg, jeśli inne nie
        działają. Doszłam do wniosku, że ja sobie mogę poradzić sama, w głębi zawsze to
        wiedziałam, ale to się wiąże z powrotem do rodzinnych stron na jakiś czas, a
        więc de facto końcem związku w takiej formie przynajmniej. Tutaj, z nim, żyjąc
        tak jak żyję, nie potrafię myśleć "dla siebie"; czuję się niepewnie, tak jakbym
        nie miała dużego pola manewru (i właśnie tego nie rozumiem - czemu tak jest - a
        na tym wszytsko chyba się zasadza).
        • anusia_magda Re: :(spadek samooceny w związku (a nie tak miało 03.06.09, 12:05
          Jeżeli tak czujesz, to zrób to.Może musisz nabrać trochę dystansu,
          odpowiedzieć sobie co jest najlepsze dla Ciebie. Zgadzam się ,że
          partner powinien być przy Tobie w różnych sytuacjach a Ty nie możesz
          czuć sie skrępowana i uważać na to co zrobisz.
          Może to bedzie jakiś sprawdziań dla Was, dla związku..
          • rzarza Re: :(spadek samooceny w związku (a nie tak miało 03.06.09, 12:51
            Tak by było najprościej... Zobaczymy. Czasem myślę, że po prostu tak już mam, że
            potrafię się w jedną tylko rzecz angażować na raz, i nawet się jakoś boję, że
            zacznę robić coś swojego, co mnie wciągnie i jego zaniedbam. Wiem, że to absurd,
            ale coś takiego we mnie jest.

            Mam też pewnie zbyt idealny obraz zwiazku w gówie - taki, gdzie nastawiamy się
            na rozumienie drugiej osoby, otwieramy się. Gdzie na flirt(jako przejaw
            zainteresowania drugą osobą) reagujemy flirtem, a nie sprowadzamy rozmowę do
            poziomu 0 traktując wszystko dosłownie albo rzucamy ironiczny żart, jak to u nas
            jest. Chyba mam prawo czuć się kijowo z tego powodu, tym bardziej, że on sam nie
            inicjuje takiego typu rozmów, wcześniej też nie, bo tak naprawdę to nigdy mnie
            nie zdobywał. Dobry chłopak jest, nie wątpię nigdy w jego szczerość, ale
            wszystkie rzeczy interpretuje zawsze po swojemu, nie zastanowi się, jak ja mogę
            je widzieć i czego mogę chcieć. (A wczoraj, gdy rozmawialiśmy sobie intymnie i
            miło o tym, co lubimy, nie był w stanie odpowiedzieć na pytanie, co mnie nakręca
            - kilka razy zaczynał zdanie, męczył się, myślał, w końcu... zasnął. To zabawne,
            ale jednocześnie troszkę chyba nieteges...) Czy ja naprawdę oczekuję za wiele?
            • anusia_magda Re: :(spadek samooceny w związku (a nie tak miało 03.06.09, 14:52
              hmmm,
              No to są dwie wersje - On taki już jest i nic go nie zmieni a Ty
              niestety będziesz musiała to zaakceptować jeśli go bardzo kochasz i
              chcesz z nim być i kiedyś się przyzwyczaisz
              lub
              weź byka za rogi ( nawet nie musisz uciekać) tylko zacznij żyć
              własnym życiem, pracą, zainteresowaniami a potem zastanów się czy
              całe życie chcesz spędzić z kimś takim, zasługujesz na coś więcej,
              na miłość, zrozumienie. Prawda jest taka że ideałów nie ma i po
              jakimś czasie partner już nie jest taki cudowny jak na początku, ale
              tu chodzi o Twoje życie i nie ma sensu poświęcać własnych marzeń..
              Może się mylę, ale patrzę z dystandu.
              A jeśli to prawdziwa miłość to po prostu nie będziesz bała o to że
              stracisz zainteresowanie bo zaangażujesz się w coś innego.Ja też
              miałam tendecje do takich uzależnień od koleżanek, faceta ale jak
              spotkałam tego właściwego to z czasem zmieniłam podejście na
              zdrowsze..

              • bszalacha Re: :(spadek samooceny w związku (a nie tak miało 25.09.09, 01:44
                Popieram tych,którzy sugerują,żebys zrezygnowała z tego związku.
                Następny krok:zapisz się na trening albo psychoterapię i zmień
                stosunek do siebie.
                Na razie budujesz związki własnym kosztem i choć na pewno będziesz
                rozchwytywana,będzie to dalej dobre dla ...innych.
                Wpadniesz w depresję,ani sie nie obejrzysz.
    • gruszka_na_wierzbie Re: :(spadek samooceny w związku (a nie tak miało 07.10.09, 01:20
      a ja mam tak samo hehe i ju nie moge...
    • krecikowy_swiat Re: :(spadek samooceny w związku (a nie tak miało 26.10.09, 18:09
      Sądzę, że dokładne analizowanie dlaczego Twoja samoocena w związku
      obniżyła się nie da Ci w tej chwili ukojenia, jedynie rozjątrzy
      rany. Jeśli chcesz być dalej z tym człowiekiem to warto chyba
      popracować na tym, aby samoocenę podnieść. Ciekawe rady na ten temat
      znajdziesz w artykule z Poradnika MyDwoje.pl

      Samoakceptacja kluczem do partnerstwa

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka