Dodaj do ulubionych

jestem nowa....

28.12.03, 16:00
Czesc! czytam to forum od polowy roku ale napisac postanowilam dopiero
teraz....moze zreszta dlatego ze zbliza sie nowy rok, ktory chce lepiej
zaczac, a moze dlatego ze wlasnie obzarlam sie jak swinka swiatecznym
ciastem...:-(
Wiecie co jest dla mnie najgorsze w kompulsywnym objadaniu sie:

BRAK KONTROLI!!
...kiedy przychodzi glod (psychiczny, emocjonalny nie fizjologiczny) ja nie
ide na wyklad tylko do bufetu gdzie zamawiam paczki i batona, szybko wcinam
i ide do drugiego bufetu tam jem obiad, potem jeszcze do sklepu - w drodze
powrotnej zjadam wszystko...potem w przerwie na wyklad spotykam znajoma i
klamie jej ze nie bede na angielskim bo sie spiesze do lekarza, i co?
oczywiscie jade na miasto na wyzerke, kupuje - jem, ide w inne miejsce
kupuje- jem....w ten sposob wydaje nieraz wszystkie oszczednosci...moglabym
chociaz zaoszczedzic, pojechac do domu, ugotowac cos, ale nie -mam formalnie
zajecia od rana do wieczora i nie chce sie w domu tlumaczyc...wiec tak
prosciej...

PO DRUGIE:

-moja polowa... osoba ktora kocham, ale ktora nie ma pojecia o moich
problemach i niestety sama sie troche nieswiadomie do nich przyczynia... nie
jestem w stanie z nim o tym porozmawiac, gdyz dla niego tego rodzaju problem
to cos nie do pojecia (sam jest za chudy i walczy z soba zeby miec apetyt i
jesc) poza tym wiem ze uslyszalabym ze na figure najlepszy jest sport.
Poniekad zgadzam sie ale ciezko robic brzuszki kiedy brzuch jest wydety od
nadmiaru jedzenia... no i jeszcze problem bliskosci.. jesli ja nienawidze
siebie (i to nie tylko ciala) to jakos nie mam ochoty w ogole sie kochac
(seks moze dla mnie nie istniec...) a co dopiero np przed lustrem do czego
namawia mnie moj kochany....on mowi ze musze walczyc z kompleksami, polubic
swoje cialo....ale efekt jest jak sie domyslacie oplakany...
no i zasadniczy problem: kiedy jestem z nim tez nie zawsze jest rozowo jesli
chodzi o jedzenie, zjem cos wiecej....i wyrzuty sumienia....poczucie
tracenia kontroli i wymyslanie powodu dla ktorego on powinien juz isc i
zostawic mnie sama, zaplakana... z fura jedzenia..
- brak CELU W ŻYCIU...jak moge cos planowac w zyciu, jesli wiem ze nie moge
polegac na swoim zachowaniu? Wiedzac ze nie jestem w stanie zrealizowac
niczego, bo ledwo zaczne, rzuce to w przyplywie zlosci...jak zyc z uczuciem
ze niczego nie osiagne bo jestem niestabilna emocjonalnie? potrafie zawalic
wazny projekt,odkladajac prace na pozniej a ostatniej nocy nazrec sie ze
stresu i przeplakac caly wieczor.... nie mam hobby, nie mam zainteresowan,
nie interesuja mnie moje studia, unikam spotkan z ludzmi, czuje ze dryfuje
gdzies bez celu... do tego to absurdalne poczucie: ze gdybym jadla normalnie
wszystko by sie ulozylo....moze i cos w tym jest: gdybym miala kontrole nad
swoim odzywianiem, moze zyskalabym i kontrole nad wlasnym zyciem?
Prosze....napiszcie mi: czy pomogla wam wizyta u psychologa? Bo ja czuje ze
sobie sama nie poradze, ale z drugiej strony nie wiem czy warto....

pozdrawiam wszystkich (jesli w ogole ktos dotrwal do konca....;-) )
Obserwuj wątek
    • horlaa Re: jestem nowa.... 29.12.03, 13:57
      cześć
      witam nową w szeregach.... :)
      tak, dobrze, że się odezwałaś, może na nowy rok warto zrobić jakieś
      podsumowania i zaplanować zmiany - oczywiście realne, takie, które da się
      przeprowadzić...
      wszystko to, co piszesz, jest mi doskonale znane. wiesz, mimo wszystko nie
      czuję się ekspertem w tych sprawach, więc mogę tylko napisać z własnego punktu
      widzenia podpierając się własnym doświadczeniem (a mam doświadczenie 8-
      letnie).
      taki "brak sensu" na jaki cierpisz to paskudna sprawa. i to zrzucanie winy na
      jedzenie. miałam tak samo. wszystkie zmiany w moim życiu, które miały
      nastąpić, warunkowałam tym, że się objadam. a gdy przestanę, wszelkie problemy
      znikną. akurat! może właśnie odwrotnie? wiem, że to może być trudne, ale
      spróbuj się poważnie zastanowić nad tym, co sprawia ci największą frajdę, jaka
      czynność, jaki rodzaj aktywności. co kochasz najbardziej w świecie. kiedy
      sobie to uświadomisz, będzie tylko krok do tego, żeby zupełnie zmienić swoje
      życie, choć pozornie będzie to wyglądało tak, jakby niewiele się zmieniło.
      pamiętam jak było u mnie: szkoła, sklep, dom, szkoła, sklep, dom, i jedno
      kółko plastyczne, które chyba ratowało mnie od całkowitej depresji. potem
      jakimś tam cudem uświadomiłam sobie, że kocham tańczyć. że, na dodatek, fajnie
      się ruszam, mam do tego jakiś tam talent. najpierw tańcowałam sama w pokoju,
      potem zapisałam się na kursy, i tak poszło. jedna pasja, która zupełnie
      odmieniła mój sposób życia (a jak mi podniosła samoocenę!). podaję to jako
      przykład, na pewno też masz coś takiego, co zmieniło by twoje podejście do
      samej siebie.

      a jeśli chodzi o brak kontroli, to jest to paskudna sprawa... hmmm ja muszę
      sobie radzić sama, ale o moich problemach wiedzą moje 2 przyjaciółki, które
      (dziwny zbieg okoliczności) borykają się z anoreksją... i mają zupełnie inne
      podejście do jedzenia, dla nich to diabeł, mogą nie jeść nic, ale
      uświadomienie sobie, że ktoś ma zupełnie inny problem, pomaga. to raz. a dwa:
      Twój facet. jeśli mu ufasz, chyba dobrze by było porozmawiać. myślę, że jeśli
      przedstawiłabyś mu wszystko w odpowiednich proporcjach, jako poważny problem a
      nie jakąś tam Twoją fanaberię, zrozumie. może Ci pomóc. (a może ktoś inny?
      jakaś koleżanka, ktoś bliski?)
      no, ale to tylko sugestia.
      w każdym razie, jakby co, masz nas :)

      pozdrawiam gorąco
      trzymaj się dzielnie
      i oczywiście bądź z nami!


      mój nr gg 4313800

      horlaa
      • negritha Re: jestem nowa.... 30.12.03, 20:53
        Dziekuje za cieple przyjecie.. :-) Tak...zdecydowanie musze sobie znalezc
        zajecie... tyle ze mimo ledwie 20 lat, czuje sie potwornie stara...mam
        wrazenie ze juz wszystko bylo i nie mam nawet ochoty probowac nowych rzeczy..
        tak bylo rowniez przed swietami, choc same swieta oczywiscie byly
        gorsze..nikogo chyba nie zdziwi co robilam: jedzenie, internet, jedzenie,
        internet...z przerwami kiedy musialam sie opanowac bo spedzalam czas z
        chlopakiem, a potem znowu jedzenie jak tylko poszedl.. pograzam sie, mysle z
        trwoga o powrocie do zajec, mam zle sny jak to zawalam wszystko na uczelni..
        nie chce mi sie nikogo widziec, nic robic, chcialabym zamknac drzwi na cztery
        spusty z gora jedzenia, najesc sie i wiadomo...umrzec...ale lzy mi sie kreca w
        oku kiedy pomysle o mojej drugiej polowce...tylko dla Niego jeszcze cos
        probuje...
        Dlaczego zarcie wpedza w taki nastroj? No wkoncu to taki sam nalog jak
        alkoholizm.... moze powinnysmy czytac poradniki dla alkoholikow? Potraktowac
        to jako normalny nalog? Niestety to cos chyba bardziej wstydliwego niz
        alkoholizm...zreszta alkoholizm jest traktowany powazniej, a jedzenie? "no to
        nie jedz tyle, opanuj sie!" to bym uslyszala od wielu...:-(

        Dziekuje Ci Horlaa za odpowiedz...wiesz ze ja tez od dluzszego czasu tancuje
        sobie po pokoju? Tyle ze u mnie specjalnego talentu nie ma.. ;-)
        Pozostaje szukac dalej...
        Pozdrawiam!
        • horlaa tańcujesz?.... 31.12.03, 12:26
          tańcujesz? a śmiejesz się przy tym?
          no, to już jesteś na dobrej drodze :)
          śmiech, albo śmiech przez łzy to wspaniałe lekarstwo. tylko trzeba mieć
          cierpliwość, bo powoli działa... :)

          • negritha Re: tańcujesz?.... 02.01.04, 16:50
            Nie, nie smieje sie przy tym....:-(
            muzyka do ktorej sobie tancze nie jest wesola, wiec jakos mi tez wtedy nie do
            smiechu... hmmm wiecie, ze kiedys bylam osoba ktorej usmiech niemal nie
            schodzil z twarzy? I ten smiech naprawde plynal z glebi, potrafilam sie
            cieszyc wszystkim jak dziecko! Teraz moj smiech, jest zdecydowanie albo
            histeryczny, albo cyniczny... Taniec... w sumie w jakis sposob oczyszcza, no i
            kiedy np poprzedniego dnia jadlam to mam potem troche tej energii....dobre i
            to, w sumie chociaz niewielka czesc pochlonietej energii, jakos dobrze
            wykorzystam...;-)
            Wiesz, chyba potrzebny mi jest po prostu nalog zwany sportem....tylko nie
            silownia, nie aerobik, ale cos "z dusza"... myslalam o tai chi albo cos w tym
            stylu...moze ktos probowal? moze komus pomoglo?
            Swoja droga: Horlaa, jak doszlas do tego zeby zapisac sie na taniec? poszlas
            do jakiejs szkoly ktora sie tym zajmuje? jaki rodzaj tanca?
            Pozdrawiam :-)
            • horlaa Re: tańcujesz?.... 02.01.04, 17:44
              wiesz, każdy ma coś innego. ja mam taniec, ty moze znajdziesz - no wlasnie -
              tai chi, jogę, capoeirę (slyszalam od znajomej, ze to naprawde piekna sprawa).
              a moze jeszcze inna bajka - tak jak moja przyjaciolka, ktora wobec wielu
              przytlaczajacych problemow wziela sie za nauke gry na gitarze (mimo ze
              zupelnie nie ma sluchu, ale to nie przeszkadza - i dobrze!).

              a co do mojego tanca, to najpierw tanczylam w pokoju, potem, kiedy pojawialam
              sie na imprezach, uslyszalam kilka razy, ze fajnie sie poruszam. potem (jestem
              z Poznania) zapisalam sie na letnie warsztaty tanca u nas co roku
              organizowane. wtedy tez poczulam, ze jest to cos, co bardzo, bardzo kocham. na
              jesieni szukalam jakichs szkol tanca, znalazlam jedna, chodzilam jakis czas, a
              potem zupelnie przypadkowo znalazlam ogloszenie o nowo tworzonej grupie
              tanecznej.
              to zmienilo wiele: mam wlasnie wiecej energii o ktorej mowilas, czuje sie
              lepiej w swojej skorze bo odczuwam podziw i zainteresowanie innych osob,
              slysze komplementy. zaczelam w nie wierzyc!
              to naprawde dziala. :)

              a to tylko poboczna historia. ale moze bez niej, nie uswiadomilabym sobie, ze
              cos musze z soba zrobic. ze to nie jest moje lenistwo i obzarstwo, tylko
              choroba. i moze nie zalozylabym tego forum. :)

              usmiechaj sie!
              trzymaj sie!
    • yossarianka Re: jestem nowa.... 03.01.04, 23:32
      cześć negritha.cześć horlaa :-)
      ja co prawda nie ćwiczyłam tai chi.wciąż przymierzam się do yogi ale ostatnio
      ciągle coś mi przeszkadza w dotarciu do klubu ...jestem za to wyznawczynią
      aerobików i innych dziwnych stepów i takich tam podrygów.bardzo to lubię
      chociaż po innych ćwiczeniach ma się lepsze efekty.też mi się wydaje, że taka
      yoga to może pomóc znależć równowagę między ciałem a duchem, co moze pomóc
      przy naszej dolegliwości :-)
      adios

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka