Gość: maskulinista
IP: 150.254.112.*
07.06.04, 18:14
Mieszkam z kobietą. Jakieś trzy lata. Przez większość tego czasu kobieta ma:
a) migrenę,
b) chandrę,
c) miesiączkę,
d) inne sprawy kobiece,
e) zakupy do zrobienia,
f) zaległe książki do przeczytania.
Wracam wieczorem z pracy, zmywam stertę brudnych naczyń w zlewie, robię kolację (dla niej i dla siebie), parzę jej ziółka, robię masaż, wyprowadzam psa.
Nie idę do pracy - robię obiad, bieżące naprawy, wyrzucam śmieci, reszta - jak wyżej.
Raz, może dwa razy w roku jestem mocno chory. Wtedy ... robię to samo co zwykle, bo ona ma:
a) lub b) itd. ...
Uważacie, drogie feministki, że to jest RÓWNY podział obowiązków? Gdybym kobietę traktował RÓWNIE poważnie jak moich współpracowników, to już dawno dostałaby zwolnienie dyscyplinarne. Kobietę mogę kochać, ubóstwiać, nawet szanować, ale traktować równo? To nienaturalne. Wybaczcie, drogie feministki, wyrażenie, ale: BEZ JAJ!