Dodaj do ulubionych

Saga o sprzedawczyniach ..... :)

30.08.02, 11:54
Wczoraj wlazlam do Cymbeline na Swietokrzyskiej [Warszawa], zeby poszukac
czegos do wlosow na slub. Poniewaz przewazaly ozdoby w kolorze ecru, co u
mnie akurat odpada, nabylam tylko podwiazke z blekitna wstazka.

Juz placilam, kiedy przybyla klientka do mierzenia sukni. Pani wskazala jej
przebieralnie, pokierowala. Nastepnie zaczela szukac halki i
bezceremonialanie stanela na srodku sklepu, wrzeszczac na caly glos:

"PANI TE SUKNIE KUPUJE CZY WYPOZYCZA ???"

Zdebialam. Zaplacilam i ucieklam, w duszy dziekujac sobie, ze nie kupowalam
tam sukienki i pol Warszawy razem ze mna nie musialo sluchac o moim stanie
finansow ......


Mialyscie jakies historyjki z tej bajki ?
r
Obserwuj wątek
    • silie Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) 30.08.02, 12:11
      Rooda, żyjesz, dzięki Bogu...;)
      Zapadłaś się pod ziemię, czy co??
      pzdr, s.
      • roodanaserio Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) 30.08.02, 12:22
        silie napisała:

        > Rooda, żyjesz, dzięki Bogu...;)
        Zapadłaś się pod ziemię, czy co??


        Hehe. Zyje. Praca. Teraz mam oddech rzadko, wic bede wpadac z przerwami. Dzis
        np. jest nieco luzniej i moge pisac ...
        Dzieki za pamiec :)

        r
        • ada1 Re: dyskrecja w aptece :-))) 30.08.02, 12:48
          Pewnego razu mój mąż zobowiązał się że pójdzie do apteki i kupi mi globulki
          Calendulin. Poprosił abym napisała mu na karteczce nazwę żeby nie było
          problemów. Kiedy odstał swoje w dłuuuugiej kolejce, podał pani aptekarce
          karteczkę z czytelnie wykaligrafowaną nazwą, pani poszła na zaplecze, po chwili
          wyjrzała i krzyczy: DOPOCHWOWE!!!??? on czerwony jak piwonia dyskretnie kiwa
          głową, że tak, lecz pani dalej drąży temat i wrzeszczy: TAKIE NA UPŁAWY MAJĄ
          BYĆ!!!???
          W ten sposób cała kolejka dowiedziała się co dolega temu panu, nawet dwie młode
          dziweczyny zaczęły głośno debatować że jeszcze nigdy nie słyszały o męskich
          upławach hi, hi, hi..... :-))))))))))))
      • Gość: Helena Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) IP: 213.134.140.* 30.08.02, 12:35
        Ja juz wczoraj roodi opowiadalam o wizycie w sklepie Buty Wloskie (zamarzyly mi
        sie kolorowe kowbojki)
        Weszlam do sklepu z mojm Panem o 18:55.
        Wybralam jedna pare butow, on druga, poprosilam o skarpetki i biore sie do
        mierzenia. Mierze, ogladam i stwierdzam, ze bierzemy obie pary. Planuje zalozyc
        oba buty z obu par i przejsc sie kawalek na wszelki wypadek. Slysze glos a'la
        sklep miesny lata 80-te:
        - Juz 19. jest zamkniete - nie reaguje, bo uwazam, ze to nie do nas.
        - Prosze sie pospieszyc, juz po 19. - Pani skrzeczy; okazuje sie, to do nas.
        Odpowiadam:
        - Dziekuje, widze, ze juz minuta po 19., na scianie wisi zegar a ja sie znam na
        zegarku - mierze dalej. Pani sie irytuje.
        - Prosze Panstwa, MUSZA Panswto juz WYJSC!!!! Zamykamy - myslalam, ze zle sie
        rozumiemy i tlumacze:
        - Prosze Pani, chce zrobic w tym sklepie zakupy, za 5 minut zdecyduje sie
        zapewne na obie pary, wiec prosze grzeczeniej i troche cierpliwosci.
        - Natychmiast prosze OPUSCIC sklep, za 2 minuty sie wlaczy alarm (to bzdura) -
        zaczela wrzeszczec.
        Skoro natychmiast to zostawilam pelny pierdolnik po mierzeniu i wyszlam
        oslupiala. Po raz pierwszy wyrzucono mnie ze sklepu gdzie bylam ZDECYDOWANA na
        zakup. I teraz mimo, ze mam szalona chce na te buty, to tam nigdy w zyciu nie
        kupie nic.
        Dlgo po tym zastanawialismy sie, czy my jestesmy nienormalni, czy Pani
        nalezalaby sie ostra szkola.
        H.
        • Gość: agul Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) IP: *.acn.pl / 10.130.129.* 30.08.02, 12:45
          Ja bym tam poszła i pogadała z kimś, kto prowadzi ten sklep. SZczerze mówiąc, w
          obecnych czasach recesji:) nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, boszszsz...
          Ale faktem jest, że w tym sklepie panienki są nie do życia, do mnie się jeszcze
          nigdy żadna nie odezwała, a raz biegałam za jedną po całym sklepie wołając i
          prosząc o pomoc, trwało to chyba z 10 minut!! W końcu zrobiłam awanturę na
          cały sklep, przyklaskiwała mi jakaś inna klientka, więc panie trochę
          złagodniały. Ale ja to bym je wszystkie tam wymieniła!
          • roodanaserio Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) 30.08.02, 12:52
            Gość portalu: agul napisał(a):

            > [..] Ale ja to bym je wszystkie tam wymieniła!

            Ja znam tamtem sklad doskonale, Helena wie skad :)

            Wiekszosc to larwy chodzace, niwstety. Prym w chamstwie wioda mlodsze,
            zwlaszcza siostrzenica szefowej, ktora jest na specjalnych ukladach.


            Ale pomijajac sedno, znam tez odwrotne zachowania, niestety. Celowe wizyty
            klientek, ktore powolnym spacerkiem mijaja polki nie w celu kupienia, a w celu
            tylko i wylacznie wkurwiania sprzedawczyn i przetrzymywania ich w sklepie do
            19.15.
            Ja, jak mam bol, to mowie od razu i nie czekam. Nigdy nie mszcze sie np. na
            innym sklepie w innej dzielnicy, nie laze i zlosliwie nie przeszkadzam.
            Od razu wrzeszcze :)

            r
          • Gość: Helena Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) IP: *.waw.cdp.pl 30.08.02, 12:54
            Podobno nie ma co, bo tam sa dziwne uklady wlasnosciowe. Whatever, naprawde nie
            moglam sie potem otrzasnac ze zdumienia, jak to mozliwe??? Ach, Pani nawykla do
            standardow z miesnego w latach 80., byla kierowniczka sklepu a jej pracownica,
            ktora mnie obsugiwala, probowala delikatniej tlumaczyc w czymm rzecz, idac
            bylo, ze jest jej wstyd za tego chama i prostaka.
            H.

            PS. pojde dzis na Chmielna, moze tam beda i mam plan zerknac do zary, wiec
            bedzie mi po drodze.
            • agul1 Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) 30.08.02, 12:56
              Filia tych wloskich butów jest też na placu Konstytucji, może tam jest jakoś
              normalnie?:)
              • Gość: Helena Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) IP: *.waw.cdp.pl 30.08.02, 13:02
                Po drodze jest tez w sumie Krakowskie, wiec mam nadzieje, ze w ktorym z nich
                beda. Jak nie to zobacze na placu.
                Orientujecie sie ktory jest najwiekszy???
                H.
              • Gość: gAndzia Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) IP: *.se.com.pl / 10.0.200.* 30.08.02, 13:04
                jeśli chodzi o sklep buty włoskie na nowym świecie, to ostatnio byłam tam pare
                lat temu (ze dwa) i pogadałam sobie z taką starszą panią (włascicielką) na
                temat kart kredytowych. tzn. wyraziłam zdziwienie, że nie przyjmują, bo ja nie
                nosze przy sobie gotówki, a ona zasunęła jakąs gadkę o kosztach itp. co mnie
                zszokowało, bo co z tego, skoro nie mając terminalu (co jest jakims
                anachronizemem w centrum stolicy w XXi wieku) traci klientki i w efekcie
                znaczną kasę. a na jej propozycję przebieżki do bankomatu dostałam ataku
                smiechu. helena, te buty tam to badziew, więc nie przejmuj się, to palec
                opatrzności cię przed nimi ostrzegł:)
                ja sobie zawsze tak tłumacze tego typu historie:)))

                mnie ostatnio palec kazał kupic spódniczkę zamszową w promodzie zamiast
                brzydzsej w espricie dwa razy drożej:))
                • Gość: Helena Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) IP: *.waw.cdp.pl 30.08.02, 13:52
                  Gość portalu: gAndzia napisał(a):

                  helena, te buty tam to badziew, więc nie przejmuj się, to palec
                  > opatrzności cię przed nimi ostrzegł:)
                  > ja sobie zawsze tak tłumacze tego typu historie:)))

