Dodaj do ulubionych

bycie sobą w związku

IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 01.02.02, 12:09
patrząc na swoje zachowanie widzę,że każdy człowiek w tym i ci ukochani
wywołuje u mnie różne zachowanie, coś jak jungowskie maski, czasem zatrzymuję
się i zastanawiam, czy nie za dużo tych masek w moim życiu... jak jest z wami?
czy wpływ takich interakcji jest nieunikniony?
Obserwuj wątek
    • kwieto Re: bycie sobą w związku 01.02.02, 13:07
      Co rozumiesz pod pojeciem "maski"? Jakis przyklad? No bo jesli jeden budzi na
      przyklad ochote dzikiego seksu, a drugi raczej delikatnego wtulenia sie wen, to
      chyba nie sa to maski?
      • Gość: królik Re: bycie sobą w związku do Kwieto IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 01.02.02, 13:42
        przykład
        na początek milutki-on ma zwyczaj mówić zdrobniale, ja tego nigdy nie robiłam i
        nie za bardzo to w moim stylu, ale się dopasowuję, trochę przerabiam ten
        zwyczaj na moją modłę- wplatam coś mojego- to jest coś, co nie jest moje
        zmieniłam mój sposób porozumiewania się - zmieniłam się o tą zabawną odrobinkę
        • kwieto Re: bycie sobą w związku do Kwieto 01.02.02, 13:49
          Meczy Cie to? Bo zycie wsrod ludzi polega na drobnych ustepstwach. Czy to
          zdrobnienie staje Ci koscia w gardle? Czujesz jakis falsz? To powiedz mu, ze
          nie lubisz zdrobnien.

          Ale dla mnie podciaganie tego przykladu pod udawanie i "nie bycie soba" to jest
          zbytnie dramatyzowanie. W ten sposob mozesz zaczac mowic, ze nie mozesz byc
          soba w autobusie, bo musisz skasowac bilet, co jest na przyklad zamachem na
          Twoja wolnosc. Pytanie czy przy owych ustepstwach przekraczasz granice i
          zaczynasz sie czuc zle, czy nie? Bo czym innym jest pozwalanie sie nazywac
          zdrobniale, a czym innym pozwolenie na przyklad na wymuszenie zmiany stylu
          bycia, np. zostawienie pewnych znajomych, mimo ze tak na prawde tego wcale nie
          chcesz.
          • Gość: królik Re: bycie sobą w związku do Kwieto IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 01.02.02, 13:57
            to tylko taki mały przykład, Ty pewnie myślałeś o sytuacji, kiedy udaje się
            zupełnie inną osobę, a mi chodzi o drobny element życia między ludzmi
            nie męczy mnie to, nawet to lubię, ale jest to coś co czasem mnie zastanawia,
            najczęściej kiedy mam ochotę na chwile samotności
            • kwieto Re: bycie sobą w związku do Kwieto 01.02.02, 14:09
              Czlowiek zyje w kontekscie innych ludzi - "nikt nie zyje w prozni" lubila
              kiedys mawiac moja mama. Wiec zawsze istnieje jakas wspolzaleznosc miedzy
              ludzmi z ktorymi sie spotykasz, a nawet mozna ja rozciagnac na caly
              wszechswiat. Troche jak z tym motylkiem, ktory machajac skrzydelkami w Kongo,
              powoduje trzesienie ziemi w Japonii.

              Wiec - musisz sie odrobinke do tych ludzi dostosowac, aby umiec z nimi
              wspolzyc. Pytanie jak daleko ida te dostosowania. Bo o ile mowienie zdrobnien
              mezowi ktory to lubi to tyle co nic, to na przyklad zmiana trybu zycia pod jego
              dyktando to juz raczej za daleko... Kazdy ma gdzie indziej granice takich
              ustepstw i kompromisow po przekroczeniu ktorych zaczyna czuc sie zle. I trzeba
              ta granice sobie samemu znalezc.
              • Gość: królik Re: bycie sobą w związku do Kwieto IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 01.02.02, 14:22
                brawo precyzyjne i akuratne i bardzo życiowe:)
    • masaker Re: bycie sobą w związku 01.02.02, 13:15
      Niedawno przekonałem się, że najważniejsze jest bycie sobą. Na własnej skórze przeżyłem, co to
      znaczy wyzbywać się siebie dla kogoś - w imię związku. Kopniak w dupę był silny, ale podziałał
      otrzeźwiająco. Teraz wiem - jestem, kim jestem, a kompromis (nieodłączny w każdym związku, nawet
      w przyjaźni) to kompromis, nie - niewolnictwo.
      Co do tych nieszczęsnych masek - są nie do uniknięcia, bo naprawdę nikt z nas nie pokazuje (ba! - w
      ogóle nie ma) prawdziwej twarzy. Bycie sobą to umiejętny dobór owych "masek" (cokolwiek to nie
      jest), tak aby czuć się sobą i sprawiać dla innych wrażenie bycia sobą.

      Kurwa, co ja bełkocę!?
      • Gość: królik Re: bycie sobą w związku-do Masaker IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 01.02.02, 13:30
        jest tak jak piszesz, ale są takie momenty, kiedy ,nawet wsród ludzi, skupiasz
        uwagę na sobie, czy w sobie i stajesz obok wszystkiego i widzisz, że twoje
        bycie z ludzmi jest wyuczone, bo taka jest jedyna możliwość porozumienia i
        zrozumienia
        i pewnie dlatego ja tak lubię osoby, a nie ma ich wiele, przy których nie
        trzeba mówić, robić min, ale można po prostu milczeć
        • Gość: kasia Re: bycie sobą w związku-do Masaker IP: 212.244.59.* 01.02.02, 13:32
          Nie ubieram masek nigdy, to się da zrobić
          • masaker Re: bycie sobą w związku-do kasi 01.02.02, 13:47
            Nie wierzę.
            • kwieto Re: bycie sobą w związku-do kasi 01.02.02, 13:52
              A ja wierze :"P
              Moze nie zawsze, ale od pewnego czasu zero udawania. I jest swietnie :")
        • kwieto Re: bycie sobą w związku-do Krolika 01.02.02, 13:43
          Ja nie mam takich momentow, kiedy widze, ze "cos jest wyuczone"...
          To kwestia wyboru, albo nie chcesz udawac i ryzykujesz ze ktos przestanie Cie
          lubic, albo "podlizujesz sie" mu, i wiesz, ze bedzie Twoim towarzyszem.

          Co wolisz? Byc soba, czy udawac aby inni Cie lubili? To Twoja decyzja, zaden
          przymus zewnetrznego srodowiska.
          • Gość: królik Re: bycie sobą w związku-do Krolika IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 01.02.02, 13:51
            to nie kwestia nieszczerości ale konieczność w zrozumieniu innego człowieka i
            byciu przez niego zrozumianym- uczysz się od dziecka, jakie zachowanie,co
            znaczy, zauważ, że dzieci nie wiedza że nie zawsze dobrze jest mówić prawdę i
            np. powiedzą teściowej, co o niej mamusia mówiła,
            związki z ludzmi wymagają narzędzi do porozumienia
            • kwieto Re: bycie sobą w związku-do Krolika 01.02.02, 13:55
              No dobrze, ale czy tlumaczenie czegos czlowiekowi "jego slowami" to jest
              nieszczerosc i maska? Bo zamiast na przyklad mowic: "bierzesz lacze
              swiatlowodowe i podlaczasz do routera" wyglaszasz kwestie: "wez ten zielony
              kabelek i wetknij do tej bialej skrzynki" - to nazywasz maska?
              Przeciez chodzi o to by byc zrozumianym, a nie czy trzymasz sie odpowiedniego
              "zargonu"!


              Chyba ze za konieczne do komunikacji i porozumienia uwazasz naginanie sie do
              oczekiwan innych w mysl: "bede taki jakim chca mnie widziec inni" - ale takie
              podejscie jest, wybacz, chore.
              • Gość: królik Re: bycie sobą w związku-do Krolika IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 01.02.02, 14:01
                trochę źle mnie zrozumiałeś- mówimy o różnych płaszczyznach życia, ja o teorii
                ty o praktyce
                • kwieto Re: bycie sobą w związku-do Krolika 01.02.02, 14:03
                  No to wyjasnij o co Ci chodzi, o co pytasz?

                  No i zycie to nie teoria, tylko praktyka, wiec wole rozmawiac o praktyce :"))
              • Gość: królik Re: bycie sobą w związku-do Krolika IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 01.02.02, 14:07
                kwieto napisał(a):

                > No dobrze, ale czy tlumaczenie czegos czlowiekowi "jego slowami" to jest
                > nieszczerosc i maska?
                maska jest z założenia sztuczna ale w użyciu nie musi być nieszczera (ale może)
                Bo zamiast na przyklad mowic: "bierzesz lacze
                > swiatlowodowe i podlaczasz do routera" wyglaszasz kwestie: "wez ten zielony
                > kabelek i wetknij do tej bialej skrzynki" - to nazywasz maska?
                nie maska to bardziej ogólne pojęcie, ty poruszyłes kwestie języka- też ma
                podobny wymiar służy do komunikacji
                > Przeciez chodzi o to by byc zrozumianym, a nie czy trzymasz sie odpowiedniego
                > "zargonu"!-tak właśnie chodzi o to żeby być zrozumianym
                >
                >
                > Chyba ze za konieczne do komunikacji i porozumienia uwazasz naginanie sie do
                > oczekiwan innych w mysl: "bede taki jakim chca mnie widziec inni" - ale takie
                > podejscie jest, wybacz, chore.
                nie , chodzi mi o to, że muszę używać pewnych narzędzi( języka, mimiki, sposobów
                zachowania) aby inni mnie zrozumieli, czasem mogę się nagiąć, żeby np. zrobić
                komuś przyjemność

                • kwieto Re: bycie sobą w związku-do Krolika 01.02.02, 14:12
                  No ale to Twoj wybor - nagne sie, ale ten ktos sie bedzie cieszyl. Czy wolisz
                  jego radosc, czy swoje "nienaginanie sie" To Twoj wybor. I jesli zaczynasz sie
                  czuc zle z tym naginaniem sie - to znaczy, ze przekraczasz pewna wewnetrzna
                  granice niezaleznosci, autonomii.

                  No ale - czy to naginanie sie jest wyborem? Kalkulujesz: "on sie bedzie
                  cieszyl, albo ja sie nie nagne" Przeciez NIE MUSISZ sprawiac mu radosci. I
                  wybierasz to co jest dla Ciebie bardziej istotne. Nie odbieram takiego wyboru
                  jako klamstwa czy maski - cos za cos.
                  • Gość: królik Re: bycie sobą w związku-do Krolika IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 01.02.02, 14:28
                    tak praktycznie to masz rację
                    i nie będę Cię dręczyć moimi trochę oderwanymi od życia pytaniami
                    na szczęście nie każdy miewa takie odczucia obcości tych swoich masek czy jak
                    je tam nazwać :)
                    • kwieto Re: bycie sobą w związku-do Krolika 01.02.02, 15:02
                      Nie no, nie meczysz, a nawet teraz zaciekawiasz, na czym w takim razie polega
                      problem? jest teoretycznie a nie ma go praktycznie? No ale jesli odczuwasz
                      "obcosc" owych masek, to chyba te odczucia masz "w praktyce" a nie w teorii?

                      A moze po prostu zacznij te maski zdejmowac i zobacz co sie stanie?
                      • Gość: królik Re: bycie sobą w związku-do Krolika IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 03.02.02, 10:49
                        może, kiedy teoria miesza się z praktyką, kiedy uświadamiasz sobie, że w życiu
                        musisz posługiwać się pewnymi formami wyrazu- taka refleksja dotycząca ogólnych
                        (teoretycznych)form porozumiewania się i bycia wsród innych
                        są też mniej "głębokie" praktyczne spostrzeżenia jak np. moje zdrobnienia,
                        które mogą prowadzić do głębszych refleksji
                        ale maski moga tez byc potrzebne do pokazania prawdziwego siebie , moga tez
                        służyć do manipulacji
                        • kwieto Re: bycie sobą w związku-do Krolika 03.02.02, 11:12
                          Ale w ten sposob mozesz nagle uznac, ze jezyk ktorym sie poslugujesz jest
                          "maska" bo musisz dopasowac swoje mysli czy emocje do slow ktorymi dysponujesz.
                          Czy to jednak nie za glebokie drazenie? Jezyk jest narzedziem, umiejetnosc
                          komunikacji z innymi tez jest narzedziem. Czy jest maska? nie...
                          • Gość: królik Re: bycie sobą w związku-do Krolika IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 03.02.02, 13:48
                            to czy uznamy np. język za "maskę" to kwestia interpretacji, każdy może mieć
                            swoją- trzeba dodać jeszcze różnice w "odczuwaniu" świata i wtedy "masek"
                            będzie tyle ile jest ludzi
                            • kwieto Re: bycie sobą w związku-do Krolika 03.02.02, 14:23
                              no ale czy to sa wtedy maski?
      • kwieto Re: bycie sobą w związku 01.02.02, 13:39
        pleciesz kolego... ;")))

        Nie kompromis a konsensus (to mi wpoil "pan od negocjacji", mowiac ze liczy sie
        nie "zgnily kompromis" a wlasnie konsensus)

        A maski - czlowiek jest istota plastyczna, i moze miec 1000 twarzy i kazda
        prawdziwa. czy na przyklad czlowiek, ktory na spotkaniu biznesowym jest silny,
        nieugiety, stawia ostre warunki, a po przyjsciu do domu wzrusza sie i roni
        lezke widzac spiace w lozeczku dziecko - klamie w ktoryms momencie? Nie sadze,
        wg mnie jest tak samo autentyczny w jednej jak i drugiej sytuacji...
        Maska, jesli juz, pojawia sie wtedy kiedy "na sile" wtlaczam sie w jakis
        wizerunek ktory do mnie nie pasuje.
        • masaker Re: bycie sobą w związku 01.02.02, 13:50
          OK, niech będzie konsensus. Grunt, że też na "k".

          Temat masek - mam wrażenie, że swoimi słowami powtarzasz, co ja napisałem, ale jestem otwarty i
          gotowy usłyszeć kontrargumenty.

          chrum-chrum
          • kwieto Re: bycie sobą w związku 01.02.02, 14:00
            Nie zupelnie, bo Ty mowisz o umiejetnym "zonglowaniu" maskami, a ja mowie, ze
            masek nie ma, pojawiaja sie tylko wtedy, kiedy cos udajesz... Swiadome
            wymienianie masek to udawanie, bujda.
            A bycie soba w kazdej sytuacji (nawet jesli w jednej sytuacji jestes oaza
            spokoju a w innej furiatem) to jest szczerosc.

            Przy czym jak juz pisalem wyzej - konsensus, czy jakies drobne ustepstwo, ktore
            nie narusza rdzenia mojego jestestwa trudno nazwac maska. Jesli dziewczyna chce
            aby ja nazywac "zabcia" - mimo ze zwykle takimi slowami nie operuje, moge cos
            takiego jej mowic, nie traktuje tego jak udawania i maski.
            • masaker Re: bycie sobą w związku 01.02.02, 14:06
              Nie mówię o żonglowaniu maskami. Dla mnie naturlane jest to, że mam ich od cholery i trochę, a one
              same mi się "wkładają" zależnie od potrzeb (moich i innych).

              Ej, no zgodziłem się przecież na ten konsensus. A może wolisz konwenans? To ci dopiero machowanie
              (tj. zakładanie masek na tempo).

              chrumię
              • kwieto Re: bycie sobą w związku 01.02.02, 14:14
                Oooo - teraz wychodzi na to, ze mowimy o tym samym :"))) oczywiscie jesli sie z
                tymi "samonakladajacymi maskami" dobrze czujesz :"))))
            • ada_1 Re: bycie sobą w związku 01.02.02, 14:45
              Kazdy z nas "na scenie zycia" ma do odegrania kilka /a, moze i jeszcze wiecej/
              naturalnie przyjetych rol, przeplatajacych sie miedzy soba nieustannie
              (zona/matka/corka/synowa/pracownik/.... etc. dopisz stosownie do plci). Kazda z
              nich jest inna i kazda posiada rowniez swoje oblicza. Rowniez kazdy z nas czuje
              wewnetrznie swoje "JA" i doskonale zna granice za ktora "JA" staje sie "obca
              maska". Czasami zycie w roznych sytuacjach zmusza nas niestety do przekraczania
              tej granicy uwazam ze jest to nieuchronne, a umiejetnosc jej zakladania i
              zdejmowania wlasciwie konieczna w kontaktach z "niektórymi" ludzmi np.
              pracodawca. Pytanie jak daleko potrafimy przekroczyc te granice i czy nam z tym
              dobrze?????????
              • kwieto Re: bycie sobą w związku 01.02.02, 14:59
                A ja uwazam ze przekroczenie tych granic to kwestia wyboru. Czasem bolesnego,
                zgoda. Ale nie mow mi, ze jesli szef proponowal Ci romans w zamian za
                pozostawienie w pracy, to MUSIALAS na ten romans przystac - w koncu mozesz
                zostac wylana i szukac nowej pracy. Owszem, wiaze sie to z drastycznym spadkiem
                standardu zycia, i tak dalej - ale to TY decydujesz czy na romans przystac, a
                nie "zycie Cie zmusza". Generalnie uwazam, ze ludzie ktorych "zycie zmusza" do
                zakladania masek po prostu nie maja odwagi spojrzec w oczy ich wlasnemu
                konformizmowi. Ale to nadal ICH wybor a nie przymus stawiany przez zycie...
                • ada_1 Re: bycie sobą w związku 01.02.02, 15:10
                  oczywiscie ze jest to kwestia wyboru, ale rowniez zasad stad granice zachowan i
                  walki o swoje "JA". Sa rozne sytuacje w zyciu, czy nie byles ZMUSZONY do
                  zalozenia maski w imie czyjegos DOBRA??????????
                  • kwieto Re: bycie sobą w związku 01.02.02, 15:14
                    Nie rozumiem. Podaj mi przyklad. Co rozumiesz przez "zalozenie maski dla
                    czyjegos dobra"?
                    • Gość: kaszub Re: bycie sobą w związku IP: *.polczyn.sdi.tpnet.pl 01.02.02, 15:39
                      Wybaczcie, że się wtrącę, ale mam dobry przykład maski założonej w imię pomocy.
                      Nie chodzę do kościoła a dla mojego ojca to bardzo ważne i bolesne. Oczywiście,
                      asertywność wymagałaby, żebym postawił na swoim, nie udawał. Problem w tym, że
                      mój ponad60-letni ojciec się już nie zmieni, nie zrozumie moich wyrażanych w
                      języku z innego świata argumentach. Mogłem więc postawić na swoim, ale w końcu
                      poszedłem na pasterkę. Cholernie się ojciec wtedy wzruszył a ja wiem, że dobrze
                      wtedy zrobiłem poświęcając część "bycia sobą" dla bycia w rodzinie (oczywiście
                      nie chodziło o szantaż ze strony ojca - po prostu pewne rany zbyt bolą).
                      • kwieto Re: bycie sobą w związku 01.02.02, 15:48
                        No dobrze, ja tez czasem chodze do kosciola, mimo ze generalnie jestem czyms w
                        rodzaju agnostyka.

                        Ale czy np. dla swojego ojca zgodzilbys sie chodzic do kosciola co niedziela,
                        przez najblizszych kilka lat?
                    • Gość: ada_1 Re: bycie sobą w związku IP: *.tricotextil.lodz.pl 04.02.02, 13:26
                      kwieto napisał(a):

                      > Nie rozumiem. Podaj mi przyklad. Co rozumiesz przez "zalozenie maski dla
                      > czyjegos dobra"?

                      "swiadoma rezygnacja z naturalnego nam oblicza w jakiejs sprawie, w imie czyjegos
                      dobra"
                      "swiadoma decycja grania innej/innego niz sie jest w rzeczywistosci, jesli
                      inaczej nie mozna"
                      Oczywiscie w/w odnosi sie do "jakiejs sprawy", nie ogolnego zatracenia wlasnego
                      ja wlasnych zasad wlasnej twarzy do ktorej w koncu kazdy z nas ma prawo. Nie
                      uwarzam i nie wierze ze ktolowiek bylby w stanie na dluzsza mete zyc bez wlasnego
                      EGO. Natomiast w imie czyjegos dobra a szczegolnie milosci (patrz przyklad
                      milosc do meza i realcja ja-tesciowa, czytaj: przy zachowaniu szczerosci ja-maz)
                      wiekszosc swiadomie wybiera maske, jesli inaczej nie mozna,.....
                      Mysle ze Kaszub zrozumial moje intencje.
                      Swoja droga ciekawe w którym miejscu dochodzi do glosu nasze ALter Ego i czy w
                      ogole mozna o nim mowic w tym zakresie?????????
                      • kwieto Re: bycie sobą w związku 04.02.02, 13:43
                        No ale serwujesz mi "nieznane przez nieznane"

                        Pytam sie o przyklad zalozenie maski dla czyjegos dobra a Ty mi zamiast
                        przykladu mowisz:

                        "swiadoma rezygnacja z naturalnego nam oblicza w jakiejs sprawie, w imie
                        czyjegos dobra"

                        Wiec podaj mi przyklad "z zycia wziety" takiej rezygnacji, ktora MUSZE zrobic?

                        "swiadoma decycja grania innej/innego niz sie jest w rzeczywistosci, jesli
                        inaczej nie mozna"

                        A skad jestes pewna ze nie mozna? Nigdy nie ma sytuacji, w ktorej "inaczej juz
                        nie mozna". Jesli taka znasz, to napisz...
                        • ada_1 Re: bycie sobą w związku 04.02.02, 13:57
                          Czy wszystko trzeba metkowac nazwa?Jest to czysto sprawa intuicjonalna. Moze
                          pisze troche po chinsku ale K. opisal wlasnie jedna z tych "zalozonych masek" -
                          "rozszyfrowanie-zaszyfrowanego"
                          • kwieto Re: bycie sobą w związku 04.02.02, 22:57
                            No przepraszam, ale to Ty zaczelas mowic o "masce w imie czyjegos dobra" -
                            czyli wlasnie ometkowalas ja nazwa. A teraz mowisz, ze to sprawa intuicyjna, i
                            tak na prawde to ciezko Ci rozroznic sytuacje w ktorej zakladasz maske od
                            takiej w ktorej tego nie robisz. Wiec po co w ogole uzywac pojecia maski?
                            • ada_1 Re: bycie sobą w związku 05.02.02, 15:49
                              kwieto napisał(a):

                              > No przepraszam, ale to Ty zaczelas mowic o "masce w imie czyjegos dobra" -
                              > czyli wlasnie ometkowalas ja nazwa. A teraz mowisz, ze to sprawa intuicyjna, i
                              > tak na prawde to ciezko Ci rozroznic sytuacje w ktorej zakladasz maske od
                              > takiej w ktorej tego nie robisz. Wiec po co w ogole uzywac pojecia maski?

                              Oczywiscie pisząc "czy wszystko trzeba ometkować" miałam na myśli juz ometkowany
                              cytat, to cos z rodzaju wyrwanej i niedokończonej myśli, chyba już nie istotne
                              ale miało być : czy zawsze potrzebujesz konkretnych przykładów, opisów czarne-
                              czarne, białe-białe. Osobiście nie jest mi ciężko rozróżnić sytuacji z/bez maski
                              i b.b. rzadko z niej korzystam. To o czym piszę wynika z czystej obserwacji
                              życia, a różnica naszych zdań wynika tylko i wyłącznie z "nazewnictwa". Dla
                              Ciebie maska to moze Twoje drugie ja /patrz post wyżej/I nie wierzę, że zawsze
                              jesteś sobą i tak jak tego nie potrafisz udowodnic tak mi trudno podać przyład.
                              Zgadzam się z Tobą , jednak, w kwestii wyboru, oczywiście zawsze mamy wybór a to
                              o czym ja pisałam nazwałabym "maska z wyboru" . Temat rzeka, ale skoro

                              > ciezko Ci rozroznic sytuacje w ktorej zakladasz maske od
                              > takiej w ktorej tego nie robisz
                              >W iec po co w ogole uzywac pojecia maski?

                              W takim razie chyba nie ma oczym rozmawiać
                              Dziwne że kolega K. zrozumiał - Czyżby sprawa intuicyjna?
                              Pozdrawiam

                              • Gość: m Re: bycie sobą w związku IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 05.02.02, 16:20
                                Pojde w slady Kaszuba i tez pozwole sie wtracic: temat "bycie soba w zwiazku"
                                przerobilam juz na wiele sposobow,ale przede wszystkim staralam sie byc
                                soba,fakt,ze czasami wkladalam te,jak to nazywacie, "maski",zeby zrobic drugiej
                                stronie przyjemnosc i w jakis sposob przez to i sobie tez. Ostatnio jednak za
                                bardzo dalam sie poniesc wizji partnera o charakterze naszego zwiazku, i
                                zupelnie moja prawdziwa osobowosc zostala zablokowana-nie bylo
                                spontanicznie,szalenczo,bez uniesien,wszystko bylo wbrew mnie i dlatego umarlo.
                                A szkoda,bo zalezalo mi na Nim i to bardzo,tyle ze nie znioslam Jego "maski" na
                                sobie. I solennie sobie przyrzeklam byc soba,chociaz nie odmawiam pewnych ale
                                malych ustepstw,bo bez tego nie mozna wspolistniec z innymi, nie wyrzekac sie
                                wlasnej natury i albo znajdzie sie ktos kto ja jeszcze bardziej ze mnie
                                wydobedzie i pozwoli sie spelnic, i bedzie to tez i jego radoscia a ja bede
                                mogla wtedy odwdzieczyc sie tym samym z zarliwa radoscia (i mam jeszcze nadal
                                ogramna nadzieje, ze nie jest to tylko utopia !) albo juz do konca bede po
                                prostu sama.

                              • kwieto Re: bycie sobą w związku 05.02.02, 17:08
                                K. podal przyklad ktory trudno nazwac maska. Bo on sie decyduje - albo zrobie
                                przyjemnosc ojcu, albo postawie na swoim. Tylko - czy on powiedzial ojcu, ze
                                jest gleboko wierzacy? Pojscie do kosciola to nie jest zaden wyznacznik...
                                jestem ciekaw co by powiedzial na pytanie wprost: "czy sie nawrociles?" I jak
                                by sie z tym czul

                                I nawet gdyby zaprzeczyl w tym momencie sobie, swoim przekonaniom - to czy
                                oznacza to, ze zaklada maske? Alez on w tym momencie pokazuje tylko skrywana
                                czesc samego siebie! Ze jest zdolny do klamstwa! I nie jest to zadna maska, on
                                taki jest i jest do tego zdolny...
          • alka_xx Re: bycie sobą w związku 01.02.02, 14:07
            > chrum-chrum


            Maski , jezeli juz to tylko lekko korygujace " wyraz twarzy", gdy akurat
            sytuacja tego wymaga, ale nigdy zmieniajace nas w innych ludzi i zmieniajace
            NASZE zasady postepowania..!!
            Czy sie myle?

    • Gość: Angel Re: bycie sobą w związku IP: 217.96.109.* 01.02.02, 13:38
      Zawsze nalezy być sobą!!! Ja przez pół roku udawałam, w sumie sama nie wiem
      dlaczego. Straciłam tożsaamość w związku i teraz gdy juz jesteśmy zaręczeni nie
      wiem, co mam robić. On mysli, że jest wszystko ok - a ja juz tak bardzo chce
      przestać oszukiwać jego i siebie. Mam zamiar to skończyc tylko jak?
      Pozdrawiam
      • masaker Re: bycie sobą w związku - do Angel 01.02.02, 13:44
      • masaker Re: bycie sobą w związku - do Angel 01.02.02, 13:46
        W twojej sytuacji możesz zrobić tylko jedno - ODEJŚĆ jak najszybciej. Moja rzuciła mnie już po
        zaręczynach. I co? I bardzo dobrze, ba jakby to zrobiła dwa lata później, to byłaby kicha maksymalna.
        Lepiej, że stało się to teraz - przynajmniej nikt nic nie udaje.

        Powodzenia!
        • kwieto Re: bycie sobą w związku - do Angel 01.02.02, 13:51
          Zaraz tam od razu odejsc!

          Moze po prostu powoli przestac udawac? I zobaczyc jakie sa jego reakcje? Jesli
          nie akceptuje - wtedy dopiero myslec o odejsciu. A wczesniej zobaczyc co sie
          stanie jak zaprzestaniesz udawania.
          • masaker Re: bycie sobą w związku - do Angel i kwieto 01.02.02, 13:58
            Ale, kwieto, zależy, co Angel udaje. Jeśli uczucie, to chyba już po zawodach. Ty potrafisz na powrót
            zakochać się w kimś, kogo kochać przestałeś? Wiesz, ta druga strona może nie wykazać się
            odpowiednią cierpliwością i zrozumieniem.
            • kwieto Re: bycie sobą w związku - do Angel i kwieto 01.02.02, 14:02
              No ale nie wiesz czy Angel udaje milosc, czy to ze jej sie podobaja np. wyscigi
              samochodowe (bo chlopak je lubi). Jesli chodzi o milosc, to "po zawodach" a
              jesli udaje, ze smakuje jej pomidorowka, to chyba nie trzeba sie z tego powodu
              rozstawac?
              • masaker Re: bycie sobą w związku - do Angel i kwieto 01.02.02, 14:10
                Rany, kwieto, dla mnie jest oczywiste, że Angel nie ma na myśli tego, że on woli makaron, a ona -
                ziemniaki. Rozumiem, że jej udawanie związane jest z czymś o zasadniczym znaczeniu dla
                ich związku. No, chyba że każdy obiad to walka kartofli z kluskami. A wiadomo - Polak głodny, to zły
                (Polka też).
                • kwieto Re: bycie sobą w związku - do Angel i kwieto 01.02.02, 14:16
                  Wiesz, na przyklad moi rodzice sie rozstali nie dlatego, ze sie nie kochali,
                  ale dlatego ze mieli rozne charaktery. I sie nie porozumieli w odpowiednim
                  czasie co do tej roznicy. A gdyby sie dogadali, to nie rozwaliliby zwiazku...
                  Acha! i uwazam, ze to porozumienie bylo mozliwe.
                  • masaker Re: bycie sobą w związku - do Angel i kwieto 01.02.02, 14:32
                    OK, przecież nie mówię, że miłość i tylko miłość. Reszta jest również cholernie ważna, ale bez
                    miłości?
                    • kwieto Re: bycie sobą w związku - do Angel i kwieto 01.02.02, 14:55
                      no ale czy angel powiedziala, ze go nie kocha??

                      Trzeba by jej zapytac...
                      • masaker Re: bycie sobą w związku - do Angel i kwieto 04.02.02, 11:17
                        A jakoś przyjąłem takie założenie. Rozumiesz - trauma...

                        Chyba zdechnie nam dyskusja, bo Angel nie spieszy się z odpowiedzią.
                        • kwieto Re: bycie sobą w związku - do Angel i kwieto 04.02.02, 11:19
                          Moze sie obrazila na nas za ta dyskusje?
                          Chodz, moze jakie kwiatki kupimy...
                          • masaker Re: bycie sobą w związku - do Angel i kwieto 04.02.02, 11:25
                            I pół litra - dla nas na wyrzuty sumienia (z przewagą wyrzutów).
                            • kwieto Re: bycie sobą w związku - do Angel i kwieto 04.02.02, 11:33
                              :")))))
    • Gość: Dora Re: bycie sobą w związku IP: 212.244.205.* 01.02.02, 14:14
      Nie wiem czy to podpada pod maskę czy pod coś innego, ale jest jeszcze takie
      coś jak mimowolne naśladowanie. Śmiech, sposób mówienia, gesty, mimika, czasem
      nawet wygląd, jednym słowem nieświadome (albo uświadomione ale nie chciane)
      upodabnianie się do kogoś innego i to niekoniecznie do ideału. Na kilka minut
      albo kilka lat.
    • fragola Re: bycie sobą w związku 01.02.02, 15:27
      Szczerość i otwarcie w związku to podstawa.Nie wyobrażam sobie udawania przed
      ukochaną osobą kogoś innego(lepszego??) niż jestem w rzeczywistości.Po co? By
      ktoś pokochał"wykreowany wizerunek",a nie mnie taką jaka jestem.Inna sprawa,że
      kompromisy są potrzebne.Bo np. cóż zroboć jeśli partner woli witać Nowy Rok w
      modnym klubie,a partnerka wolałaby chatkę w górach.I czy ten,którego propozycja
      przegra przestaje być sobą i "składa ofiarę na ołtarzu związku"?Eee,chyba
      przesada.
      Jeśli chodzi o relacje z innymi ludzmi to ostatnio usłyszałam,że jestem
      bezkompromisowa.Nie jestem pewna czy to było najtrafniejsze określenie,ale w
      sumie mnie ucieszyło, bo jakoś bycie sobą w niczym mi w życiu nie
      przeszkodziło.I jeśli miałabym powiedzieć za co siebie lubię(jeszcze jakiś czas
      temu sprawiało mi to trudność): za to,że nie udaję,jestem sobą,ale jednocześnie
      szanuję przy tym innych ludzi i żyję z nimi dobrze.Jeszcze jako nastolatka
      zabiegałam o akceptację innych mając "kompleks dziewczynki,która chce by
      wszyscy ją kochali, więc musi się starać".Jak się cieszę,że to mam już za
      sobą:))))
      • warum Re: bycie sobą w związku 03.02.02, 21:02
        Brawo! nie warto poświęcać się i udawać dla kogoś - wkładajc "maskę".Problem w
        tym ,że /jak ktoś już tu powiedział/ - one "same się nakładaja":((( Bo nie
        chcemy ranić, bo chcemy sprawić przyjemność, bo...poświęcamy siebie dla ideii,
        zwiazku, itd. Jestem dużo starsza od moich przedmówców i...z doświadczenia
        wiem - że sa granice prywatnego "ja" po przekroczeniu, których następuje już
        tylko destrukcja. W zwiazku dwojga ludzi najczęściej jedno "chce" bardziej niż
        drugie /niestety/ i stad ta naturalna potrzeba dopasowywania...
        wkładania "masek". Dramat zaczyna się wtedy gdy drugie strony przyzwyczaja się
        do naszych "masek" i uważaja je za stan naturalny drugiej osoby /bo tak
        wygodniej lub myśla,że my tak "lubimy"-hahaha / Wtedy następuje gwałtowne bumm -
        po którym wszyscy obwiniaja tę osobę, która "tak dobrze chciała i tak się
        starała", a osoba która tylko korzystała z tego - mówi- A nie mogłaś tak mówić
        od poczatku?ja przecież nie wiedziałem, że ty tak nie lubisz...hahahaha.Ale
        wtedy za pózno już na "poprawki", życie uciekło, niesmak pozostał...i żal do
        siebie o brak zdrowego egoizmu we właściwym momencie.
        Pozdrawiam wszystkich i sorki za nieskoordynowane gadulstwo - postaram sie
        podszkolić:)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka