Dodaj do ulubionych

Wpływ dzieciństwa na życie dorosłe....

11.07.09, 18:26
Czytałam ostatnio, że dzieciństwo ma wielki wpyw na życie dorosłe.
Wcześniej nie zdawałam sobie z tego sprawy. Jestem dzieckiem z tzw.
wpadki, moi rodzice byli podobno bardzo w sobie zakochani no ale ja
popsułam im szyki. Nie byli chyba gotowi na małżeństwo i choć ciagle
są ze sobą to jest ono bardzo nieudane. Właściwie cały czas się
kłóca. Myślę, że moja matka mnie nie chciała i ciąża byłą dla niej
problemem. Zresztą oddała mnie na wychowanie do babci na kilka lat.
Jak pamiętam to rzadko poświęcała mi chwilę uwagi, zwykle to było
krytykowanie i wymierzanie kar. Ojciec za to nadużywał alkoholu i
bił mnie bardzo często. Nie kocham ich, kocham tylko babcię.
W dorosłym życiu mam straszne problemy w zwiazkach i wogóle w
relacjach miedzyludzkich.
Myślicie, że to wpływ takiego nieudanego dzieciństwa czy gdzieś
indziej szukać powodów?
Obserwuj wątek
    • lifeisaparadox Re: Wpływ dzieciństwa na życie dorosłe.... 11.07.09, 19:10
      problemem nie jest nieudane dziecinstwo i rodzina, ale to ze ciagle to w sobie
      trzymasz, ze nie ksztaltujesz swojego zycia i relacji swiadomie, ale jestes
      jakby ciagle pod wplywem przeszlosci i to przeszlosc Toba kieruje, a nie Ty sama
      soba.
    • sleepsafe Re: Wpływ dzieciństwa na życie dorosłe.... 11.07.09, 20:48
      Poczytaj sobie np. o DDA. Oczywiście, że nieudane dzieciństwo może znacznie
      wpłynąć na nasze dorosłe życie. Ale to nie znaczy, że jesteś na przegranej
      pozycji. Ze wszystkim można dać sobie radę, pod warunkiem, że dotrzesz do źródła
      swoich problemów i zrozumiesz je. Trzeba uporać się ze swoją przeszłością.
      Ja zrozumiałam skąd się wzięły pewne rządzące mną mechanizmy. Przesadne reakcje
      na niektóre wydarzenia itp. Dzięki temu lepiej sobie ze sobą radzę. Przestałam
      się bać ludzi, tego, że mogą mnie skrzywdzić. Owszem, mogę, ale przecież nikt
      nie jest doskonały. Uciekając od wszystkich w obawie przed odrzuceniem można
      przegapić coś naprawdę ważnego. Acha, musisz też pamiętać, że jesteś tak samo
      wartościową osobą, jak ci, których codziennie spotykasz.
    • by_witch Zycie plodowe ma wielki wplyw na zdrowie dziecka. 11.07.09, 22:36
      Kobiety, ktore pala paierosy bedac ciezarnymi, czesto maja dzieci z
      problemami emocjonalnym, nadaktywne itp.

      Twoja sytuacja jest o tyle ciezka,ze ojciec pil, bil. Wszystko to o
      czym juz wiesz.
      Potzrebna ci terapia u doswiadczonego psychologa. Moze nawet u
      psychiatry -srodki uspakajajace.

      Zycie dziecka to za jakis czas zycie doroslego. Problemy z
      dziecnstwa odbijaja sie na zdrowiu ludzi.

      Dlatego wazne abys zadbala o wizyte u dobrego terapeuty, ktory ci
      wskaze metody dla ciebie dobre, abys mogla wyjsc ze swoich
      koszmarnych wspomnien.
    • taki.tam.chudzielec Re: Wpływ dzieciństwa na życie dorosłe.... 12.07.09, 00:06
      Witaj.
      Oczywiście, że ma. Na początek gorąco polecam lekturę W. Kruczyńskiego "Wirus
      samotności". Na pewno pomoże Ci zrozumieć mechanizmy jakie Tobą kierują i skąd
      się biorą.
      Bardzo Ci współczuję, wyobrażam sobie jak cierpisz bo moje małżeństwo właśnie
      się skończyło po 23 latach i widzę jak cierpią moje dzieci. Przy okazji, nie
      jestem alkoholikiem ale nie mogę też powiedzieć, że byłem świetnym ojcem niestety.
      • xcvfpedsczjx Re: Wpływ dzieciństwa na życie dorosłe.... 12.07.09, 00:18
        jestes takze idiota
        tylko idiota moze napisac "moje małżeństwo właśnie
        > się skończyło po 23 latach"
        • taki.tam.chudzielec Re: Wpływ dzieciństwa na życie dorosłe.... 12.07.09, 10:18
          Hmmmm. Jakieś uzasadnienie?
        • juliaiga Re: Wpływ dzieciństwa na życie dorosłe.... 16.07.09, 15:07
          tu nie jest forum językowe tylko forum psychologia.idiota jesteś Ty bo
          mylisz forum,znajdż sobie forum gramatyka czy coś takiego i nie wychodż z
          tego forum,siedż tam sobie
          • spiral_architect Odpowiedź jest raczej dość prosta 17.07.09, 00:23
            Wpływ ten jest ogromny. czytanie książek niezbyt wiele tu zmieni, a raczej na
            pewno nic nie pomoże. chcesz zmian na lepsze, takich wypływających z siebie i
            trwałych ? Spróbuj terapii, ale 1) znajdź dobrego terapeutę 2) i właściwy dla
            Ciebie nurt. Dla przykładu raczej na pewno niezbyt wiele pomoże Ci terapia
            rogersowska, czy franklowska, za to ktoś pracujący w duchu Alice Miller...chyba tak.

            Z mojego punktu widzenia: bardzo cenne, wartościowe i ważne jest to, że wiesz że
            ich nie kochasz. Bardzo duży krok naprzód. Za to wielki dla Ciebie szacunek.
            • taki.tam.chudzielec Re: Odpowiedź jest raczej dość prosta 17.07.09, 00:56
              Oczywiście, że książki nie zastąpią terapii, nic takiego nie napisałem.
              Napisałem, że książka, którą zaproponowałem pomoże zrozumieć co się z daną osobą
              dzieje, a to spory krok naprzód (przynajmniej ze mną tak jest).
              Ale, wracając do terapii to jak stwierdzić czy dany terapeuta jest dobry i może
              nam pomóc? Przecież decydując się na terapię zwłaszcza pierwszy raz nie mamy
              pojęcia na kogo trafimy i na co zwrócić uwagę.
              Jest tu gdzieś wątek o tym jak rozpoznać złego terapeutę, a jak rozpoznać
              dobrego? Mamy go pytać wprost na pierwszym spotkaniu jakiego nurtu jest
              przedstawicielem czy jak? Poza tym nie każdy ma jakie takie pojęcie o rodzajach
              terapii i nurtach. Ja na ten przykład nie wiem o co tu chodzi. Z punktu widzenia
              pacjenta oczekuję pomocy i to terapeuta powinien wiedzieć czy jest w stanie mi
              pomóc czy nie. Niestety sam się przekonałem, że to dość idealistyczne
              oczekiwanie bo są i tacy, którzy albo sami nie mają pojęcia, że nie są w stanie
              pomóc albo wiedzą, a mimo to udają, że coś robią i ciągną z tego kasę. Bardzo to
              smutne i deprymujące bo terapeuci to jednak osoby, które na starcie zostają
              obdarzone większym zaufaniem, a jednak go nadużywają (nie wszyscy oczywiście).
              • lejdi111 Re: Odpowiedź jest raczej dość prosta 17.07.09, 09:02
                ja też się zgadzam ze dzieciństwo ma ogromny wpływ na późniejsze życie. Mnie
                wychowywała tylko mama, która podkreślała wciąż, że jestem nie urodziwa, nie
                zdolna. Nie kazała mi śpiewać jako dziecko bo twierdziła że nie umiem. Tak w to
                uwierzyłam ze z muzyki miałam złe oceny bo gdy nauczycielka kazała się na uczyć
                tekst i zaśpiewać to ja się bałam ze będą się ze mnie śmiać bo przecież mama mi
                zawsze mówiła że nie potrafię i nie śpiewałam. Mówiła mi że brzydko maluję, że
                jestem kiepska z wf. Zawsze mnie porównywała z innymi dziećmi. Nigdy mnie nie
                przytulała, nigdy mnie nie chwaliła. Odkąd tylko pamiętam to na mnie
                wrzeszczała. Twierdziła, że okazywała mi uczucia poprzez pranie, sprzątanie,
                gotowanie i DAWANIE MI PIENIĘDZY. I wyrosłam na osobę, której całkowicie brakuje
                wiary w siebie, która widzi, że wszyscy są lepsi od niej. Nie radzę sobie w
                życiu. Mamuśka nadal jest ze mnie nie zadowolona i pokazuje mi dookoła inne osoby.
                • spiral_architect lejdi 17.07.09, 09:52
                  Dlatego też powinnaś ograniczyć kontakt z nią do niezbędnego minimum. Skoro jest
                  tak jak piszesz, są to oznaki wielowymiarowej, mniej lub bardziej subtelnej, ale
                  niezwykle (jak sama zresztą widzisz) destrukcyjnej manipulacji. Zakładam, że
                  mnóstwo jest takich rodziców, dla których dzieci nie są wartością, lecz własnością.

                  Jeśli zechcesz to zrobić, to jak? Myślę, że sama znajdziesz najlepszą drogę. ja
                  sugeruję tylko by nie wzbudzać żadnych silnych negatywnych emocji, zrobić to
                  neutralnie, ale z niezachwianym przekonaniem co do słuszności takiego kroku.
                • by_witch kogo ona tworzyla? 17.07.09, 19:03

                  Siebie samą! Też uważam,ze z taką matką należy mieć ostrozny kontakt.
                  • ir1.easy Re: kogo ona tworzyla? 17.07.09, 21:07
                    hmm... mam 41 lat, i przez większość tych lat rozkładałam odpowiedzialność za
                    różne rzeczy, po równo między geny i wychowanie, z naciskiem na geny. Trudne
                    dzieciństwo nigdy nie było dla mnie usprawiedliwieniem (ani dla mnie ani dla
                    innych). Ale z biegiem lat widzę, jak jednak miało ono ogromny wpływ, jak
                    pewnych rzeczy nie da się oszukać. I niestety, pogodzenie z przeszłością nie
                    wiele pomaga, bo pewne kody już w nas są. Jesteśmy zaprogramowani. Ja np. z
                    natury jestem konserwatystką, a wychowywano mnie na egzystencjalistkę i
                    feministkę; jestem nieśmiałą introwertyczką, wychowywaną na kobietę niezależną i
                    ekspansywną. I to wszystko wciąż we mnie walczy. Wybory życiowe podejmowałam w
                    fazie cech nabytych w etapie wychowania, a kłóci się to z moim wnętrzem,
                    poplątanym w związku z tym. Nie wiem czy psycholog w tym pomoże.
                    • by_witch To jest tak... 17.07.09, 22:21

                      Jakby minac sie ze swoim prawdziwym "ja".
                      Cechy wyuczone maja te strone dobra, ze mozna je wymienic na inne
                      cechy, wlasnie dlatego, ze sa wyuczone. Sa cwiczenia poprawiajace
                      struktury psychiczne. Duzo robi zmiana miejsca zamieszkania,
                      srodwisko, zajecia, praca.
                      Czy psycholog pomoze? Pisalam w innym watku ze uzalezniamy sie od
                      innego czlowieka w ten sposob. Ale sprobuj, z kims madrym, terapii.
                      Dla mnie to o czym piszesz ma cos pozytywnego w sobie. Stworzono w
                      tobie burzliwa kreatywna 'action'. Poszerzono jakby osobowosc dajac
                      cos ponad extra. Pomysl bylabys byc tylko introwertyczka, zamknieta
                      w sobie, konserwatywna, oczywiscie swiat pelen poczucia
                      bezpieczenstwa, ale czy nie czasem i ograniczony?
                      • ir1.easy Re: To jest tak... 20.07.09, 18:25
                        Fakt, trochę tak jest ... I dziękuję :-) Coś pozytywnego? Owszem też tak myślę,
                        choć się męczę. A co do zmian miejsca zamieszkania - nic z tego :-) Otóż jednym
                        z moich problemów (które też mają pozytywny aspekt), jest to, że przez całe
                        dzieciństwo (od 8-20 roku życia) wciąż zmieniałam środowisko, miasta, szkoły,
                        klasy (podstawówkę 6 razy, liceum 5 x) i to czasem skrajnie (od renomowanego
                        liceum do np. OHP w fabryce - to za karę, na szczęście, w tym przypadku
                        przeżycie było tak silne, że po 3-ch dniach oświadczyłam, że moja noga więcej w
                        tym OHP nie postanie). Wciąż musiałam budować nowe relacje, wchodzić w nowe
                        struktury. Od kiedy sama o sobie decyduję, zmieniam miejsca zamieszkania i pracy
                        w ramach jednego miasta.
                • lejdi111 Re: Odpowiedź jest raczej dość prosta 18.07.09, 08:04
                  lejdi111 napisała:
                  Mamuśka nadal jest ze mnie nie zadowolona i pokazuje mi dookoła inne oso
                  > by.

                  Jest ze mnie nie zadowolona bo nie jestem bogata, bo nie mam dobrze
                  prosperującej firmy, nie podróżuje, nie skończyłam studiów. Ja po prostu
                  uwierzyłam w to, ze jestem nie zdolna, ze nawet nie próbowałam gdzieś studiować
                  chociaż w szkole źle mi nie szło. A ciosem dla mnie było też to jak wciąż mi
                  powtarzała, że urodziwa nie jestem a gdy zaczęli mnie odwiedzać koledzy dalsi i
                  bliscy mojemu sercu to stwierdziła ze chyba nieźle daję skoro właśnie do takiej
                  brzyduli przychodzą.
    • mesgo Re: Wpływ dzieciństwa na życie dorosłe.... 18.07.09, 11:22
      To jakie masz relacje z rodzicami, jak ksztaltuja sie nasze poglady, wartosci ,
      jak traktuja Ciebie - zawsze odklada sie w nas samych, w duszy, sercu,
      jakkolwiek to nazwac. To czego brakowalo nam w dziecinstwie szukamy potem, tylko
      najczesciej nie umiemy tego odszukac....Podswiadomie wiemy co jest
      najistotniejsze ale swiadomie popelniamy te bledy ktorych tak bardzo chcemy
      uniknac.... Moje dziecinstwo zabralo mi radosc i spelnienie. Teraz to pokutuje.
      • ir1.easy Re: Wpływ dzieciństwa na życie dorosłe.... 20.07.09, 18:51
        tak, coś w tym jest - moja "mamuśka", tj. osoba mnie wychowująca, wiecznie
        wzbudzała we mnie poczucie winy. I wiecznie też we mnie nie wierzyła, ale to
        ostatnie skonstatowałam dopiero niedawno, gdy znów zaczęła te swoje "gierki".
        Najpierw nie mogła pojąć, że jestem z tym samym facetem prawie 20 lat, i że to
        że się czasem kłócimy to normalne a nie jakiś dramat czy wykorzystywanie mnie,
        czy też moje poniżanie się przed nim; potem przez 4 lata nie docierało do Niej,
        że nikt mnie z pracy nie zwolni (o co się bardzo martwiła), bo jestem
        właścicielem firmy; gdy robiłam prawo jazdy argumenty były ostre (1. że jestem
        za stara i tak się nie nauczę; 2. że szkoda pieniędzy; 3. że to niebezpieczne i
        na pewno ktoś mnie zabije; 4. że mój facet jest leniwy i mnie wykorzystuje, bo
        to On powinien mnie wozić. Zadałam na prawko za 2-gim razem); tak samo było jak
        chciałam z klasą w podstawówce chodzić na pływalnię (nie - bo mam nerki chore;
        co nie było prawdą, ale wtedy nie wiedziałam, miałam 9 lat) - musiałam zmienić
        klasę, bo tę akurat przekształcali w sportową i pływalnia była obowiązkowa itp;
        gdy brat z rodziną chciał mnie odwiedzić - że mnie wykorzystują, i z pewnością
        się zagnieżdżą; gdy miałam kłopoty w szkole - nie słuchała mnie, nie walczyła o
        mnie (jak inni rodzice), a całkowicie wierzyła pedagogom. Mówili np, że nie zdam
        matury - zdałam, studia skończyłam. Wtedy była dumna, ale nie pomogła mi w żaden
        sposób wcześniej, mówiła, że nic ze mnie nie będzie. To Babcia przyjaciółki
        załatwiła mi możliwość pozostania w szkole, gdy odstawiłam kiedyś u nich w domu
        histerię, że jestem skończona - choć znała mnie głównie z tego, że wyżerałam im
        lody z lodówki i w przydługim swetrze całymi godzinami przesiadywałam z ich
        wnuczką w pokoiku lub w pobliskim parku.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka