smee
28.12.04, 16:20
Cześć kochane!
Wczoraj zrobiłam sobie badanie skóry Olay i powiem szczerze, że jestem mocno
rozczarowana. Pani zrobiła mi zdjęcie z boku, nie uwzględniając w analizie
czoła. Na ekranie wyszło moje twarzysko (inaczej nie da sie tego ująć, nie
mogłam się przestać śmiać ;p), pani połączyła kropeczkami punktu i ten obszar
zaczęła badać. Łojezu, ale co to za badanie było :D
- pokazała mi gdzie mam przebarwienia (widac je gołym okiem, więc żadne
odkrycie)
- pokazała gdzie mam rozszerzone pory (j.w.)
- pokazała gdzie się świecę (j.w.)
- pokazała, że nie mam zmarszczek (j.w.)
W sumie nie powiedziała mi absolutnie nic, czego nie mogłabym sama stwierdzić
przy pomocy powiększającego lusterka... :(
Pani zaczęła potem mi proponować kosmetyki, mówiąc o nich to, co sama mogę
przeczytać na opakowaniu ("to jest super krem, bardzo świetny do cery
mieszanej, jest super, taka emulsja tralalala"). Gdy spytałam czy aby nie
jest komedogenny, pani wywaliła oczy.
Na koniec dostałam próbkę kremu na noc, który pani określiła jako leciutki
nawilżający (na opakowaniu jak wół było napisane "Nourishing").
Ogólne wrażenie: nieciekawe, spodziewałam sie czegoś konkretniejszego (np.
badania stopnia odwodnienia cery).
Jestem ciekawa Waszych opinii (czy macie podobne, czy ja po prostu marudna
jestem ;P). Pozdrawiam ciepło :)