Dodaj do ulubionych

Gotujacy Panowie - Piter, Nadszyszkownik...?

04.05.04, 21:27
Nasza Pinezka jest zainteresowana wspolpracownikami w zakresie poradnictwa
kulinarnego "meskim okiem". Przepisow nigdy nie za duzo,szczegolnie, ze
publikujemy tylko te, ktore zostaly wyprobowane na zywym ogranizmie, a mamy
specjalna polke na "meskie gotowanie". Kaszanki, golonki i schabowe mile
widziane, ale moze byc tez cos lzejszego. Generalnie wyznacznikiem jest:
ugotowalem, nie jest to trudne,a dobre wyszlo. Moga temu towarzyszyc anegdoty
i rozne opowiastki. W obecnej Pinezce jest tekst o kaszance, ktory moze dac
jakies wyobrazenie o poszukiwanym tekscie :

www.pinezka.pl/content/view/186//
Serdecznie zapraszam :-)
Obserwuj wątek
    • e_wok Przepraszam, pomylilam linki, tu jest wlasciwy: 04.05.04, 21:29

      • e_wok tutaj: 04.05.04, 21:29
        www.pinezka.pl/content/view/186//
    • annb Re: Gotujacy Panowie - Piter, Nadszyszkownik...? 05.05.04, 13:18
      masz @
    • senior_cohones Re: Gotujacy Panowie - Piter, Nadszyszkownik...? 05.05.04, 13:36
      pracowałem trochę w restauracji a gotuję , bo to odstres.
      • e_wok Re: Gotujacy Panowie - Piter, Nadszyszkownik...? 06.05.04, 17:57
        W takim razie jestem bardzo zainteresowana wspolpraca w tym zakresie. Czy masz
        moze jakas popisowa potrawe, cos, czego domagaja sie zaproszeni goscie i co
        zawsze dobrze wychodzi, a nie jest jakies strasznie skomplikowane? Kontakt ze
        mna jest przez poczte gazetowa e_wok@gazeta.pl
    • nadszyszkownik.kilkujadek Rozumiem, ze ... 06.05.04, 17:25
      ... redakcja Pinezki chcialaby, aby powstale teksty odmalowywaly stereotyp
      mezczyzny, ktory w kuchni potrafi ugotowac co najwyzej jajko (na twardo)? I
      spalic karkowke na grillu? Z najwyzsza rozkosza! Obiecuje cos wygenerowac.
      • e_wok Absolutnie nie 06.05.04, 17:51
        Nie chodzi o utrwalanie stereotypow bezradnego faceta w kuchni, przypalajacego
        wode na herbate. Jesli jakis stereotyp wchodzi w gre to raczej ten, ze
        mezczyzni lepiej sie czuja w miesnych potrawach (no bo wiekoszosc osob oczyma
        duszy widzi faceta nad schabowym , a kobiete nad salatka grecka). A my po
        pierwsze chcialybysmy przyciagnac meska publicznosc,ktora coraz chetniej lapie
        sie za garnek (a wielu mezyzcyzn za autorytet w jakiejs dziedzinie,z gotowaniem
        wlacznie, sklonna jest raczej uwazac innego mezczyzne, a nie kobiete),po drugie
        przelamac stereotyp faceta "dwie lewe rece", a po trzecie faktycznie cos jest w
        tych "wrodzonych" meskich zdolnosciach do przyrzadzania mies - chociaz jesli
        masz na skladzie jakis fajny patent np.na tiramisu (mnie np.interesuje, jak
        zlapac ten moment kiedy juz jest wystarczajaco ubite, a jeszcze sie sie nie
        zwarzylo) - to tez jest interesujace. O ile pamietam, mieszkasz w kraju o
        ciekawej kuchni - moze to wykorzystac?
        • maly.ksiaze Re: Absolutnie nie 06.05.04, 18:06
          Ciekawa kuchnia? Chyba curry z puszki... Swoja droga znakomite jako 'baza'. Czy
          w Polsce popularne sa ..hmmm.. 'slow cookers'? Takie urzadzenia do powolnego
          gotowania...

          Pozdrawiam,

          mk.
          • e_wok To jest bardzo szczegolowe pytanie 06.05.04, 19:25
            a ja jestem kuchennym tumanem. Ale jesli mi wyjasnisz,co to jest albo chociaz
            do czego jest podobne to zapytam bardziej oblatane w temacie Polki.
            Czy to jest jakies naczynie do gotowania na parze? Do jakich potraw sie je
            wykorzystuje? Czy mozna to czyms zastapic?
            • lolyta Re: To jest bardzo szczegolowe pytanie 06.05.04, 20:24
              Slow cooker to garnek z wkladka ceramiczna i grzalka w srodku, sluzacy do
              pzryrzadzania potraw dluuugo (po pare godzin) i w nieco nizszych temperaturach.
              W Polsce tego ustrojstwa nie widzialam. Mam, prawie nie uzywam, bo jak cos
              gotuje to mam zamiar to zjesc pzred uplywem 12 godzin, ponadto dluga obrobka
              cieplna niespecjalnie dobrze wplywa na wartopsci odzywcze warzyw na ten
              przyklad. Dobre ewentualnie do bigosu. Producenci tej maszynki maja na swojej
              stronie mnostwo przepisow, ale mam wrazenie ze wszystkie te rzeczy mozna
              szybciej i nie gorzej przyrzadzic w normalnym garnku, zwlaszcza ze do tego
              slowcooka i tak wiele rzeczy trzeba najpierw obsmazyc, podgotowac itp, wiec
              wlasciwie slowcook to jeden wiecej gar do mycia (ostroznie, nie mozna go
              zanurzyc w wodzie) i mniej miejsca w kuchni na pare godzin. Ale moze sa jacys
              prawdziwi koneserzy tego wynalazku ktorzy sa w stanie udowodnic wyzszosc tegoz
              nad normalnymi naczyniami.
              • nadszyszkownik.kilkujadek Eh, kobiety pracujace... 06.05.04, 20:49
                Wyzszosc nad zwyklym garnkiem polega np. na tym, ze sie wszystko co trzeba
                wrzuca do gara wieczorem, wlacza rano, tuz przed wyjsciem z domu - a zjada
                wieczorem. Bo gdy wracasz z pracy, wszystko jest juz gotowe, pachnace - bez
                odgrzewania. A ryzyko przypalenia - minimalne. W sumie czas faktycznie spedzony
                w kuchni sie dosc skutecznie ogranicza. A niektore rzeczy - taki na przyklad
                klasyk, jak 'coq au vin' wychodza wprost swietnie. Z minimalnym ryzykiem i
                nakladem pracy..
                • lolyta Re: Eh, kobiety pracujace... 06.05.04, 20:58
                  No wlasnie to trzymanie w temperaturze pokojowej (lub niewiee wyzszej) przez tak
                  dlugi czas mnie odstrecza. Zwlaszcza, ze tutaj srednia temperatur w rroku to
                  chyba cos kolo 30 stopni. I obawiam sie ze w moim klimacie cos przetrzymane tyle
                  czasu na zewnatrz lodowki w temperaturze niebakteriobojczej to bron biologiczna.
                  A w normalnym klimacie tez nie zaleca sie trzymania jedzenia poza lodowka dluzej
                  niz 2 godziny.
                  • nadszyszkownik.kilkujadek Re: Eh, kobiety pracujace... 09.05.04, 01:40
                    > No wlasnie to trzymanie w temperaturze pokojowej (lub niewiee wyzszej)
                    > przez tak dlugi czas mnie odstrecza.
                    Czymże jest mizerne 100C w skali kosmosu? Czy zaleca się, czy nie - trudno mi
                    powiedzieć. Jednak gdyby to była uzasadnione, ludzkość wymarłaby przed
                    wynalezieniem lodówki, odkurzacza i innych osiągnięć feminizmu. No, ale piszesz
                    z kraju mrożonek. Może więc wszyscy wychodzą z założenia, że rozmorożnego
                    żarcia na powietrzu trzymać nie lzia. I to akurat prawda.

                    W każdym razie wygodne urządzenie... Ale jeśli uważacie, że to 'nieżyciowe', to
                    może wymyślę coś innego.
                    • lolyta Re: Eh, kobiety pracujace... 09.05.04, 04:25
                      Ja nie pisze, ze "uwazamy". ja tylko napisalam, czemu JA tego nie uzywam. Nie u
                      wszystkich temperatura pokojowa rowna sie zwrotnikowa.
    • warshawiak Frykas poetycki 06.05.04, 20:39
      Na przepisy kulinarne Ćwierciakiewiczowej
      .
      Bierze się chleb do gęby
      I kładzie między zęby,
      Potem się gębą rucha,
      Aż to wlizie do brzucha,
      Potem się dupę wypina
      I gotowa legumina.
      :)
    • Gość: Piter Re: Gotujacy Panowie - Piter, Nadszyszkownik...? IP: *.elartnet.pl / 62.233.196.* 08.05.04, 22:45
      Jestem, jestem, ale na chwilę! Może ustalmy szczegóły... Falki, cynadry,
      wątróbeczka, i powtarzam: eintopfy... oj, baby kochane, jak nie docenicie...
      Pietruszczak
      • e_wok Piter :-) 09.05.04, 00:10
        Przede wszystkim dzieki za odzew :-) Ja osobiscie nie jestem zwolenniczka
        podrobow, ale moze dlatego,ze nie zdarzylo mi sie jesc naprawde dobrze
        zrobionych. Nie chce Ci niczego sugerowac, moze po prostu umowmy sie, ze jesli
        poczujesz wene i stworzysz jakis pelen pasji tworczej przepis to przeslij mi na
        gazetowego priva e_wok@gazeta.pl , dobrze? Mysle,ze podroby sa w pewnym sensie
        ziemia nieodkryta,wiec tym bardziej mozna je jakos dowartosciowac, skoro sam
        wyprobowales, ze warto. Tylko, poniewaz wybierasz takie "tworzywo" to
        poprosilabym o naprawde szczegolowy opis, z wytycznymi,ktorymi nalezy sie
        kierowac przy zakupie wlacznie. Bo jakos tak mi sie wydaje,ze chyba to dosc
        delikatny material i wolalabym sie poruszac po przetartych sciezkach.
        • Gość: Piter Re: Piter :-) IP: *.elartnet.pl / *.elart.com.pl 09.05.04, 08:35
          Odpowiem odrazu odnośnie zakupu: albo ruska ruletka, albo pewne, stałe źródło.
          tertiuim non datur!
          Ja mieszkałem wiele lat obok największego w Warszawie targowiska przy Hali
          Banacha. Jest tam milion "bud" z miesem i podrobami.
          Przeprowadziłem "rozpoznanie bojem" i wytypowałem 2-3, w których bez strachu
          zaopatrywałem się we wszystko. Efekt - około 10 lat ustawicznego pożerania
          chabaniny bez jednego chocby zatrucia czy abszmaku.
          Przyznam, że innej metody doboru nie stosowałem, gdyż nie zawiodłem się ni razu.
          Dziś też korzystam ze stałych, sprawdzonych źródeł na targu. Sklepów,
          zwłaszcza "marketów" z przedrostkami, nieco się obawiam, no, może nie do konca
          im ufam. Choc koło mnie jest taki, w którym rozbieraja półtusze i porcjują
          mięsko za prześwitującą plastikową ścianą.
          Mam też zaprzyjaźnioną rodzinę chłopów, która "na zamówienie" (najczęściej
          kilku z nas, meszczuchów) bije np. świniaka, czy cielaka i wówczas również
          wiem, co mam. Wiem, że świntuch miał jakieś 100 kg, co daje około 60-70 kg po
          oporządzeniu i nie był to stary knur, ale ładny, młody opasiak. Takoz z
          cielakami - wiem, że kupowane przeze mie mięsko jest z bukacika, a nie z np.
          padłej starej krasuli, które do zmięknięcia potrzebuje 100 lat obróbki
          cieplnej, jak to się fachowo mówi.
          Z uwagi na charakter mojej pracy zawodowej nie stać mie na buszowanie po
          sklepach i wybieranie świeżego towaru a la Makłowicz.
          Dlatego sorrki, że niewiele ci w tym temacie pomogłem, ale tak już mam i tym
          sie dzielę.
          Co do "tworzywa", to rzuciłem tylko tak sobie, na rybkę, bo podroby uwielbiam
          również.
          Jak nie chcesz o podrobach, to mogę o mięsie, jajkach, czy zupach.
          Choc tak naprawdę, to moim zdaniem z gotowaniem jest jak z sexem (za
          przeproszeniem, oczywiście i po uwadze, że nie wszystko mi się kojarzy...).
          Ale, podobnie jak w sexie, gdzie tak naprawdę istnieją dwie zasadnicze pozycje:
          brzuchowo-brzuchowa i brzuchowo-grzbietowa, a reszta to modyfikacje +
          wynalazki, tak w kuchni istnieje kilka jedynie przepisów, a reszta to inwencja
          własna. I od własnych upodobań zależna. Wyłącznie.
          Dlatego czytając czyjeś przepisy wkurza mię podawanie ilości, typu: 30 dkg
          cebuli. A skąd, do jasnej cholery, ja mam wiedzieć ile to jest? Ja wolę np.: 2
          średnie cebule, czy też: cebula wg upodobania, ale tyle, żeby np. zagęściła
          odpowiednio sos.
          W przepisach wszystko dopasowuję do skłądnika podstawowego. Mając, dajmy na to
          1 kg mięsa, każdy chyba wie, jak do tego dopasować dodatki...
          A co do przypraw... tym bardziej! Jeden lubi ostro, drugi aromatycznie...
          Oj, poniosło mię, przepraszam.
          P.
        • Gość: Piter Re: Piter :-) IP: *.elartnet.pl / 62.233.196.* 09.05.04, 08:37
          Zapomniałem, jak chcesz, to moje bajdurzenia po redakcyjnej obróbce wykorzystuj
          zgodnie z zapotrzebowaniem
          P.
    • ggigus mam pytanie 12.05.04, 18:19
      Od razu wyjasniam, nie chce podawac przepisow.
      Ale czemu piszecie, ze do panow?
      Czyzby interseujace przepisy autorstwa pan nie moga ukazac sie w Pinezce?
      Dalczego meskim okiem? Amoze byt polke na gotowanie, a czy przepis poda on czy
      ona, nie gra roli? Byle bylo smaczne?
      • e_wok Re: mam pytanie 12.05.04, 19:45
        Bo mamy taka podpolke w dziale kulinarnym. Po prostu. Pojawila sie, kolega,
        ktory tam zaprezentowal przepis, dostal rozne maile od czytelnikow, czyli jest
        zainteresowanie, wiec chcemy utrzymac dzial. Zadnej ideologii w tym nie ma. A
        przepisow pan jest wiekszosc, najlepiej zajrzyj do dzialu "Makutra" to sie
        przekonasz - mamy fajny cykl o szybkim gotowaniu i o tym, co nalezy miec w
        zamrazalniku na wszelki wypadek.
    • Gość: wiadomo kto przeglądam pinezkę... IP: *.lnet.pl 15.05.04, 01:15
      ... i nie widzę żadnych kulinarnych koncepcji wzmiankowanych piterów i nadszyszkowników...
      ... w związku z tym zachęcam do eksperymentów z oryginalną krupczatką (the genuine original krupczatka ;-)...
      ... mięcho można sobie darować...

      pozdrawiam zieloną herbatę!
      • lolyta Re: przeglądam pinezkę... 15.05.04, 01:45
        A no bo pinezka sie ukazuje poki co raz w miesiacu (planujemy czesciej, ale to
        za chwile) i mamy nadzieje piterow i nadszyszkownikow wykorzystac w najblizszym
        czasie.
        • Gość: wiadomo kto OK ;-) IP: *.lnet.pl 15.05.04, 01:54
        • Gość: wiadomo kto Z tą krupczatką... IP: *.lnet.pl 15.05.04, 02:05
          to poważnie. Eksperymentujemy w ten sposób, że w potrawach, które dotychczas bazowały na "normalnej" mące używamy krupczatki (oryginalnej :-)!

          Niektóre potrawy w wyniku tej zamiany były nieporozumieniem kulinarnym ;-), ale są też takie, że... palce lizać!

          ...a mięcho można sobie darować...
          ...np nakarmić nim ptaszyska... ;-)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka