edyta.gie
30.06.09, 15:26
Witam wszystkich, nie pisałam nigdy na forum, wybaczcie więc jeśli
będzie coś nie tak. Mam urlop, od kilku dni i nie radzę sobie. Z
czym, ktoś zapyta i znajomi tak pytają. Zdaniem osoby postronnej
powinnam być szczęśliwa. Mam niezła pracę, mam swoje malutkie
mieszkanie, mam duzo wolnego czasu i brak zobowiązań. Z pozoru są to
same zalety. Mam wiele zainteresowań, którymi zapycham wolny czas,
kilkoro znajomych, chociaż to grono się kurczy w kilku powodów (
zakładają rodziny, wyjeżdżają, jestem " potencjalnym zagroożeniem"
itp.). Od 4 lat tak naprawdę jestem sama, rozstałam się z mężem i
potem próbowałam znależć miłośc, ale to mnei raczje zgubiło. Wciąz
szukałąm miłości, od samego dzieciństwa. Akceptacji i zrozumienia,
któego nie dostałam w domu. Mój rodzinynn dom był surowy, zawsze był
wymagania, nikt nie słuchał dziecka. Wciąż nie byłam dosc ładna,
dobra, zdolna dla moich rodziców, rodziny, ale szczególnie dla mamy.
Mijały lata, z czasem usamodzielniłams się, zaczęłam pracować, a w
międzyczasie chciałam być kochana, rozumiana. Potrzeba bliskości
determinowała mojeżcie, samotnośc nie z wyboru w dzieciństwie,
chciałam rekompensowac znajomymi, w swoim gronie stałam się duszą
towarzystwa,byłam pomocna dla każdego i zawsze, więc ludzie chętnie
z tego korzystali. Tak samo jak wykorzystywali moją naiwnośc w
relacjach z nimi. Mężczyźni tez widzieli , że potrzebuję ciepła,
więc pzoornie z dobrego serca, a tak naprawdę z wyrachowania
adorowali licząc na coś, na co kązdy męzczyzna liczy, byle bez
zobowiązań. Nabierałam się dwa razy, wieloletni związek , któy
wydawał się stabilny runął kiedy znalazłam męża z moją koleżąnką,
wróciwszy z ze slużbowego wyjazdu o dzień wcześniej. Byłam zła i
wybaczyłam, to było naiwne, ponieważ wszystko i tak się rozpadło.
Kiedy ktoś raz zdradzi, będzie to robił po wielokroć. Byłam zraniona
i samotna, zaangażowałam się w pracę, w działalnośc społeczna, żyłam
wszystkim tylko nie swoim życiem. Uczyłam się jazdy samochodem,
próbowałam jezdzić konno, zapisałam się na aerobik. Udawałam , że
jestem szczęsliwa tak bardzo, że prawie w to uwierzyłam. Ale to
tylko byly pozory, ponieważ z czasme zaczełam pragnąć rodziny,
związku, miłości. poznałam męzczyzne, ktory znał moja historię,
wydawął się szczery, przyjazny i podobni ezraniony. Ale po czasi
eokazało się, że skrzywdził więcej niż ktoś inny. Zaufałam, choć
trwało to powoli, byłam oschła ale potem poczułam miłośc. ON z tego
czerpał radośc, ale jeszcze większą znalazł w tym , kiedy mnie
zaczał traktować jak jakąś maskotkę. Początkowo nie zauważałam tego,
ale w końcu zrozumiałam, że to cżłowie, ktory ma zabawę moim
kosztem. Odeszłam, nie można było inaczej. Minął znów jakiś czas,
ale we mnie nadal jest tęsknota za tym, czego pragnęłam od
dzieciństwa, za miłością, spokojem, domowym ciepłem, radością,
wspólnotą. Przyciągam złych ludzi włąsną naiwnością, ufam nie tym co
trzeba, parzę się a jednak nie umiem pokochać własnej samotności,
nie umiem zaakceptowac zycia w pojedynkę na wieczność, nie szukam
nikogo, a jednak potrzebuję tego, aby mieć wieczorem z kim
porozmwiać, przytulić się, podyskutować o obejrzanym filmie.
coraz bardzie mi to dokucza, czas nie leczy tęsknoty, ktora trwa od
dziecińtwa....
Trwa mój urlop, nie ma z kim pojechać a samej juz mnei to nei bawi,
idę na grila, do znajomych na działkę a po powrocie myśle o tym,
czego tak bardzo pragnę... Ktoś powie , że te oglądane szczęści
ainnych bywają pozorne. owszem , ale tylko jesli kochasz swoją
samotnośc, będziesz w niej szczęsliwy, jeśli potrzebujesz bliskości,
zawsze będziesz za nią tęsknić.
Dziękuję za przeczytanie, nie oczekuję rozwiązań, chciałam napisać
co leży na sercu, z tych co są wokół mnie nikt nie zada sobie trudu
zastanowić się dlaczego bywam smutna....