                  Nie wszystko to badziew, a nawet jezeli jakos nie jest oszolamiajaca, to
                  stosunek do ceny maja bardzo korzystny. Maja baaardzo fajne wzory i ja szalenie
                  lubie wloskie wzronictwo. Poza tym mam tyle par butow, ze nawet jakos taka
                  sobie wystarcza mi na tyle na ile trzeba. Mam dwie bluzki do dzinow, ktore by
                  wprost doskonale pasowaly do tych kowbojek, wiec dlatego na nie choruje :-)))
                  H.
                • Gość: ann Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) IP: *.otosf.com.pl 30.08.02, 13:56
                  z tymi kartami to jest trochę prawdy. Ma'men pracje w branzy, to wie. Sklep
                  płaci od tranzakcii nawet 4% firmie obsługujące terminal! W Polsce jest
                  najdrozej w Europie. Oczywiście sa to ogromne koszta, jesli marża wynosi
                  czasem 5 % . Niby nie płaci za to klient, ale koszty trzeba gdzieś upchać. Poza
                  tym to system - wszyscy wszystko o Tobie wiedzą. Nie znosze kart kredytowych, i
                  dziwie sie ze cały swiat dał sie nabrac na taką inwigilacje.
                  • Gość: agul Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) IP: *.acn.pl / 10.130.129.* 30.08.02, 14:19
                    Gość portalu: ann napisał(a):

                    > z tymi kartami to jest trochę prawdy. Ma'men pracje w branzy, to wie. Sklep
                    > płaci od tranzakcii nawet 4% firmie obsługujące terminal! W Polsce jest
                    > najdrozej w Europie. Oczywiście sa to ogromne koszta, jesli marża wynosi
                    > czasem 5 % . Niby nie płaci za to klient, ale koszty trzeba gdzieś upchać.

                    Mnie to wali, w Polsce mają takie ogromne marże, że mnie to w ogóle nie rusza,
                    że płacą takie prowizje. Coś za coś.

                    Poza
                    >
                    > tym to system - wszyscy wszystko o Tobie wiedzą. Nie znosze kart kredytowych,
                    i
                    >
                    > dziwie sie ze cały swiat dał sie nabrac na taką inwigilacje.

                    Boszsz.. Ty chyba nigdy nie robiłaś dużych zakupów! Bo jak kupuję lodówke,
                    łóżko, szafę i jeszcze milion dupereli za np. 40 tys. to mam tą kasę wieźć w
                    kieszeni???? Czy może znasz jakieś inne tajne miejsca dobre na przewożenie
                    gotówki?
                    Karty kredytowe to jeden z najlepszych wynalazków naszych czasów.
                    • hokusai Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) 30.08.02, 15:02
                      Ja sie w pelni zgadzam z Agul i nawet wiecej! Bzdury o kosztach terminali i
                      transakcji dla biednych sklepikarzy mozna sobie wsadzic w buty. Obsluga karty
                      lezy tez, a nawet przede wszystkim, w interesie skelpu, ktory w ten sposob
                      zmniejsza ilosc gotowki w kasie i staje sie mniej atrakcyjny dla bandziorow.
                      Liczenie gotowki w banku tez kosztuje- wiec transakcje gotowkowe tez maja swoja
                      cene. A to, ze w Polsce sa najwyzsze oplaty serwisowe to kolejne blablabla -
                      pracuje dokladnie w tej branzy poza granicami i 4% nie jest niczym dziwnym
                      (aczkolwiek to zalezy od typu i marki karty, moze byc mniej). A karty tez nam,
                      klientom, sluza, bo portfel wypchany gotowka tez wiaze sie z ryzykiem...
                      Pozdrawiam i uzywajcie dziewczyny kart!
                      • Gość: agul Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) IP: *.acn.pl / 10.130.129.* 30.08.02, 15:06
                        No właśnie:)
                        A jeszcze dodam, bo niedawno pisałam artykuł na temat używania kart i terminali
                        w sklepach kosmetycznych i perfumeriach, że te 4% też nie jest regułą. Duże
                        perfumerie i drogerie mają bardzo niskie prowizje - około 1%, to te mniejsze
                        sklepy mają tak wysokie ze względu na niższy obrót. A wiadomo też, że w tych
                        mniejszych sklepikach marże są wyższe, więc znowu wychodzi na jedno. Dlatego
                        taka litość dla wszystkich właścicieli sklepów mnie w ogóle nie rusza. Tego
                        wymaga prowadzenie sklepu w dzisiejszych czasach i tyle. To norma. Obowiązek.
                        To tak, jakby się żałowało, że te panie muszą teraz pracować do 20 albo
                        odpowiadać na nasze pytania. Bzdura.
        • Gość: katrina Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 30.08.02, 23:51
          Gość portalu: Helena napisał(a):

          > Ja juz wczoraj roodi opowiadalam o wizycie w sklepie Buty Wloskie (zamarzyly
          mi
          >
          > sie kolorowe kowbojki)
          > Weszlam do sklepu z mojm Panem o 18:55.
          > Wybralam jedna pare butow, on druga, poprosilam o skarpetki i biore sie do
          > mierzenia. Mierze, ogladam i stwierdzam, ze bierzemy obie pary. Planuje
          zalozyc
          >
          > oba buty z obu par i przejsc sie kawalek na wszelki wypadek. Slysze glos a'la
          > sklep miesny lata 80-te:
          > - Juz 19. jest zamkniete - nie reaguje, bo uwazam, ze to nie do nas.
          > - Prosze sie pospieszyc, juz po 19. - Pani skrzeczy; okazuje sie, to do nas.
          > Odpowiadam:
          > - Dziekuje, widze, ze juz minuta po 19., na scianie wisi zegar a ja sie znam
          na
          >
          > zegarku - mierze dalej. Pani sie irytuje.
          > - Prosze Panstwa, MUSZA Panswto juz WYJSC!!!! Zamykamy - myslalam, ze zle sie
          > rozumiemy i tlumacze:
          > - Prosze Pani, chce zrobic w tym sklepie zakupy, za 5 minut zdecyduje sie
          > zapewne na obie pary, wiec prosze grzeczeniej i troche cierpliwosci.
          > - Natychmiast prosze OPUSCIC sklep, za 2 minuty sie wlaczy alarm (to bzdura) -

          > zaczela wrzeszczec.
          > Skoro natychmiast to zostawilam pelny pierdolnik po mierzeniu i wyszlam
          > oslupiala. Po raz pierwszy wyrzucono mnie ze sklepu gdzie bylam ZDECYDOWANA
          na
          > zakup. I teraz mimo, ze mam szalona chce na te buty, to tam nigdy w zyciu nie
          > kupie nic.
          > Dlgo po tym zastanawialismy sie, czy my jestesmy nienormalni, czy Pani
          > nalezalaby sie ostra szkola.
          > H.

          Heleno, ZDECYDOWANIE znajdź kontakt do własciciela sklepu, pewnie się dziwi
          czemu mu interes żle idzie, uświadom go.
    • Gość: CASPER Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) IP: *.clan.pl 30.08.02, 13:31
      Znajoma szukala sukni slubnej. Wchodzi do salonu, oglada sukienki popakowane w
      worki i mowi ze chcialaby przymierzyc. Ktora? - pyta pani. Ta, ta i ta -
      odpowiada dziewoja. Na to pani oburzona, ze tyle to nie, bo klientki tylko
      przyjda, mierza, nie kupuja a sukienki sie brudza... W efekcie nie sprzedala
      NIC. Niestety wieeele osob nie kojarzy jeszcze faktu ze atmosfera w sklepie i
      poziom profesjonalizmu sprzedawcy przekladaja sie na zyski. Ich strata.
      • moni_citroni Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) 30.08.02, 13:38
        Mamy mala drogerie i nie wyobrazam sobie bycia nieuprzejma dla klienta.
        Usmiech, doradzanie, probki, prezenty, zamawianie na zyczenie to podstawa. Mamy
        wiele stalych klientek, ktore same mowia, ze lubia u nas kupowac bo i ceny
        dobre i mila atmosfera.
        Dlatego gdy jestem klientka, strasznie wkurzaja mnie nadete niunie, ktore nie
        potrafia odpowiedziec na grzeczne "dzien dobry" i "dziekuje".
        • miriam_73 Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) 30.08.02, 15:31
          Hi, hi, a mi dzisiaj krowa od Heleny Rubinstein powiedziała że próbki mają
          tylko przy zakupie, a poza tym to (tu cytat)"te kosmetyki jeszcze nikogo nie
          uczuliły". K#@#&* a ja chciałam próbki Sculptora dla matki, bo chce jej fundnąć
          na 50-kę, ale boję się kupić w ciemno, bo z tą jej skórą to naprawdę nigdy nic
          nie wiadomo. I co z tym zrobić?
        • meggi-d Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) 30.08.02, 19:47
          moni_citroni napisała:

          > Mamy mala drogerie i nie wyobrazam sobie bycia nieuprzejma dla klienta.
          > Usmiech, doradzanie, probki, prezenty, zamawianie na zyczenie to podstawa.
          Mamy
          >
          > wiele stalych klientek, ktore same mowia, ze lubia u nas kupowac bo i ceny
          > dobre i mila atmosfera.

          moni_citroni, choć to trochę poza tematem wątku, ale chciałabym Cię zapytać,
          czy swoją drogerię prowadzisz w Warszawie, a jeśli tak, to czy mogłabyś podać
          jej adres, bo chętnie zostałabym jej klientką. Szczególnie podoba mi się
          to "zamawianie na życzenie". Uważam to za świetny pomysł, bo ja niestety
          bardzo często w drogeriach na pytanie o dany kosmetyk, otrzymuję odpowiedź u
          nas "nie ma". A na pytanie "dlaczego?" widzę wzruszenie ramion lub ewentualnie
          słyszę odpowiedź "bo ten kosmetyk cieszy się małym powodzeniem".

          Przesyłam pozdrowienia

          meggi-d
    • samosia2 Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) 30.08.02, 13:40
      NIe jestem pewna czy wypożyczanie sukienki w Cymbeline świadczy o fatalnym
      stanie finansów...?
      Tym bardziej, że za wypożyczenie tam sukni płaci się więcej niż w niejednym
      sklepie za zakup, tylko tyle że jest to praktyczniejsze (nie ma problemu z
      bieganiem i odstawianiem do komisu), a większość z tych co kupuje nie zostawia
      sobie sukien dla ozdobienia garderoby w oczekiwaniu na wychodzącą za mąż
      córkę...
      Ale fakt Pani w sklepie mogła zapytać dyskretniej, tak aby reszta klientek nie
      pomyślała jak koleżanka powyżej
      • koralik27 Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) 30.08.02, 14:01
        samosia2 napisała:

        > NIe jestem pewna czy wypożyczanie sukienki w Cymbeline świadczy o fatalnym
        > stanie finansów...?
        > Tym bardziej, że za wypożyczenie tam sukni płaci się więcej niż w niejednym
        > sklepie za zakup, tylko tyle że jest to praktyczniejsze (nie ma problemu z
        > bieganiem i odstawianiem do komisu), a większość z tych co kupuje nie
        zostawia
        > sobie sukien dla ozdobienia garderoby w oczekiwaniu na wychodzącą za mąż
        > córkę...
        > Ale fakt Pani w sklepie mogła zapytać dyskretniej, tak aby reszta klientek
        nie
        > pomyślała jak koleżanka powyżej


        W zeszlym tygodniu szukalam bialej slubnej sukienki i w salonie EmilieCosta
        znalazlam cudna suknie cala z koronki. Poniewaz jest to najdrozsza suknia w
        salonie, panie sprzedawczynie wpadly na szatanski pomysl umawiania klientek
        miedzy soba, by jedna, co kupi, podpisala zobowiazanie, ze 1tydz. pozniej
        wstawi sukienke do komisu, by nastepna mogla ja od razu kupic. Nie wiem,
        niestety, ile razy ten "cykl" mozna powtorzyc :-)))
        W innym salonie z kolei sprzedawczyni zasznurowala mnie w gorset w rozmiarze
        34, przez co wygladalam jak ksiezniczka, ale lataly mi mroczki przed oczyma i
        bylam bliska zemdlenia. Przy okazji, pani obnizyla cene do 1800zl, bo akurat ta
        byla ostatnia i na dodatek brudna. Co za wspanialomyslnosc: obnizyc cene
        brudnej sukienki! Rowniez w EmilieCosta mozna kupic szara od brudu suknie za
        ok.70-80% ceny.

        Koralik
      • roodanaserio Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) 30.08.02, 14:01
        agul1

        > Filia tych wloskich butów jest też na placu Konstytucji, może tam jest jakoś
        normalnie?:)


        To nie filia. To siec. Najfajniejszy sklep od nich jest na Chielnej, ale nie
        16, tylko ten za Cepelia. Tam jest mama mojej przyjaciolki i sasiadka mamy.
        Sklep malutki, kobitka jedna i bardzo przyjemnie. Fajnie jest tez na
        Marszalkowskiej, bo pracuje tam facet :) [tez znany mi].
        No i u mojej mamy.

        Helena

        > Orientujecie sie ktory jest najwiekszy???

        Chyba MDM.


        gAndzia

        > jeśli chodzi o sklep buty włoskie na nowym świecie, to ostatnio byłam tam
        pare lat temu (ze dwa) i pogadałam sobie z taką starszą panią (włascicielką) na


        Jezeli mowimy o tym samym sklepie - to niestety, gAndziu. To na 200 % nie byla
        wlascicielka, a kierowniczka. Wlascicielka ma ok. 45, ale absolutnie nie
        wyglada. No i jest w swoich sklepach okazjonalnie :)


        > helena, te buty tam to badziew, więc nie przejmuj się, to palec
        opatrzności cię przed nimi ostrzegł:)


        Wiesz gAndzia, niektore modele wcale nie sa badziewne. Sama mam buty Wandy
        D'aragony od 98 roku i nic sie z nimi nie dzieje.
        Oczywsiscie, ze wiekszosc jest na jeden sezon i nie bede za nich zycia oddawac.
        Ale nie wiem, czy kazdego stac - lacznie z Toba, na zakup 2/3 par na raz u M.
        Fabiolo w GM od 500 zl za pare czy w Salamandrze za 835 zl za klapki w sezonie.
        To juz lepiej 2 pary na pol roku.


        samosia2

        > NIe jestem pewna czy wypożyczanie sukienki w Cymbeline świadczy o fatalnym
        stanie finansów...? Tym bardziej, że za wypożyczenie tam sukni płaci się więcej
        niż w niejednym sklepie za zakup, tylko tyle że jest to praktyczniejsze (nie ma
        problemu z bieganiem i odstawianiem do komisu)


        Nie o to chodzi tak do konca. Zwracanie uwagi na to na caly sklep jest
        obciachem. A co to komisu -znajoma kupila w Cymbeline w zeszlym roku sukienke
        za 3.500 zl [jedna z najdrozszych] oraz kapelusz za ponad 1.100 zl. Obu rzeczy
        panie w Cybelinie nie przyjely do wew. komisu [mogly zaplacic polowe i
        wypozyczac za ile chcialy, sukienka byla uzyta raz], bo "nie". I skonczylo sie
        na komisie za 1/3 ceny :/




        r
        • Gość: agul Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) IP: *.acn.pl / 10.130.129.* 30.08.02, 14:16
          roodanaserio napisała:

          > > To nie filia. To siec. Najfajniejszy sklep od nich jest na Chielnej, ale
          nie
          > 16, tylko ten za Cepelia. Tam jest mama mojej przyjaciolki i sasiadka mamy.
          > Sklep malutki, kobitka jedna i bardzo przyjemnie. Fajnie jest tez na
          > Marszalkowskiej, bo pracuje tam facet :) [tez znany mi].
          > No i u mojej mamy.

          To ja będę jeździć teraz na marszałkowską, skoro tam facet:-)))
          Bo ja te butki lubię, mimo nieprzyjaznych tu opinii, może nie są super na kilka
          lat, ale ja nigdy nie noszę butów dłużej niż dwa sezony, bo mi się nudzą, więc
          takie są dla mnie idealna. No i ceny normalne, nie porażające. Po Bianco to mój
          ulubiony sklepik:)
    • loginka1 Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) 30.08.02, 13:52
      "Czy pani przypadkiem nie jest spocona?" - to pytanie usłyszała moja znajoma
      przed przymierzeniem sukni ślubnej.
      • koralik27 Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) 30.08.02, 14:07
        przymierzalam kiedys golf, przy ktorym szew przy podkroju szyi byl
        nieelestyczny, przez co nie moglam go przez glowe przeciagnac
        poprosilam pania ekspedientke o inny egzemplarz, mowiac, ze ten jest zle
        przyszyty i nie moge go zalozyc
        a ona na to: ty masz, dziewczyno, taki wielki leb!
        a ja jej na to: tak, prosze pani, i dzieki temu skonczylam 2 fakultety na
        uniwersytecie i mowie perfekt po japonsku.

        babsko dostalo chyba zawalu :-)))))

        Koralik o standardowej, bynajmniej, glowie
        • roodanaserio Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) 30.08.02, 14:15
          koralik27 napisała:

          > przymierzalam kiedys golf, przy ktorym szew przy podkroju szyi byl
          nieelestyczny, przez co nie moglam go przez glowe przeciagnac
          poprosilam pania ekspedientke o inny egzemplarz, mowiac, ze ten jest zle
          przyszyty i nie moge go zalozyc
          a ona na to: ty masz, dziewczyno, taki wielki leb!
          a ja jej na to: tak, prosze pani, i dzieki temu skonczylam 2 fakultety na
          uniwersytecie i mowie perfekt po japonsku.


          Hehehehehehe. Dobre :)
          Chyba bym ja zabila.


          r
    • Gość: giz Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) IP: 217.153.54.* 30.08.02, 14:00
      ... a ja chcąc wynająć pokój w Karpaczu usłyszałam: "pani sobie zdaje sprawę
      ile kosztuje ten apartament?" Apartament, też coś :))
      • Gość: Helena Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) IP: *.waw.cdp.pl 30.08.02, 14:18
        Kocham tekst:
        - zaraz!!!! Pani poczeka!!!!
        na co ja zawsze odpowiadam:
        - nie, to Pani poczeka - i wychodze, bo o ile przyjemniej jest uslyszec: -
        Przepraszam, prosze chwileczke zaczekac.

        Czasami sie zastanawiam, czy w Polsce jest faktycznie bezrobocie???? Bo jak
        sprzedawcy podchodza z taka nonszalacja i chamstwem do Klienta, to znaczy, ze
        nie szanuja pracy i pieniedzy.
        Weszlam kiedys z moim Panem do sklepu kupic spodnie i mowie:
        - Dzien dobry Pani, chcialbysmy spodnie na tego Pana
        - Jaki rozmiar?
        - Jakbym wiedziala jaki rozmiar, to bym poprosila, wiec trzeba Pana zmierzyc.
        Poszla po centymetr i niby go podala, niby go do mnie rzucila. Ja sie nie bede
        zabijac, wiec centymert upadl. Ona stoi, ja stoje. Ona wzrok ma pytajacy, ja na
        to:
        - Czekam az sie sam podniesie.
        Ona obrazona podnosi, zmierzylam Pana i mowie, ze tyle i tyle, ona podaje
        rozmiar. Ja na to:
        - Poprosimy z rozmiaru te, te, te, te, i te.
        - Wszystkie na raz
        - Naturalnie.
        Obrazona jeszcze bardziej, podaje, zla na caly siwat, ze sie schylic musi,
        ksiazece miny robi. Jedne spodnie byly baaardzo fajne.
        - Te sa swietne - mowie i do Pana - ubierz sie kochanie, zapamietaj symbol i
        rozmiar, kupimy je w sklepie gdzie bedzie milsza obsluga :-)))
        Laska cos zaczela fukac a ja sie usmiechnelam, powiedzialam, ze zlosc pieknosci
        szkodzi i wyszlismy.
        Ja rozumiem, ze bycie sprzedawca jest trudne, ze nie zawsze ma sie dobry dzien,
        ale uprzejmosc to towar, ktory zawsze jest w cenie.
        H.
        • roodanaserio Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) 30.08.02, 14:41
          Gość portalu: Helena napisał(a):


          > Czasami sie zastanawiam, czy w Polsce jest faktycznie bezrobocie???? Bo jak
          sprzedawcy podchodza z taka nonszalacja i chamstwem do Klienta, to znaczy, ze
          nie szanuja pracy i pieniedzy.
          Weszlam kiedys z moim Panem do sklepu kupic spodnie i mowie: [....]


          Hehehe. No to bedzie z tej bajki, ale kulinarnie. Rzecz dzieje z 1,5 tyg. temu
          w niejakim [zanym Helenie] Sodexho w Al. Jerozolimskich.


          Schodze na lunch z kolefiksa. Na zjedzeniu obiadu mam pol godziny [na sniadanie
          czy kawe 15].
          Stanelysmy przy nalesnikach. Tuz przede mna skonczylo sie ciasto i pani kaze
          isc pomocnikowi dolac ciasta. Juz kiedy nalewala go na patalenie zauwazylam, ze
          cos jest nie tak.
          Ale ok, stoje, czekamy. Ciasto ma bable. Pani chce go przewrocic, ciaso w
          drobizgi sie rozpadlo. Pani szast ! do smietnika, mowi sobie pod nosem "za
          rzadkie", po czym leje DOKLADNIE TO SAMO, fruuuuuu i smazyn astepnego.

          Psiapsiola patrzy na mnie pytajacym wzrokiem, ja stoje i powoli zaczynam sie
          gotowac. Minelo z 7 min.

          Drugi nalesnik w bablach tak samo. Pani obraca, naslesnik frrrrrr, w kawalkach.
          Do smietnika. Ja juz mam dosyc i mowie, ze ciasto jest zle i ze trzeba je
          wymienic. Ona, ze nie mialy czasu, bo bylo duzo ludzi ! Ja na to "Zaraz, przez
          10 min. smazy panina ciesnie, do ktorego tylko dolaliscie mleka ! Ciasto
          zostalo wymienione, ale zle, bo nie ma tam dostatecznej ilosci maki i jajka".
          To ona z laski po kolesia, koles poszedl, zagescil. Stawia.

          Minal kwadrans. Kolezanka juz sie obsmiala po pachy, wziela papierosy i poszla
          palic do ogrodka, mowiac, ze zaczeka.

          Ja czekam na nalesnik nr 3. Smazy sie, bable mniejsze, ale jednak. Pani z
          trudem udaje sie go odwrocic. Upiekl sie jako/tako, chcialam z malinami. Pani
          wrzuca owoce, ja prosze smietane do srodka, bo maliny z ciastem nalesnikowym
          bez cukru wypadaja dosc cierpko. Ok. zrobione, zlozone w koperte, na talerz. Ja
          na to, ze chce jeszcze smietany na wierzch. Pani, ze nalezy sie tylko jedna
          lyzka na porcje [porcjonawnie w Sodexho i ceny to zupelnie inna, nie mniej
          fascynujaca historia]. Ale fukajac, dala. Na co ja, na koniec, przy obecnej od
          jakies chwili pomocnik manadzer sali: "Za tyle straconego czasu nalezymi sie ta
          lyzka smietany" i poszlam. Za soba uslyszalam fukanie i klasycznie "O jezu,
          jaka dama".


          Odczekam dobra chwile, jak bedzie glowna szefowa. Nie omieszkam o tym wspomniec.


          r
          • roodanaserio Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) 30.08.02, 14:55
            sliwkaa ma racje. Jest i druga strona medalu. Chamskie klientki to tez
            rzeczywistosc. Moja mama ma zawsze garsc opowiastek:

            - celowe chodzenie po sklepie tuz przed zamknieciem w celu oczywistego nie-
            kupienia_niczego i denerowania obslugi. Na prosbe o opuszczenie sklepu [19, 20
            czy ktorastam] pani wszczyna awanture. Poproszona grzecznie o to, co chce
            kupic, odpowiada "Nic. Przyszlam popatrzec i mam do tego prawo. Moge ogladac
            nawet do 20.00, a pani obowiazkiem jest tu czekac!", co nie jest prawda;

            - brudne nogi i skarpetki i przymierzanie odkrytych butow [koszmar];

            - kardzieze tych cienkich i co tu duzo kryc slabej jakosci skarpetek do
            przymierzania, jak sie ma gole stopy [nawet po 1 sztuce !!];

            - kradzieze jednego buta w okreslonym modelu i rozmiarze, aby potem w innym
            sklepie w sieci ukrasc drugi dopary [wychodzi w ogolnym reman.];

            - oddawania do reklamacji butow na tzw. wymiane, tj. obuwie sie nudzi, wiec
            jest przynoszone + wymysla sie po drodze historyjke powodzie wymiany. Sama
            widzialam taka akcje, jak np. usilne wmawianie sprzedawczyniom w Bianco, ze
            dziura po gwozdziu, na ktory panienka weszla kozakiem [gruba, lana podeszwa z
            gumy i kratek, gwodz byl na sile wykrecany], byc moze i celowo, to wina
            producenta;

            - oddawanie do reklamacjo butow mokrych [kiedys widzialam taki, z ktorego LALA
            sie woda] oraz ubrudzonych odchodami !.


            Ze nie wspomne o masowych kradziezach gazet, jedzenia i slodyczy ze
            spozywczakow czy ubran z innych sklepow.


            r
            • Gość: agul Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) IP: *.acn.pl / 10.130.129.* 30.08.02, 14:58
              roodanaserio napisała:

              >
              > Ze nie wspomne o masowych kradziezach gazet, jedzenia i slodyczy ze
              > spozywczakow czy ubran z innych sklepow.

              Albo testerów w perfumeriach, wrrrr:/// Już z tysiąc razy natknęłam się na
              zapach, którego nie mogłam wypróbować, bo ukradli tester.. boszszsz..
    • Gość: nene Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 30.08.02, 14:15
      To ja trywialną historię o kasjerce oszustce z osiedlowego supermarketu:
      regularnie "myli się" na niekorzyśc klienta. Ostatnio na moim paragonie
      znalazło się Wino Białe za 23pln, ale jestem bystra i wyłapałam, wczoraj z
      50złotych chciała zapomnieć wydac mi 40, ostatnio jakiemuś facetowi tlumaczyła,
      że czasem cyferka źle wskoczy i kasa nabija inny produkt...Dobre sobie.
    • anexxa Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) 30.08.02, 14:22
      moze nie o sprzedawczyniach, ale tez ladne:

      z racji wyjazdu mojej mamuni przybyla jej siostra, osoba
      mila i grzeczna, ale poki jej ktos na ogon nie nastapi.

      no i, jako ze padre wyrazil chec spozycia konfitury
      sliwkowej, wybrali sie we dwojke na targ celem zakupu
      kilku kg sliwek wegierek. targ jak to targ, tanio i
      zdrowo, ale jakosc obslugi bywa rozna.

      jola przykukala wegierki, przeglada je, wybrzydza ze
      robaczywe, chlop cos tam mruknal, ze nic podobnego, jola
      wymogla obnizenie ceny.

      zakupione, padre lapie za siatke. jola, ofiarnie: -
      andrzeju, to ja ci pomoge! sprzedawca, zlosliwie: - gdzie
      pani bedzie pomagac, kobiety po 70.roku zycia nie moga
      nosic ciezarow! jola (ktorej do 70 jeszcze 8 lat brakuje)
      - tak samo swietnie pan rozpoznaje moj wiek, jak swoje
      robaczywe sliwki.

      oklaski, kurtyna. padre smial sie cala droge do domu i
      troche w domu, a chlop grzebal w ziemi w poszukiwaniu
      szczeki;)

      xx.

      ps ja tez mialam rozne przygody z paniami pozal-sie-boze
      ekspedientkami. ale nic specjalnego, naqjczesciej na
      chamstwo reagowalam w prosty sposob: robiac balagan i
      wychodzac bez robienia zakupow.
      • Gość: Anja Zakup mebli ich dowóz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.08.02, 14:32
        Właśnie przed 5 minutami osłupiałam. Kupiliśmy kanapę, mają ją przywieźć o
        15.30. Dzwonię do sklepu i pytam, czy wniosą do mieszkania (I piętro). Od razu
        dodaję, że oczywiście nie za darmo, zapłacimy." A facet: NIE! Zmęczeni
        jesteśmy! Znajdzie sobie pani kogoś na osiedlu". A chodziło o to, żeby facet
        wniósł ją z moim mężem.
        Wredne buce, i niech ktoś mi powie, że w Polsce jest bieda itd.
      • damona Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) 30.08.02, 14:37
        jakis czas temu zachcialo mi sie slodyczy, a ze w centrum wilenska sa takie
        stoiska gdzie rozne rodzaje czekoladek i cukierkow sa po tej samej cenie, to
        sobie nabralam do torebki (m.in. moje ulubione Gejsza). Stoisko bylo puste,
        stoje i chce zaplacic. Trzymam portfel w reku. Koles-sprzedawca nie reaguje,
        natomiast zaczyna/kontynuuje (nie znam szczegolow:) konskie zaloty do swojej
        znajomej, ktora siedzila tam razem z nim. Stoje i czekam, powoli zaczynam sie
        gotowac ze zlosci, mowie ze chce zaplacic, on nic...
        Adorowana panna, zauwazyla chyba moja mine i mowi do kolesia, ze ktos chce
        zaplacic. On nic. Wiec jak sie w koncu odwrocil to wysypalam torbe cukierkow i
        powiedzialam, ze sie rozmyslilam...

        widac niektorzy w pracy czuja sie jak na wakacjach...
    • sliwkaa Saga o klientkach 30.08.02, 14:29
      Chociaz watek ma zupelnie inny teamt to może napisze cos z zupełnie innej
      perspektywy.

      Wiem jakie potrafią być sprzedawczynie .. ale tez zdarzają się klientki które
      potrafią być do bólu i9 czasami łez) upierdliwe : - )))

      Jako jeszcze studentka na pierwszy roku studiów pracowałam w wakacje w sklepie
      z kosmetykami położonym w pewnej miejscowości wypoczynkowej do której
      zjeżdżały się różne typy ludzi : ))

      Wchodzi taka Pani .... i robi od razu awanturę ze nie mam jej kremu, który w
      Gdansku wszedzie można kupić ... Można było człowieka grzecznie przepraszać i
      tłumaczyć ze sklep jest tylko otwarty w sezonie wiec nie sposób jest mieć
      wszystkie kremy ... i tak nie pomogło: )))

      Inna kobietka chciała powąchać perfumy wiec podaje jej tester .. a kobietka na
      mnie z wielkim opieprzem ze co ja jej podaje !!! ona takich perfum do polowych
      wypsikanych nie kupi : ))) Wiec tłumacze jej ze to specjalny egzemplarz do
      wypróbowania : ))

      No i najlepszy typ klientki to były Panie w wieku około 30-40 lat .
      Przychodziła taka i potrafiła się po prostu nad człowiekiem psychicznie
      pastwić.. i nie mówię tutaj o wybieraniu, przeglądaniu kosmetyków, pytaniu się
      o rożne rzeczy ( bo do tego maja absolutne prawo ) Ale mowie o korzystaniu z
      przewagi bycia klientem i robienia z człowieka idiotki !

      Jako sprzedawczyni wyznawałam zasadę ze „klient nasz Pan”. I byłam baardzo
      grzeczna dla każdego ..ale kilka razy zdarzyło się ze po wizycie w sklepie
      takiej Pani / Pana popłakać się ze zdenerwowania :((

      Ostatnio w supermarkecie zwróciłam uwagę kobiecie która bez powodu pastwiła się
      nad kasjerką ze tak wolno jej idzie praca. Jasne, ze kasjerka jej nic nie
      odpowiedziała (no bo klienta nasz Pan).. ale za to ja nie wytrzymałam i zdrowo
      opieprzyłam kobietę !!!!

      Tak więc jak widać kij ma dwa końce i zdarza się też dużo frustratów którzy z
      przyjemnością korzystają z zasady „klient nasz Pan” i potrafią traktować
      wszystkie sprzedawczynie jak idiotki, proste kobiety bez wykształcenia. : - )))

      To taki mój maly wywód .. dla równowagi : ))))))
      • anexxa z drugiej strony lady 30.08.02, 14:45
        sliwkaa, to mamy podobne wspomnienia, aczkolwiek ja
        handlowalam grami;)

        w ciagu dwoch lat pracy (za lada i na telefonie,
        zamowienia do wysylki) spotkalam niejednego kretyna,
        psychopate oraz glupia krowe - i prosze bez wywodow o
        grzecznosci, tych ludzi inaczej nie da sie okreslic.

        jeden pan chcial podac sklep do sadu (ze mna na czele),
        bo zlozyl zamowienie na jakis komiks z zamiarem
        sprezentowania go synowi, ale niestety nasz dostawca
        akurat nie byl w stanie nam tego dostarczyc. pan
        wydzwanial do mnie codziennie, opowiadal, jak mnie
        zaskarzy, jak to nagrywa sobie rozmowy ze mna tudziez jak
        to opisza to wszystkie periodyki w kraju, od wyborczej po
        seksreportera.

        drugi pan, w wigilie BN przyszedl do sklepu i zakupil
        karte pamieci za 35.90. Nie mialam wydac z 50 (przed nim
        2 klientow wypsulo moje drobne z kasy oraz prywatne z
        portmonetki), wiec grzecznie spytalam, czy moglby
        zaplacic karta albo pojsc do sklepu odbok rozmienic swoj
        banknot. pan wyzwal mnie od dziwek, kurew oraz kretynek,
        powiedzial, ze chyba jestem glupia i ze nie bedzie nic
        robic. wzajemnie zyczylam mu wesolych swiat.

        kolejna klientka byla pani o aparycji hmmm. no nie wiem
        jakiej, takie bezguscie totalne - kurtka skora z bazaru,
        dzins z bazaru, krotkie wlosy i trwala, koszmar. weszla
        kiedys i zazyczyla sobie gre. jest, podaje, 199 pln
        poprosze. pani na to - a ile dostane znizki? na co ja, ze
        nic, bo to nie sa ceny umowne, tylko detaliczne. pani na
        to, ze ona tu ciagle kupuje i ze chce z kierownikiem
        rozmawiac. pani schowala w kieszen swoje maniery z bazaru
        rozyckiego i poszla sobie. potem rzeczywiscie zaczela
        przychodzic i dostala karte stalego klienta.

        xx.
    • Gość: Kaja Re: Saga o sprzedawczyniach IP: *.man.polbox.pl 30.08.02, 14:31
      moja mam kupowała coś w sklepie spożywczym, zapłaciła i poprosiła, żeby
      rozmienić 5 zł na 2+2+1
      baba wydaje 5 jednozłotówek, mama mówi, że prosiła o dwuzłotówki, a baba na to:
      nudzi pani

      kiedyś w sklepie spożywczym miałam pieniądze w kieszeniach kurtki, wyjmuję je,
      płacę, a baba pyta, kiedy mam imieniny
      zaskoczona karnie odpowiedziałam, a ona na to, że powinien ktoś mi kupić na te
      imieniny portmonetkę
      • Gość: Monika Re: Saga o sprzedawczyniach IP: *.pol.lublin.pl 30.08.02, 15:01
        Ręce opadają. Wszystko zostało już chyba powiedziane... Od dawna zauważyłam,
        że panie sprzedawczynie - obojętnie czy ze sklepu z markową odzieżą, czy z
        bazaru, czy ze spożywczaka na rogu - są właśnie takie - proszę bez wywodów o
        grzeczności! - "palcem robione". Takie panienki bez przydziału do życia,
        obrażone, że muszą pracować w sklepach. Owszem, znam chlubne wyjątki, ale
        łyżka dziegciu psuje beczkę miodu...
        Poza tym - jak to jest wszystko prowadzone? Na linii organizacja towaru.
        Człoqwiek się przyzwyczai do kupowania czegoś, potem nagle tego czegoś brakuje
        w całym mieście (nie mam tu na myśli odzieży i butów w krótkich seriach).
        • Gość: gAndzia Re: Saga o sprzedawczyniach IP: *.se.com.pl / 10.0.200.* 30.08.02, 15:11
          ja jakichs spektakularnych przygód nie miałam, ze sprzedawczyniami radzę sobie
          dośc dobrze (zazwyczaj od razu wołam kierownika sklepu), ale w wiekszośc
          sklepów wręcz fizycznie czuję ich wściekłość: "o, ta to ma kasę, musze jej
          usługiwać, wrrr, oj dolo dolo, to ja powinnam być panią, czemu tak jest,
          nienawidze jej, skąd ma ta forsę..." itd itp. wręcz CZYTAM te teksty w oczach
          tych panienek:)
          • Gość: yaga Re: Saga o sprzedawczyniach IP: 213.206.132.* 30.08.02, 15:35
            ja pracowałam w sklepie Levi'sa w wakacje, utrzymywali mnie wtedy rodzice,
            praca z potrzeby extra gotówki a nie totalnej biedy, Pani przeze mnie
            obsługiwana mówi mi z obłudnym uśmiechem "A ciebie to pewnie nie stać na takie
            spodnie, no bo ile wy tu zarabiacie" well, bez komentarza

            a jeszcze z trochę innej beczki, ja bardzo lubię kiedy kosmetyki selektywne
            próbuje sprzedać mi panienka z obgryzionymi paznokciami, tłustymi włosami, nie
            potrafiąca nawet wymówic poprawnie nazwy kosmetyku, miodzio

            yaga
            • Gość: Kas Re: Saga o sprzedawczyniach IP: *.velocity.net 31.08.02, 18:34
              jeeez, chyba bym ja pogryzla (za te "nie stac cie") albo powiedziala, ze moj
              tata jest wlascicielem sklepu...
          • Gość: Nell Re: Saga o sprzedawczyniach IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 30.08.02, 15:36
            Gość portalu: gAndzia napisał(a):

            > ja jakichs spektakularnych przygód nie miałam, ze sprzedawczyniami radzę
            sobie
            > dośc dobrze (zazwyczaj od razu wołam kierownika sklepu), ale w wiekszośc
            > sklepów wręcz fizycznie czuję ich wściekłość: "o, ta to ma kasę, musze jej
            > usługiwać, wrrr, oj dolo dolo, to ja powinnam być panią, czemu tak jest,
            > nienawidze jej, skąd ma ta forsę..." itd itp. wręcz CZYTAM te teksty w oczach
            > tych panienek:)

            Chyba przesadzasz, a moze czytasz w myslach?
            Ze swojego doswiadczenia wiem, ze sprzedawczynie ciesza sie z dzianych klentek,
            im bardziej jestem obwieszona zlotem, tym bardziej unizone sa wzgledem mnie i
            wiecej rzeczy chca mi wcisnac...az czasami jest zenujace, a z trudnoscia
            przychodzi mi odmawianie..
            • damona Re: Saga o sprzedawczyniach 30.08.02, 15:51
              Gość portalu: Nell napisał(a):

              >
              > im bardziej jestem obwieszona zlotem, tym bardziej unizone sa wzgledem mnie i
              > wiecej rzeczy chca mi wcisnac...az czasami jest zenujace, a z trudnoscia
              > przychodzi mi odmawianie..

              wiesz Nell, ja mam taki patent: mowie, ze to cos juz mam. Od razu dziala. Robia
              tylko wielkie oczy...
              • Gość: Nell Re: Saga o sprzedawczyniach IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 30.08.02, 16:10
                damona napisała:

                > Gość portalu: Nell napisał(a):
                >
                > >
                > > im bardziej jestem obwieszona zlotem, tym bardziej unizone sa wzgledem mni
                > e i
                > > wiecej rzeczy chca mi wcisnac...az czasami jest zenujace, a z trudnoscia
                > > przychodzi mi odmawianie..
                >
                > wiesz Nell, ja mam taki patent: mowie, ze to cos juz mam. Od razu dziala.
                Robia
                >
                > tylko wielkie oczy...

                Ani chybi wyprobuje:))Nie lubie kupowac , czegos, czego tak naprawde nie
                chce:)))
        • moni_citroni Re: Saga o sprzedawczyniach 30.08.02, 15:26
          Weszlam kiedys do piekarni, bo bylam glodna. Grzecznie powiedzialam "dzien
          dobry"- zero reakcji pani sprzedawczyni. Poprosilam o 2 bulki z ostatniego
          koszyczka, bom slepa jest i nie widzialam ani nazwy ani ceny. Pani lodowatym
          tonem "JAKIE ???". Powtorzylam prosbe, pani wreszcie zrozumiala i dale te
          bulki. Ja na to "dziekuje bardzo" - zero reakcji. Ja "do widzenia" - zero
          reakcji.
          Nie mam juz ochoty widziec tej pindy, wiec zakupy zrobie w innym sklepie.

          A jesli chodzi o klientki, to drazni mnie troche "NIECH pani mi to poda" "NIECH
          mi to da" rodem prosto ze wsi.
    • Gość: ala_s Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) IP: 62.29.137.* 30.08.02, 16:37
      Z mojego ogródka. Jestem wymiarów, no powiedzmy ponadstandardowych. Byłam
      kiedyś z koleżanką w sklepie i ona mierzyła bluzkę. Podchodzę do Pani z
      pytaniem czy ma taką niebieską jak koleżanka mierzy, tylko 36. Pańcia, taksując
      mnie wzrokiem, odrzekła, że to nie mój rozmiar. Ja słodko odparłam, że swoje
      gabaryty znam.

      Wk.... mnie, że w sklepach markowych - i to także kosmetycznych nie tylko
      ciuchowych - panienki traktują mnie jak towar "II kategorii". Grube nie musi
      być zadbane???
      • g_andzia Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) 30.08.02, 16:42
        eeee, to znaczy nosisz 36 i uważasz, ze jesteś gruba????
        • agul1 Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) 30.08.02, 16:43
          Yyyy.. ja też nie za bardzo rozumiem..
        • Gość: fi Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 30.08.02, 17:38
          to kolezanka mierzyła tą bluzkę a ona poszła tylko wymienic na inny rozmiar
      • opaska Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) 30.08.02, 16:45
        Gość portalu: ala_s napisał(a):

        > Z mojego ogródka. Jestem wymiarów, no powiedzmy ponadstandardowych. Byłam
        > kiedyś z koleżanką w sklepie i ona mierzyła bluzkę. Podchodzę do Pani z
        > pytaniem czy ma taką niebieską jak koleżanka mierzy, tylko 36. Pańcia,
        taksując
        >
        > mnie wzrokiem, odrzekła, że to nie mój rozmiar. Ja słodko odparłam, że swoje
        > gabaryty znam.
        >
        > Wk.... mnie, że w sklepach markowych - i to także kosmetycznych nie tylko
        > ciuchowych - panienki traktują mnie jak towar "II kategorii". Grube nie musi
        > być zadbane???
        Brawo ala
        Ja rownież jestem rozmiarow ponadstandardowych tylko że w drugą stronę. ale i
        mnie spotykają takie sytuacje
        np. w Saskiej pytam o spodnie 34 lub xs- panienka prycha(!) i mowi pani to jest
        nie typowa, my dla takich nie szyjemy.
        • Gość: yaga Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) IP: 213.206.132.* 30.08.02, 17:41
          na moje pytanie o niesportowy stanik 70A w GC Pani powiedziała "takie małe
          rozmiary to nie ma jakiś wymyslnych, niech se pani obejrzy te bawełniane dla
          nastolatków"
          w ogóle kocham Panie w GC, wszystkie jak z tamtej epoki, a w stoiskach z
          kosmetykami selektywnymi moje juz wspomniane ulubienice z brudnymi pazurami i
          włosami
          • Gość: Izabella Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) IP: *.vgernet.net 30.08.02, 18:16
            Ja kilka lat temu bralam slub we Wroclawiu. Tam tez rozgladalam sie za sukienka
            i tez w kilku sklepach wlosy stawaly mi deba!! Najlepsze byl jeden sklep gdzie
            mieli dosyc duzy wybor sukienek ale wszystkie byly popowieszane w workach ze
            praktycznie nie mozna bylo nic zobaczyc, rowniez w tym sklepie przed
            przymierzeniem sukienki trzeba bylo zaplacic cala sume kaucji w razie gdyby cos
            stalo sie z sukienka w trakcie przymierzania jest ona juz kupiona:)))))Mnie i
            moja mame tak to rozsmieszylo ze wyszlysmy nawet nie ogladajc sukienek.Na
            szeczscie nie we wszystkich sklepach maja taka polise i udalo mi sie moja
            sukienke przymierzyc i ogladnac w lustrze zanim kupilam.
          • ruda_102 Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) 30.08.02, 18:16
            a ja uwielbiam takie sklepiki spożywcze
            w centrum W-wy, co to im grozi upadek z winy hipermarketów.
            Tylko że na półkach głównie przemetkowane towary z Makro czy Auchan
            i żadnego pomysłu na wyróżnienie się.
            Jak nie mam czasu na lunch to próbuję czasem coś kupić w takim
            i oferta nie wychodzi poza ser + bułka.
            W środku na powierzchni 30m2 pracują 4 osoby,
            które - jak wchodzi klient - zajmują się przestawianiem i metkowaniem
            towarów, namiętną rozmową itp. (trudno się koło nich przecisnąć).

            Bardzo wczesną wiosną widziałam np. taką scenkę:
            pani wynosi z zaplecza nowalijki, w tym miniaturowe pudełeczko
            truskawek za jakąś gigantyczną cenę. W środku może 10-12 owoców.
            I na moich oczach bez najmniejszej żenady bierze jedną i zżera.
            (oczywiście nie były na wagę).
          • Gość: kasica Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 30.08.02, 18:23
            panie w GC sa rozne, ale niewatpliwie przeszly jakies przeszkolenie
            po "poprzedniej epoce" - kilka razy bylam mile zdziwiona ich uprzejmoscia i
            checia pomocy. ale roznie to bywa. ogolnie - bywaja bledy popelniane przez brak
            wyszkolenia, oglady czy zwyklej wyobrazni jak dany tekst moze byc odebrany
            przez klienta, a bywaja tez zachowania chamskie, i na te ostatnie nie ma
            zadnych okolicznosci lagodzacych. swoja droga nie moge sie temu nadziwic -
            przeciez dla zwyklej _wlasnej_ higieny psychicznej dobrze jest byc w miare
            milym dla ludzi. pensje sprzedawcow moze nie zachecaja do nadmiernego
            optymizmu, ale swiadomosc dobrze wykonywanej roboty chyba tez sie liczy? ja bym
            wolala byc swietna sprzedawczynia niz beznadziejna za te sama kase. ludzie sa
            dziwni :)
          • anexxa Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) 30.08.02, 18:24
            sprzeciwie sie. moja opinia o paniach zgc, zostala
            dwukrotnie podwazona.

            1 - okolice gwiazdki, ogolny havoc, ludzie ganiaja z
            rozwianym wlosem. zrobilam juz zakupy typu prezenty,
            teraz zachcialo mi sie spodni - levi's engineered jeans.
            jako ze calkowicie niezdolna jestem do wygarniania sobie
            kolejnych sztuk z polek, pytam pania ekspedientke, czy
            maja cos takiego w moim rozmaire. pani pyta o rozmair,
            uslyszaawszy 29 krzyczy ze skadze, przeciez ja taka
            cienka w pasie jestem (chala tam jestem, ale milo sie
            robi, jak ci baba prawi komplementy). rzuca sie szukac
            spodni w moim lub zblizonym rozmairze, niestey bez
            zadanego skutku. dziekuje, klaniam sie, ide dalej.
            trafiam cos tam innego opodal (chyba koszule dla tatki w
            navy), stoje w ogonku... az tu nagle podlatuje do mnie ta
            pani z nareczem spodni i pyta, czy moze inny model by
            mnie nie satysfakcjonowal.

            2 - lato, wrzat, a mnie zachcialo sie czarnych lnianych
            spodni. widzialm takie 2 dni wczesniej w hofflandzie. ale
            coz to, jest tylko rozmair 40, nawet jako najnizsze
            biodrowki jeszcze o polowe za wielki. podchodze do
            sprzedawczyni i wyluszczam jej prosbe. sprzedawczyni
            usmiecha sie, prosi o spoczecie, ona pszuka. znajduje
            jedne, oddalam sie w kierunku przymierzalni. kolejka. za
            chwile kurcgalopkiem dobiega do mnie moja sprzedawczyni i
            ciagnie w kierunku innej przymierzalni. jednoczesnie
            wrecza mi 3 inne pary spodni. mierze, przeginam sie,
            wybrzydzam. zadne mi nie pasuja. az mi zal, ze nic od tej
            uroczej kobiety nie kupie, co wyrazam werbalnie. bostwo
            kieruje mnie na pietro 2, do lineara, gdzie powinno byc
            cos jeszcze. ide, jest, przymierzam, kupuje.

            jesli to nie jest dobra obsluga, to bog mi swiadkiem -
            nie wiem, co mozna nazwac tym mianem.

            oczywiscie, rownowaga dla tych dwoch uroczych kobiet jest
            pannica z dzialu bieliznianego (moge pokazac ja palcem
            zainteresowanym - taka slowianska uroda, pucata, pyza na
            polskich drozkach doslownie). o dwoch typach stanikow
            (sciskajace i podnoszace) nie wiedziala nic, wrecz
            wmawiala mi, ze roznicy brak, a jak zechcialam
            przymierzyc swiezy stanik, a nie zakurzony, wiszacy na
            wieszaku, powiedziala, ze nie ma, tylko takie sa. juz to
            widze, jak w gc maja 5 stanikow z danego rodzaju.
            hehehehe. owszem, nie wszystkie mozna mierzyc, bo jak tak
            kazdy zmierzy i przybrudzi, to bedzie syf a nie stanik,
            ale ja nie jestem kazdy i nie musze sie akurat w tym
            momencie zajmowac reszta populacji kobiet z 75a, chcacych
            kupic stanik triumpha.
            xx.
          • Gość: Monczus Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) IP: *.piscataway-11rh16rt.nj.dial-access.att.net 30.08.02, 21:52
            Jedna z moich kolezanek jest b. drobna osoba, o bardzo dziewczecym wygladzie,
            choc ma 24 lata. Teraz jest juz lepiej - moze np. kupowac ciuchy na dzieciecym
            stoisku Zary - ale kiedys nie bylo tak latwo. Opowiadala mi, ze kiedys w pewnym
            sklepie przymierzala dzinsy, ale niestety byly za duze, wiec poprosila o
            najmniejszy rozmiar jaki maja. Na to pani z pogarda: Pinokio jest na przeciwko!
            (Pinokio to sklep z odzieza dla maluchow , rzeczywiscie naprzeciw
            owego "salonu" odziezy).
    • Gość: AEL Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) IP: 2.4.STABLE* 30.08.02, 18:35
      Oto moje trzy grosze odnośnie pań z GC:
      wypatrzyłam sobie sukienkę,przymierzyłam kilka kolorów i rozmiarów, wreszcie
      wybrałam.Pani "kasuje mnie" i pakuje sukienkę do torby. Nagle zauważa
      mikroskopijną "skazę", której ja nie dostrzegłam nawet mając ją na
      sobie. "Ojej,ta tu coś ma, zaraz pani przyniosę dobrą". Pędzi na zaplecze i w
      okamgnieniu przynosi mi inną sztukę.
      Moje zdziwienie było tym większe, że była to pani w wieku przedemerytalnym i
      spodziewałam się po niej zachowania a`la PRL.
    • isia67 Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) 30.08.02, 19:11
      Moja koleżanka prowadząca duży sklep z ciuchami twierdzi, że zatrudniać musi
      tylko te dziewczyny, które minimum mają maturę. Z tymi, które jej nie mają nie
      sposób się dogadać. Najlepsze oczywiście takie co studiują. Ale każdy kij ma
      dwa końce. Niby z taką łatwiej się dogadać (tę odrobinę inteligencji musi
      posiadać), ale za to drażnij ją, że musi usługiwać innym (wreszcie sprzedawca
      to zawód usługowy), a przecież ona prawie pani magister. I stres gotowy.
      • g_andzia Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) 30.08.02, 19:38
        muszę się przyłączyć do pochwał pod adresem pań z gc i to tych starszych -
        widać, że im zależy na pracy i się starają. nie miałam problemów ani z
        przechowaniem przez pewien czas kupionego mamie serwisu obiadowego (musisłam
        podjechac bliżej samochodem, żeby toto wtargać), ani z przerabianiem spódnicy,
        a jak się czegoś szuka to faktycznie biegają kurcgalopkiem i przynoszą:) fajne
        też są zazwyczaj te "na kosmetykach", młódki, dają próbeczki, na tle innych
        sklepów super. oczywiście niestety bywają wyjątki, ale generalnie lubię tam
        robić zakupy:)
      • g_andzia Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) 30.08.02, 19:40
        isia67 napisała:

        > Moja koleżanka prowadząca duży sklep z ciuchami twierdzi, że zatrudniać musi
        > tylko te dziewczyny, które minimum mają maturę. Z tymi, które jej nie mają
        nie
        > sposób się dogadać. Najlepsze oczywiście takie co studiują. Ale każdy kij ma
        > dwa końce. Niby z taką łatwiej się dogadać (tę odrobinę inteligencji musi
        > posiadać), ale za to drażnij ją, że musi usługiwać innym (wreszcie sprzedawca
        > to zawód usługowy), a przecież ona prawie pani magister. I stres gotowy.


        wlasnie o to mi chodziło, jak wyżej pisałam, że one tak patrzą jakby chcialy
        gardlo przegryźć. nie każdy człowiek ma predyspozycje psychiczne do zawodu typu
        usługowego. niestety do handlu trafiają osoby przypadkowe, z musu, z braku
        wykształcenia,z braku pomysłu na życie. a jak się spotka sprzedawce z krwi i
        kości to az miło się kupuje:))
        • Gość: kasica Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 30.08.02, 20:06
          o, i to jest swieta racja. bywaja "urodzeni" sprzedawcy, kelnerzy. chyba jednak
          najczesciej ludzie trafiaja do takiej pracy na zasadzie selekcji negatywnej.
          chyba nie docenia sie wplywu jakosci obslugi na interesy sklepu. osobiscie
          podziwiam wszystkich, ktorzy wykonuja taka prace naprawde dobrze, a zdarzylo mi
          sie takich spotkac - genialne kelnerki, fajne sprzedawczynie, osoby z obslugi
          klienta w najrozniejszych miejscach. robienie tego _naprawde_ dobrze moim
          zdaniem wymaga sporej inteligencji, taktu (to sztuka byc uprzejmym, nie bedac
          jednoczesnie sluzalczo nadskakujacym - tego tez nie lubie) i odpornosci
          psychicznej tudziez psychologicznego podejscia i ja bym byla bardzo szczesliwa,
          gdyby sprzedawczyniami zostawali ludzie po wyzszych studiach, i jeszcze byli
          zadowoleni z rangi zawodu, jaki wykonuja :)
    • dependable Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) 30.08.02, 21:17
      Dziewczyny, myślę, że jak to zwykle bywa, prawda leży po środku. Niestety!
      Może będzie nie na temat, ale wnioski rzucą trochę światła ;)
      Pracuję na obsłudze klienta w banku i przestałam kierować sie zasadą,
      że "Dzięki klientowi mam pracę" i "klient nasz pan". To, co napisała Anexxa o
      krowach, psychopatach jest kroplą w morzu... wszędobylskiej głupoty, kretynizmu
      i patologicznego zadufania w swoją pseudo-inteligencję. Mam nadzieję, że nikogo
      nie uraziłam, zrasztą wątpię byście Wy korzystały z usług mojego banku, bo to
      zupełnie inny segment klienta. W każdym bądz razie zdązyłam już być posądzoną o
      złodziejstwo, podstawowe wykształcenie, złośliwość (ale akurat to jest pikuś),
      oczywiście o brak profesjonalizmu i co tylko sobie wymyślicie. K... jeszcze nie
      zostałam, no bo to bank i nie wypada, choć zdarzyło sie kilka razy, że klienci
      klęli na cały głos i wcale nie z powodów obiektywnych (żebyście przypadkiem nie
      miały wątpliwości).
      Wiem jedno: nie mam cierpliwości i powoli zaczynam traktować każdego klienta,
      jak potencjalnego wroga. Niestety odbija sie to na tych, którzy są OK.
      I zrozumiałam panienki na poczcie pracujące powoli, bo wiem jaką mają
      odpowiedzialność i jak wyglądają szkolenia.
      Dlatego mam swiadomość, że jeśli sprzedawca w sklepie podchodzi do mnie z
      dystansem, to z powodu kretyna, który kiedyś doprowadził go do granic
      wytrzymałości. Znam panienki odwiedzające drogerie tylko po to, żeby pachnieć
      przez dany dzień markowymi perfumami; nietety często brakuje testerów, bo ktoś
      je ukradł itd itp.
      Nie staję oczywiście w obronie krów za ladą, które są niemiłe i wypływa to z
      ich krowiej natury, bo widać kiedy ktoś jest zmęczony a kiedy bezczelny
      (taksowanie wzrokiem i inne fantastyczne nawyki wymalowanych lal).
      POza tym nie wiem jak Wy, ale ja odwiedzając urząd skarbowy i urząd miasta
      czuję się jakbym wsiadła do wehikułu czasu i przeniosła sie kilkanaście lat
      wstecz.
      PS. To tak w ramach dygresji
      Pozdrawiam
      • Gość: alissa19 Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 30.08.02, 22:25
        a juz najbardziej wkurzajace jest to ze taka jedna z druga sa dla klienta a
        zahowuja sie jak udzielne ksiezne-tak jakby robily laske ze zyja.to w koncu nie
        moja wina ze ona/on stoja za 500pl caly dzien-ja przychodze wydac
        pieniadze ,ktore za darmo tez nie przychodza do mnie i oczekuje chocby
        falszywego usmiechu.pozorow,ktore obu stronom ulatwia zycie.
        owszem zdarzaja sie fajni ludzie,ktorzy autentycznie chca pomoc i sie staraja-
        wtedy mi sie z nimi uda przegadac fajna chwilke.
        taki przyklad-kolezanka ubrana w dzinsy i t-shirt weszla do sklepu
        Iceberga,chciala poogladac spodnie i cos wybrac-pani w ogole jej nie chciala
        nic pokazac "bo i tak nic nie kupi".poszla do bankomatu,wrocila,kupila spodnie
        za 2tys pl i wyszla bez slowa.facetka szczeke podniosla po jej wyjsciu z
        podlogi.
        wlasnie to mnie wkurza-takie tepe szufladkowanie po wygladzie.idiotyzm.
    • Gość: rossa Re: Saga o sprzedawczyniach ..... :) IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 31.08.02, 00:00
      Wracając do głównego tematu wątku:
      Wiadomo, że w trakcie mierzenia najbardziej brudzą się obcisłe rzeczy nakładane
      przez głowę w kolorze białym i pokrewnych. Niektóre sklepy wieszają w
      przymierzalniach szyfonowe chusteczki, by kobitki przy mierzeniu wycierały
      podkład i puder właśnie w nią. Jeśli wisi w przymierzalni, to dla mnie ok-
      delikatna sugestia, by jej użyć, acz niezobowiązująca. Ale raz mi się zdarzyło,
      że pani w sklepie wraz z ciuchem wybranym do mierzenia podała mi WOREK z
      prośbą, bym go założyła na głowę w trakcie nakładania obcisłej bluzeczki.
      Stylonowy worek, taki z jakim biegałam w podstawówce z kapciami do szkoły!!!!
      Zamurowało mnie, choć rzadko mi się to zdarza :)))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka