mojasztukazycia
06.06.09, 17:03
mam męża, mam dziecko, mam 20. kilka lat.
Jakieś 5 lat razem. Cierpienie i walka w tracie jego rozwodu, odrzucenie i obojętnośc. Czułam samotności i chciałam sobie pojść.
Zaszłam w ciążę - planowaną. Cierpienie i stres bo ona jeszcze gdzieś tam była w jego życiu, myślach. Nocami wychodziłam, często płakałam.
Jak chciałam prawdy to w twarz dostałam.
Urodziałm i wiezryłam w niego.
Radość z dziecka i pomomoże ciągle razem to czułam się samotna.
Ona znów pojawiła się gdzieś w jego myśli, życiu...
Kiedy się dowiedziłam to w twarz dostałam, gdy dziecko karmiłam.
Tyle razy chciałam uciec. Nie potrafiłam. Raz poszłam to i tak wróciłam, bo znów mu uwierzyłam.
3 lata w domu z dzieckiem siedziałam. Gotowałam, wychowywałam, tyłek dawałam. Zastanawiałm się w czym ja sie zakochałam? Czego ja chciałam?
Przez cały ten czas nawet przez moment na innego nie spojrzałam!
No ale wspolne plany i marzenia realizowaliśmy. Wymyslamy następne.
Ponoć ładna, ale mam kompleksy, ponoć niegłupia, ale czuje się głupią, ponoć dobra, a czuję się złą. To on do tego doprowadził.
Wcześniej we mnie tego nie było. Chiałam męża, partnera, a czuję jakbym miła drugiego ojca. Ja sie nawet pytam czy moge siusiu.
Wyonuje jego polecenia i denerwuję się przy robieniu czegokolwiek.
Jedno co wiem jestem uczciwa i kłamac nie umiem.
Teraz dopiero co zaczęłam realizowac siebie. Zaczęłam trochę pracowac.
I poznałam kogoś...
I teraz nie wiem co dalej....
Chciałabym się zbliżyć i spróbować. Bardzo bym chciała.
Od paru dni nie czuję zmęczenia i czuję się silna.
COs sie we mnie pojawiło. To jest przyjemne. Weszło to we mnie z ogromna siła...
Najbardziej to martwię się o moje kochane i najważniejsze dziecko.
NIe chce nikogo skrzywdzic.