Gość: MN
IP: *.coig.katowice.pl
13.01.05, 17:31
Witam po raz pierwszy. No i jest mały problem. Moja żona sie permanenetnie
odchudza tzn ogranicza jedzenie. Nigdy mi nie przeszkadzała jej tusza -uważam
że jest w sam raz (obecnie 164 cm wzrostu 54 kg). Nie jestem
fanem "wieszaków" i lansowanego kanonu figury, kształty rubensowskie też dla
mnie nie sa ideałem, skłaniam się ku przeciętnym wymiarom. I to jest problem -
bo dla mnie przeciętne to mniej wiecej wymienione powyżej, ona postrzega to
nieco inaczej. Pytanie jak ją "zniechęcić" bo jek oglądam zdjęcia sprzed
roku, dwóch to faktycznie schudła (głównie na buzi) i tendencja ta mnie
niepokoi. Obawiam się konsekwencji zdrowotnych w dłuższej perpektywie(może
niesłusznie)ale przesadzanie w każda stronę wydaje mi się podejrzane.Doceniam
to i nie pragnę żeby jadła golonkę ale... No i dawniej jej okrągłości były
ciut bardziej apetyczne:-).
Co wy na to jakich argumentów użyć i czy warto się martwić czy zaufać jej
mechanizmom samoregulacji?